Poprzedni temat «» Następny temat
Las
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-17, 18:32   Las


[Profil]
 
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-03, 14:35   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


/ 19 LUTY

Rocky nie wiedziała co ma ze sobą robić. Widziała, że z jej siostrą dzieję się coś niepokojącego. Jest dziwna milcząca i sunie się po kątach ich małego mieszkania. Czasem się uśmiecha sama do siebie do siebie i tylko jej wiadomo z jakiego powodu jest ten uśmiech. Rocky nie przywykła ani też nie ma zwyczaju pytać się co się dzieję. Po za tym dziewczyna uważa, że gdyby jej siostra chciała się podzielić z nią z swoimi myślami. To pewnie by to zrobiła, a skoro nic nie mówiła. Pewnie nie chce bądź sama nie wie jak to ująć. W takich sytuacjach najlepiej dać trochę przestrzeń. To też Rocky chciała zrobić. Zebrała swój koszyk i poszła do lasu pozbierać trochę ziół do swoich maść. Nigdy nie wiadomo wiadomo, kiedy może przydać się dodatkowy zapas maść. Przecież nie będzie na szybko przygotować gdy ktoś przyjdzie do niej po pomoc. Najważniejsze by mieć te podstawowe, a resztę najwyżej przygotuje się gdy będzie to potrzebne. Nie wszystko da się przywidzieć ani też nie wszystkie można wcześniej przygotować.
Rocky chodziła po lesie zbierała rożne rośliny, które mają właściwość lecznicze. Nim cokolwiek zerwała upewniała się czy to jest to roślina. Ponieważ istnieję wiele roślin bardzo podobnych do siebie. Nie które z nich są trujące. W ten sposób bronią się przed niebezpieczeństwem. Doskonale wiedzą, że są podobne do innych. Dlatego chcą się bronić swoją trucizną. Rocky wierzyła, że rośliny mają duszy.
- Droga pani Vilcacora mam nadzieję, że pani się nie pogniewa jak zerwę trochę liści oraz wezmę troszkę kory i korzenia. Są mi potrzebne by pomagać ludziom - powiedziała do rośliny odczekała chwilę jakby czekała na jakiś znak, który mówić, że roślina nie wyraża zgody. Ostrożnie sekatorem wzięła kilka gałązek i korzeń, tylko te, które wystawały po za ziemię. Wiedziała, że jeśli odcięte korzenie zasypie ziemią. Może spowodować, że roślina zwiędnie. Tego nie chciała w końcu ona też chce żyć. Dla Rocky zbieranie roślin w lesie czy w innych miejscach jest jak proszenie ludzi by oddawali krew. Nie chce krzywdzi roślin skoro jest potrzebę jej tylko trochę.
Gdy wzięła od Kociego pazura to co potrzebuje rozejrzała się po okolicy dostrzegając nie daleko Valeriana Officinalis, która jest najbardziej znana, że pomaga na bezsenność oraz łagodzi stres. Nie zaszkodzi zebrać trochę jej skoro już swoim koszyku miała kilka roślin, ale żadna nie pomagała przy bezsenność.
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-03, 18:45   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


/ 19 LUTY -> 3 dni po spotkaniu z Sami

Nie chciałam tego wszystkiego. Po prostu to nie było dla mnie. Bicie się z własnymi myślami podczas codziennych czynności nie było niczym fajnym. Tylko rano i wieczorem miałam chwilę by odsapnąć, bo wyrywałam się na trening, ostatnio nawet robiłam to za często. Wiedziałam, że nie ucieknę przed rozmową z Rocky, ale wiedziałam, że muszę ją poinformować o Sami, bo przecież Aaronowi się wygadałam, a nie wierzę w to, że nie porozmawia z moją siostrą. Nadzieję mogłam mieć, ale Ro powinna dowiedzieć się ode mnie i tak dzisiaj to postanowiłam i zrealizuję ten plan póki się nie rozmyśliłam.
Wracałam właśnie z krótkiego joggingu, kiedy zobaczyłam swoją siostrę zbierającą roślinki. No tak jej hobby, żeby robić te porąbane maści. Dobra nie narzekam, bo często z nich korzystałam, ale no kurcze kto normalny wstaje rano i idzie rozmawiać z chwastami? Na pewno nie ja. Stanęłam obok niej patrząc na jej postępowanie.
- Witam drogą siostrzyczkę. Pomóc? Nie znam się, ale mogę potrzymać koszyk. - powiedziałam trochę drżącym głosem. Wiedziałam co chcę zrobić i cholernie się tego bałam, zwłaszcza, że nie miałam pozwolenia od Sami, bo się do niej nie odzywam.. Bałam się strasznie tego co miałam teraz w głowie, ale musiałam się z tym uporać sama, a później wyjaśnię Sami wszystko i będę miała pewność do tego co czuję i jak to się wszytko potoczy.
- Wybacz, że jestem ostatnio nieobecna. Dużo się wydarzyło. - zaczęłam od razu żeby popłynąć, a nie wahać się nie wiadomo ile.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-03, 20:19   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Może nie chciała ale Rocky martwiła się o nią, bo bała się iż znowu wpadnie depresje i zamknie się w sobie. Przecież było tak dobrze, ba nawet coraz częściej się uśmiechał Ricky, a od trzech dni stała się dziwna milcząca. Jasne powinna się jej spytać co jest grane. Zażartować czy znowu ma się pakować, ale nie tylko milczała. Czekała aż Ricky sama postanowi z nią porozmawiać. W sumie faktycznie lepiej było by dowiedziała się od niej, a najlepiej gdyby dowiedziała się tego trzy dni temu. Przynajmniej by oszczędziła trochę zmartwień. A może nie?
Cóż ona lubi mówić do roślin jak ich babcia. Której brakowało Rocky, bo zawsze jak miała jakiś problem dzwoniła do niej. Mogła być w Australii druga w nocy, a ta zawsze odebrała. Ona też zawsze mówiła do roślin i było uważna za wariatkę. Jednak była inteligentną kobietą i wszystkiego co umiała nauczyć swoją wnuczkę. Która podzielała zamiłowanie do roślin...
- Jak chcesz możesz potrzymać, ale czy nie będzie to nudzić- powiedziała do siostry, w końcu ta nigdy nie lubiła chodzić z nią do lasu. Zdawała sobie sprawy z tego, że Ricky chce porozmawiać dlatego też nie mówiła, że da sobie radę sama. Nie nosi kamieni w koszyku i mogła sama go trzymać. Ale skoro Ricky uważała, że nadszedł już czas na rozmowę to okej.
- Nie masz za co mnie przepraszać... - przerwała na chwilę, ale dostrzegła roślinę, która na pewno im się przyda po tej rozmowie. Miała właściwość odprężające i uspokajające. Mogła zaparzyć herbaty jeśli ta rozmowa zabiegnie za daleko. Zerwała kilka gałązek wcześniej prosząc roślinę o pozwolenie. - Tylko nie odtrącaj mnie i porozmawiaj ze mną o tym co cię gnębi - dodała patrząc na siostrę. Gdy wkładała gałązki do koszyka.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-03, 21:18   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Faktycznie może trochę przegięła z czekaniem, ale co zrobić skoro samemu ma się totalny mętlik w głowie i najchętniej by się przespało wszystkie swoje problemy? No właśnie gówno można zrobić. Tylko starać się i wszystko zaszufladkować tak jak powinno być. Właśnie to robiłam przez te trzy popierdzielone dni. Miałam dosyć wszystkiego i wszystkich ze sobą włącznie. Dlatego właśnie postanowiłam porozmawiać z siostrą, bo wiedziałam, że takie myślenie zaczynało się przy depresji, a do tego wracać nie chciałam. Za cholerę nie było mi to potrzebne. Nie w momencie kiedy właśnie odzyskiwałam swoją jedyną miłość życia. Tak miałam świadomość tego co się działo ze mną i Sami i pragnęłam tego całym sercem. Zacząć od nowa. Od momentu, w którym stanęłyśmy, a to że chciałam poinformować o moich zamiarach Ro. Nie było niczym dziwnym. Miałam cichą nadzieję, że mnie będzie wspierała we wszystkim tak jak kiedyś to robiła i robi do teraz.
- Nie będzie, a przynajmniej się czymś zajmę. - oznajmiłam i zabrałam od niej koszyczek. Szłam obok niej gdy ta zbierała swoją zieleninę. Nie krytykowałam tego, bo wiedziałam że nauczyła się tego od babci. Nie przepadałam za tym, ale cóż poradzić bliźniaczki, które są sobie bliskie a tak się różnią.
Nie wiedziałam od czego zacząć, gdy usłyszałam jej wypowiedź i zauważyłam to jak patrzy się na mnie wymownie. Zakuło mnie coś w serduszku. Znowu to robiłam? Odtrącałam? Oby nie. Nie o to mi chodziło.
- Żeby to było takie łatwe. - powiedziałam i westchnęłam. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
- Pamiętasz jak napisałam Ci żebyś zamówiła jedzenie ostatnio? - zapytałam nadal z zamkniętymi oczami. Wzięłam drugi głęboki oddech układając sobie wszystko w głowie. Bałam się tych słów.
- Spotkałam w sklepie Samanthę i poszłam z nią do niej do domu. Domyślasz się pewnie, że mi wybaczyła ucieczkę, ale ja nie potrafię sobie wybaczyć tej ucieczki. Kocham ją, a ona mnie. I jest gotowa zacząć od początku nie wiem co zrobić. - powiedziałam szybko na jednym wydechu i spuściłam głowę nie patrząc na reakcję siostry i odsuwając się od niej o dwa kroki. Miałam nadzieję, że nie zacznie krzyczeć, ale wiedziałam również, że na pewno nie będzie zadowolona.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-04, 19:20   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Dobra wszystko pięknie, ślicznie panna Roseberry miała mętlik głowie i sama nie wiedziała jak to rozwiązać. Skoro przerastało ją to wszystko, że miała dość wszystkim w tym siebie. To może należało pogadać z kimś kto na sprawę mógł spojrzeć obiektywnie. A nie samemu próbować sobie poradzi... Zosia samosia... Gdyby Ricky pogadała wcześniej ze swoją siostrą. Być może zaoszczędziło by to wiele zmartwień oraz stanów pod depresyjnych. Jasne wiadomo chciała być niezależna i samemu poradzić sobie z tą sytuacją. Dopiero później pogadać z innymi zainteresowaniami. Jednak czy nie nauczyły się, że mają tylko siebie. Powinny o siebie troszczyć zwłaszcza, że rodziców odsunęły od siebie. Pewnie oboje nie wiedzieli, że ich córki są w mieście, że uaktywnił się ich gen X i wiele innych rzeczy. Dlatego tym bardziej one powinny się wspierać. Rocky zawsze starała się wspierać swoją siostrą. Stać za nią murem.
- No pamiętam, bo od tamtego dnia zaczełaś się dziwnie zachowywać- nie trudno było zauwazyć zmiane zachowania Ricky. Zwłaszcza, że Rocky uważenie obserwowała swoją siostre. Wiadomo depracja lubi powracać, zwłaszcza ta nie leczona. Tego obawiła się Rocky najbardziej, bo nie chciała by jej siostra znowu cieniem samej siebie. Zwłaszcza, że jak już mówiłam coraz cześciej się uśmiechała i wychodziła do ludzi. A to było na plus.
W sumie dobrze, że przed rozmową młodsza Roseberry postanowiła zabrać, koszyk. Po takiej nowinie na pewno jego cała zawartość by wylądowało na podłożu leśnym i cała praco poszła by na próżno. Przez dłuższą chwilę Rocky nic nie mówiła. Próbowała sama wszystko poukładać sobie głowę. Samantha? Ta przez którą musiały uciekać z Seattle. Przez którą jej siostra popadła w depresje i odsunęła się od niej... Właśnie to całe zachowanie Ricky ostatnich dni było znowu przez te kobietę. Jeszcze jej siostra pierdzieliła coś o wybaczeniu, że to Sam jej wybaczyła, a ona sobie nie może.
- Nie widziałaś jej cztery lata... A po za tym twierdziłaś, że nie możecie być razem - nie znała szczegółów rozstania Ricky i Sam i powodów ucieczki. Jednak tylko tyle wiedziała na temat tej sytuacji. Po tym jak wypytywała się Ricky ,,dlaczego".
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-05, 10:32   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


To że miały tylko siebie i musiały się wspierać wiedziałam bardzo dobrze, ale nie o to chodzi. Wiedziałam jak Rocky może zareagować. Nie mówiłam jej dlaczego chciałam wyjechać, chciałam by to zostało dla mnie. Nie było warto opowiadać siostrze o tym, że Sami uważa mutanty za potwory. Dobra nie uważa. UWAŻAŁA. Teraz jest inaczej i czuję to. Musiałam to przemyśleć. Starczy, że wypaplałam się Aaronowi. Nie chcący, ale wystarczy, na pewno zrobi grande Sami, a tego nie chciałam.
Na słowa Ro tylko kiwnęłam głową odnotowując w głowie, że "dziwnie się zachowywałam". Miałam tylko nadzieję, że nie depresyjnie, ale na to chyba za późno. Teraz było inaczej, nie nazwałabym tego zamknięciem się w sobie, tylko przemyśleniami co do przyszłości. Tak myślałam nad przyszłością. Dziwne prawda? Ale ludzie się zmieniają zwłaszcza, gdy chodzi o związek.
No właśnie. Związek.. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że nie odzywałam się do Sami.
Kurde.. znowu popełniłam błąd. Jestem głupia. Po prostu głupia. Tak samo jak wtedy, gdy uciekłam. To była moja wina, a nie Sami. Bałam się stawić czoła temu co się stało i wolałam prostsze rozwiązanie, które okazało się porażką.
- Rocky. Kocham ją i nigdy nie przestałam. Tak mówiłam, ale teraz wydaje mi się, że lepiej będzie, gdy nie będę od niej uciekała. To nie wpłynęło dobrze ani na mnie ani na nią. - powiedziałam już spokojniej, bo Rocky nie zaczęłam na mnie krzyczeć. Odetchnęłam i spojrzałam na nią.
- Chcę spróbować jeszcze raz i nie ważne co uważasz, po prostu Cię informuję, że przez te kilka dni sobie wszystko przemyślałam i jestem pewna, że to ta jedyna. - uśmiechnęłam się lekko, bo przez myśl przeszło mi nawet kilka pomysłów na to jak się oświadczyć, ale szybko je odgoniłam. Było zdecydowanie za szybko. Jeszcze mamy na to czas, a teraz Sami na pewno będzie na mnie zła za to że się nie odzywam. Muszę naprawić ten błąd, ale poczekam jeszcze trochę ido niej pojadę. Wtedy przeprowadzę z nią poważną rozmowę. To wydawało mi się najlepszym pomysłem.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-05, 15:45   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Rocky jedynie czego by chciała to tego by Ricky była taka jak dawniej. By znowu była tą dawno dziewczyną, która była otwarta na ludzi, pewna siebie i uśmiechnięta. Nawet ostatnio zaczęła mieć nadzieję, że stan jej siostry się poprawia. Znowu jest tą dawną dziewczynką, z którą się ścigała kto pierwszy zbiegnie na dół ze schodów. Z którą mogła o wszystkim pogadać. Jednak po wyjeźdź z Seattle Rocky miała wrażenie, że między nimi jest mur. Choćby nie wie jak mocno waliła go nie jest w stanie go zburzyć. Dopiero od pewnego czasu zauważyła, że Ricky odzyskuje radość. Coraz częściej się uśmiecha... wiedziała, że to dzięki Aaronowi i trening z nim jej siostra odzyskuje chęć do życia. Niestety wszystko zmieniło się trzy dni temu... Kiedy zniknęła, a jak się okazało spotkała się znowu Sam. Od tamtego dnia stała się ponownie milcząca, snuła się z kąta na kąt.
Może nie czuła się, że zamyka się na innych. Jednak takie wrażenie miała jej siostra. Ricky mało co mówiła, stała się dziwnie milcząca i ma taki pusty wzrok. Wodząc ją w takim stanie Rocky się martwiła o nią. Ponieważ bała się iż mur, który zaczął powoli opadać znowu się wzniesie. Nie chciała by jej siostra się od izolowała ani też ją odtrącała. Naprawdę ją to wszystko martwiło...
- Jesteś tego pewna? Naprawdę chcesz z nią być, przecież to przez nią uciekłaś z Seattle - powiedziała do niej i niech wcale nie próbuje wmawiać jej, że to nie jest winna Sam. Rocky nie była głupią dziewczyną umiała połączyć fakty. Oczywiście, ze nie krzyczała, bo w końcu krzyki niczym nie pomogą. Tylko pogarszają sprawę. Pozwalają na to by puściły im emocje, a czasem przez to ludzie za wiele mogą powiedzieć.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-05, 17:07   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Mur, który od wyjazdu stał pomiędzy nimi był am cały czas, nawet gdy Aaron wyciągał mnie z depresji, a później poznałam inne osoby. Ten mur tam był. I jest nadal. Niestety depresja nie leczona właśnie tak działa i tego się nie zmieni, a leków nie chciałam brać. Tak więc to był mój wybór i tego się trzymałam, tak samo jak wyjazdu i tego, że nadal kocham Samanthę. Nic na to nie poradzę, po prostu tak jest. Planuję z nią przyszłość, jak wtedy przed ucieczką. Teraz jednak zmieniło się wiele czynników. Moje podejście, Samanthy podejście i to, że jestem silniejsza z przyjaciółmi, których mi nie brakuje. Byłam pewna siebie i o wiele bardziej dojrzała emocjonalnie, chociaż przy Sami się gubiłam.
- W połowie przez nią, a w połowie przez siebie. To nie była słuszna decyzja, ale wyszła nam na dobre. - mówiłam próbując wytłumaczyć Rocky czym się wtedy kierowałam. Spojrzałam na nią znacząco.
- Wiem, że się o mnie boisz Ro, ale uwierz mi, że spotkanie z Sami poprawiło moje podejście a nie je pogorszyło. Musiałam sobie poukładać w głowie wszystko, ale na prawdę w tym momencie czuję się wspaniale i z chęcią poskakałabym z radości, ale trzymam koszyk. - oznajmiłam z uśmiechem. Taka była prawda. Czułam się jak w euforii i zdawałam sobie sprawę z tego że było to spowodowane nocą z moją Sami.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-05, 20:34   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Jeśli chodzi o ten mur to może on istniał, a może nie. Jednak trzeba spojrzeć prawdzie oczy i stwierdzić, że Ricky już jej tak nie odtrącała jak kiedyś. Ba nawet zaczęły ze sobą ostatnio rozmawiać. Więc starsza panna Roseberry widziała nadzieję, że być może jej siostra wychodzi ze swojej jaskini. Przez ostatnie trzy dni znowu się w niej schowała wznosząc ów mur. Który według Rocky znikał, a może stawał się tylko niewidzialny i nadal tam był. Tego nigdy się nie dowie dziewczyna.
- W ogóle cie nie rozumiem... Tamtego dnia spytałam czy jesteś tego pewna. Odpowiedziałaś, że tak - powiedziała zbierając ostatnie liście zioła, który tej chwili był jej potrzebny. Zdecydowanie musiała zaparzyć sobie herbaty, bo to wszystko nie dzieję się na prawdę. - Pamiętasz co mówiła nam babcia, by podejmować decyzje, których jesteśmy pewne aby ich nie żałować. Czy jesteś pewna, że nie stoczysz się na dno będąc z tą kobietą?! - powiedziała do swojej siostry patrząc na nią. Nie chciała podnosić głosu, ale no kurcze... chyba święty by się nie wkurzył, że dla kaprysu porzucił swoje życie.
- Chcesz powiedzieć, że decydując się spalić mosty w Seattle postąpiłaś kapryśnie - nie mogła uwierzyć, że to właśnie kaprys, jakaś sprzeczka z ukochaną tylko sprawiły, że jej siostra nakłoniła ją do życia tutaj. Bo pewnie gdyby nie uciekła nadal by pracowała w szpitalu i nie musiała kłamać rodziców.
- Jasne, że się boje... Zawsze się boję o ciebie i nie sądzę by dobre było rzucać się w ramiona tej kobiety - odpowiedziała jej, a ostatnie słowo trudno przeszło jej przez gardło i bardziej powiedziała je przez zęby. Wzięła od niej koszyk, a raczej zabrała, bo miała dość słuchania o tym jaka cudowna jest Sam, i jak im dobrze. Patrząc na Ricky coraz bardziej przekonywała się o tym, że miłość jest ślepa.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-05, 21:48   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Akurat to była prawda. Wtedy byłam tego pewna, a teraz sama nie wiem. Może gdybym nie uciekła Sami by się nie zmieniła, a może po postu byśmy żyły wspólnie. Nie wiem. I teraz jest już za późno by to sprawdzać, ale nie żałowałam. Nie żałowałam żadnej decyzji, no dobra wiem wiem.. Przez swoją głupotę miałam depresję, ale to nie było takie najgorsze co nie? Przecież mamy przyjaciół, mamy nową rodzinę jaką jest bractwo, gdyby nie ta ucieczka nie byłybyśmy tutaj gdzie jesteśmy. Dobra zgadzam się z tym że okłamujemy rodziców, ale co lepiej byłoby ich narażać na to że dowiedzieliby się że mamy gen X i żeby zginęli? Jak dla mnie teraz jest o wiele lepiej.
- Tak pamiętam i wtedy byłam pewna. - ściszyłam swój głos do szeptu i posmutniałam. Tak wtedy byłam pewna decyzji, którą podjęłam i dziękowałam Bogu, że Rocky przyjechała tutaj ze mną, ale teraz wiedząc co wyprawiam nie wiem jaką decyzję bym podjęła.
- Nie wiem. Rocky na prawdę nie wiem niczego, i Ty mi teraz nie pomagasz. Przed chwilą byłam pewna tego, że chcę z nią spróbować i to nie jest kaprys i nigdy nie był. Nie chce wybierać pomiędzy Tobą, a nią. Uczucia są do bani. - oznajmiłam wzdychając. Tak zdecydowanie odpala mi się depresja. Ech.. będę musiała iść do Brada albo zapisać się na terapię, bo przestaję sama sobie dawać rady.
- Jestem pewna tego co czuję, to mi starczy, a co zrobię dalej? Pewnie z nią to wszystko przedyskutuję. - Powiedziałam chwilę się nad tym zastanawiając. Tak to był najlepszy sposób na dojście do porozumienia. Oddałam koszyk Rocky i spojrzałam na nią.
- Nie jesteś zadowolona. - bardziej oznajmiłam aniżeli zapytałam. Widziałam jej minę to mi starczyło.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-06, 17:23   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Zarówno wtedy jak i obecnie Rocky jest pewna tego, że chce być przy siostrze i ją wspierać. Jednak to staje się coraz bardziej trudne, bo nie wie jak ma kogoś wspierać. Jak ta osoba ją odtrąca, odgradza i izoluje się od niej. Zawsze były w dwie i mogły na siebie liczyć. Jednak od czasu ucieczki i tego jak Ricky poznała Sam czuje, że ta więź jaka łączyła ze siostrą słabnie. Powiecie, że to normalne, że zakochała się i Rocky zeszła na drugi plan. Jeśli to była by prawda to dziewczyna była by najszczęśliwszą osobą na świecie. Lecz ona nie czuje tego, że siostra jest zakochana. Bo ona nie zamyka się tylko przed nią lecz przed całym światem.
- Dobrze, że chociaż ty - powiedziała, bo ona nie była pewna czy okłamanie i ucieczka była dobrym pomysłem. Zwłaszcza do tego miejsca... Mogli wróć do Australii tam by nie musieli się przejmować tym, że coś się stanie ich rodzicom. Jaką mają pewność tego, że okłamując ich sprawia iż nic im nie grozi.
- Nie Ricky to nie uczucia są do bani, bo gdyby nie one wcale mnie tutaj by nie było. To my sprawiamy, że są one trudne.... Ale... ja - zaczęła mówić chociaż przychodziło jej coraz trudniej czuła jak z każdą minutą jest coraz bliska płaczu. - Nie mam sił by walić o ten mur... rozumiesz nie mogę patrzeć na to jak z każdym dniem coraz bardziej mnie odtrącasz. To boli - dokończyła odwracając wzrok od swojej siostry. Pierwszy raz powiedziała jej co na prawdę czuje, że chociaż tutaj przyjechała z nią. Nie jest pewna tego czy dobrze zrobiła. Czasem bywają dni, że tego żałuje. Chociaż poznała spaniałych ludzi. Jednak żadne z nich nie zastąpi jej siostry...
- Z czego mam być zadowolona? No powiedz mi z czego mam być zadowolona. Mieszkamy małej klitce... prawie w ogóle nie widujemy się z rodzicami, a na domiar złego coraz rzadziej rozmawiamy. Z czego mam być zadowolona - odpowiedziałam jej chociaż to nie było pytanie.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-03-06, 21:33   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie powiedziałabym, że ta więź słabnie. Znaczy dla mnie ona była silna i przetrwa wszystko. Właśnie to czułam. Spadłam na samo dno, i jedyną osobą, która przechodziła to ze mną była Rocky. Właśnie na tym polegała ta więź. Nie ważne w jakich warunkach, ale jest się przy drugiej osobie. To starcza, bo to się widzi i czuje, właśnie takie postępowanie Rocky dawało mi siłę by się pozbierać. Nie bałam się, że Rocky ją zostawi. I to nie prawda, że zamknęłam się na cały świat. No dobra może mniej wychodziłam do ludzi, ale to dlatego, że skupiłam się na najważniejszych dla mnie osobach. Jakimi była Ro, Aaron i miałam jeszcze umówione spotkanie z Tildą, a do Brada muszę się odezwać jeszcze. Chciałam ich poinformować i przegadać to wszystko co się dzieję, a nie spotykać się z osobami, które były dla mnie drugoplanowe, bo i po co mi to. Spojrzałam na moją siostrę, gdy się zacięła. Tak zdecydowanie widziałam jej emocje. Może nie chciała ich mi pokazywać, ale wybacz jednak znam ją te 24 lata i wiedziałam kiedy przeginam, a kiedy nie. Pokiwałam głową ze zrozumieniem i westchnęłam.
- Wybacz. Nie musisz walić w mur podejdź do bramy. - powiedziałam w przenośni już trochę bardziej zdołowana niż bym chciała. - Nie odtrącam Cię. Staram się. A gdybyś mnie widziała przy mojej Sami zobaczyłabyś dziewczynę sprzed powrotu tutaj. - mówiłam nakręcona a łzy pojawiły mi się w oczach. Nie chciałam jej ranić. Zdecydowanie to nie był mój plan, ale wyszło jak zawsze. Chciałam po prostu skończyć tą rozmowę jak najszybciej i móc wypłakać się w poduszkę jak robiłam to do tej pory.
- Jeżeli tak bardzo przeszkadza Ci to że przylepiłam Ci się do dupy to może dajmy sobie spokój i jedź gdzie chcesz, a mnie zostaw. Przynajmniej będziesz miała spokój. - powiedziałam trochę zła i zawiedziona. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, a ja sama postanowiłam dać sobie spokój z rozmową. Pobiegłam w stronę naszego mieszkania, nie zwracając uwagi na cokolwiek, nawet na to że z kieszeni dresu wypadł mi telefon ze słuchawkami. Nie miałam ochoty teraz słuchać muzyki. Ścierałam łzy i biegłam przed siebie. Do mojej bezpiecznej przestrzeni czyli mojego łóżka. Tam byłoby mi teraz najlepiej.

[z/t]
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2018-03-07, 20:44   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie rozmawiały tak jak kiedyś i nie zwierzały sobie z problemów. Ricky wolała rozmawiać z innymi niż z nią. Nie mówiła jej tego co czuje, ale pomimo tego kocha swoją siostrę. Zawsze przyjdzie jej z pomocą nawet jeśli ona jej już nie będzie chciała. Nawet jeśli uzna, ze nie potrzebuje siostry. Jednak prawdą jest, że prócz siostry nie miała nikogo. Może było kliku przyjaciół, rodzice. Jednak nikt z nich nie znał jej tak Ricky. Nie zwracał uwagi na jej małe dziwactwa jak gadanie do roślin. Niestety czasem Rocky zaczęła odczuwać zmęczenie, brak sił i nie miała pojęcia co mogła by zrobić by pomóc siostrze. Pojawiały się myśli czy nie wyjechać chociaż na kilka tygodni. Może krótka rozłąka by im pomogła. Może za długo przebywały razem.
- Lecz nie widziałam i boje się, że to jest chwilowe spowodowane tęsknota. Boje się tego, że okaże się iż nie jesteście tymi samymi osobami co kiedyś i to was przerośnie. Po prostu boje się o ciebie, bo sądzę, że trochę za szybko - powiedziałam do niej próbując ogarnąć trochę swoje emocje. Nie miałam pojęcia dlaczego przy innych umiem być opanowana, a przy niej po prostu nie mogłam.
- Skoro mi jaśnie pani pozwoliła to może kiedyś skorzystam - powiedziałam do niej nerwach. Chociaż wcale tak nie myślałam, że jest wrzodem. Nie chciałam jej zostawiać, jedynie wyjechać na kilka dni. Jednak na razie to tylko myśli, bo chce spróbować spróbować jakoś przemówić jej i być może Sam, że powinny zwolnić...

[z/t]
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Leilah Addams



--

Elektrokineza

76%

-





name:

Leilah Addams

alias:
Skyripper

Wysłany: 2018-03-20, 21:00   
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/Krótko po powrocie z Teksasu, przed eventem.

Trening na łonie natury, był jednym z ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu. Tego była uczona jeszcze w izraelskim wojsku. Treningów w naturalnym otoczeniu, chociażby po to, by umieć wypatrzeć rzeczy, które w jednej sekundzie mogą stać się bronią. W sterylnym otoczeniu sali gimnastycznej raczej się tego nie nauczysz. Kolejnym popwodem było to, że Leilah chciała po prostu odreagować pobyt w więzieniu, gdzie musiałą zaciskać zęby nieskończoną ilość razy, żeby nie zrobić czegoś co przedłuży jej pobyt w tym miejscu. Również śmierć Yvonne Marie nią wstrząsnęła, nie miała do tej pory o tym pojęcia. Także powodów by wyjść na zewnątrz i wyrzucić z siebie trochę tych złych emocji było sporo. Poza tym na sali gimnastycznej ktoś może chcieć się do niej przyłączyć, a wtedy zapewne zostanie brutalnie sponiewierany i będzie miał dość zanim Leilah zdoła w zadowalającym stopniu się wyżyć. Kolejnym punktem będzie pójście do baru, wypicie znacznych ilości alkoholu, i a nóż się trafi jakaś bójka. Wciąż nie udało się też zlokalizować Lizzie co napawało Lei dużym niepokojem. Nie chciała jednak ściągać na siebie niepotrzebnej uwagi intensywnymi poszukiwaniami dziecka i wypytywaniu wszystkim naokoło. Wolała znaleźć Lizzie bardziej po cichu. Teraz natomiast ubrana w strój do ćwiczeń i bluzę rozgrzewała się właśnie.
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6