Poprzedni temat «» Następny temat
Fontanna
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-21, 20:38   Fontanna



[Profil]
 
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-20, 14:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


#1

Przez jaskrawożółtą słomkę pociągnęła łyk dietetycznej coli, jednocześnie nie spuszczając bystro przymrużonych oczu z sylwetki siedzącego tuż przy fontannie ciemnowłosego dziecka. W pewnym sensie obawiała się, że nawet chwila nieuwagi sprawi, że zacznie kompletnie inaczej postrzegać otaczający ją świat, a kartka papieru, która teraz leżała na jej kolanach ostatecznie nada się jedynie do wyrzucenia. Z tego też powodu instynktownie, wręcz po omacku odłożyła puszkę z napojem na bok, by wreszcie ponownie chwycić za ołówek i zacząć kreślić kolejne linie na zaczynającej już przypominać oddawaną rzeczywistość stronie. W pewnym sensie tego typu zajęcia już dawno zaczynały zamieniać się w rutynę, a rysowanie nieznajomych ludzi przynosiło swego rodzaju ukojenie. Od przyjazdu do Olympii, to ta z pozoru tak prosta, wręcz prymitywna czynność najbardziej przypominała jej o człowieczeństwie. W tym momencie, gdy koniuszkiem języka zlizywała z zębów powstały po zażyciu coca-coli osad cukru – znowu była sobą.
Nie była sanitariuszką z dziwnymi zdolnościami, nie była też cholerną ćpunką pogrążoną w żałobie po zmarłym chłopaku i zdecydowanie nie była nikim, za kogo uważali ją znajomi. W pewnym sensie brak jakiejkolwiek tożsamości, bycie randomową dziewczyną siedzącą po turecku na ławce w parku i kreślącą w zeszycie coś o czym nikt inny miał się nigdy nie dowiedzieć… najbardziej jej przypominał o tym, kim tak naprawdę była.
Matilde przycisnęła mocniej ołówek do papieru, jednocześnie dbając o odpowiedni kąt między kartką a rysikiem, tym samym – poprzez cieniowanie – nadając rysunkowi zdecydowanie więcej realizmu. Nie była do końca pewna czy oddawanie się swojej pasji, czy raczej skutecznie podniesiony poziom cukru w organizmie, sprawiły, że poczuła coś na kształt szczęścia. Choć zdecydowanie daleko jej było do odczuwanie tak pozytywnych emocji, to jednak nie mogła dłużej ukrywać przed samą sobą faktu, że kąciki pomalowanych na czerwono ust podniosły się niemrawo do góry. I gdy tak promienie słoneczne zaczęły padać na jej pracę, Matilde była naprawdę zadowolona. Po niespełna dziesięciu miesiącach walki – wreszcie zaczynała opanowywać malowanie w skórzanych rękawiczkach, a ołówek nie wyślizgiwał się już tak często z jej rąk.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-20, 20:44   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


/kiedyś po 14.02

Kiedy Will dowiedział się że w Bractwie znajduje się mutantka, która potrafi leczyć za pomocą mocy nie mógł w to uwierzyć. To wydawało się tak prostym rozwiązaniem, tak mało złożonym, wymagającym tak mało wysiłku i poświęcenia, że nijak nie pasowało do reszty życia Hoppera. Bardziej przypominało dzieło jakiegoś leniwego scenarzysty niż szarą rzeczywistość.
A jednak, jakimś cudem to się działo. Istniała taka mutantka, żywe rozwiązanie jego problemów, i nazywała się Matilde Wallace. Oczywiście, Will sprawdził wszystko co mógł na jej temat, a jako Mózg w Bractwie i haker ze sporym doświadczeniem nie miał z tym zbyt wielu problemów. Była z dobrego domu, ale wszystko zaczęło się sypać jedenaście lat temu, kiedy miała szesnaście lat. Nigdy nie poszła do collegu, obwiniała się o śmierć swojego chłopaka... Jakoś brzmiało to dziwnie znajomo. Rzecz w tym, że Wallace miała problem z narkotykami, a jej facet - Aaron - po prostu przedawkował. Żadnych pościgów, ucieczek, zmian tożsamości ani scen rodem z Ojca chrzestnego. A Elvira nie przedawkowała, tylko została zamordowana, a przynajmniej Will chciał w to wierzyć. Nie chciał myśleć jakim byłby człowiekiem, gdyby jednak jakimś cudem przeżyła a on zostawiłby ją na pastwę losu.
Hopper dowiedział się też paru innych rzeczy o Matilde, tym razem nie podsuwających mu argumentu każdego szanującego się złoczyńcy Jesteśmy tacy sami. Dziewczyna nie potrafiła korzystać z pełni swojej mocy i na pewno nie wyleczy Hoppera pstryknięciem palców. Cóż, miała szanse odsunąć w czasie jego śmierć, może nawet powstrzymać te cięższe migreny, więc to było warte ryzyka. Właśnie, ryzyka.
Bo jak inaczej nazwać to, że musiał się przed nią przyznać, że umiera? Bractwo, Colleen, Fisher, ciągle nie mieli o tym pojęcia. Nie chciał być tym desperatem, nie chciał zostać odsunięty, nie chciał żeby inni patrzyli na niego ze współczuciem i przede wszystkim, nie chciał tego przyznawać na głos. William Hopper, największy umysł tego świata, właśnie umierał nie osiągnąwszy w życiu czegokolwiek i nie był w stanie znaleźć dla siebie ratunku, który nie zakładałby współpracy z DOGS. Nie skończył nawet liceum.
Denerwował się tą rozmową; z jednej strony chciał ją mieć już za sobą, a z drugiej odkładał ją w czasie. Dosłownie zależało od niej jego życie, a on nie był mistrzem relacji międzyludzkich. Wallace wcale nie musiała się zgadzać, mogła mu po prostu odmówić. Minęło kilka dni, zanim w końcu zdecydował się coś zrobić, pewnie głównie dlatego, że Matilde wyszła z Bractwa, a Will jednak wolałby przeprowadzić tę rozmowę jak najdalej od wszystkich wścibskich uszu. Pojechał więc za nią, już lata temu nauczył się jak to robić, żeby nie rzucać się w oczy. A teraz siedziała po turecku i coś rysowała, sprawiała wrażenie, że miała całkiem niezły humor. Cóż, pora go jej zepsuć.
- Matilde Wallace? - spytał dosiadając się. Właściwie to pytanie było absurdalnie zbędne, skoro obydwoje wiedzieli że tak się właśnie nazywa. - Spokojnie, należymy do tej samej organizacji - dodał, celowo nie używając nazwy Bractwo. Lepiej publicznie nie przyznawać się do bycia członkiem organizacji terrorystycznej, ale też lepiej od razu dać jej do zrozumienia, że nie jest agentem DOGS pod przykrywką - zwłaszcza że jego cholerne ciemne okulary mogły się wydać nieco podejrzane w środku zimy. Uroki wiecznego światłowstrętu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-20, 21:19   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Nigdy w życiu nie przyszłoby jej nawet do głowy, że mogła być przez kogoś śledzona. Oczywiście, Cassandra dość często upominała ją, że powinna bardziej uważać i być ostrożna, ale przecież w porównaniu do swojej przyjaciółki – Tilda nie była tak rozchwytywana. Wychodziła raczej z założenia, że im normalniejsze i spokojniejsze życie prowadziła, tym bardziej oddalała od siebie jakiekolwiek zagrożenie. Wystarczyło przecież tylko spojrzeć na jej mizerną buźkę, by przestać ją o cokolwiek podejrzewać. Niby jak osoba, która w lepszych dniach wyglądała jak swój własny cień, a w tych gorszych – cóż, lepiej nie wspominać – miała budzić jakiekolwiek zainteresowanie? To dlatego każdy wolny czas spędzała wśród normalnych ludzi.
Dlatego jak dużym zaskoczeniem było dla niej usłyszenie własnego imienia i poczucie uginającej się pod czyimś ciężarem ławki. Brwi Matildy niemal od razu się zmarszczyły, w pewnym sensie niemal się ze sobą stykając, natomiast dłoń z ołówkiem zawisnęła w bezruchu. Wallace nie miała nawet zielonego pojęcia, kiedy kąciki jej ust ponownie opadły, a w oczach pojawiły się niebezpieczne ogniki. I wbrew pozorom – najbardziej ze wszystkiego na świecie była zła, że ją rozproszono. Rysunek, który malowała jeszcze nie był skończony i zdecydowanie daleko mu było do tego, co chciała uzyskać. Nie miała już przecież drugi raz uzyskać tej samej perspektywy z jakiej postrzegała, kręcącego się przy fontannie chłopca.
– A kim do cholery jesteś TY? – wyrzuciła z siebie, kładąc dość spory nacisk na wiadome słowo. Nie miała zamiaru ukrywać faktu, że nie była zadowolona z tego spotkania. Sprawy z Bractwem i innym nadnaturalnym bagnem miała zamiar zostawiać w organizacji. Wallace chwyciła do ręki puszkę z napojem, jakby w obawie, że na domiar złego intruz jeszcze wyleje jej ulubiony napój, po czym dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Po prostu miejmy to z głowy – czego chcecie? – i tak po prostu upiła łyk przez słomkę, specjalnie posuwając się do wydawania nieprzyjemnego dźwięku siorbania. Nawet nie przyszło jej do głowy, że sprawa z jaką przyszedł do niej William mogła dotyczyć tylko i wyłącznie jego. Zdawała sobie sprawę, że nie brzmiała miło i nie miała nawet zamiaru kryć niezadowolenia. Ale mimo tego zdecydowała się dorzucić jeszcze nieco bardziej neutralne:
– Jak pewnie zauważyłeś – jestem nieco zajęta – z kolei czerwone usta wręcz zmusiła do wykrzywienia się w nieco fałszywy i zdecydowanie bardzo nieufny uśmiech.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-20, 22:50   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


W momencie kiedy Will usiadł na ławce, momentalnie stracił wiarę że cokolwiek z tego wyjdzie. Cóż, teraz było już za późno, żeby się wycofać, ale cudowna atmosfera którą roztaczała wokół siebie Wallace nie zostawiała mu zbyt wiele złudzeń. Najwidoczniej jego wrodzony dar zjednywania sobie ludzi działał na nią ze zdwojoną siłą.
Jeśli miała mu uwierzyć i w jakiś sposób zaufać, to nie było sensu robić żadnych podchodów. Liczył, że jeśli będzie szczery, to może przynajmniej trochę to doceni albo chociaż potem nie zacznie mieć pretensji, że nie mówi jej wszystkiego. Mimo wszystko, po tych wszystkich latach przedstawianie się prawdziwym imieniem wydawało mu się równie dziwne i nienaturalne co innym podawanie za kogoś, kim nie byli.
- Will Hopper, ale większość naszych wspólnych znajomych nazywa mnie Axon. - Miał nadzieję, że dziewczyna należała do tych obiecanych przez Colleen zastępów fangirls Axona, ale oczywiście, znając szczęście Willa, niewiele ją obchodził. Może chociaż skojarzy jego pseudonim z akcjami z Las Vegas i Seattle i uzna, że może warto mieć do niego choć trochę sympatii, skoro uratował jej współbraci (ach, te cudowne, sekciarskie nazwy wymyślone przez Yvonne).
- Cóż, przykro mi że przeszkadzam. - Ach, jaki był dzisiaj kulturalny. Co ta desperacja robi z ludźmi. - Właściwie przychodzę we własnej sprawie. Chodzi o twoją moc - mówił dość beznamiętnym tonem, z resztą jak zwykle kiedy mu na czymś zależało i emocje w nim szalały. Nie było sensu zwracać na nie uwagi, jeszcze nigdy go do niczego dobrego nie doprowadziły.
Rozmowa już trwała, a on ciągle nie był w stanie sobie wyobrazić tego, jak powie jej na głos że umiera. Może do tego czasu się wścieknie i będzie chciała go stąd wyrzucić? Nie miał zamiaru odpuszczać, mimo że nie wierzył, że to wypali. Nie zrezygnuje z szansy na to żeby pożyć kilka tygodni, miesięcy, może nawet rok dłużej. Ciągle miał zbyt dużo do zrobienia.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-20, 23:48   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Gdy mężczyzna jej się przedstawił, Matilde – o zgrozo – wykazała coś na kształt chwilowego zainteresowania. Wszelka wrogość, złośliwość, czy jakiekolwiek inne uczucie, które szpeciło jej twarzyczkę – na tą krótką chwilę wyparowało. Chociaż na ogół starała się jak najmniej interesować sprawami Bractwa, nie wściubiając nosa tam gdzie nie powinna, nie była przecież ignorantką. Kojarzyła go. Bardziej z pogłosek niż z własnych informacji, ale jednak – kojarzyła. I najwyraźniej przyszło jej rozmawiać ze swego rodzaju sławą, ale czy to w ogóle miało dla niej jakiekolwiek znaczenie? Wręcz chcąc podkreślić to jak bardzo było to dla niej nieistotne, na jego przedstawienie się, odpowiedziała atakująco:
– Śledziłeś mnie, – zaczęła, mrużąc przy tym bystro oczy, by choć trochę przyjrzeć się jego twarzy. A przynajmniej tej części, która nie była zasłonięta. Nie bardzo wiedziała po cholerę były mu te okulary. Teorii było jednak wiele. Był tu incognito? Chował się? Okazywał brak szacunku? Wywyższał się? Na tą myśl Wallace po prostu przygryzła dolną wargę, jednocześnie brudząc sobie zęba czerwoną szminką, po czym dokończyła pytanie: – Hopper?
Wiele osób mówiło jej, że największym problemem w jej kontaktach z innymi ludźmi była ona sama, ale najwyraźniej przelatywało jej to koło ucha i nie trafiało do rozumu. Matilde z typowym dla siebie spokojem wysłuchała jego słów, już w trakcie sięgając do kieszeni spodni po paczkę papierosa. I choć nie odpaliła go tak od razu, przez krótką chwilę po prostu obracając go między palcami, nie spuszczała z niego wzroku nawet na moment. Nie była głupia. Gdy wspomniał o jej mocy.. momentalnie załapała, że byłą mu potrzebna.
– Uzdrawiam ludzi – mruknęła z westchnięciem, samym tonem głosu wskazując, że nie było to nic niezwykłego. A potem wreszcie zdecydowała się zarówno włożyć fajkę do ust, jak i ponownie zawiesić spojrzenie na twarzy Williama.
– Jak się domyślam potrzebujesz magicznego dotyku, huh? – wręcz wzniosła prawą brew, posyłając mu typowy dla siebie cyniczny uśmiech, a potem wyciągnęła dłoń przed siebie, by zaprezentować mu to cacuszko. I jeśli na początku wykazywała jakikolwiek brak zainteresowania, to teraz… wręcz przeciwnie. To jedno trzeba mu było przyznać – potrafił zwrócić na siebie uwagę. W pewnym stopniu.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-21, 01:41   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Kiedy zobaczył zainteresowanie na jej twarzy, poczuł pewną satysfakcję. Czyli jednak coś o nim wiedziała, a na dodatek obchodziło ją to na tyle, żeby szybko zacząć udawać, że nic to dla niej nie znaczy. Może szanse na to, że ją do czegoś przekona nie były wcale tak beznadziejnie niskie.
Kiedy zadała mu pytanie już miał otworzyć usta i oczywiście wszystkiemu zaprzeczyć, ale właściwie to było kompletnie bezcelowe. Nie miał zamiaru traktować jej jak idiotki, a jakby tego było mało, już na początku tej rozmowy uznał, że lepiej będzie akurat tym razem być szczerym.
- Właściwie, tak - przyznał.
Oczywiście, zwrócił uwagę na to, że ubrudziła zęba szminką - w końcu był geniuszem, który zwracał uwagę na detale. Wydało mu się to takie... urocze? Nie, to nie było dobre słowo. Normalne. Byli ścigani przez rząd, mieli supermoce, planowali porwania, ataki i zabójstwa ludzi z GC, a mimo to ciągle dotyczyły ich tak błahe i przyziemne sprawy jak szminka na zębach. Czasami można było zapomnieć, że zdarzało im się być ludźmi.
Zastanawiał się, czy Matilde patrzyła po prostu na niego, czy na jego dwie blizny na szczęce, jedyne tak widoczne. Oceniała go, próbowała wyciągnąć z nich jakieś informację? W gruncie rzeczy była na gorszej pozycji, kiedy on wiedział o niej wszystko co chciał, ona mogła się tylko domyślać na podstawie tego co wiedziała o Axonie i co sama zauważyła.
Z jakiegoś powodu, połączenie pytania Wallace z podniesioną brwią, cynicznym uśmiechem i machaniem ręką przed jego twarzą, wydało mu się całkiem zabawne. Wypuścił z siebie powietrze tworząc coś pomiędzy westchnięciem a delikatnym śmiechem i pochylił się do przodu, opierają łokcie na swoich nogach.
- Taaa, można tak powiedzieć - odpowiedział dziwnie zrezygnowany. Kiedy ona pierwsza to powiedziała na głos, jakoś łatwiej mu było się do tego przyznać.
Ze zdziwieniem odkrył, że chyba nawet darzy Wallace jakąś sympatią. Czyżby pod koniec życia stawał się sentymentalny i zaczynali go obchodzić ludzie, których poznał pięć minut wcześniej? Tylko się nie przywiązuj, Hopper. Już lata temu zorientował się, że ludzie zbyt często umierają, a on zbyt często odchodzi, żeby to robić.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-21, 10:12   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Przyznanie się Hoppera do śledzenia, Matilde skwitowała czymś niezmiernie przypominającym zarówno prychnięcie, jak i cierpkie parsknięcie śmiechem. Nie sądziła, że Cassandra mogła mieć w czymkolwiek rację. W tych swoich ostrzeżeniach, uwagach wydawała się Matildzie niedorzeczna i obłąkana, ale teraz to Wallace wychodziła na idiotkę. Najwidoczniej brunetka nie była aż tak wolnym człowiekiem, jak jej się wydawało i chyba to właśnie ta myśl ugodziła w nią najbardziej. Do tego stopnia, że ponownie odwróciła wzrok z twarzy Williama, by za żadne skarby nie zdradzić pojawiającego się w jej oczach zawodu i poczucia zdrady. To zabawne! Przecież nawet go nie znała, a już tak szybko zaczęła wyrabiać sobie o nim zdanie, tak szybko zaczęła zadawać w myślach pytania jak on mógł. I to chłopiec spod fontanny, który jeszcze kilka sekund psocił, wydając z siebie radosne odgłosy, i który teraz odjeżdżał na rowerze gdzieś daleko, gdzie nie miała go już znaleźć uświadomił jej, że William jak najbardziej mógł. Dziewczyna porządnie zaciągnęła się papierosem, wypuszczając z ust chmurę dymu, po czym przekrzywiła głowę w stronę Hoppera, by ponownie obdarzyć go spojrzeniem.
– Powiesz mi wreszcie o co chodzi, czy mam dalej zgadywać? – wyrzuciła z siebie w końcu, a papieros dość zabawnie podskakiwał jej w ustach, gdy ze skupieniem starała się wypowiedzieć te słowa. Następnie, nie tracąc ani chwili, którą mogła wykorzystać na typowe dla siebie teksty, chwyciła papierosa między wskazujący a środkowy palec, po czym dodała:
– Niech będzie. Postanowiłeś zabawić się w Rocky’ego, a teraz żadna dziewczyna cię nie chce. – mruknęła, wskazując gestem głowy na jego twarz. Skoro miała zgadywać, to zgadywała, nie? Ale nawet przymrużone oczy i papieros, który znajdywał się w jej ustach nie były w stanie zakryć czegoś łudząco przypominającego rozbawienia. Koniec końców nawet Hopper nie był w stanie zepsuć jej pozornie dobrego humoru. Matilde strzepała popiół z papierosa na ziemię, jednocześnie nie przestając wpatrywać się w twarz chłopaka.
– Powiedzmy, że mogę ci pomóc cokolwiek to jest, ale.. dlaczego miałabym chcieć to zrobić? Nawet cię nie znam – i w tym momencie, jakkolwiek chciałaby to ukryć jej ciekawska natura w tym momencie kompletnie zwyciężyła. Wallace nawet uniosła wysoko jedną z brwi, która w tym momencie ukryła się pod grzywką.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-21, 19:13   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Hopper szczerze nienawidził, kiedy ludzie odwracali wzrok i im dłużej był w Bractwie, tym bardziej się co do tego przekonywał. Naprawdę, chyba ten gest za niedługo przeskoczy nawet porażającą ignorancję i radykalne poglądy. Za każdym razem, kiedy ktoś odwracał wzrok, to znaczyło, że albo ta osoba miała go zaraz zawieść, albo właśnie udało mu się coś zepsuć. Will nie znosił, kiedy coś mu nie wychodziło, a relacje międzyludzkie nie były jego najmocniejszą stroną. Właściwie, to nie miał pojęcia w jakim stopniu ją rozczarował - bo przecież sądząc po reakcji właśnie ją rozczarował - ani jakim cudem udało mu się ją rozczarować gościem, którego poznała trzy minuty wcześniej i już zdążyła na niego nafukać. Kobiety. Albo po prostu ludzie, bo gdyby tylko jedna płeć zachowywała się zupełnie niezrozumiale i bezsensownie, to życie Willa byłoby dużo prostsze. W każdym razie, cokolwiek to było, to chyba po chwili jej przeszło, bo kontynuowała tym samym tonem.
- Blisko - odpowiedział rozbawiony, choć w zasadzie było cholernie daleko. - Jestem na tyle genialny, że mózg dosłowne nie mieści mi się w czaszce.
W gruncie rzeczy, to brzmiało dość absurdalnie. Może powinien odciąć sobie sklepienie czaszki i zamiast niego zamontować jakąś szklaną kopułę, zostać demonicznym złoczyńcą i zmienić swój pseudonim na Mr. Sinister Brain? Brakowałoby mu tylko jakiegoś kampowego kostiumu i środkowoeuropejskiego akcentu, ale to dało się załatwić.
- Z dobroci serca? Żeby zapobiec śmierci obcego faceta? - rzucił, jakby proponował nieco absurdalne pomysły.
I nie ma tu co ukrywać, że Will tutaj nie chciał wywołać jej skojarzeń z Aaronem. Skoro już czuła się winna, to mogłaby wpaść na pomysł, że uratowanie życia innemu człowiekowi świetnie pozwoli jej za to odpokutować. Oczywiście, zadał pytanie na tyle ogólne, żeby nie pozwolić jej się domyślić, że chciał ją zmanipulować, brakowało mu tylko, żeby uznała go za demonicznego geniusza. Z resztą, bez przesady, w gruncie rzeczy nie robił nic złego, przynajmniej jeszcze nie. W końcu Wallace przyda się nieco uspokoić sumienie robiąc coś altruistycznie dobrego, a to że on skorzysta z okazji było całkiem niezłym bonusem. A cóż, jeśli Matilde okaże się na to zbyt cyniczna albo za bardzo pogodzona ze swoją stratą, miał kilka innych sposobów jak ją przekonać, od tych całkiem sympatycznych, do takich gdzie postawi ją przed ścianą. Mógłby właściwie od nich zacząć, wybrać najprostszą możliwą opcję i nie tracić czasu, ale mimo wszystko lepiej by było, gdyby miała co do niego tyle sympatii, żeby nie spróbować się go pozbyć przy pierwszej możliwej okazji.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-21, 19:55   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Zdajesz sobie sprawę, że to pierwsze oznaki narcystycznej osobowości? – zagadnęła, próbując za wszelką cenę ukryć szczerze unoszące się kąciki ust. Jakkolwiek by jej nie wkurzał, w tym momencie autentycznie była rozbawiona. I bynajmniej nie w ten pełen politowania sposób, jak miało to miejsce jeszcze kilka minut temu. W rzeczy samej Matilde przez tą krótką chwilę nawet pomyślała, że ten creepy gostek nie jest aż tak straszny, jak wydawało jej się na początku. W końcu po całej tej akcji ze śledzeniem i początkiem wyjątkowo dziwnej rozmowy, Wallace była wręcz zdumiona jak szybko udało im się zmienić atmosferę tego spotkania.
Ale potem.. William postanowił po raz kolejny otworzyć usta i dorzucić jeszcze parę groszy. Początkowo rozbawiona Matilde po prostu wzniosła i drugą brew do góry, jakby zadając nieme „naprawdę?”. W pewnym sensie nie dowierzała jego tupetowi, co zamierzała mu dać do zrozumienia poprzez wypowiedzenie: – bo wyglądam na osobę o dobrym sercu?.
Zdecydowanie nie była osobą, która lubiła robić coś dobrego dla innych. Za wyjątkiem momentów, kiedy była do tego zmuszona, albo domniemany wolontariat nie kolidował z jej własnymi interesami. Jednak w tym momencie zamierzała się z nim nieco… cóż… podroczyć? Usłyszeć te słowa, które wydawały się jej niezwykle uwłaczające dla tego niezwykle sławnego człowieka-myślącego. Pod tym względem daleko jej było do jakiegokolwiek altruizmu. Prawdopodobnie nie dodałaby nic więcej, gdyby nie fakt, ze po raz kolejny przeanalizowała jego słowa i tym razem zwróciła uwagę na to całe umieranie. Wówczas Matilde nabrała powietrza do płuc, by po chwili wypuścić je ze świstem i wzruszyć ramionami.
– Przykro mi? – we współczuciu też nie była dobra, a w tym wypadku nawet nie starała się zabrzmieć autentycznie. W pewnym sensie tego typu słowa zabrzmiały bardziej jak pytanie retoryczne. Bo czego niby od niej oczekiwał? W końcu znała go tylko kilka minut!
– Jeśli cię to pocieszy to każdy kiedyś umrze – chociaż w pewnym sensie zainteresowało ją na co dokładnie cierpiał William i jak bardzo zależało mu na powrocie do zdrowia, ale nie była zbyt chętna do ryzykowania własnego życie. To nie była tak prosta decyzja, jak mogło mu się wydawać..
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-21, 21:12   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- To nie są pierwsze oznaki, to jest jej definicja - odparował. Hej, pierwszy krok, to być świadomym swoich wad. Inna sprawa, że właściwie nie miał zamiaru robić z nimi cokolwiek więcej niż brać je pod uwagę. Co on poradzi na to, że z obiektywnego punktu widzenia faktycznie zawsze był najinteligentniejszą osobą w towarzystwie?
Naprawdę rzadko mu się to zdarzało, ale kompletnie przestrzelił się ze swoją oceną. Matilde zamiast przypomnieć sobie o swoim martwym chłopaku i zachować się jak normalni, dobrze funkcjonujący w społeczeństwie ludzie, czyli rzucić się na pierwszą najbliższą aktywność, która zagłuszy jej wyrzuty sumienia, zachowała się... cóż, jak on. W pewien sposób go to tylko bardziej zaintrygowało, ale z drugiej, to mogło źle wróżyć dla jego prób przekonania jej. Co jeśli nie będzie w stanie zmienić jej zdania? Co jeśli nawet kiedy wyciągnie na nią całkiem skutecznego haka - Cassandrę - ta zaryzykuje i odejdzie? Wydawała się być dość uparta, żeby móc tak zareagować.
Z drugiej strony, na zupełnie innym poziomie jej reakcja niewiarygodnie go wkurzyła. Z jednej strony ten świst powietrza, jakby życie losowo poznanego człowieka w jakikolwiek sposób ją obchodziło, a tuż obok ten komentarz tak pozbawiony jakiejkolwiek empatii, w którym jasno dawała znać, że jednak ma to w dupie. Nie miał pojęcia czy wolałby żeby potraktowała to jako nic wielkiego, czy żeby nagle zaczęła go traktować jak obłożnie chorego, ale ta reakcja była podwójnie chujowa.
- Cóż, dzięki, właśnie poprawiłaś mi humor - odpowiedział z szerokim uśmiechem, w którym nie było ani odrobiny radości czy rozbawienia. Po jego głosie łatwo można było rozpoznać że był wkurzony, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że zwykle nijak nie uzewnętrzniał swoich emocji, wręcz przeciwnie - im bardziej był przejęty, tym bardziej mówił bez jakiegokolwiek wyrazu. - Wiesz co, po co czekać? Mam ze sobą rewolwer, może od razu strzelimy sobie w łeb, wiesz, tak grupowo, żeby gazety o nas napisały? W końcu ty doskonale wiesz, że przecież nie ma się czym martwić, w końcu vanitas vanitatum et omnia vanitas. Zastanawia mnie tylko, dlaczego do tej pory tego nie zrobiłaś? W końcu śmierć jest nieuchronną częścią życia.
Był wściekły i korciło go, żeby dodać coś o umieraniu w stylu Hendrixa, przedawkowaniu i o martwych facetach, ale wiedział że jej potrzebował, a mimo wszystko był na tyle opanowany, żeby wziąć to pod uwagę. Cholera, nienawidził potrzebować innych. Czas na drugie podejście.
- Słuchaj, jestem pierdolonym najgenialniejszym człowiekiem na ziemi. Czego chcesz? Każdy czegoś chce. Lekarstwa na raka? Planów działającej Gwiazdy Śmierci?
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-21, 21:38   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Co miała mu niby powiedzieć? Przykro mi, że cię zawiodłam? Ale u licha nie było jej przykro. Cokolwiek o niej myślał, jakkolwiek ją postrzegał.. Matilde była kompletnym tego przeciwieństwem. Jeśli myślał, że rzuci się mu na szyję i zacznie rozpaczać nad jego losem to nie mógł być bardziej w błędzie. Krzywda ludzka już dawno przestała ją obchodzić. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy obudziła się obok swojego martwego, uduszonego własnymi wymiocinami chłopaka. I choć niezwykle korciło ją skwitowanie tego czymś na kształt cała przyjemność po mojej stronie, nie zrobiła tego. Zamiast tego ze spokojem wysłuchała jego kolejnych słów. A przynajmniej próbowała zachować spokój, bo dość szybko zorientowała się do czego Hopper dążył. Początkowo może myślała, że ma jakąś paranoję, ale gdy tylko wykrztusił z siebie, jak dziwne było, że ona jeszcze się nie zabiła.. Matilde autentycznie zmroziło. Jak on śmiał?
– Umiera się tylko raz i z pewnością nie mam zamiaru robić tego z takim fiutem jak ty – wycedziła przez zaciśnięte zęby, nerwowo wypuszczając z ust obłok tytoniowego dymu. Ze wszelkich sił starała się nałożyć na siebie maskę chłodnej suki, ale William najwyraźniej postanowił przegiąć strunę. Do tego stopnia, że w pewnym momencie głos Matilde mimowolnie zadrżał.
– I najwyraźniej twój super olbrzymi mózg nie uchroni cię przed śmiercią. To musi cię dobijać, co? – choć wysiliła się na przesadnie uprzejmy uśmiech, to zdecydowanie nic miało to wspólnego z jakąkolwiek życzliwością, czy nawet szacunkiem. Natomiast zaraz potem parsknęła gorzkim śmiechem, opuszczając nogi na ziemię, zupełnie jakby zamierzała się ulotnić z tego miejsca.
– Będziesz musiał mnie zmusić bym cię kiedykolwiek dotknęła. A skoro już pytasz czego chcę… Cóż.. – i zawiesiła na moment głos, jednocześnie przekrzywiając głowę w bok i posyłając mu niewinne spojrzenie. Dopiero po kilku sekundowym napięciu dokończyła: – po prostu stąd spieprzaj.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-21, 23:14   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Tu nie chodziło o to, żeby mówiła, że jest jej przykro, tu chodziło o to, żeby się, kurwa mać zdecydowała. Jak ma go w dupie, to nich ma go w dupie, a nie co chwila zmienia zdanie. Ach, cudowne społeczeństwo którego należy być częścią, żeby osiągnąć spokój duszy. Z resztą, o czym on mówił, obracał się w kręgach skończonych degeneratów, najemnicy, mordercy, terroryści, a teraz jeszcze ćpunka do kompletu. Kurwa mać, a Fisher ciągle próbował jakoś wychować swojego syna.
Kiedy tylko usłyszał odpowiedź odpowiedź Wallace, zaśmiał się.
- A myślałem, że to ja zdobyłem tytuł najbardziej czarującego człowieka roku - skomentował jej słowa. I gratulacje! Matilde znalazła się w gronie tych... trzech? osób które potrafiły go zmusić do okazywania jakichś emocji, w tym wypadku - złości. A może raczej wkurwienia, bo tego zwykłą złością się nie dało nazwać.
A jednak. Jednak, jakimś cudem, najcudowniejsza kobieta na świecie, Matilde Wallace, potrafiła podnieść mu ciśnienie jeszcze bardziej. Tak kurwa, cholernie go to dobijało, gratulacje za spostrzegawczość. Ciężko się domyślić, że umierający człowiek, który pyta ją czy pomoże mu się wyleczyć nie chce umierać. No, no, jeszcze trochę poćwiczy i może uda jej się nawet doścignąć golden retrivera w poziomie złożoności własnych obserwacji.
- Chyba nie tak bardzo jak ciebie to, że kiedy ty sobie smacznie spałaś, twój facet właśnie dławił się własnymi rzygami. - Kurwa, pierdolić konsekwencje. I tak mu nie pomoże z własnej woli, a chciał zobaczyć jak się jeszcze bardziej wścieka. Od razu się przygotował, żeby chwycić za jej dłoń, stopę, łokieć czy cokolwiek, czym chciałaby go uderzyć - bo wyglądała na taką, która by chciała. Cóż, kto by pomyślał że zdolności zdobyte podczas przymusowego działanie w mafii przydadzą mu się, żeby odpierać ataki wściekłych ćpunek?
- I cóż, wygląda na to że to zrobię. Ponieważ masz jeden całkiem niezły powód żeby słuchać tego co mówię, który nazywa się Cassie - wysyczał. Celowo użył zdrobnienia, zgadywał że Wallace właśnie tak nazywała swoją psiapsi na mały paluszek.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Matilde Wallace



Thought I could fly, so why did I drown?

(nie)uzdrawianie

60%

nic nie robi w Bractwie





name:

Matilde Jane Wallace

alias:
Judy Hallen | Marla Singer

age:
27 lat

height / weight:
170/50

Wysłany: 2018-02-21, 23:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


– Kolejny dowód, że nie jesteś aż tak zajebisty, jak ci się wydaje – odwarknęła, nie chcąc już dłużej nawet patrzeć na twarz tego człowieka. Był skłonny doprowadzić ją do szewskiej pasji tylko dlatego, że nie podzielała jego entuzjazmu co do ratowania mu życia. I jeśli miała jakiekolwiek wątpliwości wcześniej, to teraz one wyparowały. Ponadto chcąc mu zrobić na złość, nie miała zamiaru mu pomagać. Ba! Wręcz przysięgła sobie, że będzie patrzeć jak umiera. Na każdym jebanym kroku jego szarej egzystencji. A kiedy dziewczyna myślała, że gorzej już być nie może – on śmiał popełnić największy błąd w swoim życiu, wspominając Aarona. I jakiekolwiek zapewnienia, że był inteligentnym geniuszem mógł schować do piachu. Dla niej w tym momencie odznaczył się szczytem głupoty i zdecydowanie miał wybitnie duże szanse na wygranie Nagrody Darwina. Ha! Być może mieli mu stworzyć osobną kategorię. Mniej więcej „jak załatwić sobie wyrok śmierci w mniej niż 10 minut”.
– Zrób wszystkim przysługę i po prostu już zdechnij – po czym instynktownie wyciągnęła dłoń, by wymierzyć mu siarczysty policzek. W tej chwili nie obchodziło jej, że być może miał zablokować jej rękę. Liczył się gest i pokazanie, że nie była bezbronnym kwiatuszkiem, za jakiego najwyraźniej ją uważał. Matilde nie była zła, ona była wkurwiona. Choć jej twarz stała się nienaturalnie blada, to wargi zaczęły drżeć ze wściekłości. I najwyraźniej było mu mało. Myślała, że najgorsze co mógł zrobić to przywołać jej poczucie winy, ale wtedy wyparował z grożeniem Cass i Matilde po prostu nie wytrzymała. Dziewczyna oderwała się z ławki, by po chwili rzucić w Williama trzymaną do tej pory puszką dietetycznej coli i przy okazji ochlapać go resztkami słodkiego napoju. Być może powinna wówczas jak najszybciej stamtąd odejść, być może powinna też rzucić mu jakimś tekstem, że mdli ją na każde jedno słowo, ale.. właściwie nie skomentowała już tego nawet mruknięciem. Jedynie stała jak wryta koło tej cholernej ławki i łypała na niego spode łba, zaciskając mocno zaczerwienione wargi w cienką linijkę, jednocześnie odczuwając uderzenia gorąca. W tym momencie rzeczywiście życzyła mu śmierci. I pomyśleć, że jeszcze kilka minut temu rozważała pomoc temu złamasowi, gdyby tylko odpowiednio ją poprosił. Phi!
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-22, 02:21   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Patrzenie jak Wallace coraz bardziej się wkurza sprawiało mu niewiarygodnie dużo satysfakcji, tak samo jak to, że chciała mu wymierzyć policzek. Nie dość, że doprowadził ją do tego stanu, to jeszcze wcześniej przewidział, że Matilde to zrobi i złapał ją za nadgarstek. Przytrzymał ją chwilę, nic nie mówił, tylko po prostu patrzył na nią jednym z tych spokojnych, nienawistnych spojrzeń z rodzaju Jeśli bym chciał, to bym cię zabił. Co prawda, okulary nieco psuły efekt, ale hej, skoro była taką pierdoloną artystką, to niech sobie sama wyobrazi jak wygląda reszta jego twarzy.
Okulary za tą małą cenę pozwalały mu na coś innego, chyba dużo bardziej istotnego niż straszenie najbardziej wkurwiającej kobiety na świecie. Patrzenie na jej twarz, kiedy zaczęła blednąć ze wściekłości i nie mogła zapanować nad drżeniem warg było sprawiało mu szalenie dużo przyjemności, zwłaszcza kiedy miał świadomość, że z powrotem wydawał się niewzruszenie spokojny. W końcu puścił jej rękę - a może po prostu pozwolił jej ją wyrwać? - ale momentalnie tego pożałował. Zaraz dostał puszką coli i ta jego lodowata nienawiść z powrotem zmieniła się w trudny do opanowania gniew. Nic nie mówił, wszystko można było wyczytać z wyrazu jego twarzy, kiedy ścierał dłonią kropelki coli ze swojej twarzy. Nie pamiętał kiedy ostatnio miał taką ochotę wyciągnąć pistolet i strzelić w kogoś patrząc mu prosto w twarz - a równocześnie, gdzieś z tyłu głowy miał świadomość, że nie, wcale nie miał ochoty tego robić. Może i był dupkiem, ale miał świadomość co oznaczało zabicie kogoś i nie strzelał do losowych osób, nie ważne jak bardzo wkurwiające były. Mimo wszystko, taki niewinny, niezagrażający życiu strzał w stopę wydawał się całkiem kuszącą opcją.
- Cassandra - zrobił chwilę przerwy, być może dla efektu, być może żeby faktycznie nie wyciągnąć tego pistoletu - ma całkiem sporo sekretów. Zaczynając od tego czym zajmuje się jej tatuś, a kończąc na tym, kim jest jej były. - Tak się robi dobry research, dzieci. Trochę wiedzy własnej, trochę włamań do zdjęć z monitoringu, program do rozpoznawania twarzy i voila. - Od śmierci matki Colleen ma lekką obsesję na punkcie zdrajców, a raczej na punkcie pozbywania się ich. Kto wie, czy Cassie ciągle nie utrzymuje kontaktów z Sandersem? Ba, może nawet każdej nocy zagląda do głów zarządu - Bractwa - żeby szukać przydatnych informacji. Akurat szczęśliwym trafem nie wzięła pod uwagę tego, że nie tak łatwo jest oszukać mój mózg i właśnie ją na tym przyłapałem. Mail jest już napisany, podobnie jak program dead man's switch. - Paranoik zawsze ubezpieczony. Liczył na to, że kiedy wróci do Bractwa wszystko to skasuje, ale cóż, ta cudowna istota stojąca przed nim nie zostawiła mu wyboru. - Jeżeli ją ostrzeżesz i ucieknie, Colleen się o wszystkim dowie, a skoro ciągle ściga Flanagan, to nie sądzę, że odpuści. Z resztą możliwe że akurat pójdę porozmawiać z nią o tym co widziałem, a ona akurat nie pozostawi mi wyboru. Całkiem nieźle strzelam, swoją drogą.
Nie był dumny z tego co właśnie robił, ale to był po prostu kolejny grzech do jego listy. Nie miał zamiaru umierać, nie teraz, nie zanim zamknął wszystkie swoje sprawy i nie miał zamiaru spędzić swoich ostatnich miesięcy wymiotując i wijąc się na podłodze z bólu. Po prostu nie mógł się na to zgodzić.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6