Poprzedni temat «» Następny temat
Kościół
Autor Wiadomość
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-19, 01:09   
   Multikonta: Lidia Foney


Przeklęta zdrajczyni. Cholerna hipokrytka. Wstrętna przyjaciółka. Tak sobie szeptała w sercu, które krwawiło i przeżywało emocjonalną ekstazę jednocześnie. Tak nie zachowuje się bratnia dusza. W tym momencie umiała myśleć o sobie same obrzydliwe rzeczy. Lata przyjaźni z Colleen zniszczone jednej nocy. Wiedziała, co teraz będzie i na samą myśl o tym odczuwała szarpnięcia smutku. Rzucał sobie jej sercem na wszystkie strony.
Zatapiała się w ciepłych ramionach, chowała w jego ciele, kiedy ją obejmował, naznaczając sobą, jakby chciał przygarnąć przestraszone zwierzątko. Jakby chciał bezgłośnie przyrzec, że ochroni ją i podaruje jej siebie. To zupełnie szalone, ale ona w tym momencie naprawdę to czuła, mogłaby mu bezwarunkowo zaufać, naiwnie uwierzyć w moc tej bajki. Emocje wirowały głęboko w niej, więc nie myślała trzeźwo, ale tej nocy chciała się zatracić. Jednocześnie jednak pozostawała świadoma tego, że rano zacznie się największy koszmar. Ból, który towarzyszył im w tym momencie nie był jeszcze tym właściwym. Dopiero konfrontacja z prawdziwą rzeczywistością totalnie ich przygniecie, odbierając oddech, wymazując nadzieję.
Domyślała się, że nie skończy się tylko na wyzwiskach, wirujących blachach i rurach oraz ewentualnych rękoczynach.
Trwała przerażona tak mocno przyszłością, choć tak naprawdę nie do końca wiedziała, co działo się teraz. Mieli tylko dotyk, spojrzenia i emocje. Nawet nie musiał mówić. Ociekał nimi cały. Przed nią nie był w stanie się ukryć. Tak samo jak ona w obecnej chwili nie umiała się zamknąć, kiedy sama odczuwała takie dotąd nieznane w swej potędze odczucie. Czego pragnął Aaron? Czy rozumiał ogrom tego, co przeżywała? Czy podzielał jej pragnienia serca?
Opatulała się sama jego dłońmi i opierała, niemal się w nim zatapiając. Nic nie mówili, nic nie wyjaśniali, chociaż dzień z całą pewnością brutalnie wyciśnie z nich nieznośność i jednoczesne piękno sytuacji, w jakiej się odnaleźli. Się odnaleźli – właśnie tak.
Wina należała do nich obojga, bo popełnili najokrutniejszy grzech, obdzierając brutalnie swoją ukochaną Colleen z ostatnich resztek nadziei. Na rodzinę, przyjaźń i miłość. Na normalność. W chwili, kiedy i tak już bardzo cierpiała. Nie można było tego usprawiedliwić, nie można było tego bronić. Los pozostawał brutalny i wkrótce trzeba będzie dokonać wyborów. Co takiego wybierał Aaron?
- Tak? - szepnęła niemal, wycierając dłonią swoje mokre policzki. Musiała wziąć się w garść. Przekręciła się i tak na niego popatrzyła kompletnie rozbita, zaróżowiona i taka dziwnie ufna. Zapomniała o fajkach, winie w torbie i o tym, że jej zimno. Pomyślała nawet przez chwilę, że to, co się teraz działo było tak cudowne i jednocześnie dobitnie dramatyczne. - Wiesz, prawda? - zapytała, przysuwając się bliżej, żeby móc się przytulić znowu. Bardzo go chciała czuć. - Że jakoś sobie poradzimy?
Potrzebowała potwierdzenia, że Aaron nie zostawi jej samej.
Splugawieni kochankowie, wyklęci, już prawie wygnani z Bractwa.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-01-19, 15:39   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Nadal dziwnie było mi się odnaleźć w nowej sytuacji. Jedynym, czego byłem pewien, to to, że nie chciałem jej tu zostawiać samej, nie zamierzałem pozwolić jej stąd odejść beze mnie, a tym bardziej żyć. To uczucie, które mną owładnęło, nie pozwalało mi na to i dobrze. Cudownie się czułem, trzymając ją w swoich ramionach. To trochę tak, jak gdyby ktoś zatamował mi krwotok, o którego istnieniu nie miałem pojęcia, a przez który cierpiałem. Teraz, chociaż czekało na nas wiele niepewności, chociaż zdradziliśmy Colleen i zapewne znienawidzi nas przez to pół Bractwa, czułem się doskonale. Przynajmniej w jakiejś części, bo nadal pozostawały w mojej głowie czarne chmury dotyczące mojej dziewczyny… Może bardziej eks, kwestia uczuć Alby, sprawy Bractwa… O, właśnie! Miałem przecież Albie odradzić wypad po prowiant!
Jedna sprawa niemalże od razu mi się rozwiązała, kiedy Alba odwróciła się do mnie na moje przerwane zapytanie. Jej spojrzenie, jej oczy mówiły wystarczająco, bym nie musiał się zastanawiać, co skrywa w swoim sercu. Plus, jej pytania, niewinne, pełne nadziei i miłości. Wiesz, praca? Co wiedziałem? Że jakoś sobie poradzimy? PoradziMY? Tak, Alba zamierzała sobie radzić wraz ze mną, nie sama, nie ja sam, tylko my razem. RAZEM.
Stres minął. Przynajmniej chwilowo. Poczułem sobie wewnętrzną siłę, którą najwyraźniej pobierałem od Alby, z jej miłości i zaufania do mojej osoby. Przytuliłem ją do siebie i po prostu szepnąłem:
- Tak. Jasne, że sobie poradzimy.
Brzmiałem pewnie, bo sam zaczynałem w to wierzyć. Znajdę rozwiązanie, a jeśli nawet… Zawsze mogliśmy opuścić Bractwo i wyjechać stąd gdzieś, gdzie nie będziemy musieli się ukrywać, mieszkać po leśnych obozach kolonijnych i każdego dnia bać się, że wojsko do spraw mutantów wbije do naszych pokoi, kiedy na moment zmrużymy oko.
- Albo… na początek mam małą-wielką prośbę. Nie idź, proszę, z nami po prowiant. Wiem, że chcesz pomóc, ale… Szukałem cię właśnie dlatego – stwierdziłem zakłopotany. Co miałem jej powiedzieć? Nie idź tam, bo jesteś za delikatna i się nie nadajesz? Ugh, nie. Po prostu nie chciałem, by tam szła i tyle. – Jeśli możesz…
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-19, 17:02   
   Multikonta: Lidia Foney


Nie wiedzieli tego, prawda? Zachowywali się irracjonalnie, wyparli w jednej chwili cały swój rozsądek. Władały nimi emocje. I niech ktoś teraz powie Albie, że kontrolowanie ich jest słabą mocą. Głosy tych dwóch serc szeptały im o pragnieniach. Słuchali ufnie, naiwnie tego wszystkiego. My. Właściwie to Alba nie mogła wiedzieć tego wszystkiego, co względem niej odczuwał Aaron. Mogła badać jego odczucia, mogła mieć pewność co do prawdziwości emocji, ale nie znała jego myśli. Od czasu pocałunku niewiele słów padło. Drobne kwestie, maleńkie słowa, za którymi chowały się potężne uczucia.
Teraz razem ruszą przeciwko światu i już wszystko będzie dobrze? Cholera, czuła się trochę niepewnie. Mimo tego, że wiedziała, chyba chciała też coś usłyszeć. Bezpiecznie było nic nie mówić, opierać na błysku w oku i elektryzującym dotyku, bo przecież bliskość dusz nie potrzebowała głośnych wyznać. Stop. Pięć minut temu ich usta się połączyły. Z ukochanym jej przyjaciółki. Sytuacja była tak mocno absurdalna. Nie mogła tak po prostu tego wszystkiego przyjąć, chwycić go za łapkę i ruszyć gdzieś razem. Zapanował chaos.
Aaron chyba jednak czuł, że nie potrzeba wcale rozmawiać, że nie potrzeba tutaj większych słów. Właśnie, co on właściwie czuł? Bo chociaż wpatrywał się w nią jak w anioła, to jednak Alba nie czuła, że ich sytuacja jest stabilna, pewna, konkretna. Kurde, Alba! Spójrz na to z boku i zobacz, co się dzieje. A może to jeszcze nie był ten czas?
- Prowiant? - zapytała trochę nieprzytomnie, unosząc lekko brwi. - Aaron, ale czemu właściwie? - Nie rozumiała, dlaczego teraz z tym wyskoczył. To oznaczało, że wcześniej już, zanim tu wszedł, chciał, aby nie szła na akcję, tak? - Przecież to tylko prowiant… Ronnie mi ufa. - Chciała, aby ludzie przestali widzieć w niej tylko kruchą laleczkę. Im bardziej będzie się angażować w jakieś konkretne działania Bractwa, tym więcej się nauczy. - Ty się o mnie martwisz – stwierdziła, nie kryjąc pewnej satysfakcji. Bo niestety na uśmiech wciąż jeszcze nie czas. Wiedziała, że się troszczył. Takich rzeczy nie można przed Albą ukryć. Stawiał kiepskie argumenty. Właściwie to nie przedstawił żadnego. Po prostu chciał, a ona miała się ugiąć. Wydało jej się to trochę zabawne, ale… - Nic się przecież złego nie wydarzy. Będziesz tam. - To ostatnie ewidentnie miało go zmiękczyć, ale przecież będzie miał na nią oko, prawda? Nie szła tam sama.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-01-24, 02:41   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Co tak naprawdę czułem? Czułem miłość do niej, pewność, kiedy mówiłem jej, ze sobie poradzimy, i niepewność, kiedy przeszedłem na temat wyprawy po prowiant. Tak, tak właśnie to szło, jak gdyby przebywanie z Albą groziło ulegnięciu wahaniom nastroju, które potem musiała wyłapywać i z migreną próbować rozszyfrować.
A ja? Wcale nie miałem łatwiej, gdyż uświadomiłem sobie, że tak naprawdę ta moja potrzeba, w której Alba miała być wykluczona z wyprawy, była bezpodstawna. Uświadamiałem sobie to, niestety, z chwilą, kiedy wypowiadałem tę prośbę na głos, wciąż, kiedy ona mnie słuchała i próbowała przetrawić docierające do niej informacje. Ważniejsze było jednak to, że nieistotne, jak bardzo uważałem to teraz za bezpodstawne, nadal nie chciałem, by szła do lasu na spotkanie z F.P.T.P. Normalnie, jak gdybym był wróżką i przewidywał coś złego, a wcale takich uczuć nie miałem…
Miałem inne i Alba trafiła w sedno, co mnie zbiło z pantałyku. Martwiłem się o nią. Martwiłem się o nią przed pocałunkiem. Martwiłem się o nią przed tym jak ją pocałowałem i pokochałem? Czy kochałem już ją wcześniej, ale nie miałem o tym pojęcia? A może… Może to po prostu mi się śniło? Było to dosyć bardzo prawdopodobne, bo coraz bardziej to wszystko robiło się pogmatwane, zaś rozmowa z Delgadą coraz bardziej bliska, intymna czy coś. Obawiałem się nieco tej bliskości, szczególnie że ostatnio zakończyło się zerwaniem Colleen ze mną, jak gdybym był jakimś pojebem w tej całej historii. Nie zrobiłem niczego złego. Chyba. Jedynie przetrwałem.
Ech… I co ja miałem je powiedzieć? Prawdę?
- Ech… Może faktycznie… Nie potrafię tego wytłumaczyć, wiem, że tam będę i ten cały Ronnie też będzie, ale… Jakoś tak… Nie powinnaś tam iść. Jesteś taka… eteryczna? – mówiłem, starając się używać delikatnych epitetów, ale chyba nie istniały w tym przypadku takie, gdyż delikatne epitety wiązały się z podstawami do awantury. Niechybnie zginę w tej relacji. – Nie uważasz, że to za szybko? Nikt nie będzie miał ci za złe, że nie chodzisz na wyprawy i tak dalej. Naprawdę wiele dobrego robisz tu na miejscu. Mi pomogłaś – zauważyłem. Dostałem nagłego słowotoku jak na moje standardy. Czyżbym próbował to jakoś zagadać, zmusić ją do kapitulacji czy ochronić własny tyłek?
Głaskałem ją po ramieniu. Nie wiem, czy to był bardziej odruch, czy próba ukojenia kobiecej wściekłości.

| :roll:
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-24, 11:40   
   Multikonta: Lidia Foney


Tej nocy, przy nim, w tym kościele, pod niebiańską kopułą. Tak, to właśnie wtedy działy się niebiańskie rzeczy, o których nie mogła nawet snuć skromnego marzenia. Kiedy tak naokoło, spacerując po brzegach oczywistych prawd, Aaron Bartowski tłumaczył się jej ze swoich lęków, coś pojęła. Po pierwsze: był dobitnie rozkoszny i kompletnie nie przypominał tego mocnego faceta, z którym go zawsze kojarzyła. Uczucia, do których nie potrafił się głośno przyznać, rozkojarzały go i zaczynały kłócić się z tym, co mógł uważać na temat ich obecnej sytuacji. Siedział jednak i obejmował empatkę, a więc teoretycznie mógł sam do końca jeszcze wszystkiego nie rozróżniać – ona potrafiła to pojąć. Tu przechodzimy do kwestii drugiej: byli w euforii, przez tę chwilę nie potrzebowali rozumieć i analizować, ale Albie towarzyszyła jakaś dziwna wątpliwość, którą próbowała w sobie mocno zadeptać i odłożyć na samo dno duszy. Wychodziło jej to całkiem nieźle. Choć zbyt szybko na jakiekolwiek obietnice, to gdzieś tam pragnęła dowiedzieć się wszystkiego, ale to było jedno z tych łapczywych pragnień, które nigdy nie znajdowało odzwierciedlenia w rzeczywistości. Jakby trwali w pięknym śnie, który nie potrzebował rozumieć. Chciał tylko przeżywać.
- Eteryczna? - zapytała, śmiejąc się tak trochę. Chciał powiedzieć delikatna, niewinna, krucha i zbyt słaba, kiedy nadejdzie chwila próby. - Chciałbyś się przyznać, że wątpisz w moje moce? - zapytała wciąż rozbawiona i zerknęła na niego mocno. Oto teraz, o czym pewnie wiedział, zaczęła u niego wywoływać strach. Właściwie tylko go wzmocniła, bo wcześniej, kiedy tak dość niekonkretnie argumentował swoją prośbę, również miała wrażenie, że w tej trosce skrywał się lęk. Strach o nią.
Przestała, wiedząc, że nikt nie lubił, kiedy grzebało się w jego głowie.
- Aaron – szepnęła czule i wsunęła łapkę w jego włosy. Patrzyła tak na niego z pochyloną głową. - Zostanę, ale obiecaj, że wrócisz do mnie. W jednym kawałku. - Złożyła niemal motyli pocałunek na jego ustach. I odsunęła się, bo, cholera, aż ją przyjemnie parzyło, kiedy tylko mogła go dotykać. Zupełnie nie była przyzwyczajona do takich odczuć. Nigdy nie miała chłopaka. Zresztą, czy on w ogóle nim był?
- Wracamy? - zapytała, podnosząc się z legowiska. - Znaczy, możemy iść do mnie. Jeśli chcesz. – dopowiedziała, przypominając sobie, że przecież mieszkał z Colleen. Zaczęła zbierać swoje szpargały, próbując czymś zająć dłonie, które bardzo chciały zajmować się teraz Aaronem. Chyba tamtym pocałunkiem zdołał coś w niej obudzić i nie do końca umiała zejść na ziemię.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-01-26, 00:27   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie wiem, co się ze mną działo, ale traciłem przy niej głowę. Bałem się, prawdziwie się bałem, co sobie pomyśli, że mnie przeklnie, każe się wynosić, bo nazwałem ją pokrętnie zbyt słabą, by iść na misję. Że też sam postawiłem się na tym miejscu, cierpiąc teraz katusze, które w pewnym momencie zaczęły podchodzić pod stan paniczny.
Niby uśmiechała się spokojna i żartowała odnośnie eteryczności oraz wątpienia w jej moce, to ja tak na serio-serio bałem się, że mogłaby mnie za to przekląć. Patrzyłem aby na nią starając się nie wyglądać na spanikowanego, kiedy w środku miałem kompletną sieczkę emocjonalną. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo się bałem, kiedy tak bardzo mi zależało na czyjejś opinii, zdaniu, utracie. Nawet Colleen mówiłem to, co uważałem bez oporów, niezależnie od tego, czy jej się to podobało, czy nie… Może właśnie dlatego mnie zostawiła wtedy samego w basenie? Może miała dość? Czy Alba też mogła…?
- Ja naprawdę… Nie o to chodzi… Po prostu… – zacząłem, ale nie skończyłem. Nie potrafiłem zebrać myśli, a na dodatek cały ten strach zaczął ze mnie spadać. Czyżby Alba mi pomagała? Nie miałem pojęcia, na jakim poziomie jest jej moc, ale chyba co nieco potrafiła wpływać na emocje… Chyba. Nie wiem, ale to ona poprzez moc albo ona poprzez zachowywanie spokoju i za pomocą albowej czułości, zmiękczyła moje serce, ukoiła nerwy i pozwoliła odetchnąć.
Nie obraziła się. Wręcz przeciwnie. Powiedziała, że zostanie. I pocałowała mnie. Uch. Bałem się. Ale już tego nie czułem. Odeszło dzięki mojej czarodziejce, która koiła me nerwy niezależnie od sytuacji. Wiedziała, co zrobić, bym poczuł się lepiej.
- Możemy iść do ciebie. Rozpalimy w kominku… Tu jest chłodno – zauważyłem, wstając tuż za nią. W dalszym ciągu byłem upojony jej obecnością, tym pocałunkiem, który sama zainicjowała. – Daj. Pomogę ci – dodałem. Zabrałem jej z rąk te cięższe rzeczy, prawie wszystkie rzeczy.

| z/t x2
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 6