Niewiele potrzeba lat, niewiele miesięcy i tygodni, aby poczuć miłość. Patrzysz i po prostu wiesz, że ta mapa historii, że ten obraz piękna, szlaki linii emocji to twoja mała miłość. W wypadku Aarona duża. Alba po prostu wiedziała, że jego pragnie najbardziej w świecie i nie chciała już nikogo innego. W pełni jej wystarczał. Jeśli tylko odczuwał to samo i równie mocno jej potrzebował, to być może uda im się stworzyć coś pięknego w przyszłości.
Oczywiście, że musiał komentować, czym wybił ją dość mocno z tej bajerkowej krainy. I zamiast się na niego rzucić, główkę wcisnąć po kołdrę, to tylko uwaliła się na nim cała, żeby tylko się schować przed tym spojrzeniem. Wciąż się jeszcze krępowała, a on to tak ładnie wyłapywał. W dodatku nazywał głośno. Co za wredota!
- Przestań, no! - mruknęła oburzona i zacisnęła powieki. Choć z każdym dniem była coraz bardziej oswojona, to jednak nie traciła tego uroku dawnego. - I teraz już nic nie wyjdzie z mojego planu. Zamiast świntuszyć ze mną, wolisz wygłaszać mowę o moich rumieńcach – dodała, krzywiąc się lekko. Jednak wcale nie była zła. Potrzebowało ujrzeć w nim tego ranka napaleńca, ale on wolał być romantycznym kochankiem. Dobrze, tak też mogło być. W dodatku znów wyznał, że ją kocha, a to tylko mocniej rozpromieniło jej serce.
- Taka jestem szczęśliwa. Nie zniknij, dobrze? Proszę – mówiła wtulona taka i trochę jakby posmutniała nagle. Uświadomiła sobie, że poddała się zupełnie uczuciom do niego i przepadła. W dodatku był jej jedyną rodziną. Nikogo innego już nie miała. Chyba.
Zachęcona przez niego miała teraz ponownie ruszyć w bój, kiedy stało się coś dziwnego. Poczuła potworny ból w głowie i straszliwe wariacje emocji. Swoje, jego. Nawet ludzi z domku obok. Ściskała mocno jego ramię, łapiąc nerwowo powietrze.
I zupełnie nie wiedziała, że ta słodkość, to szczęście, podniecenie i miłość… że pozwoliła mu to ujrzeć. Że zobaczył to, co widzi ona, kiedy odczytuje emocje innych. Zupełnie jakby bez żadnej kontroli przekazała mu właśnie sekrety swojej duszy. I nawet o tym nie wiedziała. Możliwe, że się nie zorientował, bo interpretacja tego dla kogoś, kto nigdy wcześniej nie miał do czynienia z taką mocą, mogła być niemożliwa.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
Zaśmiałem się mocno i też przekląłem siebie w myślach, bo znowu za dużo gadałem, heh. Biedna Alba. Miała ze mną niemały problem, skoro tak. I ja ogólnie miałem ze sobą, bo tyle bardziej pikantnego mogło być między nami, a ja to wszystko chrzaniłem. Oj, Aaron!
Tylko że tyle czasu mieliśmy przed sobą, o ile, oczywiście, wykluczymy złe, pesymistyczne i raczej bardzo realne założenia, które raczej nie prognozowały długiego życia wśród mutantów. Raczej takie krótkie i nieszczęśliwe, ale, no, mieliśmy dobre humory, ja peszyłem Albę, słońce pewnie nam w okienko świeciło, bo czemu by nie? W takich momentach czuło się to w kościach, to, że wszystko jest możliwe. Nawet więcej niż możliwe!
- Hej, małpko! Nie znikam nigdzie! Nie zamierzam! A na pewno nie bez ciebie – stwierdziłem i szybko też dodałem, bo mi się przypomniało, że jednak rozważałem opuszczenie Bractwa i zamieszkanie może chwilowo u Sam, póki nie znajdę jakiegoś tańszego mieszkania w Olympii czy nawet w Seattle. Jeszcze o tym z Albą pewnie nie rozmawiałem, może trochę wspominałem, że coś takiego chodzi mi po głowie… No. Tak byłoby chyba lepiej.
Kiedy tak sobie leżała na mnie, wziąłem i przytuliłem ją do siebie, głaszcząc te fajniutkie plecki. Kochałem ją, serio. Ja, taki wielkolud i gburek. I gaduła, heh. Najchętniej nie wypuszczałbym jej ze swoich ramion i nie tracił spod nosa… spod którego uciekła, chcąc najwyraźniej pokazywać mi dalej, co tam miała do pokazania, tylko się skrzywiła jakoś tak z bólu. Przerażony miałem pytać, co się dzieje, ale zaraz zalała mnie fala jakichś emocji, kompletnie innych niż ten strach o jej stan, więc mnie to bardzo zdezorientowało…
Tylko, no właśnie, pomimo zdezorientowania, dalej czułem coś takiego miłego bardzo, kochanego. Jakoś przez to nabrałem większej ochoty na nią i, upsik, na świntuszenie. Tylko co to było? To to takie? Emocje Alby?
- Ej... Ty, hmm, transmitujesz mi swoje emocje? Mam ochotę się z tobą ruchać – stwierdziłem wprost, zanosząc się śmiechem. Takim lekkim śmiechem, bo z miłości, a nie z wyśmiewania jej uczuć. Co to, to nie!!! Ja po prostu chyba upiłem się tymi emocjami, które mnie zalały. Były takie fajne, takie delikatne. Jak wata cukrowa albo jeszcze bardziej takie miększe i puchate. Takie inne w porównaniu, hm, z emocjami?, które odbierałem od płomieni. One miały bardziej takie linie… gładkie albo drgające. Były wyprane z emocji, tak spokojne, albo na przykład bardzo gwałtowne… Czy ja właśnie porównywałem nasze moce?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Jakkolwiek cudownie i tęczowo nie czuł się teraz Aaron, Albie w główce wirowało i niemal fizycznie odczuwała potęgę emocji wszystkich osób najbliższego otoczenia. Zaciskała więc powieki mocno i niemal wbijała mu paznokcie w skórę, nie potrafiąc sobie poradzić z tym dziwnym opętaniem. Trwała tak dłuższą chwilę. Zdążył już wypowiedzieć te sprośności i pewnie zdążył też sto razy się zmartwić, bo przecież długo nie odpowiadała. Po prostu tak leżała, a całe jej ciało pozostawało mocno napięte. Niestety moc Alby rosła z każdym dniem, z każdym nowym doświadczeniem, przez co też coraz mocniej odczuwała uczucia innych ludzi. Opanowanie mutacji też powoli się zwiększało, ale w takich momentach jak ten, gdy nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje, gdy przeżywała jakiś pokręcony atak, na nic się zdawało jakiekolwiek doświadczenie. Wszystko stanęło dopiero teraz. Przestała czuć cokolwiek. Tylko ten dziwny szum w głowie pozostał.
- Czułeś mnie? - zapytała, lekko unosząc głowę. - Ja… ja Ci je przekazałam? - zapytała zaskoczona. Nigdy wcześniej nie przytrafiło jej się coś takiego. - Nie wiedziałam, że tak mogę. - Podniosła się z niego i usiadła obok. Podciągnęła lekko kolana w górę i skuliła się. - Jakie to było uczucie? Mnie zupełnie sparaliżowało. Nie wiedziałam, co się dzieje. Jakby ktoś mnie atakował, zmuszał do odczuwania każdego w promieniu kilkudziesięciu metrów Twarze, serca, smutki i lęki. Bolało. Musiałeś poczuć mnie przypadkiem – stwierdziła, zastanawiając się nad tym intensywnie. Nie dawało jej spokoju to, że miała taki dziwny atak. Bo atak to chyba najlepsze określenie, nawet gdy wcale nikt nie próbował jej mieszać w głowie. - To ja Ci muszę mieszać w głowie, abyś chciał się ruchać? - spytała, chcąc lekko złamać mętną atmosferę. Uśmiechnęła się i położyła dłoń na jego nagim udzie. Czule przesunęła nią w górę i zatrzymała przy samym końcu uda. Coś jej błysnęło w oczach. Wciąż była taka poruszona i przestraszona, ale pragnęła, aby to szybko przeminęło.
A może jednak powinni wyjaśnić to?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
Bałem się o nią. Milczała spięta i nieobecna. Z początku myślałem, że to tylko skupienie na mnie i na przesyłaniu mi swoich myśli, ale ona tak dalej trwała, jak gdyby utonęła w oceanie emocji. Nie było z nią kontaktu, więc się mega martwiłem. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo… albo zdawała aż nadto.
Nieistotne, bo dalej nie patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami. Nie skupiała na mnie uwagi. Na niczym. Była wyłączona, skupiona na czymś oddalonym ode mnie, niewidocznym. Cierpiała bezsprzecznie, a ja nie mogłem nic zrobić, nic na to poradzić, jedynie próbując ją na marne ocucić potrząsaniem czy delikatnym uderzaniem w policzki [ale drama! ryjesz mu serducho, zła kobieto].
Nie dziwić się, że kiedy już do mnie wróciła, to przytuliłem ją taki spanikowany. Chęć ruchania odeszła chwilowo w niepamięć. Miałem wrażenie, że drżałem z tego całego przejęcia, mimo że jakoś nie widziało mi się aż tak bardzo odsłaniać przed kimkolwiek, szczególnie kiedy nie okazywałem się znowu taki opanowany i zdecydowany jak na misjach.
- Czułem cię, ale nigdy więcej tego nie rób – mruknąłem do niej nieco spanikowany. Nieco… Bardzo spanikowany! Miałem aby nadzieję, że tak tego bardzo nie było słuchać, jak to sobie wyobrażałem. Przełknąłem głośno ślinę i pogłaskałem ją po włosach. – Bałem się, że nie wrócisz. Totalnie odpłynęłaś. To było cudowne, czuć to, co ty… Takie delikatne, a zarazem złożone. Inne takie… Boże, Alba… Myślisz, że jesteś chora albo co? Może to jakieś zmęczenie? Może powinnaś więcej odpoczywać? Czujesz się dobrze? Może to przeziębienie? – mówiłem, stwierdzałem, pytałem, z każdym kolejnym słowem tracąc swe plany i gubiąc gdzieś pod drodze spokojnego Aarona. Pozostawał ten przelękniony, przerażony zaistniałą sytuacją. Najwyraźniej nie potrafił, ja nie potrafiłem zachować spokoju, kiedy w grę wchodziła Alba. Zakląłem w myślach i wtuliłem się w nią jeszcze bardziej.
- Weź przestań. To było straszne – odparłem jeszcze na koniec na ten tekst o ruchaniu. – Ja chcę z tobą być, chcę z tobą sypiać i najlepiej opuszczać twój bok jak najrzadziej, ale musisz na siebie uważać, dbać o siebie… Obiecasz mi to? – zapytałem, odsuwając swą twarz jedynie od niej na tyle, by spojrzeć zatroskanymi paczałkami w te jej. Niech obiecają, niech powiedzą, że wszystko będzie dobrze.
| dalej nie rucham nr... który to już? :o
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum