Poprzedni temat «» Następny temat
Central Market
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-21, 20:33   Central Market



[Profil]
 
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 15:33   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


// Początek

Nie spodziewałam się tego, że tak szybko będę musiała stać się odpowiedzialna. Z siostrą mieszkamy razem i rozdzielamy między sobą obowiązki, ale to i tak sporo. W tym tygodniu to ja chodzę na zakup, gotuję, a Rocky sprząta i pierze ciuchy
Dzisiaj na obiad wymyśliłam pierś z kurczaka na słodko, ale oczywiście zapomniałam kupić ostatnio miód, a to co było w mieszkaniu niestety nie wystarczy. Ubrałam się szybko w pierwsze lepsze ciuchy jakimi były czarne rurki, bokserka i sweter. Na to kurtkę i moje ulubione buty militarki. Samochodem dojechałam do supermarketu, w którym zawsze robiłam zakupy i weszłam do środka rozglądając się za celem mojego pobytu tutaj.
Przez parę minut przeglądałam produkty, które mogłyby przydać mi się w domu, ale nie zainteresowały mnie na tyle bym wypełniła nimi cały koszyk. Oczywiście minęłam się z kilkoma znajomymi twarzami, z którymi wymieniłam kilka uprzejmych zdań.
W końcu dotarłam do regału z miodem, dżemami i wszystkim co zdrowe. Rozejrzałam się za miodem lipowym i włożyłam go do koszyka. Odwracając się zauważyłam ciemne włosy jakiejś kobiety. Były krótkie i bardzo przypominały mi kogoś kogo znałam wcześniej. Miałam nadzieję że się mylę i że nie jest to Samantha, ale wolałam nie ryzykować i odwróciłam się napięcie mając na celu ucieczkę.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 16:04   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Ból, nie ból, złamanie, nie złamanie, lodówka się sama nie napełni.
Wygramoliłam się ze swojego nazbyt wygodnego łóżka i wyszłam poza swoje bezpieczne, cztery ściany, tachając pod ramionami te paskudne kule, dzięki którym byłam w stanie gdziekolwiek dotrzeć. Nie znosiłam ich strasznie, ale cóż począć, gdy mieszka się samemu? Mój błąd, że nie poprosiłam Shivali o drobne zakupy, gdy przychodziła do mnie w odwiedziny. Ale może uznałam to już za zbyt nachalne? Chociaż znając jej dobre serduszko, nie miała by nic przeciwko...
No ale nic. Kierunek → sklep. Pamiętaj Sam, kup coś poza alkoholem, choćby chleb i pasztet. Bo inaczej zdechniesz z głodu, albo zachlejesz się we własnej pościeli... A żadna z tych opcji nie była dobra.
Nigdy nie sądziłam, że zakupy kiedykolwiek będą sprawiać mi tyle trudności. Koszyk ani wózek w mojej obecnej sytuacji nie wchodziły w grę, więc skrupulatnie pakowałam kolejne artykuły do lnianej torby, którą miałam przewieszoną przez ramię. Niech pomyślę... Pieczywo, mleko, chyba nawet wpakowałam do środka jakiś owoc... Ale to wciąż było za mało. Snułam się przez kolejne alejki, wspierając się na tych nieszczęsnych kulach, gdy w końcu trafiłam między jakieś przetwory, wśród których znalazłam nawet dżemy. W sumie... Chyba przyda mi się coś tak lekkiego na przekąskę. Jak na złość jednak, gdy tylko spróbowałam się schylić po ten nieszczęsny słoik, cała moja torba spadła z mego ramienia, a zebrane przeze mnie artykuły rozsypały się po podłodze.
- Kurw... - Mruknęłam pod nosem ze zrezygnowaniem... Całe szczęście, ktoś jeszcze był w tej alejce. W końcu słyszałam jakieś kroki.
- Przepraszam, czy mogłabyś mi pom... - Zaczęłam swoją prośbę, odwracając się w kierunku innej zakupoholiczki, gdy zauważyłam, że jest nią... Ricky. Moja Ricky. Zachwiałam się na jej widok, mimowolnie podpierając o półkę z dżemami i przesuwając ich całą masę z niemałym stukotem. Na szczęście jednak żadnego nie zwaliłam. Tylko tego mi było trzeba...
- Ricky... - Udało mi się tylko wymamrotać. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam co się działo. Natłok moich myśli mnie przytłumił. Miałam ochotę do niej podejść, przytulić, pocałować... Jak przed laty. Chciałam wiedzieć, co się z nią stało. Ale nawet... Nie byłam w stanie zapytać. Po prostu mnie wmurowało...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 16:55   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wszystko się rozwaliło. Cały mur, który budowałam przez tyle lat runął w kilka sekund. Przez kilka słów. Stanęłam jak wmurowana i przymknęłam oczy. Wszystkie wspomnienia wróciły, pocałunki, imprezy, wypadek, ucieczka. Zrobiłam jeden wdech i starłam jedną samotną łzę z policzka. Po drugim wdechu policzyłam od dziesięciu w dół, by zniwelować drżenie głosu. Ricky uspokój się. Musisz tylko podejść, przywitać się, pomóc i odejść. Tylko tyle potrzeba, a później wrócisz do własnego życia. Do życia bez Samanthy. Trzeci wdech był najgłębszy. Odsunęłam wszystkie myśli na bok, moglibyście pomyśleć że chodziłam do psychologa, ale pomylilibyście się. Po prostu czytałam w Internecie techniki na zapominanie o przykrych zdarzeniach, ale wiecie co wam powiem? To nie działa. Nie wiem po co ludzie chodzą do tych "niby" lekarzy. Chyba tylko dlatego, że nie mają przyjaciół i muszą płacić nieznajomym za to, żeby ktoś go udawał. Odwróciłam się w stronę dziewczyny. Zlustrowałam ją od góry do dołu. Była tą samą Samanthą którą znałam. Styl ubierania, włosy, usta, postawa. Tylko jedna rzecz mi się nie podobała. Sami chodziła o kulach. Zabolało jak cholera. Stała się jej krzywda, a mnie przy niej nie było. Podeszłam bliżej niej.
- Cześć. - starałam się powiedzieć to beznamiętnie, ale można było wyczuć nutkę niepewności i strachu w moim tonie głosu. Zerknęłam na ziemię gdzie leżały jej zakupy. Schyliłam się żeby je pozbierać. Gdy się wyprostowałam zrobiłam jeden błąd. Spojrzałam w jej oczy i w nich utonęłam. Nie wiem ile tak patrzyłam, ale gdy pozbierałam myśli odsunęłam się od niej na krok i jej torbę z zakupami włożyłam do mojego koszyka.
- Chyba potrzebujesz pomocy? - zapytałam retorycznie, bo i tak już pozbierałam to co się rozsypało.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 17:17   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie wiem co było nie tak z tym rokiem, z tym miesiącem... Czemu tak wiele zerwanych niegdyś znajomości, musiało się odnawiać właśnie teraz? Dale, Aaron, teraz Ricky... Czemu wszystkie osoby, które wyrwały się z mojego życia, właśnie teraz do niego powracały?
Trudno było mi zebrać myśli, a moje serce biło jak szalone. Nie wiedziałam, co robić, czy co mówić... Tyle lat... Tyle lat bez odpowiedzi. Tyle pytań. Tyle wątpliwości...
Widziałam, że i panna Roseberry zmagała się sama ze sobą. To znaczyło, że nie tylko dla mnie ta chwila była trudna do przyswojenia. Co tu robiła? Czy od dawna tu była? Czy podobnie, jak Aaron, przez lata wymykała mi się, mimo, że mogłyśmy widzieć się już dawno?
Nie dałam rady jej odpowiedzieć. Po prostu lustrowałam ją wzrokiem, jakby zaraz miała się przede mną rozpłynąć. Jakby znowu miała wyparować i już nigdy nie powrócić. Nie zmieniła się wiele, w końcu nie miałam żadnego problemu, by ją poznać. Czy jednak to wszystko było prawdą? Czy nie był to tylko sen na jawie, który zaraz zmieni się w jakiś koszmar?
- Ricky... Ja... Dlaczego zniknęłaś? - zapytałam patrząc, jak zbiera moje zakupy. Sama w tym czasie próbowałam stanąć do pionu na tyle, na ile pozwalał mi mój stan. Wiedziałam, że to nie był czas ani miejsce na takie rozmowy, a jednak nie dawało mi to spokoju. Domyślałam się, jaka może być jej odpowiedź, jednak jakaś mała cząstka mnie wierzyła, że moja dawna sympatia nie uważa mnie za aż takiego potwora... W końcu... Już wtedy przechodziłam zmiany. A ta ślicznotka nigdy nie mogła dostrzec mojego rozkwitu, mojego przeobrażenia, mojej akceptacji... Czy wtedy przegrałam wszystko?
- Yhm... - Mruknęłam po chwili w odpowiedzi na jej jakże oczywiste stwierdzenie. Rzeczywiście. Pomoc była mi teraz bardzo potrzebna. Czy to była moja mała szansa, którą otrzymałam od losu, na naprawienie choć tego jednego błędu? Bo chyba brunetka nagle nie wyrzuci moich rzeczy na ziemię i nie zacznie uciekać w popłochu, prawda? Prawda?!
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 17:46   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Chciałabym, żeby to był sen, nie musiałabym siłować się z moimi myślami i odruchami. Chciałam się przytulić i pocałować Sami, ale nie mogłam. Nie teraz i nigdy więcej, bo przecież mnie nie znosiła. Byłam mutantem, śmieciem, potworem. Czymś czego świat nie przyjmował a ona była razem z tym całym światem. Chciałam jak najszybciej się oddalić, ale z drugiej strony chciałam zostać przy niej. Nadal ją kochałam i nic na to nie poradzę. Jedno spotkanie. Jeszcze do tego w dennym sklepie. Miałam setkę pytań na sekundę, ale powstrzymałam się od zadawaniem ich. Rozejrzałam się po regałach czy nie potrzebowałam jeszcze czegoś. Nie chciałam znów nawiązać kontaktu wzrokowego, bo podejrzewam że nie opanowałabym się i przytuliła ją. Moje serce waliło jak oszalałe, więc wzięłam głęboki wdech zanim jej odpowiedziałam.
- A jak myślisz? Tak było lepiej nie musiałaś wymyślać wymówki żeby mnie rzucić. - oznajmiłam, a końcówkę zdania prawie wyszeptałam. Bolało wspomnienie tamtych czasów, zwłaszcza momentów gdzie podjęłam najtrudniejszą decyzję dotyczącą mojego życia. Nigdy nie uważałam Samanthy za potwora, z resztą kto ją poznał wiedział jaka była na prawdę, a ja miałam to szczęście, by ją poznać.
- Masz coś jeszcze do kupienia? I co Ci się stało? - powiedziałam po chwili, gdy się uspokoiłam. Pokazałam stronę, z której przyszłam. Miałam nadzieję, że zgodzi się żebym ją odprowadziła do kasy. Tyle czasu mi starczy w jej otoczeniu, a później rozstaniemy się w lepszej atmosferze niż parę lat temu. Mogę liczyć przynajmniej na to, bo na nic innego nie miałabym nawet odwagi.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 18:16   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Co?! - Niemal wykrzyczałam, zwracając uwagę zapewne innych przechodniów w tym sklepie. Jak jednak mogłam inaczej zareagować? Jak ona w ogóle mogła tak pomyśleć? Ruszyłam nerwowo ręką, przez co kula w mej dłoni zaczęłam się chwiać, a ja - razem z nią. Kurwa... Nawet nie mogłam jej złapać za rękę, bo byłam zbyt wielką sierotą, by chociaż ustać na własnych nogach. To bolało, tak bardzo bolało... I to bynajmniej, pod względem fizycznym...
Spojrzałam na Roseberry, próbując złapać z nią kontakt wzrokowy. Tak bardzo mi go brakowało... - Ricky, nigdy mi do głowy nie przyszło, by z Tobą zrywać... - Wyrzuciłam w końcu z siebie, jednak już znacznie ciszej. Nie chciałam jeszcze bardziej zwracać na nas uwagi innych. To były nasze sprawy, nasza przeszłość... Przeszłość, z którą dopiero przyszło nam się mierzyć.
Wiem, wiem że zawaliłam. Tak wiele razy powtarzałam jej, jak negatywne uczucia żywię do mutantów. Czy jednak nigdy nie zauważyła, że moje argumenty zaczynały się kończyć? Że się zmieniałam? Że byłam coraz bardziej przychylna?
Coś we mnie pękło w dniu wypadku. Nie... W momencie, gdy zdałam sobie sprawę, że moja ukochana mnie opuściła. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Gdy bezskutecznie stałam pod jej drzwiami, dzwoniąc na nieaktywny telefon, a zza ściany odpowiadała mi tylko martwa cisza... Czy to nie wtedy zaczęłam więcej pić? Czy nie wtedy zrezygnowałam z kontynuacji studiów na wyższym poziomie? Czy nie wtedy oddałam się całkowicie pracy rzemieślniczej?
Jedno, co dobre z tego wszystkiego wyszło - moje dołączenie do organizacji. Chyba tak chciałam odpłacić swoje grzechy...
- Zależy, czy chciałabyś ze mną spędzić wieczór przy piwie i normalnej rozmowie. Bo sama przyznaj - chyba o tym zapomniałaś. - Tak, mój ton mógł wydać się nazbyt pretensjonalny. Cóż jednak mogłam poradzić? Nie tylko ona była tu pokrzywdzona. To mnie zostawiła bez słowa.
Zacisnęłam jednak usta na jej kolejne pytanie. Czy właśnie tak jej mogłam udowodnić, że się zmieniłam? - Postrzelono mnie. Podczas akcji F.P.T.P. - Stwierdziłam, pewnie zbyt oschle. Jednak na mojej twarzy malowała się cała mieszanka emocji. Od smutku, rozgoryczenia, aż przez ulgę - bo wiedziałam, że Ricky żyje. I wyglądało, że trzyma się całkiem dobrze...
Pytanie tylko, czy dziewczyna nie zrozumie moich słów na opak?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 19:50   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie miałam ochoty się tłumaczyć, ale niestety chyba na tym będzie polegała nasza wymiana zdań. Zdziwiłam się, że Sami właśnie tak zareagowała na moje stwierdzenie. Jednak gdy się zachwiała złapałam ją za rękę i pomogłam odzyskać równowagę. Gdy tylko jej dotknęłam przeszły mnie przyjemne ciarki. Jak najszybciej odsunęłam dłoń i spojrzałam jej w oczy próbując wyłapać czy kłamie czy też nie. Niestety nie udało mi się nic z nich wyczytać.
- Nie powiesz mi, że się nie wahałaś. Wątpię żebyś chciała być z jak to mówiłaś na mutantów? Z takim potworem. - załamał mi się głos i odwróciłam głowę w drugą stronę, tak by Sami nie zobaczyła że do oczu napływały mi łzy. Kochałam ją i kocham cały czas, ale to nie zmienia faktu, że ona jest człowiekiem, a ja mutantem. Może i w rozmowach zawsze kontrargumentowałam ją i zawsze wygrywałam, ale wydawało mi się, że to tylko dlatego że pozwalała mi wygrywać. Sama nie wiem pogubiłam się w tym wszystkim po raz kolejny dzisiejszego dnia.
Spojrzałam na moją towarzyszkę, gdy usłyszałam jej propozycję. Miałam nadzieję, że tego nie powiedziała. Czy na prawdę uważa, że można zacząć od początku? Nie wydaje mi się, żeby to było najlepsze rozwiązanie.
- Sami nie wiem czy powinnyśmy. Chyba lepiej będzie jak skończymy na tym spotkaniu. - powiedziałam z lekkim smutkiem i rozdarciem. Sama nie wiedziałam czego chcę. Na sam początek na pewno chcę odpocząć i wszystko sobie przemyśleć.
- F.P.T.P. mówisz? Należysz czy likwidujesz? - zapytałam z nadzieją w głosie, że należy. Nie chciałam po raz kolejny zrywać z nią kontaktu, ale jeśli by się okazało, że nie zmieniła poglądów musiałabym zakończyć tą znajomość jak najszybciej, by chronić moich przyjaciół. Spojrzałam w zielone oczy Sami i lekko się uśmiechnęłam. Uwielbiałam jej spojrzenie. Przenikało mnie, a ja się tym rozkoszowałam. To była moja słabość jedna z wielu.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 20:10   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dotyk. Tak delikatny, przyjemny dotyk...
Jej skóra wciąż była tak samo gładka, jak kiedyś, a na mojej pojawiła się ta dziwna, gęsia skórka. Chyba nie byłam gotowa na ten dotyk. Przez tyle lat, wyobrażałam sobie, jak znowu się spotykamy, wpadamy sobie w ramiona i odchodzimy ku wschodzącemu słońcu. A nie, moment, to przecież miało się nigdy nie zdarzyć.
- Skąd wiesz, skoro nawet nie dałaś mi szansy? Nawet ze mną nie porozmawiałaś? - zarzuciłam jej w pierwszej chwili, czując, jak moje oczy się szklą. W ostatnim czasie robiły to zdecydowanie za często. Noż kurwa! Musiałam przecież jakoś utrzymać swój wizerunek - Sami, babka nie do zdarcia, przepijająca większość facetów o silnym usposobieniu. A miękłam. Miękłam, od nadmiaru emocji, wspomnień, ludzi...
Nie spodziewałam się jednak, że jej kolejne słowa tak mnie zranią... Co najgorsze - to były moje słowa. Zacisnęłam wargi, by powstrzymać się, choć na chwilę, przed powiedzeniem kolejnych, niepotrzebnych słów. Nim mogłam jej odpowiedzieć, musiałam wziąć głębszy wdech. - Wiesz, że nie o to mi chodziło... - Rzekłam, wyraźnie zgaszona. Jeśli wcześniej nie dostrzegła żalu na mojej twarzy, teraz mogła go wyczytać nawet bez starań. - Nie odchodź. Nie teraz... Nie bez wyjaśnień. Nie... Znowu... - Wydukałam po chwili. Widać było, że i ta kruszyna walczyła ze swoimi uczuciami. Ja jednak swoich byłam pewna, nawet po latach. W końcu właśnie przez ten jeden, tak nagle zerwany związek, nie mogłam później znaleźć swojego miejsca u niczyjego boku...
- Należę. - Odpowiedziałam zdawkowo po chwili, siląc się na smutny uśmiech. Nie potrafiłam się otwarcie cieszyć ze świadomością, że ona znów będzie mogła zniknąć z mojego życia, tuż po tym, jak znowu z impetem w nie wskoczyła...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 20:36   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wyobrażenie tego jak się spotkamy? Nigdy tego nie miałam. Wolałam nie wracać do tego myślami, dlatego właśnie zatapiałam się w treningach. Słyszałam w głosie Samanthy że mnie oskarża o to że uciekłam. Tak to prawda uciekłam, bałam się tego co chciałaby mi powiedzieć. Spuściłam wzrok nie wiedząc co odpowiedzieć. Po chwili wydukałam tylko kilka słów.
- Przepraszam. Bałam się, że Cię stracę. Nadal się tego boję. - wyszeptałam i chciałam jak najszybciej skończyć tą rozmowę. Nie miałam ochoty przy niej płakać zwłaszcza nie w sklepie. Widziałam, że chyba znowu wygrałam sprzeczkę słowną. Zadałam cios poniżej pasa, który jest oszustwem, ale udało mi się. Nie wiem czy jest czym się szczycić zwłaszcza, że wyczułam w jej głosie żal. Nie chciałam tego.
- Nie odchodzę. Nie martw się o to Sami. - oznajmiłam spoglądając na nią. - Masz komórkę? Wpisze Ci mój numer. - zapytałam. Wiedziałam, że daje jej nadzieję. Nie chciałam się nią bawić, ale nie chcę też, by pomyślała, że znowu ucieknę. Dzięki temu będzie miała ze mną kontakt.
- Należysz? - zadziwiłam się na tyle że powiedziałam to dość głośno w porównaniu z wcześniej prowadzoną konwersacją. - Czyżbyś zmieniła strony? Od kiedy nas nie nienawidzisz? - zapytałam zaciekawiona.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 20:56   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie rozumiałam tego. Nie rozumiałam jej. A przecież powinnam, prawda? Po coś uczyłam się tej pieprzonej psychologii. A mimo wszystko, tok rozumowania Roseberry całkowicie wybił mnie z rytmu. Gdzie w tym logika? Gdzie w tym sens?
Na moich ustach zagościł uśmiech, mimo, że w oczach dalej odbijał się smutek za zaszkloną przesłoną. - I dlatego uciekłaś? - zapytałam z niedowierzaniem, patrząc w jej oczy. Rany... Tak bardzo miałam ochotę teraz złapać jej dłonie, złożyć na nich krótki pocałunek i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. A jednak wciąż byłam unieruchomiona przez te dwa stabilizatory zwane kulami...
Chyba jednak los się do mnie uśmiechał. Nie uciekła. Wciąż ze mną rozmawiała. Jej głos wciąż pieścił mój słuch. A nawet... Przez chwilę, przez ten ułamek sekundy, miałam wrażenie, że wszystko może wrócić do dawnej normy. Z mojego gardła wydobył się krótki, acz szczery śmiech, który ledwie powstrzymał mnie przed płaczem. - Tak, mam, poczekaj chwilę... - poprosiłam, opierając swój ciężar jedną pachą, na jednej z kul, gdy próbowałam wygrzebać swoją komórkę z kieszeni spodni, po czym przekazałam urządzenie w ręce brunetki.
Zdziwienie na jej twarzy również dawało mi pewnego rodzaju nadzieję, że może jednak Ricky da radę odzyskać wiarę we mnie? Że znowu nie zwątpi? Że znowu mi zaufa?
- Widać Twoje argumenty przekonały mnie bardziej, niż Ci się wydawało. - padło z mych ust pół-żartem, pół-serio, po czym zagościł na niej uśmiech. Kiedyś, tym drobnym gestem potrafiłam ją rozproszyć, odwrócić wszelkie złe myśli... Czy dalej miałam tą moc? Czy dalej będę zdolna choć trochę na nią wpłynąć?
- To co? Złapiemy te procenty? Za stare czasy? Pójdziemy gdzieś porozmawiać na spokojnie? - Zaproponowałam, czy może raczej poprosiłam, licząc, że stopię tej kruszynie serce. No, i nie mogłam też ukryć, że liczyłam, że damy radę gdzieś przysiąść... Tak bardzo chciałam znów móc jej dotknąć...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 21:26   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Może i było to śmieszne, ale takie podejście miałam. Nie straciłam Sami, bo ode mnie nie uciekła. Nie miała możliwości, bo ja zrobiłam to pierwsza. To nie ja poczułam się odrzucona, a gdybym została i Samantha by mnie rzuciła wtedy bym ją straciła. Straciła na zawsze.
- Wiem głupie. - oznajmiłam z lekkim uśmiechem. Gdy usłyszałam jej śmiech zrobiło mi się ciepło na sercu i po raz kolejny zapatrzyłam się na nią. Była idealna, piękna i wygadana, a czasem po prostu potrafiła mnie rozłożyć na łopatki kilkoma gestami jak w tym momencie. Tak nadal to potrafiła. Zawsze to na mnie działało. Wzięłam od mojej Samanthy telefon i wpisałam mój numer. Puściłam sobie strzałkę, żeby zapisać numer.
- Okej teraz będziesz mogła mnie złapać zawsze.- oznajmiłam oddając jej urządzenie.
- Taaaak możliwe, że przekonały. - powiedziałam z ironią, ale się uśmiechnęłam. Widziałam jak Sami promienieje przy mnie staje się tą samą Samanthą, którą znałam wcześniej.
- No dobra weźmiemy coś, ale .... - przerwałam na chwilę odwracając się do Sami i grożąc jej palcem. - coś lekkiego, nie chcę się upić, bo siostra mnie zastrzeli. Z resztą wiesz jaka jest Rocky. - machnęłam ramionami i poszłyśmy w stronę regałów z alkoholem.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 21:52   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie było tak źle. Nie mogło być. Może jednak los wcale nie jest tak okrutny? Może jednak ta wizja wspólnego odejścia ku zachodowi słońca miała jeszcze prawo się spełnić?
Ale wróćmy do rzeczywistości. Sklep. Zakupy. Ricky. Moja Ricky...
Miałam ochotę dać jej prztyczka w nos, gdy przyznała się do własnej głupoty, ale siłą rzeczy, nie byłam w stanie tego zrobić. Mogłam natomiast odwzajemnić jej uśmiech, patrząc prosto w jej piękne oczy... Zdecydowanie, nigdy na nikogo nie patrzyłam, jak na nią. Była moją pierwszą, i nie ważne, jak bardzo starała się mnie unikać, chciałam dopilnować, by była też ostatnią. Tym bardziej teraz, gdy miałam szansę znów ją zatrzymać.
I tylko krótka, gorzka myśl przeszła przez moją głowę. Alison. Już wcześniej czułam kaca moralnego, po tamtej nocy. Teraz jednak czułam się jeszcze gorzej, z myślą, że w ogóle pozwoliłam nam na takie zbliżenie. Że pozwoliłam sobie uwierzyć, że ktoś mi zastąpi moją pierwszą miłość...
Szybko jednak się otrząsnęłam z tych myśli. Nie mogły mnie dręczyć, nie teraz. Teraz liczyło się dla mnie tylko to, by ta kruszyna poświęciła mi trochę więcej czasu, niż te minuty spędzone w kolejce do kasy.
- Dzięki. - mruknęłam, uśmiechając się pod nosem i chowając telefon z powrotem do kieszeni. Znaczyło to dla mnie wiele, co w sumie mogło wydawać się dziwne. W końcu... Byłam dorosłą kobietą, już prawie dochodziłam trzydziestki. A w te kilka minut poczułam się znowu jak gówniara na studiach...
- Mogę Ci to udowodnić, jak będę miała wolne ręce. - Skwitowałam krótko jej odpowiedź. Naprawdę się zmieniłam. I to właśnie Ricky mi w tym pomogła.
Norma? Szczęście? Chyba tak mogłam nazwać to uczucie, które mnie ogarnęło, na kolejne słowa dziewczyny. Zgodziła się. Naprawdę się zgodziła. Poczułam przyjemne ciepło rozchodzące się po moim ciele, podobne do tego, który przeżywa nastolatek, który pierwszy raz dostanie walentynkę.
- Wybieraj co chcesz, ja płacę. - Stwierdziłam z szelmowskim uśmiechem, po czym ruszyłam za nią w kierunku mojego ulubionego działu. - Możemy też zamówić tajskie, jak kiedyś, na wynos, hm? - Zaproponowałam po chwili, przebierając moimi czterema nogami...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2018-02-20, 22:13   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Tak bardzo brakowało mi takiej rozmowy i bliskości Samanthy. Nawet sama nie zdawałam sobie z tego sprawy, jak bardzo tego pragnęłam. Moje ciało reagowało na każde jej słowo i uśmiech nie wspominając o dotyku. Chciałam być bliżej, ale na razie próbowałam odsuwać od siebie tę myśl. Widziałam w niej ogromne zmiany, które pokazała mi od samego początku, a teraz gdy wiem że należy do F.P.T.P. jestem jeszcze bardziej szczęśliwa. Udało mi się zmienić podejście ukochanej osoby do mutantów. Do kogoś kim sama jestem. Może to nie w całości moja zasługa, lecz część na pewno. Uśmiech nie schodził mi z ust, chociaż obawiałam się tego spotkania. Myślałam że Samantha nie będzie chciała ze mną rozmawiać po tym jak uciekłam. Patrzyłam na jej uśmiech i piękne oczy. Miałam ochotę ją pocałować, ale zdawałam sobie sprawę, że kule nie pozwoliłyby utrzymać jej pozycji pionowej i mogłybyśmy wylądować na zimnych płytkach. Nie mogłam oderwać wzroku od niej, ale musiałam wrócić do żywych, bo nie chciałam spowodować jakiegoś wypadku wózkiem, który nadal prowadziłam.
- Co masz na myśli? - zapytałam znacząco, gdy usłyszałam jej stwierdzenie. - Uwierz mi że nie musisz mi niczego udowadniać Ty mojego zaufania nie straciłaś. - uśmiechnęłam się i uśmiechnęłam tak że pokazałam szereg białych ząbków.
- Wiesz że ja się nie znam na alkoholu. - zachichotałam. - to się nie zmieniło, ale może jakaś smakowa wódka? Ale mniejsza, bo dawno nie piłam i na pewno mam słabą głowę. - puściłam jej oczko. Podeszłam do regałów i zaczęłam oglądać butelki w różnych kształtach, ale żadna nie była na tyle interesująca żebym zwróciła na nią uwagę. - Pomocyyyy... - szepnęłam do siebie, żeby nikt tego nie usłyszał, a w tym samym momencie usłyszałam propozycję Sami. Pokiwałam głową na zgodę.
- Gdzie pójdziemy?- zapytałam spoglądając na dziewczynę i niby czytając ulotkę na jednej z wódek.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-20, 23:30   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Radość. Ukojenie. Spokój... Tak, właśnie to mi teraz towarzyszyło, gdy byłam w stanie zauważyć, że ta gruba skorupa, która jeszcze minuty temu chroniła mą dawną wybrankę, zaczęła się wykruszać. Dawało mi to nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Że wszystko może być wciąż przed nami. Znaczy... Wiedziałam, że czeka nas ciężka rozmowa. Jej na pewno nie unikniemy. Ale sam fakt, że w te kilka chwil byłyśmy w stanie znowu względnie normalnie rozmawiać, napawał mnie optymizmem. Ja o niej nie zapomniałam. Jak bardzo się starałam, nie mogła o niej zapomnieć. Nawet mimo tego, że dalej bolała mnie jej ucieczka... Wierzyłam jednak, że dzięki rozmowie, pozbędziemy się wszelkich negatywnych emocji i wątpliwości. I nawet, jeśli nie od razu będzie kolorowo, damy radę wszystko odbudować.
- Można by odebrać inne wrażenie, zważając na Twoją... Reakcję. - Skwitowałam krótko, oczywiście nawiązując do sytuacji sprzed lat, gdy Roseberry wyparowała z mojego życia, pozostawiając w moim sercu pustkę, której nawet alkohol nie był w stanie wypełnić. Mimo wszystko jednak, starałam się uśmiechnąć, co w sumie nie było takie trudne. Samo jej towarzystwo przywoływało wiele miłych wspomnień...
Nie minęła jednak chwila, gdy pojawiło się ważne pytanie. Chyba nie powinnam się przyznawać, że przez ostatnie kilka lat poznałam zdecydowanie za wiele alkoholi, prawda? Już jej chciałam zaproponować wzięcie jakiegoś likieru - w końcu były to jedne z lżejszych trunków, przynajmniej pod względem procentów. Gdy jednak kruszyna zaproponowała wódkę, uśmiechnęłam się zawadiacko. - Pomarańczowa świetnie smakuje z sokiem kaktusowym. - Oznajmiłam, bez chwili zająknięcia.Po chwili jednak podreptałam bliżej dziewczyny, również przyglądając się tym półkom, wypełnionymi szklanymi butelkami. - Jeśli nie masz nic przeciwko... Zapraszam do siebie. - Odpowiedziałam po chwili, zerkając na tą uroczą buźkę, z której nadal nie zniknęło zakłopotanie, spowodowane wątpliwościami, co do wyboru odpowiedniego alkoholu...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6