Chwila dezorientacji, maleńka chwilka w oceanie pożądania. Patrzyłem na Albę wpatrującą się we mnie niepewnie. Przez myśl jedynie przemknęło mi, czy zrobiłem coś źle? Ale była osamotniona, gdyż zaraz rozkoszowałem się bezwstydnym podziwianiem jej gładkich rysów twarzy. Naprawdę, bogowie, ona naprawdę wyglądała niczym anioł. Za nic nie mógłbym pozwolić jej iść na misję. Niezależnie od tego, czy byłaby niebezpieczna czy całkowicie bezpieczna. Takie anioły jak ona nie powinny dźwigać, nie powinny się zadręczać, tylko śnić, śnić i kochać, będąc kochanym.
- Albo – wymruczałem, nie przestając badania dłońmi jej ciała. Było niesamowicie gładkie i miękkie. Miałem ochotę je całować. W każdym miejscu. Pragnąłem jej tak dotykać. Chciałem ubóstwiać każdy kawałek jej ciała przesączony tę eterycznością, cokolwiek znaczyła. Nieważne. Ważne, że ją czułem.
Może właśnie dlatego, kiedy skupiony byłem na jej delikatności, zaskoczyło mnie to pewnie i gwałtowne podniesienie się albowe? Nie wiem, nie zdążyłem nawet pomyśleć, o co chodziło, kiedy wylądowałem już na własnych plecach, Alba na mnie, sufit nad nami… A nie, on był tam już wcześniej. Chciałem ją całować, smakować, być z nią stopionym, ale ona miała własne plany. Zaskoczyła mnie.
Leżałem jakoby bezbronny, przygnieciony jej ciężarem. Nie miałem koszulki, ona nie miała swojej bluzki. Dominowała. Nigdy nie powiedziałbym, że Alba Delgado mogłaby się okazać tak niegrzeczną kotką. Najwyraźniej mało ją znałem, ale… kochałem to, co robiła. Pasowało. Pozwalałem jej na to i ciekaw byłem, co będzie dalej. Wiązało się to z dalszym poznawaniem jej, odkrywaniem zakątków jej serca, umysłu i duszy.
Czułem dreszcze, ciepło tam, gdzie spoczywała jej dłoń. Rozchodziło się po moim ciele, kumulując tam, tam dalej na dole. Pragnąłem jej coraz bardziej, tak bardzo, że aż zasychały mi wargi, pragnące tych jej… miękkich i stworzonych do całowania. Była bliską ze swoją twarzą, kiedy szeptała mi na ucho… Tak blisko, a jednak tak daleko. Ale to wcale nie było złe, bo zaraz jej wargi czułem na swoim ciele. Niekiedy łaskotały, przez co uśmiechałem się szerzej albo nawet niekontrolowanie chichotałem.
A w międzyczasie, cóż, Alba mi pozwoliła macać swoje pośladki. Moja druga dłoń spoczęła na tych krągłościach, które nie omieszkałem pougniatać i pościskać. Były śliczne… choć w sumie nigdy nie przypatrywałem się chyba jej tyłkowi. Och, jakże mogłem to przeoczyć?
- Jaką chcesz kołysankę? – zapytałem. Brzmiałem inaczej. Ładniej, a jednocześnie jakoś tak odlegle, jakobym był upojony. Za bardzo nie rozumiałem, co do mnie mówiła, ale jej głos… Mogła mi szeptać więcej. Otarłem się o nią. Czułem się gotowy...
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Radość. Kiedy tylko widziała, jak jej działania, sprawiają mu przyjemność, odczuwała jeszcze większą potrzebę dotykania go. Nie była pewna, czy jej to wychodzi, czy właśnie tak to ma wyglądać, ale kiedy drżał na mocy miękkości jej ust, czuła że może wszystko. Obdarowywała więc go namiętnością, podczas gdy sama w środku była rozpalona jak nigdy wcześniej. Jej włosy łaskotały Aaronową klatkę, jej usta kąsały tajemnicze wzory na skórze. Pozostałe na nich ubrania dręczyły, uwierały i zdawały się pobudzać i tak już wrażliwe ciało. Chciała się tego pozbyć, chciała ubrać się w niego. Trwać w uniesieniu i nie pamiętać o tym, co czekało na nich za ścianami domku. Tu i teraz, zakochani, spragnieni i wołający o więcej.
- Taką prosto z Twoich ust – wypowiedziała, powracając do jego twarzy. Patrzyła mocno, długo. Nie potrafiła przestać, bo odnajdywała w jego oczach przyjemność, którą odczuwał właśnie dzięki niej. Tak bardzo chciałaby mu pokazać, że ona też czuje się niemożliwie podniecona, rozkosznie zauroczona – upojona tym niesamowitym połączeniem bliskości fizycznej z tą duchową. Nie musieli wcale prowadzić długich miłosnych rozmów, nie musieli spotykać się miesiąc za miesiącem, aby to poczuć. Magia tej nocy polegała na tym, że objawiła pewną tajemnica. Zrzuciła osłonę, obalała mury – poruszała niepewne serca, ośmielając ich do uświadomienia sobie swoich pragnień.
Opadła na niego i wtuliła główkę w pierś tak, że bicie jego serca mogło niemal wybijać jej melodię do snu. To nie o taką kołysankę chodziło, choć ta była najpiękniejsza. Przymknęła oczy i nieco zacisnęła łapki na jego ramionach. Leżała tak, trochę się bojąc, że mógł nie czuć się dobrze z tym ciężarem. Jednak nie to teraz przynosiło największe utrapienie.
Zwątpiła. Intuicja, nierozsądny żar namiętności szeptał jej, co powinna robić, gdzie wsadzić dłonie, dokąd poprowadzić usta. Tylko że obawiała się swojej własnej niewiedzy. Jak wyjawić tak wielką tajemnicę, o której pewnie nawet nie pomyślał? Gorący, pachnący namiętnością Aaron wcale nie potrafił przywołać jej myśli do porządku. Bo ona tak bardzo go pragnęła. I nawet się nie bała, ale potrzebowała wiedzieć, że on wie. Że wie, jak niezwykłe dla niej było to, co właśnie między nimi się działo.
- Naucz mnie tego dotyku, Aaron – szepnęła, nie potrafiąc wypowiedzieć tak wprost, o co jej chodzi. Jak to dobrze, że nie widział teraz jej twarzy i tego cholernie poruszonego, zawstydzonego spojrzenia. - Chciałabym zobaczyć, jak to jest. Z Tobą. – dopowiedziała jeszcze ciszej, nie wiedząc, jak właściwie mógłby zareagować na taką informację.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
Niechybnie. Oczy były prawdziwym odbiciem duszy. Moja drżała właśnie w miłości, szalała, tonęła, cokolwiek, ale niesamowicie oddawała się temu, co mnie tak owładnęło za prawą Alby i na jej chwałę. Sam czułem się doskonale, niczym młody bóg, jak gdybym wygrał życie, dlatego z tym nie walczyłem, oddając się temu. Smutków? Zero. Złych wspomnień? Odeszły w zapomnienie. Colleen? Nie było jej. Na tę chwilę jej nie było. Teraz, kiedy nasze, czyli moje i Alby spojrzenie się łączyło, kiedy czułem jej dotyk, kiedy nasze wargi rozwierały się, zaś my wzajemnie siebie smakowaliśmy. W grzechu, bo w grzechu niechybnym, ale też, wiadomo, będąc nad tym wszystkim, co ludzkie. Może tak naprawdę nie byliśmy zmutowanymi ludźmi? Może byliśmy już bogami? [dobra teoria, niech owładnie nas ta myśl XD]
Czułem przyjemny ciężar jej ciała. Puściłem gwałconą przeze mnie część albowego ciała i przytuliłem ją, otulając jej plecy swoimi przedramionami i dłońmi. Pogłaskałem czule, pragnąc dać jej od siebie jak najwięcej ciepła i wsparcia, by jeszcze bardziej odbierać sobą jej niezwykłość. Raczej nie dusiłem jej w tym uścisku, ale kto mnie tam wiedział?
Jej słowa… Do końca ich nie rozumiałem. Niezrażony jednak parłem na przód. Byliśmy razem. Alba była ze mną. Mogłem wszystko, póki tu będzie dalej, ze mną, oczywiście.
- Hej, małpko… Boisz się? – zapytałem, próbując na nią spojrzeć. Niestety, musiałaby sama to zrobić, podnieść głowę i te sprawy, bo jakoś tako nie miałem ja. Albo to zaplanowała, albo stało się tak czystym przypadkiem. – Eeej… Ty jeszcze nigdy…? – dodałem zaraz, mało subtelnie jak na sytuację, w ramach zapytania o jej niewinność. Jak na razie… Może wcześniej bym jeszcze to zakładał, ale po tej rozpierającej ją dzikości…
Sam nie wiem… Chyba było mi trochę głupio, bo tak jakby ją uwiodłem, skradając jej niemal to, co miała w sobie najcenniejsze. Wysunąłem już subtelniej te niesforne palce spod jej stanika. Nie, nie chciałem tu zgrywać świętoszka czy coś, wycofywać się tym bardziej nie, bo nadal jej pragnąłem, może nawet bardziej niż na początku, skoro chciała ze mną, ale… no.
- Jesteś pewna? Chcesz tego? I nie musisz się bać. Zawsze możemy poczekać – odparłem, głaszcząc po tych pszenicznych włosach jedną z łap. Odruchowo, ale raczej na miejscu.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Z każdym jego słowem miała wrażenie, że na jej policzkach robią się coraz większe krwistoczerwone plamy. Nie miała na sobie ani grama makijażu, bo też nie zakładała, że coś takiego się dzisiaj wydarzy, idąc z winem i fajkami do kościoła, żeby sobie popłakać. A teraz, niemal półnaga objawiała mu swoją tajemnice, a w perspektywie mieli dość namiętną noc.
Nie do końca wiedziała, czy się zdziwił, czy nie rozumiał, czy może się upewniał. Tak mocno jej waliło serce, że aż jej się te słowa mieszały. Jednak było ich tak wiele, że naprawdę już cała drżała z zawstydzenia. Powinna wziąć głęboki wdech i na niego spojrzeć, prawda? Powoli się uniosła i wyprostowała plecy. Zaczęła się bawić guzikiem od jego spodni. Tak sobie skubnęła i milczała przez chwilę, jakby się zastanawiała, co właściwie powinna powiedzieć.
- A wyglądam, jakbym nie chciała? - zapytała, trochę niecnie, a trochę niepewnie się uśmiechając. - Potrzebujesz, żeby Ci udowodnić? - dopytała jeszcze, po czym sięgnęła po jego dłoń. Wzięła ja w swoją i podniosła, aby przyłożyć do swojego serca. Tak, właśnie tam, na pierś. Chociaż miała jakiś tam raczej mało seksowny stanik, to jednak nie był on na tyle grzeczny, aby nie mógł widzieć i czuć pod palcami tak zupełnie żadnego kawałka skóry. I dlaczego nagle zaczęła się zastanawiać nad majtkami? Czy to był dzień na kolorowe, mało dojrzałe majtki w jakieś tam stworki? Cholera. Może powinna jednak powiedzieć, że nie jest gotowa? Tylko tak ładnie go prowokowała, Pewnie i tak nie zwróciłby na to uwagi.
Ale tak bardzo go pragnęła, że aż ją rozsadzało. Czy ta noc mogłaby osłonić wstyd i odkryć namiętność?
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2018-02-16, 15:45
Pochłonięci pożądaniem zapomnieliście o najważniejszym, o czym powinno się pamiętać w takich momentach. Miłosne uniesienie kosztowało was bardzo wiele emocji, przemyśleń... Wiedzieliście, że ta chwila Będzie niosła za sobą wiele konsekwencji. W końcu wasze życie niedługo diametralnie się zmieni i pewne było, że wcale nie będzie łatwiej.
Los był jednak dla was łaskawy i nie powołaliście nowego życia na ten straszliwy świat. Kto jednak wie, czy winą był stres, brak dni płodnych, czy może jednak zbyt słabe nasienie mężczyzny? Do następnego razu, tego na pewno się nie dowiemy...
Gdy otworzyła tylko oczy, ujrzała przejmujący widok i nie był to Aaron. Za oknem padał sobie śnieżek dość grubo i intensywnie. To był jeden z tych dni, kiedy już pierwsze spojrzenie pozwalało stwierdzić, że dzisiaj się nie wychodzi z domu. A najlepiej nawet z łóżka, o. Przewróciła się na drugi bok i popatrzyła na śpiącego Aarona. Jedna noga wystawała spod kołdry i rozwalony był na tych poduszkach, jak jakiś szlachetny książę. Uśmiechnęła się mimowolnie i przykryła go szczelniej. Tak słodko spał. Zaczęła delikatnie gładzić go po ramieniu, obrysowując jednocześnie wymalowane na skórze wzory. Był tak idealny. Nigdy wcześniej nie śniła nawet, że przeżyje coś takiego. Ostatnie dwa tygodnie były trudne. Atak GC, ciężki okres z Colleen, która ich niemal wyrzuciła z Bractwa i te krzywe spojrzenia połowy mieszkańców campu. Ludzie się podzielili, choć większość i tak niespecjalnie się interesowała tym, kto z kim sypiał i dlaczego. Nadeszły ciężkie czasy – krwawe i mroczne. Tym bardziej Alba pragnęła mieć coś, w co mogła wierzyć, kogoś, dla kogo chciała się starać i walczyć.
Przesunęła dłoń z jego ramienia na włosy. Zaczęła powoli głaskać i wciąż zerkała urzeczona. Jak wcześniej mogła nie zwracać na niego uwagi? Tak piękny, tak czuły i troskliwy. Należał do Colleen, a teraz… Teraz kapryśny los podarował serce Aarona Albie. I kiedy rano się obudzili, po tamtej pamiętnej nocy, czar wcale nie prysnął. Wciąż byli obok siebie, oddanie sobie zupełnie. Alba wiedziała, że go kocha. Nie czuła tego wcześniej nigdy, ale tak po prostu teraz wiedziała. I nie odda go już nigdy nikomu. Było jej ciężko przez wzgląd na to, jak to wszystko się potoczyło, ale nie umiała powstrzymywać swoich uczuć. To wszystko przecież już nadeszło. I nie było odwrotu.
Przysunęła się nieco bliżej i wzięła jego wielką łapę, aby zaraz ułożyć ją na swoim boku. Sama objęła go szczelnie i szepnęła mu do uszka, że go kocha. Wciąż spał, prawda? Chyba nie słyszał...
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
Choć ostatnimi czasy nie sypiałem zbyt dobrze, tak teraz byłem pewien, że musiało mi się śnić coś dobrego, bo nie czułem na sobie ciężaru nocy, jakiegokolwiek spięcia czy lęków. Po prostu byłem… szczęśliwy. Nie brzmiało to zbyt wiarygodnie, ale tak właśnie było. Jak mogłoby być inaczej, skoro tuż obok czułem Albę? Nie tylko ciepło jej ciała przylegającego do mojego, ale również jej dłoń w moich włosach czy nawet te wargi, które niemalże dotykały mojego ucha, kiedy szeptały… Słodko szeptały, że mnie kocha.
Choć człowiekiem zanadto wylewnym nie byłem, to potrafiłem na tyle okazywać uczucia, by uśmiechnąć się przez ten udawany sen i otulić ją ramieniem jeszcze bardziej. No, i też przestałem udawać śpiocha, tylko odszepnąłem:
- Ja ciebie też kocham. – Bo tak też było. Smutne, a zarazem piękne, że los zsyłał na nas miłość w tak niepewnych czasach.
Nie chciało mi się otwierać oczu, bo wiedziałem, że jest tak jasno i w ogóle… Nie wiedziałem, czy przypadkiem nie byłoby lepiej, gdybyśmy jednak usunęli się z Bractwa. Co prawda, tu każdy wciąż na kogoś krzywo patrzył, obsmarowywał i takie tam, ale nie chciałem, by to też dotykało Albę. Plus, Colleen nie należała do zbyt stabilnych emocjonalnie osób, szczególnie kiedy nie brała, a jak brała, to uważałem, że trochę za dużo… Stąd lepiej było jej unikać, ale ile jeszcze będzie nam się to udawało? Za którym razem, kiedy jej spojrzenie zawiśnie na nas, w końcu pęknie i zrobi coś, czego będzie żałowała? Awr.
Ale dziś mieliśmy dobry dzień. Właśnie! Walentynki!
- Co tam, kocie? Nie śpisz – zauważyłem jakże błyskotliwie. Nieco wziąłem oderwałem głowę od poduszki, by cmoknąć ją w czoło. – Jak sny? Dobre? Najlepsze?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Otworzyła szeroko oczy, kiedy się poruszył i odpowiedział na jej wyzwanie. Ojej. Serce jej ześwirowało i momentalnie schowała głowę przed jego spojrzeniem. Nos schowała w jego ramieniu i udawała, że jej tu nie ma. Naprawdę to powiedział. Dłonie jej lekko zadygotały. Kochał. Pozostała dość poruszona przez dłuższą chwilę i nawet jej uciekły wszystkie następne wypowiedziane przez ukochanego słowa. Tak się jej gorąco zrobiło. Jasne, czuła to wszystko, ale miłość głośno nazwana miała w sobie coś wyjątkowego, czego nie umiała nawet określić. Zbyt dobrze wyczuwała te emocje. Nie, teraz nie grzebała mu w głowie, bo w swojej własnej próbowała opanować te tęczowe fajerwerki. Wcisnęła się mocno w jego ciało i wsunęła nogę między jego uda. Trwała z zaciśniętymi powiekami.
Miała na sobie pewnie jego koszulkę tylko, która i tak się teraz podwinęła. Ułożyła głowę na jego klatce i pogłaskała go po boku. Uwielbiała ten dotyk. Odkąd byli razem, nie potrafiła się wręcz odkleić. Jakby nadrabiała sobie wszystkie te lata, kiedy takie rzeczy pozostawały odległe i obce. Teraz nie powstrzymywała się, a Aaron mógł czuć się umęczony jej ciągłą potrzebą dotykania go. Jakkolwiek.
- Bardzo niedobre, wiesz? - zapytała otwierając ostrożnie jedno oko. Miała nadzieję, że wcale już nie jest cała czerwona na twarzy. Podniosła lekko głowę i trochę tak zaczepnie musnęła palcem jego brodę. - Chyba powinnam Ci pokazać… - stwierdziła, obsuwając się lekko w dół. Zmierzała pod kołdrę. A może i powinna zrzucić w ogóle kołdrę? Nie była zbyt oswojona z tym tematem. Cholera! - Chciałbyś zobaczyć? - Za dużo słów. Coś jej się tak wydawało, kiedy prostowała plecki. Siedziała sobie tak lekko na jego udach i patrzyła wyzywająco. Przecież musiała zapytać. Mógł mieć jakieś inne plany, prawda? Albo jakieś obiekcje...
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
Ups! Chyba nieco bardzo zawstydziłem moją Albę wyznaniem… albo to kwestia przyłapania. Właściwie, niezależnie od intencji, wciąż się sobie dziwiłem, że taką łatwością udało mi się to wypowiedzieć, to, że również ją kocham. Dodała mi otuchy? Był czymś, a raczej kimś, kto działał jako łapacz stresu czy coś? A może po prostu pragnąłem robić wszystko, co miało sprawiać w tej istotce właśnie takie, a nie inne, uczucia?
Tak, tak! Tego zmieszania i tych rumieńców nie można było przeoczyć! Aż coś we mnie tak poruszał ten obraz Alby takiej zawstydzonej, coś, co mnie wręcz kusiło, by powodować częściej podobne reakcje z jej strony.
Westchnąłem. Lekko, nie zaś ciężko. Heh. Kolejny dziw. Ostatni okres był ciężki. Nadal miewałem przed oczami tych wszystkich ludzi na polanie czy krwawiącą Sam, Brada bijącego mnie po mordzie, zgwałconą Vreer, czy Colleen… Po prostu szalony okres. Chwała, że miałem Albę, gdyż w innym przypadku najpewniej bym zwariował. Musieliby mnie ubić czy coś, bym nie stanowił zagrożenia. Pewnie takie GC zrobiłoby to od ręki, ale, no, żyłem, miałem się dobrze, teraz nawet bardzo dobrze, zaś Alba… świntuszyła, mimo że z początku się przejąłem, że śniły jej się może koszmary przez jakieś moje własne, których już nie pamiętałem. Nie wiem, czy jej moc działała w podobny sposób, czy podczas snu przejmowała czasami od kogoś emocje. Może powinienem ją kiedyś o to zapytać? Miała bardzo ciekawą moc.
- Taki mały, niewinny świntuch z ciebie, Albo Delgado… Piękne to bardzo, jak również to, że się rumienisz – stwierdziłem, że fajnie będzie jej o tym przypomnieć, gdyż dzięki temu właśnie na jej policzkach ponownie zawita ta delikatna czerwień. Świetnie, że kompletnie nie zniknęła pod kołdrą, tylko siadła na mnie, by wyzywające mi tu spojrzenia rzucać.
- Kocham cię, Albo – rzuciłem do niej z uczuciem, ale też niejakim takim zagubionym filuternym uśmieszkiem. Mały świntuch i duży łobuz – czyż nie tworzyli mega przesłodkiej pary? – I pokazuj, pokazuj. Masz zdecydowanie ciekawsze sny od moich – stwierdziłem, mimo że tak naprawdę nie wiedziałem, co tam miała w tej swojej głowie. Ja to ten mutant, co jedynie potrafił podgrzewać atmosferę. Albo dosłownie spalać?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum