Poprzedni temat «» Następny temat
Pompy
Autor Wiadomość
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-23, 11:23   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Mężczyzna nie wiedział, która jest godzina - w tej cholernej elektrowni cały czas panował mrok, właściwie nie miał też pojęcia ile godzin już tu spędził. Każda minuta była dla niego męką, a jemu wydawało się, że siedzi już tutaj przynajmniej z tydzień. Czas płynął inaczej w takich sytuacjach, a on był najlepszym tego przykładem.
Zadrżał, słysząc dźwięk otwieranych drzwi. Nie powiem - miał jakąś nadzieję - chociaż nie wielką, to zawsze - że tym razem do pomieszczenia wchodzi jakiś ratunek, być może ludzie z którymi prowadził interesy w jakiś sposób dowiedzieli się, że go przetrzymują? Oni nie przeszliby obok tego obojętnie, ponieważ był im potrzebny, a może... Może to Colleen? Tak bardzo pragnął ją w tej chwili ujrzeć, nawet, jeśli byłaby to ostatnia rzecz, którą zrobił by w swoim życiu.
Niestety... To znowu ona. Ból, który cały czas odczuwał przestał już tak cholernie przeszkadzać, ponieważ się do niego przyzwyczaił - pozostając w jednej pozycji nie wywoływał kolejnych fali cierpienia... Wiedział jednak, że jej pojawienie się tutaj oznaczało dla niego tylko ból.
Nawet ten pieprzony stukot jej obcasów sprawiał już, że mężczyzna miał ochotę skulić się i zacząć skomleć, by dała mu wreszcie spokój - jak przystało na psa, jej psa... Ale była też druga część jego osobowości, ta silniejsza, która przeważnie miała większe prawo głosu i to ona nakazywała mu dalej walczyć, być aroganckim, upartym i nie mówić zbyt wiele. Nie przyszło mu nawet do głowy to, by powiedzieć cokolwiek i chociaż kobieta już dawno wyjaśniła mu, że nie męczy go dla informacji, to jakieś na pewno by jej się przydały, mogła by z nich korzystać na różne sposoby, a żaden z nich raczej by mu się nie spodobał.
Tak więc... Milczał. Nie wyjawił jej nic i już od początku tego wszystkiego wiedział, że nie powie nic. Potrafił trzymać język za zębami, a gdyby to okazało się niemożliwe... Pewnie odgryzł by sobie właśnie ten mięsień, który odpowiadał za umiejętność mówienia.
Zaczął oddychać szybciej i przymknął oczy, jednocześnie zaciskając zęby, gdy ochroniarz kobiety zbliżył się do niego. Już przygotowywał się mentalnie na kolejną dawkę cierpień, na kolejne rany.
Wrzasnął z bólu, gdy krzesło dotknęło jego zranionej nogi i nie przestawał krzyczeć podczas ich zmieniania jego pozycji. Najgorzej było, gdy poruszyli jego dłonie, gdy przyciskali je tak mocno do tych oparć, a on cały czas czuł te pieprzone szpilki jak jakieś rozżarzone do czerwoności ostrza, które paliły jego ciało...
W końcu został przywiązany, jego krzyk się urwał, ale tempo oddychania nie zmieniło się.
Kobieta wyciągnęła coś z torby - tym razem nie było to jak na początku pomyślał narzędzie tortur, a butelka wody. Przywarł suchymi wargami do plastiku, gdy tylko zbliżyła szyjkę do jego ust i zaczął pić wodę - małymi łykami, ponieważ wiedział, że gdyby pazernie wlał w siebie za dużo to prawdopodobnie by zwymiotował. Przyniosło mu to ulgę, nie dbał w tej chwili o to, że poi go jak jakieś zwierzę... Ważne, że mógł zwilżyć usta, choć ta przyjemność też nie trwała zbyt długo.
Podniósł na nią wzrok dysząc ciężko, wyglądał jakby nie spał przynajmniej tydzień, pod jego oczami już pojawiły się tak zwane 'wory', a powieki pozostawały do połowy przymkniętę...
- Już... Myślałem, że się mną znudziłaś.. - rzucił cicho, chyba jej nieobecność przez kilka godzin dodała mu nieco odwagi, a może ponownie próbował ją sprowokować? Może miał nadzieję, że popełni jakikolwiek błąd?
- Ale mogłaś... Mogłaś przyjść bez swojego kundla.. Nie mogę już na niego patrzeć. - skinął głową na jej ochroniarza, gdy skończył mówić. Kurwa, jak chętnie wypatroszyłby tego kretyna...
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-23, 14:06   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Krzycz robaczku, krzycz. Twórz piękne melodie dopełniające mych pieśni. Bądź moją muzą, gdy mrok mnie ogarnie...
Tak bardzo cieszyłam się, że moja zabaweczka czuje się już lepiej, że mogę kontynuować swą zabawę. Słysząc każdy kolejny wrzask, musiałam się pilnować, by ekstaza ogarniająca me ciało nie przejęła nade mną całkowitej kontroli. Było mi tak dobrze, gdy widziałam kolejne krople krwi i potu, gdy słyszałam te dźwięki cierpienia wydobywające się z jego gardła. To było tak podniecające i przyjemne... Oh, czemu też zabawki w końcu traciły swe głosy? Czemu nie mogły żyć wiecznie ku mej uciesze?
Liczyłam na to, że właśnie Fowler zostanie moją idealną rozrywką w idealnym miejscu. Wystarczy przynosić mu wodę i kilka kromek chleba, by móc cieszyć się nim przez następne godziny, dni, może nawet tygodnie... Tak długo, aż kompletnie złamię jego ducha, do jego ostatniego tchnienia...
- Odważne stwierdzenie. Gdyby tak było, już byś się nie obudził. - Odpowiedziałam mu w końcu, przerywając tą grobową ciszę, która do tej pory nam towarzyszyła. Uśmiechnęłam się też rozbrajająco, gdy ten powiedział coś o mym towarzyszu.
- Skoro sobie życzysz... To wcale nie musisz. - dodałam po chwili, po czym pięścią uderzyłam go prosto w oczodół. Co jak co, może i nie byłam największą i najsilniejszą kobietą, ale jednak... Masa pierścionków i nauka walki w młodszym wieku na pewno bardzo pomogła mi w tym, by mężczyzna to odczuł - szczególnie w tak wrażliwej okolicy, jaką jest oko. Musiałam się jednak pilnować, by i mi się nic nie stało. W końcu... Gdybym teraz zrobiła sobie krzywdę, nawet bym tego nie poczuła. A to był tak cholernie niebezpieczny dla mnie stan...
Odeszłam na chwilę w kierunku mej walizki, skąd wyciągnęłam... Kombinerki. Tak, w firmowej walizce nosiłam kombinerki. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy wolnym krokiem zaczęłam się zbliżać z powrotem do blondyna...
- And everyone is waiting... waiting on you... - Zaczęłam swą pieśń, robiąc krok z każdym kolejnym wersem - And you've got time... - padło z mych ust, gdy w końcu przykucnęłam przed krzesłem, a mój ochroniarz postawił się za Dalem, tak - by zgodnie z jego prośbą - nie musieć już na niego patrzeć. Nie przeszkadzało to jednak w tym, by mógł trzymać jego nadgarstek, prawda? - Widziałeś kiedyś taki sposób? Bardzo prymitywny, ale sprawia tak wiele radości... - Przerwałam na chwilę swą melodię, opowiadając mu o naszej najbliższej zabawie, niczym w transie. Powinien się już domyślić, co go w tym momencie czeka...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-23, 14:25   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Miał ochotę krzyczeć cały czas, wrzaski próbowały się z niego wyrwać od dłuższego czasu, ale trzymał tą słabszą część swojej osobowości w ryzach. Ta druga - znacznie silniejsza, bardziej arogancka, potężniejsza część jego jestestwa dalej nie chciała dać jej satysfakcji. Nie tak ogromnej, gdyby zaczął wrzeszczeć, płakać, skomleć... Ta sadystka chyba dostałaby orgazmu, a nie chciał jej dawać tyle przyjemności. Chyba kiepska z niego zabawka, skoro nie pragnie radości swojej właścicielki... Może czas ją zmienić na inną? Och, chyba by się już przydało...
Zignorował jej odpowiedź, faktycznie - gdyby nie była już nim zainteresowana prawdopodobnie skróciła by jego męki, a tak... Pozostawiła go przy życiu, by mógł dalej dostarczać jej rozrywki. Doskonale wiedział, że czeka go następny, cholernie długi dzień i choć próbował się na to przygotować to... Nie było takie proste. Był tak cholernie zmęczony, pragnął osunąć się ponownie w tą pustkę, gdzie co prawda były koszmary, ale nie tak straszne jak ona - do świata snów. Być może przy dobrych wiatrach kobieta doprowadzi go po raz kolejny do utraty przytomności?
Zacisnął po raz kolejny zęby i syknął cicho, gdy otrzymał cios prosto w twarz. Po chwili poczuł gorącą krew spływającą po jego powiece. Chyba jeden z jej pierścionków trafił go w łuk brwiowy i spowodował, że ten po prostu pękł. Miał teraz ograniczoną widoczność... No, spełniła jego życzenie - przynajmniej częściowo.
Okiem, które pozostało otwarte przyglądał się kobiecie. Ponownie sięgnęła do walizki, by wyciągnąć z niej... Kombinerki.
- Kurwa mać.. - mruknął sam do siebie w myślach jednocześnie kręcąc głową z niedowierzaniem. Co ona jeszcze mogła tam chować?
Wiedział co mu zrobi. Albo będzie mu za pomocą tego narzędzia wyrywać paznokcie, albo łamać palce. Jedno i drugie nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń...
W jego głowie ponownie rozbrzmiała ta sama pieśń, jej piosenka, która towarzyszyła mu od tak wielu godzin... Mimowolnie wzdrygnął się, czując, jak palce jej ochroniarza zaciskają się na jego nadgarstku.
- Widziałem różne rzeczy... - odparł tylko cicho na jej słowa, jednak odważył się spojrzeć jej w oczy.
- Pewnie w innych okolicznościach mógłbym Cię wiele nauczyć.. - dodał po chwili i spróbował się zaśmiać, ale niestety to się nie udało - przerodziło się natomiast w kaszel, z jego ust wydobyły się kolejne krople krwi, a kilka z nich - na jego jebane nieszczęście - dosięgnęło jej ciała. Twarzy. Ekhm... Może tym razem mu odpuści, zda sobie sprawę z tego, że nie zrobił tego celowo?
Kurwa... Ona nie odpuszcza.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-23, 17:18   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Dobrze. Bardzo dobrze. Widać było, że moja zabaweczka wraca do formy, bo i poczucie humoru mu się poprawiło. Tyle mi wystarczyło by wiedzieć, że czeka nas dziś dzień pełen wrażeń.
Jeden z kącików moich ust uniósł się w delikatnym, wyzywającym uśmiechu, w odpowiedzi na jego słowa.
- I vice versa, robaczku. - odparłam wręcz zbyt słodko, zważając na obecne okoliczności. Cóż... Rzeczywiście, odnajdywałam wspólny język wśród innych katów, ale tylko do czasu, gdy ci rzeczywiście mieli co mi zaoferować. Patrząc na to, jak wiele ten jeden mutancik zniósł nie puszczając pary z ust... Byłam skłonna uwierzyć, że rzeczywiście może być odpowiednio przeszkolony. Czym jest jednak szkolenie w porównaniu z pięknym umysłem głodnym cierpienia innych?
- Stay awake... In the dark, count mistakes... - kontynuowałam swą melodię, przykładając kombinerki do palca wskazującego jego dłoni, co zapewne samo w sobie spowodowało już kolejną porcję bólu - ścisk metalu nie mógł być niczym przyjemnym, gdy pod paznokciem wciąż znajdowała się ostra szpilka. W ciemności, błędy mają znaczenie... Ja jednak wiedziałam, że ich nie popełniam. Każdy mój ruch był dokładnie przemyślany. Nawet kolejność mych tortur nie była bez znaczenia. Wiedziałam, że dochodząc do nich właśnie w tej kolejności, zniszczę tego człowieka, wyduszę z niego ostatki człowieczeństwa... Będzie mój i tylko mój. Moja mała, prywatna uciecha... Aż do czasu, gdy w swoje poplamione krwią łapki złapię ciekawszy kąsek...
- The light was off but now it's on... - Ma piosenka trwała, gdy ścisnęłam rączki kombinerek i zaczęłam wyginać palec mężczyzny w nienaturalnym dla niego kierunku, czekając na moment, gdy usłyszę trzask łamanego stawu, lub zobaczę pękającą skórę... Tak bardzo czekałam na ten moment, tak samo, jak czekałam na kolejną salwę krzyku bądź płaczu...
- Searching underground for a bit of sun... The sun is out, the day is new... - Nie przerywałam, nawet w momencie, gdy dokończyłam swego dzieła. Zwolniłam uścisk, jednocześnie wypuszczając uszkodzony palec blondyna, przyglądając mu się z satysfakcją... Oh, jak to było cudowne! Jakie piękne! Tak... Tak... Tak! A to wcale nie był koniec. Zanim jednak mogłam zająć się resztą dłoni Fowlera, musiałam nacieszyć się jego pierwszą reakcją, która zawsze jest przecież najpiękniejsza...
Krzycz robaczku, krzycz... I nie przestawaj...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-23, 18:49   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Nie powiedziałbym, że wrócił do formy, ten beznadziejny czarny humor i wiselcze żarty były jego naturalnym mechanizmem obronnym. Dokładnie tak reagował w stresowych sytuacjach. Chyba w ten sposób dodawał odwagi samemu sobie... Jak widać chociaż trochę działało, więc może nie był to najgorszy sposób?
- Robaczku i robaczku... To... Piękny pseudonim, ale mogłabyś wymyślić coś nowego.. - rzucił dość ironicznie, a po chwili pokręcił głową z niedowierzaniem. Kurwa mać.
- Co Ty odpierdalasz? - skarcił sam siebie w myślach zastanawiając się po co marnuje resztki sił na prowokowanie jej, skoro było to w tej chwili kompletnie niepotrzebne... Jak już kiedyś wspomniałem - popełniał dość sporo błędów, a to był jeden z nich, ale po prostu nie potrafił inaczej.
Chwilę później jednak to wszystko przestało mieć znaczenie, ponieważ poczuł uścisk kombinerek na jednym ze swoich palców. A więc jednak będzie je łamać... Cholera jasna.
Zacisnął mocno zęby i odwrócił wzrok. Patrzenie na źródło bólu sprawiało, że stawał się znacznie większy - przynajmniej tak myślał.
Kobieta śpiewała - nie przestawała nawet na chwilę, następne wersy jej przeklętej piosenki wbijały mu się w głowę jak ostrze noża, tego też nie mógł już znieść.
Poczuł jak jeden z jego palcy wygina się pod nienaturalnym kątem, z jego ust wydarł się kolejny krzyk, aż w końcu kość pękła - w dodatku przebiła skórę. No proszę, mamy tutaj chyba złamanie otwarte.
Krzyk zmienił się w nienaturalny, więc zwierzęcy ryk. Połączenie tych cholernych szpilek z łamaniem kości w jego palcach było jedną z najmniej przyjemnych rzeczy, których dzisiaj doznał. Nie sądził, że będzie w stanie go czymś jeszcze zaskoczyć - a jednak. Dobrze, że chociaż olała to, że opluł ją krwią...
Zaczął drżeć, ale nie ze strachu. Gniew przyszedł nagle, zrobiło mu się cholernie gorąco, nagle stał się cholernie wściekły.
Powoli przeniósł na nią wzrok.
- Zacznie się niewinnie, bo najpierw połamię Ci tylko nos.. - zaczął nie odrywając od niej spojrzenia. Nie tym razem. Kobieta skrzywdziła go tak mocno, że aktualnie było mu wszystko jedno. Poza bólem czuł tylko i wyłącznie gniew.
- Potem będzie znacznie gorzej... Połamię Ci ręce. Nogi. Zdejmę z Ciebie ubranie i Cię zerżnę. Będę Cię ruchał wiele godzin jak zwykłą szmatę. Następnie wydłubię Ci oczy, byś nigdy nie mogła już na nikogo spojrzeć. A na końcu zerżnę Cię w te puste oczodoły... I wymyślę wiele innych rzeczy - znacznie ciekawszych, niż to co Ty robisz mi. Potraktuję Cię znacznie gorzej, niż Ty mnie... - mówił bardzo cicho, czasami załamywał mu się głos - to oczywiście z powodu zmęczenia, a także bólu. Cały czas czuł ból, ale odsunął te odczucia gdzieś na bok. W tej chwili wstąpił w niego jakiś cholerny demon, wszystko przestało się liczyć. Nawet myśl o tym, że za takie słowa może stracić życia nie miała już znaczenia. Pragnął jej bólu - chyba miałby z tego tak wielką przyjemność jak ona z krzywdzenia jego...
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-23, 20:29   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Och, pyskaty jesteś, to już wiem. Ale takie pyskate zabawki lubię najbardziej – szkoda, że tylko do czasu gdy dają się złamać...
Wczoraj byłeś tego bliski. A dzisiaj? Czyżbym jednak tym miłym gestem, przez napojenie, dała Ci zbyt wiele odwagi?
Nierozważnie mutanciku, nierozważnie. Powinieneś już wiedzieć, co się dzieje, gdy próbujesz mnie zdenerwować. Powinieneś wiedzieć, jak kończy się nieposłuszeństwo. Powinieneś...
- Oh, a jesteś czymś więcej, niż robakiem? Kundlem? Szczurem? Chorobą, która opanowała ten biedny świat? - zapytałam ironicznie, spoglądając na niego. Nie robiły już na mnie wrażenia jego wydzieliny. Nie teraz. Teraz... Byłam zbyt pochłonięta kolejnym aktem swego krwawego scenariusza. A ten... Tak pięknie się teraz spełniał...
Słuchałam, jak pięknie krzyczy, jak daje upust swym emocjom, jak napawa moją duszę radością... Jak spełnia moje sny i daje ukojenie umysłowi. Rozpływałam się słysząc, jak skuteczna była ta prosta, nic nie wymagająca metoda... Oh, krzycz więcej, więcej...
Jednak krzyk... Zmienił się w groźby. Normalnie nie byłabym z tego zadowolona. Zapewne już dawno odcięłabym mu to przyrodzenie, którym tak bardzo chciał mnie zerżnąć. Tym razem jednak, przyglądałam mu się chwilę z beznamiętną twarzą, a gdy ten w końcu skończył swój wywód... Po prostu zaczęłam się śmiać. Tym niepokojącym, głębokim śmiechem...
- Myślisz, że się tego boję? Że się boję Ciebie? - zapytałam, a z mych ust wciąż nie zniknął uśmiech i na pewno za bardzo udawane zdziwienie. - Spróbuj, psie. Ale gwarantuję Ci – skrzywdzenie mnie nie da Ci takiej satysfakcji, jaką ja odczuwam teraz... Ode mnie nie usłyszysz nawet jednego pisku... Ból mi nie straszny, robaczku. - Dodałam po chwili, wycedzając słowa przez zęby i nachylając się zdecydowanie za blisko twarzy Fowlera. Howard jednak pilnował, by ten nie wywinął żadnej dziwnej sztuczki. Ja po chwili natomiast wróciłam do wcześniej przyjmowanej pozycji, szykując kolejny palec do łamania przez kombinerki...
- I rozumiem, że byle żołnierzyk jak Ty, ma swoje potrzeby, ale od tego masz te swoje dziwki. Je sobie możesz rżnąć. - stwierdziłam już z obojętnością w głosie, po czym wygięłam jego kolejny palec, powodując jego łamanie... Już się nie patyczkowałam. Nucąc swoją melodię, Łamałam każdy z jego palców, jeden po drugim, aż jego dłoń była całkowicie niesprawna...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-23, 23:06   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Pyskaty? No dobra, może faktycznie można go tak nazwać. Z pewnością nie należał do osób, które nie odzywają się w kryzysowych sytuacjach. Zawsze mówił to, co myślał i czasami - tak, jak w tej chwili - niestety nie było to dla niego najlepsze.
Możliwe, że to właśnie ta chwila dobroci sprawiła, że odwaga do niego wróciła, on... Po prostu taki był. Nie oddawał pola - nie ważne w jak beznadziejnej sytuacji się aktualnie znajdował, on po prostu nie potrafił zamknąć mordy i się poddać... Chociaż coś mi się wydaje, że trafił aktualnie na godnego przeciwnika. Być może miał przed sobą jedną jedyną osobę, która potrafiła go złamać. I... Wiedział doskonale czym się kończy nieposłuszeństwo wobec niej. Już prawie udało jej się go złamać i gdyby nie zemdlał poprzedniego dnia... Był gotów zrobić naprawdę wiele. Oplotła całkowicie jego umysł, ale ten czas minął. Został sam, miał czas na przemyślenia, nienawiść kiełkowała przez te kilka godzin, gdy nie uświadamiała mu jak mało w tej chwili jest wart... Pozwoliła mu na to. Celowo? Być może.
- Nazywaj mnie jak chcesz... Ja też mam dla Ciebie kilka określeń, ale zachowam je dla siebie. - odparł. Mimo tego, że dosłownie parę chwil wcześniej sam siebie opierdalał za marnowanie sił na mówienie... Nie potrafił przestać, był za bardzo nakręcony na to, by jej pyskować, by ją prowokować, by dać jej minimum satysfakcji z krzywdzenia go.
Po kilku chwilach to jednak przestało być ważne. Jej głuchy śmiech przerwał wszelkie jego groźby i gdy tylko mężczyzna go usłyszał... Gniew zaczął zanikać. Chyba powoli ponownie zaczął rozumieć, że to nie ma sensu, że już dawno powinien się poddać. Kobieta ponownie wdzierała się w jego umysł mimo tego, że pozornie nic nie robiła.
- Pokazał bym Ci czym jest ból... - wyszeptał, a na jego twarzy pojawiło się coś podobnego do uśmiechu, chociaż tylko przez chwilę. Odwaga, która pojawiła się tak nagle... Szybko zniknęła. Ona była tak cholernie niewzruszona, dalej grała w tą swoja pieprzoną grę, ponownie stał się jej zabawką.
Zajrzał jej prosto w oczy, gdy znalazła się tak blisko niego, ale nie powiedział nic więcej. Nie groził jej, nie pluł na nią, powstrzymał się nawet od kaszlu, który mógłby się skończyć wydobyciem się z jego ust kolejnej dawki krwi, która pewnie znalazłaby się na jej twarzy.
Nie odpowiedział na jej następne słowa. Zimny uścisk stali skutecznie przyprawił go o kolejną falę bólu w dłoni, a jego palec złamał się z łatwością niczym jakiś cieniutki patyczek. Wrzasnął po raz kolejny szarpiąc się, wyrywając, próbując zerwać więzy, które go krępowały, ale na nic się to zdało. Na nic...
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-23, 23:55   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Było ze mną chyba gorzej, niż jakikolwiek podręcznik do psychopatologii przewiduje. Ten mężczyzna niesamowicie na mnie działał - jakim cudem mógł być zarówno tak doskonały, idealny, jak mógł sprawiać mi tyle radości i dawać tyle szczęścia, jednocześnie tak bardzo działając mi na nerwy? Chyba miał szczęście, że moje pojmowanie uczuć i tak było mocno ograniczone, więc nie reagowałam nazbytnim gniewem na jego słowa. Ja... Próbowałam je obrócić przeciwko niemu.
Oddałam kombinerki Howardowi i sięgnęłam do swojej walizki, skąd wyciągnęłam... Dwa pudełka śniadaniowe. Należała mi się chwila przerwy w tej zabawie. A od patrzenia na kolejne strużki krwi, robiłam się głodna. Nie tylko doświadczeń doprowadzających mnie do ekstazy, lecz również fizjologicznie. Wyciągnęłam z jednego z pudełek mini kanapeczkę, która wyglądała na pewno zbyt idealnie i smakowicie. Tak, nawet kanapki robią mi szefowie kuchni. - Też zgłodniałeś? - zapytałam, patrząc mu prosto w oczy i biorąc kęs tego cudownego jedzenia. - Dla Ciebie też coś przygotowałam. - Dodałam po chwili, gdy przełknęłam ten jeden kęs, po czym sięgnęłam do drugiej śniadaniówki. Jeśli Dale'owi zaczęła lecieć ślinka, teraz mógł się ostro na tym przejechać, bo w mojej dłoni zamiast kanapki mógł dostrzec... Szczurzego, łysego oseska. Wciąż ruszającego się. W tym samym momencie Za Fowlerem stanął mój ochroniarz, łapiąc go za głowę.
- Zjesz po dobroci, czy wcisnąć Ci go do gardła? I spokojnie, mamy więcej. Chcemy o Ciebie... Zadbać. - Powiedziałam zdecydowanie zbyt uroczo, trzymając to szczurze dziecko za ledwo odstający ogon. Nie brzydziłam się, bo w sumie mało co mnie brzydziło. - Pomiędzy każdym kolejnym kęsem, możesz mówić te wszystkie... określenia, które na mnie masz. - dodałam po chwili, przybliżając się do mężczyzny i pakując do jego gęby to nieszczęsne małe zwierzę. Jeśli tylko blondyn odważył się je wypluć... Miałam już przygotowaną dla niego karę.
- Nikt nie jest w stanie tego zrobić... - Wysyczałam przez zęby, patrząc na niego beznamiętnym wzrokiem, po czym wyciągnęłam z kieszeni swej kurtki zapalniczkę i po odpaleniu jej... przystawiłam ją do języka, wciąż nie zmieniając wyrazu mej twarzy. Tak, będę musiała się z tego grupo tłumaczyć memu lekarzowi, lecz nie chciałam, by ma ofiara pomyślała, że jestem gołosłowna. Tym bardziej, że dopiero teraz mógł poznać moje możliwości...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-24, 00:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


To fakt, prawdopodobnie nigdy nie powstał żaden podręcznik, ani nawet książka opisująca tak pokurwioną osobę jaką była Vera. Dale spotkał na swojej drodze wielu psycholi - przynajmniej tak mu się do tej pory wydawało, ale teraz już wiedział na pewno, że gorszej osoby niż ona nie widział. Nie miał pojęcia jak można być tak spaczonym, tak cholernie okrutnym... Może ją również kiedyś skrzywdzili? Możliwości mogło być wiele, ale on raczej teraz niespecjalnie miał chęć, czy też siłę na rozkminianie jej osobowości.
Kobieta ponownie wyciągnęła coś ze swojej torby. Na początku nawet nie spojrzał na to, co trzymała w dłoniach, ponieważ jego ciało jeszcze przeżywało poprzednie wydarzenie, ból, który mu zadała... Jego głowa ponownie była opuszczona, oddech zrobił się cięższy niż atmosfera, która wisiała w powietrzu. Mężczyzna był w tej chwili wrakiem człowieka, wyglądał okropnie - i tak też się czuł. Zdobył się jednak po raz kolejny na to, by podnieść łeb i spojrzeć na nią.
Ze zdziwieniem zauważył, że tym razem kobieta nie dzierżyła kolejnego narzędzia tortur, tylko... Pudełka śniadaniowe.
Och, oczywiście, że był głodny. Co prawda nie był to jeszcze głód, który mógł go zabić, ale na pewno dawał mu się powoli we znaki. Był dość dużym chłopem i potrzebował sporych ilości jedzenia, więc te kilkanaście godzin bez niego z bonusem w postaci różych wymyślnych tortur sprawiło, że jego brzuch w tej chwili zaburczał.
Nie spodziewał się tylko tego, że z drugiego pudełka Vera nie wyjmie kanapki - tak, jak dla siebie - tylko żywe stworzenie. Małego szczura.
Wiedział doskonale, że może mu się to cofnąć. Wiedział również, że jeśli na przykład by na nią zwymiotował... Prawdopodobnie popełniłby największy błąd w swoim życiu.
Mimo wszystko - tak jak od dłuższego czasu - nie miał wyboru.
Otworzył usta nie chcąc, by kobieta go do tego zmusiła i mocno zacisnął zęby na małym szczurzym ciałku.
Poczuł w ustach słoną krew i mimo tego, że próbował zabić zwierzę jednym ugryzieniem... To nie było takie proste. Dalej czuł jego ruch w swoim gardle, jak wierzga desperacko trzymając się życia. Cóż... Jechali w pewnym sensie na jednym wózku, nie?
Odruch wymiotny targnął jego ciałem, ale nie zwymiotował. Próbując w jakiś sposób przełknąć szczura, czy też jego część patrzył cały czas na nią, więc oczywiście dostrzegł jej mały pokaz. Kurwa... Jak to możliwe? Czyżby... Też była mutantem? Jeśli tak, jeśli faktycznie nie odczuwała bólu... Miał przejebane gorzej niż myślał.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-24, 14:14   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Patrzyłam z satysfakcją, jak mężczyzna walczył sam ze sobą. Możliwe nawet, że go nie doceniłam. Zabawa z tymi szczurzymi oseskami była jedną z moich ulubionych, gdyż większość osób nie dość, że miała jakikolwiek szacunek do życia, brzydziła się takimi małymi stworzeniami. On jednak, posłusznie, bez żadnego słowa przyjął do ust tą przekąskę, którą mu przygotowałam. Widziałam, jak krew roznosi się po jego zębach. Widziałam, jak organizm walczy przed przełknięciem tego smakołyka. A jednak... I tak się nie sprzeciwiał. Dobrze, czyli jednak czegoś się uczy. Albo ma coś z głową, podobnie do mnie...
Schowałam zapalniczkę z powrotem do kieszeni, wciąż nie zmieniając tego obojętnego wyrazu twarzy, po czym sięgnęłam po kolejnego szczurka do pudełka.
- Tego, połkniesz w całości. - Rzuciłam beznamiętnie, podchodząc do niego i przybliżając dłoń do jego twarzy. Kiedyś słyszałam, że połykanie żywego stworzenia wcale nie jest takie przyjemne, bo jego łapki zaczynają nieprzyjemnie wierzgać w przełyku, poszukując jakiegokolwiek wyjścia. Nie miałam ochoty sprawdzać tego na sobie, ale przecież przed sobą miałam idealnego kandydata, prawda? Taki twardy, mężny i wygadany... A jednak... Chyba jego pyskatość w końcu odpuściła.
Nie zapomniałam też, o jego wcześniejszej groźbie. Tu był świetny moment, na wykorzystanie małej sztuczki psychologicznej. Pozostałe dwa oseski z pudełka, złapałam do swojej dłoni, po czym odchyliłam spodnie Fowlera i wsunęłam zwierzaki prosto pod jego bieliznę... Były zbyt małe, by gryźć, ale ich pazurki i tak mogły już sprawić nieco bólu, tym bardziej - w tak wrażliwych okolicach. Nie szkodziło jednak, by trochę podkolorować tę sytuację, prawda?
- To dla pewności, że nigdy nie odważysz się mnie ruszyć. - Rzuciłam, z dziwnym, niepokojącym uśmiechem, po czym przejęłam od Howarda moje kombinerki. Jeszcze nie skończyłam tej zabawy...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-03-04, 20:44   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dale w końcu przełknął tego cholernego szczura, udało mu się nawet nie porzygać. Zanim kobieta się do niego zbliżyła zdążył jeszcze opuścić na moment głowę. Poruszył nią delikatnie do tyłu i do przodu zamykając oczy. Czuł, jak po brodzie spływa mu szczurza krew pomieszana z jego własną, oraz ze śliną.
Chciał odpocząć. Tak cholernie chciał odpocząć, pragnął nie czuć już więcej bólu, nie mógł już na nią patrzeć - ale musiał. Był od niej całkowicie zależny, decydowała o nim w stu procentach i uwierzcie mi - to było straszne uczucie. Zwłaszcza dla Dale'a, ponieważ od zawsze był osobą, która brała sprawy w swoje ręce. Był pieprzonym wojownikiem, zabił naprawdę wielu ludzi. Zdarzało mu się robić straszne rzeczy, również wyciągać informację siłą, ale nigdy... Nigdy nie w taki sposób. To, co ona robiła z nim w tej chwili wydawało mu się jakąś pierdoloną abstrakcją, nie był w stanie zrozumieć jak to wszystko mogło się stać. Właściwie... Jego umysł był w tej chwili tak cholernie przytępiony, Dale czuł się, jakby miał zaraz zwariować - może faktycznie był tego bliski?
Kobieta nie dała mu jednak nawet nacieszyć się myślą o odpoczynku, ponieważ postanowiła kontynuować swoją zabawę...
Posłusznie podniósł głowę bez słowa, gdy jej dłoń znalazła się blisko jego twarzy. Nie zniósłby następnej kary, musiał się jej oddać. Chciał się jej oddać, chciał, by jak najszybciej jej się znudził, by wreszcie to skończyła... Ponieważ to właśnie jest najgorsze w torturach. Nie sam ból - do niego można przywyknąć. Czas. Czas jest w tym wszystkim najgorszy, ponieważ z czasem człowiek zaczyna tracić nadzieję i... Przychodzi taka chwila, że już nie wierzy się w to, iż kiedykolwiek zobaczy się bliskich. Pragnie się tylko śmierci. I to był właśnie ten moment.
Dale Fowler właśnie się poddał. Pierwszy - i pewnie ostatni raz w swoim życiu. Przestał już obiecywać sam sobie, że z tego wyjdzie, ta druga - bardziej awanturnicza część jego osobowości schowała się gdzieś głęboko, a jego wargi rozchyliły się, by kobieta mogła w nie wsunąć kolejnego szczura.
Zamknął oczy i odruchowo chciał przegryźć zwierzę, ale usłyszał przecież wyraźne polecenie i spróbował go przełknąć. Nie było to prostym zadaniem, ale w końcu jakoś się udało. Ponownie zaczęły targać nim odruchy wymiotne, ale chyba strach przed tym, co może z nim zrobić, gdyby na nią zwymiotował zwyciężył i pomimo tego cholernego wierzgania łapkami przez oseska dał jakoś radę.
Pani Neumann wsunęła pod jego bieliznę jeszcze dwie sztuki, a on nie miał już nawet siły, by na to reagować. Było mu cholernie nieprzyjemnie, zwierzęta wierciły się podrażniając tak wrażliwe miejsce, ale każda próba wiercenia się przyprawiała go o kolejną porcję bólu.
Kątem oka dostrzegł jak jego oprawczyni ponownie sięga za kombinerki i po raz chyba setny zwiesił głowę opierając głowę na klatce piersiowej. Wyglądał w tej chwili tak żałośnie, był przez nią tak cholernie zniszczony, był wrakiem człowieka. Nie jestem pewien, czy właściwie był jeszcze człowiekiem.
- Zabij mnie... - wyszeptał tylko ledwo słyszalnie drżącym głosem, jednak nie podniósł na nią wzroku. Nie umiał już na nią patrzeć... Chyba, że by mu kazała to zrobić.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-03-05, 02:34   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Byłam Panią życia i śmierci.
I tak bardzo mnie to podniecało...
Uwielbiałam patrzeć na kolejne złamane duchy pod mym obcasem. Uwielbiałam widzieć, jak przestają już walczyć sami ze sobą. Największą satysfakcję zawsze sprawiali mi ci wytrwali wojownicy, którzy serio wierzyli, że mogą coś ugrać. A przecież... Gdy już wpadniesz w moje ręce, jesteś skończony. Przestajesz istnieć. Przestajesz być osobą. Zostajesz tylko moją zabawką...
Fowler był jednym z moich ulubionych. Tak długo próbował, tak wiele mi groził, tak bardzo zgrywał nieustraszonego. Oh, takich zabawek nie można pozbyć się tak szybko! Miałam dla nas jeszcze tak wiele przygotowanych rozrywek! I pomyśleć, że to wszystko było moją misją od samego Boga!
"Padnijcie wszyscy na kolana, najprostszą drogę znam do Pana!"
Hah. Zwykle, może i tak. Ale blondyn nie miał tyle szczęście. Może gdyby nie zgrywał bohatera, gdyby tyle nie pyskował, już dawno doznałby ulgi. Teraz jednak... Utrzymanie go przy życiu było dla mnie misją. Tak długo, aż ma księga zabaw nie dojdzie do ostatniej strony...
Patrzyłam, jak połyka te oseski. Patrzyłam, jak zmaga się z odruchem wymiotnym. Patrzyłam, jak te małe szczurki pełzają pod jego bielizną. Patrzyłam i odczuwałam coraz większą radość. Napawał mą duszę istnym szczęściem, a poziom mojej ekscytacji osiągał coraz wyższy poziom. Jeszcze trochę a na pewno dojdę do ekstazy...
Stukot mych obcasów kolejny raz rozniósł się po hali. Nie przeszkodziło mi to jednak, by usłyszeć te żałosne słowa mężczyzny.
- Oh, coś mówiłeś? - zapytałam dość ironicznie, kolejny raz dopasowując kombinerki do jednego z jego palców. - Śmierć byłaby nagrodą. A psy, takie jak Ty, na nią nie zasługują. - Rzuciłam po chwili, w tym samym momencie przekręcając narzędzie w mych dłoniach, łamiąc kolejną część jego ciała. Czekałam, aż jego słodki krzyk wypełni to miejsce, nadając mi odpowiedni ton to kontynuowania mojej piosenki:
- And everyone is waiting... Waiting on you... And you've got time... - śpiewały me usta, gdy metal mojego przyrządu dotykał kolejnych paliczków, wymuszając ich gwałtowne przemieszczenie.
Jeden...
Pyk...
Dwa...
Pyk...
Aż już ani jeden palec u jego dłoni nie był sprawny...
Oddałam kombinerki do rąk Howarda i przez chwilę podziwiałam swe dzieło, napawając się kolejnymi łzami i wrzaskami. Karmiąc się cierpieniem, które on odczuwał. Osiągając najwyższy poziom przyjemności, nieporównywalny z żadną inną uciechą ludzkiego ciała...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-03-05, 09:44   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Blondyn cały czas czuł te pierdolone szczury, które chodziły sobie gdzieś tam pod jego bielizną powodując kurewski dyskomfort, chociaż w porównaniu do innych bodźców, które odczuwał... To był pikuś, dlatego te odczucia były gdzieś tam na drugim planie. Nie oszukujmy się, w tej chwili miał na głowie poważniejsze zmartwienia, a właściwie takie jedno dość spore.
Vera zasługuje chyba na jakąś nagrodę - jest prawdopodobnie jedyną osobą na tym świecie, której udało się złamać Fowlera. Przeżył rzeczy, które innym nawet się nie śniły. Pewnie, kłamstwem byłoby stwierdzenie, że poprzednie lata nie pozostawiły śladów na jego psychice, ale nigdy nic w nim nie pękło - nie do tego stopnia, nie tak jak w tej chwili. Aktualnie czuł tylko i wyłącznie ból, oraz pragnienie odejścia z tego świata.
Gdyby tylko mógł w tej chwili cofnąć czas... Prawdopodobnie ani razu by jej nie zagroził, nie byłby tak pyskaty, ale skąd mógł wiedzieć z kim ma do czynienia? Na samym początku miał ją tylko za kolejną pustą laleczkę, której w dupie się poprzewracało od odrobiny władzy. Myślał sobie - "Pomęczą mnie chwilę, ale pewnie po paru chwilach popełnią błąd, a wtedy ich zabiję". Nie miał pojęcia, że trafił na kogoś kto tak kurewsko dobrze wie co robi... Nie miał pojęcia, że faktycznie uda jej się sprowadzić go do roli nic nie wartej osoby, do roli zabawki, psa. Nie przypuszczał, że na sam koniec będzie ją błagał, żeby go zabiła... A jednak tak właśnie się stało.
Żałosny... - taki właśnie w tej chwili był. Cały zalany krwią, poobijany, z jego ust ciekła ślina pomieszana z krwią, poruszał głową raz do przodu, raz do tyłu - jakby miał jakąś pieprzoną chorobę sierocą, a gdyby spojrzeć w jego oczy... Właśnie, co można było by dojrzeć w jego oczach?
Prawdopodobnie zmęczenie. I tą cholerną pustkę...
Wzdrygnął się, gdy usłyszał ponownie jej głos. Znalazła się blisko niego, a jego ciało mimowolnie zaczęło drżeć. Nie odpowiedział już nic na jej słowa.
Ponownie poczuł zimny dotyk stali na kolejnym z palców.
Usłyszał pieśń i mimowolnie przysunął brodę bliżej klatki piersiowej - próbował się skulić jak... Jak jakiś pies. Faktycznie - to wyglądało zupełnie jak odruch Pawłowa.
Wrzeszczał. Jęczał. Skomlał, gdy łamała mu palce, jego oczy były zaszklone, ale... Nie płakał. Nie potrafił płakać, już nie - wylał wszelkie łzy. Mimo wszystko nie powinno jej to przeszkadzać, ponieważ dźwięki jakie z siebie wydawał - na pewno były dla niej najcudowniejszą pieśnią.
Cierpienie... Cierpienie jest czymś, czego nie da się opisać. Nie ma smaku, ani kształtu, to tylko ciężar, który nosi się w każdej komórce ciała. Mężczyzna już nawet nie dzielił bólu na poszczególne elementy, nie myślał o tym, że czuje ranę na plecach, czy połamane palce - on cały składał się z bólu. Nie było w nim już nic innego.
Chciał błagać, ale milczał. Mimo tego, że otworzył usta nie potrafił nic powiedzieć.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-03-05, 10:04   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Słuchałam tych cudownych dźwięków, napawając się każdym tonem, niczym najpiękniejszymi utworami w filharmonii. Oh, jak on dobrze wiedział, jak do mnie teraz przemawiać! Jak dobrze wiedział, jak dojść do mej duszy! Śpiewaj dalej marna aktorzyno, śpiewaj ku mej radości!
Śpiewaj, ku chwale Pana!
Czego Fowler jednak nie wiedział, miałam dla niego przygotowaną jeszcze jedną niespodziankę. Nie mogłam sobie darować. A gdzieś, na dnie mojego czarnego, nic nie czującego serduszka czułam, że moja intuicja nie może się mylić...
Ruszyłam ku mojej walizeczce, szukając w niej małego zawiniątka, gdy Howard zajmował się mą zabawką. Miał proste zadanie. To tylko poprawienie węzłów na linkach, które podczas łamania palców na pewno się poluźniły. Oczywiście... Nie wierzyłam w to, że po tych wszystkich atrakcjach mężczyzna będzie w stanie stąd uciec, ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
- Oh, właśnie. Skorzystałam z Twojej rady, robaczku. - Wyrzuciłam w końcu z siebie z dziwnym optymizmem, zbliżając się do niego z czymś, co wyglądało jak... Kawałek jeansu? Nie, to nie sam jeans. Coś... coś było w niego zawinięte. Podchodząc bliżej mężczyzny, kontynuowałam swoją opowieść. - Odwiedziłam tą Twoją dziwkę. Przyznam... Wie jak zadowolić... Mnie szczególnie. - padło z mych ust w momencie, gdy odwinęłam to zawiniątka przed twarzą blondyna. Mógł w moich dłoniach zauważyć nie tylko ten kawałek dzianiny, ale i... kobiecy palec. Ucięty, zakrwawiony palec... Paznokieć był pomalowany, a na skórze znajdował się świeży tatuaż, przykryty szkarłatną cieczą - w swoim stanie Dale na pewno nie będzie w stanie zauważyć tego drobnego szczegółu. W końcu... Nie mógł wiedzieć, że ucięłam palec przypadkowemu trupowi w kostnicy. A porwanie tej małej dziwki też nie wchodziło w grę. Zrobiło się o niej za głośno. A ja nie mogłam narażać swojego wizerunku. Nie teraz.
- Szkoda tylko, że nie była tak wytrzymała, jak Ty. - Dodałam na koniec, odkładając ten kawałek tkaniny z częścią ludzkiego ciała na jego uda, tak, by mógł go widzieć nawet po opuszczeniu własnej głowy... Był już złamany. Ale liczyłam, że to go wykończy już całkowicie...
Czekałam. Czekałam, aż blondyn wyda z siebie jakąkolwiek reakcję, która mogłaby potwierdzić moją teorię... Kto wie? Może jednak pokusiłabym się na sprowadzenie tu tej małej, byle tylko widzieć jeszcze większe cierpienie u mego kochanego pieska?
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-03-05, 10:18   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dźwięki, które tak bardzo ją cieszyły... Nawet nie wiedział o tym, że potrafi takie z siebie wydawać, ale chyba mało o sobie w takim wypadku wiedział. Albo po prostu nigdy nie trafiła się jeszcze osoba, która potrafiła na nim grać jak na instrumencie... Tak, chyba raczej to drugie.
Kobieta wreszcie odsunęła się od niego, chociaż nie ucieszyło go to jakoś specjalnie, ponieważ doskonale wiedział, że prawdopodobnie wybiera się do tej swojej cholernej walizki i zaraz wyciągnie z niej kolejne narzędzie.
Nie spodziewał się jednak tak silnego ciosu. Nie spodziewał się, że jego cierpienie może wznieść się na jeszcze wyższy poziom, że może sprawić, by to wszystko co czuję nasiliło się przynajmniej dwukrotnie.
Jego oczy pozostawały zamknięte, jednak mimowolnie delikatnie je uchylił czując, że Vera umieściła coś na jego udzie.
To było jak kubeł zimnej wody wylany na jego głowę. Otworzył oczy szeroko, a kobieta stwierdziła, że odwiedziła tą dziwkę.
-Sam.. - rzucił sam do siebie w myślach i podniósł na nią wzrok po raz pierwszy od dłuższego czasu. Otworzył usta by coś powiedzieć, ale po chwili je zamknął.
Jego serce pękło. Na milion kawałków, stracił jedną z dwóch tak cholernie ważnych dla niego osób, ona... Umarła przez to, że się do niego zbliżyła. Wydarzyło się dokładnie to, o czym myślał. To... To wszystko przez niego.
Ponownie zaczął się trząść, nie odrywając od niej spojrzenia, a po chwili okazało się, że to co mówiłem wcześniej... Cóż, nie było to do końca prawdziwe stwierdzenie.
Mimo tego, że mężczyzna wylał już w swoim życiu płakał już zbyt wiele razy - po jego policzku popłynęła jedna, pojedyncza łza. Zaczął cholernie głośno dyszeć, a kobieta z pewnością mogła ujrzeć w jego oczach dokładnie to, co chciała.
Wykończyła go w stu procentach. Nie istniał już ten człowiek, którego spotkała niedaleko rynku. Wojownik, mężczyzna, który niczego się nie boi. On... On zniknął. Przed nią siedział zupełnie ktoś inny.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6