Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczony dom
Autor Wiadomość
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-01-24, 13:58   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Niestety - naszym życiem w większości rządzi przypadek, skąd Colleen mogła wiedzieć, że wszystko pójdzie właśnie w tym kierunku? Być może po prostu go nie doceniła i teraz miała zapłacić dość sporą cenę za swój błąd?
A może skończy się to dobrze i dziewczyna wyciągnie z tego całego zdarzenia wnioski, może od tej pory będzie wiedzieć, że zawsze należy docenić swojego przeciwnika? Kto wie...
Dale również od wielu lat korzystał ze swojej mocy, praktykował ją dość często, kontrola przepływu adrenaliny to wręcz idealna moc dla żołnierza na froncie, tak wiele razy dawała mu przewagę nad przeciwnikami... Chociaż nawet mimo tej mocy dwa lata temu w Iraku był o włos od śmierci. Irak... Miejsce, które sprawiło, że jest taki, jaki jest, zostawiło blizny nie tylko na jego ciele, ale również na psychice. Narobiło wiele złego, ale z drugiej strony dzięki temu, że się tam znalazł teraz potrafił się obronić, potrafił sobie poradzić. Czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, hm?
Właściwie on też mógł się domyślić, że dziewczyna jest mutantką, bądź co bądź dobrze, że znaleźli się w takiej sytuacji, a nie innej - w tej chwili to jego moc dawała mu przewagę - niewielką, ale wystarczającą, by ją rozbroić.
Nie ruszały go w tej chwili jej groźby, doskonale wiedział, że to ostatnia próba ofensywy, próba sprawienia, by na chwilę stracił czujność, ale nie było na to szans - był zbyt dobrze wyszkolony, nie dał się wyprowadzić z równowagi.
- Nie robią na mnie wrażenia Twoje groźby. - rzucił sucho i westchnął cicho słysząc jej następne słowa.
- Dziewczyno, gdybym chciał Cię zabić już była byś martwa. - po tych słowach odsunął butelkę od jej gardła i rzucił ją gdzieś na bok.
Gdyby chciała go teraz zaatakować... Może i by uniknął, ale raczej nie pozwoliłaby już na to, by zbliżył się na tyle, by znowu ją unieszkodliwić.
- Nie chcę z Tobą walczyć. Oboje jesteśmy mutantami. Nie powinniśmy stać po dwóch różnych stronach barykady. - powiedział i czekał na to, co się dalej wydarzy.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-24, 19:04   
  

   2 Lata Giftedów!


Walczyłam ze sobą. Walczyłam, bo wiedziałam, że muszę się opanować. Ostatnio emocje nie były moją mocną stroną, a moja moc często wymykała mi się spod kontroli właśnie przez to, jak bardzo szalałam. Chciałam ograniczyć leki, które pomagały mi się uspokoić. Wczoraj trochę z nimi przesadziłam, dziś nie wzięłam ani jednej, bo nie mogłam znaleźć opakowania, które Bradley wyrzucił wczoraj, gdy się widzieliśmy. Trochę przerażała mnie wizja tego, że muszę powalczyć ze swoimi emocjami samodzielnie, bez sztucznych wspomagaczy, ale wizja poderżniętego gardła skutecznie powstrzymywała mnie od tego, by wyrwać ze ścian wszystkie gwoździe. Mimo to, że czułam je tak wyraźnie... Wszystkie metalowe rzeczy wokół mnie niemal pulsowały, a ja absolutnie nie mogłam się na nich skupiać. Musiałam myśleć jedynie o swoich emocjach i o tym, że wcale nie chciałam zabić mężczyzny. Nie szukałam kłopotów, musiałam stąd po prostu uciec jak najszybciej, to... po co mu groziłam, co?
Na moje szczęście groźby jednak "podziałały". Może nie do końca osiągnęłam efekt, który powinnam osiągnąć, ale mężczyzna puścił mnie, a ja od razu odskoczyłam od niego na dwa kroki, uniosłam dłonie i jedna kula pojawiła się przy mojej lewej dłoni, druga przy prawej - gotowe do ataku, teraz pewnie znacznie sprawniejszego niż poprzedni, bo już mniej więcej wiedziałam, z kim mam do czynienia i miałam świadomość, że to, że był szybki, znacznie utrudniało mi atak.
- Mądra decyzja, że tego nie zrobiłeś. - rzuciłam, zgodnie z prawdą. Pół Bractwa szukałoby mojego mordercy. Nie miałby szans przy nich wszystkich. Bradley... on by go rozwalił, Aaron... ten by się pewnie cieszył - razem z Albą odstawiliby taniec radości nad pieprzonym ogniskiem, że teraz mogą się całować i miziać zupełnie bez żadnych konsekwencji.
- Nie licz na to, że czymkolwiek się z tobą podzielę. - odpowiedziałam, dość nerwowo. Naprawdę miałam wystarczająco dużo mutantów pod sobą, którymi musiałam się zajmować i nie zamierzałam bawić się w matkę Teresę pomagającą byle komu i to zupełnie bez powodu. Dłonie opuściłam wzdłóż ciała, ale kule nadal lewitowały, tak na wszelki wypadek.
- Nie jesteś jedynym mutantem potrzebującym pomocy i nie licz na to, że ja ci jej udzielę. Niestety, nic nie dostaniesz. To nasze miejsce. - powiedziałam, i dopiero po sekundzie zorientowałam się, że powiedziałam nasze - To moje miejsce. - dodałam, licząc na to, że jednak się nie zorientował. Z resztą... nawet jeśli się zorientował - może po prostu miałam przyjaciół z którymi się ukrywałam, a nie Bractwo Mutantów?
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-01-24, 20:27   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


W sumie jestem w stanie zrozumieć czym jest walka z własnymi emocjami, z własnymi słabościami. Dale również często z nimi walczył, co oznaczało mniej więcej tyle, że byli podobni. Chyba nie możesz zaprzeczyć. Tak samo uparci, tak samo walczyli o swoje i w sumie byli tak samo nieustępliwi. Wystarczy spojrzeć na ich małe starcie... Nikt nie chciał ustąpić, oddać pola. Chcesz czy nie... Byli do siebie podobni.
Czy ja wiem, czy te groźby z jej strony 'podziałały'? Myślę, że nie puścił jej z ich powodu, raczej po prostu chciał zachować te resztki człowieczeństwa, zachować się inaczej niż zwykle. Pewnie - mógł po prostu zmusić ją do wydania mu wszystkiego co posiadała - tak, jak robił to zwykle, ale... Coś w tej dziewczynie sprawiło, że nie chciał tego robić. Naprawdę nie chciał odbierać jej wszystkiego co miała.
Chwilę po tym, gdy odpuścił dziewczyna ponownie przybrałą ofensywną pozycję, a po jej dwóch stronach pojawiły się dwa pociski, dwie metalowe kule, które prawdopodobnie zrobiłyby mu wielką krzywdę, gdyby tylko dziewczyna tego chciała.
- Hmm... Nie słynę z mądrych decyzji. - rzucił tylko, gdy stwierdziła, że mądrym posunięciem było odpuszczenie jej. Och, cholera, przecież mógł ją zabić. Chyba i tak nie żałował, że tego nie zrobił. W niej... Było coś wyjątkowego i mimo, że odrzucał od siebie tą myśl długo nie mógł się jej opierać. Taka była prawda.
- Nasze? - powiedział cicho, och, oczywiście, że nie przegapił tego słowa. Po chwili zaczął powoli łączyć fakty, kobieta kontrolująca metalowe przedmioty, 'my - czyli większa ilość mutantów... Chyba wiedział z kim ma doczynienia.
- Magnet Girl. - zdecydowanie był pewien tego co mówi - teraz chyba na nic były jej durne wymówki. Pasowała idealnie do opisu, do osoby, o której wiele słyszał. O przywódczyni bractwa.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-24, 20:37   
  

   2 Lata Giftedów!


Okej, brawo. Byłam idiotką. Tak, jak na każdym kroku udowadniał mi to Axon. No byłam po prostu zajebiście głupia. "To nasze miejsce"... No żesz kurwa! Miałam ochotę po prostu kurwa no wyskoczyć z okna przez tą swoją głupotę, no strasznie się zachowałam, nadzwyczaj debilnie. Gorzej, niż jak niemal błagałam Axona przez telefon, żeby nam pomógł, przedstawiając się z imienia, nazwiska i historii rodzinnej, choć przecież ktoś mógł nas podsłuchiwać... Na całe szczęście wcale tak wtedy nie było, co tylko udowadniało, że miałam więcej szczęścia niż rozumu. A teraz? A teraz robiłam kolejną, kurwa, debilną akcję i to tak debilną, że no płakać się chciało. Oczywiście, mogłam jeszcze mieć złudną nadzieję na to, że mężczyzna nie wyłapie tego małego, malutkiego słówka. Musiałabym być wtedy zbyt wielką, kurwa, szczęściarą.
Jak to jednak w moim życiu bywa... czego jak czego, ale szczęścia zdecydowanie mi brakowało. Tak, nie miałam szczęścia w życiu i moi przeciwnicy wykorzystywali każde moje pieprzone potknięcie. Bez wyjątków, niestety.
Wiedział, kim jestem.
Zareagowałam instynktownie. Metalowa drabina, po której przed chwilą wspólnie wchodziliśmy, poderwała się do góry, wyginając się w łuk. Następnie poszybowała w stronę mężczyzny, popychając go na ścianę, wbijając się w nią tak, że przytrzymywała go za szyję, a on nie miał możliwości ucieczki. Wszystko trwało może z dwie sekundy. Chyba nawet przy tym krzyknęłam z raz, czy dwa. Krzyk pomagał mi wyzwolić więcej ze swojej mocy. Nie miał szans na to, by mi umknąć. Nie teraz.
Westchnęłam ciężko podchodząc do niego. Spojrzałam mu w oczy. Naprawdę nie chciałam robić mu krzywdy, ale... No cóż, chyba musiałam, prawda?
- Dowiem się, jak powiesz komukolwiek o mnie, jasne? Przysięgam, że się dowiem i zginiesz bardzo bolesną i bardzo powolną śmiercią. - warknęłam, a metalowe kule opadły do kieszeni mojej kurtki. Naprawdę nie chciałam go atakować. Jeśli jednak mnie do tego zmusi... Zrobię to. To, żebym pozostała nierozpoznawalna było znacznie ważniejsze niż życie człowieka, czy nawet mutanta. Bractwo było dla mnie ważniejsze niż pojedyncza jednostka.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-01-24, 21:03   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Nie nazwał bym jej idiotką, nie każdy wie przecież jak się zachować w takich sytuacjach, zwykle w panice nasze ciało samo działa, a mózg sprawia, że pleciemy wszystko co tylko ślina przyniesie na język. Tak niestety skonstruowani są ludzie, jak widać u mutantów jest podobnie.
Jeśli Col myślała, że mężczyzna przeoczy to, co mówiła, to była w dużym błędzie. Był nauczony wyłapywać najmniejsze niuanse w wypowiedziach innych osób.
Och, nie tylko jej brakowało szczęścia, on również nie należał do osób, nad którymi czuwał los - zbyt wiele razy mógł boleśnie to poczuć na swojej skórze...
Niestety Dale nie miał zbyt wiele czasu na rozmyślanie nad takimi rzeczami, bo po kilku chwilach poczuł na swoim gardle dość mocny ucisk, metalowa drabina stała się dla niego sznurem i mocno przycisnęła jego gardło do ściany, sprawiając, że nie miał zbyt wiele do powiedzenia i znów był na przegranej pozycji.
Czy mógł to powstrzymać? Pozostawie to dla siebie, być może celowo tego nie uniknął, a może go zaskoczyła? Tego raczej się nie dowiemy.
Westchnął cicho... Jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Moje towarzystwo... Cóż, raczej ich nie obchodzisz. Nie zamierzam o Tobie nikomu mówić. - na jego twarzy nie można było dostrzec strachu, ponieważ po prostu się jej nie bał. Nie bał się śmierci, być może to chore, ale... Uważał, że śmierć może go wybawić. Jakiś cichy głos w jego głowie podpowiadał mu też, że powinien umrzeć.
- Jesteś słaba. Tylko słabi ludzie zachowują się w ten sposób. Myślisz, że za pomocą paru kawałków metalu rzucisz mnie na kolana? Jesteś w błędzie. Chcesz mnie zabić? Zrób to. Po prostu to zrób, ale wiedz, że osoba którą pozbawisz życia umrze z uśmiechem na ustach i ze świadomością, że życie odebrał jej ktoś... Słaby. Po prostu słaby. - mówiąc to twardo patrzył jej w oczy, nie odrywał od niej wzroku. Doskonale wiedział, że po raz kolejny igrał ze śmiercią... Ale kurwa, lubił tą grę.
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-24, 21:23   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie martwiłam się o siebie, nigdy nie zostałam nauczona tego, że należy martwić się o własne życie. Martwiłam się o innych. Bractwo Mutantów było moim podstawowym obowiązkiem, czymść, co było dla mnie najważniejsze na świecie. Wiedziałam, że mamie zależy, bym prowadziło Bractwo jak najlepiej się dało, musiałam być dla nich najlepszym przywódcą, nie moglam zawieźć ich zaufania i nie mogłam dać się zabić, żeby miesiąc po miesiącu tracili kolejnych przywódców. Dlatego tak bardzo się wściekłam, gdy mężczyzna zorientował się, kim jestem. Nie zamierzałam zostać ani zamordowana, ani zabrana do jakiegoś pieprzonego laboratorium w rządzie żeby być ich pieprzonym króliczkiem doświadczalnym. Bractwo by się załamało i wątpiłam, by się podnieśli. Kto by im przewodził? James? Był zbyt spokojny... Ronnie? Ten za to był zbyt chaotyczny. Nikogo innego już nie wyobrażałam sobie na tej pozycji. Nikt nie mógł wiedzieć, kim jestem, gdy wychodziłam poza teren Bractwa, to była rzecz o której pamiętałam zawsze. Ukrywałam się i zazwyczaj mi to wychodziło, a teraz... no cóż, właśnie wydało się, kim jestem i nie byłam zadowolona z tego powodu.
I wtedy on zaczął mówić, a ja oparłam dłonie na biodrach patrząc się na niego z politowaniem. Czy on naprawdę myślał, że w jakikolwiek sposób to, co mówił, mnie zdenerwowało? Zasmuciło? Czy ja wyglądałam na piętnastolatkę? Albo na czterdziestkę po trzech ciążach w zaawansowanej depresji? No nie, chyba nie. Psychicznie czułam się całkiem dobrze, mimo tego, że wczoraj odpierdalałam takie głupie rzeczy. Dzisiaj jednak był zupełnie inny dzień i czułam się... dobrze.
- A co to za gadki psychologiczne? - powiedziałam i zaśmiałam się cicho, ale naprawdę szczerze. Rozśmieszył mnie tym swoim podejściem - uuu jesteś taka słaba, a teraz się popłacz i mnie przytul. No... nie, to tak nie działało. Nie na mnie.
- Świat nie kręci się wokół ciebie, wiesz? Wokół mnie tym bardziej nie. - pokręciłam głową, niezwykle zażenowana obrotem spraw - Jestem odpowiedzialna za ogromną grupę mutantów i tu nie chodzi o to, czy chcę cię zabić, bo mam ochotę, czy nie. Tu chodzi o bezpieczeństwo mutantów, którzy na mnie liczą, rozumiesz? - dodałam, zbliżając się do niego i patrząc mu w oczy - Jesteś taki jak my, więc liczę na to, że nie popełnisz błędu i nikt się nie dowie, że tu byłam. - dodałam, a gdy zrobiłam dwa kroki do tyłu, drabina cofnęła się na swoje pierwotne miejsce.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2018-01-24, 21:36   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


O, kolejna rzecz, która ich łączyła - Fowler również nigdy nie martwił się o swoje życie - nauczył się tego w sumie w wojsku. Zawsze uważał, że podczas walki nie powinien martwić się o siebie, tylko o swoich kolegów. On uważał na nich, a oni uważali na niego i dzięki temu doskonale się uzupełniali. Szkoda tylko, że jemu to pomogło, a jego przyjaciołom nie do końca, bo jak widać na załączonym obrazku - on przeżył, a ich już tutaj nie było.
Różnili się natomiast tym, że ona miała na chwilę obecną jakieś zobowiązania i jaka by nie była - chyba to rozumiała. Dale był sam, wiedział, że musi zatroszczyć się tylko o siebie i w sumie mu to odpowiadało, niektórzy mogliby powiedzieć, że zwyczajnie jest samolubny i być może mieliby rację. Jak mógł się nauczyć dbania o kogokolwiek innego, skoro przez prawie całe życie na nikim mu nie zależało. Nikt nie pomagał jemu, więc i on nie czuł obowiązku pomagania komukolwiek. I tak już zostało.
Oczywiście zauważył ten wyraz politowania na jej twarzy, och, serio musiała zachowywać się w taki sposób? Przecież dopiero co mógł ją zamordować, mógł ją zniszczyć, ale sobie odpuścił. Czy to był błąd? Patrząc na jej zachowanie w sumie... Chyba tak. Po prostu zdał się na jej łaskę wierząc w to, że zachowała chociaż resztki rozsądku...Ech. Kolejny błąd.
- Psychologiczne gadki? - powtórzył po niej, po czym zaśmiał się w głos. Och, kurwa. Serio? W ten sposób to odebrała?
- Daleko mi do psychologa, po prostu mówię to, co widzę. - dodał po chwili i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- W tym wszystkim szkoda chyba tylko tej flaszki.. - mruknął chyba raczej sam do siebie, choć na tyle głośno, że mogła to usłyszeć.
- Jeśli przyda mi się informacja o tym, że tu byłaś, to ktoś się dowie. Jeśli nie, to nie zamierzam o tym nikomu mówić. - powiedział pewnym głosem, chociaż... Nie było to do końca prawdą. Nigdy by jej nie wydał, ale chyba spodobało mu się prowokowanie jej.
- Wiesz co? Weź sobie wszystko, co tutaj masz. Poradzę sobie. - wzruszył ramionami i ruszył w kierunku drabiny, po której zszedł.
Następnie otworzył lodówkę w której znalazł jeszcze pół litra whisky.
- O. Może ten dzień nie będzie taki do końca zmarnowany.. - dodał jeszcze, po czym wyszedł z domu nie oglądając się więcej za siebie - o ile oczywiście go nie zatrzymała.
z/t
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-01-25, 21:51   
   Multikonta: Sami


- Mam taki zamek pośród chmur... - śpiewałam sobie cichutko idąc wzdłuż jakiejś leśnej drogi. Trochę kojarzyła mi się z miejscem, gdzie kiedyś, już dawno temu spotkał mnie i moich rodziców wypadek. Ale chyba już każda droga przy lesie będzie mi się z tym kojarzyła. Z jakiegoś jednak powodu czułam się nieco pewniej w takich odludnionych miejscach. Nikt mnie tu nie przeganiał, inne dzieci się ze mnie nie śmiały, a przy drogach w okresie letnim można było znaleźć nawet jakieś jagody! Bardzo lubiłam ich smak. Niestety, na moje nieszczęście, wciąż była zima. A zimą jagody nie chcą rosnąć. Przetarłam swoją brudną roczką buzię, ściągając z niej zdecydowanie za długą już grzywkę, po czym poprawiłam rękawy w swojej poplamionej kurteczce. Nie była ładna, w ogóle. Ale przynajmniej w niej nie marzłam. Dostałam ją od pani-matki, jeszcze zanim kazała mi uciec. Dalej nie wiem czemu kazała mi to zrobić. Przecież ja byłam grzeczna. To tamci panowie byli źli. Nie chciałam ich jednak więcej spotkać.
- I kiedy zasnę mieszkam w nim... - Kontynuowałam swój utwór, gdy zauważyłam w niedalekiej odległości jakiś budynek i mężczyznę, który pospiesznie z niego wychodził. Ten pan nie wyglądał tak brzydko jak tamci, którzy byli dla mnie niedobrzy. Mimo wszystko jednak, nie chciałam być przez niego zauważona. Na chwilę zamilkłam i wstrzymałam swój oddech. Po paru chwilach jednak dojrzałam, że drzwi od chatki wciąż były otwarte. Prawdopodobnie nikt tam nie mieszka. Wiem to, bo jak jeszcze sama mieszkałam w domu, mama zawsze mi mówiła, że mam zamykać drzwi bo "zimno leci". A nikt nie chce mieć zimno w domu. Ucieszyłam się wielce i szybszym krokiem ruszyłam w kierunku tego nieznanego mi przybytku. Liczyłam że będę mogła się tu skryć choć na kilka godzin i może się zdrzemnąć. Może nawet ten pan zostawił tu jakąś niedojedzoną kanapkę albo frytki? Dawno już nie jadłam frytek. Pośpiesznie więc podreptałam w kierunku wejścia, nie spodziewając się, że ktokolwiek mógł tu jeszcze zostać...
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-26, 10:09   
  

   2 Lata Giftedów!


Nasze dzisiejsze spotkanie można było oficjalnie uznać za zakończone. No bo niby o czym jeszcze mieliśmy ze sobą rozmawiać? Byliśmy tylko dwójką mutantów, która wpadła na siebie przypadkowo i to był koniec naszej znajomości. Miałam tylko nadzieję, że nie powie o mnie nikomu, bo zacznie się przeszukiwanie terenu w okolicy tego miejsca, no i... cóż... Bractwo wcale nie było jakoś znowu bardzo daleko stąd, więc mogłam tylko mieć nadzieję, że jednak mnie nie wyda. Jeśli jednak to się stanie... no cóż, może być pewny, że go znajdę i zabiję.
Nie odezwałam się już ani słowem. Nie zatrzymałam go, ani nie zrobiłam zupełnie nic, aby podtrzymać rozmowę. Niech idzie w cholerę i nie pokazuje mi się na oczy, nie szukałam kłopotów... Bądź co bądź wyjęłam plecak spod łóżka, otworzyłam sejf, przesypałam wszystkie leki i ponownie go zamknęłam. Zeszłam po drabinie i... stanęłam twarzą w twarz z malutką, na oko 5 letnią dziewczynką. Spojrzałam na nią conajmniej zaszokowana jej obecnością. Była brudna, ewidentnie było widać, że nie ma gdzie mieszkać.
- Cześć. - powiedziałam spokojnie i cicho, by jej nie wystraszyć. Musiałam jej pomóc, serce bolało mnie na jej widok, ale... kim była? Co tu robiła? Czy to była jakaś pułapka? Ukucnęłam, by zrównać się z nią wzrokiem. Nie podchodziłam bliżej, żeby nie uciekła.
- Kim jesteś? Co tu robisz? Przysłał cię ktoś? Mogę ci pomóc. - zaoferowałam, mając zamiar zgarnąć ją do Bractwa, gdy tylko dowiem się, że wszystko z nią okej. Nawet, jeśli była zwykłym człowiekiem... nie umiałabym jej tak tutaj zostawić samej, miałam serce, serio.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-01-26, 16:03   
   Multikonta: Sami


Do wejścia dotarłam skacząc z nogi na nogę. Dzięki temu było mi trochę cieplej, no a poza tym - nie mogłam się pozbyć tego dziwnego wrażenia, że będę mogła tu znaleźć frytki. Gdy tylko skoczyłam przez ostatni prób dzielący mnie od skrzypiących podłogowych desek, zobaczyłam przed sobą jakąś brunetkę.
- Mama? - Powiedziałam, spoglądając przez kosmyki już dawno przetłuszczonej grzywki, a kąciki moich ust przez chwilę uniosły się ku górze. Mama miała dokładnie takie same, ciemne włosy. Prawdopodobnie była też podobnej budowy, co ta pani stojąca przede mną. Coś jednak nie do końca mi tu grało. Po takim czasie nie potrafiłam jednak stwierdzić, co. Poczułam na swoich ramionach znajomy mi już ucisk, świadczący o "obecności" mojego opiekuna. Wiedziałam, że przy nim nie musiałam się niczego bać.
W mojej buzi szybko zniknęły jakiekolwiek emocje, gdy tylko kobieta zaczęła zadawać mi jakieś dziwne pytania. Przez nie, wiedziałam, że się pomyliłam. Ścisnęłam swoje wargi, przez co moje i tak już duże, kryształowe oczy mogły się zdawać jeszcze większe. Chwilę milczałam, spoglądając to na Panią, to na otoczenie. Ze smutkiem musiałam stwierdzić kompletny brak frytków.
- Jestem Lizzy. - Wymruczałam w końcu, raczej niezadowolonym tonem. Wciąż jednak nie ruszyłam się sprzed wejścia. - Pzy... Psy... Pszyswał? - Próbowałam po chwili powtórzyć. Może i byłam całkiem sprytna, jednak wciąż nie znałam wielu słów. A to zdecydowanie nie należało jeszcze do mojego słownika. Nie wiedziałam, na co się tu szykować, więc stałam w miejscu. Wolałam mieć wciąż otwartą drogę do ucieczki, a - co jak co - ta mi całkiem nieźle ostatnimi czasy wychodziła...
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-26, 16:14   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie do końca wiedziałam, jak do niej podejść, jak ją potraktować, jak się zachować, by się nie wystraszyła. Nie chciałam, żeby uciekła, żeby się mnie bała... Chciałam jej pomóc. Dziewczynka wyglądała tragicznie. Brudna, smutna, wychudzona. Ewidentnie przerażona moim nalotem pytań. No tak, to nie było mądre z mojej strony, ale byłam w takim szoku, że naprawdę nie do końca wiedziałam co robić. Moja mama była znacznie lepsza, gdy werbowała do Bractwa dzieciaki. No, miała przecież doświadczenie, a ja? A ja nie bardzo. Mój młodszy brat przecież wcale nie był aż taki dużo młodszy ode mnie, więc nie miałam bezpośredniego kontaktu z dużą ilością takich malutkich dzieci, jak moja nowa koleżanka - Lizzy. Co zrobić, by stąd nie uciekła?
- Cześć Lizzy, ja jestem Colleen. - przywitałam się z małą i uśmiechnięłam łagodnie. Mama... Albo straciła matkę, albo się zgubiła. Bądź co bądź jeśli myślała, że to ja nią jestem, na pewno była tu sama. Jasna cholera.
- Jesteś głodna, Lizzy? - spytałam i powoli zdjęłam z siebie plecak, by z małej kieszeni wyjąć czekoladowego batonika. Wyciągnęłam do niej rękę, w której trzymałam batonik.
- Weź, częstuj się, ja jestem najedzona. - powiedziałam i uśmiechnęłam się - Gdzie mieszkasz, mała? Nie jest ci zimno? - spytałam zatroskana. Matko, tak chciałam, by nie uciekła, bym mogła z nią porozmawiać, zabrać do Bractwa i się nią zająć...
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-01-26, 17:57   
   Multikonta: Sami


Wciąż stałam w bezruchu spoglądając ostrożnie na tą nieznajomą kobietę. Wydawała się miła, ale jednak było w niej coś dziwnego. W sumie od dawna też nie czułam aż takiego zainteresowania moją osobą. Może właśnie to mi tu nie pasowało?
Na pytanie o głód, skinęłam lekko głową, wciąż się jednak nie odzywając. Może ta pani jednak miała te wymarzone przeze mnie frytki?! Bacznie obserwowałam, co ta dziwna pani kombinuje. Gdy w końcu zobaczyłam tą małą słodycz na jej dłoni, rozchyliłam lekko usta, a w moich oczach dało się wręcz zauważyć małe iskierki. Mimowolnie poczułam też rozluźnienie na ramionach. To chyba znaczyło, że nawet to, co o mnie dbało, nie miało nic przeciwko temu, bym si nieco posiliła tą pyszną przekąską.
Małymi kroczkami podeszłam bliżej Colleen i wyciągnęłam swoją małą rączkę bo batonika. Biorąc go, spoglądałam na zmianę na twarz kobiety i jej dłoń, jakbym tylko dopatrywała się momentu w którym chciała by mnie złapać i zjeść, jak stara baba jaga z Jasia i Małgosi. W końcu ona też tuczyła biedne dzieci, nie?
Gdy jednak nic takiego się nie stało, uśmiechnęłam się radośnie i przyklękłam na ziemi, siadając na własnych piętach i próbując otworzyć papierek z użyciem moich zębów. Chyba wolałam nie wiedzieć, jak po tym roku musiało mi nawet z buzi brzydko pachnieć...
- Dziękuję! - Powiedziałam z papierkiem w buzi, którego po chwili ściągałam za pomocą palców z języka. Zdecydowanie wolałam teraz czuć tą czekoladową doskonałość na swoich kubkach smakowych. Zaczęłam zajadać się tą drobną przekąską, zanim panna Marie zdążyła mi zadać jakiekolwiek pytanie.
- Kiedyś... Kiedyś mieszkałam w Seattle. Yhym. - Mruknęłam z pełną buzią, po czym dodałam:
- Nieee. Mam tą kurteczkę, a w nocy tula mnie mój anioł, wiesz? - Cóż. W sumie to nie do końca wiedziałam, że moja inność jest niepożądana. Nie czułam też, by była czymś złym. Znaczy jasne, pewnie. Na ulicach po tym wypadku z bezdomnymi już od dawna pewnie gadają o zmutowanym dzieciaku, ale przecież to nie była moja wina. Ja byłam grzeczna, to tylko mój opiekun bronił mnie przed złem, o!
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-26, 21:56   
  

   2 Lata Giftedów!


No, no, kto by pomyślał, że we mnie się taki instynkt macierzyński obudzi, i to dopiero po poważnej awanturze z jakimś nieznajomym mięśniakiem, który ewidentnie mi zagroził, że wyda mnie, że tu byłam, jeżeli tylko dostanie jakąś przydatną informację zwrotną. No cóż... Jakoś mi go było szkoda zabijać, więc po prostu go puściłam, pewnie głupio i naiwnie, na pewno pożałuję, ale takie było życie okrutne. Zaskakująco mi jednak los dzisiaj wybierał towarzyszy. Najpierw jakiś niebezpieczny nieznajomy, a teraz maleńka dziewczynka, która tak ucieszyła się na widok batona, jakby nigdy wcześniej nie widziała słodyczy. Bardzo mnie to zmartwiło. Dawno musiała nie mieć niczego w ustach...
- A może chcesz coś do picia? Mam tylko wodę, ale możesz się poczęstować. - powiedziałam, nadal tym samym, spokojnym tonem. Chciałam jej zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Nie ma mowy, że zrobiłabym jej krzywdę i chciałam, żeby to wiedziała. Z plecaka wyjęłam wodę, którą wzięłam sobie na podróż. Była w połowie pusta, ale zawsze coś. Od razu odkręciłam butelkę i postawiłam przy dziewczynce, by mogła się napić, gdyby tylko miała ochotę, po czym zaczęłam jej słuchać.
Mieszkała w Seattle i miała anioła.
Anioła...
Powoli zaczęłam łączyć fakty. Słyszałam, że jakaś maleńka dziewczyna-mutant, pokonała kilku mężczyzn na ulicy. Czy to mogła być Lizzy, czy ja już po prostu wpadałam w paranoję?
- Tak? Masz swojego własnego anioła? Bardzo ci zazdroszczę! - zaczęłam - A możesz mi powiedzieć, co ten anioł potrafi robić? Albo mi pokazać? Też ci wtedy pokażę sztuczkę, bo jestem trochę jak czarodziejka. - powiedziałam i uśmiechnęłam się wesoło do małej. Musiałam sprawdzić, czy jest mutantem i namówić ją, by poszła ze mną do Bractwa.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-01-26, 22:55   
   Multikonta: Sami


Akurat wepchnęłam sobie do buzi ostatni kęs batona, gdy kobieta zaproponowała mi wodę. Cóż, teraz na pewno się przyda, bo nie dość, że miałam całą buzię i ręce uwalone od czekolady, to chyba nawet zapchałam się jego kakaową masą. Skinęłam tylko głową, mając nadymane policzki, niczym chomik. Przegryzłam ostatni kęs tego cudownego smakołyku, po czym spojrzałam na kobietę i wzięłam pokaźnego łyka z butelki, którą od niej otrzymałam.
- Mój anioł? - Zapytałam niepewnie, gdy tylko przepłukałam usta na tyle, by móc swobodnie mówić. - Mój anioł jest bardzo fajny. Nie daje mi marznąć, tuli mnie do snu, nie wygania mnie, i tula mnie do snu, i trzyma mnie za rączkę... - Wymieniałam kolejne rzeczy, które wykonywał mój opiekun, spoglądając na butelkę którą wciąż trzymałam w rękach. - Nawet teraz jest koło mnie. O tu. - Wskazałam nad siebie, jak gdyby ktoś stał nade mną. Uśmiechnęłam się przy tym uroczo. Już chyba przyzwyczaiłam się do tej ciągłej obecności nieznanego mi pochodzenia. Czułam się przy tym bezpieczna, a to było dla mnie najważniejsze. - Ciebie chyba lubi. Bo jak kogoś nie lubi, to go bije. I wtedy ja muszę sobie iść. - Dopowiedziałam po chwili najsłodszym tonem, jakim umiałam. Normalni ludzie pewnie spojrzeli by teraz na mnie jak na wariatkę, ale nawet nie byłam tego świadoma. Opisywałam jedynie swoje doświadczenia z ostatniego incydentu. Wtedy jednak szybko się zdekoncentrowałam.
- Czarodziejkaaaaa... - Powtórzyłam, przeciągając wyraźnie ostatnią sylabę. Bardzo lubiłam czary i magię. I chyba sama nie byłam do końca świadoma, że to, co się ze mną działo, też było poniekąd "magią". - Pokaż, pokaż, pokaż! - Rozkazałam ledwo co poznanej kobiecie całkowici zapominając o dobrych manierach. Czasem mi się to zdarzało. Ale któż mógłby mieć mi to za złe? Byłam tylko dzieckiem, wciąż miałam prawo popełniać błędy.
_________________

They cry in the dark

So you can't see their tears

They hide in the light

So you can't see their fears...
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-26, 23:16   
  

   2 Lata Giftedów!


Czekałam. Nie pośpieszałam dziewczynki, gdy tak jadła i piła. Nie miałam przy sobie więcej, więcej nie mogłam jej teraz dać, ale serce niemal mi pękało, gdy ją widziałam w takim stanie. Wiedziałam, że nie mogę się rozpłakać, ani nawet wyglądać na smutną, żeby jej nie zdenerwować, żeby się nie wystraszyła, ale bardzo ciężko było mi opanować emocje. Co jej się przytrafiło w życiu? Dlaczego takie maleństwo chodziło po tym cholernym, złym świecie same? Głodne, brudne, zaniedbane... To nie było w porządku, cholera, to naprawdę nie było w porządku. Musiałam ją uratować.
Bądź co bądź czekałam na jej odpowiedź i w końcu się doczekałam, a jej słowa sprawiły, że uwierzyłam w to, że jestm mutantem. Albo dzieckiem z cholernie bujną wyobraźnią, ale jakoś bałam się to testować, bo skoro dziecko, o którym słyszałam, poradziło sobie wtedy samo na tej ciemnej uliczcce z tymi wzsystkimi facetami... i jeżeli to dziecko, to było Lizzy... wolałam nie ryzykować.
- Cześć, bardzo mi miło cię poznać aniołku. - powiedziałam i uśmiechnęłam się łagodnie, zerkając w miejsce, które dziewczynka pokazywała. Okej, jej anioł mnie lubił, a więc domyślałam się, że dziewczynka się mnie nie boi. Całe szczęście. Miałam nadzieję, że to się nie zmieni.
- Już, już, pokazuję, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz. - ostrzegłam ją z szerokim uśmiechem i usiadłam na ziemi, żeby było mi wygodniej. Wyjęłam z kieszeni jedną z moich metalowych kul, którą wcześniej atakowałam mężczyznę. No, cóż... Teraz miałam szczęście, że nie była zakrwawiona i wyglądała zupełnie czysto i super magicznie. Patrząc na dziewczynkę sprawiłam, że metalowa kula uniosła się w górę, zrobiła kółko na około Lizzy i wróciła do moich dłoni. Rozejrzałam się, w poszukiwaniu jakiegoś metalowego przedmiotu, którym mogłabym zrobić coś jeszcze fajniejszego... I dostrzegłam.
W roku leżała metalowa rurka. Wyciągnęłam dłoń w jej stronę i już po chwili tą rurkę trzymałam. Za to trzy chwilki później rurka powyginana była w kształt kwiatka. Przekazałam ją Lizzy z szerokim uśmiechem.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6