Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Vreer Olovsson



rape me, my friend, rape me again

bariera ochronna

33%

miłość zmieniła się w koszmar





name:

Vreer Olovsson

age:
23

Wysłany: 2018-02-05, 18:15   #1

W chwili, w której Vreer dostała wiadomość od Samanthy, uznała swoją macochę za paplę. Wystarczająco dziwne było to, że w ogóle Samanthę rozpoznała gdzieś na ulicy, czy gdzie tam się spotkały, że z nią rozmawiała, bo Sara była zawsze jakaś taka anty do wszystkich niestandardowo wyglądających ludzi. Natomiast fakt, że tak po prostu powiedziała, że Vreer wróciły do miasta było już bardzo, bardzo dziwne. Ogólnie nie miałaby nic przeciwko temu, zawsze miło nawiązać kontakt z kimś, kogo się nie widziało kupę czasu, a w dodatku, kiedy się wiedziało, ze ten ktoś też chce owy kontakt nawiązać. Bo przecież to Samantha napisała pierwsza, więc Vreer nie miała odczucia, że się komuś narzuca. Nie miałaby nic przeciwko, ale. Zawsze jest jakieś ale.
Był konkretny powód, przez który wróciła do rodzinnego domu. I przez to nie chciała, by ktoś ją oglądał. Im więcej ludzi ja widziało, tym trudniej było się tłumaczyć. Oczywiście, próbowała ukryć to, jak wygląda, ale nie zawsze się dało. Zawsze natomiast prędzej czy później pojawiały się pytania. A Vreer dość już miała głupich uwag macochy. Chciała dobrze, ale nie wiedziała wszystkiego.
Uznała, że lepiej będzie, jeśli zabunkruje się w domu i nie będzie nigdzie wychodzić - choć i to było czasem nieuniknione. Nic więcej dziwnego, ze kiedy miała do wyboru dwie opcje - wyjść lub zaprosić kogoś, wybierze tę drugą. Najpierw, oczywiście, powiedziała, że jest chora i źle się czuje, bo tym mogła wytłumaczyć, dlaczego siedzi w dresie, zawinięta kocem po uszy. Oczywiście, lepiej by było, gdyby Sam wcale nie przychodziła, ale szkoda było zaprzepaścić tę szansę i Vreer naprawdę chciała ją zobaczyć.
Okna jej starego pokoju wychodziły akurat na przód domu, więc nic dziwnego, że siedziała przy nim i niczym stara babcia bawiąca się w monitoring czatowała na znajomą postać. A kiedy ją dostrzegła, czym prędzej popędziła na dół, aby tylko nie dać Sarze zbyt dużo czasu na gadanie przy drzwiach. I tak ją ubiegła, bo to właśnie Sara otworzyła drzwi, a Vreer zatrzymała się na przedostatnim stopniu schodów, więc i tak było ją widać już od progu.
Sara uprzejmie się przywitała, co w sumie było do niej niepodobne, ale w ostatnim czasie była taka dziwna, jak nie ona… Pewnie też zaproponowała herbatę, ale dosyć szybko się usunęła z powrotem do kuchni.
- Hej – Vreer za to przywitała się z Samantą trochę niemrawo, dziwnie cicho, wyraźnie była przygaszona. I nie ruszyła się z schodów.- Chodź na górę – kiwnęła głową.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-05, 21:17   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Minęło kilka dni, odkąd kontaktowałam się ze swoją dawną znajomą. Całe szczęście jednak w międzyczasie nie uciekła na Alaskę, więc gdy tylko sama poczułam się nieco lepiej po wszystkich ostatnich wydarzeniach - wyszłam z domu. Co jednak było w tym wyjątkowe?
Dreptałam wolniej niż ślimak na słońcu, a wszystko za sprawą kul i usztywnionej nogi. Cóż... Zdecydowanie nie byłam w swojej najlepszej formie.
Cóż jednak poradzić? Ile mogłam się jeszcze ukrywać? Ile mogłam siedzieć we własnych czterech ścianach zamawiając chińszczyznę na dowóz i zapijając samotność kolejnymi procentami?
Najwyższa pora, by wziąć się w garść!
Miałam ochotę kilka razy wywalić to moje "wsparcie", wiedziałam jednak, że bez niego nigdzie nie dojdę. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak wdzięczna na widok domu Olovssonów...
- Heeej. - Przywitałam się miło z Sarą, po czym uśmiechnęłam też do młodszej ode mnie dziewczyny. Na jej zaproszenie, chrząknęłam tylko, spoglądając na nią nieco speszona.
- Z wielką chęcią, ale tryby trochę nie domagają. - Stwierdziłam pół żartem. Widziałam, że coś jest z nią nie tak. Prawdopodobnie dlatego nie zwróciła uwagi na mój obecny stan. - Gdzieś niżej da radę przycupnąć? - Zapytałam po chwili. Samą drogą już się zmęczyłam, gdyż wciąż nie przywykłam do mojej dodatkowej pary nóg. Potrzebowałam chociaż chwili by odetchnąć, zanim ktokolwiek zmusi mnie do jakichkolwiek wspinaczek...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Vreer Olovsson



rape me, my friend, rape me again

bariera ochronna

33%

miłość zmieniła się w koszmar





name:

Vreer Olovsson

age:
23

Wysłany: 2018-02-06, 19:39   

Gdyby Vreer wiedziała, że Samanta jest w nienajlepszym stanie, to nie wyciągałaby jej na siłę z domu. Ale kiedy wymieniały wiadomości, to zdawało się, że wszystko z nią w porządku… Przecież by powiedziała, nie? Powiedziałaby, ze nie moż przyjść, wtedy albo Vreer by się ruszyła z domu (wcześniej zawijając się szalikiem po same uszy najlepiej, robiąc z siebie mumię), albo zwyczajnie by przełożyły to spotkanie w ramach „odnawiania kontaktu”. Wyszło, co wyszło, ale przynajmniej Vreer miała pewność, że to nie jest jakieś tam zwykłe gadanie z kurtuazji, bo mimo przeciwności Samanta przyszła a to oznaczało, ze tez jej choć trochę zależy, nie?
W pierwszej chwili Vreer zrobiła jedynie duże oczy i nie bardzo wiedziała, co ma robić. Na hasło „gdzieś niżej” dopiero się otrząsnęła.
- Cholera, przecież trzeba było mówić – powiedziała szybko.- Nie ciągnęłabym cię tutaj. Ja przynajmniej mogę chodzić – zeszła w końcu ze schodów, aby następnie przejść przez niewielki hol w stronę drzwi prowadzących do pokoju funkcjonującego na zasadach gabinetu. Wprawdzie nikt się tam nie zajmował żadną sensowną pracą, ale masywne biurko jednak tam stało.- Jasne, chodź tutaj – przystanęła przy drzwiach, by sekundę później je pchnąć- Pomóc ci może? – dopytała z troską. Wprawdzie podejrzewała, że ta jej „pomoc” byłaby raczej utrudnieniem, ale naprawdę chciała być pomocna. A przede wszystkim nie chciała wyjść na egoistkę, która się topi tylko w swojej rozpaczy, bo coś jej się stało. Nic z tych rzeczy, Vreer nie rozpaczała, po prostu… Uszkodzoną nogę łatwiej było wytłumaczyć ludziom nić sińce na szyi czy podbite oko. Dlatego nie chciała wychodzić z domu.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-06, 20:58   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Mnie, w przeciwieństwie do Vreer cieszyła myśl o wyjściu z domu. Byłam już zmęczona patrzeniem na moje własne, nie zmieniające się cztery kąty... Tym bardziej, gdy za każdym razem, gdy zamykałam oczy - widziałam te wszystkie straszne rzeczy, które działy się na początku lutego. Nie mogłam już usiedzieć z samą sobą, potrzebowałam zmiany. Dlatego też, na zakłopotanie dziewczyny odpowiedziałam jedynie wesołym uśmiechem.
- Luzik, wiesz jak to bywa. Nie używane organy zanikają, a ja mimo wszystko swoje nogi lubię. Język w sumie też. - Stwierdziłam pół-żartem spoglądając na dawną znajomą. Oczywiście miałam tu na myśli również kwestię odezwania się do kogokolwiek. Vreer wydawała się najlepszą kandydatką, gdyż wydawało mi się, że dla każdego innego mogę być tylko problemem i ciężarem. A tutaj? Ot, zwykłe spotkanie na pogawędkę. Czego mogłam chcieć więcej?
Ruszyłam za Olovsson w kierunku wskazanego przez nią pokoju.
- Wystarczy jak przytrzymasz drzwi. Na razie to mój największy wróg! - Odpowiedziałam jej po chwili lekko, jakby nic złego się nie działo. Chyba nawet nie chciałam na nią przelewać swoich frustracji i negatywnych emocji. Chyba w końcu chciałam spędzić nieco czasu miło, oderwać się od wszystkiego, odpocząć... Nawet nie spodziewałam się, że ta młoda dziewczyna z mojej pamięci też mogła przechodzić koszmar. Nie byłam tego w stanie nawet zauważyć, bo odebrała mnie spod drzwi w postaci małego burrito, przez co nie byłam w stanie dostrzec nic dziwnego - no, może poza tym, że od naszego ostatniego spotkania zdecydowanie wyrosła.
- I to chyba ja powinnam przeprosić. Jakbym wiedziała, że aż tak kiepsko się czujesz, to bym Cię nie męczyła. - Dodałam po chwili już poważniejszym tonem, jednocześnie zajmując pierwsze wolne miejsce, które dostrzegłam. Wciąż musiałam jednak uważać, by nie robić zbyt gwałtownych ruchów. Odłożyłam kulę gdzieś na bok, rozprostowując nadgarstki.
- Zmieniłaś się, Vreer. - Rzuciłam w końcu spoglądając na 23-latkę. Chyba nie chciało mi się wierzyć, jak bardzo czas mija.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Vreer Olovsson



rape me, my friend, rape me again

bariera ochronna

33%

miłość zmieniła się w koszmar





name:

Vreer Olovsson

age:
23

Wysłany: 2018-02-07, 18:49   

- Jeśli trzymamy się tej zasady, to ja najbardziej lubię mózg – powiedziała to poważnie, spokojnie, bez rozbawienia w głosie, ale to był jednak żart. Tylko z Vreer często było tak, że nie wiadomo w sumie było, czy sobie żartuje, czy nie.
Poza tym, bywały takie osoby, które się podejrzewało o totalny brak rozumu, no bo koro go nie używały na co dzień, to zanikł, nie?
Przytrzymała drzwi, wedle prośby, a potem bezwiednie wskazała na jeden z dwóch ogromnych i głębokich fotelu stojących po dwóch stronach małego stolika. Wystrój zdecydowanie nie pasował do miłego, niezobowiązującego spotkania towarzyskiego, bo przywodził na myśl spotkania biznesowe. Ale można to było zignorować, każde miejsce dobre, byle tylko Sam nie musiała wchodzić po schodach. I byle nie padało na głowę.
Sama usiadła w drugim fotelu, zbierając z podłogi kocyk, który za sobą ciągnęła przez całą drogę.
- Aż tak źle ze mną nie jest – poinformowała, zgodnie z prawdą zresztą. Teraz było już lepiej, nie powinna się tylko pokazywać nigdzie i już.- Chyba mi bardziej na psychikę siadło, to dlatego – uśmiechnęła się krzywo. To też była prawda. W ostatnim czasie Vreer bała się nawet własnego cienia, wiec jak miałaby sama pójść po coś do sklepu? Oglądałaby się co pięć sekund, czy nikt za nią nie idzie. Paranoja przecież.- No cóż… Nie da się nie zauważyć. Czas leci, nie? Też wyglądasz trochę inaczej. Włosy masz krótsze… - znalazłoby się pewnie jeszcze mnóstwo innych zmian. Sama Vreer też już przecież nie wyglądała jak nastolatka, którą jeszcze była, zanim wyjechała z miasta na studia. Wprawdzie nie urosła w pionie od tamtego czasu, bo rosnąć przestała w wieku trzynastu lat, zatrzymując się na mało imponującym poziomie, ale inne rzeczy niewątpliwie się zmieniły.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-08, 20:20   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- Hah! I dobrze, siostro! - skwitowałam jej wypowiedź na temat najbardziej lubianego narządu. Cóż. Trzeba było przyznać, że u zbyt wielu osób można było zauważyć brak rozumu i logicznego myślenia. Chyba sama musiałam wysłać swój umysł kilkukrotnie na wakacje w ciągu swojego życia - w końcu jak inaczej tłumaczyć wszystkie te głupoty, których się dopuściłam?
Nie przeszkadzał mi też nazbyt formalny wystrój gabinetu. Do szczęścia wystarczył mi ten wygodny fotel i dobre towarzystwo.
- W takim razie cieszę się, że wydobrzałaś. - Stwierdziłam z uśmiechem na ustach, jednak kolejne zdanie blondynki zbiło mnie z tropu. - Choroba? Na psychikę? Co się dzieje? - Zapytałam wyraźnie zmartwiona. Z reguły byle grypa czy przeziębienie raczej nie powodują wyraźnego spadku nastroju, przez co też w mojej głowie pojawiła się cała fala innych, dużo gorszych chorób... W końcu skąd mogłam wiedzieć, że to gorsze samopoczucie, o którym ma dawna znajoma wspominała w smsie, miało zupełnie inne podłoże?
- Ta, a ciało zamieniłam w jedno, wielkie płótno. Tylko, jak widać, ostatni artysta chyba nie do końca wiedział, jak się ze mną obchodzić. - Stwierdziłam lekkim żartem wskazując na swoją niesprawną nogę. Dalekie to było od prawdy, ale jakoś już miałam dość użalania się nad sobą. Poza tym - co bym jej w ogóle miała powiedzieć? "A, wiesz, napadli na nas jak przekazywaliśmy żarcie mutantom, spotkałam Aarona, ale dostałam kulą w udo i nie wiem czy będę chodzić"? Ta, to brzmi całkiem logicznie i prawdopodobnie. - Chyba za długo się nie widziałyśmy po prostu. Ale to opowiadaj, co u Ciebie? Jak tam życie się toczy? - Zapytałam z wyraźnym zainteresowaniem.
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Vreer Olovsson



rape me, my friend, rape me again

bariera ochronna

33%

miłość zmieniła się w koszmar





name:

Vreer Olovsson

age:
23

Wysłany: 2018-02-09, 14:04   

Rzeczywiście, można było na różne sposoby odebrać i zrozumieć to, co Vreer powiedziała. W chwili, gdy to padło, już wiedziała, że niepotrzebnie w ogóle cokolwiek na ten temat mówiła, no ale cofnąć już tego nie mogła. Mogła jedynie jakoś to zatuszować. Roześmiała się więc i brzmiało to nawet całkiem naturalnie.
- Spokojnie, nie jestem chora na głowę, nie mam żadnej choroby psychicznej – poinformowała z rozbawieniem.- Choć, oczywiście, takie choroby to nic śmiesznego – spoważniała momentalnie.
Może nie miała choroby psychicznej, ale pewne doświadczenia jednak na psychice siadały. Sprawiały, że człowiek obsesyjnie o nich myślał, że bał się przez cały czas, a to momentami zakrawało już o paranoję. Ale o tym Vreer nie miała zamiaru wspominać.
- Widzę właśnie – zamruczała, zerkając na dłonie Samanthy, bo w sumie tylko tyle było widać, całych rąk i reszty ciała nie widziała.- To u was rodzinne chyba – uśmiechnęła się nawet na myśl o tym. Nie podłapała tematu tego, co się stało Sam, bo może wcale nie chciała o tym mówić i wdawać się w szczegóły. A Vreer nie była wścibska, nie zadawała nigdy natarczywych pytań, bo wiedziała, ze nie chciałaby, aby ktoś ją wypytywał o to, co jej się stało.- Życie się toczy nijak. Przyjechałam sobie na krótki urlop, żeby się wykurować, bo normalnie mieszkam w Seattle, chyba wiesz… No i tam też mam pracę, ale po prostu potrzebowałam krótkiej przerwy – nie wspomniała, oczywiście, po co jej ta przerwa, z czego wynikła ani nawet nie powiedziała, gdzie dokładnie pracuje. Lepiej nie. Mówiła po prostu ogólnikami. Wszystkich raczyła tego typu ogólnymi opowieściami, nie wdając się w szczegóły.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-12, 12:46   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Kwestia chorób i zaburzeń psychicznych była mi dość bliska - w końcu nie bez powodu miałam dyplom z psychologii, prawda? Uśmiechnęłam się więc do dziewczyny, ciepło i naturalnie. Czułam, że coś jest na rzeczy, ale wiedziałam, że wymuszaniem niczego się nie dowiem.
- Na luzie. Ale jakbyś chciała o czymś pogadać, to wiesz, masz przed sobą psychologa. No... Prawie. Ale mam dyplom! - Rzuciłam pół-żartem, pół-serio. - 10 procent zniżki na przyjaciół, 20 procent drożej na najlepszych przyjaciół. - Dodałam po chwili swój ulubiony żart, licząc na to, że to trochę rozluźni blondynkę. Czasem po prostu potrzeba było rozmowy...
Na kolejne słowa dziewczyny, przez mój umysł przeszła jedna, krótka myśl.
- Widziałaś się z Aaronem? - Zapytałam dość niepewnie. W końcu... Sama dopiero nie dawno na niego natrafiłam. Czy oni mogli utrzymywać kontakt przez cały ten czas? Czy to mogło oznaczać, że mogłam dużo wcześniej na niego trafić? Trochę zmartwiła mnie ta myśl. Bo kto wie? Może wtedy wszystko inaczej by się potoczyło?
W moich rozmyślań szybko jednak wyrwała mnie odpowiedź Vreer.
- A jak ze szkołą? Robiłaś jakieś studia? Praca chociaż cieszy? - Zapytałam z zaciekawieniem. W końcu sama dopiero po studiach zdecydowałam, czym się chciałam zajmować. Dopiero po studiach otworzyłam własną pracownię i zajęłam się tym, co lubię. Mi praca sprawiała radość i chyba miałam nadzieję, że i pannie Olovsson się w życiu udało. Jednak sama jej wypowiedź wciąż zostawiała to dziwne uczucie z tyłu mojej głowy, że coś tu było nie tak...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Vreer Olovsson



rape me, my friend, rape me again

bariera ochronna

33%

miłość zmieniła się w koszmar





name:

Vreer Olovsson

age:
23

Wysłany: 2018-02-14, 10:57   

Czasem faktycznie trzeba było rozmowy, a co niektórzy potrafili być aż tak zdesperowani, by rozmawiać z obcymi ludźmi, bo takim najłatwiej się zwierzać. A czasem zwyczajnie nie ma komu. Vreer rzekomo miała komu, ale nie była przekonana do mówienia czegokolwiek. Zwłaszcza teraz, kiedy czasem nie wiadomo było, kto po czyjej stronie stoi.
- Jestem rozczarowana teraz, liczyłam na darmowe sesje – powiedziała teatralnie i zrobiła smutną minkę. Ale zaraz po tym się zaśmiała. Krótko, bo musiała spoważnieć.
- Nie musiałam się z nim widzieć, żeby wiedzieć, jak wygląda – zauważyła logicznie.- Ale fakt, wpadłam na niego ostatnio przypadkiem – przyznała po chwili. Może rzeczywiście gdyby nie zwlekały tak ze spotkaniem, to Vreer mogłaby pomóc Sam skontaktować się z bratem, no ale wyszło jak wyszło i cofnąć się już tego nie dało.- Szkoła jak szkoła… - wzruszyła lekko ramionami. To były takie standardowe pytania, które się zadawało, gdy się nie widziało z kimś kupę czasu.- Skończyłam biochemię i pracuję w laboratorium – dodała, żeby nie było, ale nie miała zamiaru mówić, co to za laboratorium i czym się zajmuje.- No to teraz się przyznaj, gdzie się szlajałaś, że aż sobie tak mocno nogę rozwaliłaś.
[Profil]
 
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2018-02-14, 14:37   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


- No, ostatecznie pierwsza może być gratis. - Mrugnęłam okiem do znajomej, jednocześnie głupkowato się uśmiechając. Oczywistym dla mnie było, że za rozmowę nic bym sobie nie policzyła. No, ewentualnie ciastko czy kawa w grę wchodziły. W końcu to zawsze umila rozmowę, nie? A jakby Vreer się serio chciała wygadać, z chęcią zaproponowałabym jej coś mocniejszego. Chyba nawet w kieszeni kurtki znalazłaby się mała piersiówka, którą z chęcią byłam w stanie się podzielić, gdyby tylko naszła taka potrzeba. Ale tym może się lepiej nie chwalić...
- No w moim przypadku minęło 11 lat, odkąd widziałam go po raz ostatni... - Stwierdziłam, spoglądając na swoje stopy, jakbym chciała uniknąć wzroku dziewczyny. - Ale... Zmienił się. - Dopowiedziałam po chwili. W końcu tyle byłam w stanie zaobserwować. Zmienił się pod względem wyglądu, stał się bardziej oschły, w jego oczach nie widziałam już dawnej radości z życia... Ale przecież nie mogłam go za to winić, sama prawdopodobnie się do tego przyczyniłam.
Wróciłam jednak wzrokiem do blondynki, gdy nasza rozmowa zeszła na... Nieco luźniejszy tor. A przynajmniej tak mi się zdawało.
- Wow. W sumie nie spodziewałam się, że skończysz na biochemii. - Stwierdziłam z lekkim rozbawieniem i wcale nie chodziło mi o umniejszenie zdolności umysłowych Vreer. Po prostu nie kojarzyłam, by za dzieciaka interesowała się takimi tematami. Chyba też za młodego wyobrażałam sobie ją jednak w bardziej... Reprezentatywnym zawodzie? Raczej widziałam ją wśród ludzi, a nie wśród dziwnych chemikaliów i odczynników, jak sobie mocno uprościłam we własnej wyobraźni. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że dziewczyna może mieć cokolwiek wspólnego z rządem. W końcu... To była nasza mała Vreer.
Szybko jednak z moich przemyśleń, wyrwało mnie pytanie Olovsson.
- Widać nie tam, gdzie nie powinnam. - Zażartowałam z lekkim uśmiechem na twarzy. Dość szybko jednak moja mimika przybrała raczej neutralny wyraz. - Nie wiem czy kojarzysz, ale chyba w wiadomościach było coś wspominane o potyczce na przedmieściach Olympii, na polanie, kilka dni temu... Miałam to nieszczęście, że się tam znalazłam. - Dodałam po chwili, bez emocji. Nie chciałam mieszać dawnej koleżanki w kwestie związane z moją organizacją, nawet w kwestie związane z Aaronem. Wiedziałam, że samo to, że się tam razem znaleźliśmy już było wystarczająco niebezpieczne...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5