Poprzedni temat «» Następny temat
Główna ulica
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2018-02-22, 18:40   Główna ulica



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-22, 18:45   

24 lutego 2018 roku.
Godzina 9.38...

Ludzie zaczęli zbierać się już na ulicy, gdzie miał się rozpocząć Marsz Pokojowy na rzecz mutantów i ich sprzymierzeńców. Wydarzenie to wprawiło mieszkańców Seattle w wiele skrajnych emocji. Część się cieszyła, podczas gdy innych ogarnął strach przed kolejnym atakiem terrorystycznym. W końcu to idealny moment, prawda?
Wydarzenie to urosło do takiej rangi, że przed rozpoczęciem pochodu zaplanowano wystąpienia osób bezpośrednio związanych ze sprawą mutantów.
Pewne było, że członkowie From People To People będą chcieli wygłosić kilka słów przed rozpoczęciem pochodu. Gdy jednak do grona mówców dołączył znany polityk wspierający osoby dotknięte genem X - Alexander Smith oraz prezes zarządu Genetically Clean - James Haywell, pewne było, że sprawy nie przyjmą do końca miłego obrotu...
Oczywistym jednak było, że takie osobistości nie powinny wygłaszać swych przemów z byle samochodu do byle głośniczka, dlatego też postanowiono postawić na rogu ulicy cieżarówkę z wbudowaną sceną.

Do rozpoczęcia marszu pozostało jeszcze ponad 20 minut. Jak wiele wydarzy się w tym czasie?

____________________________________________
Wszystkie postaci proszone są o określenie swojej pozycji, bazując na dołączonym niżej planie.
Przypominamy, że przy evencie wykorzystujemy naszą mechanikę - rzuty kośćmi, system 3 akcji oraz system statystyk, z którym możecie się zapoznać w tabelce poniżej.
W trakcie eventu akceptowane są ukryte ruchy, czyli akcje opisane w wiadomości prywatnej do Mistrza Gry. Nie mogą one jednak zajmować więcej, niż 1 z 3 dostępnych akcji. Ich powodzenie również będzie określane przez rzut kością.
System 3 akcji nie obowiązuje w poście wprowadzającym postać do wydarzenia - możecie nawet opisać, co robiła przez ostatnie kilka dni, lub mocno rozbudować jej obecne poczynania - bierzemy na poprawkę fakt, że część postaci mogła znajdować się na uliczce już od dłuższego czasu.
Nie ma określonej kolejności odpisów - uprasza się graczy o pisanie w dowolnym, przystępnym dla siebie momencie. Ważne, by odpisy mieściły się w ramach 72h między odpisami MG.
Część graczy otrzymała dodatkowe misje w ramach wydarzenia - uprasza się ich, by starali się z nimi nie zdradzać, aż do odpowiedniego dla siebie momentu fabularnego.
Uprasza się też wszystkich graczy o uzupełnienie swoich informatorów - brak lub nieaktualny informator będzie skutkował ujemnymi modyfikatorami dla postaci.



Plan lokalizacji:
Ukryj: 
Statystyki:
Ukryj: 

Numer porządkowy: 1
Dane: Lucas Hope
Rola: Organizator
Żywotność: 97%
Opanowanie: 100%
Inne: Syreni śpiew [3/1]
Numer porządkowy: 2
Dane: Zoella Oaks
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Telepatia [5/3], astma wysiłkowa
Numer porządkowy: 3
Dane: Shivali Nyberg
Rola: Organizator
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Więż telepatyczna [1-9/1], boi się pożarów
Numer porządkowy: 4
Dane: Billy Sanders
Rola: Ukryty agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 5
Dane: Seth Ambrose
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 6
Dane: Amy Vandom
Rola: Ochrona/Policja
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zamiana w dym [1-2/1]
Numer porządkowy: 7
Dane: Alba Delgado
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne: Empatia [3/1]
Numer porządkowy: 8
Dane: Alison Blake
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [3/2]
Numer porządkowy: 9
Dane: Aaron Bartowski
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 10
Dane: Lizzy Addams
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Opiekun [3/2]
Numer porządkowy: 11
Dane: Samantha Bartowski
Rola: Mówca
Żywotność: 90%
Opanowanie: 90%
Inne: Złamana kość biodrowa.
Numer porządkowy: 12
Dane: Cassandra Gardner
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Manipulacja snami [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 13
Dane: Leonard Rathaway
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zmiana w nietoperza [5/2-8/1]
Numer porządkowy: 14
Dane: Leon Hawthrone
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Aerokineza [???], szybki. [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 15
Dane: Louanne Marie - Henning
Rola: Ukryty Agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: -
Numer porządkowy: 16
Dane:
Rola:
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
[Profil]
 
 
Seth Ambrose



Rozważyłem twoją ofertę i rozmyślam nad odpowiedzią pomiędzy: "Nie ma, kur**, mowy" oraz "Idźcie się jeb**!".

Brak

Dowódca Oddziału Taktycznego





name:

Seth Ambrose

alias:
The Game

age:
44

Wysłany: 2018-02-22, 21:42   
   Multikonta: Alycia Brooks


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
[Profil]
  [B+]
 
Billy Sanders



hungry dogs are never loyal

wykwalifikowany zabójca

dowódca oddziału





name:

Billy Sanders

age:
36

height / weight:
189/90

Wysłany: 2018-02-22, 21:54   
  

   Ucieszył MG, bo dobrze strzela!


Głupi był ten, który wierzył w lojalność naszego drogiego Billy’ego. Jeśli chodzi o Sandersa rozważanie zdrady zawsze ograniczało się do tego czy aby na pewno warto kąsać rękę, która cię karmiła. Było warto. Jednak za odpowiednią cenę, a Bill był zbyt łakomym stworzeniem by czuć się usatysfakcjonowany tylko tym co posiadał.
Dostał zadanie. Zadanie, które od kilku dni zaprzątało jego myśli. Dość długo to analizował zanim ostatecznie zdobył się na podjęcie decyzji. W takich sytuacjach należało zbadać wszystkie ewentualne scenariusze, wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw. Ostatecznie, postanowił podjąć się tego zadania… Nie lubił wchodzić w nic w ciemno, ale nie mógł oprzeć się pokusie przejęcia kontroli nad tą sytuacją.
Od kilku dni analizował organizację pochodu. Obserwował wszystko z daleka, starając się nie zbliżać zanadto by nie wzbudzić niczyich podejrzeń, ale wystarczająco by móc wybrać sobie odpowiednie miejsce, odnaleźć luki, które mogłyby zostać przeoczone przez organizatorów.
Na dwadzieścia minut przed rozpoczęciem pochodu był już na miejscu. Wydawało mu się, że znalazł dość dobre schronienie w jednym z okien, w rzędzie budynków znajdujących się pod lekkim ukosem do sceny. Starał się być niewykrywalny. Wiedział, że zagrożenie nadchodzi ze wszystkich stron - mutanci, DOGS, a nawet GC. Do wyboru miał jeszcze dwa inne miejsce. Jeden z tyłu sceny, drugi naprzeciwko, ale uznał że znalazłby się zbyt blisko, prawdopodobnie tamte budynki był znacznie bardziej strzeżone. Jego przykrywką była stara, zasłona, która umożliwiała mu ukrycie się za nią. Broń była gotowa do użytku, a jednak jeszcze nie ustawił jej. Obawiał się, że mógłby zostać zbyt wcześnie dostrzeżony. Dokładnie zbadał budynek, wiedział w którą stronę uciekać, gdyby jego przykrywka została spalona. Miał kilka dni na przygotowania i nie chciał zostawiać nic przypadkowi. Chciał się przygotować na każdy możliwy scenariusz, chociaż zdawał sobie sprawę, że często bywa tak w życiu, że nie zawsze wszystko wychodzi tak jak to planował. Mimo wszystko czuł się względnie przygotowany do wykonania zadania. Na razie musiał tylko obserwować. Starannie licząc każdy oddech, doszukując się w zbierającym się tłumie czegokolwiek co mogło mu przeszkodzić w niewykonaniu zadania.
[Profil]
  [A+]
 
Zoella Oaks



I don't wanna live forever, 'cause I know I'll be living in vain.

umiem przeczytać Twoje myśli

58%

PJ kocham Cię





name:

Zoella Oaks

alias:
Zoey

age:
22

Wysłany: 2018-02-22, 22:36   
   Multikonta: Colleen


No i nadszedł ten dzień. Marsz pokojowy F.P.T.P.. Nie ważne, jak bardzo nie chciałam - musiałam się stawić. Nie ważne, jak bardzo nie chciałam robić tego, co kazali mi robić. Nie istotne były moje plany, marzenia, chęci i moje zdanie. Już dawno wybrałam taki styl życia. Zdecydowałam się pracować dla D.O.G.S. by być bezpieczną, by nie być ściganą. To był mój wybór i musiałam z tym żyć, nawet teraz, gdy robiłam coś absolutnie przeciwko moim przekonaniom, bo gdzie ja kiedykolwiek powiedziałam, że chcę chodzić z bronią schowaną pod kurtką i pilnować, czy żaden mutant nic nie robi, bo jak robi, to muszę mu głowę odstrzelić? No, nie podobało mi się to, ale tak wybrałam. Zdradziłam swoich, miałam tego świadomość, a teraz musiałam z tym żyć.
No i tak jakoś wyszło, że Pan Dowódca D.O.G.S. Seth Ambrose polecił mi zajmować się dronami i generalnie monitorowaniem marszu, więc w sumie nie tak źle, prawda? Nie musiałam do nikogo strzelać, ani w ogóle paradować sobie z pistoletem poprzez mutantów, którzy tylko chcieli walczyć o swoje prawa. Mogłam sobie tylko siedzieć w jednym miejscu i patrzeć na ekraniki, a także wykonywać polecenia pana dowódcy, więc może nie będzie aż tak źle, co? Może mi się uda wszystko i nie zabijemy żadnego mutanta, ani żadnego nie porwiemy? No miałam nadzieję.
- Oczywiście, panie Ambrose. Wyspałam się, dziękuję. - odpowiedziałam mu i uśmiechnęłam się łagodnie, acz trochę służbowo. Żałowałam, że nie jestem na tyle odważna, by mu teraz w myślach czytać, ale zawsze miałam takie wrażenie, że te wszystkie urządzonka monitorujące to zauważą, co kombinuję i wtedy cała moja przykrywka to pójdzie sobie gdzieś, dlatego wolałam się powstrzymać, co by losu nie kusić.
Słuchałam uważnie poleceń mojego szefa, gdzieś tam też odwracając się na te okropne klatki, co w nich mutanci zamknięci będą, ale starałam się wyglądać na podekscytowaną, no bo przecież w D.O.G.S. pracowałam i pozamykamy mutantów do badań i tortur! Super sprawa.
- Na pewno będzie dziś ciekawie! - zauważyłam błyskotliwie, a na kolejne polecenie tylko przytaknęłam krótko i zaczęłam pracować na komputerkach, zrzucając obraz z dronów na monitor tak, jak pan Ambrose mi polecił. Robiłam to wszystko z ciężkim sercem, ale no, musiałam, tak było trzeba robić.
_________________

Slow motion. Blinds are see through. Let your mind go, imagine that I kiss you.
Turn off the lights and open up your eyes now. You can take a glimpse into my soul for tonight.

[Profil]
   
 
Victoria Johnson



Fairy tales are more than true: not because they tell us that dragons exist, but because they tell us that dragons can be beaten.

blokada mocy

57%

księgowa w korpo





name:

Victoria Johnson

alias:
Tori

age:
28

Wysłany: 2018-02-23, 01:02   

Wiadomość o pochodzie spadła na Johnson jak grom z jasnego nieba. W pierwszej chwili pomyślała, że oszaleli, że nie przyniesie to niczego, absolutnie niczego dobrego - ani ludziom, ani mutantom. Zwłaszcza mutantom. Ale ta myśl... ta myśl nie dawała dziewczynie spokoju. Do tego stopnia, że nawet wzięła kilka dni wolnego od pracy na ten czas. Nie dlatego, żeby się tu wybrać, ale dlatego, by mieć wolna furtkę, jeśli jednak nie zdoła przekonać samą siebie, że to zły pomysł. To znaczy: to był zły pomysł. Zły i szalony, ale ostatecznie - nie marzyła o niczym innym, niż to, żeby świat zrozumiał, że wśród mutantów są nie tylko zwyrole pragnący władzy, ale że są też normalni ludzie. Tacy, którym zależy na innych, którzy chcą żyć w spokoju, mając pełnię praw, tacy, którzy nie chcą się ukrywać, oszukiwać innych i bać się o bezpieczeństwo swoje i innych. Ostatecznie przecież to nie gen X definiował to, czy jesteś mordercą, socjopatą, złodziejem, prawda? Jednak świat zdawał się o tym zapominać.
Victoria ostatecznie się poddała. Jej myśli wciąż wracały do tego pomysłu, choć w głowie z góry skazała go na porażkę. Jednak gdzieś tam, w najgłębszych zakamarkach umysłu tliła się nadzieja, że może teraz coś sie ruszy; że może ktoś zrozumie, że nie są złem tego świata. Rozum mówił jedno, a serce drugie. I Tori chciała móc później spojrzeć w swoje odbicie w lustrze i nie mieć sobie nic do zarzucenia. To myśl o siostrze, o tym, co zrobiono z nią w laboratoriach, pchała ją do działania. I w końcu, dzień przed pochodem udała się do Seattle, by móc skoro świt wyjść w miasto, a nawet wcześniej pokręcić się po okolicy, w której miało się odbyć to całe wydarzenie (choć raczej odpowiedniejsze byłoby tutaj słowo: zamieszanie), by później móc wmieszać się w tłum. Chodziło jej nawet po głowie, że być może... Być może gdyby coś poszło nie tak... To może mogłaby coś na to zaradzić? Wykorzystać siebie, swoją moc nie tylko do ukrywania się wśród ludzi i udawania kogoś całkowicie normalnego, ale też do ocalenia czyjegoś życia, jeśli coś znowu wymknie się spod kontroli.
Jak planowała - tak zrobiła. Już pół godziny przed planowanym rozpoczęciem znalazła się w pobliżu by najspokojniej w świecie spacerować sobie w okolicy, choć było to nieco utrudnione - ludzie już zaczęli się zbierać, choć zapewne część z nich była tutaj tylko z ciekawości, by pooglądać sobie widowisko. Vika docelowo planowała znaleźć się nie pod samą ciężarówką, ale w oddaleniu, między budynkami, natomiast tak, by mieć scenę bezpośrednio przed oczami.
[Profil]
 
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-02-23, 09:28   
   Multikonta: Sami


Już od kilkunastu dni moje życie zmierzało ku poprawie. Mogło się to wydać w sumie dziwne, zważając na to, że byłam pod opieką tej jakże niebezpiecznej i groźnej organizacji terrorystycznej. Mój mały umysł nie był jednak w stanie jeszcze przyswoić takich informacji. Żyłam w przeświadczeniu, że trafiłam do magicznego miejsca, w którym aż roiło się od czarodziejek i czarodziei gotowych się ze mną bawić czy pomóc mi w codziennych sytuacjach.
Tak, w końcu trafiłam do miejsca, gdzie miałam zapewnione choć podstawowe potrzeby.
Na miejscu brudnych i zniszczonych ubranek, pojawiły się nowe, dużo ładniejsze i lepiej pachnące, choć może odrobinę zbyt długie. Moje włosy nie były już przetłuszczone, a na mojej buzi uśmiech zaczął pojawiać się znacznie częściej, odkąd mój brzuch przestał burczeć z głodu...
Ostatnio bardzo dużo czasu spędzałam z ciocią Cassandrą. Wydawała się miła i dość szybko ją polubiłam. Ona chyba mnie też, bo inaczej chyba w życiu nie zgodziłaby się na opuszczenie bezpiecznego ogrodzenia bractwa tylko dlatego, że ja chciałam zobaczyć pochód, prawda?
Tak, nawet ja dowiedziałam się o tym wydarzeniu. W domu czarodziejek aż wrzało od kolejnych spekulacji, przewidywań czy choćby czystej ciekawości. Nic więc dziwnego, że i ja dałam się porwać tej małej pokusie...
Wraz z ciocią wyszłyśmy z bractwa już dawno - zapewne, by mieć zapas czasu na dojście. Ja jednak byłam tak podekscytowana tą przygodą, że przebierałam nóżkami w niezwykle szybkim tempie, więc na miejscu znalazłyśmy się jeszcze kilkanaście minut przed oficjalnym rozpoczęciem.
Zauważyłam wielki, dziwny samochód, w którego kierunku zaczęłam ciągnąć Cassandrę.
- Chodź! No chodź! No tu! - Zawołałam radośnie, przeciskając się między kilkoma uczestnikami, aż pod samą scenę. - Co to jest? - Zapytałam zaczarowana obecną sytuacją, spoglądając na mą opiekunkę...
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Amy Vandom



Bądź przygotowany na najgorsze, ale licz na najlepsze

Zamiana w dym

60%

Miłość, prawość i nadzieja





name:

Amy Vandom

alias:
Amy

age:
24

Wysłany: 2018-02-23, 10:47   

A miał być wolny dzień od pracy. Dźwięk przychodzącego sms nie wróżył nic dobrego, ale cóż. Trzeba było sprawdzić od kogo to, a może akurat jakiś przystojny i wolny mężczyzna pomylił numery? Chętnie bym kogoś schrupała, ot co. Wyciągnięta spod kołdry ręka wymacała telefon i wciągnęła go niczym bestia pod kołdrę razem z zawartością, czyli ładowarką, która uruchomiła domino, a efektem końcowym była stłuczona lampka.
- Już wiem, że to nie będzie dobry pomysł dzisiaj wstawać - wymruczałam pod nosem i szybko odpisałam na eska. Ok, pójdę na marsz. Jak najbardziej... ale dobrze, że jutro, bo teraz idę dalej spać.
Po leniwym dniu musi wrócić rzeczywistość, a ta uderzyła mnie jak wredna małpa. Na marszu miałam być na 9:00, aby już zacząć obserwować, ale wiadomo, wszystko na ostatnią chwilę. Wpadłam na komendę, zabrałam co moje do wyposażenia i środki przymusu bezpośredniego. Ale tylko te podstawowe, typu 1/2 normatywy amunicji, glocka 17, środki łączności, przedmiot służący do obezwładniania za pomocą energii elektrycznej i pałka. Zapakowana niczym Rambo wystrzeliłam jak poparzona mając w myślach tylko jedno zdanie Kurwa, spóźnię się!. Punktualnie o 9:00 zjawiłam się na placu. Oblookałam swoim czujnym okiem wszystko i wszystkich. Co chwilę musiałam zdawać relację, co się dzieje, gdzie i skąd może nadejść atak. Powiem szczerze, że zastanawia mnie to wszystko. Mutanci byli wśród nas, czego sama byłam dowodem. Ale będąc w tłumie i wiedząc, że oni też tu są... to nie było miłe uczucie. Skąd mam wiedzieć jakie inne są mutacje? Przecież nie mam pod czapką metalowego kapelusika aby odpychać wszelkie ataki psychiczne. Trudno, dziś mam tylko obserwować i pilnować porządku.
Znalazłam sobie miejsce obok samej sceny, od strony kabiny kierowcy. Miałam tu całkiem niezły widok na wszystkie okna z naprzeciwka oraz tłum, a także na scenę. W zasadzie to dopiero do mnie dotarło, że tu będzie nawet ponad tysiąc ludzi.
- Niech ktoś puści "Przeżyj to sam" - pomyślałam, zakładając łapki na piersi. Część ludzi już była, jedni patrzyli, drudzy już czekali. W stronę ciężarówki zbliżała się nawet mała dziewczynka z... może mamą? Na pewno był to jakiś opiekun. Postanowiłam się przejść wokół ciężarówki i posprawdzać czy nic nigdzie nie ma. Miałam nadzieję, że nikt nie planuje jakiegoś zamachu...
[Profil]
 
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2018-02-23, 21:26   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


Marsz pokojowy.... Dobra wszystko pięknie, ładnie ale czemu organizuje takie wydarzenie myślą o mutantach. Ich powinno się leczyć, a nie akceptować. Czy ludzie z rakiem mają go zaakceptować czy z nim walczyć? Podobnie jest z genem X... Lou nigdy nie zaakceptuje tych ścierw, wybryków natury. Którzy nie powinni nawet istnieć. Najgorsze jest to, że mutacja dotyczyła bezpośredni w jej rodzinie. Wiedziała jak to jest okropnie posiadać... takie coś w domu. Nigdy nie zapomni jak jej siostra robiła te swoje hokus pokus z metalem. Bała się o ojca, brata i ciebie, że skrzywdzi ich. W końcu nie raz słyszy się, że jakiś MUTANT rozwalił budynek, w którym zginęło wiele osób. Nawet nie dawno jeden z nich poparzył jej nową rodzinę. Po prostu tego nie da się tak przyjąć i przejść na porządek dzienny. Chyba, że wyeliminuje się całkowicie gen X, a zagrożonych nim wyleczy się albo odizoluje się od społeczeństwa
Lou przyszła trochę wcześniej na miejsce. Gdzie miało odbyć się to wydarzenie po kręciła się trochę obserwując otoczenie. Układając swój plan w głowie, który brzmiał jasno. Liczyła również, że może spotka siostrzyczkę i będzie miała okazje po tak długiej rozłące spojrzeć w oczy, a nawet zmusić do leczenia. Przecież nie zabije swojej siostry. Chce by wyzdrowiała i poszła po olej do głowy, bo może skończyć tak jak matka. Po za tym cichym życzeniem miała jeszcze jeden cel, ale oni więcej to później.
Trzy budynki i ciężarówką po prostu świetnie. Kobieta najpierw spojrzała na budynki. Najlepiej było ustawić się na dachu... Tam miała by najlepszą widoczność, ale to miejsce na pewno sprawdzą jak padną strzały. Kiedyś nawet nie zdawała sobie sprawy, że tak łatwo przewidzieć reakcje ludzi. Poprawiła broń pod swoim płaszczem i ustawiła się na przeciwko sceny przy budynku. Odpowiednim czasie będzie mogła podjąć decyzję co dalej.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2018-02-23, 22:39   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Przez ostatnie dni siedziałem w domu kurując się po niezbyt przyjemnym spotkaniu z paroma zbirami. Byłem oczywiście u lekarza żeby sprawdził co z moim nosem ale nie było to nic poważnego z czego się naprawdę cieszyłem bo ze złamanym nosem bym nie poszedł na ten marsz. Zresztą dzięki całemu czasu którego miałem pod dostatkiem mogłem jakoś zorganizować ten marsz i nagłośnić wieść o nim. Nie liczyłem że przyjdzie specjalnie dużo ludzi jednak to zawsze coś. Martwiłem się o to czy ktoś z tego całego GC nie zjawi się tam i wszystkiego nie zepsuje. Kiedy więc wstałem rano i ubrałem się oraz zjadłem pożywnie śniadanie na deser serwując sobie jeszcze witaminy oraz leki przeciwbólowe ruszyłem na miejsce na jakiś czas przed jego rozpoczęciem. Była wtedy chyba 9.00 z tego co pamiętałem jednak wiedziałem że muszę mieć czas by wszystko sprawdzić. Przybyłem na miejsce jakiś czas przed rozpoczęciem marszu sprawdziłem trasę którą będziemy iść oraz okolice sceny. Gdy jednak po dokładnym przeszukaniu nikogo nie znalazłem wróciłem na ulicę. Nie wiedziałem co robić więc jakoś wtopiłem się w tłum mając nadzieje że jakoś przetrwam pozostały do marszu czas w spokoju i nie wydarzy się nic dziwnego i niebezpiecznego. Nadal jednak rozglądałem się za ewentualnym zagrożeniem dla tłumu oraz premierów.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-23, 23:36   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiem, co mnie pokusiło, by się na to zgodzić...
Ostatni miesiąc dał mi nieźle w kość. Miałam mętlik w głowie i nie wiedziałam, jak sobie z nim poradzić. Po latach odnalazłam dawnego kompana od szklanki, trafiłam na swojego brata w najmniej oczekiwanym miejscu, a jakby tego było mało - spotkałam swą dawną miłość. Tak, ten miesiąc zdecydowanie był jednym z najbardziej pokurwionych w moim życiu.
Ale może właśnie dlatego moje przybycie tutaj miało więcej sensu, niż mogło mi się wydawać?
Co jak co, zbyt wielu moich bliskich było dotkniętym genem X, a ja sama byłam żywym przykładem tego, że ta walka zaszła już za daleko. W końcu zostałam postrzelona będąc zwykłym człowiekiem... Zebrałam więc w sobie resztki odwagi, i przyjechałam do Seattle z samego rana, by mentalnie przygotować się na to, co dopiero miało nadejść...
Było kilka minut po 9, gdy pokuśtykałam wsparta kulami - które już od tylu dni nie mogły mnie opuścić - pod scenę. Na szczęście - z moją nogą było już dużo lepiej, jednak wciąż musiałam uważać, by jej nie nadwyrężyć. Wzięłam głębszy oddech, a z wewnętrznej kieszeni kurtki wyciągnęłam niewielką piersiówkę i pociągnęłam z niej większego łyka - tak, dla dodania odwagi. Znałam plan działania i wiedziałam, że moja przemowa musi odbyć się co najmniej 20 minut przed rozpoczęciem marszu - w końcu po mnie głos miały przejąć szychy tego światka, a dopiero po tym miał ruszyć pochód.
Wdrapałam się po schodkach na tą pseudo-scenę, zapewne wsparta jakimiś ludźmi z obsługi. Nie było trudno dostrzec, że coraz więcej osób zbierało się w okolicy. Część była serio oddana sprawie, inni zapewne byli tylko zwykłymi gapiami. Ale sama frekwencja i tak robiła już wrażenie. Czy tam gdzieś w oddali nie było też jakiejś prasy?
Zrobiło mi się gorąco i coraz bardziej żałowałam, że zgodziłam się wystąpić... Wzięłam jeden głęboki wdech, drugi...
I zaczęłam swoją przemowę. O dziwo, gdy tylko pierwsze słowa opuściły me usta, poszło już gładko.
Mówiłam o tym, jak musimy się opanować. Jak musimy znaleźć w sobie choć odrobinę zrozumienia. Pokrótce opowiedziałam też, jak przez własną nienawiść straciłam najcenniejsze osoby w moim życiu, nawołując innych, by do tego nie dopuścili. Opisałam swoją zmianę. Wspomniałam o tych, których najbardziej kochałam, choć nikogo nie wymieniłam z nazwiska. Nie odpuściłam sobie też przedstawienia historii z polany z mojego punktu widzenia - gdzie zaatakowano z broni palnej niewinne osoby. Jak porwano Nikitę i do tej pory nie było po nim śladu. Czy właśnie do tego chcieliśmy doprowadzić? Do niszczenia życia, które tak bardzo chcieliśmy chronić? Wspomniałam o tym, że nikt już nie może się czuć bezpieczny - i to bynajmniej ze względu na mutantów...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
Ostatnio zmieniony przez Samantha Bartowski 2018-02-25, 13:45, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
    [AB-]
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-02-24, 00:08   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#7

Prawdę mówiąc, z początku wcale nie zamierzała opuszczać obozu. Podobne wydarzenia być może kiedyś wywołałyby jej zainteresowanie, jednak obecnie wolała raczej trzymać się z daleka zarówno od zatłoczonych miejsc, jak i samych tłumów. Tym bardziej, że takie zbiorowiska zazwyczaj nie kończyły się raczej zbyt dobrze. Być może była czarnowidzem, myśląc o tym w taki sposób, ale wolała uważać się za zwyczajną realistkę.
O zgrozo!, niezmiernie łatwą do przekonania, a nawet wręcz zmanipulowania przez małą, wyjątkowo uroczą i umiejącą ten urok wykorzystać dziewczynkę, którą też zresztą nie planowała się zajmować, choć robiła to już kilka razy. Wyszło jednak jak wyszło i Lizzy została pod jej - najwyraźniej niesamowicie nieodpowiedzialną - opieką dokładnie tego samego dnia, w którym w Seattle miał się odbyć marsz pokojowy.
Co prawda, Cass zdecydowanie nie wierzyła w to, by podobne zloty miały przynieść cokolwiek dobrego, jednakże postanowiła pozostawić to dla siebie - przynajmniej podczas rozmowy z dziewczynką. Patrząc na ekscytację dziecka, raz po raz wewnętrznie przeklinała się za to, jak bardzo wpływało na nią błagalne spojrzenie małej. Robiła to nawet wtedy, gdy już teoretycznie wyraziła zgodę na wyjście, zbierając najpotrzebniejsze rzeczy i jako-tako przygotowując do wyjścia zarówno siebie, jak i młodą Elizabeth.
Nie mogły przecież pojawić się tam niczym... Cóż, mutanci wprost z ukrytego obozu dla podobnych im wyrzutków, nie. Z tej okazji, choć po części także dla czystej próżności, Cassandra włożyła dosyć sporo wysiłku w to, by wyglądać jak człowiek, w co wliczało się wyciągnięcie najlepszych posiadanych ciuchów, umalowanie się, ułożenie włosów, a także - czego najprawdopodobniej nie powinna robić ze względu na wygodę przy ewentualnych ucieczkach - założeniu butów na wysokim obcasie. Tych samych, za których noszeniem tak bardzo tęskniła, na co dzień woląc nie męczyć się w nich na obozowym zadupiu.
Wychodząc na tyle wcześnie, by zjawić się na miejscu przed czasem rozpoczęcia całego przedstawienia, dyskretnie rozglądała się dookoła, gotowa zareagować na potencjalne zagrożenie i po prostu wziąć z małą nogi za pas. Nic takiego się jednak nie działo, a nawet wręcz przeciwnie, dlatego pozwoliła dziewczynce pociągnąć się gdzieś między ludzi, rzucając do niej odruchowe Już, już!, gdy tak mijały kolejnych ludzi, zatrzymując się dopiero niedaleko prowizorycznej sceny. Tej samej, na którą Cassandra spojrzała z uniesionymi brwiami, dopiero po chwili odpowiadając Lizzy.
- Stąd będą wygłaszać przemowy. - Odpowiedziała, ledwo powstrzymując się przed dodaniem nudne czy banalne, zamiast tego uśmiechając się do Elizabeth i wskazując głową na osobę wchodzącą na scenę. A gdy ta zaczęła swoje przemówienie, Gardner - kompletnie się na nim nie skupiając - dodała jeszcze. - Podnieść cię, żebyś lepiej widziała? - Cóż, jakieś podejście do dzieci to tam miała... Poza tym sama zazwyczaj była dostatecznie drobna, by rozumieć ewentualne problemy ze spoglądaniem nad tłumem.

Edit: zmiana numeracji wątku.
Ostatnio zmieniony przez Cassandra Gardner 2018-03-24, 22:08, w całości zmieniany 5 razy  
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Alison Blake



The World is Not Enough

Kriokineza

74%

-





name:

Alison Blake

alias:
Ice Princess

age:
32 lata

Wysłany: 2018-02-25, 17:23   
   Multikonta: Brak


Marsz, marsz....tyle wrzawy o nic. Alison z początku wcale nie miała zamiaru tam iść. Bo i po jaką cholerę się pchać w tłum ludzi niewiadomego pochodzenia bez jakiejś ważnej przyczyny. Poważnie zastanawiała się nad olaniem tego wszystkiego. Znaczy dopóki podczas jednej z rozmów z Samanthą nie dowiedziała się, że ona chce tam przemawiac. Wtedy Alsion siedziała cały dzień na kanapie, wzdychała i biła się z myślami. Nie chciała zostawiać jej samej. Szczególnie biorąc pod uwagę obrażenia jakich doznała Sammie. Kto wie co na takim marszu może się stać, a na pewno wyrzucała by sobie jakby coś się stało. Oczywiście nie miała najmniejszego zamiaru upominac Sammie by ta nie przemawiała. Jeżeli to było coś co przyjaciółka chciała robić, to Alison nie powinna jej ograniczać na pewno. A jeżeli coś zacznie się dziać to najwyżej wtedy będą improwizować.Może będzie dobrze też wyjść z ukrycia, żeby wyczuć jaka jest atmosfera na mieści jakie nastroje panują? To z tych dwóch powodów postanowiała się tam udać.
Dojechała do Seattle kilka godzin wcześniej po pierwsze żeby napić się kawy i zrelaksować zanim wszystko się zacznie, a kiedy powoli zbliżała się godzina rozpoczęcia marszu skierowała się po prostu ku głównej ulicy Seattle.
A kiedy Sam zaczęła przemawiać cóż ALison po prostu patrzyła na nią z lekkm uśmiechem, chcąc dodać jej otuchy, przemawianie to chloernie niewdzięczna sprawa, a jeżeli na nią spojrzała to puściła do niej oko. Mogłaby by zrobić coś bardziej szalonego, ale nie chciała jej dekoncentrować.
_________________
[Profil]
 
 
Shivali Nyberg



If your heart was full of love, could you give it up? 'Cause what about Angels? They will come, they will go, make us special.

więź telepatyczna

72%

zbieg





name:

Shivali Nyberg

age:
24 lata

height / weight:
177/55

Wysłany: 2018-02-25, 20:39   
   Multikonta: Hopper, Donny
  

   Anioł Stróż w hinduskim wydaniu

  

   Pisze dobre wąteczki!

  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie


Shivali w zasadzie nie miała organizować tego marszu. To było zadanie dla osób z FPTP, które od kilku lat działały w tej organizacji na wysokim stanowisku, miały dojścia do ważnych osób i przede wszystkim, miały pojęcie jak się takie rzeczy organizuje w Stanach. Rzecz w tym, że kiedyś usłyszała jak marudzą ile z tym roboty, więc na inne ich spotkanie wpadła z ciastem i świeżą kawą. Tonęli w papierach, więc Shiv wzięła część z nich do domu i je ładnie poukładała. Kiedy Tara zadzwoniła do niej, że potrzebują kogoś, kto przewiezie ich furgonetkę z ręczną skrzynią biegów wypakowaną plakatami, nie mogła się nie zgodzić, chociaż ostatnio za kółkiem ponad pół roku wcześniej. Koniec końców, jakoś tak to się stało, że dostała stanowisko naczelnego przynieś-podaj-pozamiataj tego marszu. Nie żeby jej to przeszkadzało, ale wiecie. Shivali. Organizująca coś oficjalnego. Tak, to się właśnie działo. Może i miała cały tabun ludzi nad sobą, ale i tak ciężko było w to uwierzyć.
Shiv była na miejscu sporo wcześniej, bo w końcu trzeba było to jakoś ogarnąć. Już jakiś czas temu zaproponowała, że skoro będą mrozy, a trochę czasu minie zanim gdziekolwiek się ruszą, to mogą przywieść herbatę i styropianowe kubeczki - wiecie, żeby ludzie nie zamarzli. Doświadczenie szwedki. Plan był super, przyjął się świetnie, wszystko było zapięte na ostatni guzik, a Shivali o godzinie dziewiątej biegała po okolicy w panice, ponieważ stołów nie było tam, gdzie powinny być, człowiek który miał przywieźć herbatę się spóźniał, a kubeczki magicznie wyparowały. W takich sytuacjach człowiek odkrywa że jednak potrafi improwizować.
Zostało jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia marszu, kiedy całe stanowisko było już pięknie rozłożone przy budynku na przeciwko ciężarówki. Nie tracąc czasu, Shiv zaczęła rozdawać cieplą herbatę wszystkim zziębniętym duszyczkom.
[Profil] [WWW]
  [B+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-25, 21:38   

Ranek skrupulatnie mijał, gdy na ulicy pojawiało się coraz więcej gapiów i uczestników. Już tylko minuty wszystkich dzieliły od rozpoczęcia tego niezwykłego wydarzenia, jakim był marsz. Głosy co do niego były skrajnie podzielone, przez co na tym niewielkim terenie w niedługim czasie zgromadzili się zarówno mutanci, ich sojusznicy jak i przeciwnicy. Co jednak było ciekawe - to ci pierwsi mieli chyba najmniej optymistyczne podejście do całego wydarzenia...

Na scenie swą przemowę właśnie kończyła przedstawicielka organizacji F.P.T.P. - Samantha, gdy wprowadzono na nią najważniejszych gości - Haywella oraz Smitha. Kobieta więc musiała jak najszybciej ustąpić im miejsca... Mężczyźni, zamiast wygłosić klasyczne przemowy, zdecydowali się na otwartą dyskusję, w której każdy mógł uargumentować swoją rację. Byli dobrze widoczni zza swoich podestów a nagłośnienie w ciężarówce pozwalało słyszeć ich słowa nawet kilkadziesiąt metrów dalej...

Najlepszy widok na to miały oczywiście osoby znajdujące się w najbliższej okolicy sceny - Cassandra ze swą podopieczną - Lizzy oraz pilnująca porządku policjantka - Amy. Postępy też nie umknęły uwadze Setha oraz Zoelli, którzy bacznie wszystko obserwowali przy pomocy swych dronów monitorujących w swoim pojeździe. Mogli jednak na chwilę odwrócić swoją uwagę od licznych ekraników w ich tymczasowej bazie, gdy otrzymali niezwykle interesujące wiadomości na swoje skrzynki mailowe... W tłumie natomiast ukrył się jeden z organizatorów, znany z publikowania swych kontrowersyjnych poglądów na instagramie - Lucas, gotowa do działania i walki lodowa księżniczka - Alison, oraz kobieta nieprzyciągająca niczyjej uwagi - Victoria.
Nie wszyscy jednak lubują się w ścisku, niczym sardynki w puszcze - do tych osób na pewno zaliczała się Shivali, która jak zawsze musiała okazać swe niezwykle dobre serduszko, rozdając wszystkim zmarzniętym potrzebującym kubeczki z gorącą herbatą, oraz wciąż nierozpoznana przez nikogo zastępczyni Genetically Clean, która podczas tego pochodu liczyła na rozwiązanie swych dawnych spraw - Louanne. Nie możemy jednak zapomnieć o ostatnim przedstawicielu naszej ukochanej organizacji pozarządowej, którym był ukryty w jednym z mieszkań - Billy. Zza firanki rzeczywiście nikt nie zwracał na niego w tym momencie uwagi...

Wszyscy czekali, w oczekiwaniu na rozwój spraw, gdy na scenie dyskusja wciąż wrzała. Pewne było, że mężczyźni będą ją toczyć aż do chwili, gdy marsz będzie miał się rozpocząć...

_________________________________________
Od tej odpowiedzi niezbędne jest wprowadzenie systemu 3 akcji - Mistrz Gry ma prawo do nieuznania części akcji, jeśli będą one zbyt przeciągnięte w czasie.
Do eventu wciąż mogą dołączyć uczestnicy pochodu!
Postaci, które do tej pory nie dołączyły do tematu, przy wprowadzeniu postaci muszą brać pod uwagę poczynania osób przed nimi - muszą też się dostosować do wyznaczonej liczby akcji.
Postaci, które już biorą udział w evencie, a nie odpiszą do kolejnego udziału mistrza gry, otrzymają ujemny modyfikator do reakcji na rzeczy, które mogą ich dotyczyć.


__________________________________________
Zoella - proszę o wstawienie informatora do pól profilu <3
Cassandra - uzupełnij informator.
D.O.G.S. - proszę o sprawdzenie PW - dostajecie dodatkowe zadanie <3
Lucas - modyfikator -1 do wszystkich rzutów za niedostosowanie ubioru do pogody, jaka panuje w lutym - mężczyzna cierpi z powodu zimna!


Statystyki:
Ukryj: 

Numer porządkowy: 1
Dane: Lucas Hope
Rola: Organizator
Żywotność: 97%
Opanowanie: 100%
Inne: Syreni śpiew [3/1], modyfikator -1 do wszystkich rzutów (marznie)
Numer porządkowy: 2
Dane: Zoella Oaks
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Telepatia [5/3], astma wysiłkowa
Numer porządkowy: 3
Dane: Shivali Nyberg
Rola: Organizator
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Więż telepatyczna [1-9/1], boi się pożarów
Numer porządkowy: 4
Dane: Billy Sanders
Rola: Ukryty agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 5
Dane: Seth Ambrose
Rola: Ochrona
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:
Numer porządkowy: 6
Dane: Amy Vandom
Rola: Ochrona/Policja
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zamiana w dym [1-2/1]
Numer porządkowy: 7
Dane: Alba Delgado
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 98%
Inne: Empatia [3/1]
Numer porządkowy: 8
Dane: Alison Blake
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Kriokineza [3/2]
Numer porządkowy: 9
Dane: Aaron Bartowski
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Pirokineza [5-8/1-3]
Numer porządkowy: 10
Dane: Lizzy Addams
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 95%
Inne: Opiekun [3/2]
Numer porządkowy: 11
Dane: Samantha Bartowski
Rola: Mówca
Żywotność: 90%
Opanowanie: 90%
Inne: Złamana kość biodrowa.
Numer porządkowy: 12
Dane: Cassandra Gardner
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Manipulacja snami [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 13
Dane: Leonard Rathaway
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Zmiana w nietoperza [5/2-8/1]
Numer porządkowy: 14
Dane: Leon Hawthrone
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Aerokineza [???], szybki. [1-5/0-2]
Numer porządkowy: 15
Dane: Louanne Marie - Henning
Rola: Ukryty Agent
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: -
Numer porządkowy: 16
Dane: Victoria Johnson
Rola: Uczestnik
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: Blokada mocy [4/2]
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5