Poprzedni temat «» Następny temat
Rynek
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-18, 19:17   Rynek



[Profil]
 
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-15, 22:28   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Minęły dwa dni. Dwa dni od spotkania z Colleen, 48 godzin od momentu w którym całe jego życie kompletnie się zmieniło. Od tej pory miało być przecież zupełnie inaczej, zgodził się na jej propozycję, miał zostać jednym z członków Bractwa, mimo tego, że na początku podchodził do tego raczej niechętnie, cóż... Pani przywódczyni miała swoje sposoby, potrafiła być bardzo przekonująca.
Właściwie pewnie od razu poszedł by z nią, gdyby nie to, że musiał podomykać kilka spraw - prowadził do tej pory dość intensywny żywot i jego zniknięcie z pewnych środowisk... No, po prostu nie mógł tak nagle z dnia na dzień przestać się pojawiać w pewnych miejscach - znalazłyby się osoby, które by go szukały, a on wolał tego uniknąć.
W każym razie...
Z każdą następną minutą zbliżała się upragniona godzina 20:00. Uśmiechnął się pod nosem na myśl, że za niecałe pół godziny spotka się z kobietą, z którą pragnął spędzić resztę życia.
Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej paczkę papierosów z której wydobył jednego. Ulokował go między wargami i rzucił torbę podróżną na ziemię obok siebie, by poszukać zapalniczki. Gdy już uporał się z tym zadaniem użył jej, by rozpalić walkę, po czym zaciągnął się kilka razy i ponownie podniósł swój bagaż.
Ruszył w kierunku rynku rzadko uczęszczanymi uliczkami, mimo wszystko wiedział, że powinien zachować ostrożność.
Jego dłoń odruchowo powędrowała do pistoletu ukrytego z tyłu w spodniach. Więcej uzbrojenia miał w torbie, postanowił zachować przy sobie tylko ten jeden i oby to nie okazało się błędem.. Cóż, w razie czego zawsze miał jeszcze swoją moc, nie?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-15, 22:41   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Co mnie w ogóle pokusiło, by zbliżać się do tak obskurnych miejsc, jak ten rynek? Byłam zbyt reprezentatywną osobą, by kręcić się po tak podejrzanych okolicach. Tym bardziej, gdy mowa o wieczorach. No ale! Oczywiście, ten ciołek Howard, musiał koniecznie tu skoczyć, bo "hehe, Pani, bo ja tu radyjko se kupię, nie?". No debil, po prostu debil. Ale cóż poradzić, jak lojalny debil?
Ruszyłam wraz z nim, oczywiście autem. Nie miałam zamiaru tego pojazdu opuszczać, jeszcze ktoś by mnie zobaczył i pomyślał, że szlajam się po tych drogach pełnych plebsu...
Siedziałam wyprostowana, oglądając przez przyciemnione szyby syf na ulicach, gdy mój ochroniarz rzekł coś, co wręcz mnie... Podnieciło.
- Mutant na dwunastej.
- Co?
- No ten tam! Mutant. Widziałem go w barze ostatnio, jak se zarzygałkę psuł, o tak, bez niczego, hehe.
- I puściłeś go ćwoku wolno?! Zatrzymaj samochód!
Na moje szczęście, Howard zatrzymał się niemal tuż przed tym wyrzutkiem, po czym szybkim ruchem wysiadł z auta, stając przed blondynem. Ja po chwili uczyniłam to samo, uśmiechając się tajemniczo.
- Panu się gdzieś śpieszy? - Miałam przy sobie pistolet, mały. Widać było, że nie nadaje się on do zwykłej broni. Jeśli tylko trybiki mutanta dobrze działały, mógł się domyślić, że w środku może być coś, co zaszkodzi mu dużo bardziej, niż zwykła broń. Mój ochroniarz natomiast... Cóż. Powiedzmy, że się tak nie cackał o swój wizerunek. Tym bardziej tutaj, na tej nieuczęszczanej uliczce...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-15, 22:52   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Ach, te obskurne miejsca... Ale musisz przyznać, że mają swój urok. Szkoda tylko, że to właśnie w takich ciemnych uliczkach najczęściej przydarzają się złe rzeczy, no, a skoro już o złych rzeczach mowa...
Dale szedł pogrążony we własnych myślach, gdy usłyszał nadjeżdżający samochód. No dobra, to jeszcze nic dziwnego, przecież to normalne, że czasem jakaś fura przejedzie. Poza tym najważniejsze było nie zachowywanie się w podejrzany sposób, dlatego dalej szedł sobie jak gdyby nigdy nic popalając papierosa.
Parę chwil później samochód zatrzymał się dość blisko niego, po czym otworzyły się drzwi. Mężczyzna odruchowo sięgnął dłonią w kierunku pistoletu i skorzystał ze swojej mocy podnosząc poziom swojej siły, szybkości, a także szybkość reakcji.
Torba podróżna wylądowała na ziemi, a broń znalazła się w jego dłoni. Wycelował prosto w... Właśnie. Prosto w głowę tego osiłka, który stał obok kobiety. Prawdopodobnie za chwilę tego pożałuje, ale na chwilę obecną to on wydawał się groźniejszym przeciwnikiem.
- Właściwie to tak. Nie mam czasu na durne pogawędki z... kimkolwiek tam jesteście. - rzucił i uśmiechnął się w dość cwaniacki sposób. Patrzył raz na niego raz na nią gotów uskoczyć w każdej chwili, gdyby tylko wykonali jakiś podejrzany ruch.
- Powiem wam jak to będzie wyglądać. W tej chwili odwrócicie się, wsiądziecie sobie do swojego zajebistego samochodu i odjedziecie stąd. W innym wypadku, Paniusiu, będziesz zdrapywała kawałki jego mózgu z maski. - zwrócił się do Very, był pewien siebie - jak zwykle. Czym mogli mu zagrozić?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-15, 23:06   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Oho. Widać ten wieczór zapowiadał się lepiej, niż mogłam to sobie wyobrazić. Spodobała mi się postawa, tego nieznanego robaka. Nawet dzięki niej nie wydawał się aż tak żałosny... Jak większość przedstawicieli jego gatunku. Z mojej twarzy nie znikał ten tajemniczy uśmieszek. Prawdopodobnie wyglądałam też na nieźle zrelaksowaną. A Howard? Chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ta sytuacja mogłaby być dla niego do dupy. W teorii.
- Tik-tak, mutanciku. - Wydusiłam z siebie najbardziej uroczym tonem, jakim byłam w stanie. W sumie, zważając na barwę mojego głosu, do uroczego było mu daleko. Co nie zmienia faktu, że na pewno brzmiał miło. - Możesz pójść z nami po dobroci, a wtedy będę dla Ciebie miła, albo w ciągu kilku chwil zjawią się tu posiłki Genetically Clean. Chcesz tego? - Zapytałam, unosząc jedną ze swych brwi. Moja drobna broń była ciągle skierowana na postać mężczyzny a mój palec spoczywał na spuście, gotowy, by go wcisnąć w momencie, gdy ten robak odważy się wykonać jakikolwiek podejrzany ruch... Na mnie groźby nie działały. Ha! Nawet mój ochroniarz gówno dla mnie znaczył. Znaczy... Okej, miło że jest. Ale jak nie ten, to następny.
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-15, 23:19   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


No, być może dla Pani Neumann ten wieczór miał być ciekawy, dla niego niestety nie do końca. Już i tak zdążyli popsuć mu plany, ale to tylko drobna przeszkoda, nie? Mało to razy zdarzało mu się spotkać z podobnymi ludźmi? Zawsze wychodził z tego cało, nawet, gdy było ich więcej, a teraz miał przed sobą tylko dwójkę w tym jedną kobietę. Cóż... Nie powinno być problemów.
- Mógłbym powiedzieć to samo. Nie jestem cierpliwy. I zabijałem nie takich pajacy jak wy.. - rzucił i ponownie uśmiechnął się w ten sam arogancki sposób. Jego wzrok cały czas wodził między tą dwójką spojrzeniem, nie zamierzał dać im okazji, mimo wszystko musiał się pośpieszyć - niedługo miała się tutaj zjawić Col, w dodatku nie sama, a on nie chciał jej narażać, nie chciał, by coś jej się stało. Nie mógł na to pozwolić, w końcu obiecał jej, że przy niej zostanie i tym samym zobowiązał się do tego, że będzie ją chronił. Gdyby cokolwiek jej się stało... Nie przeżyłby tego. Na chwilę obecną była jedną z najważniejszych osób w jego życiu, nie mógł jej stracić, nie, kiedy dopiero co ją zdobył...
- Blefujesz. - skwitował jej następną wypowiedź i podniósł papierosa do ust - bo warto zauważyć, że przez cały czas trzymał go w drugiej dłoni.
Cały czas ich obserwując podniósł go do ust i zaciągnął się, po czym wyrzucił peta, a dym wypuścił w ich stronę.
- Nawet jeśli mówisz prawdę... Raczej nie dożyjecie ich przyjazdu. Daje wam minutę na decyzję. - rzucił, a jego lewa dłoń znalazła się w okolicach pasa, gdzie w kaburze znajdował się średnich rozmiarów nóż. W razie czego strzeli do niej, a jemu rozpłata gardło, albo na odwrót, jeszcze nie wiedział.
Wiedział tylko, że zabicie ich da mu pewnego rodzaju satysfakcje, a to... To było w jego przypadku niebezpieczne. Już kiedyś czerpał radość z zabijania i nie wyszło mu to wcale na dobre.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-15, 23:37   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Arogancki bufon. Cudownie. Takich lubiłam najbardziej. Łamanie ich sprawiało mi najwięcej satysfakcji. Bo czy może być coś piękniejszego, niż wielki, odważny mężczyzna, proszący o litość?
Z mojej twarzy nie znikał uśmiech. Wręcz... Postawa mutanta budziła we mnie głód. Ten sam, który odczuwałam, gdy bawiłam się z jakimś jego koleżką. Chciałam usłyszeć jego krzyk. Chciałam widzieć jego płacz. Chciałam, by mnie karmił swoim bólem. Może to dlatego, że sama go nie czułam? Reakcje ludzkie budziły we mnie dziwne uczucia, myśli, rozważania... Musiałam dać temu ujście.
Wykorzystałam moment, w którym obok nas przejeżdżało inne auto.
- Każdy z tych samochodów może przewozić kogoś z nas... - Stwierdziłam, oglądając się w kierunku pojazdu. Wiedziałam, że ten robak albo zrobi to samo co ja, albo będzie obserwował moją twarz w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak kłamstwa. Na jego nieszczęście, ja niewzruszenie w tym momencie wcisnęłam spust swej broni. Nawet przyspieszona reakcja nic by nie dała, przy takiej odległości. W końcu... Miał mnie niemalże na wyciągnięcie ostrza, prawda?
Fowler mógł poczuć niewielki pocisk uderzający w jego skórę. Co jednak było dziwne - zamiast rozrywającej rany, znajdowało się tam tylko niewielkie ukłucie...
- Dobranoc. - Padło z mych ust, beznamiętnie, gdy Howard szybkim ruchem próbował uderzyć blondyna swoim chwytem pistoletowym w głowę...
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-02-15, 23:50   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


O tak. Bardzo dobre określenie. Arogancki bufon - idealnie do niego pasowało, chyba będę go używał częściej. Fowler bardzo dobrze wiedział czym są tortury, raz już je przeżył mimo wszystko... Nie miał jeszcze pojęcia, że przed nim stoi prawdziwy demon w kobiecej skórze, ale niedługo miał się przekonać... No dobra, może nie będę spoilerował. Wracając do naszego żołnierzyka..
Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli ta kobieta mówi prawdę to może zrobić się tutaj gorąco. Bardzo gorąco, a od przyjazdu Col dzieliły ich ledwie minuty. Jeśli wywiązałaby się walka, to potwała by spokojnie do jej przyjazdu, a wtedy ona by się wtrąciła. Nie chciał, by się w to mieszała, nie chciał jej narażać, dlatego musiał szybko podjąć decyzję. Chyba powinien od razu ich zabić, albo przynajmniej w jakiś sposób zatrzymać i oddalić się stąd jak najszybciej, prawdopodobnie wtedy ruszyli by za nim w pościg, a Colleen byłaby bezpieczna.
Błąd. Mówiłem już kiedyś, że Dale powinien mieć na drugie imię błąd? Pewnie mówiłem, ale to nie ważne, bo warto to powtórzyć raz jeszcze.
Tak jak przewidziała kobieta - podążył wzrokiem za jej spojrzeniem i to był właśnie ten pierdolony błąd, który miał go kosztować bardzo wiele.
Poczuł ukłucie, lufa pistoletu już zmierzała w kierunku twarzy Very, ale...Kątem oka dostrzegł, że jej ochroniarz próbuje go uderzyć. Normalnie zdążył by zablokować to uderzenie, był pewien, że zdąży w końcu używał mocy, ale...
Kurwa. Gdzie się podziała jego moc? Poczuł ból w okolicach skroni, a następną rzeczą, którą zobaczył była ziemia niebezpiecznie szybko zbliżająca się do jego twarzy. Potem była już tylko ciemność.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Vera Neumann



Władzy namiestnicy....

Wierz lub nie...

Polityk, wiceprezes GC





name:

Vera Neumann

alias:
Żelazna Dama

age:
38 lat

height / weight:
163/52

Wysłany: 2018-02-16, 21:51   
   Multikonta: Sami, 3Ch0


Manipulację miałam opanowaną niemalże do perfekcji. Wiedziałam to i lubiłam to wykorzystywać. Szkoda, że ten jakże odważny robak wątpił w moje możliwości. Jeszcze nie wiedział, że ze mną się nie zadziera.
- A chciałam być miła, phi! - prychnęłam, widząc jak mutant obrywa i upada na twarz. Dobrze, o to mi chodziło. Wyprostowałam swoją sylwetkę, uśmiechając się pod nosem, delikatnie, ledwie zauważalnie.
- Howard, wiesz co robić. - rzuciłam lekko, po czym odwróciłam się na pięcie i schowałam na tylnym siedzeniu samochodu. Mój ochroniarz w tym czasie zaaplikował blondynowi dodatkową porcję mutazyny, by "wyłączyć" go na kolejne kilka godzin, po czym skuł jego ręce i nogi, a twarz zakleił taśmą. Co jak co, podniesienie Fowlera było nieco większym wyzwaniem, niż noszenie tego dzieciaka, który wcześniej trafił w moje ręce. Całe szczęście, Howard też był kawałem chłopa, więc w końcu udało mu się umieścić nieprzytomnego nieznajomego w naszym bagażniku. Sam po chwili zajął ponownie miejsce kierowcy, po czym ruszyliśmy w innym kierunku, niż do tej pory zmierzaliśmy. Musieliśmy odjechać tam, gdzie żaden krzyk nie będzie dla nikogo ratunkiem...


[Vera & Dale - Z/T]
_________________



For the lives that I take

I'm going to hell

[Profil]
  [0+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-16, 22:34   
  

   2 Lata Giftedów!


| 16 luty, z 20 minut po Verce i Dale'u!

Minęły dwa, długie dni, od mojego ostatniego spotkania z Dale'm. Dwa, długie dni wypełnione tęsknotą i oczekiwaniem. Dwa, długie, pracowite dni, w których domykałam wszystko, planowałam i oznajmiałam. Naprawdę, te dwa dni były pracowite. Rozmawiałam długo z Levim, starając się ustalić tożsamość kobiety i mężczyzny, którzy tak go zranili. Załatwiałam te rzeczy z Bradley'em i w ogóle czułam, że każdy następny dzień będzie lepszy. Swoją drogą, jutro chciałam usiąść na spokojnie z Axonem i porozmawiać z nim, gdzie i kiedy powinniśmy przenieść Bractwo. W ogóle miałam tyle planów na zbliżające się dni... Czułam się jakaś taka pewniejsza siebie, wypełniona energią i w ogóle wszystkim takim... dobrym.
Moim pierwszym zadaniem jednak było pojechanie po Dale'a, a po drodze opierdolenie Ronniego za to, że nie stawił się na polanie i w ogóle zniknął na tak długo bez żadnego słowa. Powinien wylecieć z Bractwa. Powinnam go wyrzucić, ale potrzebowaliśmy go i wiedziałam o tym, więc wyrzucać go nie miałam zamiaru, ale opierdolić go... Jak najbardziej, to chciałam zrobić i powinnam to zrobić.
Aktualnie jednak czekałam sobie w aucie, aż się pan szanowny Ronnie zjawi i miałam nadzieję, że się zjawi, bo jak nie, to przysięgam, że mu głowę oderwę i zakopię w piaskownicy, bo dzisiaj wszystko musiało wyjść dobrze. Mieliśmy odebrać i zakwatarować w Bractwie mężczyznę, którego kochałam, więc naprawdę byłabym wściekła, gdyby mój cudowny łowca, który ostatnio postanowił się zbuntować, znów by się nie stawił, choć go o to prosiłam.
Zerknęłam na zegarek, bo mieliśmy jeszcze dużo czasu. Na 20:00 mieliśmy stawić się na rynku. Była 19:20, a Ronnie powinien stawić się za 10 minut. Więc czekałam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-16, 23:31   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Will odczuwał upływający czas w bardzo bolesny sposób, który przy okazji dawał mu w bardzo jasny sposób do zrozumienia, że jego czas się powoli kończy. Ach, ten cudowny, wyimaginowany zegar wiszący nad jego głową i dający mu do zrozumienia, że za niedługo umrze. Kiedy zaczynał szukać rodziny, myślał że do tego czasu już dawno ich znajdzie, wykrzyczą mu w twarz jak bardzo go nienawidzą za to że zniknął na tyle lat i zrujnował im życia, a tu taka niespodzianka. Hopper powoli zaczynał dochodzić do ściany, gdzie objawy stawały się na tyle nieznośnie uciążliwe, że zaczynał mieć problemy z normalnym funkcjonowaniem. Oczywiście, w tej metaforze kiedy już natrafiasz na tę ścianę, to się po prostu zatrzymujesz. Mutacja Willa, podobnie z resztą jak on sam, niewiele sobie robiła z przeciwności losu i kiedy już w końcu natrafi na tę wyimaginowaną ścianę, to zamiast grzecznie poczekać aż ta magicznie zniknie, samodzielnie wyburzy sobie drogę na drugą stronę głową Hoppera.
Prawdopodobnie to był ten powód, dla którego uznał, że nie może już dłużej odkładać tego problemu na później. Nie znajdzie rodziny, Nancy Flanagan ani nawet tego cholernego miejsca dla Bractwa, jeżeli nie będzie w stanie myśleć. Musiał się w końcu zabrać za sprawę mutazyny, więc musiał się wybrać do miasta i wydać trochę swoich oszczędności z giełdy, pokera, zakładów i innych źródeł utrzymania geniuszy. Kiedy tylko usłyszał, że Colleen razem z Ronniem jedzie odebrać kolejnego mutanta z miasta, nie mógł nie skorzystać z okazji, zwłaszcza że dzięki temu mógł też wymienić parę słów z przywódczynią Bractwa.
- Dobry wieczór - rzucił po tym jak bezceremonialnie otworzył drzwi auta i wpakował się na siedzenie pasażera. - Nie uważasz że osobiste przyjeżdżanie po każdego mutanta, który chce dołączyć do Bractwa nieco nie współgra z ukrywaniem się przed władzami? - spytał takim tonem, jakby właśnie się zastanawiał czy będzie dzisiaj padać.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-02-17, 00:06   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie zdążył na dobre wrócić do Bractwa, gdy usłyszał, że wezwała go Colleen. Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się, że tak szybko zostanie uruchomiony. Nie żeby liczył na wakację. Ot, najpierw myślał, że odbędą długą rozmowę. Ona będzie wściekła, a on będzie kiwał głową. Bo w końcu przez gardło by mu nie przeszło jakiekolwiek wyznanie, z którego chociaż kontekstu mogłaby się domyślić, że czuje się winny.
To był jego problem, o ile był w stanie okazać się skruchę w towarzystwie Sally, w rozmowie z Marie nie wchodziło to w grę z bardzo prostego powodu - Colleen była dość podobna do niego pod względem charakteru, a na nim nie dało się zbyt wiele wymusić. Tutaj chodziło o kijek i marchewkę, a nie o sam kijek. Więc im bardziej ktoś się na niego wkurzał i okazywał tą złość, tym bardziej on nie chciał się przyznać do swojego błędu. Pokrętna logika, ale mniejsza o to. Skoro był na miejscu miał zamiar wywiązać się ze swojego obowiązku, a to było właśnie to co robił. Nawet jeśli na kilka tygodni zniknął, wciąż poczuwał się odpowiedzialny. Zresztą miał zamiar zaraz po dostaniu opierdolu od Marie powiedzieć jej czego dowiedział się na temat mutantów, z którymi ostatnio przebywał. Miał zamiar, bo zanim otworzył drzwi pasażera zobaczył, że na jego miejscu siedzi Daniel Blake, tudzież William Hopper. Zatrzasnął drzwi pasażera i otworzył tylne. Czy mu to pasowało? A gówno mu tam pasowało, bo on sobie z przodu obserwował drogę, a tak to przeszkadzała mu głowa Colleen i Williama. Samochód lekko zakołysał się, gdy ciężko opadł na siedzenia. Odpalił wcześniej przygotowanego papierosa i wypuścił przez otwarte okno. - To gdzie jedziemy i po kogo? - zapytał na początek, bo dobrze było wiedzieć w jego rodzaju gówno miał zamiar tym razem wdepnąć. Zresztą liczył też na jakieś szersze info dotyczące obecnego tu Axona, któremu prawdopodobnie niemiłosiernie wbijał kolana w plecy. I dlaczego Marie jedzie z nimi. Nie chciał jej dodatkowo wkurzać, ale uważał że nie powinna się niepotrzebnie narażać, skoro jeszcze niedawno stracili jej matkę. Nikt nie powinien się narażać, a już szczególnie nie przywódczyni. No, ale jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego, że sprawa jest delikatna, a osobnik po którego jechali nie był wcale taki "zwykły", przynajmniej nie w oczach Colleen.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-02-17, 00:41   
  

   2 Lata Giftedów!


Czekałam na Ronniego, chyba trochę zbyt podekscytowana. W sumie to nawet pomimo tego, że byłam na niego przerażająco wręcz wściekła, to jakoś myśl, że wkrótce zobaczę Dale'a... Ta myśl sprawiała, że starałam się opanować jeszcze przed tym, jak mężczyzna do mnie dołączy, bo po co miałabym go rozszarpać? Przydatny był to mutant, więc szkoda by go było, z resztą... Wybuchłam podczas naszego ostatniego spotkania i miałam wrażenie, iż to, że wyprowadził mnie z równowagi, napełniało go dumą i radością, a ja nie miałam zamiaru na to pozwolić. Więc może, gdy potraktuję go ze spokojem i na spokojnie wyjaśnię, co odjebał, to zrozumie to bardziej, niż jak będę na niego krzyczeć i się rzucać? No, takiej taktyki jeszcze nie stosowałam, więc może czas najwyższy spróbować! Tak, taki miałam plan...
No i wtedy usłyszałam, że drzwi samochodu od strony pasażera otwierają się i już, już, miałam uśmiechnąć się promiennie, trochę sztucznie co prawda, bo oczywiście, byłam zła, ale wtedy na fotelu obok mnie wcale nie usiadł Ronnie, a Axon. Westchnęłam ciężko, bowiem nie spodziewałam się wcale jego obecności, nie był przewidzianym uczestnikiem tej wyprawy, a jak powszechnie wiadomo, każdy dodatkowy mutant to dodatkowy balast podczas wyjazdów poza Bractwo, no, ale Mózgu Bractwa nie zamierzałam z auta wyrzucać, bo przecież dopiero co nie tak dawno temu namówiłam go, by się do nas przyłączył, więc skoro już tak bardzo chce jechać z nami, to niech mu będzie.
- Dobry wieczór. - odpowiedziałam, obdarzając go krótkim uśmiechem, bo wiedziałam, że na pewno coś ode mnie chce, albo co najmniej chce mnie za coś ochrzanić, więc czekałam i wcale się nie pomyliłam - Lepiej po niego pojechać, niż powiedzieć mu hej, idź prosto, potem w prawo i w lewo i będziesz w Bractwie. Uwierz mi, tak jest bezpieczniej. Ronnie ze mną jedzie, więc damy radę, a każdy mutant, nawet pojedynczy, potrzebuje pomocy. - odparłam, bardzo spokojnie i wydawalo mi się, że nawet logicznie. Co prawda nie przyznalam się, że jedziemy po mężczyznę mojego życia, ale nie widziałam w tym absolutnego celu, więc akurat ten fragment prawdy przemilczałam. No, poza tym, zaraz do auta wsiadł Ronnie, na którego rzuciłam okiem w lusterku.
- Jedziemy na rynek po mutanta z mocą kontrolowania przepływu adrenaliny. Były żołnierz ścigany przez rząd listem gończym. - wyjaśniłam mu, nadal nie przyznając się nikomu do tego, jaka była prawda. No, bądź co bądź odpaliłam auto i ruszyliśmy, jakąś okrężną drogą z Bractwa na Rynek.
- Ronnie, mamy chwilę czasu, więc proszę, powiedz mi, co ci odjebało, że nie przyszedłeś na polanę, a co jeszcze lepsze, zniknąłeś sobie jakby nigdy nic. - zaczęłam temat, który mnie interesował, absolutnie nie podnosząc głosu - Gdybyś był obecny, to może Levi nie zostałby porwany, a tak to chłopaka spotkało sporo złego. - dodałam, bo fakt, że Levi cierpiał, bolał mnie cholernie, a nic nie mogłam z tym zrobić.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
William Hopper



Soldier keep on marching on, head down till the work is done.

Geniusz

stały poziom opanowania mocy

Mózg i lider Bractwa





name:

William Hopper

alias:
Axon, Daniel Blake,

age:
27 lat

height / weight:
184/80

Wysłany: 2018-02-17, 01:19   
   Multikonta: Shivali, Donny
  

   Wygrał, bo tym razem nie ogarniał #walentynki2018

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


- Cholera, a ja żyłem w przekonaniu, że masz ludzi od wyławiania nowych mutantów. Ci, jak im było, na "Ł"... - Nawet pstryknął kilka razy, jak to mieli w zwyczaju ludzie, kiedy próbowali sobie coś przypomnieć. Oczywiście, obydwoje zdawali sobie sprawę z tego, że doskonale pamiętał, że chodziło o łowców.
W ogóle kwestia tego, że Colleen zdecydowała się pojechać po nowego mutanta osobiście była na tyle intrygująca, że Hopper cieszył się, że znajduje się w tym samochodzie. Bo przecież Marie nie była na tyle niefrasobliwa, żeby bez powodu jeździć do miasta po nowych mutantów, prawda? Proszę, niech Marie nie będzie aż tak niefrasobliwa. Willowi jak na razie wystarczy problemów na głowie.
W każdym razie, zakładając że Colleen jednak trochę dba o bezpieczeństwo Bractwa i przy okazji swoje, to musiało jej szczególnie zależeć na tym mutancie. Opcje były trzy: miał jakieś szczególne zdolności, miał szczególne informacje albo przywódczyni Bractwa zależało na nim z pobudek emocjonalnych. Will był teraz w takiej cudownej sytuacji, że najbardziej liczył na drugą opcję, ale znając jego życie trafi mu się druga najbardziej niepraktyczna i nieprzydatna, czyli Colleen po prostu była nim w jakiś sposób zafascynowana. Proszę, niech Colleen nie będzie nim zafascynowana. Niech okaże się być czarodziejem wyciągającym z kapelusza rozwiązania wszystkich problemów Hoppera.
Skinął głową biednemu, wielgachnemu Ronniemu, który będzie musiał się ściskać na tylnym siedzeniu, przy okazji wciskając Willowi kolana w plecy. Hej, wystarczyło przyjść chwilę wcześniej, żeby zająć sobie wygodne miejsce z przodu.
Uważnie słuchał kolejnych słów Colleen. Skoro ten mutant potrafił po prostu kontrolować przepływ adrenaliny, to na pewno opcja ze szczególnie przydatną mocą. Oczywiście, mógł mieć inne przydatne zdolności na przykład zapładniania, hehe, ale szczerze powiedziawszy, Will w to wątpił. Póki co, raczej się nie dowie (o ile nie zapyta otwarcie, ale to był Hopper, on mało co robił otwarcie), więc mógł co najwyżej czekać i słuchać jak Colleen idzie opieprzanie Ronniego - swoją drogą, całkiem zasłużone.
_________________
Po 12.01 Hopper jest ogolony na łyso i ma opatrunek z tyłu głowy.
[Profil] [WWW]
  [0-]
 
ronnie henderson



Some people survive chaos and that is how they grow. And some people thrive in chaos, because chaos is all they know

przyśpieszenie molekularne

84%

Rebel





name:

Ronnie Henderson

alias:
Vibe

age:
33

height / weight:
198/106

Wysłany: 2018-02-17, 03:05   
  

   1 Rok na Giftedach!


Owszem. Ronnie odczuwał jakąś dziką satysfakcję doprowadzając innych ludzi do złości. Tak naprawdę nie wiedział co jest z nim nie tak (i za nic nie chciał otwierać tych drzwi), po prostu... taki już był. Zawodził ludzi, a oni niczego od niego nie wymagali. Bo przecież to Ronnie. On cię wkurwia. Na niego nie możesz liczyć, a mu było łatwiej żyć bez tego uciążliwego ciężaru na swoich barkach. Ojciec bardzo długo i bardzo naiwnie wierzył, że jego pierworodny pójdzie w utarte przez niego ślady. Bardzo się jednak zawiódł, gdy odkrył że jego syn jest jego jedyną i najbardziej sromotną porażką. On po prostu nie chciał robić tego czego od niego wymagano, a fakt że w pewien sposób był prześladowany przez starszego Hendersona sprawiał, że Ronald czuł się jeszcze bardziej zmotywowany do wzbudzania złości w ojcu. Taki już był i chyba nie było sensu tego zmieniać, bo nie przesadza się starych drzew. Więc to nie była kwestia tego, że on nienawidził Colleen. Właściwie jeśli chodzi o Colleen było wręcz przeciwnie. Znał ją od dnia, w którym przybył do Bractwa. Szanował jej matkę i to właśnie z tymi mutantami, którzy podobnie jak on w Bractwie byli od samego początku, był najbardziej zżyty. Tylko on tego nie okazywał. Nie klepał nikogo po pleckach, nie ocierał niczyich łez, nie zastanawiał się nad niczyim stanem psychicznym. On mówił to co myślał. Bez ogródek. Bez zastanawiania się nad tym czy zrani czyjeś delikatne uczucia. Jedyną rzeczą jaką trzeba było docenić to, to że on był po prostu szczery. Nie wbijał jej sztyletu w plecy. Powiedział jej prosto z mostu co jest według niego nie tak. To był jej wybór co ona chciała z tym zrobić. Nie ukrywał faktu, że nie pasuje mu, że jest jeszcze młoda i to z bardzo prostego powodu - podobnie jak ona był kiedyś dzieciakiem i miał jeszcze większe gówno w głowie niż miał teraz i też mu się wtedy wydawało, że pozjadał wszystkie rozumy (z tej przypadłości również się nigdy nie wyleczył). Zresztą może w pewien sposób czuł się nie do końca dobrze, że powiedział jej to wszystko na kilka dni po śmierci jej matki, ale nie był zbyt empatyczny i nie wpadło mu do głowy, że Colleen z pewnością jest znacznie bardziej poruszona niż on. W każdym razie nie miał zamiaru wracać do tej rozmowy, bo pod jednym względem się dogadali. Nie musiał tutaj być. Więc miał zamiar stać z boku i po prostu czekać na moment, w którym Colleen zmieni się w kogoś kim będzie chciał pójść ramię w ramię gdziekolwiek będzie chciała iść albo stanie się kimś kto sprawi, że odejdzie z Bractwa.
Przez chwilę wpatrywał się w drogę między nimi, licząc że temat jego nieobecności nie zostanie poruszony. Pokiwał głową, gdy poinformowała go o mutancie, po którego jechali. - O co chodzi z tym listem gończym? - zapytał, bo to w tym momencie wydawało mu się najważniejsze. Moc, kim jest mężczyzna, tego wszystkiego dowie się później.
- Nie przyszedłem na polanę, bo już mnie nie było i wolałem nie mieć ze sobą telefonu. - mruknął, zaciągając się dymem. - A o tym dlaczego mnie nie było wolałbym porozmawiać z tobą. W cztery oczy. - dodał, wypuszczając dym i wyrzucając niedopałek przez okno. Spojrzał w lusterko, by rzucić jej długie spojrzenie. Póki co chciał porozmawiać o tym tylko z nią. W momencie, gdy poznał chłopaka siedzącego na przednim siedzeniu był dla niego Danielem Blakiem, teraz podobno nazywał się Will Hooper, a przez kilka ostatnich lat był tajemniczym Axlem. Nie ufał mu w tym momencie za grosz. Najpierw chciał przedyskutować wszystko z Colleen, skąd miał wiedzieć czy to co powie za kilka godzin nie trafi na biurko prezesa DOGS? - Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem. - odparował jej, odpalając drugiego papierosa, jedyna oznaka, że to co powiedziała go zdenerwowało. - Nie chcę być małostkowy, ale podobno wszyscy jesteśmy jak to powiedziałaś… - Nie mógł sobie odmówić tego komentarza. Miał nie pyskować, ale no.. nie potrafił. - Szczurami. - cmoknął z zadowoleniem. - Nie sądziłem, że możesz potrzebować mnie do czegokolwiek - W jego opinii to ona zaczęła, obarczając go winą za to co się stało. On nie miał zamiaru się kłócić. - Nie martw się. Znajdę to sukę i pokażę jak wygląda profesjonalne przesłuchanie przeprowadzone przez żołnierza amerykańskiej armii według lekcji jakie otrzymałem od jej ukochanego rządu. Będę bardzo dokładny. Obiecuję. - mruknął, wdychając i wydychając dym między słowami. - Czy tak zmyje twój niesmak? - zapytał, unosząc wysoko brwi. Miał dość przyjmowania ciosów, nadstawiania drugiego policzka. Jeśli ktoś nie miał sumienia działać w taki sposób to nie musiał. On mógł. Chciał. Jeśli czegokolwiek nauczył go amerykański rząd to właśnie tego. Zepsuli go. Sprawili, że poznał czym jest prawdziwa przemoc, chciał żeby odbiło im się to czkawką i miał nadzieję, że akurat w tym Colleen go poprze. Mogli mieć inne zdania na wiele kwestii, ale ostatecznie chcieli tego samego.
Rozłożył się na wygodnie na tylnym siedzeniu, przynajmniej na tyle ile mógł. Szmyrgnął kolanem fotel Hoppera. - A jak to jest z tobą, jajogłowy? - wbił wzrok w tył głowy mężczyzny. - Nie obudziłeś mnie nawet, żeby się pożegnać. Lubisz się bawić uczuciami, co? - zapytał, śmieszkując się pod nosem.
_________________
TELL ME, FATHER, WHICH TO ASK FORGIVENESS FOR:
WHAT I AM, OR WHAT I'M NOT?
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6