Waleczny ten szczur. I to nawet za bardzo. Nawet mimo tego, co przed chwilą mu się stało - nie chciał zmądrzeć. Zamiast jakkolwiek się ratować, pogrążał się jeszcze bardziej.
Z mojej twarzy szybko zniknął uśmiech zadowolenia, gdy poczułam na policzku wydzielinę tego robaka. Fuj. Jeszcze się czymś zarażę...
Na sekundę otworzyłam usta w zdziwieniu, by po chwili przetrzeć rękawem ślinę z mojej twarzy. Nie spodobało mi się to... Wstałam na równe nogi, a ten cenny kawałek skóry przekazałam Howardowi. Później na pewno odpowiednio ją zakonserwuję, a może ususzę? Pamiątkę po tym psie będę trzymała do usranej śmierci - mojej, lub jego.
Zbliżyłam się do Fowlera, a na mojej twarzy nie widać było żadnych emocji. Jego twarz złapałam w jedną ze swych dłoni tak, bym mogła ją podnieść i zmusić go do patrzenia w moje oczy.
- Próbuj, robaku. - Rzuciłam niby bez emocji, a jednak te dwa krótkie słowa niosły w sobie grozę. Może winę za to ponosił mój wzrok? Bo mimo, że miałam na sobie neutralną maskę, moje oczy były szalone i wściekłe.
Zacisnęłam mocniej palce, a po chwili paznokcie na policzku Fowlera. Nie będzie mi byle kundel niszczył makijażu. A na jego nieszczęście - moje paznokcie były wyjątkowo długie. Te sekundy, gdy wpatrywałam się w oczy blondyna z chęcią mordu, głodem na jego reakcje i nienawiścią do jego gatunku, mogły się zdawać nieskończenie długie. Mogły być wręcz męczące. Tak samo jak krople krwi, które powoli zaczęły spływać po jego twarzy, gdy moje paznokcie przestały się wbijać w jedno miejsce, a przejechały przez całą skórę na jego policzku - aż do ust. Zostawiłam na nim szramy, niczym drapieżnik w naturze. Bo to ja tu byłam drapieżnikiem. Oni - co najwyżej moją karmą...
Puściłam twarz mężczyzny, a swoją dłoń przetarłam o spódnicę. Nie lubiłam mieć resztek skóry pod paznokciami, ale cóż poradzić, gdy sytuacja zmusza? Musiałam jednak dać mu nauczkę. Nie miał prawa się tak w stosunku do mnie zachować. Jeden ruch i mój but z niezwykłą na mnie siłą uderzył w klatkę piersiową mężczyzny. W końcu po coś trenowałam z ojcem walkę wręcz, prawda? Dobrze, że w końcu miałam gdzie ją wykorzystać...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-19, 20:53
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Chyba tak, myślę, że można go było nazwać waleczną osobą, chociaż niektórzy prawdopodobnie stwierdziliby, że jest uparty jak osioł - i to wtedy, kiedy powinien odpuścić, zupełnie jak w tej chwili. Może gdyby był trochę bardziej potulny mniej by mu się oberwało? No cóż... Możliwe, ale to nie był on. On nie potrafił odpuścić i jeśli faktycznie dziś miał być jego ostatni dzień to przynajmniej sprawi, że Vera na długo go zapamięta. Odejdzie z satysfakcją.
Kobieta podeszła do niego i złapała go za twarz tym samym zmuszając, by spojrzał jej prosto w oczy. Poczuł jej paznokcie na swojej skórze, poczuł jak po raz kolejny raz ból zaczyna się w niego wdzierać, poczuł gorąco na całej twarzy, próbował wyrwać jej twarz, ale niestety nieskutecznie. Skąd taka mała istotka miała w sobie tyle siły? No cóż, nie czas na to, by o tym myśleć, miał znacznie więsze... Zmartwienia.
Wbiła się głęboko w jego ciało i już teraz wiedział, że jeśli ujdzie z tego cało... Zostaną po tym blizny. Za każdym razem widząc swoją twarz w lustrze będzie sobie przypominał o niej. O kobiecie, która tak wiele mu odebrała..
Cały czas wydawał z siebie różnego rodzaju... Syki? Jęki? Warczenia? Coś pomiędzy tym wszystkim, jednak były to zdecydowanie dźwięki wywołane bólem.
- Spróbuję... Uwierz... - powiedział słabo ponownie opuszczając brodę na klatkę piersiową, gdy wreszcie go puściła - obserwował przez moment jak z jego twarzy krew ścieka na podłogę... Aż poczuł cios prosto w klatkę piersiową, którego kompletnie się nie spodziewał. Na wszystko co robiła wcześniej... Miał czas, żeby się przygotować, natomiast to kopnięcie nadeszło nagle. Zabrakło mu przez moment powietrza w płucach, miał wrażenie, że coś mu połamała - może trafiła obcasem w żebro, czy coś w tym rodzaju?
Jego ciało odskoczyło do tyłu, by po chwili wrócić do swojej poprzedniej pozycji. Walczył ze sobą przez kilka chwil by złapać oddech, a gdy wreszcie mu się to udało zakrztusił się... wypluwając jednocześnie kilka kropel krwi. Cholera jasna...
Podniósł na nią wzrok dysząc, ale... Już się nie odezwał. Nie tym razem.
Tym razem patrzył jej w oczy próbując pokazać, że się jeszcze nie załamał, ale... Nie powiedział już nic.
Kropla krwi ściekła po jego brodzie i skapnęła na podłogę...
- Jak długo jeszcze..? - rzucił sam do siebie w myślach.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
O jedną rzecz Fowler nie musiał się martwić. Ja go zapamiętam, na długo, jako tego, który myślał, że zdoła mnie pokonać lub wystraszyć... Jako tego, którego złamanie da mi największą satysfakcję...
Niestety, reakcje mężczyzny nie były dla mnie wystarczające. To było za mało. Syki? Jęki? Warki? Co to w ogóle miało być? Prychnęłam pod nosem, gdy zauważyłam krew wypływającą z jego ust. Widać, Trafiłam lepiej, niż planowałam. Dobrze. Niech wie, że ze mną nie ma żartów.
- Mówiłam, że możemy to załatwić miło. Nie chciałeś. Nigdy nie chcecie. - Stwierdziłam, z udawanym smutkiem, patrząc już wyprostowana na blondyna. - Teraz, spotka Cię za to kara. Ale pamiętaj, moja oferta jest cały czas aktualna. - Dodałam po chwili zdecydowanie zbyt radośnie jak na kogoś, kto miał już całe ręce i ubranie we krwi, jednocześnie uśmiechając się uroczo. O ile można powiedzieć, że potrafiłam cokolwiek zrobić uroczo...
Na chwilę nastała cisza. Grobowa cisza. Nawet mój ochroniarz nie ważył się głośniej oddychać. Musiałam przemyśleć swój następny ruch, by jak najlepiej przeciągnąć tą zabawę. W końcu... Nie chciałam go jeszcze wykańczać, prawda?
Przeszłam kilka kroków, w stronę mojej magicznej walizeczki. Kryła ona jeszcze wiele sekretów, które ten mutancik zdąży dziś poznać...
- The animals.... the animals... trapped, trapped, trapped... 'Till the cage is full...- Zaśpiewałam ponownie, jak zwykle przeciągając każde słowo. Gdyby Dale odważył się spojrzeć na to, co trzymam w dłoniach, mógłby zauważyć drobne, srebrne szpileczki. Szpileczki, które zaraz za mocno się z nim zaprzyjaźnią...
- To powiedz mi, kiedy ostatni raz zaliczyłeś porządny manicure, hm? - Wysiliłam się na żart, podchodząc bliżej tego robaka, a po chwili towarzyszył mi również Howard. Złapał jego dłonie od tyłu, prostując po kolei każdy z jego palców. Używał siły, jednak nie na tyle, by doprowadzić do złamań. W końcu... Przy złamaniu, ten pies już by nie czuł mojej kolejnej zabawy. A tego nie chciałam. Zbliżyłam pierwszą szpilkę do miejsca, gdzie jego opuszek stykał się z paznokciem i delikatnie ją wsunęłam pod jego płytkę, czekając na jakąkolwiek reakcję...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-19, 22:09
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Nie jestem do końca pewien, czy można powiedzieć, że nie musiał się martwić, bo akurat w tej chwili miał milion powodów do zmartwienia, a głównym była ona. Czy uda jej się go złamać? Być może. Może nie. Zależy jak wiele uwagi zamierza mu dzisiaj poświęcić, ponieważ jak już pewnie zdążyła zauważyć... Był dość twardą sztuką. Nie poddawał się tak łatwo, a to, co ostatnimi dniami połączyło go z Colleen tylko go utwierdzało w przekonaniu, że nie może jej nic powiedzieć. Posiadał kilka cennych informacji z różnych źródeł, ale... Zbyt wielu ludzi mu ufało, nie mógł ich zawieść. Nie potrafił tego zrobić, chociaż ta perspektywa była tak kusząca, gdyby wyjawił jej coś... Cokolwiek przydatnego być może ten horror by się skończył.
- Nie powiesz nic.. - rzucił sam do siebie w myślach i zacisnął mocno zęby.
Kara... Wzdrygnął się delikatnie na ten dźwięk, ale nie był pewien, czy kobieta to dostrzegła. Jeśli tak - to kiepsko, ponieważ mogła uznać to za oznakę tego, że naprawdę zaczyna się jej bać. Czy faktycznie tak było? Cóż... W pewnym sensie na pewno. Miała nad nim w tej chwili pełną kontrolę.
Podniósł na nią wzrok, by obserwować jej następne ruchy, ale nie patrzył jej już w oczy, nie potrafił tego zrobić, przynajmniej nie w tej chwili.
- Rób co chcesz... I tak nic Ci nie powiem.. - rzucił ledwie słyszalnie, po czym po raz kolejny zaniósł się kaszlem, a z jego ust wydobyły się kolejna strużka krwi. Ciekawe co mu się stało tam w środku... Nie miał pojęcia, wiedział tylko, że to cholernie bolało. Jak wszystko, co mu dzisiaj zrobiła.
Wszystkie jego mięśnie się zacisnęły, a jego ciało przeszył dreszcz, gdy po raz kolejny usłyszał tą piosenkę, po każdych kolejnych jej słowach przychodził do niego.. Ból. Wiedział to doskonale.
Przesunął wzrok na jej dłonie i zauważył co kobieta trzyma. Szpilki... To też już kiedyś przeżył i wiedział doskonale, że za chwilę będzie musiał podjąć ze sobą ogromną walkę, by nie zacząć sypać, ponieważ jego prześladowczyni sprawi mu niewyobrażalny ból.
Przymknął oczy, gdy poczuł delikatne ukłucie na opuszku palca.
Wrzasnął, gdy szpilka weszła pod szpilkę paznokcia, co prawda był to krótki krzyk, aczkolwiek całkowicie przepełniony bólem. Dysząc ciężko opuścił wzrok na jej buty, ponieważ nie potrafił jej teraz spojrzeć w oczy, nie chciał, by miała satysfakcję z tego, że powoli zaczyna odpuszczać, że w jego oczach nie ujrzy już tego samego błysku co na początku...
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Byłam zachwycona faktem, że ten nędzny mutant w końcu zrozumiał, że to ja dziś jestem Panią. Że jest całkowicie ode mnie zależny. Widziałam to. Nie chciał podnieść na mnie swego wzroku, bał się mnie, całkowicie chciał się już mi poddać, w najmniej przykry dla jego bliskich sposób... Właśnie dlatego uważałam, że każda więź jest zbędna. Cóż dobrego może przynieść jakakolwiek relacja? Trzeba wiedzieć, gdzie postawić granicę, tak, jak ja to zrobiłam. W końcu... No błagam. Zabiłam własnego męża. Czy ten robak myślał, że nie będę w stanie tego powtórzyć?
- Już Ci mówiłam, że nie musisz mówić. - Odparłam z dziwnym, niepokojącym uśmiechem, którego jak zwykle moja ofiara nie mogła zauważyć.
Jego reakcje zaczynały mnie cieszyć. Oh, jaką radość mi sprawiały. Te dreszcze, spowodowane tylko i wyłącznie moim głosem... Łamał się, właśnie po tym można to było zauważyć. Nawet jeśli nic mi nie powie, to ja dziś wygram. To ja wyjdę stąd dziś najedzona i spełniona...
Przygryzłam wargi, słysząc jego krzyk. Cóż to był za piękny dźwięk, rozchodzący się po hali...
- The cage... is full... - Kontynuowałam swą piosenkę, wbijając kolejne szpilki pod kolejne paznokcie Fowlera. Jeden, za drugim, kolejny za kolejnym... Aż wszystkie jego palce zalały się krwią, wprawiając jego dłonie w niesamowity ból. Oh, czyżby nawet zgięcie któregokolwiek stawu w dłoni zdawało się niemożliwe? Tak mi się wydawało...
Ten krzyk... Tak, krzycz więcej. Krzycz więcej. Właśnie na to czekałam. Z każdym jego piskiem, z każdym kolejnym wrzaskiem, ja się czułam coraz lepiej. Przepełniało mnie pożądanie na więcej. Oh, krzycz mój robaczku, daj mi satysfakcję! Tylko nie przestawaj, oh, nie przestawaj. Napełnij mą brudną duszę swym krzykiem!
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-20, 17:07
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Oj tak, chyba powoli zaczynał to rozumieć. Nie chciał się temu poddać, ale takie były fakty - dzisiejszy dzień należał do niej, a on mógł tylko tańczyć tak jak mu zagrała.
Na ogół był twardy, ale nawet wtedy, gdy porwali go kilka lat temu, gdy jeszcze był w wojsku miał jakieś możliwości. Oni nie wiedzieli o jego mocach, poza tym mimo tak wielu ran, które mu zadali byli po prostu śmieszni. Właściwie nie działali na jego psychikę, tylko i wyłącznie na ciało. Nie odczuwał strachu i był pewien tego, że wreszcie się wydostanie i wszystkich ich pozabija - co też uczynił. W tej chwili... Nie mógł być już pewien niczego. Ona wdzierała się nie tylko w jego ciało, powoli i sukcesywnie również niszczyła jego duszę zostawiając na niej cholernie głębokie blizny i mimo, że bawiła się z nim stosunkowo niedługo... Czuł jakby to trwało całą wieczność. Była sadystką. Widać było, że to wszystko sprawia jej ogromną przyjemność, dodatkowo wiedziała w które punkty uderzać - robiła to systematycznie, powoli, dokładnie. Każdy jej następny ruch był przemyślany, a wszystkie miały na celu zniszczyć całkowicie jego poczucie walki, odarcie go z człowieczeństwa, zrobienie z niego zwierzęcia... Jej zwierzęcia.
Czuł każdą ze szpilek niczym ogromne sztylety wbijające się w jego dłonie, mimo, że były tak małe sprawiały niewyobrażalny ból, nie do opisania. Cały czas wyrywał się, na zmianę zaciskał zęby, próbował uciec przed nią dłonią, sapał, jęczał, wyrwało mu się z ust też kilka pojedynczych krzyków. Przy tym wszystkim towarzyszyła mu ta cholerna piosenka, którą słyszał cały czas - nawet, gdy kobieta na chwilę przerywała swój śpiew. Ona również wbiła mu się już w głowę i prawdopodobnie zostanie tam na zawsze.
Na zmianę przechodziły przez niego fale zimna, oraz gorąca. Przez kilka sekund nawet miał wrażenie, że zaraz straci przytomność, nawet przyjął to z wdzięcznością, ale... Ukojenie nie przyszło. Czyżby to za jej sprawą? Nie pozwalała mu nawet na sekundę odpłynąć..? Co za... Co za potwór.
- Zabije... Zabije Cię... Zabije... - wyszeptał ledwo słyszalnie - raczej sam do siebie, niż do niej. Tylko ta myśl dawała mu siłę. Tylko słaba wizja jego siedzącego na jej ciele. I jego pięści, które uderzały w jej twarz raz po razie, aż uszło z niej życie... Dzięki temu jeszcze się trzymał.
Podniósł na nią na moment wzrok, cały zlany potem, oczy miał do połowy przymknięte. Klęczał przed nią jak pies i powoli tak się zaczynał czuć... Jeśli nie gorzej. Po chwili jednak głowa ponownie mu opadła i ponownie wbił wzrok w podłogę, w jej buty... Tak ciężko mu było na nią chociażby spojrzeć, ponieważ nie wiedział, czy to nie skończy się kolejną porcją bólu, chociaż w sumie... Czy to coś zmieni? Ona raczej nie zamierzała za szybko z nim skończyć.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Dobrze robaczku, dobrze. Szybko się uczysz...
To ja ustalałam zasady gry. To ja byłam reżyserem w tym chorym teatrze. To ode mnie zależało, co zrobi ten marny aktorzyna. To był jego debiut, w spektaklu przelanym bólem. A owacjami dla mojej osoby był każdy kolejny wydzierający się wrzask z jego gardła...
Puściłam jego ostatni palec, uważnie obserwując niewielką kropelkę spływającą po jego skórze... Ta szkarłatna barwa wprawiała mnie w tak dobry nastrój... Jakby się nad tym zastanowić... Może kolejne buty powinnam kupić właśnie o takiej barwie?
Nie czas jednak, by nad tym rozmyślać. Moja piosenka trwała, gdy Howard puścił tego nędznego psa, dając mu się zaznajomić ze swymi nowymi... "implantami".
- Remember all their faces... Remember all their voices... - Śpiewałam, gdy odchodziłam od niego kilka kroków, wciąż będąc zwrócona twarzą do niego. Nie chciałam popełnić tego samego błędu co wcześniej. Nie mogłam dać mu tej satysfakcji, że znowu będzie mógł mnie opluć. Nie mógł. Bo za to, następnym razem, wyrwę mu język...
Wiedziałam, za które sznurki pociągnąć, by me marionetki tańczyły, jak im zagram. Utrata świadomości nie wchodziła tu w grę, nie teraz.
- Pamiętaj psie. Ode mnie, nigdy się nie uwolnisz. Będę Cię nawiedzać nawet w snach, nawet po mojej własnej śmierci... Wciąż będziesz czuł moje dłonie, mój oddech, moje ostrze... Nie dam spokoju Tobie, ani nikomu, kto dla Ciebie cokolwiek znaczy... Twoi ukochani... Twoja ukochana... Wszyscy mnie poznają. Wszyscy razem będziecie tkwić w moim prywatnym piekle... - Wycedziłam przez zęby z niezwykłą powagą na twarzy. Tak, blefowałam. W końcu nie wiedziałam, kim była kobieta, z którą widział się w barze. Może serio była małą kurwą. Jednak w tym momencie jego logiczne myślenie powinno być nieco otępiałe. Może właśnie teraz mi się zdradzi? Moje słowa były przepełnione pewnością siebie i nienawiścią. Moja misja się jeszcze nie kończyła...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-20, 22:39
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Czy faktycznie tak szybko się uczył? Gdyby był tak pojętnym uczniem jak sądzisz, to prawdopodobnie już jakiś czas temu zrozumiałby, że nie ma najmniejszego sensu udawać odważnego. Gdyby był pierdolonym prymusem w tej szkole już od dawna wiedziałby, że nie należy się wychylać. Zrozumiałby wszelkie zasady, a na chwilę obecną... Jego 'debiut' - jak pięknie to nazwałaś - nie był najlepszy. Zdecydowanie nie dla niego.
Każdy pieprzony wrzask, który wydobywał się z jego gardła był tylko potwierdzeniem tego, że od jakiegoś czasu należał do niej. Udawał - faktycznie, udawał, że jest jeszcze twardy. Może jakaś jego część faktycznie nie zależała od niej, ale większość.. Cóż, większość już zdobyła.
W jego ciało wchodziły następne szpilki, każda z nich była kolejnym krokiem do zdobycia jego duszy, jego posłuszeństwa i kurwa... Niestety to działało. Od dłuższego czasu zastanawiał się skąd ona wiedziała jak zniszczyć jego duszę... Ciało? Każdy potrafił zniszczyć ciało, ale załamanie ducha nie było prostą sprawą, a ta kobieta doskonale wiedziała jak to zrobić. Od początku zdawała sobie sprawę z tego kim jest - w jakie punkty uderzyć, jak odebrać mu wolę, tylko... Tylko kurwa skąd? Skąd ta kompletnie nieznajoma mu osoba wiedziała jak złamać jego ducha? Wolę walki? Nie potrafił tego zrozumieć, ale z każdym następnym palcem przestawał o tym myśleć. Myślał tylko o ucieczce, która wydawała się tak odległa...
- Psie.. - powtórzył w swoich myślach. Od samego początku tak właśnie go nazywała. Jeszcze chwila i zacznie myśleć o sobie własnie w ten sposób - zostanie pierdolonym psem, jej psem... Kurwa, do czego ona go doprowadzała?
Jej następne słowa... Wysłuchał ich - oczywiście nie przerywając - jakby śmiał?
Mimo wszystko, gdy skończyła mówić... Zupełnie jakby wrócił dawny Dale. Spróbował poruszyć palcami... Z jego ust wyrwał się krótki krzyk, gdy tylko jakakolwiek próba ruchu nimi spełzła na niczym. Mimo wszystko.. Po raz kolejny podniósł na nią wzrok i.. Zaśmiał się. Tak, dokładnie tak - patrzył jej prosto w oczy i śmiał się. Śmiał się jak jakiś pieprzony wariat, jakby stracił wszelkie zmysły.
- Moi ukochani? Ukochana? - spytał, po czym po raz kolejny się zaśmiał. Kompletnie zignorował kolejną strużkę krwi, która płynęła po jego brodzie.
Po chwili jego śmiech stał się znacznie głośniejszy, przez cały czas to wszystko brzmiało jak ostatnie wołanie pacjenta szpitala psychiatrycznego, osoby, która nie miała już kompletnie nic do stracenia.
- Jak się poczujesz, jeśli Ci powiem, że nikt na mnie nie czeka? Jestem sam. Nie mam nikogo. Nikt nie będzie za mną płakał, nikt nie przejmie się moją śmiercią... Nie opowiem o Tobie nikomu, ponieważ nie znam takiego słowa jak 'rodzina', czy 'przyjaciele'. Pozostaniesz tylko nic nie wartym wspomnieniem w mojej głowie... - po tych słowach po raz kolejny szarpnął więzami, które go krępowały - wygiął ciało w jej kierunku i warknął jak jakieś zwierzę. Gdyby tylko jego zęby ją w tej chwili dosięgnęły... Prawdopodobnie nie miałby nic przeciwko zostaniu kanibalem. Dokładnie tak - w tej chwili po prostu by ją zjadł.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Byłam mistrzynią w swoim fachu. Nie musiałam znać człowieka, by móc z niego czytać jak z otwartej księgi. Ludzie popełniali błędy, wiele błędów. A ja potrafiłam je odczytać.
Tak też wydawało mi się w tym wypadku. Wydawało mi się, że wiem, jak złamać w nim ducha, jak okroić go z człowieczeństwa, jak zrobić z niego idealną zabawkę. Do tej pory tańczył idealnie pod moją melodię, dając mi satysfakcję i ukojenie dla mych żądzy. Tak bardzo mi się podobał, tak bardzo pieścił moje zmysły... Do czasu, aż zareagował śmiechem, na moje słowa.
Kurwa.
Czy mógł być tak dobry, żeby dalej ukrywać wszelkie swoje związki? Nawet po tym? Normalnie ucieszyłabym się na wszelkie oznaki szaleństwa u mych ofiar, w tym wypadku jednak... Nie zadowalało mnie to. Nie dałam tego jednak po sobie poznać. Utrzymywałam swoją neutralną, pokerową minę, do złej gry.
- Może Ci się tak wydawać. Ciekawe jednak, jak zareagują, na odnalezienie Twoich kończyn? Twojej krwi? Chciałbyś się przekonać? - Zapytałam najzupełniej spokojnie, jakbym powtarzała to któryś raz z rzędu. W sumie... Chyba nawet chciałam poruszyć ten jeden, cios poniżej pasa...
Howard widział mój ruch, więc sam też szybko przesunął się z powrotem w bliską okolicę mężczyzny, gdy ja ponownie kucnęłam, zdecydowanie za blisko niego. Tym razem nie obawiałam się jego wydzielin, mimo, że mógłby mnie bez problemu ponownie opluć.
Nie miałam skrupułów. Nigdy ich nie miałam.
- Jak myślisz, Twoja dziwka ucieszy się, widząc to na swojej wycieraczce? - Wycedziłam przez zęby, łapiąc go za krocze. Mój chwyt był pewny i silny i zdecydowanie nie należał do tych przyjemnych... Nie muszę chyba wspominać, że nawet spodnie nie stanowiły dla mnie problemu, by móc mu zrobić krzywdę? Jak to dobrze, że tatuś nauczył mnie samoobrony... To miała być dla mnie ochrona przed gwałtem. A ja... Wykorzystywałam to, do zdecydowanie innych celów...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-22, 21:20
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Tu akurat Dale mógłby przyznać rację - z pewnością kobieta nie robiła tego pierwszy raz, ludzka psychika nie stanowiła dla niej jakiejś wielkiej tajemnicy - wyglądało na to, że potrafiła łamać dusze. Nieźle jej szło wdzieranie się w głąb jego umysłu, chociaż pozornie zadawała mu tylko pytania i... Śpiewała. No właśnie, ten cholerny śpiew, już wiedział, że jest związany z bólem. To coś jak odruch Pawłowa...
Ale... No właśnie - zawsze jest jakieś ale. Spytałaś, czy może być na tyle dobry, by ukrywać swoje związki? Otóż może. W specjalnej jednostce do której należał kładli duży nacisk na to, by wszelkie informacje nie zostały ujawnione - nawet w przypadku pojmania jednego z członków oddziału. Uczyli jak zatajać pewne rzeczy, jak ukrywać je głęboko w swojej głowie i nie mówić o nich nawet w skrajnych sytuacjach. Co prawda uczyli tego w dość brutalny sposób, ale... Działało. Wiedział, że nie mógł jej zdradzić pewnych rzeczy, nawet tego kim jest dla niego Sam, oraz tego, że kilka dni wcześniej zawarł nieco bliższe znajomości z szefową Bractwa. Nie powinna również wiedzieć, że właśnie do tej - jak oni to nazywali - organizacji terrorystycznej zmierzał...
- Już Ci powidziałem... Nie zareagują, bo nie ma kto zareagować. Cała moja rodzina, przyjaciele... Nie żyją. Nikogo nie zaboli to, że mnie zabrakło... Jeśli chciałaś sprawić ból więcej niż jednej osobie... Źle wybrałaś... - powiedział słabo, jego spojrzenie było wbite cały czas w podłogę, broda pozostawała oparta o klatkę piersiową, a oczy non - stop były do połowy przymknięte. Był... Zmęczony. Tak cholernie zmęczony tym wszystkim, ten nieustający pulsujący ból go wykańczał. Każda próba poruszenia dłonią kończyła się kolejną salwą cierpienia. Cały czas czuł ranę na plecach, a z jego ust raz na jakiś czas wydobywało się kilka kropel krwi.
Vera kucnęła tuż przy nim, a on delikatnie uniósł głowę, by mógł na nią spojrzeć.
Jego ciało drżało, a on sam dyszał ciężko.
- To byłaby... niezła niespodzianka... Nie wiem, czy się ucieszy. Nie znam jej, mówiłem... - powiedział cicho i spróbował się uśmiechnąć, by wyjść na jeszcze bardziej pewnego, ale nie potrafił. Wyszło z tego raczej coś na kształt krzywego grymasu - spowodowanego oczywiście tym cholernym bólem. Nie powiem - utrata przyrodzenia średnio mu odpowiadała, ale... Już dawno przestał mieć na cokolwiek wpływ. Mógł mieć tylko nadzieję na to, że kobieta jednak odpuści sobie tą niewątpliwą przyjemność.
- Lepiej... Lepiej mnie zabij, bo jeśli tego nie zrobisz... Role się kiedyś odmienią. Znajdę Cię... Umiem szukać. I podobnie... Podobnie jak Ty - umiem krzywdzić. - wyrzucił z siebie jeszcze te parę zdań, a potem ponownie opuścił głowę - nie miał siły jej trzymać zbyt długo podniesionej. Czekał na to, co będzie dalej, mógł się szarpać, próbować ją uderzyć, opluć, ale... Nie chciał tego robić. Już i tak wystarczająco ją prowokował...
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Oh, cóż za wyjątkowa zabawka mi się trafiła. Tak doskonała, odporna, waleczna... Wytrzymała, na każdy mój ruch, na każdą mą zachciankę... Po prostu doskonała, w swej niedoskonałości. Bo przecież... Nie mogłam zapomnieć, że jest mutantem, nędznym robakiem chodzącym w tym smutnym padole, zwanym życiem.
Coś jednak jeszcze było w nim zepsute. Czy serio to była aż tak smutna istota, by nie mieć żadnych bliższych relacji? Nie, musiał kłamać. Człowiek jest istotą stadną i nawet najwięksi skurwiele potrzebowali kiedyś do kogoś gębę otworzyć. Byłam tego najlepszym przykładem. Nawet ja - kobieta bez duszy, o dyskusyjnej moralności, spędzałam czas wśród ludzi. Co prawda... Na uroczystych przyjęciach czy spotkaniach biznesowych, no ale jednak!
- Zdziwiłbyś się. Ludzie to bardzo pocieszne istotki. Boją się nawet wtedy, gdy do ich skrzynki trafi całkiem obcy palec. Możesz mi się przysłużyć do wielu zabaw. - Odparłam, wciąż z obojętną miną, a jednak mój głos był dziwnie radosny - niczym u pięciolatki, która właśnie wymyśliła najlepszy scenariusz do zabawy w "dom".
- Howard... - Mruknęłam po chwili, wyciągając jedną ze swych dłoni ku memu ochroniarzowi, wciąż nie puszczając krocza Fowlera. W moich palcach ponownie pojawiło się ostrze - to samo, które jeszcze kilka chwil temu cięło jego plecy, wprawiając mnie w istną ekstazę. Oh, krew, krzyk, płacz i pot... To wszystko układało się w idealną pieśń pieszczącą moją duszę. Tak niewiele mi trzeba było do szczęścia, tak wiele potrafiła mi dać tylko jedna osoba...
- Remember their faces... - Powtórzyłam krótki wers swej piosenki, gdy wzięłam zamach i... Uderzyłam nożem w nogę mężczyzny. Ostrze przebiło się przez jego spodnie i skórę, wtapiając między mięśnie. Uważałam jednak, by nie trafić go w kość, bo to mogłoby spowodować już zbyt wielki ból. A ja... Przecież chciałam, by ta mała gnida żyła i napawała mnie radością.
- Oj... Ty naprawdę jeszcze się nie domyśliłeś, że ja wcale nie chcę Cię zabijać? - Zapytałam, wyraźnie rozbawiona, z mego gardła wyrwał się krótki, acz niepojący śmiech. - Ty naprawdę myślisz, że mi zależy na informacjach albo śmierci?! Po tym, co mi pokazałeś, nie zamierzam Cię zabijać jeszcze przez długi czas, robaczku. - Rzekłam wręcz pieszczotliwie, wstając z kucek i wyciągając powoli ostrze z jego uda. Obeszłam blondyna, ponownie roznosząc stukot mych obcasów po hali. - A to, dla równowagi... - Dodałam po chwili, gdy mój dryblas złapał Dale'a pod pachami, lekko go podnosząc i ukazując mi jego łydki. Podciągnęłam jedną z jego nogawek - tą, w nodze, której do tej pory nie ruszyłam, i wykonałam proste, lecz dość głębokie cięcie na wysokości ścięgna Achillesa. - Dzięki temu, już mi nie uciekniesz, psie... - Stwierdziłam, zdecydowanie zbyt pewnie, przygryzając swe wargi, w oczekiwaniu na kolejne nuty wypływające z płuc tego byłego żołnierza. Ach, jak bardzo byłam ich głodna!
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-22, 22:42
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Nie nazwałbym go raczej osobą wyjątkową, a raczej... Doświadczoną przez życie. To te wszystkie przeżycia zmieniły go w taką, a nie inną osobę. Wiedział dobrze, czym jest ból - nie był na niego odporny, ale tak dobrze go znał... Każda blizna na jego ciele była osobną historią, a Vera teraz pisała na nim kolejną opowieść. Kolejne doświadczenie, jeden koszmar więcej... O ile uda mu się wyjść z tego cało. To, co robiła mu Pani Neumann... To było coś innego, niż tortury, których już doświadczył. Ludzie, którzy dorwali go wcześniej potrzebowali informacji. Nie znali tak dobrze ludzkiej psychiki, potrafili tylko zadawać ból. Pewnie - tamto również było straszne, ale... Nie niszczyli mu głowy tak jak ona teraz, poza tym wtedy dysponował swoją mocą. Mógł podnieść poziom adrenaliny, mógł zmniejszyć trochę swój ból, a przede wszystkim - uciec. W tej chwili? Nie widział takiej możliwości. Jedyną opcją była pomyłka tego całego Howarda, ponieważ już nie liczył na to, że to ona się potknie. Była w tym zbyt dobra. Tak cholernie dobra w tym swoim okrucieństwie... Jak można być takim potworem? Dale zawsze uważał siebie za taką osobę. Mordował z zimną krwią, pozostawał niewzruszony, gdy następne trupy padały u jego stóp, skrzywdził tak wiele osób, robił to również dla pieniędzy, ale to, co ona robiła mu teraz... Potrafiłby wyciągnąć od kogoś informacje, ale nie tak. Nie sprawiłoby mu to takiej przyjemności... On był maszyną do zabijania, ale ona była zwykłym potworem.
- Możesz mi się przysłużyć do wielu zabaw... Zabaw.. - powtórzył w głowie jej słowa czując, jak przechodzi przez niego kolejna fala zimna. Nie miał pojęcia co jeszcze wymyśli jego oprawczyni, ale wiedział, że mu się to nie spodoba. Miała dość wyrafinowane pomysły jak do tej pory i szczerze mówiąc nie bardzo miał ochotę na dalsze 'zabawy'...
Palce kobiety pozostawały zaciśnięte na jego kroczu, a jego oddech nieco przyśpieszył. No kurwa, on naprawdę nie chciał tracić swoich jaj! Mimo wszystko... Z każdą następną minutą godził się z tym wszystkim, ze swoją rolą - jej zabawki. Jego wola walki... Mimo, że nadal istniała i jak widać - czasami się w nim budziła - z każdą chwilą była coraz mniejsza.
Vera po raz kolejny zaśpiewała, a w tym momencie on zacisnął zęby czekając na kolejną falę bólu. To było chyba najgorsze - to pierdolone czekanie, gdy nie wiedział za ile czasu i co go spotka. Mógł tylko się modlić o siłę. Jeśli istnieje ktoś tam na górze - niech da mu siłę, by to wytrzymać.
Poczuł ostry ból w udzie, gdy ostrze weszło w jego skórę jak w masło. Z jego gardła wydarł się ryk, brzmiał zupełnie jak jakieś zwierzę. Poczuł się słabo, jego oddech znacznie przyśpieszył. Zacisnął mocno zęby, dobrze, że udało mu się nie odgryźć jeszcze własnego języka.
Potwór w ludzkiej skórze przemówił do niego po raz kolejny, a on ponownie podniósł głowę do góry, by na nią spojrzeć.
- Skończ to... - powiedział otwierając jedno oko, drugiego po prostu nie miał siły otworzyć. Czy naprawdę już tego chciał? Nie był pewien, ale wiedział, że opuszczają go wszelkie siły, naprawdę miał już dość. Syknął przez zaciśnięte kły, gdy wyciągnęła ostrze z jego nogi. Po brodzie pociekła mu strużka siły pomieszana z krwią, a z twarzy cały czas na podłogę padały krople potu.
- Po prostu mnie zabij.. - dodał po chwili, ale dziewczyna po chwili znalazła się za nim. Został podniesiony do góry, co przyprawiło go o kolejne fale bólu, ponieważ jego dłonie się poruszyły, dotknęły rury nad jego głową. To jednak był pikuś w porównaniu z tym, co nastąpiło po chwili.
Poczuł, jak podnosi mu do góry nogawkę, a następnie cięcie. Krótkie, ale cholernie bolesne.
-Zabij mnie... Zabij. - wyszeptał zamykając oczy. Ostatnie, co zapamiętał to to, jak nazwała go po raz kolejny psem... Kim właściwie był? Sobą? A może faktycznie był nic nie wartym psem? Sam już nie wiedział... Poczuł, jak powoli osuwa się w ciemność i przyjął to z cholerną ulgą. Stracił przytomność... A może umarł? Nie ważne. Tak, czy inaczej ból zniknął.. Szkoda tylko, że już nigdy nie zobaczy się z Colleen.
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Oh, jak bardzo napawałam się jego płaczem, krzykiem i wołaniem o zakończenie żywota. Tak robaczku, kiedyś na pewno będzie Cię to czekać. Ale jeszcze nie teraz, nie teraz...
Teraz byłeś moją najcenniejszą zabawką, jedyną w swoim rodzaju. Za bardzo zależało mi na dalszej zabawie, by móc spełnić Twoją prośbę - choć gdybyś był inny, może i byłabym bardziej przychylna. Byłeś jednak zbyt wyjątkowy, Twa skóra nosiła zbyt wiele znamion a umysł wciąż się trzymał w gotowości, mimo, że pewnie już majaczyłeś.
Uwielbiałam ten stan, gdy udawało mi się doprowadzić te nędzne robaki do szaleństwa. Gdy tracili zmysły, nadzieję, wiarę... Moja misja trwała, a ja wciąż odnajdywałam radość w jej spełnianiu. Czy mogło być coś piękniejszego?
Czerpałam tak wielką satysfakcję z każdego kolejnego wrzasku, że chyba się zapomniałam. Kurwa, jak mogłam na to pozwolić? Dlaczego, dlaczego teraz, moja aktorzyno? Czemu przerywasz ten spektakl w momencie, gdy tak niewiele brakowało mi do spełnienia?
Opadła mu twarz. Kurwa... Opadła... Mu... Twarz...
Uderzyłam go otwartą dłonią po policzku. Coś burknął, czyli wciąż żył. Tylko stracił świadomość. Syknęłam z niezadowolenia, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że moja zabawa na dziś się kończyła. W sumie... I tak już była noc, więc nie powinnam mu mieć tego za złe. Upewniłam się, że liny przy jego rękach wciąż są tak samo mocno związane, a Howardowi nakazałam wstrzyknięcie mu dodatkowej porcji mutazyny.
Śpij robaczku, śpij póki możesz... Jutro nasza zabawa rozpocznie się na nowo....
Wraz z mym ochroniarzem, opuściłam ten przybytek z zamiarem powrócenia tu wraz ze świtem...
People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..
Kontrola przepływu adrenaliny
92%
Najemnik
name:
Dale Fowler
alias:
~Archer
age:
29
height / weight:
188/96
Wysłany: 2018-02-23, 00:19
Talon na Aarona i balon
2 Lata Giftedów!
Nareszcie. Nareszcie nadszedł tak upragniony przez niego moment - chwila wytchnienia. Był nieprzytomny - nie wiedział przez ile czasu, wiedział, że nie jest w realnym świecie. Pech chciał, że nawet będąc w stanie zawieszenia pomiędzy snem, a rzeczywistością widział okropne rzeczy. Nękały go koszmarne wizje, w których inni go krzywdzili, co aktualnie pokrywało się z rzeczywistością.
Minęło pewnie kilka godzin, nie wiedział dokładnie ile. Otworzył oczy, a pierwsze co w niego uderzyło to oczywiście kolejna fala bólu - chociaż lekko już przytępiona. Próbował ocenić sytuację, ale był strasznie przytępiony, na początku musiał przypomnieć sobie gdzie właściwie jest i z jakiego powodu się tutaj znalazł. Gdy wreszcie to do niego doszło odkrył - w sumie z lekkim zaskoczeniem - że jest tutaj sam. Czyżby to była jego szansa?
Spróbował się poruszyć, nie spodziewał się tylko, że zastałe kończyny przyniosą kolejną falę cierpienia - był przywiązany od wielu godzin w niewygodnej pozycji, niestety tak to działało. Desperacko zaczął wierzgać nogami i w miarę możliwości poruszać rękoma - by pobudzić krążenie. Po kilku długich minutach zaczął powoli odzyskiwać jako taką sprawność. Czuł zakrzepniętą krew na nogach, na plecach, nawet na brodzie.
Mimo wszystko... Może popełnili jakiś drobny błąd? Spojrzał w górę, więzy wydawały się mocne, ale może tylko takie się wydawały? Następnych kilka minut spędził na próbach oswobodzenia dłoni, ale okazało się to niemożliwe...
Jego nogi... Nie były do końca sprawne, nie było szans, by wstał. Pozostał na kolanach. Był też za bardzo zmęczony, by spróbować się podciągnąć i pomóc sobie w jakikolwiek sposób zębami...
- Nie... Nie uwolnię się... - rzucił sam do siebie i gdy powiedział to na głos zdał sobie sprawę z tego jak bardzo ma przejebane. Ona tutaj wróci. Nie wiedział za ile, ale był tego pewien. Wróci, by dokończyć swoje dzieło. Nie skończyła jeszcze z nim zabawy, wiedział o tym...
Nie pozostało mu nic innego, jak tylko na nią czekać. Czekać na osobę, która aktualnie była jego Panią. To ona decydowała o wszystkim co z nim związane, decydowała kiedy będzie krzyczał, a kiedy nie, miała całkowitą władzę nad jego bólem - a to było bardzo niebezpieczne narzędzie...
Przez resztę nocy na zmianę - odpływał i budził się, a niezależnie od tego, czy śnił, czy był w świecie realnym - nękały go koszmary. W pewnym momencie chyba już nawet nie był pewien tego, czy aktualnie śpi, czy jest przytomny. Ta granica bardzo szybko się zacierała..
_________________
<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus
Sen w nocy tak bardzo nie chciał do mnie przyjść. Podniecenie i ekscytacja spowodowane moją wcześniejszą zabawą było zbyt wielkie. Zbyt wielkie... Z niecierpliwością więc czekałam ranka, by móc wrócić do mej ukochanej zabaweczki, by móc się oddać swym żądzom, by móc się w końcu spełnić...
Już od wielu godzin mężczyźnie towarzyszyła głucha cisza. To też mogła być tortura sama w sobie, tym bardziej, gdy pomyśleć o tym, że mój robaczek nie mógł się ruszyć. Był oddany tylko mnie. Tylko ja miałam prawo decydować, co się następnie z nim stanie. To ja dziś byłam panią życia i śmierci...
Stukot moich obcasów ponownie rozległ się po hali, gdy wraz z Howardem do niej wkraczałam, z nową energią, ekscytacją i... Pomysłami.
Mój ochroniarz poznał mój plan, gdy byliśmy w drodze, dlatego też bez zbędnego marnowania czasu, przyprowadził do hali jakieś stare krzesło, które stało na zewnątrz. Było stabilne i miało oparcia - zarówno na plecy jak i pod ręce. Było wręcz zbyt idealne....
Howard podciągnął blondyna przy tych rurach, a ja szybkim ruchem podsunęłam pod niego krzesło, zapewne powodując kolejną porcję bólu, gdy to tylko dotknęło jego nogi. Po chwili odcięłam linę trzymającą ręce Fowlera w górze, a mój partner sprawnie przycisnął jego dłonie do obu oparć. Och, nawet to musiało dać ukojenie mej duszy, gdyż każdy ruch musiał mu sprawiać przeogromne cierpienie...
Na nieszczęście dla Dale, mam wspólnik nie był tak... Subtelny, jak ja, więc za pomocą siły przywarł jego dłonie do bocznych oparć, gdy ja przywiązywałam do nich jego nadgarstki. Całość mogła trwać dosłownie kilka minut, podczas których nie wydusiłam z siebie nawet jednego słowa...
Wiedziałam jednak, że moje zabawki też mają pewne potrzeby, które mogą skutecznie przedłużyć moją zabawę. Ze swojej walizki wyciągnęłam więc tym razem nie kolejne narzędzie przynoszące ból, a... Butelkę z wodą. Odkręciłam ją i podchodząc do Fowlera, chciałam go napoić. Przechyliłam butelkę przy jego ustach, bez słowa. Jeśli pił - na zdrowie, jeśli nie - nie mój problem. W najgorszym wypadku będzie miał mokre spodnie...
Nie ma jednak tyle dobrego. Uśmiechnęłam się, gdy zabierałam plastik sprzed jego ust. On jeszcze nie wiedział, co go czeka...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum