Poprzedni temat «» Następny temat
I poziom
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 21:23   I poziom
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Pokój:

_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-21, 00:06   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ten dzień był pełen niespodzianek. Kto by się spodziewał, że głupie wyjście na zakupy, zakończy się sprowadzeniem sobie do domu towarzystwa? Ba, żeby tylko. Towarzystwa, którego nie spodziewałam się nawet w najmilszych snach, mimo, że ta osóbka nieraz się w nich pojawiała.
Jeszcze w sklepie... Tak, jeszcze w sklepie ogarnęło mnie to ciche, przyjemne uczucie, że będzie dobrze. Ten jeden, krótki całus w policzek naprawdę znaczył dla mnie wiele - był obietnicą. A przynajmniej ja to tak odbierałam. Gdybym mogła, pewnie złapałabym się za ten polik, a po chwili pogoniła za tą drobną brunetką, która odwróciła już drugi raz moje życie do góry nogami. W markecie jednak potrafiłam się opanować. Tym bardziej, że kule zgrabnie utrudniały mi jakiekolwiek akcje...
Wsiadłyśmy razem do samochodu Roseberry, jak gdyby te tragiczne chwile sprzed lat nigdy się nie wydarzyły i w kilka chwil dojechałyśmy pod blokowisko, w którym mieszkałam. Całe szczęście, nie było daleko. Co nie zmienia faktu, że samo noszenie zakupów mogłoby już być dość utrudnione, zważając na to, że sama średnio mogłam cokolwiek nieść...
- To... Witam, w moich skromnych progach. - Rzuciłam z lekkim uśmiechem, otwierając drzwi od mojego mieszkania i przepuszczając Ricky w przejściu. - Rozgość się. - Dodałam po chwili, odstawiając kulę od strony zdrowej nogi przy drzwiach i przejmując od dziewczyny część zakupów. Oczywiście, musiałam przy tym całkowicie niechcący smyrnąć jej rękę i posłać jej jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów. - Tu na lewo jest pokój. Za zaraz wrócę, tylko odstawię torby, złapię kieliszki i coś na przekąskę, hm? - Powiedziałam luźno, bez stresu czy jakichkolwiek negatywnych emocji. Bądź co bądź - nie chciałam jej wystraszyć. Chciałam tylko wiedzieć, co się stało i jak bardzo ja zjebałam przed laty... Na tyle szybko, na ile pozwalał mój stan, starałam się spełnić wymyślony przeze mnie skrócony plan, byle móc wrócić do pokoju, i zacząć rozmowę...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-21, 00:20   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie mogłam przestać się uśmiechać. Cieszyłam się jak jakaś głupiutka nastolatka który dostała nowy telefon od rodziców. Jejuuu czy ja robię w ogóle dobrze? Wiedziałam jak może skończyć się ten dzień, ale jakoś nie miałam do tego głowy. Chciałam porozmawiać z Sami od serca i upewnić ją w tym że to był mój wybór, a ona nic złego nie zrobiła. Bo taka była prawda. To ja zjebałam, a nie ona. Będąc na miejscu złapałam wszystkie zakupy. Zastanowiłam się przez sekundę, jak Samantha dałaby radę, sama, ale przecież nie musiała prawda? to po co się zamartwiać. Gdy weszłyśmy do mieszkania to lekko mnie zamurowało. To mieszkanko, które miałyśmy z siostrą w bractwie nie dorastało do pięt temu domowi. Bardzo ładnie urządzone wnętrze aż prosiło się o podziwianie go. Zdjęłam buty, kurtkę i weszłam do środka. Poczułam jak Sami zabiera mi część zakupów i jej dotyk, który spowodował u mnie przyjemny dreszczyk. Wciągnęłam powietrze głośniej niż zamierzałam. Rozejrzałam się robiąc kilka kroków w stronę gdzie poszła moja Samantha. Gdy mówiła gdzie jest pokój spojrzałam w tamtą stronę.
- Pięknie tu masz. - oznajmiłam z uśmiechem i patrzyłam jak powoli odchodzi.
- Może jednak Ci pomóc? - zapytałam nadal stojąc w tym samym miejscu i patrząc na każdy ruch Samanthy. Miałam ochotę powiedzieć żeby to pieprzyła i przyszła sama do pokoju, ale chyba nie wypada. Przecież mogłaby pomyśleć że chcę ją wykorzystać i zostawić, a to nie prawda. Najpierw trzeba przebyć bardzo przyziemną rozmowę, która podejrzewam że będzie katuszem i dla mnie i dla niej.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-21, 00:41   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cóż. Mocno industrialny wygląd nie każdemu pasował, ale jak widać - z Ricky miałyśmy trochę wspólnego. Może właśnie dlatego zauroczyło ją moje mieszkanie? Chociaż w sumie... Czy mogłam tak mówić o miejscu, które wynajmowałam?
- Dzięki. I nie trzeba, dosłownie za sekundę wracam. - Odpowiedziałam krótko, wciąż nie zdejmując uśmiechu z mojej twarzy, po czym zniknęłam za ścianą. Torbę z zakupami postawiłam na blacie i wzięłam głębszy wdech, opierając się o jego kant. Sama musiałam przemyśleć, jak poprowadzić tą rozmowę, by nie zepsuć naszych relacji - jakiekolwiek by teraz nie były. Schowałam rzeczy potrzebujące chłodu do lodówki w kilka chwil, a w reklamówce zostawiłam tylko to, co mogło nam się teraz przydać. Złapałam dwie szklanki i dwa kieliszki, które również umieściłam w siatce, po czym kuśtykając i opierając się o jedną kulę, wróciłam do mej ślicznej towarzyszki. Może i nie był to najromantyczniejszy sposób na przyniesie niezbędnego arsenału, ale na lepszy - nie mogłam sobie aktualnie pozwolić.
Zdziwiłam się jednak widząc, że Ricky dalej stoi w korytarzu. Gdyby nie ta pieprzona kula, zapewne posiliłabym się na objęcie jej w talii i odprowadzenie do pokoju... Chociaż w sumie? Pieprzyć to! Znaczy... No nie do końca, ale prawie!
- Hah. Boisz się sama tam wejść? Obiecuję Cię nie zamykać i nie traktować jak prywatnego więźnia. - Zarzuciłam żartem, przekładając reklamówkę w taki sposób, by zawisła na moim łokciu, dzięki czemu byłam w stanie - co prawda nie objąć - ale chociaż dotknąć pleców brunetki. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, jednak.. Stare przyzwyczajenia ze mną wygrywały. Kuśtykając, w końcu dotarłyśmy do tego jakże odległego pomieszczenia, w którym mogłam sobie pozwolić na opadnięcie na siedzisko, pod oknem i całkowite ostawienie kuli. Reklamówkę położyłam obok i starałam się z niej wygrzebać szkło i alkoholowy trunek, który miał choć trochę ułatwić zbliżającą się rozmowę... Nie chciałam niczego pospieszać, naprawdę...
- Jeśli się mnie boisz, masz kanapę albo krzesło. Jeśli nie - miejsce obok jest wciąż wolne. - Stwierdziłam, jednocześnie puszczając do niej oko. Rany... Chyba te moje drobne sztuczki przy kruszynie wchodziły mi za mocno... Czy ja się powinnam choć trochę ogarnąć, chociaż na razie?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-21, 07:28   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Raczej nie da się popsuć tego co między nimi teraz było. Bo przecież nic nie ma tak na prawdę. Może i odważyłam się tam być, ale w każdej chwili mogłam wyjść. Byłam tego świadoma, ale czy odważę się po raz kolejny na ucieczkę? Chyba nie dam rady, bo za bardzo mi brakowało Samanthy. Każdy jej gest w moją stronę upewniał mnie w tym, że ją kocham i że moje ciało nadal pamięta wszystko co z nią związane. Nie miała prawa widzieć jak na nią reaguję do momentu jak nie położyła swojej ręki na moich plecach. W tym jednym momencie i jednym drobnym geście moje ciało się lekko spięło, a tam gdzie mnie dotknęła dostałam ciarek. Przymknęłam lekko oczy i przez kilka sekund delektowałam się tym uczuciem. Nie chciałam tak reagować. Nie w momencie, gdy wiedziałam że będzie przeprowadzana najcięższa rozmowa mojego życia. Odetchnęłam głębiej niż zamierzałam i spojrzałam w oczy Samanthy.
- Kto wie czy nie masz tam kajdanek. - powiedziałam żartobliwie i się do niej uśmiechnęłam. Zastanawiałam się czy ja na nią działam tak samo jak na nią. Kiedyś tak było, ale czy w tym momencie? Nie wiem. Nie skupiałam się na tym wcześniej. Gdy Samantha usiadła i zaczęła wyciągać alkohol i szkło ja rozejrzałam się. Było tu przytulnie i bardzo do niej pasował taki wystrój wnętrz. Spojrzałam z powrotem na krótkowłosą i przez chwilę zastanowiłam się nad tym co powiedziała. Nie żebym się jej bała. Raczej nie ufam sobie i swoim reakcjom. Wybrałam krzesło, które sobie podstawiłam bliżej niej, ale w bezpiecznej odległości. Uśmiechnęłam się dosiadając do Sami i patrząc jak trudzi się i wyciąga wszystko co mamy. Nie miałam zamiaru jej pomagać bo to była chwila, gdy mogłam dokładnie się jej przyjrzeć. Lubiłam to robić.
- Przepraszam, że wyjechałam. - oznajmiłam po chwili poważniejąc. - myślałam, że tak będzie lepiej i bezpieczniej dla nas obu, że zapomnimy. - ostatnie słowo dodałam prawie szeptem.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-21, 14:14   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Jej reakcja... Niby się spięła, ale miałam wrażenie, że nie w tym złym sensie. Poza tym... Skoro w ogóle zgodziła się tu przyjść, to chyba znaczyło, że dalej, choć trochę jej na mnie zależy. Prawda? Przynajmniej... Chciałam w to wierzyć.
Na jej uwagę, uniosłam brwi i jeden z kącików moich ust w łobuzerskim uśmiechu.
- A wtedy chętniej wejdziesz? - zapytałam, po czym roześmiałam się radośnie. Oczywistym było, że potraktowałam tą uwagę raczej dwuznacznie, mimo że powinnam aktualnie unikać tego typu myślenia. Nie mogłam jednak nic na to poradzić – jej towarzystwo po prostu tak na mnie działało.
Przyznam, że poczułam się lekko zawiedziona, gdy Ricky nie wybrała miejsca przy mnie. Byłam jednak w stanie to zrozumieć. Jeśli przeżywała teraz to samo co ja, jeśli walczyła sama ze sobą... Całkowicie ją rozumiałam.
Przekazałam brunetce jedną ze szklanek, a drugą wraz z kieliszkami oparłam o siedzisko, na którym sama się znajdowałam.
- Dalej preferujesz drinki? - zapytałam, otwierając butelkę z wysokoprocentowym napojem, po czym wlałam go do jednego z kieliszków, w oczekiwaniu na odpowiedź dziewczyny. Po chwili napełniłam jedno z naczyń, zgodnie z jej preferencjami (czyli albo wlałam nieco alkoholu do szklanki, albo do drugiego kieliszka), po czym napełniłam szklanki sokiem kaktusowym. Teraz też sama pozwoliłam sobie, by przyjrzeć się buźce mej dawnej wybranki. Miałam wrażenie, że się nie zmieniła, wcale. Uśmiechnęłam się, chyba bardziej sama do siebie. Tak, jakby te lata nigdy nie minęły. Byłam w stanie zapomnieć wszystko, co się stało. Mogłam zatopić się w tej chwili...
Jej słowa jednak szybko wyrwały mnie z tych chwil rozmyśleń...
- Jakbym mogła zapomnieć? - zapytałam, chyba bardziej retorycznie, patrząc jej prosto w oczy. Mogła z nich wyczytać tęsknotę, przywiązanie, wszystkie moje uczucia... - To było strasznie nierozważne, kruszyno... Wiesz ile dni stałam pod Twoimi drzwiami? Ile godzin spędziłam pod telefonem? Ile czasu próbowałam znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi? Nie mogłaś... Nie mogłaś chociaż zostawić mi listu, jakiejkolwiek wiadomości? Odezwać się, że wszystko dobrze? Po tym wypadku... Ja... Martwiłam się... Tęskniłam... Ja... - Przerwałam, by nie powiedzieć za dużo. Mało brakowało, a zapewne ponownie wyznałabym jej swoją miłość... A przecież nie mogłam, teraz, po tylu latach bez widzenia jej, tak rzucać swoimi uczuciami. Zraniła mnie, ale wciąż ją tak bardzo kochałam...
Wisiliłam się mimo wszystko, na lekki uśmiech, podnosząc swój kieliszek do góry.
- To co? Twoje zdrowie?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-21, 14:56   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Zależało, to troszkę mało powiedziane. Miałam nadzieję, że mi wybaczysz i spróbujemy jeszcze raz. Wiedziałam jednak że to potrwa. Tak jakbyśmy poznawały się od początku. Miejmy nadzieję, że nie spieprzyłam tego po całości. Głupotą było uciekanie, ale nie widziałam na tamtą chwilę innego wyjścia. Uśmiechnęłam się do siebie po pytaniu mojej towarzyszki.
- Zależy co byłoby w komplecie do nich. - odpowiedziałam pewna siebie i puściłam jej oczko. Tak może to nie był najlepszy czas na takie gierki, ale co poradzić skoro mi jej tak cholernie brakowało. Przyjęłam szklankę i ujrzałam lekki uśmiech Samanthy. Niby nie był skierowany do mnie, ale moje serduszko przyśpieszyło. Uwielbiałam jej tak drobne gesty. Obym widziała je jak najczęściej.
- Pamiętasz takie szczegóły? - zdziwiłam się lekko. Piłyśmy ze sobą tylko kilka razy, a ona to pamiętała? Ja aż takich szczegółów nie wiedziałam. Pamiętałam sporo, ale moje wspomnienia kręciły się raczej przy miękkich ustach, zapachu i dotyku Samanthy. Ciekawe swoją drogą czy coś się zmieniło pod tym względem. Miała takie mięciutkie usta... Hmmm.... Ricky. Uspokój się. Nie pora na takie myśli. Pokiwałam głową na znak że nadal pijam drinki i podałam jej szklankę, którą napełniła wódką i sokiem. Patrzyłam na Samanthę, gdy zadała pytanie na które nie znałam odpowiedzi. Sama nie potrafiłam zapomnieć przez co popadłam w depresję. Pokiwałam lekko głową ze zrozumieniem, a łzy zaszkliły mi oczy.
- Przepraszam Sami. To był najbardziej beznadziejny pomysł na jaki kiedykolwiek wpadłam. Kochałam Cię i też nie potrafiłam o Tobie zapomnieć. Wybaczysz mi to kiedyś? - mówiłam jak w transie i podniosłam szklankę do toastu.
- NASZE zdrowie. - podkreśliłam i spojrzałam w jej oczy.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-21, 20:44   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


To nie było proste. Ba, to wszystko było cholernie trudne. Szczególnie teraz. Nie wiem co takiego zrobiłam, że moje życie akurat teraz musiało się tak komplikować. Powinnam to chyba potraktować jako kolejną szansę, ale coś... Coś nie do końca mi na to pozwalało. Pokusa zapomnienia o wszystkim, odpuszczenia sobie tego co złe i skupienia się na tym, co dobre, była zbyt wielka. A jednocześnie wiedziałam, że jeśli teraz nie porozmawiamy, tak szczerze, to nie wybaczę tego sobie. Bo przy kolejnym zniknięciu nie będzie już kogo zbierać...
Czarne scenariusze jednak starałam się odwieść na bok. Nie mogło być tak źle, prawda? Roseberry nie zgodziła się na to spotkanie tylko z litości, prawda? To nie tak że zobaczyła psa bez nogi i chciała go tylko pogłaskać, nim pójdzie dalej w swoją stronę. To nie mogło tak być.
Tak, te krótkie... Stwierdzenia, wcale nie pomagały mi w tym natłoku myśli. Czułam się coraz bardziej skonfundowana, jednak starałam się nie dać tego po sobie poznać, zakrywając wszystko uśmiechem. Tym, który niegdyś potrafił stopić każdy z jej fochów...
Już chciałam jej odpowiedzieć "Ja, łóżko i więcej alkoholu", ale powstrzymałam się przed tym. To nie był czas na takie sugestie. Nie mogłam się jednak powstrzymać przed jednoznacznym spojrzeniem w jej stronę, z lekkim przygryzieniem wargi. Trwało to ułamek sekundy, jednak byłam pewna, że Ricky na pewno to dostrzeże.
- Ktoś Ci je w końcu robił, no nie? - Odpowiedziałam po chwili na jej pytanie. Zważając na to, ile razem wypiłyśmy za czasów mieszkania w akademiku, nie powinno jej to wcale dziwić. Oczywistym też było, że pamiętałam o niej znacznie więcej, jednak... Chyba nie chciałam się jeszcze rozpływać w tych wspominkach. Jeszcze nie.
Prychnęłam, gdy usłyszałam jej wyznanie, chyba pierwszy raz odwracając od niej wzrok. Co jak co, nie chciałam, by widziała jak moje oczy się szklą. Tym bardziej - nie mogłam sobie pozwolić na płacz. Nie byłam tym typem kobiety, który rozczulał się z byle powodu. A jednak... Ostatnio te załamki spotykały mnie zbyt często... Podniosłam swoją zdrową, lewą nogę, opierając ją o siedzisko, na którym się znajdowałam, a swój łokieć podparłam na kolanie, w tym samym momencie przecierając swoją dłonią oczy i zgarniając grzywkę do tyłu. Dopiero teraz mogłam ponownie spojrzeć na brunetkę. - Głupie pytanie. Wiesz, że nie potrafię się na Ciebie złościć... Chciałam tylko zrozumieć, dlaczego opuściłaś mnie bez słowa... - Wyznałam, mimo, że nie powinnam, po czym skinęłam na jej ostatnie słowo, przechylając kieliszek i wlewając sobie jego zawartość do gardła. Na mojej twarzy pojawił się lekki grymas, który jednak szybko ustąpił miejsca ponownemu, lekkiemu uśmiechowi. Czemu do kurzej twarzy nie mogłam przestać się uśmiechać, nawet gdy moje serce było rozdarte na strzępy?!
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-21, 21:15   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Trudne dla nas obydwu. Wiedziałam co powinnam zrobić. Odkupić swoje winy. Nie wiem jeszcze w jaki sposób, a Rocky nie będzie zadowolona gdy dowie się że znowu zatapiam się w czymś przed czym uciekłam. Ale już za późno. Tak sama przed sobą muszę się przyznać. Od momentu jak wypowiedziała moje imię w sklepie byłam jej. Nie potrafiłam trzeźwo myśleć. Okej wiedziałam co robię, ale mój mózg kłócił się z sercem jak w tej zasranej reklamie. Nie dałabym rady zostawić znowu Samanthy. Nie miałabym w tym momencie tyle odwagi co wtedy, zwłaszcza wiedząc, że ma tutaj nową rodzinę, którą jest bractwo. Nie zrobiłabym tego bo wiem jakby to mogło się skończyć również dla mnie. Przeszłam już jedną depresję z którą musiałam poradzić sobie sama. Tyle mi starczy. mogłabym porównać się do stłuczonej szklanki którą ktoś nieporadnie poskładał, ale nie skleił, a towarzystwo, głos, dotyk Samanthy był klejem który mnie utrwalał. Widziałam jej gesty zwłaszcza tą przygryzioną wargę. Wiedziałam że ze sobą walczy, by nie podejmować głupich decyzji, ale ten jeden mały gest doprowadził do tego że poprawiłam się na krześle i wyprostowałam. Bardzo dobrze wiedziałam co on oznaczał i ukradkiem spojrzałam na kanapę gdzie mogłoby się dużo wydarzyć. Szybko jednak odgoniłam tę myśl i spojrzałam prosto w oczy Sami.
- Tak to prawda. Robiłaś najlepsze drinki. - powiedziałam z pochwałą. Zawsze jej to mówiłam, gdy mi je robiła. Z tym jednym stwierdzeniem wleciały mi do głowy wspomnienia z tym związane. Uśmiechnęłam się leciutko, ale wiedziałam, że muszę się skupić na rozmowie, a nie na przeszłości. Widziałam jak Samantha odwróciła głowę, a po chwili poprawiła się. Miałam ochotę usiąść bliżej niej i ją przytulić, ale nie miałam pewności czego ona chcę, więc wolałam się nie ruszać.
- Ty nie potrafisz się złościć, ale nie wiem czy ja sobie wybaczę. - wyszeptałam spuszczając wzrok. - Bałam się, że mnie już nie będziesz chciała przez to co się, wtedy stało. Nie pomyślałam, żeby zostawić Ci jakąkolwiek wiadomość, bo myślałam, że ... z resztą nie myślałam. Wiedziałam że mnie znienawidzisz. - powiedziałam i starłam łzę z policzka. Upiłam spory łyk swojego drinka, ale niewiele mi on pomógł, więc wzięłam drugi. Już wieki nie miałam alkoholu w ustach, ale jest to przyjemny gorzki smak pomieszany ze słodkim napojem, a ciepło rozpływające się było cudowne.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-21, 22:08   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Cóż. Wiele przeszłyśmy, to było pewne. Zarówno w wieku młodzieńczym, czasie naszej znajomości, czy przez ostatnie kilka lat rozłąki. Pewne było, że część naszych akcji wpływała na nas bardziej, niż inne. Nie wiedziałam co prawda, jak ten wypadek wpłynął na Ricky, wiedziałam jednak, co się stało ze mną... I tylko liczyłam, że dziewczyna nie wyszła na tym tak samo źle, jak ja.
Uśmiechnęłam się na jej pochwałę. No bo... No lubiłam być chwalona. Kto nie lubił? A nawet najmniejsza pochwała z ust kogoś, kto znaczył dla Ciebie tak wiele... Była znacząca. Szczególnie w momentach, gdy czujesz się jak gówno i rozważasz nad własną egzystencją. - Miałam dla kogo się starać. I mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy, choć dwa składniki to trochę mało, by móc to stwierdzić... - rzuciłam, po czym nalałam sobie kolejną porcję trunku do kieliszka. Pewnym było, że wypiję dziś więcej, niż ta słodka istotka siedząca naprzeciwko mnie. W końcu... Tak to już bywa, gdy pije się na czysto. Przechyliłam szkło przy swych ustach, jeszcze zanim brunetka zdążyła wylać z siebie swój żal. Przymknęłam na chwilę oczy, przysłuchując się jej każdemu słowu, jednocześnie czując ciepło rozchodzące się po moim przełyku. Pierwszy raz, to ciepło mnie nie cieszyło. - Hej. Hej, kruszyno. - Zaczęłam, prostując nogę i wyciągając w jej kierunku jedną ze swych dłoni. Niestety, nie byłam w stanie sięgnąć dalej, niż do jej kolana. Ale to też chyba liczyło się jako próba otuchy, prawda? Gdybym tylko miała zdrową nogę, nie wahałabym się nawet chwili przed wstaniem i przytuleniem jej. Nie lubiłam patrzeć na jej łzy. Nawet w chwili, gdy powinny wprawiać mnie w satysfakcję. Ale ja po prostu nie potrafiłam jej nienawidzić. Nie potrafiłam żywić do niej żalu... - Spójrz na mnie, okej? Ja czaję, byłam wtedy paskudną osobą. Ale właśnie przez to, że mnie taką zaakceptowałaś, przez te wszystkie nasze rozmowy... Coś zaczęło we mnie pękać, wiesz? Teraz może i jest mi przykro, ale tylko z tego powodu, że nie byłaś w stanie tego zauważyć... - Stwierdziłam, uśmiechając się do niej zza zaszklonych oczu. Nie mogłam sobie jednak pozwolić na uronienie choćby jednej łzy. Musiałam być silna, za nas obie. Bo inaczej zaczniemy beczeć jak przedszkolaki i nic sobie nie wyjaśnimy. - Jakbyś wtedy poświęciła mi choćby chwilę na rozmowę... To by się nigdy nie stało... - Dodałam po chwili, ściszając swój głos. - Ale naprawdę, nie mam Ci tego za złe, okej? Kochałam Cię. Nie... - Zacisnęłam wargi i swoje palce na jej kolanie, przez chwilę odwracając swój wzrok. - Wciąż Cię kocham. I jak to sama ujęłaś - nawet ta największa głupota tego nie zmieni. - Mój wzrok, ponownie skupił się na oczach brunetki, tej mojej słodkiej kruszyny sprzed lat. Jeśli i ona skupiła się teraz na mnie, nie mogłaby zobaczyć nic, poza szczerością bijącą z mego uśmiechu. Tak bardzo się cieszyłam, że mogłam ją odnaleźć, mimo tych wszystkich nieprzespanych nocy, przepitych butelek i zapłakanych poduszek...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-21, 22:37   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


To prawda chwalony lubi być każdy. Bo jak to się mówi? To łechta nasze EGO, ale trzeba uważać później żeby nie spaść z poziomu EGO na poziom IQ, bo to może boleć. Chociaż Sami to się nie tyczy po tych jej studiach psychologicznych jeśli się nie mylę i dobrze pamiętam. Słysząc zdrobnienie, które tak bardzo lubiłam i czując jej dotyk na kolanie podniosłam lekko spojrzenie wycierając oczy. Dobrze że miałam wodoodporny tusz i kredkę. Po chwili i jednym głębszym wdechu zrobiłam to o co mnie prosiła i spojrzałam w jej oczy, które też były zaszklone. Miałam ochotę ją przytulić i w sumie przecież nic mi w tym nie przeszkadzało oprócz moich wątpliwości do tego czy w ogóle zrobiłam słusznie przychodząc tutaj.
- Przepraszam. - wyszeptałam cicho i spojrzałam na jej dłoń i w tym momencie wygrał odruch. Położyłam swoją rękę na jej i lekko ścisnęłam. Jej dotyk sprawił że na mojej skórze pojawiły się ciarki, a to co powiedziała później zbiło mnie kompletnie z nóg. Dobrze, że siedziałam na tym krześle bo właśnie, bym upadła. Ona nadal mnie kochała. Mnie?! Tą która ją porzuciła jak szczeniaka, który jej się znudził?? Nienawidziłam siebie za to, zwłaszcza w tym momencie. Odstawiłam swojego drinka na podłogę i spojrzałam na Samanthę, a raczej prosto w jej oczy. Widziałam że odsłoniła przede mną karty.
- Też Cię Kocham. - powiedziałam i przybliżyłam się do niej i złożyłam na jej ustach słodkiego buziaka. Jej usta były tak miękkie jak je zapamiętałam. - Ale wydaję mi się że lepiej będzie jeśli w tym momencie wrócę do domu. - oznajmiłam smutno. Wiedziałam co czuję Samantha i że mi wybaczyła, ale ja sama nie potrafię tego zrobić. Jeszcze nie. Czuję się wspaniale przy mojej ukochanej, ale nie chcę jej znowu zranić.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-21, 23:04   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wiedziałam, że chodzę po cienkim lodzie. Wiedziałam, że wiele ryzykuję. A jednak... Nie mogłam sobie tego darować. Po prostu nie mogłam...
Nie wiem, co mną kierowało. Powinnam być zła, rozżalona, smutna. A ja? Cieszyłam się każdą chwilą, którą z nią spędziłam, mimo, że wcale nie należały do najpiękniejszych w tej chwili. Może wina była w tej jej ślicznej buźce, pięknych oczach i niebiańskim głosie? Może jej uległam, bo widziała we mnie najlepsze, gdy ja byłam najgorsza? Może właśnie dlatego dzisiaj, po tylu latach, gdy w końcu byłam jakkolwiek wartościowym człowiekiem (nawet, jeśli sama tego nie zauważałam), chciałam zwrócić jej uwagę? Liczyłam, że moje nowe oblicze ją pochłonie...
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, gdy poczułam ten drobny gest - dotyk jej drobnej dłoni na mojej... Odwzajemniłam ten krótki uścisk, odbierając to jako znak, że jeszcze może być dobrze. Że może jednak wcale źle nie zrobiłam, przyprowadzając ją tutaj. Naprawdę, byłam gotowa jej wybaczyć ucieczkę, jeśli tylko obieca mi, że nigdy więcej tego nie powtórzy. Moje serce nie zniosło by kolejnej takiej straty...
Nie minęła też chwila, gdy poczułam smak jej jej szminki i ciepło jej ust na moich... Przymknęłam oczy, by móc się delektować tą chwilą... Ta jedna chwila, w której mogłam się rozpłynąć, mimo, że trwała tak krótko... Nie przestawaj, proszę, nie przestawaj - modliłam się w duchu. A jednak przestała. I to bynajmniej, by znowu wyznać swe uczucia...
- C-co? - Wydukałam tylko, będąc w lekkim szoku. Widać... Wciąż jej nie rozumiałam. Albo może to właśnie była moja wina? Może próbowałam ruszyć to zdecydowanie za szybko? A może... Może to ona znalazła sobie kogoś innego i moje towarzystwo w tym momencie tylko wprawiało ją w zakłopotanie? Jezu, jaka ja byłam głupia... Przecież przez te lata ona mogła już dawno ułożyć sobie lepiej życie.
Zacisnęłam wargi, nie spuszczając z niej wzroku. Nie mogła mnie teraz zostawić. Nie bez odpowiedzi. - Proszę, nie teraz... Nie teraz, Ricky... - Wyszeptałam w jej kierunku, ponownie łapiąc ją za nadgarstek. Nie był to silny chwyt, jednak wystarczający, by dziewczyna nie zniknęła nagle za drzwiami. W końcu... Nie mogłam od tak wstać i zastawić jej drogi, prawda? Ja pierdole! Ta pieprznięta noga! - Porozmawiaj ze mną, no... - wydukałam, gdy moje oczy wciąż ją lustrowały, w poszukiwaniu jakichkolwiek odpowiedzi. - Czy Ty już... Już... Masz kogoś innego? - zapytałam po chwili, pełna zwątpienia, czy w ogóle powinnam zadać takie pytanie. Nie chciałam jednak wchodzić z butami w jej nowe życie, jeśli sobie tego nie życzyła...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-21, 23:31   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Było mi tak przyjemnie, wróciły wszystkie wspomnienia, a ja się w nich rozpłynęłam. Może to właśnie to spowodowało mój odwrót, a może to moje wątpliwości co do samej siebie? Nie wiem, ale najchętniej odwróciłabym się i wyszła. Wiedziałam jednak, że nie na tym polega związek i to co pomiędzy mną, a Sami nadal istnieje. Odetchnęłam głęboko i się lekko odsunęłam. Spojrzałam na moją Sam. MOJĄ. Nadal była moja. Właśnie to mnie cieszyło i niepokoiło w jednym. Nie podejrzewałam że jeden dzień i jeden wypad do sklepu może zmienić moje życie. Chciałam zostać na kilka dodatkowych minut, godzin, dni, a może i lat, ale nie byłam gotowa na to wszystko. Tak miło było i w ogóle, ale kurcze. Nie zapomnę o tym jak ją zraniłam, a co do ułożenia sobie życia?
To chyba nie możliwe. Nie przez trzy lata gdzie po dwóch wyszło się dopiero z depresji. Jeden rok "normalnego" życia nie jest odpowiednim czasem, by zapomnieć o swojej jedynej miłości i pocieszać się kimś innym. Nie dla mnie. Byłam zawsze stała w uczuciach i to się NIGDY nie zmieni. Uśmiechnęłam się blado i przeniosłam spojrzenie na jej uścisk. Jej wydukane pytanie przywróciło mnie do tego co się dzieję. Zauważyłam, że chyba się wahała, ale złapałam jej dłoń, którą mnie trzymała. Zrobiłam to, by na mnie spojrzała.
- Rozmawiamy Sami, ale uwierz mi że nie chodzi tutaj o Ciebie. - oznajmiłam próbując ją podnieść na duchu. Gdy usłyszałam jej pytanie zaśmiałam się głośno kiwając głową z niedowierzaniem.
- Na prawdę pomyślałaś, że chciałabym... A raczej czy mogłabym związać się z kimkolwiek innym kochając przez te trzy lata tylko i wyłącznie Ciebie skarbie? A po za tym przez dwa lata nie wychodziłam prawie z domu z powodu depresji, której z własnej winy się nabawiłam.- powiedziałam i spojrzałam na nią rozbawiona. - Nie nikogo innego nie mam, nie miałam i nie będę miała. - dodałam ciszej i przesiadłam się bliżej Sami. Złapałam ją za podbródek i pocałowałam.
- Boję się, że znowu spieprzę. - powiedziałam szeptem nadal będąc kilka centymetrów od jej twarzy.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-22, 00:12   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Stałość...
Czy właśnie tego brakowało w moim życiu? Stałości?
Pewnie tak. W końcu... Nie bez powodu popadłam w całkowity alkoholizm i próbowałam szczęścia wśród innych. Nie potrafiłam go znaleźć i szukałam dalej, często się myląc i potykając. Próbowałam wypełnić tą pustkę w moim sercu, jednak nic nie dawało wystarczającego ukojenia...
Kurwa...
Nie puściłam jej dłoni. Nie mogłam. Miałam wrażenie, że to jedyny sposób, by ją tu zatrzymać, choćby na kilka chwil dłużej. Słuchałam jej słów, a każde z nich wbijało się w moją duszę, wprawiając mnie w coraz gorszy nastrój. Depresja, zmagała się z depresją. Częściowo na pewno spowodowaną przez moje dawne nastawienie.
Nie była pierwsza, przecież Aaronowi zrobiłam dokładnie to samo. Na samą myśl, że byłam czynnikiem, który psuł innym życia, moje oczy ponownie się zaszkliły, a ja - pociągnęłam smutno nosem. Ponownie jednak, nie pozwoliłam sobie na urojenie choćby i najmniejszej łzy.
Jednak... Dopiero kolejne słowa brunetki całkowicie mnie złamały. Opuściłam głowę i załkałam nad własną słabością. Kurwa, pod tą twardą skorupą, którą próbowałam budować przez lata, byłam słaba. I ok, może to i Ricky uciekła, ale to ja nie potrafiłam dotrzymać jej wierności już po kilku tygodniach. Nie mówiąc o moim ostatnim upiciu z Alison, ja pierdolę!
Wzięłam głębszy wdech, by się ogarnąć. Musiałam. Nie mogłam beczeć, nie byłam beksą. Przetarłam powieki, by mieć pewność, że ani jedna skurwiała łza nie opuściła moich oczu... Nie mogłam jej o tym wszystkim powiedzieć. Nie teraz.
W tej też chwili poczułam, jak miejsce koło mnie jest zajmowane. Chciałam... Chciałam jej coś odpowiedzieć, ale nawet nie zdążyłam, po poczułam jej delikatną dłoń na swojej twarzy, a po chwili, mogłam znowu rozpłynąć się przez magię tego pocałunku. Oddałam mu się, choć na chwilę chciałam mu się oddać. Zapomnieć o tym co złe, wywalić tego moralnego kaca, który dopiero teraz zacznie na mnie ciążyć... Objęłam ją przy tym, jedną ze swych dłoni starałam się ją objąć, nie... Starałam się do niej zbliżyć, przez położenie mej dłoni na jej karku. Tylko tak mogłam mieć pewność, że nagle nie ucieknie z moich objęć.
Wszystko co dobre, musi się jednak skończyć...
- To nie pieprz. I nie spieprzaj. - Rzuciłam, chyba pół-żartem, choć tak bardzo serio osobiście to odbierałam. W końcu też wysiliłam się na uśmiech - szczery, radosny, może tylko odrobinę wyzywający, gdy zgarniałam niesforny kosmyk włosów z twarzy tej ślicznotki. - Kocham Cię, kruszyno. - Dodałam po chwili, gdy przycisnęłam jej ciało do swojego, chyba wymuszając przytulenie. Była taka drobna, a miała tak wielkie serce... Może i nie raz głupie, ale jednak wielkie. Wdychałam zapach jej szamponu, gdy gładziłam delikatnie jej włosy. Serio, nie chciałam niczego pospieszać, nie z nią. Chciałam tylko... Chciałam móc ją znów poczuć, znów dotknąć, znów powąchać... Znów pozwolić sobie na te drobne pieszczoty, które niegdyś tak wiele dla nas znaczyły... Chciałam móc ją poznać na nowo...
- To... Co było po tych dwóch latach? Co z Rocky? - zapytałam. Oczywistym było, że jej siostra raczej była dla mnie drugorzędnym tematem, jednak byłam pewna, że zniknęły wtedy razem. Inaczej... Choćby ona dała mi odpowiedzi na wszystkie moje pytania, prawda? Bardziej jednak i tak interesowało mnie, co też ta lepsza, bo moja połówka Roseberry miała za sobą...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-22, 00:41   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak miło było czuć ją przy sobie. Tak blisko. Poczuć jej zapach jej dotyk. Należałam do niej. Zawsze i bez względu na to jak starałam się tego unikać i omijać. Nie potrzebnie, bo i tak los chciał i nas razem znowu połączył. Właśnie tego było mi potrzeba. W tym momencie nie miałam wątpliwości. Dobrze zrobiłam przychodząc tutaj. Nigdy więcej jej nie zostawię. NIGDY. Uśmiechałam się tak szeroko że zaczynały boleć mnie policzki. Od dawien dawna nie miałam tak dobrego humoru. Podejrzewam, że już mi tak zostanie.
- Obiecuję. Obiecuję Ci, że nie ucieknę. Nie zostawię Cię Sami. - oznajmiłam i odwzajemniłam uścisk. Poczułam jej zapach i napawałam się nim. Jej ciało było takie ciepłe, a moje od razu zaczęło na nią reagować i pojawiły się przyjemne ciarki. Zamknęłam oczy i miałam nadzieję, że ta chwila nigdy nie minie. Po chwili jednak jej pytanie wyrwało mnie z rozmarzenia.
- Jak już zaczęłam wychodzić z domu? Chodziłam na siłownię gdzie poznałam mojego trenera. Zaczęliśmy ćwiczyć i robimy to do teraz. Stał się moim przyjacielem, który zawsze mnie wysłucha. A co u Rocky? Hhmm. Myślę że dobrze. Poświęciła się dla mnie i przyjechała tutaj ze mną, ale jeździła robić dyplom, więc nie zburzyłam jej wymarzonego podejścia do świata i nauki. - zachichotałam. - a Tak to nic się nie zmienia od tych kilku lat jak tu przyjechałyśmy. Lepiej opowiadaj co u Ciebie, bo widać, że masz więcej atrakcji niż ja. - oznajmiłam z uśmieszkiem i popatrzyłam na jej nogę. Nie chciałam poruszać zbyt drastycznych tematów, ale ciekawiło mnie co się stało dokładnie. Z resztą chciałam wyczuć jak dużo Samantha wie. Nie chciałam powiedzieć za dużo na przykład o bractwie, więc wolałam żeby to ona opowiadała.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6