Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.
bariera ochronna - fizyczna
86%
wolna mścicielka
name:
Ricky Roseberry
alias:
Sofia
age:
24
height / weight:
156/50
Wysłany: 2018-03-07, 11:21
Multikonta: Brak
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
/20 luty -> Część Ricky i Rocky
Od wczoraj próbuję omijać moją siostrę. Po prostu jestem na nią zła. Rozumiem, że nie akceptuje mojego wyboru powrotu do Sami, ale to nie znaczy, że ma mi matkować i czepiać się błędów. Nie widziała mnie, gdy spotkałam Sami. Ja siebie widziałam. Widziałam to jak się zmieniłam przy niej. Na lepsze. Byłam tą radosną dziewczyną, która została wtedy w Seattle, ale nie bo to ja jestem rzepem i musi sobie ze mną radzić. No to spójrz jestem odpowiedzialna i podejmuję decyzję sama bez jej wsparcia. Chociaż żałuję, że mnie nie rozumie. Dzisiaj wstałam dość wcześnie, bez humoru i energii, ale założyłam na twarz uśmiech i ubrałam się w czarne rurki i luźną koszulkę. Nie miałam w planach wychodzić na podwórko, więc nie ubierałam się za ciepło. Weszłam do części kuchennej i od razu miałam odruch by się cofnąć. Przy stole siedziała Rocky i popijała kawę. Westchnęłam głośno i podeszłam do lodówki nie zwracając na nią uwagi. Z chłodziarki wyciągnęłam sobie mleko, a z szafki obok płatki jaglane. Nałożyłam sobie do miseczki i usiadłam przy stole, by zjeść śniadanie. Widziałam jak Rocky mi się przygląda, ale nic nie mówiłam, bo i po co. Zjadłam połowę, gdy z westchnięciem przeniosłam na nią wzrok.
- Co? - zapytałam chyba zbyt oschle, ale miałam dosyć przyglądania się jak jem. Tak jem nie mam dołka i nie omijam jedzenia. Haaaloooo nie jestem anorektyczką tylko dziewczyną ze stanami pod depresyjnymi to jest różnica prawda? - Jeśli masz zamiar robić mi kolejny wykład jak to ja się zamykam w sobie to sobie daruj. - powiedziałam już trochę spokojniej, ale nadal byłam na nią wściekła.
Po wczorajszych rozmowach miałam prawdziwy mętlik w głowie. Jedyne czego byłam pewna to tego, że powinnam powiedzieć Ricky. Tak się tego bardzo bałam, że prawie ten strach mi paraliżował. Wiedziałam, że moja siostra nie będzie zadowolona. Nie zadowolona to mało powiedziane... Spodziewałam się, że wkurzona na maxa. Jeśli do teraz nie myślała by zerwać nasza więź to po tym co jej powiem na pewno tego będzie. Nie chciałam tego, bo wiedziałam, że bez niej nie dam rady. Będzie mi brakować jej, bo była cząstko mnie...
Kiedy weszła do kuchni zastanawiałam się jak jej to powiedzieć. Czy jest w ogóle sposób by powiedzieć tak by nie wprowadzać jej w furię. Jednak minuty miały, a Ricky zauważyła, że jej się przyglądam.
- Widziałam się wczoraj sam i użyłam na niej mocy - powiedziałam na jednym wydechu. Postanowiłam powiedzieć najpierw swoje grzeszki. Nie chciałam od razu oczerniać Sam, bo pewnie od razu zacznie jej bronić. Być może jeśli powiem co ja zawiniłam może uwierzy, że mówię prawdę. Skoro nie ukryłam czegoś, co doskonale wiedziałam iż jej nie zadowoli.
Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.
bariera ochronna - fizyczna
86%
wolna mścicielka
name:
Ricky Roseberry
alias:
Sofia
age:
24
height / weight:
156/50
Wysłany: 2018-03-07, 23:09
Multikonta: Brak
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
W tym momencie chyba jest za późno na takie rozkminy co by było gdyby, prawda?
No tak, bo teraz nagle strach o nasze więzy dawał o sobie znać, a wcześniej o nie? Kurwa wiedziałam, że moja depresja w tym nie pomaga, ale dawałam sobie z nią radę. Do czasu. Teraz, gdy czuję tyle i moje myśli przelatują mi przez głowę z taką prędkością, nie byłam pewna tego co się ze mną działo. Chciałam by to się skończyło i coraz więcej razy zastanawiałam się nad tym czy nie poprosić o pomoc. Może teraz dałabym się zaciągnąć do psychologa, ale przerażała mnie ta wizja, bo pierwszym wnioskiem jaki wyciągną to to, że powinnam trafić do szpitala, bo moje zaburzenia są na tyle poważne. Tak doskonale wiedziałam jak wyglądają warunki wysłania kogoś do szpitala i ja się na nie łapałam, właśnie dlatego nie chciałam iść do lekarza.
Właśnie miałam zjeść kolejną łyżkę płatków, gdy usłyszałam głos Rocky i automatycznie zesztywniałam. Spojrzałam na nią spode łba, a rękę opuściłam.
- Że co Ty kurwa zrobiłaś? - prawie wrzasnęłam patrząc na nią ze wściekłością. No nie nie dosyć, że mi robi wykłady to jeszcze dowala się do Sami, gdzie na pewno moja ukochana pomyślała że nasyłam Ro specjalnie. Wzięłam dwa głębsze wdechy i zamknęłam oczy. Walnęłam pięścią w stół i wstałam od niego. Chciałam być jak najdalej od siostry.
- Jak ją znalazłaś? I po ciul wpieprzasz się w moje związki? - zapytałam po chwili opierając się o meble. Musiałam wiedzieć wszystko, ale w tym momencie nawet odechciało mi się robić czegokolwiek. Po prostu miałam ochotę trzasnąć drzwiami, wyjść i nie wrócić. Wczoraj chciała, żebym dała sobie spokój w Sami, a ona śmiała się z nią spotkać za moimi plecami.
Kurwa ZA MOIMI PLECAMI.
W tym momencie przegięła. Jeszcze użyła na niej swojej mocy?? Po jaki huj? Jeśli chciała skrzywdzić moją Sami to miała u mnie już ogromnego minusa.
Nie skłamała by gdyby powiedziała, że właśnie takiej reakcji się spodziewała. Sama nie była by zadowolona gdyby sytuacja była odwrotna. Jednak ona nie szła się spotkać z dziewczyną by ją krzywdzić... nawet nie chciała używać na niej mocy. Kiedy Ricky spytała, co zrobiła. Zastanowiła się czy chce bym powtórzy to, że się spotkała Sam czy iż użyłam mocy na dziewczynie. Doszła do wniosku, że chodzi o jedno i drugie.
- Możesz nie przeklinać - zaczęła, bo już wczoraj dość się nasłuchała przekleństw, ba nawet jedno sama powiedziała. - Spotkałam się z Sam by z nią porozmawiać, ale nie przebiegło to spotkanie tak jak chciałam - dopowiedziała bardziej rozwijając wypowiedź. Czy Ricky uwierzy jej, że nie miała zamiaru krzywdzi jej ,,miłość życia"? Szczerze wątpię w to, bo trudno do niej dojść kiedy jest wkurzona.
- Może bym się niewtrącana gdybyś łaskawie mnie posłuchała i przemyślenia. Obie macie problemy i on nie wyjdzie wam do puki nie wyjdziecie na prostą - chciała aby Ricky była szczęśliwa, ale wiedziała, że to się nie uda. Do czasu, aż obie nie wyjdą na prostą. Nie chce by znowu Ricky cierpiała. Dlatego się wtrąca... Uważała, że może Sam jej posłucha.
- Wiedziałaś, że twoja Sam ma problem z alkoholem i nie panuje na agresją? Ona potrzebuje pomocy - nie mówiła siostrze tego po to by zrywała kontakt z Sam ale by jej pomogła wyjść z nałogu. - Tak samo jak ty, bo wczoraj pokazałaś, że jeszcze nie wyszłaś z depresji - jak już mówiłam obie musiały wyjść z nałogów własnych.
Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.
bariera ochronna - fizyczna
86%
wolna mścicielka
name:
Ricky Roseberry
alias:
Sofia
age:
24
height / weight:
156/50
Wysłany: 2018-03-09, 00:02
Multikonta: Brak
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Byłam wściekła? To chyba za mało powiedziane, jak ona śmiała wpieprzać się w moje związki i od kiedy to stała się moją mamusią. Dobra rozumiem halllooo mam depresje i huj z tym. Z resztą z własnej winy, ale to nie oznacza że nie potrafię się zakochać i nie być szczęśliwa, bo właśnie tak się czułam będąc blisko Sami, a teraz Ro próbuje to zniszczyć. Nie patrząc na to jak czuje się jej siostra i Sami. Przecież to jest nie logiczne.
- A możesz się odpierdolić od moich związków? - odpowiedziałam pytaniem tak samo retorycznym jak było jej. Zostałam sprowokowana umyślnie do tego żeby być wściekła, a jeszcze chce żebym nie przeklinała. Panna idealna się znalazła. Bez skazy i bez łaciny. Spojrzałam na nią spode łba.
- Chyba śnisz panienko, a tak dla twojej kurwa informacji od 4 dni się nie widziałam z nią ani nie kontaktowałam, ale Ciebie to gówno interesuje, bo po prostu chcesz zjebać to co jest pomiędzy nią a mną. Dzięki. - Byłam wściekła jak osa i prawie krzyczałam. Tak PRAWIE. Nie chciałam by ktokolwiek to słyszał, więc jeszcze jakoś trzymałam się w ryzach. Do momentu.
Do momentu, w którym nie usłyszałam tego co teraz powiedziała. Walnęłam pięścią w meble i spojrzałam na Rocky.
- Tak samo jak ja mam kurwa depresję i pochrzanioną rodzinę, która nie wie gdzie są granice kultury!- krzyknęłam na nią i zrobiłam w jej stronę kilka kroków.
- Masz ją przeprosić - wysyczałam przez zaciśnięte zęby. - i zająć się swoją dupą, a to z kim się pieprzę jest tylko i wyłącznie moją sprawą, tak jak to było, gdy poznałam Artemis jasne?- dodałam już spokojniej nakreślając jej gdzie może wpychać nos, a gdzie nie. - jeśli Ci ktoś nie odpowiada powiedz, zanotuje i wyrzucę do kosza. - oznajmiłam i westchnęłam. No kurwa ile można. Gdy wychodziłam do Arti też robiła mi grandy, a to jest tylko moja koleżanka. No kurde rozumiem martwi, ale to nie powód, by srać się do każdej osoby, którą znam i z którą miło mi się spędza czas, a zwłaszcza to nie powód by używać na nich swoich umiejętności, zwłaszcza, że Sami nie wiedziała, że Rocky też jest mutantką.
Czy depresja znaczy, że nie można się zakochać? Hmmm.... Według definicyj depresji chory nie jest w stanie budować trwałych reakcji z innymi. Czy miłość jest trwałą reakcją. Według mnie tak, a więc to znaczy, że jeśli Ricky nie poradzi sobie ze swoją depresją. To nie będzie wstanie zbudować poważnego związku. Dodajmy do tego alkoholizm Sam i napady agresji. Więc czy ten związek na tym etapie ma szanse się udać? Wątpię... Czy Rocky zachowuje się jak mamusia? Czy tylko matką wolno martwić się o bliskich? Czy tylko one mają prawo do wtrącania się? Czy siostra też nie może się starać chronić swoją bliźniaczkę? Wątpię by Rocky zachowywała się matka raczej jak starsza siostra, która chce dbać o swoją młodszą. Nawet jeśli ta tego nie chce. I wiem co mówię, bo jestem starszą siostrą. Wcale nie jest prawdą, że Rocky ma gdzieś szczęście Ricky... Wręcz przeciwnie oddała by jej wszystko gdyby miała pewność, że ta będzie szczęśliwa. Dla niej Ricky jest najważniejsza... ważniejsza od niej samej.
- Nie, nie mogę... - powiedziała zdecydowanie, bo nie mogła patrzeć się stacza. Prędzej wolała by umrzeć niż widząc Ricky na dnie. Słysząc jak ponownie Ricky przeklinała. Jedynie wywróciła oczami, bo wiedziała, że zrobiła to specjalnie. Również dlatego też, bo była wkurzona...
- Ricky proszę, cię przemyśl to, bo właśnie nie widziałaś jej cztery lata... Przez te lata mogła zmienić się do nie poznania... Po za tym prawie nic o niej nie wiesz... Nie chce nic zepsuć tylko proszę cie być podeszła rezerwą. To co włączasz serce nie znaczy być wyłączała rozum - powiedziała do niej spokojnie... przeciwieństwie do Ricky nie krzyczała tylko trzymała spokój. Wiedziała, że jeśli zacznie krzyczeć będzie tylko gorzej. Dlatego powtarzała sobie, żeby trzymała ten stoicki spokój.
- Słyszysz co do ciebie mówię Samatha ma problem z alkoholem i napadami agresji - powtórzyłam, bo miała wrażenie, że jej siostra nie usłyszała, albo nie dochodziło do niej to co mówiła do niej.
- Nie mam zamiaru jej za nic przepraszać - powiedziała do siostry odwracając się do niej plecami. Przeprosiła za użycie mocy w tedy w tym parku... ale nie zamierza raz jeszcze. Nie czułą się winna więc nie będzie przepraszać. O to co nie... Po za tym winna nie należała tylko po mojej stronie. Ricky powinna wiedzieć, że by użyć mocy potrzebowałam kontaktu fizycznego. Jednak nie zamierzałam jej mówić, że jej Samatha wobec mnie zachowywała się agresywnie. Zwłaszcza, że wiedziałam iż mi nie uwierzy. - Wiesz co mam dość... Rób sobie co chcesz tylko następnym razem o nic mnie nie prości - zabolało mnie to co powiedziała, ale bardziej to w jaki to sposób to powiedziała. Naprawdę miała dość tego, że stara się jej pomagać, a Ricky traktuje ją jak kogoś gorszego. Nawet swoich obecnych przyjaciół traktuje lepiej niż ją. Gdyby Aaron bądź Matilde powiedziała o tym pewnie zastanowiła by się na tym. Kiedy ona mówię to nie po chce ją skrzywdzić... Szczerze zastanawiała się czemu w ogóle chce jej pomagać. Czemu ją wspiera? Zwłaszcza, że to jednostrone...
Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.
bariera ochronna - fizyczna
86%
wolna mścicielka
name:
Ricky Roseberry
alias:
Sofia
age:
24
height / weight:
156/50
Wysłany: 2018-03-12, 14:29
Multikonta: Brak
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Miałam dosyć czepiania się o moje decyzje. Rozumiem, że mam załamania i mogę czasem myśleć zbyt irracjonalnie, ale to że nie widziałam się z Sami wpływało diametralnie na mój punkt widzenia. Potrafiłam to wszystko przemyśleć i działać, a nie na odwrót, więc nie widziałam sensu ciągnąć tej wymiany zdań. Rocky przesadziła. Spotkała się z moją dziewczyną, ZA MOIMI plecami i do tego użyła na niej swojej mocy. To było za wiele. Prawie wybuchnęłam, ale po prostu zaczęłam kręcić się po pomieszczeniu licząc swoje kroki. Parsknęłam, gdy usłyszałam jej odpowiedź, bo od paru dni się z nią nawet nie kontaktowałam, a przecież obiecałam jej. Jednak po chwili moje mięśnie się spięły. Jak ona śmie mówić mi o "problemach Sami", jakoś tego nie widziałam a przebywałam z nią długo jak na nas. Dobra wtedy piłyśmy, ale tego przecież nie powiem Ro, ale agresja. Zaczęłam się śmiać w głos.
- Już Ci powiedziałam żebyś sobie darowała, ale teraz przeginasz. Nie musisz wymyślać i próbować mi wybić Sami z głowy bo nic nie zmieni tego, że ją kocham. Pogódź się z tym, a jeśli nie to twój problem, ja już wybrałam z kim chcę spędzić resztę życia! - krzyknęłam na nią i stanęłam przy oknie nie patrząc na swoją siostrę, miałam jej dosyć i tego że wpychała nos w nie swoje sprawy. Modliłam się również o to żeby sąsiad nic nie słyszał, ale to było mało prawdopodobne.
- Nie mam zamiaru. - oznajmiłam na jej stwierdzenie. Słyszałam w jej głosie, że miała mnie dosyć i mojego tonu, ale co zrobić? Miałam dosyć pokręconych myśli, a ona mi ich dokładała z resztą tak samo jak po rozmowie z Aaronem, gdy przez przypadek wypaplałam, że moją ukochaną jest Sami. Ech... nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Złapałam kurtkę i ubrałam ją na siebie.
- Idę się przejść, mam telefon. - oznajmiłam i złapałam za klamkę od drzwi. Odwróciłam głowę w stronę siostry i spojrzałam na nią.
- Dzięki za próbę pomocy. - powiedziałam a ostatnie słowo powiedziałam z jadem. Wiedziałam, że chciała dobrze, ale tylko pogarszała to w czym jestem i to bagno robiło się coraz głębsze.
Serio?! Serio jej siostra ma takie zdanie o niej, by oskarżać ją o zmyślanie. Czy nie powinna wiedzieć, że nie kłamie poważnych sprawach. Tym bardziej nie zmyślała by zniszczyć związek Ricky i Sam. Przecież gdyby jej na tym zależało to przecież mogła zmyślić Sam, że Ricky jej nie kocha i takie tam. Jednak nie o to chodziło Rocky. Nie chciała zniszczyć ich związku ale też nie chciała by skończyło się tak jak ostatni. Jedynie czego chciała to tego, by dziewczyny zwolniły. Uświadomiły sobie, że mają problemy i powinny skontaktować z lekarzem.
Po prostu wiedziała, że tak się skończy. Wiedziała, że Ricky jej nie uwierzy, bo czemu ma wierzyć własnej siostrze. Dlatego nie mówiła, że Sam ją uderzyła, bo niby po co. Skoro i tak by jej nie uwierzyła.
- Właśnie wiedzę, że wybrałaś... Szkoda, że w tej swojej wspaniałej przyszłość przy Sam nie masz miejsca dla siostry - powiedziała celowo akcentując słowo ,,wspaniała". Spojrzała na siostrę, bo skoro wybrała Sam oraz nie wierzy jej w to, że nie kłamie. Nie ma sensu dalej kontynuować tej rozmowy. - Skoro nie potrafisz mi uwierzyć. To lepiej będzie jak zapomnisz, że masz siostrę. O ile już tego nie zrobiłaś - dodała do niej po chwili. Mają osobne pokoje i tak już mają się ciągu dnia oraz wieczorami. To co za problem zapomnieć, że ma siostrę. Chociaż wygląda na iż już zapomniała o swojej bliźniaczce.
- Nie mam zamiaru dzwonić - stwierdziła jak siostra wychodziła ignorując jej następne słowa.
Wstała od stołu i poszła do swojego pokoju. Miała dojść tej rozmowy i swojej siostry.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum