Poprzedni temat «» Następny temat
Jade Dynasty Restaurant
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-24, 15:22   Jade Dynasty Restaurant



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-01, 15:11   

Za oknami chińskiej restauracji zaczynało się powoli ściemniać. Sommer, która jeszcze chwilę temu kończyła spożywać swoje zamówienie, wreszcie postanowiła podnieść się z krzesła, by odłożyć naczynia w odpowiednie miejsce i opuścić pomieszczenie. Niemal w tym samym momencie, w którym tylko przekroczyła próg restauracji, na zewnątrz zerwał się chłodny, porywisty wiatr. Nie było to nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że były to pierwsze dni marca. Jednak niepokojąco granatowe niebo z pewnością nie należało do normalnych zjawisk jak na tę porę roku.
Dokładnie w tym samym momencie w kierunku chińskiej restauracji zmierzała Cassandra. Dziewczyna była już gotowa przemierzyć ulicę i schować się w przytulnym pomieszczeniu przed nadchodzącym deszczem, kiedy pod wpływem złego przeczucia po prostu przystanęła. W odległości około 30 metrów (zarówno od Cassandry, jak i Sommer) rozległo się głośne skomlenie i zawodzenie najprawdopodobniej psa. Być może to było jedynie zranione, potrącone zwierzę, ale dźwięki, które wydobywały się z pyska psiaka były naprawdę niepokojące. Na tyle niepokojące, że obie dziewczyny, w tym samym momencie postanowiły ruszyć w tamtym kierunku. Jednakże z oddali były w stanie zobaczyć jedynie niewielką kałużę gęstej substancji. Zapewne nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeszcze nie padało.
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-01, 19:21   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


#14

Nadal nie do końca wiedząc, co tak właściwie wydarzyło się przed niespełna kilkoma godzinami, wreszcie zmierzała w kierunku miejsca, które pragnęła odwiedzić już od samego początku dnia. Być może dziwna sytuacja, w jaką wmieszała się jakiś czas wcześniej, nieco wydłużyła drogę Cassandry do chińskiej knajpy, sprawiając tym samym, że kobieta od samego rana praktycznie nic nie jadła... Jednak jednocześnie już wcale nie chciało jej się jeść. Wręcz przeciwnie, nadal czuła ten dziwny ciężar spoczywający na żołądku, cisnący się w nim i napierający na niego tak, że miała wrażenie, jakby była aż nazbyt syta.
Niestety czy stety, wiedziała, że było to wyłącznie złudne wrażenie - najpewniej spowodowane wcześniejszą dezorientacją i brakiem poczucia sprawstwa we własnym życiu; w końcu ktoś samowolnie użył na niej mocy, a ona nie umiała zbyt wiele na to poradzić - i że powinna kontynuować marsz w kierunku jadłodajni, bo naprawdę mocno przydałoby jej się coś do jedzenia. W końcu zaraz po tym planowała dalej zaszyć się w swoim pokoju w drugim najtańszym motelu w Seattle, oczekując na... Zbawienie? Apokalipsę? Spóźnioną asteroidę 2012 TC4? Coś w tym stylu.
Odkąd podjęła nieudolną i nieudaną próbę wyjazdu z Seattle do Portland, nie do końca wiedziała, co powinna zrobić. W kieszeni jednych z jej spodni nadal spoczywał pomięty, niewykorzystany bilet z datą sprzed kilku dni, a w portfelu znajdowała się odpowiednia ilość pieniędzy, by mogła po raz kolejny udać się na dworzec. Kto wie, może zwrócono by jej część kwoty...? Nawet jeśli nie, wciąż byłoby ją stać, aby ostatecznie opuścić miasto. Choć z początku zapewne nie byłoby jej łatwo, a sam powrót do ojca kojarzył się Cassie ze wstydem i przegraną, wszystko byłoby lepsze od samotnego siedzenia w obskurnym pokoju albo błąkania się po nieprzyjaznej okolicy.
Zwłaszcza że wcześniejsze słońce, wysoka temperatura i piękna pogoda jakby wyparowały w mgnieniu oka. Nim się obejrzała, niebo zaczęły zasnuwać burzowe chmury, a po ostatniej nawałnicy - która przeszła przez miasto parę dni temu - Cassandra wolała raczej nie być na zewnątrz, gdy się rozpada. Lubiła błyskawice i grzmoty, cały ten klimat, ale bez przesady... Przyspieszyła zatem kroku, wchodząc w kolejną uliczkę i całą sobą czując specyficzną atmosferę zbliżającej się burzy. Było w tym coś elektryzującego, jednak to nie to sprawiło, że postanowiła gwałtownie przystanąć. Coś mówiło jej, że powinna to zrobić...
Właśnie wtedy usłyszała przeraźliwe wycie. Momentalnie skojarzyło jej się to z rannym psem, bo przecież w mieście teoretycznie nie było wilków. I choć prawdopodobnie powinna się wycofać, unikając wszelkich niepokojących sytuacji, odruchowo ruszyła w kierunku, z którego dochodziły dźwięki...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Sommer Studborn



Let the rain wash away all the pain of yesterday

Niewidzialność

68

Panna z kotem





name:

Sommer Studborn

alias:
Rain

age:
21 lat

height / weight:
168/50

Wysłany: 2018-05-03, 15:16   

#1

Chinatown. Sommer bardzo lubiła przebywać w tej dzielnicy, a przychodziła tu na tyle często, że czuła się jakby tutaj mieszkała, a większe i mniejsze uliczki nie miały przed nią większych sekretów. Jednak ciężko powiedzieć czy to za sprawą częstych pobytów, czy po prostu wiecznej obserwacji, która całkowicie ją pochłania gdy nie ma do kogo otworzyć ust. Mimo wszystko śmiało można powiedzieć, że czuła się tutaj stosunkowo dobrze. Chociaż nie pasował tu fakt, że mimo wiecznie powtarzających się twarzy w lokalach i w uliczkach, Sommer nigdy nie podnosiła wzroku, by przywitać się czy pozdrowić skinieniem głowy. Po prostu dzień za dniem przemykała tędy jakby była tutaj pierwszy raz, udając że nie wie jak się tutaj poruszać i co gdzie znaleźć. Nie zwracając na siebie uwagi.
Ten dzień nie zapowiadał się jakoś inaczej, wszystko przebiegało według jej rutynowego schematu, zupełnie spokojnie i bez komplikacji. Właśnie z typowym dla siebie brakiem emocji odkładała pustą zastawę na swoje miejsce, gdy przez okno dostrzegła niecodzienne, granatowe niebo. Zmarszczyła brwi mając już przed oczami obraz samej siebie, jak moknie od deszczu, który najwyraźniej zaraz miał nastać, a ona sama nie była gotowa na taką pogodę.
Opuściła lokal z wyraźnym niezadowoleniem na twarzy, a chłodny wiatr wzbudził na jej karku ciarki. Przeszedł ją dreszcz i jedyne czego w tamtym momencie chciała, to szybki powrót do mieszkania i zaszycie się w nim na tą nieprzyjemną pogodę. Na głowę zarzuciła kaptur przydużej bluzy, poprawiła plecak na ramionach i już miała włożyć słuchawki do uszu, by odciąć się od otoczenia, gdy tuż przed tym dobiegł do niej przeraźliwy dźwięk, coś jak żałosny i bolesny skowyt. Brzmiało to dla niej jak potrącony pies, co wywołało u niej kolejną falę dreszczy, tym razem z rodzaju tych mniej przyjemnych. Poczuła impuls, który kazał jej udać się w stronę źródła dźwięku i pomoc temu biednemu, jak wtedy myślała stworzeniu. Nie wydawało jej się, by te dźwięki dochodziły z daleka, ale mimo wszystko po przejściu kilkunastu metrów zdążyła w głowie przerobić milion scenariuszy, a w połowie drogi zadała sobie pytanie - czemu właściwie się tam pcha? Póki co jednak nie miała już możliwości odwrotu, bo dochodziła do miejsca, z którego słyszała ten okropny skowyt. Jednak... Jednak nie dostrzegła żadnego rannego zwierzęcia, ani tak właściwie nikogo innego, kto potrzebowałby pomocy. Jedynie plama, która nie wydała jej się zbytnio podejrzana, więc zaczęła rozglądać się dookoła zastanawiając się o co chodzi i skąd był ten dźwięk. Obawiała się, że gdzieś faktycznie potrzebna jest pomoc i czuła, że nie może tego zostawić bez reakcji.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-03, 22:18   

Z każdym kolejnym krokiem obie kobiety coraz bardziej zbliżały się do miejsca, z którego dochodziły te przeraźliwe dźwięki. Choć na pierwszy rzut oka wydawało się, że oprócz tej dziwnej, niepokojącej kałuży i skowytu zranionego zwierzaka wszystko było w jak najlepszym porządku, wystarczyło pokonać jeszcze kilka metrów, by cała sceneria gwałtownie się zmieniła.
Tak, to rzeczywiście był pies. A właściwie był to mały, czarny jack russel terrier, który wyczuwając obecność zbliżających się kobiet, zdawał się zawodzić jeszcze bardziej, zupełnie jakby chciał się upewnić, że na pewno do niego trafią. Ale z pewnością to nie zachowanie jak i obecność psa najbardziej zwróciły swoją uwagę. Nie. Było coś znacznie bardziej niepokojącego. Coś leżącego gdzieś pomiędzy zaparkowanym czerwonym mercedesem, a koszem na śmieci.
Młoda, atrakcyjna brunetka w przykrótkiej, dopasowanej sukience, niedająca jakiegokolwiek znaku życia leżała na środku chodnika. Zarówno ciuchy, jak i cały jej brzuch były rozdarte, a jeszcze ciepłe, parujące wnętrzności porozrzucane dookoła. Nie trzeba było być ekspertem, by domyślić się, że jeszcze kilka minut temu normalnie funkcjonowała i oddychała. W powietrzu wręcz można było wyczuć oznaki niedawno popełnionej zbrodni.
Po pierwszym szoku, jakim było odkrycie martwego ciała, nastąpiła kolejna zupełnie naturalna reakcja. A mianowicie – rozejrzenie się, czy w okolicy wciąż nie czyhał sprawca. W końcu… wciąż mogło im grozić niebezpieczeństwo, czyż nie? To pewnie wtedy Sommer zauważyła stojącą naprzeciwko Cassandrę, a Cassandra – Sommer. Choć nie wydawało się to aż tak prawdopodobne to w głowach obu kobiet pojawiła się ta dziwna, mrożąca krew w żyłach myśl. W końcu… czy to możliwe, by morderczynią była ta druga, stojąca naprzeciwko, nieznajoma kobieta?
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-04, 00:50   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


|mam migrenę, także wybaczcie jakość tego postowego cosia

Z początku sądziła, że dziwna kałuża - dostrzeżona przez nią już z pewnej odległości - mogła być tak naprawdę wyłącznie cieniem, który w jakiś nietypowy sposób padał na ziemię. Brała także pod uwagę możliwość, iż ktoś najzwyczajniej w świecie upuścił coś na twarde podłoże, rozlewając na nim na przykład napój, zupę lub sos. Było tu przecież pełno zarówno restauracji, jak i sklepów spożywczych czy specyficznych kawiarenek. Skoro zaś burza jeszcze nie nadeszła - co dopiero mówić o rozpadaniu się na dobre - nie mogło chodzić o deszcz, a nic innego nie przychodziło Cassandrze do głowy.
Kto normalny - no, w miarę normalny - myśli w końcu o najprawdziwszych ludzkich zwłokach. Nawet ona, mając tak sporawe doświadczenie zdobyte w pracy dla DEA czy FBI, a także ostatnio bywając naprawdę okropnym czarnowidzem, nie spodziewała się widoku, jaki dostrzegła, gdy tylko niebezpiecznie zbliżyła się do ciemnej plamy. Bądźmy szczerzy, czegoś takiego nie widywało się nawet w tych niebezpiecznych czasach. Nie poza ekranem starego, psującego się telewizora w motelu lub wyświetlacza nie lepszego telefonu komórkowego.
Wcześniej nieco rozkojarzona, Cass nie potrzebowała zbyt dużo czasu, by zorientować się w sytuacji. W jednej chwili przez jej głowę przechodziła myśl o biednym, najpewniej rannym psie, w drugiej zaś dostrzegła wspomniane stworzenie, jednak nie zwróciła na nie większej uwagi. Nie, gdy tuż obok niego spoczywało coś, co sprawiło, iż Gardner odruchowo cofnęła się o kilka chwiejnych kroków. Wielokrotnie miewała już do czynienia ze śmiercią. Łatwiej czy trudniej odbieraną przez jej psychikę, mniej lub bardziej makabryczną, szybszą i wolniejszą... Jednak jeszcze nigdy nie taką.
Rejestrując wygląd kobiety, jej już nie tak obcisłą sukienkę, buty na obcasie, lecz przede wszystkim porozdzierany brzuch i wnętrzności porozrzucane na chodniku... Cassandra odruchowo rozejrzała się dookoła, gotowa odeprzeć atak napastnika czy rzucić się do ucieczki. Nic takiego jednakże nie nastąpiło, choć ciało kobiety i tak stało się bardziej sztywne i napięte, a puls przyspieszony. Zauważyła bowiem kogoś, kto nie musiał, lecz mógł, stać za tym wszystkim.
- Co ty zrobiłaś... - Syknęła, gotowa przysiąc, iż odpowiedź lub reakcja, a może oba na raz, na te słowa pokaże jej, czy powinna się czegoś obawiać. W końcu nikt nie lubił być oskarżany, prawda? A zwłaszcza faktyczni zabójcy.
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Sommer Studborn



Let the rain wash away all the pain of yesterday

Niewidzialność

68

Panna z kotem





name:

Sommer Studborn

alias:
Rain

age:
21 lat

height / weight:
168/50

Wysłany: 2018-05-04, 01:29   

Idąc na przód cały czas próbowała wypatrzeć ranną psinę i kompletnie nie spodziewała się czegokolwiek innego. Albo kogokolwiek innego. Zrobiła więc jeszcze kilka kroków, by dowiedzieć się co się stało, gdy nagle stanęła jak wryta i nawet nie kontrolowała tego jak duże oczy w zdziwieniu zrobiła. Najpierw to było zdziwienie, następnie przerodziło się to w swego rodzaju wewnętrzny strach, jakby panikę, że zaraz ona skończy tak samo. Nie była w stanie wykrztusić z siebie żadnego dźwięku, choć w głębi miała ochotę krzyczeć i wołać o pomoc.
Widok martwej kobiety i tego w jak zmasakrowanym stanie była przyprawił ją o mały paraliż, kompletnie nie potrafiła się ruszyć. Wlepiła ciemne oczy w pozbawione już życia ciało, a gdzieś jakby za grubą ścianą dudniło echo szczekania psa, który najwyraźniej nie potrzebował pomocy, a o nią wolał. Chwilowo jej ciałem i umysłem zawładnął strach i bezradność, kompletnie nie wiedziała jak się zachować. Miała jedynie ochotę zniknąć i udawać, że nigdy jej tu nie było. Powstrzymywała ją od tego jedynie myśl, że jeżeli nic nie zrobi to widok martwej kobiety nigdy nie zniknie jej sprzed oczu.
Ciężko powiedzieć ile trwało jej osłupienie, ale gdy już przechodziło Sommer zaczęła szybko rozglądać się dookoła, co pewnie i tak nie pozwoliło by jej na wypatrzenie sprawcy, miała zbyt wolną reakcję po przyjściu na miejsce. Niczym wiadro zimnej wody wylane na twarz zadziałały na nią słowa nieznajomej. Gdy usłyszała z oddali pytanie momentalnie strach uleciał, a na twarz Rain ponownie wleciała typowa dla niej oschłość, ale w tym wypadku z dodatkową złością. A może już raczej agresją? Ciężko było to ocenić, w jej głowie skumulowało się zbyt dużo emocji, to nie pozwoliło jej myśleć do końca racjonalnie w tamtym momencie.
- Słucham?! - niemalże wykrzyczała z wyraźnym oburzeniem w głosie i zaciskając w nerwach pięści. Mało brakowało, a faktycznie jeszcze wyglądałoby jakby to ona stała za morderstwem kobiety. Myśl racjonalnie.
- Wyglądam Ci na kogoś, kto właśnie wypruł wnętrzności jakiejś pannie? - kontynuowała swoim tonem, tym razem jednak rozkładając ręce i odsłaniając sylwetkę. Nawet przez za dużą bluzę dostrzec można, że Sommer to drobna chudzinka, która może mieć problem z otwarciem słoika, a na jej rękach i ubraniu nie widać było najmniejszego śladu po morderstwie. Raczej nie miałaby czasu żeby zakryć na sobie ślady, więc liczyła, że nie została właśnie potencjalną podejrzaną w oczach obcej kobiety. Poza tym... Kim musiałaby być, żeby zrobić coś tak okrutnego.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-04, 21:28   

Tak, Sommer po części miała dużo racji w stwierdzeniu, że zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto był zdolny do takich czynów. Nie, zdecydowanie nie wyglądała na kogoś takiego. Ale czy nie było to trochę złudne? Czy nie zareagowała tak, jak powinna zareagować każda osoba, która mogła mieć coś wspólnego z taką zbrodnią? I im dłużej Cassandra przyglądała się zwłokom martwej dziewczyny, tym więcej szczegółów dostrzegała. Rany były szarpane. Najprawdopodobniej ciosy musiały zostać zadane przez zwierzę. Naprawdę spore zwierzę. Albo… albo naprawdę potężnego mutanta. W końcu Gardner widziała w swoim życiu naprawdę dużo różnych dziwnych i przerażających mocy. Jaką więc mogła mieć pewność, że stojąca naprzeciwko kobieta nie była tego typu mutantem?
Cassandra, jako że była odwrócona tyłem do sąsiedniej alejki, nie była w stanie dostrzec tego co zobaczyła Sommer. Po tym jak rozległ się dziwny łomot, przypominający opadającą na kostkę brukową pokrywę od kosza na śmieci, Studborn zdołała zauważyć pośpiesznie znikającą za rogiem postać. A dokładniej rzecz mówiąc – skrawek długiego płaszcza. Tylko od brunetki niej zależało co dokładnie z tym fantem zrobi. Podąży za tajemniczą postacią? Powiadomi o tym Cassandrę? Czy po prostu… ucieknie i postanowi zapomnieć o całej sprawie?
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-04, 22:53   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Kiedyś najprawdopodobniej zareagowałaby w zupełnie inny sposób. Wiedziała przecież, jak powinna - choć teoretycznie nigdy nie musiała - odnosić się do ludzi dostrzeżonych na miejscu zbrodni. Obecnie jednak nie tylko nie pracowała już w fachu, lecz także po prostu nie miała zbyt wiele cierpliwości do ludzi. Nie w sytuacjach związanych z zagrożeniem. Jakimkolwiek. Ze strony nieznajomej dziewczyny, jeszcze bardziej nieokreślonego mordercy, gapiów mogących wezwać służby, samej policji, z którą Cassandra zdecydowanie nie chciała mieć do czynienia... Jeśli miała być szczera, zaczynała odnosić coraz mocniejsze wrażenie, że wszystko, każde kolejne felerne zdarzenie, zazębia się z innymi, prowadząc ku jej klęsce.
Najpierw były sytuacje sprzed wielu lat. Następne i następne. Szereg ciosów zadawanych w najmniej odpowiednich momentach. Później dołączyła do Bractwa - już nie jako informator, a jako faktyczny członek, sanitariuszka - starając się żyć we w miarę poukładany sposób. Przynajmniej do czasu nieudanego przekazywania wiadomości pośród dachów opuszczonego budynku. To właśnie od tego punktu ponownie zaczęła nawalać. Nie dostrzegła, jak bardzo oddaliła się od niej najlepsza przyjaciółka, nim nie było za późno. Zabrała Lizzy na marsz pokojowy, który przemienił się w kompletną jatkę. Pozwoliła dziecku umrzeć, będąc też świadkiem śmierci innych znajomych osób, jak i również postrzału drugiej z bliskich towarzyszek. I chociaż pomogła tej ostatniej, na niewiele się to zdało, gdyż jej sekrety wypłynęły na wierzch. Była jedna, druga kłótnia. Był bardzo niezręczny wieczór w motelu. Nieudany wyjazd z Seattle do Portland. Kolejna niezbyt przyjemna noc w jeszcze innym moteliku. Tym razem już realne odejście z Bractwa, po którym została całkowicie sama, kryjąc się po zajazdach i zawalając nawet przyniesienie sobie jedzenia na wynos...
A teraz stała niedaleko martwego, wciąż ciepłego ciała, wpatrując się w znacznie młodszą - przynajmniej patrząc na wygląd - kobietę i otwarcie sugerując, że to właśnie nieznajoma miała związek z brutalną śmiercią elegantki. To zdecydowanie nie był zabieg, na jaki w pierwszej chwili pozwoliłby sobie ktoś z którejkolwiek z dawnych prac Cassandry, jednak nie przejmowała się tym. Ogólnie przyjęte zasady i reguły już jej obecnie nie obowiązywały. Na swoją obronę miała to, iż wolała nie nadziać się na prawdziwego zabójcę. Nieważne, jak niewinnie mogącego wyglądać. A reakcja na oskarżenie mówiła... Wiele.
- Dobrze słyszysz... - Odpowiedziała, nieustannie patrząc wprost na nieznajomą, jednocześnie przykucając jednak, by złapać za koniec smyczy przerażonego zwierzęcia. Głównie przez myśl, jaka pojawiła jej się w głowie na bliższy widok szarpanych ran martwej. Co, jeśli biedny, mały psiak zareagowałby na krwawe szczątki - prawdopodobnie - byłej właścicielki? Nie chciała nawet sobie tego wyobrażać, mocno ściskając sznurek, gotowa zareagować na ruch towarzyszki.
- Nie znam cię. - Stwierdzała fakt, obie doskonale to wiedziały. - Nie wiem, do czego jesteś zdolna, dlatego... Dlatego? Mogłaś to zrobić. - Nie powinny wdawać się w dyskusję nad trupem, jednak Cass musiała jakkolwiek upewnić się, co do intencji dziewczyny. Nim zniknie w zapadającym mroku, oczywiście. Nie zamierzała czekać na policję. Nigdy w życiu. Ta druga mogła to zrobić...
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Sommer Studborn



Let the rain wash away all the pain of yesterday

Niewidzialność

68

Panna z kotem





name:

Sommer Studborn

alias:
Rain

age:
21 lat

height / weight:
168/50

Wysłany: 2018-05-05, 18:31   

Sommer ponownie słysząc zarzut w swoim kierunku bezradnie spuściła ręce wzdłuż ciała, zatkało ją, nie wiedziała co ma powiedzieć żeby przypadkiem nie wzbudzić kolejnych podejrzeń. Nagle zaczęła się bardziej przejmować tym niż rozszarpanym ciałem kobiety. Zwykły późny obiad i chęć pomocy skończyła się oskarżeniem w jej kierunku. Pierwszy raz od dawna zdecydowała się nie stać bezczynnie i ma za swoje, w środku zaczęła się wściekać na siebie, że nie olala sytuacji. Zdarzenie wydawało jej się maksymalnie absurdalne, nigdy nie widziała niczego podobnego i nawet nie potrafiła sobie wyobrazić jak ktoś mógł zrobić coś takiego i zbiec bez zauważenia. W końcu w tym miejscu przewijali się ludzie, a zrobienie czegoś takiego wymagałoby trochę więcej czasu. Chyba że... Chyba, że jest się mutantem, na co Sommer nie wpadła. Nie spotykała ludzi, którzy mieliby jakieś inne, specjalne zdolności, a sama zawsze stawiała samą siebie po przeciwnej stronie barykady, po stronie która chciałaby, żeby mutanci nigdy nie istnieli. Udawała zwyczajnego człowieka, nie chwaliła się swoimi zdolnościami nawet w obecności sympatyków mutantów. Mimo wszystko czerpała korzyści ze swojej mutacji, więc jak to nazwać? Hipokryzją? Być może, ale sama się nigdy do tego nie przyzna, bo jak sama twierdzi - nie robi nikomu krzywdy.
Wracając do tamtej chwili - Sommer bezradnie przewróciła oczami i spróbowała złapać głęboki wdech, który przez złość ledwo opuścił jej płuca. Cała ta jakże skomplikowana czynność wymagała od niej wystarczająco skupienia, by do jej uszu zdołał dotrzeć dziwny dźwięk. Momentalnie skierowała wzrok w miejsce, z którego doszedł właśnie ten odgłos i miała wrażenie, że jej oczom ukazał się prawdziwy, potencjalny sprawca. A przynajmniej taką miała nadzieję, bo nie zamierzała tłumaczyć się z czegoś, czego nie zrobiła. Już pół biedy gdyby miała się tłumaczyć obcej kobiecie, gorzej by było, gdyby musiała tłumaczyć się przed policją, co pewnie nie skończyłoby się na zwykłej pogawędce w tym przypadku. W jej głowie pojawiła się myśl przed odkryciem mutacji i wspomnienia, gdy parę lat temu siłą została zabrana na leczenie. O nie nie nie. Wystarczyła ta jedna myśl, by adrenalina zawładnęła jej ciałem i umysłem, co skłoniło ją do działania. Bała się uciec, bała się, że ktoś ją znajdzie.
- Za Tobą! - nie wiedząc i nie myśląc co najlepiej powiedzieć rzuciła nie spuszczając wzroku z miejsca, w którym dostrzegła kawałek długiego płaszcza. Nie minął ułamek sekundy, a Sommer ruszyła biegiem w kierunku uciekiniera. Miała jedynie nadzieję, że podejrzliwa kobieta nie rzuci się na nią z myślą, że próbuje zwiać. Wyglądało, jakby obie nie chciały spotkania z policją.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-05-06, 16:28   

Czy to milczenie nie było wystarczająco wymowne? Jakakolwiek konwersacja wydawała się znacznie mniej podejrzana niż ta cisza, którą teraz co chwilę na nowo przerywał skowyt małego, przerażonego psiaka. I złapanie za smycz zwierzęcia wydawało się być naprawdę mądrym posunięciem, bo kiedy tylko Orzeszek poczuł, jak smycz się napina, jack russell terrier wydawał się nieco uspokoić. A przynajmniej tak było, dopóki Sommer nie rzuciła się biegiem w tamtym kierunku.
Zwierzę niemal natychmiast zareagowało na ruch Studborn i pognało tuż za nią. A przynajmniej tak, by się wydarzyło, gdyby nie fakt, że teraz ponownie było ograniczone przez smycz. Mimo wszystko pies próbował się wyrwać Cassandrze, ciągnąc ją we wskazanym kierunku. Tylko od Cassandry zależało, co tak naprawdę z tym zrobi. Czy rzuci się za uciekinierką? Czy być może uwierzy, że tam rzeczywiście ktoś stał i tym bardziej ruszy z pomocą? W końcu.. w końcu też słyszała ten łomot. Ale równie dobrze Gardner mogła po prostu wrócić do siebie. Nie zapominajmy jeszcze, że pozostała przecież kwestia leżącego na ulicy ciała. Zdecydowanie trzeba było coś z nim zrobić.
Tymczasem Sommer coraz bardziej oddalała się od Cassandry i martwej kobiety, jednocześnie dobiegając do alejki, w której zniknęła ta tajemnicza postać. I dopiero kiedy dziewczyna minęła zakręt, to zdała sobie sprawę, że to była jedynie ślepa uliczka. Zdawało się tutaj nic nie być. Nic oprócz wielkiego kontenera na śmieci, ustawionego pod murem, znajdującego się na przeciwko stojącej Studborn budynku i znajdujących się obok schodów przeciwpożarowych. Ale czy było w ogóle możliwe w tak krótkim czasie wspiąć się na kosz i niezbyt stabilnymi schodami uciec górą? Oczywiście, dziewczyna mogła przeszukać kontener i dach kamienicy, ale zdecydowanie nie była w stanie zrobić tego sama.
I chyba mniej więcej w tym samym czasie zauważyła, że na ścianie budynków po swojej prawej stronie znajdują się nie tak łatwo dostrzegalne drzwi, prowadzące najprawdopodobniej do jakiejś piwnicy. Ale ponownie – czy na pewno było mądrze ścigać prawdopodobnego mordercę w pojedynkę? I jeśli Cassandra od razu zdecydowała się pobiec za Sommer, to powinna zdążyć pojawiać się w tym samym miejscu, nim Studborn zadecyduje, którą drogę wybrać.
[Profil]
 
 
Cassandra Gardner



They've promised that dreams come true... But forgot to mention that nightmares are dreams too.

manipulacja snami

58%

Rebel





name:

Cassandra Eloise Gardner

alias:
Cassie

age:
33 lata

height / weight:
166 / 50

Wysłany: 2018-05-06, 22:14   
   Multikonta: Sophie
  

   #Mrs. Sandman


Nadal pochylając się w kierunku - całe szczęście, już napiętej - psiej smyczy, jak i samego psiaka, usłyszała głośny łomot, którego źródła nie była jednak w stanie zbyt jasno określić. Cassandrze zdawało się bowiem, że niespodziewany, głośny dźwięk doszedł gdzieś zza jej pleców, jednak podejrzana stała przecież przed nią. Poza tym, echo mogło w pewnym stopniu zaburzać dźwięk, zafałszowując go, o czym także pomyślała, nim zrobiło się znacznie bardziej gorąco.
Co prawda, nie zamierzała zostawać w tym miejscu do przyjazdu policji, zapewne jeszcze nawet nie wezwanej, jednakże nie chciała też dać drugiej kobiecie uciec. Dlatego nieustannie ją obserwowała, dlatego... Cóż, najprawdopodobniej powinna była zareagować, gdy ta wrzasnęła i rzuciła się w jej kierunku. I faktycznie - Cassie niewątpliwie nie wmurowało w chodnik, jednak jej własna reakcja nie była raczej zbyt przydatna. Wręcz przeciwnie, zamiast łapać dziewczynę, Gardner odskoczyła w bok, pociągając za sobą psa. To był instynkt. Gdyby nieznajoma faktycznie postanowiła ją zaatakować, nie stałaby jak kłoda, tylko spróbowała się obronić. To jednak nie miało miejsca.
Zamiast dodatkowo potwierdzić teorię, że to właśnie ona była mordercą, obca szatynka ruszyła pędem w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie wyglądało na to, by uciekała... Bardziej, jakby próbowała kogoś gonić, co do pewnego stopnia łączyło się zarówno z łoskotem, jak i z tamtym okrzykiem, ale... Cass obiecała sobie przecież, że nie będzie mieszać się w podobne sprawy, czyż nie? Powtarzała to sobie jeszcze przed chwilą. Jak na ironię, tylko po to, by faktycznie znowu dać się w coś wkopać. Nie byle co, zresztą, bo w pościg za mordercą. Czy będącym tamtą dziewczyną, czy tym, za kim pognała nieznajoma.
Cholera jasna, powinna była uciekać w siną dal, w zupełnie przeciwnym kierunku, zostawiając psa przywiązanego do niedalekiej latarni lub hydrantu. Tak byłoby rozsądniej. Nikt nie wiedziałby, że tu była. No, nikt, prócz drugiej kobiety, której najprawdopodobniej mało kto by uwierzył. Tymczasem... Czując, jak pies zaczyna wyrywać jej się z rąk, ciągnąc ją za smycz w kierunku, w którym chwilę wcześniej pobiegła obca... Cassandra szybkim krokiem ruszyła tuż za nim. Cholera, cholera, cholera. Ten dzień naprawdę był jakąś kpiną.
Przyspieszając kroku i dobiegając ostatecznie z psem do byłej - i ponownie obecnej - towarzyszki, wyrzuciła z siebie niezbyt przyjaznym tonem:
- Co do...?! - Kurwy nędzy stłumiła już w ustach, rozglądając się dookoła. Nadal nie wykluczała możliwości, że ta druga także była mutantką... I właśnie zaciągnęła ją do ciemnej, ślepej uliczki... Czy mogło być lepiej?
_________________
The more I think about it now
The less I know
All I know is that you drove us

off the road



Postać aktualnie jest blondynką.
[Profil] [WWW]
    [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6