Poprzedni temat «» Następny temat
Główna ulica
Autor Wiadomość
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-25, 22:11   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Na początku nie myślałam, żeby w ogóle tu przyjeżdżać. Nie dosyć, że miałam natłok myśli, to jeszcze było to miasto w którym wszystko pomiędzy mną, a Sami się zaczynało. Bałam się tego tak cholernie, że nie chciałam tu przyjeżdżać, ale co zrobić. Jestem na tyle naiwna, że po raz drugi rozpaliło się we mnie uczucie miłości. Wiedziałam, że nie wszyscy są zadowoleni z tego powodu, ale kurcze… Przecież to moje życie, a nikogo innego, więc chyba mogę robić co mi się żywnie podoba.
Przyjechałam.
Przyjechałam z myślą, że znowu zobaczę Samanthę i właśnie tak się stało. Nie trudno było ją zobaczyć, bo w końcu stałam prawie przy samej scenie, a ona właśnie prowadziła swoje przemówienie. Nie wiem ile mnie ominęło, ale popatrzyłam na nią i lekko się uśmiechnęłam. Nie wiem czy mnie zauważyła, ale to nie było dla mnie najważniejsze. Moje serce i tak zaczęło bić szybciej przez co wzięłam dwa głębsze wdechy żeby się uspokoić. Nie przemyślałam chyba tego za dobrze, zwłaszcza po tym co się między nami działo, moje ciało wręcz krzyczało w jej stronę. Dostałam takich ciarek, że aż zadrżałam. Owinęłam się mocniej moim szalem z myślą, że to mi trochę pomoże. I tak byłam ubrana ciepło, ale to był odruch.
Rozejrzałam się i zobaczyłam kilka znajomych twarzy, ale większość ludzi nie kojarzyłam, pewnie byli to po prostu gapiowie. Gdy Sami zakończyła swoją przemowę weszli na scenę faceci, których w ogóle nie słuchałam. Miałam ich tak z lekka gdzieś, bo nie interesowało mnie to po co ten marsz jest organizowany. No dobra może trochę interesowało, ale nie na tyle, żebym brała czynny udział w tej szopce. Odwróciłam się i dostrzegłam miejsce w którym rozdawano ciepłe napoje. Nie chciało mi się pić, ale tam był mniejszy ruch i mogłam rozejrzeć się po okolicy dokładniej niż tutaj.
Stąd widziałam tylko trzy budynki, które okalały to skrzyżowanie, a ciężarówka stała praktycznie na samym środku. Nawet, gdyby była to zasadzka, to nawet Ja nie przydałabym się na takim terenie. No dobra część ludzi bym osłoniła, ale nie stojąc w środku, bo przecież nie mam oczu dookoła głowy, ale czemu być pesymistycznym. Może wszystko będzie dobrze. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo nie uśmiechało mi się w tym momencie skupiać na ludziach skoro tu gdzieś była Ona. Najważniejsza osoba na świecie. Jak dla mnie oczywiście.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Seth Ambrose



Rozważyłem twoją ofertę i rozmyślam nad odpowiedzią pomiędzy: "Nie ma, kur**, mowy" oraz "Idźcie się jeb**!".

Brak

Dowódca Oddziału Taktycznego





name:

Seth Ambrose

alias:
The Game

age:
44

Wysłany: 2018-02-25, 22:17   
   Multikonta: Alycia Brooks


Lekko znudzony Seth siedział wygodnie na swoim krześle. Podpierając brodę o swoją prawą rękę spoglądał ze znużeniem na monitory, gdzie obraz nie ukazywał odbiorcy niczego szczególnego. Mężczyzna nawet pozwolił sobie głośne ziewnąć, gdy ujrzał jak dwóch jegomości na scenie zaczyna się wykłócać w próbie obrony swoich wartości i obalenia przy tym poglądów drugiej osoby. Niby wybitne osobistości w świecie polityki, a zachowywali się jak dzieciaki z podstawówki. Ambrose nie byłby sobą, gdyby nie uraczył tej scenki swoim komentarzem.
- Popatrz na nich. Zachowują się jak gówniarze. Może i mi by to zwisało, lecz są wpływowymi "dzieciuchami" od których wiele zależy, nawet i byt naszej organizacji. Pamiętaj, że z takimi trzeba rozmawiać prosto i bez zbędnych ozdób... - wtem niespodziewanie wywód przywódcy organizacji przerwał charakterystyczny dźwięk dostarczonego na skrzynkę e-mailu. Ambrose natychmiastowo odczytał na swoim tablecie interesującą wiadomość. W końcu coś sensownego się wydarzyło. Wiedział jednak, że nie może rzucić wszystkim i rozpocząć polowania. W sumie mógłby, albowiem on tu rządzi, jednakże nie chciał aby pojawiła się na marszu panika. Ale czy na pewno? Ciężko powiedzieć. Ten jednakże ponownie odezwał się do swojej asystentki.
- Mam nadzieję Zośka, że ty także dostałaś na skrzynkę tego samego e-maila co ja, a nie jakieś propozycje matrymonialne. Nie żebym ci bronił, ale wiesz takie rzeczy po pracy. Wróćmy jednak do sedna. Wydaje mi się, że te dwa źródła są wiarygodne. Nie mniej jednak musimy obrać za cel jeden priorytet a drugi po prostu obserwować. Zrzuć oba zdjęcia na jeden monitor. Tego tam faceta, bo chyba nim jest proszę śledzić dronami. Druga to podobno funkcjonariusz prawa. Ją obierzemy sobie za główny cel. Proszę dostrój nasze fale radiowe komunikatora do fal radiowych krótkofalówek stosowanych przez służby. Ty prędzej znasz się na fachowych gadkach i tutaj będziesz miała okazję zdobyć złotą gwiazdę za udane zasługi. Zdobądź o niej jak najwięcej informacji i spróbuj nawiązać z nią kontakt. A ja tymczasem sprawdzę, czy nasze kleszcze działają. - tak oto Seth wydał na ten moment swoje pierwsze rozporządzenia. Sam jak orzekł poszedł w kierunku maszyn, które stanowią o sile i skuteczności łapania mutantów. Te zwinne roboty są niezwykle szybkie, a ich od nurza gdy zatrzasną się na nogach powodują spory ucisk i także poprzez wyładowania elektryczne paraliżują dolne kończyny. Cacka jednym słowem.
[Profil]
  [B+]
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-02-26, 21:16   
   Multikonta: Sami


Cóż mogłam poradzić na to, że byłam istnym aniołkiem o cudownym usposobieniu?
Zdobywałam serduszka dorosłych i chyba właśnie dlatego tak długo przetrwałam na ulicy, bez rodziców i z wciąż przekładaną opieką na innych. Miałam jednak to szczęście, że trafiłam na kogoś z bractwa, kto był w tej samej sytuacji - odrzucony, samotny, bez drogi wyjścia. To była moja szansa dla względnej normalności.
I tą normalność mogłam poczuć teraz - wychodząc do ludzi, czyściutka, odpachniona. Gdy nikt nie patrzył na mnie z góry czy z obrzydzeniem. Chyba właśnie z tego powodu najbardziej się cieszyłam - no, prócz samej świadomości, że biorę udział w czymś wielkim. W końcu... To musiało być wielkie, skoro wszyscy czarodzieje o tym mówili, prawda?
Spojrzałam na ciocię Cassandrę z udawanym oburzeniem. No bo jak to tak, sugerować, że ja nic nie widzę?!
- Nie! Jestem duża! Ja sama! - odparłam nieco podniesionym głosem, po czym przerzuciłam swój wzrok z powrotem na scenę, gdzie w sumie widziałam tylko głowy przemawiających - przynajmniej do czasu, gdy stali za mównicami.
- Ciociu, a czemu ona ma takie cosie? - zapytałam, wyciągając swoją rączkę i wskazując na kobietę o kulach, jak można się łatwo domyślić - niegrzecznie, bo paluszkiem. Chyba nawet umknął mi fakt, że na scenie rozpoczynała się już kłótnia tych dziwnych panów, no ale przecież oni nie robili nic ciekawego, prawda?
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Amy Vandom



Bądź przygotowany na najgorsze, ale licz na najlepsze

Zamiana w dym

60%

Miłość, prawość i nadzieja





name:

Amy Vandom

alias:
Amy

age:
24

Wysłany: 2018-02-26, 21:57   

Zaczęły się przemówienia. Jakoś nie byłam nimi zainteresowana, ale póki trwały mogłam śmiało obserwować każdego po kolei. Najpierw jednak, tak jak zaplanowałam, przeszłam się wokół ciężarówki ze sceną i nawet kawałek dalej. W pewnym momencie zauważyłam samochód policyjny, właściwie pojazd, a raczej nawet wielkie cosik niczym kolejna ciężarówka. Co do cholery? Nacisnęłam palcem guzik wywołujący w mikrofalówce na ramieniu.
- Sprawdźcie mi, proszę, numery rejestracyjne - po czym wyrecytowałam te przeczytane z pojazdu. A żeby nie wzbudzać podejrzeń i zbytniego zainteresowania wróciłam w kierunku sceny, aby zobaczyć kto teraz podejdzie do mikrofonu. Szczerze? W dalszym ciągu nie było tu nic ciekawego, a ich wypowiedzi były doprawdy nużące. Czego tak naprawdę chcieli? Żeby świat zaakceptował mutantów? To nie jest wykonalne. Objęłam się ramionami i poszłam dalej na obchód. Nie żebym się jakoś załamała, bo nikt nie miał pojęcia czym byłam, co mi uratowało życie i paru innych ludzi. Jeśli to co mówili na scenie było prawdą, to nigdy nie będzie można być bezpiecznym. Najlepiej się ukrywać, bo ludzie są złośliwi. Zresztą zawsze byli i będą.
W pewnym momencie coś mnie oślepiło, podniosłam więc głowę i ujrzałam spindalającego drona. Bez chwili wahania ruszyłam za nim.
- Czy po niebie mają prawo fruwać drony? Przecież tu jest wielu ludzi, jak straci zasięg, to runie komuś na łeb! - powiedziałam do krótkofalówki. Musiałam się dowiedzieć, czy to jakieś wybryki młodzieży czy celowe zachowanie patrząc na charakter imprezy.
[Profil]
 
 
Zoella Oaks



I don't wanna live forever, 'cause I know I'll be living in vain.

umiem przeczytać Twoje myśli

58%

PJ kocham Cię





name:

Zoella Oaks

alias:
Zoey

age:
22

Wysłany: 2018-02-27, 15:32   
   Multikonta: Colleen


Siedzialam ze wzrokiem wlepionym w monitorki, obserwując ludzi. Póki co nie działo się nic, kompletnie. Na ulicy pojawiało się co raz więcej osób, a na scenę wyszło dwóch panów polityków, co się kłócić zaczęło. Było mi źle... wiedziałam, że to wrzystko na rzecz mutantów, na poprawienie naszego wizerunku, ale miałam wrażenie, że to wszystko wcale nie pomaga. Ba, takie marsze to była idealna opcja dla nas, przeciwników, by mutantów wyłapać i ich przewieźć do labolatorium, a to było strasznie smutne. Nie mogłam oczywiście nic zrobić w tym temacie, więc po prostu słuchałam Setha.
Przytakiwałam mu, choć nie do końca obchodziło mnie to, co mówił. Oczywiście, że mieliśmy zupełnie różne poglądy. W końcu ja byłam mutantem, a on o tym nawet nie wiedział... Nie zastanawiałąm się jednak jakoś super długo nad tym wszystkim, bo oboje dostaliśmy wiadomości meilowe. Wyjęłam telefon, by tego meila odczytać i zmarszczyłam czoło. Oddech mi trochę przyspieszył i miałam nadzieję, że Seth to uważa, że z radości i z podekscytowania, że coś się zaczęło dziać, a my mamy wizerunki dwóch osób, co warto na nich polować. Mutanci...
Znów milczałam, ale oczywiście zaczęłam wykonywać polecenia Setha. Zrzuciłam zdjęcia, które dostaliśmy na jeden monitor, tak, jak mi polecił. Dronem starałam się wyszukać tego faceta, a krótkofalówki przełączyłam na fale radiowe krótkofalówek policyjnych, by wyłapać tą biedną kobietę. Nie chciałam tego robić, ale czy miałam jakiekolwiek wyjście? W sumie ten Ambrose to nie byłby taki zły, gdyby nie był tak ogromnym przeciwnikiem mutantów...
Wsłuchałam się w to, co się dzieje na krótkofalówkach, ale oprócz narzekania na nasze drony to nic ciekawego nie słyszałam... Ja to nie byłam najlepsza w tych akcjach terenowych, o wiele bardziej wolałam siedzieć w labolatorium. A może po prostu nie chciałam być w tym dobra, bo w końcu łapanie mutantów, jak samemu się było mutantem... no, tak średnio bym powiedziała.
_________________

Slow motion. Blinds are see through. Let your mind go, imagine that I kiss you.
Turn off the lights and open up your eyes now. You can take a glimpse into my soul for tonight.

[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-02-27, 19:41   

Prawdę mówiąc Tori nie sprawdziła sobie wcześniej kto dokładnie jest organizatorem pochodu, a może w sumie nie było wypisanych nazwisk i dlatego nic jej się w oczy nie rzuciło? Wyobraźcie sobie więc jej zdziwienie, gdy na scenę weszła jej własna sąsiadka, nadal podparta na kulach. Zdziwienie to było na tyle mocne, że w pierwszej chwili zapomniała nawet po co tutaj przyszła, ale w końcu skupiła się na słowach dziewczyny. No proszę... Kto by pomyślał. No i był jeszcze jeden element - w niedalekiej odległości wyczuwała drugą osobę na linii. No tak, co innego mogłaby robić Shi, jeśli nie kręcić się w tłumie i rozdawać fanty? Chyba to za to tak bardzo ją lubiła, bo choć Tori była podobna i lubiła pomagać, to jednak odczuwała też często duże pokłady złości i jednak nie zawsze poddawała się temu... pomaganiu. Była humorzasta i czasami po prostu miała klapki na oczach, nie widząc gdzie i komu, i w jaki sposób mogłaby się przydać.
Sami w końcu ustąpiła miejsca politykom i zaczęła się normalna, regularna sprzeczko-dyskusja, właśnie ta, którą brązowowłosa chciała wysłuchać. Była jednak tak tendencyjna i przewidywalna, że gdzieś w połowie się wyłączyła, a jej myśli mimowolnie pofrunęły gdzieś indziej, co zaskutkowało wyłapywaniem tylko pojedynczych słów. Przez chwilę nawet liczyła ile razy usłyszy słowo "mutant", ale gdzieś przy 15 słowie dała sobie spokój.
Stała w miejscu, zresztą spróbuj się ruszyć w takim tłumie... Jeżeli w ogóle miała szansę zobaczyć drony, to nie zrobiły na niej większego wrażenia. Może tylko serce zabiło mocniej, trochę nerwowo, bo tam gdzie są drony, tam prędzej czy później są kłopoty, ale, no... umówmy się - można się było tego spodziewać od samego początku.
[Profil]
 
 
Alison Blake



The World is Not Enough

Kriokineza

74%

-





name:

Alison Blake

alias:
Ice Princess

age:
32 lata

Wysłany: 2018-02-28, 00:44   
   Multikonta: Brak


Alison nie lubiła tłumu ani ścisku, obcy wchodzący na nią i deptający ją po nogach nie byli w żadnym razie źródłem jej radości. Starała się jednak o tym nie myśleć słuchając przemówienia Samanthy. W końcu po pierwsze chciała wesprzeć ją duchowo, a po drugie na własne oczy przekonać się, że będzie bezpieczna. To była jej profesja, to ona pilnowała bezppieczeństwa siedziby Bractwa jak i samej Colleen jeśli zaistniała taka potrzeba, mogła więc dzisiejszego dnia zająć się bezpieczeństwem swojej, no kogoś więcej niż przyjaciółki to na pewno. Dlatego też poza słuchaniem przemowy zerkała co jakiś czas dookoła wypatrując potencjalnego niebezpieczeństwa. Nie będzie spokojna dopóki Sammie nie skończy swojego wystąpienia. Na szczęście, w końcu nadszedł ten wyczekiwany moment, a kiedy to nastąpiło Alison zaczeła się przepychać przez tłum do miejsca gdzie było zdecydowanie luźniej. Inaczej czuła, że komuś przyłoży i to mocno. Drony latającej and głowami również się jej nie spodobały, To nigdy nie wróżyło nc dobrego. Szukała teraz miejsca, żeby można było w miarę szybko stąd wyjść, jednak nie na tyle by stać samotnie i zwracać na siebie uwagę. Najchętniej zabrałaby Sammie i po prostu stąd poszła. Jednak te drony. Trzeba było czekać i zobaczyć co się będzie działo. Wiedziała, że wielu mutantów ma dużo mniej bojowe umiejętności od niej, w związku z czym nie chciała też zostawiać ich wszystkich samych.
_________________
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-28, 14:56   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


|przepraszam za słaby post, ale dosłownie zdycham|

Znajdowanie się tak blisko sceny być może miało naprawdę sporo zalet. Cassandra, choć sama zdecydowanie nie była wysoka, nie musiała nawet specjalnie wyciągać się na palcach stóp, by móc z łatwością dostrzec to, co działo się na podeście przy pojeździe. Chwilowo jednak wcale nie potrzebowała widzieć zbyt wiele. Rozglądając się dookoła, jednym uchem wpuszczała słowa przemawiającej kobiety, aby zaledwie moment później wypuścić je drugim.
Owszem, intencje organizatorów tego wydarzenia z pewnością były dobre i należało je popierać, jednakże Gardner nie mogła przestać zastanawiać się nad haczykiem, jaki mógł tkwić w tym wszystkim. Miała nieodparte wrażenie, że to nie mogło być aż tak łatwe, skoro na co dzień mutantom otwarcie się dostawało. Prawdę mówiąc, tu już nie chodziło o jej poszerzające się czarnowidztwo, tylko o czysto realistyczne podejście do zagrożenia.
Spore tłumy, zwłaszcza ludzi o skrajnie różnym nastawieniu - w końcu nie uwierzyłaby w to, iż dookoła niej znajdowali się sami sojusznicy - zawsze nie były najbezpieczniejsze. Z tego względu postanowiła mieć oczy jeszcze bardziej dookoła głowy, najchętniej podnosząc swoją młodą podopieczną w górę... Nie tylko ze względu na to, co powiedziała Lizzy - lepszy widok z pewnością się liczył, jednak jednocześnie dziewczynka nie mogłaby zostać zdeptana, oddzielona od Cass ani nic w tym rodzaju. Słysząc jednak protest dziecka, Cassandra zrezygnowała z tego pomysłu, przynajmniej chwilowo.
Sama nie wiedziała, czemu głos Elizabeth aż tak bardzo wpływał na jej decyzje. Być może mimowolnie starała się udowodnić sobie, że miała jednak jakieś specjalne podejście do dzieci, o które za nic w świecie by się nie podejrzewała. Owszem, nigdy nie mówiła, że ich nie lubi. Choć jej własne życie rodzinne praktycznie od samego początku było skopane, nie należała do osób wzbraniających się przed towarzystwem dzieciaków. I najwyraźniej miała do nich całkiem niezłą cierpliwość, co również nieco ją zaskoczyło. Tak czy siak, pokiwała tylko głową, słysząc protesty Lizzy, po czym znowu na moment przeniosła wzrok na scenę, dostrzegając zmianę mówców.
- Żeby... - Zaczęła, myślami wyraźnie kierując się gdzieś indziej i nadal obserwując mężczyzn, którzy wkrótce przeszli do naprawdę zażartej dyskusji. - Żeby mogła spokojnie stać i się nie wywróciła. - Do tego służyły kule, nie? Nie wiedziała, co prawda, o co dokładniej chodziło, ale to nie było dla niej aż takie ważne. Przynajmniej nie w tym momencie - z dronami latającymi nad głową i tłumem w większości kompletnie nieznanych ludzi. - Chcesz napić się czegoś ciepłego? Do samej parady jest jeszcze chwilka.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-02-28, 18:17   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Ulice wypełniały się ludźmi, co znacznie utrudniało obserwację terenu. Głównym bohaterem jego sztuki nie wychodził jednak na scenę. Dało się wyczuć nerwową atmosferę tego popołudnia. Przeciwnicy i sojusznicy mutantów. W jednym miejscu, kłócąc się o tak mało ważne rzeczy. Kto ma rację? Kto powinien mieć mniejsza prawa, a kto większe. Kto jest bardziej niebezpieczny... Dajcie kałasznikowa w ręce jakiegoś idioty, a będzie on równie niebezpieczny co jakiś tam mutant. Nie liczyło się kto miał kałasznikowa w ręce, liczyło się to po której stronie stał. Po części nie interesował go ten konflikt, ale wraz z dołączeniem do GC wiedział z jakimi się to wiąże skutkami. Było mu to obojętne. Był stworzony do tego co robił, nie liczyło się dla niego czy to co robi jest dobre czy złe. Niektórzy mówili, że robi coś dobrego. Niektórzy, nienawidzili GC. On miał to gdzieś. To było tak bardzo nie ważne.
W końcu Haywell pojawił się na scenie. Pozwolił mu ustawić się na scenie, odczekał dłuższą chwilę, by sprawdzić czy nie zamierza się więcej poruszać po scenie. Przez krótki czas go obserwował, aż w końcu ustawił snajperkę we wcześniej wybranym miejscu. Nie odsłaniał jeszcze zasłony, najpierw zadbał by wszystko na miejscu. Robił to milion razy, ale za każdym razem istniało ryzyko, że tym razem może mu się nie udać. Stawka była jednak zbyt duża by mu się nie powiodło. Wsunął na twarz kominiarkę i powoli odchylił zasłonę. Potrzebował jeszcze kilku sekund. Wdech. Wydech. Sylwetka Haywella znajdowała się w samym centrum. Wdech, wydech. Powoli nacisnął na spust. Niech bóg go ma w opiece.

/ przepraszam za jakość posta, ale musiałam napisać go w bardzo krótkim czasie. </3
_________________
      The monsters were never under my bed. Because the monsters were inside my head. I fear no monsters, for no monsters I see. Because all this time the monster has been me.

[Profil]
  [A+]
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-02-28, 20:22   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali z uśmiechem rozdawała kolejne kubeczki, starając się nie ciskać nimi, kiedy słyszała słowa Haywella. Jak można być takim rasistą? Czy on nie rozumiał, że mutancie też byli ludźmi, dokładnie takimi samymi jak on? Ich moce mogły się wszystkim przydać, gdyby tylko pozwolono im swobodnie działać mogliby tak bardzo pomóc, niektórzy nawet byliby w stanie uratować tyle żyć! Gdyby tylko jakiś mutant z mocą hydrokinezy ugasił pożar jej dzielnicy, kiedy była dzieckiem... albo nawet nie. Wystarczyłoby, żeby za pomocą telepatii zawiadomił strażaków albo poinformował ludzi, że muszą uciekać, tyle by wystarczyło, żeby zapobiec tragedii.
Ale nie. Mutanci byli inni, mutanci byli obcy, mutanci byli nieczyści. Lepiej było przejmować się jakimiś wojenkami, zamiast spróbować razem coś stworzyć. I nawet nie próbujcie wmawiać Shivali, że jest przesadnie optymistyczna, że to niemożliwe. Skoro udało się w Europie, tutaj też się mogło udać, wystarczyłoby w to włożyć trochę pracy i cierpliwości. Ale cierpliwość była trudna, prawda? Tak samo jak wybaczanie. Dużo łatwiej jest kogoś nienawidzić i chcieć go zabić, niż spróbować wspólnie coś osiągnąć.
Dziewczyna przyglądała się ludziom przewijającym się w tłumie. Przelotnie uśmiechnęła się do Victorii, a zaraz potem zwróciła uwagę na Lucasa, który był stanowczo za cienko ubrany. Pomachała ręką na jednego z wolontariuszy FPTP i wcisnęła mu do ręki dwie herbaty - jedną dla niego, drugą dla Lucasa. Jeszcze się chłopak przeziębi! W końcu oni, FPTP musieli wszyscy dbać o siebie, prawda? Siedzieli w tym razem, byli jedną, wielką rodziną.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-02-28, 20:43   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


//post z telefonu przepraszam

Lou nim przewodniczący zaczął mówić. Przeszła się po miedzy ludziom. Chciała się zorientować gdzie stoją służby porządkowe. Która drogę ucieczki wybiorą ludzie gdy znacznie coś się dziać. To da je jej możliwość wykonywania planu. Na razie nie trafiła na swoją siostrę. Szkoda, bo chciała ją spotkać i powiedzieć jej kilka słów. No mówi się trudno. Gdy na scenę wszedł jej przewodniczący.
- Dupek - powiedziała patrząc na niego, no cóż udzielała się jej nie chęć ojca do niego.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-02-28, 21:12   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Potarłem dłońmi materiał jasnego swetra który miałem na sobą a pod nim miałem jeszcze białą koszulkę z długimi rękawami. Wiedziałem że nie powinienem wychodzić z domu bez kurtki po prostu wiedziałem ale jednak jej nie wziąłem. Skrzywiłem się trochę. Nie miałem do siebie daleko więc może bym jednak wrócił po nią? Postanowiłem najpierw jednak rozglądnąć się dookoła. Może jakiś sklep odzieżowy będzie otwarty? Zacząłem się więc rozglądać, nie chcąc przegapić niczego. W końcu nie chciałem marznąć do końca pochodu. Co jakiś czas zwracałem głowę w kierunku sceny chcąc sprawdzić czy nie dzieje się coś złego. Pod nosem nuciłem sobie coś żeby zająć się czymś.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-28, 22:04   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


W końcu...
W końcu mogłam zejść z tej przeklętej sceny, na której - o dziwo nie czułam się tak tragicznie. Zresztą... Jeszcze kilka lat temu pewnie szpanowałabym na bycie w tak bliskiej odległości od tak ważnych osobistości. Dzisiaj jednak tylko się modliłam, by ten mój pseudo występ, który raczej nikogo nie obchodził, nie trafił do sieci...
Zaaferowana całym wydarzeniem, nie zauważyłam ani Alison, ani Ricky - chyba na moje szczęście. Gdybym je dostrzegła jeszcze w trakcie mojego monologu, pewnie bym się zacięła i zeszła na zawał. Kurna no, byłam debilem. Kompletnie zapomniałam o tym, że każdej z nich żaliłam się na temat tego wystąpienia. A ostatnie, czego mi dzisiaj było trzeba to przykra konfrontacja...
Mozolnie zlazłam z tego podwyższenia na ciężarówce. Dopiero teraz doszło do mnie, w co też się wpakowałam. Ponownie wyciągnęłam piersiówkę z wewnętrznej kieszeni kurtki, a po pociągnięciu większego łyka - w końcu mogłam odetchnąć z ulgą, stojąc na tyłach tej pseudo-sceny...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-03-01, 00:12   

Przedstawienie trwało i było widać, że gapiom się to nie podoba...
Mimo, że w teorii dyskusja mężczyzn była utrzymywana na... Jakimkolwiek poziomie, wszyscy byli w stanie wyczuć tą sztuczną szopkę. Większość zgromadzonych albo nie słuchała tych gości od początku, albo przestali po ich pierwszej wymianie zdań. W końcu... Już wszyscy to wszystko słyszeliśmy, czytaliśmy o tym i mieliśmy już tego dość.

W naszym obecnym otoczeniu zaszły niewielkie zmiany, nie tylko uwzględniające jeszcze większą ilość zgromadzonych przechodniów.
Samantha aktualnie znajdywała się za ciężarówką, zapijając stresy łykiem alkoholu, podczas gdy z drugiej strony sceny wciąż toczyły swą dyskusję Lizzy z Cassandrą. Do ich towarzystwa dołączyła panna Roseberry, i podczas swojego krótkiego pobytu na tym wydarzeniu, nie zdążyła odejść spod sceny.
Amy, która do tej pory również była niemalże w centrum wydarzeń, postanowiła zrobić obchód i stoczyć krótką dyskusję przez swoją krótkofalówkę:
- Sprawdźcie mi, proszę, numery rejestracyjne...
- (…) To furgonetka D.O.G.S. (…) Dzisiaj pracujemy w jednym teamie. Jak wyszło, kto ma wystąpić, Rząd wręcz nakazał ich udział. (…)
- Czy po niebie mają prawo fruwać drony? Przecież tu jest wielu ludzi, jak straci zasięg, to runie komuś na łeb!
- (...)Też D.O.G.S.i. Ignoruj (…)
Cóż... Tego kobieta się zapewne nie spodziewała.
Jej pogoń za tym latającym cudem techniki zakończyła się również w bliskiej okolicy sceny...

We wspomnianej wcześniej furgonetce w ciągu kilku chwil również zawrzało, ze względu na otrzymane maile. Seth bez większego zawahania zaczął rozstawiać Zoellę po kątach, a ta – bez słowa sprzeciwu wykonała powierzone jej zadania.
Mężczyzna jednak nie ruszył jeszcze w kierunku swoich ukochanych zabawek – rozkazywanie biednej stażystce za bardzo go pochłonęło.
Panna Oaks natomiast mogła być nausznym świadkiem rozmowy Amy ze swymi przełożonymi. Cóż... Takie już są profity, gdy współpracuje się z policją.
Niestety, jej próby odnalezienia potencjalnego mutanta ze zdjęć, skutkowały niczym - w tym tłumie trudno byłoby zauważyć nawet własną babcię, a mutantka w tym momencie już chyba tylko udawała, że obserwuje wszystko to, co dzieje się na monitorach...

W tłumie wciąż ukrywała się Victoria, wyraźnie zszokowana widokiem znajomej twarzy na scenie, oraz Louanne układająca już czarne scenariusze. Wydostać się z tłumu natomiast próbowała Alison oraz Lucas, szukający w tym momencie jakiegokolwiek butiku... Tak to się już kończy, gdy piękny wygląd liczy się dla nas bardziej, niż dostosowanie odzienia do pogody. Ale hej! Nawet, jeśli zamarznie, przynajmniej wciąż będzie piękny!

Widać jednak towarzyszka z jego organizacji - Shivali - bardzo przejęła się stanem swego znajomego, to też wzięła sprawy w swoje ręce i odnalazła jelenia, który zgodził się biegać między tłumem w poszukiwaniu jednego z głównych organizatorów. No, nie ma co, nie lada wyzwanie. Wkrótce jednak powinno mu się to w końcu udać, nieprawdaż?

A no guzik, bo tu do akcji wszedł nasz przyczajony za firanką tygrys, ukryty za kominiarką smok, ze snajperką w łapie. To była chwila, gdy kula pomknęła w kierunku niczego nie spodziewającego się Haywella, przechodząc dokładnie między jego oczami – niczym strzał wymierzony od linijki. Cóż... Tego można było się spodziewać, po bezwzględnym, zimnokrwistym snajperze Genetically Clean - Billym, który właśnie zdradził własnego prezesa...
Już samo zastrzelenie tak ważnej osobistości było zdarzeniem nie do przełknięcia. Nie minęła jednak chwila, gdy wraz z wyzioniętym duchem Jamesa, ukazała się też jego prawdziwa natura – bestii, którą wciąż ukrywał za maską przeciwnika własnego gatunku...
Drony zaobserwowały jedynie lekki ruch firanek - nie dostrzegły, kto wydał strzał. Sanders wciąż ma szansę na ucieczkę...
__________________________________________
Kolejny odpis MG - sobota wieczorem.
Część akcji (Ricky i Seth) została ucięta i uznana za zamiary, ze względu na przekroczenie ilości akcji.
Do eventu wciąż mogą dołączyć uczestnicy pochodu!
Postaci, które do tej pory nie dołączyły do tematu, przy wprowadzeniu postaci muszą brać pod uwagę poczynania osób przed nimi - muszą też się dostosować do wyznaczonej liczby akcji.
Postaci, które już biorą udział w evencie, a nie odpiszą do kolejnego udziału mistrza gry, otrzymają ujemny modyfikator do reakcji na rzeczy, które mogą ich dotyczyć.
Zabójstwo Haywella to zdarzenie fabularne - brak rzutu ze względu na brak reakcji Louanne.


Rzuty: Statystyki:
Ukryj: 

Numer porządkowy: 1
Dane: Lucas Hope
Rola: Organizator
Żywotność: 97%
Opanowanie: 100%
Inne: Syreni śpiew [3/1], modyfikator -1 do wszystkich rzutów (marznie)
Numer porządkowy: 2
Dane: Zoella Oaks
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Telepatia [5/3], astma wysiłkowa
Numer porządkowy: 3
Dane: Shivali Nyberg
Rola: Organizator
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Więż telepatyczna [1-9/1], boi się pożarów
Numer porządkowy: 4
Dane: Billy Sanders
Rola: Ukryty agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 5
Dane: Seth Ambrose
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 6
Dane: Amy Vandom
Rola: Ochrona/Policja
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zamiana w dym [1-2/1]
Numer porządkowy: 7
Dane: Alba Delgado
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne: Empatia [3/1]
Numer porządkowy: 8
Dane: Alison Blake
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [3/2]
Numer porządkowy: 9
Dane: Aaron Bartowski
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 10
Dane: Lizzy Addams
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Opiekun [3/2]
Numer porządkowy: 11
Dane: Samantha Bartowski
Rola: Mówca
Żywotność: 90%
Opanowanie: 90%
Inne: Złamana kość biodrowa.
Numer porządkowy: 12
Dane: Cassandra Gardner
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Manipulacja snami [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 13
Dane: Leonard Rathaway
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zmiana w nietoperza [5/2-8/1]
Numer porządkowy: 14
Dane: Leon Hawthrone
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Aerokineza [???], szybki. [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 15
Dane: Louanne Marie - Henning
Rola: Ukryty Agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: -
Numer porządkowy: 16
Dane: Victoria Johnson
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Blokada mocy [4/2]
Numer porządkowy: 17
Dane: Ricky Roseberry
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Bariera ochronna – fizyczna [5/3]-
Numer porządkowy: 18
Dane:
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
[Profil]
 
 
Leon Hawthrone



Everybody waiting for the fall of man Everybody praying for the end of times Everybody hoping they could be the one I was born to run, I was born for this

Aerokineza

70%

xxx





name:

Leon Hawthrone

alias:
Leo

age:
25 lat

Wysłany: 2018-03-01, 23:12   
   Multikonta: Nie


Właściwie, to nie miał zielonego pojęcia, PO CO w ogóle zdecydować się na to, by iść w tym pochodzie. Mógł zostać w obozie... albo urwać się gdzieś na jakieś piwo? Może nawet złamałby swoją solenną zasadę Smarkul-Się-Nie-Demoralizuje-Fay-Murphy i zabrałby ze sobą świeżaka? (Ehhh, jeśli to czytasz, Fay, to wybacz, ale to już taka... TRADYCJA, niemal! :lol: ) Ale nie. Trzeba było drążyć swój image posłusznego, dobrego obywatela Olympii. To znaczy, nie to, że coś tu teraz próbował ugrać czy coś w tym stylu. Zwyczajnie, chyba po raz pierwszy w życiu próbował dopasować się do reszty, ogarnąć jakoś swoje życie. Nie miał najmniejszego pojęcia, jak się za to zabrać, jeśli mamy być tacy dramatyczni... No, a biorąc pod uwagę, co się tu teraz zadziało, na głównej ulicy, to baaaardzo pożałował swojej decyzji. A mógł zostać w domu!
Prezes Genetically Clean został zastrzelony. Nawet nie było żadnej mowy o dramatycznym osunięciu się ze sceny, po prostu z miejsca został wyeliminowany z gry.
Ze wszystkich stron zaczął napierać na niego tłum spanikowanych, przerażonych ludzi. Chłopak stał bez ruchu, w szoku, nie bardzo wiedząc co powinien teraz ze sobą zrobić.

//przepraszam za jakość tego wyżej </3
_________________

And now it's time to build from the bottom of the pit, right to the top


Leon Hawthrone


[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5