Poprzedni temat «» Następny temat
Lizzy Addams
Autor Wiadomość
Lizzy Addams



I'll be the sweetest little baby in town...

Opiekun

3%

Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.





name:

Elizabeth Addams

alias:
Lizzy, Olivia

age:
niecałe 5 lat

Wysłany: 2018-01-20, 15:36   Lizzy Addams
   Multikonta: Sami


Elizabeth "Lizzy" Addams
urodzona w Seattle 6 czerwca 2013 roku, mieszka Olympii od kilku miesięcy, przynależy do factionless wizerunku użycza Kennedi Clements.
historia

Ja... Nie pamiętam...

6 czerwca 2017 roku.
- ...STO LAT, NIECH ŻYJE NAM! - Zafauszowali radośnie wnosząc do pokoju wielki kolorowy tort z postaciami ze zwierzogrodu. Bardzo się z tego ucieszyłam i zaczęłam klaskać w swoje małe rączki jednocześnie niemiłosiernie piszcząc. Oni jednak nie zwracali na to uwagi – w końcu mnie kochali. Ten tort był dla mnie i tylko dla mnie. No dobra... Ostatecznie mogłam im dać po kawałku.
Kim byli oni? No jak to? Przecież to mama i tata – najcudowniejsi ludzie na ziemi! Dzisiaj dostałam dużo prezentów. To dlatego, że mam dziś urodziny. W sumie nie mogę na nic marudzić – mam wielki pokój z masą zabawek. Mam też już własne łóżko – przestałam spać z rodzicami gdy obiecali mi pościel z kucykami pony. Teraz śpię w niej codziennie. I wcale się nie boję! Mama specjalnie dla mnie kupiła tą małą lampkę, która jasno świeci przy podłodze. Wybrałam sobie do niej niebieską żaróweczkę, bo ten kolor bardzo mnie uspokaja.
Dzisiaj rodzice obiecali mi dodatkowy prezent. Jedziemy do mauzoleum dla dzieci. Znaczy muzulum. Znaczy muzeum. Ciągle to mi się myli. Ale tata się za to nie złości, tylko uśmiecha się szeroko i podpowiada mi, jak powiedzieć to dobrze.
Było już późne popołudnie gdy wsiedliśmy do auta. Wcześniej zjedliśmy tort i odpakowaliśmy wszystkie prezenty. Były naprawdę fajne. Dostałam swoją wymarzoną lalkę z małym wózeczkiem, kilka kolorowych książeczek z ładnymi opowiadaniami i masę słodyczy! Bardzo lubię słodycze. Czy już o tym mówiłam?
Droga wcale nie była długa. Tak mi się wydawało. Ale wtedy mama coś krzyknęła. Nie pamiętam, co to było, ale tata mocno wtedy spanikował. Naszym samochodem mocno zatrzęsło, a gdy się wychyliłam, zauważyłam, że zjeżdzamy między drzewa. Zdążyłam tylko krzyknąć, zanim oarnęła mnie ciemność.
Nie wiem co się stało. Gdy znowu otworzyłam oczy, było już ciemno. Nie byłam też w samochodzie, tylko leżałam na zimnej brudnej ziemi. Bardzo nie lubiłam, gdy byłam brudna. Zawsze miałam najpiękniejsze sukienki, a teraz? Teraz była cała brudna. Było na niej kilka czerwonych plamek i zabrudzeń od ziemi.
- Mama? - Wydusiłam z siebie jeszcze lężąc. - Tata? - Dodałam po chwili, gdy wciąż nie usłyszałam odpowiedzi. Gdy wstawałam, bardzo zakręciło mi się w głowie. Z jakiegoś jednak powodu się nie bałam. Wewnętrznie czułam jakiś dziwny spokój, mimo, że nigdzie nie widziałam swoich rodziców. Podeszłam do samochodu. Był wyłączony, nie działały w nim światła ani silnik. Było dziwnie wbite w drzewo. Tam, gdzie wcześniej siedzieli rodzice, zostały tylko pojedyncze czerwone plamki, podobne do tych, które miałam na sukience. Na siedzeniu mamy został też jej sweter. Owinęłam się nim i zaczęłam chodzić po okolicy wciąż nawołując rodziców. Odpowiadała mi jednak tylko martwa cisza...
Zasnęłam przy drodze, którą – jak mi się zdawało – jechałam z rodzicami. Przecież mnie kochają. Nie mogą mnie tak zostawić, prawda? Na pewno mnie teraz szukają. Nie zauważyli, jak leżałam kilka metrów od samochodu. Wtedy chyba też spałam, więc mogłam nie słyszeć, gdy mnie szukali. Mimo, że byłam sama, czułam miły, ciepły uścisk przy zasypianiu. Ten sam, który czułam zawsze kładąc się z mamą do snu...
Nie wiem, jak się znalazłam w obcym mieście. To nie było znajome mi Seattle. To było dziwne miasto. Nie znałam go. Pani, która ze mną rozmawiała po moim wstaniu powiedziała, że przywiózł mnie tu ktoś i byłam bardzo ranna. Ponoć pan doktor musiał mi szyć głowę. Przecież to śmieszne. Nie da się szyć głowy. Jest przecież twarda.
Pani pytała mnie, jak się nazywam, skąd pochodzę i gdzie są moi rodzice. Nie wiem czemu, ale na wszystko odpowiadałam “nie wiem”. Nie wiem, nie wiem, nie wiem... Pani pogłaskała mnie po głowie i wyszła z pokoju. Nie podobało mi się to. Czułam też, że nie tylko mi się to nie podobało. Ten sam uścisk, który wcześniej tulał mnie do snu, teraz mocno trzymał mnie za rękę, jakby nie chciał mnie stracić. Długo to trwało, bo prawie znowu zasnęłam... Uścisk poluzował się dopiero, gdy do pokoju wszedł jakiś chłopak. Był ode mnie dużo straszy, ale dalej był dzieckiem.
- Chodź... - Wymamrotał tylko, po czym sam złapał moją dłoń. To coś, co było ciągle przy mnie, pozwoliło mu na to. Chłopak szybkim krokiem wyprowadził mnie z “mojego pokoju”, po czym zaprowadził mnie do łazienki. Było tu jeszcze brzydziej i nieładnie pachniało.
- Słuchaj teraz uważnie. Nie możesz tu zostać. ONI wiedzą kim jesteś. To jest podwyższony parter. Umiesz skakać? Ja Cię podsadzę, Ty musisz skoczyć. O tam. A wtedy pobiegniesz tam, w stronę tego parku, widzisz go? - Mówił to wszystko otwierając okno w łazience. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale nim zdążyłam zapytać czułam, jak coś mnie ciągnie w kierunku tego okna. - Tylko Ty dasz radę. Skoro jeszcze Cię nie zamknęli, znaczy, że coś im nie pozwala. Idź. Kiedyś się znajdziemy, ok? - Dokończył po chwili nieznajomy chłopiec. Zdążyłam tylko kiwnąć głową. Byłam spokojna. Czułam tak samo silne dłonie jak mojego taty pod moimi pachami, które próbowały pomóc mi się podnieść. A przynajmniej sprawiały wrażenie, jak gdyby ktoś mnie cały czas trzymał. W tych objęciach czułam się bezpiecznie, tak samo jak przy tacie. Skoczyłam. To nie było aż tak wysoko, ale i tak spadłam na plecy. Obiłam sobie wtedy kolano. Bolało. Ale czułam, że muszę biec, na tyle, na ile pozwalają mi siły. Wciąż było ciemno. I wciąż nie wiedziałam, gdzie są moi rodzice.
Mamo? Tato?
Wciąż was nie było. Minęło już trochę czasu, odkąd tu trafiłam. Już od dawna nie widziałam swojego dużego pokoju pełnego zabawek. Od dawna też nie widziałam mojego własnego łóżka z pościelą z kucykami pony. Nie widziałam też dalej rodziców. Chciałam ich widzieć. Już kilkukrotnie zaczepiłam obcych ludzi na ulicy, bo mieli takie marynarki jak tata, czy takie fryzury jak mama. Musiałam spać w bramach i za śmietnikami. Tylko tam się czułam bezpiecznie. W mieście było ciepło, a tajemniczy uścisk codziennie tulił mnie do snu. Nie było kolorowo. Byłam głodna i brudna. A przecież nie lubiłam być brudna. Ostatnie co dobrego jadłam, to mój wielki kolorowy torcik. Od tamtej pory tylko przy śmietnikach znajdowałam jakieś resztki jedzenia. Raz próbowałam zjeść plastikowy owoc, który ktoś wyrzucił za okno. Wcale nie był dobry...
Wszystko się zmieniło, gdy spotkałam kilka dorosłych osób, które wyglądały tak samo brzydko jak ja, też byli brudni i nienajładiej pachnieli. Też spali koło śmietników – mieli jednak kilka materacy. Jedna pani mocno się rozpłakała, gdy mnie zobaczyła. "Olivia, moja mała Olivia..." Płakała. Później jeden pan mi powiedział, że miała córkę w moim wieku, która zmarła kilka lat temu, bo była chora. Powiedział, że pozwolą mi tu zostać, jak ta pani będzie mogła tak na mnie wołać. Codziennie mnie tuliła i głaskała po głowie. Dawała mi też jedzenie, takie prawdziwe a nie plastikowe. Nie była mamą, ale w sumie lepiej się tak czułam, niż będąc całkiem samą.
Po jakimś czasie jednak, kazali mi też pracować. Powiedzieli, że taka śliczna buźka nie może się marnować. Mimo że pani-mama mocno protestowała, panowie postawili mnie przy nieco bardziej ruchliwej ulicy z jakimś kartonikiem z literami i małym kubeczkiem z kilkoma monetami. Powiedzieli, że mam mówić że jestem głodna a mama jest chora i potrzebujemy pieniędzy. Mówiłam więc tak. Tego dnia też pierwszy raz od dłuższego czasu prócz chleba, dostałam też cukierki. Panowie powiedzieli, że dobrze sobie poradziłam i na nie zasłużyłam. Podzieliłam się cukierkami z panią-mamą, żeby nie była już taka smutna.
Wszystko szło dobrze, a przynajmniej tak mi się wydawało. Co prawda to było dalekie od mojego wcześniejszego, wygodnego życia przy mamie i tacie. Ale to było najlepsze co miałam, odkąd rodzice zniknęli. Przyzwyczaiłam się już do cukierków, pani-mamy i panów, którzy codziennie zabierali kubeczek. Przyzwyczaiłam się też do brudnej buzii i brzydkich ubranek, które dostawałam od panów. Pozwolili mi tylko zatrzymać seter mojej mamy. Coraz mniej czułam też uściski tych dziwnych dłoni. Zazwyczaj już tylko tuliły mnie do snu...
Styczeń 2018 roku.
Kończyłam już bierać pieniążki do kubeczka. Panowie nigdy po mnie nie przychodzili na ulicę, bo nie chcieli, żeby było ich widać. Musiałam sama z tym kubeczkiem przejść kilka przecznic i spotkać się z nimi w bramie. Dzisiaj jednak nie dałam rady tego zrobić. Ktoś cały czas szedł za mną. Przy jednej z uliczek ktoś też wyszedł przede mną.
- Malutka, a gdzie Ty tak pędzisz z tymi pieniędzmi? Może byś się podzieliła? - Powiedział brzydki pan mocno przepitym głosem. Inny w tym czasie próbował do mnie podejść, ale czułam już bezpieczne dłonie na moich ramionach.
- Taka śliczna buźka... - Powiedział inny pan wyciągając w moją stronę swoje dłonie. Zaczynałam się bać. Dookoła mnie stało kilku mężczyzn, a to była mała, rzadko uczęszczana uliczka. Powoli ogarniała mnie panika.
- No chodź, maleństwo. Zaopiekujemy się Tobą. Wiemy jak się opiekować takimi maleństwami. Szczególnie, tak dochodowymi maleństwami...
Sytuacja była coraz bardziej obrzydliwa i niemiła. Nie wiedziałam, o co tym panom chodziło. Wiedziałam tylko, że to nic dobrego. Moje dobre dłonie, które codziennie tuliły mnie do snu, jakby mnie puściły. Wtedy ci wszyscy panowie byli bardzo blisko mnie. Mam wrażenie, że widziałam, jak wyciągają swoje ręce przedemną. Jeden z nich nawet zabrał mój kubeczek z monetami, a inny zdążył dotknąć mojego ramienia. Zaczęłam krzyczeć, wiem o tym. Słyszałam własny krzyk. Widziałam, jak lampy zapalają się i gasną. Widziałam, jak panów odpycha ode mnie. Jak monety rozsypują się po ziemi. Jak szkło z lamp ulicznych spada na ziemię. Widziałam czerwone plamy roznoszące się po chodniku... I widziałam już ciemność. Nie było tych panów, nie było kubeczka. Była tylko pani-matka, która na własnych rękach wyniosła mnie z tamtej uliczki. Gdy tylko się obudziłam, widziałam jej zapłakaną twarz.
- Uciekaj kochanie. Po tym nie jesteś już bezpieczna. Ale ja... Ja Cię zawsze będę kochać. Uciekaj, szybko... - Mówiła wstając i popychając mnie lekko za plecy. Ja... Nie wiedziałam co się stało. Nie czułam też już moich bezpiecznych dłoni. Czułam pustkę. Ale zrobiłam, jak pani-mama kazała – uciekłam....
charakter
Przed wypadkiem Lizzy była dzieckiem bardzo radosnym i ciekawym świata. Uwielbiała się uczyć i poznawać nowe rzeczy. Jest bardzo charyzmatyczna i lubi poznawać nowe osoby. Podczas rozmowy potrafi często zmienić temat – nawet w jednym zdaniu. Odkąd straciła rodziców stała się nieco bojaźliwa i nie jest już tak otwarta. Znalezienie jednak nowego opiekuna może jej mocno ułatwić powrót do starych nawyków.
Dodatkowo dziewczynka jest bardzo sprytna i ma całkiem niezłą jak na swój wiek orientację przestrzenną. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że mimo wszelkich trudności rozwija się ponad przeciętne. Jej emocje jednak wciąż są bardzo proste i często sobie z nimi nie radzi. Przez swoją sytuację, nauczyła się szybciej kłamać i dostosowywać swoje wypowiedzi do sytuacji, w której się znajduje. Często mówi do swojej mocy, której nadała formę osobową, by nie czuć się aż tak osamotnioną – zmyślony przyjaciel nabrał u niej nowego znaczenia.
opis mocy
Opiekun
Dziewczynka w ogóle nie panuje nad swoją mocą. To moc panuje nad nią.
Od czasu wypadku, Lizzy już zawsze czuła, że ktoś nad nią czuwa. Ta dziwna moc, te dziwne dłonie które ją tulą do snu i chronią po nocach na ulicy...
» Opiekun - W pozytywnym aspekcie, tworzy ochronę nad dziewczynką. Nie są jej straszne ataki fizyczne. Te "niewidzialne dłonie" chronią ją przed wszelkim niechcianym dotykiem, przed zimnem, przed samotnością. Jak gdyby anioł stróż wciąż ją chował za swymi skrzydłami. Lizzy nie potrafi panować nad tą mocą. Prawdopodobnie nadała jej "wygląd" przez swoją wyobraźnię, by po utracie rodziców dalej czuć się przez kogoś kochaną.
W negatywnym aspekcie, brak panowania nad mocą powoduje dość poważne problemy. Wiek dziewczynki też działa na jej korzyść. O ile jej moce są na co dzień bardzo "przyjacielskie", tak w momencie skrajnych negatywnych emocji przybiera wręcz tragiczny obrót - Jej moc staje się nieobliczalna, a "dłonie", które do tej pory tylko ją biernie chroniły, są w stanie nawet próbować zranić zbliżające się do dziewczynki osoby.
» W przypadku opiekuna - moc działa biernie. Dziewczynka nie musi odpoczywać po jej użyciu. Jeśli jednak zbyt długo będzie musiała się chronić (5 postów) negatywne emocje mogą zacząć brać nad nią górę, co może prowadzić do ofensywnego użycia mocy.
Ofensywny tryb opiekuna trwa 3 akcje, podczas których:
1. Dziewczynka wpada w panikę/strach/złość - Czuć wzrastającą energię wokół dziewczynki. Jeśli na tym etapie uda się ją uspokoić, nic złego się nie dzieje.
2. Dziewczynka coraz bardziej jest ogarnięta negatywnymi emocjami. Moc dziewczynki zaczyna być bardziej ofensywna. Chroni ją na większym obszarze i jest w stanie odsunąć od niej wszelkie zbliżające się osoby. Jeżeli na tym etapie dziewczynka zostanie uspokojona, wszystko wraca do normy.
3. Dziewczynkę całkowicie pochłonęla negatywna emocja - Moc dziewczynki próbuje ją chronić za wszelką cenę - może więc odrzucać i próbować ranić wszelkie osoby próbujące się do niej zbliżyć. Jeżeli negatywna emocja jest spowodowana przez konkretną osobę - moc może próbować np. rzucać tą osobą po całym pomieszczeniu czy próbować ją udusić. Jeżeli dziewczynka osiągnie ten stan, uspokoić ją może tylko osoba, której dziewczynka bezgranicznie ufa (wtedy dziewczynka po uspokojeniu się jest wycieńczona, opiekun przestaje działać na dwa posty). Jeśli się to nie uda, Lizzy po osiągnięciu tego poziomu mdleje, a wszystko momentalnie się uspokaja. Bierny opiekun w trakcie braku przytomności dziewczynki również nie działa. Brak świadomości utrzymuje się przez jeden post.
» Do całkowitego braku kontroli (Ofensywnego trybu opiekuna) podczas jednego wydarzenia może dojść tylko raz. Do prób osiągnięcia ofensywy może dojść dwa razy, jednak nigdy nie osiągnie ono 3go poziomu, i dziewczynka zaczyna mdleć już po osiągnięciu 2go poziomu.
» Po ocknięciu się z utraty świadomości, bierny opiekun nie działa przez kolejne 2 posty.
ciekawostki

• W tym momencie dziewczynka jest bezdomna.
• Nie potrafi panować nad swoimi emocjami.
• Swoją moc traktuje jak zmyślonego przyjaciela, by nie czuć się samotnym.
• Na ulicy przeżyła dzięki dołączeniu do kilku bezdomnych, którzy wykorzystali ją do żebrania - ona zdobywała pieniądze na ulicy nie znając ich wartości, w zamian dostając jedzenie.
• Nie wiadomo, czy rodzice dziewczynki przeżyli – na miejscu wypadku nie było po nich śladu.
• Rodzice Lizzy byli mutantami.
• Dziewczynka już prawie nie pamięta swojej przeszłości i twarzy rodziców – często myli nieznajomych z rodzicami, jeśli tylko zgadza się choć jeden szczegół.
• Po zdarzeniu w ciemnej uliczce sprzed kilku dni, na mieście stało się głośno o "diabolicznym dziecku". Na szczęście dla Lizzy, nikt nie zapamiętał jej wyglądu.


[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-21, 14:01   
  

   2 Lata Giftedów!


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 3%
Ślicznie napisana historia, choć dość smutna. Szczerze liczę na to, że rodzice Lizzy jakimś cudem wyszli cało z wypadku i będą mogli odnaleźć córeczkę. Życzę ciekawej gry <3
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5