Poprzedni temat «» Następny temat
I poziom
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 20:24   I poziom
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Korytarz, schody:



Kuchnia:

_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-01, 20:41   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


20 lutego, wieczór.

Minęły 4 dni, odkąd widziałam się z Ricky i dałam ponieść swoim emocjom. Teraz... Teraz mój dom wydawał się jeszcze bardziej pusty, niż wcześniej. Cisza była nie do zniesienia...
Podreptałam powoli do kuchni, wsparta jedną z mych kul i otworzyłam drzwi od lodówki. Spojrzałam na butelki z alkoholem piętrzące się na jednej z półek. Już miałam po jedną z nich sięgnąć i kolejny raz upić się do snu. Zdarzało mi się to wyjątkowo często od tych nieszczęsnych wydarzeń na polanie. Inaczej... Inaczej dręczyły mnie koszmary. A te promile w mojej krwi dobrze maskowały te wszystkie złe wspomnienia.
Gdy tylko dotknęłam szyjki, na mojej twarzy pojawił się lekki grymas. Kurwa. Miałam się ogarnąć. Tym bardziej teraz, gdy chciałam Roseberry udowodnić, że wszystko jest w porządku. Nie chciałam, by dowiedziała się o moim nałogu. A jednak... Tak bardzo ciągnęło mnie do picia...
Wyciągnęłam tą nieszczęsną butelkę rumu i postawiłam ją na blacie, po czym przysiadłam na jednym ze stołków i wyjęłam z kieszeni telefon. Szybki look po kontaktach - Ricky, i tak nie przyjdzie. Alison... Chyba nie chciałam jej teraz spotkać. Dale? No, niby z nim by się dobrze piło. Ale jednak była jedna osoba, z którą bardziej pragnęłam się zobaczyć.
Wysłałam do Młodego sms'a, po czym zaczęłam chodzić po kuchni w poszukiwaniu jakiś przekąsek i wiadra na lód - w końcu nie chciałam, by mój trunek całkiem stracił swoją temperaturę...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-02, 22:06   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| po wszystkim

Raczej na poważnie sobie biorę do serca jakiekolwiek awaryjne posty, dlatego też wyplątałem się z objęć mojej Albki, by zaraz na łeb, na szyję pędzić do Samanthy, która najwyraźniej miała jakiś problem. Cztery esemesy. Krótkie. Zdecydowanie dramatyczne. Nie wiedziałem, o co chodziło, nie dzwoniłem, bo najwyraźniej nie mogła rozmawiać, inaczej by zadzwoniła, więc wsiadłem w autko i wyruszyłem z naszego obozowiska.
Przez drogę myślałem jedynie o tym, że to Sam, moja siostra bliźniaczka, którą utraciłem i która odzyskałem, miała znowu kłopoty. Zastanawiałem się też, czy po tym wszystkim nasza relacja będzie lepsza niż wcześniej, czy nie będę potrafił jej zapomnieć tego, jak mnie spektakularnie porzuciła, zrzucając na mnie wszelkie winy. Uzasadniała to w naprawdę chory sposób, w tak chory, że aż niemal o niej zapomniałem. Skupiałem się bardziej na tym przyjacielu-skurwielu i jeszcze gorszej lasce… też miałem nasrane w tej łepetynie.
Zaparkowałem auto na tyłach, bo nie miałem pojęcia, jakiego rodzaju ma problemo. Miałem aby nadzieję, że nie rzuci mi czegoś w stylu O, Aaron, nie mogłam sięgnąć cukru z górnej półki! Nie krzycz, mam chorom nogem! Zobaczymy.
Zapukałem i czekałem aż otworzy czy tam rzuci hasłeko Otwarte! Wchodź, Młody, przez które będę zgrzytał zębami, bo tak serio to ja tu chyba byłem bardziej dojrzały i w ogóle. Ta Sam to też.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-02, 22:16   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak, zachowałam się podle.
Miałam świadomość tego, że jeśli po prostu napiszę Aaronowi zaproszenie na drinka, zapewne je zignoruje po naszym ostatnim spotkaniu. Biedak zmagał się wtedy z tak wielkim bólem głowy, że nawet mi się zrobiło go żal... Musiałam więc go tu ściągnąć podstępem, a co!
Naszykowałam wszystko, co było niezbędne - to przeklęte wiaderko z lodem, które postawiłam pod blatem do czasu, aż Młody się zjawi, szklaneczki, jakąś popitkę i coś do zjedzenia. Jak będzie mało, zawsze będzie można domówić coś na dostawę.
Przeczekałam kilka minut przeglądając kolejne wiadomości na swoim telefonie, gdy usłyszałam stukanie w drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem i wstałam z tego stołka, drepcząc możliwie najszybszym dla mnie tempem ku wejściu - oczywiście, wsparta kulą, bo bez niej, to bym już tylko glebę zaliczyła.
Uchyliłam lekko drzwi, jak gdybym chciała sprawdzić, kogo to też niesie - mimo tego, że dobrze wiedziałam czyją mordkę tam zobaczę. Uśmiechnęłam się lekko, otwierając wejście szerzej.
- No, no. Młody. Dobre tempo. Wbijaj, bo się grzeje. - Stwierdziłam spokojnie, odsuwając się od framugi i wskazując drogę do kuchni wolną dłonią. Tak. Byłam gotowa na jego wybuch za bezpodstawne wezwanie, ale jak już przyjechał... To raczej nie wybyje, no nie?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-03, 02:07   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| chyba jednak śpię XD

Sezamie, otwórz się – myślałem sobie, czekając aż te przeklęte drzwi się otworzę. Zdecydowanie za długo. Zdecydowanie zbyt spięcie. Nadal nie miałem pojęcia, co się dzieje, a Sam nie otwierała, nic nie mówiła, słychać było jedynie jakieś stukanie i ogólnie koszmar jakiś totalny. Miałem już wbijać, spalić drzwi czy coś, ale sezam się otworzył… nieznacznie, a kiedy się uśmiechnęła, chyba już wiedziałem, co jest grane.
- Sam. Co się stało. – zapytałem, jak gdybym nie pytał, i tak neutralny, że pewnie ten mój ton był suchy niczym siarka gotowa do podpalenia czy tam wybuchu, czy coś. Nie wiem, o czym sobie myślałem, ale na pewno nie o tym, że coś złego się dzieje Samancie, bo jej to się nic nie działo. Chyba jedynie ją suszyło, ale z tym suszeniem mogłaby żyć i sobie darować ściąganie mnie tu tak szybko, znienacka i mogłem mieć wypadek czy coś z tego pośpiechu całego.
Oczywiście, wcześniej przestąpiłem ten próg i ogólnie nie odwróciłem się, nie poszedłem do autka i nie odjechałem stąd jak najdalej.
- Zdajesz sobie sprawę, że przerwałem swoje sprawy – zacząłem, myśląc sobie o tym jak pięknie leżałem sobie z Albą, nie przejmowałem się niczym, a nawet przysypiałem, ale dostałem wiadomość i… potem wszystko runęło. – By cię ratować, a ty ratunku nie potrzebujesz, bo jesteś tylko cholernie nieodpowiedzialną laską, która wzywa sobie mnie od tak, bo się grzeje. Tak, chyba w twojej głowie te takie neurony! Mózg ci się grzeje! – stwierdziłem, kręcąc głową i wskazując na nią z niedowierzaniem, wpierw jednak rozłożyłem bezradnie ręce, bo jak byłem wściekły, to je składałem. Chyba ogólnie nadużywałem gestykulacji. Kiedy byłem wściekły.
- I nie jestem młody. Mam tyle samo dni co ty – zauważyłem. Nie zapomniałem o przyprawieniu swoich wypowiedzi sarkazmem w oporowych ilościach. – Co masz na swoją obronę? – dodałem, dając jej niejako szansę na uratowanie swojego tyłka… albo raczej jeszcze większe jego wkopanie, bo raczej nie miała powiedzieć nic, co by złagodziło moje podirytowanie, wściekłość czy cokolwiek to było.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-03, 02:29   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Najspokojniej w świecie zamknęłam za nim drzwi, kuśtykając na tej nieszczęsnej nodze, wsparta tylko jedną kulą. W sumie... Musiałam powoli wracać do jako-takiej normalności, a uwolnienie choćby jednej ręki dość znacząco mogło mi w tym pomóc - nawet, jeśli robiłam to tylko i wyłącznie w domu.
- No jak to, co się stało. Przecież mówię, że rum się grzeje. - Odpowiedziałam mu, spokojnie, z poważną miną. No przecież to był problem wagi państwowej! Kwestia życia i śmierci! Jak on mógł tego nie rozumieć!
Nie minęła jednak chwila, gdy tak oczekiwany przeze mnie wybuch nastąpił. Dobrze, niech wyrzuci z siebie wszystko, weźmie jeden wdech i siądzie do tego przeklętego blatu, gdzie naleję mu nieco mikstury zapomnienia i prawdomówności. Pogadamy sobie, może nawet się pośmiejemy. No... Na pewno też się jeszcze pokłócimy, w końcu to już było u nas normalne. Ale miło było mieć tą świadomość, że ma się z kim kłócić... I że zawsze ma kto do Ciebie wrócić.
- Nooo... - Mruknęłam zrezygnowana, przewracając oczami. Jego gestykulacje nie specjalnie robiły na mnie wrażenie - pewnie dlatego, że za dobrze je znałam. - Żebyś wiedział! Dlatego chodź go teraz zmrozić i już nie pierdol. - Dodałam po chwili, kierując się w stronę kuchni, gdzie przecież miałam już wszystko uszykowane.
- Dalej, 4 minuty starsza. A Ty się uroczo wściekasz za każdym razem, jak to słyszysz. - Stwierdziłam po chwili, odwracając się do niego i wystawiając mu język. Kiedyś za to pewnie wylądowałabym na glebie, dziś jednak wiedziałam, że ze względu na mój stan, tak to się raczej nie skończy. A przynajmniej... Miałam taką nadzieję. - Na swoją obronę powiem tyle, że ześwirowałabym, jakbym dalej nie miała do kogo gęby otworzyć. To idziesz, czy nie? - zapytałam, ponownie kierując swoje powolne kroki ku kuchni...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-04, 21:10   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Wystarczyłoby krótkie spojrzenie na Samanthę, by stwierdzić, że sobie nic nie robiła z moich słów. Martwiłem się, jechałem tu na łeb, na szyję, umierałem wręcz ze strachu, a ona… rum się grzeje. No pięknie! Nawet nie miałem pojęcia, jak mógłbym to skomentować, bo było tak bardzo żałosne i nieprawdopodobne! W ogóle się jakoś dało czy wpadłem w jakąś kosmiczną czarną dziurę z myślami?
- Chyba pomyliłaś moce. Ja tylko podgrzewam, parzę albo palę żywcem – odparłem z przekąsem, nie żartując, choć mogłoby się zdawać, że to robię, bo to brzmiało sensem jak jakiś żart. Szczególnie że było odpowiedzią na zmrażanie rumu, ale… Do śmiechu mi jakoś nie było, ale i tak ruszyłem w kierunku kuchni Sam, niczym cierpiętnik pacnąłem na jednym z krzeseł i oparłem twarz na ręce, jak gdyby jedynie to miało mnie ocalić przed padnięciem, zgonem, totalnym rozkładem.
- Nie miałaś nikogo lepszego na towarzysza do picia? Ja nie czuję się zbyt szampańsko, by chlać i udzielać się społecznie – stwierdziłem, obserwując ją krzątającą się po kuchni. Że też jej się chciało cokolwiek robić z ta nogą… Ja bym chyba leżał i gnił, i dostawał tych fujkowych odleżyn. – I mogłabyś już sobie darować z tymi czterema minutami. Wielce urocze to, że masz się za starszą… Ja to nie wiem, co ci to daje. Nic nie daje – narzekałem, skoro już tu byłem wbrew swojej woli i byłem tu z Sam, moją siostrą, której przecież mogłem narzekać najbardziej.
- Ześwirowanie może wyszłoby ci na dobre – burknąłem, kładąc się nieco na blacie. Nie wiedziałem za bardzo, co ze sobą zrobić. Nie nadawałem się na niańkę. Co niby miałem robić? Jakąś planszówkę ogarnąć? Telewizję mogła se sama oglądać. Pić zresztą też mogła sama do swojego odbicia w lustrze… Ja w sumie gardziłem alkoholem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-04, 22:09   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cóż. Nie moja wina, że Aaron był tak antyspołeczną osobą, że ciężko mu było zrozumieć moją obecną potrzebę! Ale ja to jeszcze poprawię, na pewno. Jeszcze zobaczy, że będzie się dziś dobrze bawił, nawet, jeśli teraz musiał się na mnie wyżyć. Byłam na to gotowa. I nawet akceptowałam ten jego nienawistny wzrok, który mógłby sugerować, że zabiłam mu psa naleśnikiem...
- Ta, widziałam. - Odpowiedziałam już bez optymizmu w głosie, na wspomnienie zdarzeń z polany. Wciąż próbowałam je przetrawić, przegryźć... Pogodzić się, ze wszystkim, co tam się stało... Tym bardziej, choćby ze względu na tamten dzień, mógłby trochę odpuścić bycie dupkiem.
Sama przysiadłam na stołku koło brata i po odstawieniu kuli na bok, sięgnęłam ręką pod stół, skąd wyciągnęłam flaszkę. Już miałam ją odkręcić, gdy doszły mnie słowa mężczyzny.
- To już nie można chcieć się spotkać z własnym bratem? - zapytałam dość znacząco, po czym dodałam - Sam przyznaj, jakbym Ci wprost napisała, że zapraszam na drinka czy gadkę, w ogóle byś nie przyjechał. Tak samo jak inni. Już chyba wystarczająco wszystkim strułam życia, odkąd swoje mam ograniczone. - wskazałam na swoją nogę, która rzeczywiście utrudniała mi codzienne obowiązki. No kuźwa, nawet do maszyny nie mogłam przysiąść, bo nie mogłam wcisnąć jebanego pedału... On sobie nawet nie zdawał sprawy, jak bardzo walczyłam sama ze sobą, w jak ciężkiej sytuacji się znalazłam. Znaczy... Jasne, zdawałam sobie sprawę z tego, że on też ma własne życie. Ale minęło już trochę czasu od naszego ostatniego spotkania, więc chyba może mi poświęcić jeden wieczór, prawda?!
Otworzyłam w końcu tą przeklętą butelkę i rozlałam trunek do szklanek, które już od kilkunastu minut stały na blacie.
- Daje mi tyle, że dla mnie zawsze będziesz Młody. - Odpowiedziałam, a na moich ustach zagościł mały, tryumfalny uśmieszek. Tego sobie nigdy nie daruje. Nawet, gdy dożyjemy jakimś cudem starości w tym pochrzanionym świecie. - Wiesz, że wtedy miałbyś jeszcze bardziej przejebane, bo całkowicie spadłabym Ci na głowę. - dodałam po chwili, po czym pociągnęłam łyk ze swojej szklanki, krzywiąc się po tym nieco. W sumie... Chyba było dobrze. Nie wspominał nic o Ricky. Może wcale mu nic nie powiedziała? Tylko tego by mi brakowało, żeby i on się przyczepił do moich decyzji. Wystarczyła mi rozmowa z siostrą mojej sympatii, która już wyraźnie dała mi do zrozumienia, że uważa mnie za najgorsze zło. Kolejny opierdol w ciągu 24 godzin, to byłoby już zbyt wiele...
- Zamiast marudzić, powiedziałbyś, co nowego. - stwierdziłam dość neutralnie, jakby przed chwilą mój bliźniak wcale nie darł na mnie japy. W sumie chyba nawet chciałam móc jakoś odwrócić swoje myśli od wydarzeń sprzed 4 dni...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-05, 01:48   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| hyhyhy! nie ma tak łatwo!

Od tak? Po prostu? Chciała się spotkać z własnym bratem? Jakie to dziwne, kiedy nagle ludzie chcą się z tobą spotykać, bo wcale czegoś nie potrzebują, tylko po prostu chcą się spotkać, poprzebywać z tobą, porozmawiać… Yyy. Brzmiało totalnie nierealnie, jeśli wziąć poprawkę na to, kim byłem, jaki byłem i co robiłem. Aaron, gbur i zrzęda. Kto chciał z własnej woli cokolwiek ze mną robić dla przyjemności? No, Alba…, ale ona to inna kategoria.
- No, nie przybyłbym. Ja nie piję, Sam. Wiesz dobrze… a ostatni raz był jakąś pomyłką – odpowiedziałem zaraz, by nie było. Nie chciałem nawet tego wspominać, bo upiłem się totalnie, chyba mówiłem głupoty i szybko zasnąłem. Następny dzień to był jakaś męka. Umór. – Nawet przyjechałem własnym samochodem, więc prowadzę. Nie jestem na tyle głupi, by jeździć po pijaku i za długo nie będę siedzieć, bo będą się martwić – dodałem, ciesząc się w sumie, że znalazłem odpowiednią wymówkę. Wymówki. Aczkolwiek martwić się o mnie to chyba tylko Alba będzie… i może Bradley, bo zdawał się dawać mi z tego prawego sierpowego. Może wcale nie byłem takim aż złym ludkiem do lubienia i jednak dało się mnie lubić? Ricky nawet miała mnie za przyjaciela.
No, właśnie. Chwała, że nie miałem jej na głowie, bo byłoby jeszcze bardziej niezręcznie… i w ogóle.
- Co nowego? – zapytałem nagle jakby ożywiony. Otóż to! Znalazłem temat, którym mogłem dalej męczyć Sam. Niech wie, jakie moje towarzystwo było ciężkie do znoszenia. – Dowiedziałem się, że ruchasz się z laskami i nie tylko mnie traktujesz jak niepotrzebne ścierwa. Czy tam traktowałaś – rzuciłem i odsunąłem zaraz od siebie szklankę z rumem czy co to tam sobie było.
- Mówiłem, że ja nie mogę – powtórzyłem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-05, 02:13   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Samotność chyba mnie dobijała. To właśnie dlatego zawsze dążyłam do tego, by mieć kogoś przy sobie. Większość mojego życia nie było to trudne - w końcu miałam bliźniaka, który chcąc, czy nie chcąc, i tak spędzał ze mną dużą część swojego czasu. A po tej kłótni sprzed 11 lat... Wszystko zaczęło się pierdolić.
Okej, byłam zjebaną osobą. Oceniałam książki po okładce. Popełniłam dużo błędów. Ale kto do jasnej cholery ich nie popełnia?!
Pociągnęłam kolejny łyk ze swojej szklanki i lekki grymas ponownie zagościł na mojej twarzy. Tym razem nie był jednak spowodowany gorzkim smakiem alkoholu, a słowami tego krzykacza.
- No właśnie ten ostatni raz pokazał mi, jak bardzo nie pijesz. - odburknęłam do niego, kręcąc kółka palcem po krawędzi szklanego naczynia. Tak, pamiętałam jak się to skończyło. Gadaliśmy głupoty, w końcu udało nam się nawet trochę pośmiać. Przełamało to pierwsze lody na naszej drodze do normalności. I chyba miałam nadzieję to powtórzyć, nawet, jeśli Młodego rano miałby męczyć największy wróg każdego chlejusa - kac.
- To wyślij wiadomość że wszystko okej. Wiesz, że u mnie jest miejsce do spania. - Dodałam po chwili na jego jakże udany argument. Dzieci mu przecież w domu nie płakały, nie? A i ta jego lasia jeden wieczór chyba sobie poradzi, jeśli wypożyczę członka własnej rodziny na te kilka godzin.
Miałam już wlać w siebie kolejną porcję tego brunatnego trunku, gdy jednak... Okazało się, że wykrakałam. Kurwa, wykrakałam! Momentalnie odsunęłam szkło od ust, odstawiając je z powrotem na blat i zaciskając własne wargi. Nie minęła też sekunda, gdy spuściłam głowę, biorąc głębszy wdech.
- Czyli jednak Ci powiedziała... - Wymamrotałam pod nosem wyraźnie przybita. Kurwa! Musiała mu się wygadać, no musiała! Wiedziała, że nie będzie mi się to podobać. To był dzień zmowy przeciw Sam, czy ki uj?
Pokręciłam głową, nim byłam zdolna spojrzeć na własnego brata. Wciąż jednak miałam zaciśnięte wargi, bo nawet nie byłam w stanie znaleźć odpowiednich słów, które nie brzmiałyby... Po prostu źle.
- Ile jeszcze razy mam Cię za to przepraszać?! Kurwa no, w stosunku do Ciebie byłam zjebem i dobrze o tym wiem. Ale jej nigdy nic nie zrobiłam! - Wydusiłam w końcu z siebie, po dłuższej chwili ciszy. - Też ruchasz laski i jakoś się o to nie czepiam. - dodałam też, z lekkim przekąsem. No bo... Halo, mam mu się teraz tłumaczyć z tego, kim jestem? To miłość. Nie miałam wpływu na to, kto mi się podoba - nawet, jeśli cały świat miał być przeciwko temu. I nawet, kiedy ta miłość sama się ode mnie odwracała i wyraźnie starała się mnie unikać... Po raz kolejny...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-07, 20:15   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Czułem się trochę jak księżniczka taka licealna, co to sobie olśniewa wokół i myśli, że każdy będzie jej się kłaniał, bo jest taka zajebista. Och, kłaniajcie się, bijcie mi brawa!!! Oczywiście, gdzieś pod tym obrazeczkiem byłem zgnity i w ogóle tak ostro, że, o, męczyłem sobie ludzi. Miałem ochotę szczerzyć się szeroko tylko z tego powodu, że udało mi się wielką Samanthę Bartowski wytrącić z równowagi. O tak!!! Dobrze jej tak, bo mi tu śmiała dyktować, co mam robić, i jeszcze ta sprawa z mutantami. Jakoś nie mogłem jej odpuścić.
Choć… może to źle, że wygadałem, że Ricky mi się zwierzała. Byłem jej przyjacielem, więc raczej powinienem zachować to dla siebie. No, już trudno. Jakoś to się pozbiera. Przecież nie mogłem nie wykorzystać takiej sytuacji!
Nawet w tym triumfie, nie wiedzieć kiedy, sięgnąłem po tę szklaneczkę rumu i wypiłem samotny toast za siebie. Jeden zero dla Aarona.
- Ale bulwers! Jej może nic nie zrobiłaś… ale twoje opowieści o złych mutantach swoje zrobiły! Aż tak mnie nienawidziłaś!? Pewnie ubolewałaś do ludzi, jakiego masz paskudnego brata, co? – zauważyłem, dopiero co do tego dochodząc tym zawiłym tokiem myślenia. Zawiłym albo zanadto prostym, by nie okazało się to być, kurwa, najszczerszą prawdą. Bo tak! Fajnie było słuchać tego, że nasza matka zginęła przeze mnie! Momentami zdawałem się nawet w to wierzyć, kiedy po raz kolejny uświadamiałem sobie, że Sam mnie zostawiła. Samego. Zerwała naszą więź i wyjechała. Tak te lata temu.
- Nie wiem, czemu przepraszasz, skoro mam nieodparte wrażenie, że tak na serio to w dupie ci wisi, co się z nami mutantami stanie – rzuciłem, choć niemalże od razu tego pożałowałem. Wiedziałem, że w tej chwili przegiąłem. Sam się martwiła. Miałem okazję się o tym przekonać na polanie. Była tam i oberwała z naszego powodu… Argh. Wychyliłem resztę zawartości szklanki, bo na sucho raczej nie miało mi przejść proste przepraszam. – Wybacz, teraz przegiąłem… Ale ty też przegięłaś wtedy i przeginałaś, poznawszy Ricky. Gdyby się nie bała, to by nie uciekła przed tobą i twoim krytykanckim osądem – zauważyłem, broniąc poniekąd siebie, poniekąd Ricky. To nie tak, że miałem Sam za wroga, ale to wszystko złe, co się wydarzyło… ona mi o tym przypominała i to się tak mieszało, że aż wychodziłem na dupka.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-07, 21:47   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Z każdą kolejną chwilą, trunek znajdujący się przede mną, zmniejszał swoją objętość, radośnie wędrując do mojego wnętrza. A przynajmniej ta "radość", trwała tak długo, aż usłyszałam domniemamy bieg wydarzeń ustalony przez mojego brata.
Jak to mówią - mieć ten rozum i tamte lata. Gdyby tak się dało, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłam głupia i dzisiaj to wiedziałam. Ale przed laty serio wierzyłam, że mój tok myślenia był prawidłowy. Przecież wszystko do siebie pasowało. Mutacje, choroby, nieporządane efekty...
- Tak, oczywiście, napisałam też jebaną książkę, która okazała się jebanym bestsellerem! Nie widziałeś?! - niemalże odpyskowałam na jego zarzut, wyraźnie marszcząc brwi. No tak, bo to było takie dziwne, że będąc z kimś w związku, rozmawia się o swojej rodzinie czy poglądach. No nie do wiary! - Szukaj na półkach "Aaron Ćwok Bartowski", sprzedaje się wyśmienicie! - dodałam po chwili, podkreślając, jak bardzo z dupy był wyciągnięty ten jego argument. Ostatnim czego chciałam, nawet po naszej kłótni, było to, by jemu się coś stało. Nie byłam tak głupia, by trąbić na lewo i prawo o tym, że mój brat jest mutantem. Nawet Roseberry nie wyjawiłam tego od razu. Ja pieprzę. Pzecież młody mnie nie znał, nie wiedział o mnie nic, od czasu naszego rozstania. Nic, poza to, co moja sympatia mogła mu nagadać. I jak widać - wcale nie przedstawiła mnie w dobrym świetle.
Tak, nie ma co. Miałam w dupie wszystkich swoich najbliższych, bo jak się ostatnio okazało - wszyscy byli do jasnej cholery mutantami. Zacisnęłam dłoń na swojej szklance i chyba powinnam się cieszyć, że nie posiadałam mocy podobnej do tej, którą miał Fowler - bo skończyłabym z drobinami szkła w skórze. Moje usta drżały a umysł ogarniała coraz większa złość - tym bardziej, gdy drugi dzień z rzędu słuchałam tych samych wywodów.
Ja pierdole, Ricky. Czemu musiałaś być tak tępa?!
Pewnie, wszystkim się naskarżyła, jaka to nie byłam zła i jakich to nie miałam złych poglądów. Ale nikomu nie powiedziała, jak w każdej kolejnej dyskusji pokonywała mnie argumentami? Jak kłóciłyśmy się coraz mniej? Jak w końcu temat mutantów przestał być tematem tabu? Kurwa! Nawet nie dała mi szansy, by zaakceptować zmianę, jaka w niej nastąpiła. Po prostu spierdoliła jak jebany tchórz. Tak było łatwiej, no nie? Żyć urojonym strachem, zamiast stawić mu czoła, by przekonać się, że jest jak ten mały pająk (hehe) w rogu korytarza - zupełnie niegroźny.
Słysząc jego kolejne słowa nie wytrzymałam. Dość agresywnie uderzyłam moją szklanką o blat, powodując nie tylko huk, ale i rozlanie części tego napoju.
- Kurwa zamknij się wreszcie! - Wyrzuciłam z siebie zdecydowanie zbyt głośno, odwracając się do Aarona i uderzając go pięścią w ramię. Nie wytrzymałam. Po prostu nie mogłam już słuchać, jak wszyscy mają mnie za potwora, którym przecież nie byłam. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ten atak - w przeciwieństwie do tego, który na własnej skórze mogła odczuć Rocky dzień wcześniej - wcale nie był spowodowany czystą agresją i wściekłością. Więcej miał w sobie żalu i bezradności.
Wcale nie było mi łatwo godzić się z demonami przeszłości. Tym bardziej, gdy z każdym dniem, każdy na nowo je przywoływał...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-07, 23:02   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


No, to to by było na tyle? Opierdoliłem, przesadziłem, zostałem opierdolony i cisza. Tak, na serio milczałem po tym jak Samantha mi warknęła, bym się w końcu zamknął, co było tak nieprawdopodobne… jak te małe pajączki, które niby małe i niewinne, a biegają ci po nogach, kiedy śpisz, gryzą – czasami z jadem – i być może serio wchodzą do ust, a potem masz z tego tytułu jakieś niestrawności. A fujka! Może nie miałem arachnofobii, ale to niechybnie obrzydliwe, momentami mordercze.
Tak też siedziałem. W milczeniu. Z Sam. Zacząłem się nawet w końcu zastanawiać, jak mógłbym się pierwszy odezwać… Tak, ja. Ten milczek. Albo też bulwersant naczelny, jak kto woli. Chciałem się odezwać, oczywiście, pokojowo, nie zaś znów się gryź, żreć czy coś. Wolałem raczej tak bez ofiar, szczególnie że w tym roku było już ich nadto! A co dopiero by tu mówić o reszcie roku… Lepiej było ich niepotrzebnie nie mnożyć.
Ostatecznie, bo przecież jebany geniusz ze mnie, postanowiłem jej sam dać z pięści w ramię. Tylko nie tak mocno jak Bradowi, który aż sobie zleciał ze swojego miejsca na stołówce. Tak lekko, zaczepnie czy też z miłości wedle teorii wyznawania uczuć znajdującej się pewnie w jakimś rozdziale ósmym Aarona Ćwoka Bartowskiego autorstwa Samanthy Yasmine Bartowski. Ot, taka delikatna piąstka w dawną szczepionkę.
Zaraz też złapałem za butelkę i polałem jej tego rumu, i sobie też polałem. Aby bez komentarza! Nie piłem przecież. To tylko tak dla rozładowania napięcia i ponownego zbudowania dobrych relacji z Sam, co nie? Pragnąłem mieć z nią dobre relacji. Potrzebne nam były takie braterskie loffki.
- To może… opowiedz, jakim cudem stać cię na taką chatę? Z chęcią też tyle zarobię, o ile nie wciśniesz mi w łapy igły i nici – odparłem, ostatecznie jednak chyba i tak przerywając jako pierwszy milczenie, a tym samym zrywając rozkaz milczenia rzucony przez moją siskę. Jezu, nie chciałem, by była na mnie zła. Na Ricky też nie, ale to spróbuję naprawić potem. Nie przeszkadzało mi, że się ruchała z laskami. Może to nawet dobrze, że miała kogoś, kogo kochała? Zasługiwała na to, szczególnie że sam miałem okazję tego zasmakować i to było naprawdę super.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-03-08, 00:10   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cisza...
Nastała... Cisza. Serio mnie posłuchał. Serio się przymknął. Chyba sama nie mogłam w to uwierzyć, bo przez chwilę tak trwałam - z moją dłonią zaciśniętą w pięść, na jego ramieniu - jakby czas się zatrzymał...
Wzięłam głębszy wdech, przyciągając z powrotem do siebie rękę i opierając ją o blat, by po chwili dopić to, co zostało w mojej szklance - jednym haustem. Przełknęłam głośniej ślinę i nie zamierzałam choćby kątem oka patrzeć na tego bufona. No bo... Kto to słyszał, ja do niego z serduszkiem na dłoni, zapraszam, stawiam jedzonki i alkoholową popitkę, a ten co? Uderza w mój najczulszy punkt?
Nie poznawałam samej siebie. Rocky miała rację - miałam problem. Nie tylko z alkoholem, ale i z panowaniem nad sobą. I... Nie chciałam tego zmieniać. Do tej pory nawet nie miałam po co, ani dla kogo. A teraz... Chyba już nawet nie potrafiłam.
Wtedy jednak stało się coś, co całkowicie mnie rozbroiło. Prychnęłam, gdy tylko zdałam sobie sprawę, że dostałam kuksańca w ramię.
- Tylko na tyle Cię stać? - zapytałam już normalnym, chyba nawet lekko rozbawionym tonem i mimo, że wcale nie chciałam - zaszkliły mi się oczy. Nadmiar emocji dopiero teraz we mnie uderzył. Nie zamierzałam jednak ryczeć, o nie. Przecież nie byłam byle beksą. Tylko tyle, że jednak czasem jakieś tam zwykłe uczucia i do mnie dochodziły. Szczególnie, jeśli w ciągu zaledwie kilku dni aż tyle się działo...
Przyglądałam się też uważnie ręce Młodego, gdy ten, napełniał ponownie nasze szklanki. No, ładnie nie pijesz, Bartowski. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, chyba powstrzymując jakiś tam drobny śmiech, spowodowany całym tym absurdem.
- Albo igły i nici, albo zostajesz biedakiem. - stwierdziłam dość neutralnie, biorąc kolejnego łyka tego brunatnego trunku - No i przyznam, na początku pomogła mi ciotka. Teraz w sumie też pomaga, odkąd średnio mogę usiąść do pracy... - dodałam po chwili, już nieco ciszej. No bo, kuźwa. Kto by się spodziewał, że pieprzone złamanie uda może tak bardzo przeszkadzać krawcowej, no kto?! Bo na pewno nie Sam, przynajmniej do czasu, aż próbowała zrealizować tą pieprzoną amarantową princesskę, ostatecznie tylko niszcząc cały ten drogi materiał...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-03-11, 20:09   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


- A ty będziesz płakać? – zapytałem rozbawiony na tę jej zaczepkę. Zrobiło mi się nawet trochę smutno, że aż tak bardzo pojechałem jej na emocjach. Bezsprzecznie przesadziłem. I tak mieliśmy przejebane życie, więc, Bartowski, co to miało, do cholery, znaczyć?
Powinienem właśnie obrać inne nastawienie w kontaktach z Sam i nie pierwszy raz o tym myślałem. To z kolei oznaczało raczej tyle, że w końcu wprowadzę to w życie. Chciałem tego. Gorzej było zrobić, ale dam radę, co nie?
A czy tylko na tyle było mnie stać? Dziewczyno, ja mogłem ci tę chatę puścić z dymem. To pewnie byłoby już zanadto, ale, cóż, na tyle było mnie stać. Dalej to już tylko bieda mi pozostawała z umiejkami i możliwościami. Nic nie mogło przebić niszczycielskiego ognia.
Miałem ją nawet przytulić, ale postawiłem na tego kuksańca, potem na nalewanie rumu, więc ostatecznie to się jakoś rozpłynęło w eterze. Może to dobrze? Jeszcze przesadziłbym z czułościami i Samantha wylałaby tu sobie cały mózg. Baby…
- O, masz kontakt z ciotką? Ja jej, niestety, unikam. Nie chcę jej narażać… Dobrze tam u niej? – zapytałem zainteresowany. Po śmierci rodziców była bardzo pomocna. Właściwie, gdyby nie ona, to nie wiem, jak wyglądałby pogrzeb matki. Ojciec był w rozsypce. – I serio da się zarobić na krawiectwie? Może powinienem spróbować? – rzuciłem, cisnąc sobie z siebie bekę, bo jakoś tego nie widziałem. Serio. Hehehe. Prędzej powinienem pracować w jakiejś kotłowni albo co, hehe. W sumie… tak do końca to sam nie wiedziałem, ale chyba nie powinienem był pozwolić sobie utknąć na siłowni. Może byłem mutem i w ogóle, ale nie jakimś takim rozpoznawalnym jak Colleen, nie? Może stać było mnie na więcej? Tylko na co? Hehehe, żeniaczki z jakimiś bogatymi laskami?
Pokręciłem głową z uśmiechem i napiłem się nieco tego rumu.
- Lepiej sobie nie wyobrażajmy mnie z nićmi w rękach. Czy tam igłą – dodałem w ramach wyjaśnienia, choć po prostu starałem się uniknąć pytań w stylu, co jest, Aaron? Co miałbym odpowiedzieć? Że te historie z brazylijskich telenowel, o których opowiadały mi klientki, padły mi na mózg?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6