Poprzedni temat «» Następny temat
Trening #1 (symulacja walki)
Autor Wiadomość
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

  Wysłany: 2017-12-16, 17:56   Trening #1 (symulacja walki)

Trening odbywa się w sali gimnastycznej. Może nie jest to najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce do trenowania, a tym bardziej do symulowania walki, ale innego miejsca nie ma. Bractwo ma przecież ograniczone zasoby, wybudowanie komputerowej sali symulacyjnej jest niemożliwe, a ta sala gimnastyczna sprawdzała się już przy poprzednich treningach.
Znajduje się tu wszystko, co na typowej sali gimnastycznej i ze wszystkiego można korzystać.


Zasady:

- Trening prowadzi w głównej mierze trener. Mistrz Gry ocenia jedynie, czy dany ruch postaci powiódł się, czy też nie.
- Pilnujcie kolejki! Czekajcie, aż odpisze każdy z graczy, lub przynajmniej większość, gdy ktoś długo nie odpisuje.
- Piszcie zwięźle. Nie chodzi o posty na pięć linijek, ale to też nie mają być opisy wewnętrznych rozterek bohaterów i tego, co trzy dni temu jedli na obiad.

Lista:

- Colleen Marie (trener)


- James Shepard
- Aaron Bartowski
- Levi Griffin
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2017-12-16, 18:27   
  

   2 Lata Giftedów!


Pierwszy trening od czasu, gdy zginęła moja matka. Pierwszy trening w ogóle, który postanowiłam poprowadzić. Dobra, liczyłam, że Morgan trochę bardziej przejmie kontrolę na treningu, ale jeżeli nie, to byłam gotowa, by zrobić to samodzielnie. Byłam Szefową, a wiedziałam, że moja mama jako Szefowa też nie raz, nie dwa prowadziła treningi, czy to samodzielnie, czy to współpracując z innymi treningami. Trochę zaszalałam decydując się na prowadzenie symulacji walki, ale dobra, jakoś musiałam sobie przecież dać radę, prawda? Chciałam pokazać, że nadaję się do tego wszystkiego. Poza tym... potrzebowałam trochę poużywać mocy, miałam jej w sobie aż nadmiar. Musiałam to wszystko z siebie uwolnić, a trening był przecież najlepszym na to sposobem.
Przyszłam dużo wcześniej, niż powinnam. Chciałam być wcześniej. Ubrana w najzwyklejszy czarny dres, zrzuciłam z siebie bluzę, zostając w koszulce na ramiączka i postanowiłam, że zanim zaczniemy walczyć, porobię kilka okrążeń wokół sali. Tak dla wyciszenia, tak dla uspokojenia myśli, dla zrelaksowania się... Musiałam uwolnić się od śmierci matki, musiałam zacząć żyć i wydawało mi się, że jest to najlepszy sposób.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Charles Sawyer



Justice has to be cold. Deal with it; it's just ice.

Kriokineza

87%

Serce skute lodem





name:

Charles Sawyer

alias:
Arc

age:
25

Wysłany: 2017-12-16, 19:35   

[1]

Gdyby się tak naprawdę zastanowić nad sensem treningu to o dziwo nie miał na to zbytniej ochoty. Od paru dni dręczyło go pytanie, co się dzieje aktualnie z jego rodziną. W końcu odszedł od nich cztery lata temu dla ich własnego dobra. O całej sytuacji wiedziała tylko Yvonne Marie. To z nią podzielił się całą swoją historią i to ona była powierniczką jego sekretów. W tej kobiecie widział dobrą matkę dla wszystkich mutantów.
Gdy dostał wiadomość na temat treningu, niechętnie postanowił gdzieś wyjść. Nie miał za złe Colleen, że wyciągnęła go z jego pokoju. Musiał wyuczyć się mocy do perfekcji. Chciał ochronić rodzinę i wiedzieć, że nikt nie będzie w stanie ich skrzywdzić. Przebrany w nieco luźniejszy strój, ruszył w stronę starej sali gimnastycznej. Pod drogą zapalił tylko jednego papierosa, gdyż znowu zaczął myśleć na temat swojej rodziny. Temat tego, gdzie jest jego brat i siostra nie dawały mu spokoju, a myśl, że powinien w końcu do nich napisać, coraz to częściej pojawiała się w jego głowie.
Po paru minutach drogi pojawił się na miejscu spotkania. Niepewnie zajrzał do wnętrza, a gdy dostrzegł tam tylko znajomą twarz, wszedł i oparł się jedynie o ścianę budynku. - Tylko się nie zmęcz... Mimo wszystko jak mamy walczyć to chciałbym mieć przeciwnika w pełni sił.
[Profil]
 
 
Morgan Grey



They're burning all the witches even if you aren't one

manipulowanie powietrzem

80%

kto wie?





name:

Morgan Grey

alias:
Breath

age:
25

Wysłany: 2017-12-17, 18:45   

/1

Colleen zwołała trening, który miały wspólnie poprowadzić. Morgan zastanawiała się, czy nowa szefowa Bractwa ma w tym jakieś ukryte zamiary, czy po prostu chodziło o zwyczajne trenowanie. Może chciała sprawdzić jak Grey trenuje i wprowadzić ewentualne zmiany. Jej święte prawo jako przywódcy.
Morgan miewała niekonwencjonalne metody. Korzystając ze swojej mocy tworzyła bardzo trudne warunki dla swoich uczniów, by nauczyli się jak sobie radzić właśnie w warunkach ekstremalnych. W bezpiecznych, czterech ścianach sali gimnastycznej to każdy głupi umiał się popisywać, ale w terenie już tak łatwo nie będzie. Aż żałowała, że nie umie tworzyć iluzji, to by dopiero były warunki do trenowania.
Przed przyjściem na salę, porozciągała się chwilę, zrobiła kilka prostych ćwiczeń, które pozwoliły wyrównać oddech i się skupić i udała się do sali.
- O to bym się nie martwiła. - zaśmiała się, słysząc uwagę Charles'a na temat rozgrzewki Colleen. Każdy miał swój sposób na przygotowanie się do treningu. Poza tym bardziej prawdopodobne było, że gdy przyjdzie im walczyć, będą już zmęczeni, niż wypoczęci. Wróg nie będzie czekał, aż się wyśpią, czy zrelaksują. Trzeba być gotowym zawsze i wszędzie. Poza tym była pewna, że nawet po kilku okrążeniach wokół sali, Colleen była niebezpiecznym przeciwnikiem. - Cześć. - przywitała się i udała się w miejsce, skąd zwykle prowadziła trening, a przynajmniej rozgrzewkę.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2017-12-18, 19:36   
  

   2 Lata Giftedów!


Miałam wrażenie, że czekam wieczność. To miało być moje pierwsze publicznie pojawienie się, pierwsz epełnienie funkcji po pogrzebie mamy. Chciałam wypaść jak najlepiej, a tak naprawdę nie miałam nawet jakiegoś super ekstra planu na ten trening. Mogłam się bardziej przygtować, mogłam w ogóle się przygotować, bo przecież wcześniej nawet nie pomyślałam o tym. No cóż. Do walki nikt mnie nie przygotuje, będę musiała improwizować, więc może teraz też się uda?
Minęło 10 minut od momentu, gdy zaczęłam biegać i wtedy właśnie usłyszałam, jak ktoś wchodzi na salę gimnastyczną. Nie zatrzymałam się, chciałam się dobrze nastroić przed treningiem i wolałam sobie nie przeszkadzać. Rzuciłam jednak okiem na mutanta, który do mnie dołączył i obdarzyłam go lekkim uśmiechem.
- Och, pomyślałam, że trochę ci dziś odpuszczę. - rzuciłam i sama siebie tym zdziwiłam. Od czasu śmierci mojej mamy nie rzucałam żadnymi żartami, może leki połączone z wysiłkiem fizycznym pomagały mi jak nic innego? Możliwe. Bądź co bądź przerwałam mój wysiłek, gdy na salę wkroczyła Morgan. Kiwnęłam do niej głową i ciaśniej związałam włosy w kok. Ja byłam gotowa, a gdzie była reszta? Zerknęłam niecierpliwie na zegarek. Bardzo nie lubiłam, jak ktoś się spóźniał, a od ustalonej godziny treningu minęło już piętnaście minut. Nie bylo ani Jamesa, ani Aarona. Ani mojego Doradcy, ani mojego faceta. Cudownie. Czy ja mogłam liczyć na kogokolwiek w tym cholernym Bractwie, czy już wszyscy postanowili sobie odpuścić?
- Okej, Morgan. James i Aaron mieli do nas dołączyć, ale z pewnością przyjdą spóźnieni. Zaczynamy? - rzuciłam, patrząc prosto na nią. Miałam cichą nadzieję, że przejmie pałeczkę jako pierwsza. Nie bałam się mojej mocy, względnie ją kontrolowałam, ale naprawdę nie byłam najlepszą trenerką świata. Przyznam się szczerze, wolałam, by Grey zaczęła.
Oparłam dłonie na biodrach i czekałam na jej decyzję.

(sorki, że post taki słaby, ale dziś umieram </3 )
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Levi Griffin



Demonom będę grał kołysankę.

wierności i przebaczenia ucz się od psa

70%

samotny





name:

Levi Griffin

alias:
Paw

age:
22

Wysłany: 2017-12-18, 20:01   
   Multikonta: Cheolmin


Zaraz, zaraz... Czy Levi po raz pierwszy w życiu miał się na coś spóźnić? On? Levi Griffin, który zawsze był na miejscu kilkanaście minut przed umówioną godziną?
Zazwyczaj przybywał na treningi o własnych nogach, nucąc pod nosem bliżej nieokreśloną melodię, stąpając wolno, przyglądając się wszystkiemu, co go otacza dookoła.
Czy słyszycie to dudnienie, dobiegające z oddali? Tak, to Levi. Zapieprzający Levi, który zostawiał za sobą chmurę piachu, byle tylko dotrzeć na salę gimnastyczną. W pysku trzymał swe ubrania, by nie świecić golizną przed innymi (pomińmy już fakt, że chyba każdy z Bractwa widział już Leviego parę razy nago). Będąc dobrze wychowanym, zachował majtki na tyłku, choć zsuwały mu się nieco z zadu, bo ogon majtał na każdą możliwą stronę świata.
Wreszcie, gdy znalazł się na sali gimnastycznej, wyhamował na łapach przed samą Colleen, wywalając jęzor na wierzch. Spojrzał nań błękitnymi ślepiami, pokręcił chwilę tyłkiem, bo ogon wprawiał w ruch całe chude ciało, a następnie oddalił się gdzieś na boczek, żeby przyjąć swoją ludzką postać. Skupienie, delikatny oddech i... Levi stał na dwóch nogach.
-Cześć!- Pomachał wszystkim ręką, pospiesznie zakładając krótkie spodenki i podkoszulek. -Wybaczcie, chyba mam pchły. Trochę mi to zajęło.- Uśmiechnął się delikatnie i stanął na baczność, oczekując poleceń.
[Profil]
 
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-18, 22:44   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 23 sty, nieco spóźniony, bo inne rzeczy

Choć ostatnimi czasy chodziłem raczej naładowany w opór negatywnymi emocjami, tak dziś… NOWO NARODZONY! Może spać nie spałem, ale za to miałem lepszy poranek, trochę się wyżyłem i teraz ogólnie mogłem żyć. Swój wkład w to miał zapewne wczorajszy trening indywidualny z naszą Fallen Angel, a także dzisiejsze plany treningowe? Lubiłem coś robić, nie lubiłem, kiedy trwałem bezczynnie i się nudziłem. Teraz, cóż, miałem mieć mega męczący fizycznie dzień, ale za to satysfakcjonujący mnie i moje mięśnie. I oberżyny, które niebawem znajdą się w moim żołądku, kiedy tylko dorwę się do kuchenki Bractwa.
Dosyć dynamicznie przeszedłem przez próg sali gimnastycznej i znalazłem się w środku, gdzie było już kilka osób.
- Siema wszystkim! O, Księżniczka Śniegu! Nie masz dość po ostatnim? – zapytałem rozbawiony, kierując swoje słowa głównie, oczywiście, do Charlesa Arca. Nie, że byliśmy ze sobą jakąś super blisko, o ile nie liczyć pewnych rozbieżności pomiędzy naszymi mocami. To bardzo nas… łączyło? Heh. Nieistotne, gdyż podszedłem zaraz do Colleen. Dałem jej buziaka na przywitanie w usta.
- Dużo mnie ominęło? Chyba jeszcze nie zaczęliście… – zauważyłem dziwnie zaangażowany. Dziko. Gdzie się podział milczek? Gdzie ten typek, który ostatnimi czasy stronił od towarzystwa i raczej wolał uchodzić za jaskiniowca-dzikusa? Zapewne odszedł albo tylko stwarzał pozory normalności.
[Profil]
  [AB-]
 
Morgan Grey



They're burning all the witches even if you aren't one

manipulowanie powietrzem

80%

kto wie?





name:

Morgan Grey

alias:
Breath

age:
25

Wysłany: 2017-12-21, 14:43   

Morgan tylko wywróciła oczami widząc te czułości i spóźnienie. Dzisiejsi jej uczniowie nie byli nowicjuszami, więc pewnie będzie musiała trochę zmodyfikować standardowe ćwiczenia, ale rozgrzewka mogła pozostać standardowa. Zwykle zaczynała od "zabawy" jak niektórzy by to nazwali. Berek... zmutowany berek. Sama najwięcej wyniosła właśnie z berka. Teraz nawet naturalnie wyszły im dwie drużyny... chłopcy kontra dziewczęta. Zeskoczyła ze skrzyni na której siedziała i klasnęła w dłonie.
- Okej, to żeby nie tracić czasu. Zaczniemy od berka. Tak, wiem jak to brzmi. Ale spodoba się wam. - puściła oczko zgromadzonym - Zasady są takie. Wy, panowie, macie złapać nas, mnie i Colleen. W pierwszej rundzie wszystkim wolno korzystać z mocy. Wszystkie chwyty dozwolone. W drugiej już nie będzie tak fajnie. W drugiej rundzie nam wolno będzie korzystać z mocy, a wam nie. Wszystko jasne? To zaczynamy. - dała znak Colleen by odsunęła się od chłopaków, by zwiększyć dystans. Jej pierwszy ruch może był łatwy do przewidzenia, ale najczęściej zwalał przeciwnika z nóg. Przesunęła powietrze z jednej strony sali na drugą, tworząc podmuch wiatru zdolny przewrócić krowę, a co dopiero człowieka/mutanta.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2017-12-26, 11:53   
  

   2 Lata Giftedów!


Czy ja się denerwowałam? No, może trochę... Było mi trochę dziwnie. Uwielbiałam trenować, ale teraz nie tylko trenowałam siebie, ale postawiłam się na równi z Morgan, od której jednak oczekiwałam, że pokaże więcej niż ja. Ona miała doświadczenie w prowadzeniu treningów, dlatego właśnie była trenerką. Ja doświadczenia niestety nie miałam, ale musiałam je zdobyć. Moja matka prowadziła treningi, w Bractwie robiłam wszystko, ja musiałam ją godnie zastąpić. Wszyscy patrzyli mi na ręce... Nie mogłam się poddać, nie mogłam się potknąć. Musiałam robić wszystko poprawnie. Ale jak miałam być poprawna, skoro wszyscy postanowili się spóźniać? W trakcie, gdy czekałam na reakcję Morgan, dołączył do nas Levi. Uśmiechnęłam się szeroko na jego widok. Uwielbiałam go, szczerze, po prostu go uwielbiałam i cieszyłam się, że tu był. Od razu mimowolnie się rozluźniłam.
- Pchłami zajmiemy się później, obiecuję. - rzuciłam, zaskakująco wesoło i nim zdążyłam dodać coś jeszcze, na salę wszedł Aaron. Zmarszczyłam czoło patrząc na niego. Czemu się spóźnił? Gdzie był?
- Żółta kartka dla pana. - powiedziałam, pół żartem, pół serio. Nie wszyscy musieli wiedzieć o naszych problemach, o tym, że chyba z nim zerwałam, a on chyba tego tak nie potraktował. Nie odwzajemniłam jego pocałunku, ale dałam się pocałować. Musieliśmy porozmawiać...
Morgan właśnie postanowiła dać nam zadanie, a ja kiwnęłam potakująco głową, gdy się odezwała. Byłam podekscytowana. Odskoczyłam na trzy kroki od chłopaka, po czym skupiłam swoją moc na metalowych bransoletach na nadgarstkach i kostkach, pociągnęłam je do góry i dzięki temu lewitowałam metr nad ziemią. Ta forma używania mocy nie była najwygodniejsza, trochę bolała przez to, iż ciągnęłam w górę metalowe bransolety, a one ciągnęły nie, ale od czegoś uciekanie trzeba było zacząć.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Levi Griffin



Demonom będę grał kołysankę.

wierności i przebaczenia ucz się od psa

70%

samotny





name:

Levi Griffin

alias:
Paw

age:
22

Wysłany: 2017-12-27, 10:16   
   Multikonta: Cheolmin


Najwidoczniej wszyscy się już zebrali, bo Morgan wydała pierwsze polecenie. Levi posłał ostatnie spojrzenie Colleen, uśmiechając się do niej szeroko, a następnie kiwnął z przejęciem głową na znak, że doskonale rozumie polecenie. Nie tracąc chwili, zamknął oczy i całym swoim umysłem skupił się, by ponownie zmienić swą osobę w Pawa. Ciało czym prędzej skurczyło się i zamieniło w wysoką, szczupłą białą postać, która wywaliła jęzor na wierzch.
Jako pies był szybki. Ponadto zwinny i o wiele łatwiej było mu odbierać bodźce ze świata zewnętrznego.
Widząc, co robi Morgan, zaparł się łapami z całych sił, wbijając pazury w podłogę, zaczepiając się o luźne przestrzenie pomiędzy drewnianymi beleczkami. Posunął parę metrów w tył, przyklejając uszy do siebie i zamykając oczęta. Kiedy poczuł, że uścisk w klatce piersiowej wreszcie ustąpił, otrzepał się i wystrzelił niczym armata w stronę Morgan. Zrobił to jednak nieco na około, albowiem wskoczył na ławki, które postawione były przy ścianach i drabinkach. Był gotowy na kolejny podmuch wiatru, więc nie mógł sobie pozwolić na ponowną wycofkę. Aktualnie jasnowłosa wydawała mu się łatwiejszym celem aniżeli Colleen, która latała w powietrzu.
[Profil]
 
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-31, 00:11   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Berek brzmiał niepoważnie, ale pomyślałem zaraz, czemu by jednak nie spróbować? Świetna zabawa, którą potem przeklnę za drugą rundę. Jakoś nie wyobrażałem sobie schwytania Colleen i Morgan przy ich mocach. Choć w sumie nas było trzech, zaś one były tylko dwie… i jedna mogła zabić pociskami, a druga nieźle nas przewietrzyć. Diablice. Może potem zaproponuję odwrotną sytuację?
Berek… Z moją mocą to raczej BARDZO NIEBEZPIECZNY berek. Wymacałem z kiszeni jedną z zapalniczek i zaraz też ukucnąłem, kiedy zwietrzyłem – czaicie żarcik? – plany Morgan. Właściwie, nasz obozowy piesek mnie o nich uprzedził, bo ja zająłem się swoimi sprawami. Bardzo nieostrożnie, tak w sumie. Nie rozumiałem za bardzo, czemu Colleen ryzykowała lataniem przy możliwościach Morgan. To również było niebezpieczne.
- Dooobra – zacząłem. Chciałem coś rzucić w stylu, że to zabawa nie dla mnie, bo nie chcę im robić kuku, ale Levi skakał sobie radośnie w kierunku Breath, zaś Colleen tak cwanie wisiała sobie w powietrzu… Nie, nie mogłem pozwolić jej wygrać. Odpaliłem zapalniczkę i porwałem płomień w tany, zaś przedmiot – już zgaszony – ścisnąłem w dłoni. Działałem bardziej umysłem, ale wspomagałem się nieco dłońmi, by utrzymać ogień w ryzach i nikogo nie zabić.
- COLLEEN! NA DÓŁ ALBO SKOŃCZYSZ JAK KURCZAK W KFC! – pogroziłem swojej dziewczynie, patrząc z ciekawością na te jej wygibasy w powietrzu z litością. Gdybym był człowiekiem-zapałką, również bym tak mógł. Szkoda aby, że nim nie byłem. Rozdzieliłem za to swoją kulę ognia na dwie i posłałem obie w kierunku Colleen. Najgorzej, bo musiałem zachowywać największą tu ostrożność… powiedzmy. – Jeśli kogoś poparzę, liczy się jako złapany?! – zapytałem tak z ciekawości. Może wcale nie musiałem jej sprowadzać na ziemię? Tylko że tak bezdusznie naruszać jej gładką skórę...? Szkoda bardzo.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-01-23, 22:12   

UWAGA!
Trening trwa! Nowi gracze wciąż mogą dołączyć i zdobyć nowe umiejętności, a tym samym załapać się na dodatkowe procenty!
Nadchodzą ciężkie czas i Bractwo Mutantów musi być gotowe do działania. Trenujmy więc jak najwięcej!
Czekamy na Was.

Aktualni gracze muszą odpisać do 25 stycznia, do godziny 22:00. W przeciwnym razie zostaną im odjęte procenty mocy.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-24, 10:20   
  

   2 Lata Giftedów!


Czułam się trochę zmieszana obecnością Aarona i tym, jak luźno do nas podchodził. Bądź co bądź zerwałam z nim, uciekłam zapłakana do Alby i w ogóle odstawiłam największy cyrk najbardziej złamanego serca pod słońcem. Nie mialam jednak najmniejszego zamiaru teraz tego komentować, postanowiłam po prostu skupić się na treningu, a ewentualną rozmowę z moim byłym chłopakiem odbyć później.
Zwróciłam uwagę na to, że Levi ruszył na Morgan. Świetnie, to mi został Aaron, cóż za żart od losu!
- Naprawdę myślisz, że tak łatwo mnie złapać? - powiedziałam i uniosłam jedną brew do góry w pytającym geście. W ciągu sekundy postanowiłam zmienić swoją taktykę, najwyżej mi się oberwie, no trudno!
Przestałam lewitować i delikatnie stanęłam na ziemi. Machnęłam prawą ręką i wyrwałam metalowe drzwiczki z szafki na ubrania i różne głupoty. Mając nadzieję, że to się uda, wygięłam drzwi w łuk i rzuciłam nimi w Aarona. Oczywiście, na tyle słabo, by ani trochę go nie skrzywdzić, ale na tyle mocno by popchnęły go na ścianę za nim i w tę ścianę się wbiły, przytrzymując go tam.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Alison Blake



The World is Not Enough

Kriokineza

74%

-





name:

Alison Blake

alias:
Ice Princess

age:
32 lata

Wysłany: 2018-01-24, 12:13   
   Multikonta: Brak


Czas, zeby i Lodowa Ksiezniczka pojawila sie na cwiczeniach, oczywiscie z opoznieniem godnym Ksiezniczki. Niemniej jednak sama cwiczyla duzo zarowno swoja moc jak i umiejetnosci fizyczne i bojowe wiec nie bylo tak, ze byla jakas zapozniona w cwiczeniach. Na to nie mogla sobie pozwolic. Co wiecej przypuszczala, ze jest lepsza niz wieksza czesc osob na sali.
Teraz kiedy weszla ubrana w biale szorty i T-shirt do cwiczen skinela glowa Colleen, majac nadzieje, ze ta ja zauwazyla. Potem przyjrzala sie chwile zabawie by zrozumiec o co chodzi i to jaki jest podzial na druzyny. Wtedy sama przystapila do zabawy i chciala zrobic swojego rodzaju wejscie smoka, wiec jak tylko oderwala sie od sciany, utworzyla lodowa kule, ktora rozbila o podloge, jakby ktos chcial ja gonic i sie rozpedzi za szybko istnialo spore prawdopodobienstwo, ze sie przewroci. Wtedy Alison utworzyla kolejna kule, ktora wlasnie obralacala sie nad jej reka, gotowa do uzycia, jak ktos zacznie ja gonic byla gotowa rozbic kolejna pod nogi goniacego.
_________________
[Profil]
 
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2018-01-28, 22:48   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Najwyraźniej Colleen nie zamierzała się usłuchać i zaryzykować swą gładką skórą. Między nami było raczej już dobrze, dlatego nie przewidywałem jakiejkolwiek zemsty kierowanej przeciwko mnie. Może stąd te zaskoczenie, kiedy uziemienie Colleen wcale nie przemawiało za jej poddaniem się, tylko za pomknięciem metalowych drzwi w moim kierunku?
Co mogłem zrobić? Rozgrzanie wściekłych drzwi mogło mi jedynie zaszkodzić, dlatego też postanowiłem uskoczyć przed jej wstrętnym planem. Może miały się wbić w ścianę, nie niewoląc mnie przy tym? Tak by było najlepiej.
Jeśli udało mi się uskoczyć przed colleenowymi drzwiami, zamierzałem ogłuszyć ją kulką ognia ciśniętą w jej pierś. Z mocą. Ale szybko gasnącą przy jej piersi. Oczywiście, płomień pojawiał się wciąż jedynie dzięki zapalniczce, którą odkładałem do swej cennej kieszeni.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6