Poprzedni temat «» Następny temat
Mini golf
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-17, 18:17   Mini golf


[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 20:25   
  

   2 Lata Giftedów!


| jakiś tydzień po akcji z Axonem.

Dowiedziałam się, kurwa, po prostu się dowiedziałam. Czy ci pierdoleni zdrajcy naprawdę myśleli, że nie zorientuję się, że oboje zdradzają mnie za moimi plecami? Wiedziałam wszystko o wszystkich w Bractwie. Mieliśmy mutantów-jasnowidzów i takich, co czytali w myślach, a ja byłam Przywódczynią Bractwa. Kurwa, czy Alba i Aaron naprawdę myśleli, że nie dowiem się o ich przeuroczej, przesłodkiej i jakże, kurwa, romantycznej randce w kościele? Byli żałośni, a ja miałam ochotę rozerwać ich na strzępy i kurwa zrobię to, kurwa zrobię, ale teraz... teraz nie miałam siły. Nie mogli mnie zobaczyć w takim stanie, pierdoleni zdrajcy. Byli dla mnie nikim i miałam zamiar albo ich zamordować, albo wyrzucić z Bractwa. Na pewno nie pozwolę im jebać się pod moim dachem, nie ma takiej możliości w ogóle, absolutnie. Ale... ale nie mogłam nic zrobić teraz, jeszcze nie.
Szłam, potykając się o własne nogi, ledwo widząc przez łzy, które spływały z moich policzków. Jedyne co zdążyłam zrobić to zgarnąć z pokoju tabletki, z lodówki do połowy wypitą wódkę i napisać do Bradleya, bo wiedziałam, że mój alkohol mi dziś nie wystarczy. Poza tym... nie chciałam być teraz sama, potrzebowałam towarzystwa, bo miałam ochotę rozpieprzyć wszystko, co mnie otaczało.
Dlaczego umówiłam się z Bradem na mini polu golfowym? Nikt tu nie przychodził, a niewielka budka ze sprzętem do gry pozwalała na wygodne siedzenie na ziemi i picie do samego rana. Kurwa, czułam się taka zdradzona... Podwójnie... Wypłakiwałam się na ramieniu tej jebanej suki, a ta wykorzystała sytuację i postanowiła się całować z chłopakiem, którego tak, kurwa, bardzo kochałam. Pierdolony puchar do największej kurwy i największego chuja idzie do tej pary. Gratuluję, kurwa!
Bądź co bądź, upiłam jeden, potężny łyk wódki wchodząc na teren mini golfu i wpadłam do budki ze sprzętem, płacząc żałośnie. Wszystkie metalowe sprzęty wokół prawdopodobnie nerwowo wibrowały, ale nie umiałam nad tym zapanować. Usiadłam na zimnej, betonowej podłodze i oparłam się o ścianę, zamykając oczy. Czekałam na Bradleya.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
Ostatnio zmieniony przez Colleen Marie 2018-01-18, 23:06, w całości zmieniany 1 raz  
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-01-16, 20:59   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


// pierwszy z pierwszych

Brad dzisiaj spędził dzień aktywnie, bo na ćwiczeniach fizycznych. Odpuścił sobie trening mocy, bo wiedział jaki później nastrój go czeka, a szczerze mówiąc zwyczajnie nie chciał dziś mieć złego humoru. Dlatego skupił się na kopniakach, uderzeniach i innych fajnych zajęciach, które dały mu totalny wycisk, ale chyba jednocześnie wydzieliła się odpowiednia ilość hormonów szczęścia, bo humor miał w miarę dobry.
Potem miał wartę, bo jako ochroniarz musiał strzec tego miejsca. Nie była to wdzięczna robota, ale czuł się w obowiązku, bo nadal miał dług wdzięczności wobec bractwa za uratowanie mu skóry. Czasami nadal po nocach śnią mu się okropności, jakie tam zaznał. Nie powinno się traktować w ten sposób nikogo, nawet jeśli nie jest tylko człowiekiem. Ta zazdrość wymknęła się spod kontroli, przez co Brada krew zalewała, ale na razie był tutaj i nie miał możliwości na otwarty atak. Chociaż chciał się zemścić i to bardzo, to wiedział, że cierpliwość popłaca a zemsta najlepiej smakuje na zimno.
W obozie jest dopiero od niecałych 3 lat, ale już zdążył się zadomowić i poznać wartościowych ludzi, przyjaciół. Jedną z ważniejszych osób w bractwie, nie tylko dla niego, ale też dla innych, była Colleen Marie, która przewodziła tej organizacji. Ich relacja od początku była dość żywa, bo to właśnie ona uwolniła go z celi i przede wszystkim jej był wdzięczny. Obecnie byli przyjaciółmi, więc gdy napisała mu dość niepokojącego SMS-a, nie zamierzał jej lekceważyć i od razu ruszył w umówione miejsce. Wziął ze sobą większą butelkę wódki i udał się na miejsce. Pieszo, celowo nie używając umiejętności.
- Colleen - podszedł od razu, gdy ją zobaczył. Jej mina mówiła wiele, ale nadal nie znał szczegółów. Bez słowa usiadł obok niej, otworzył butelkę i pociągnął łyka. Ona póki co miała swoją, więc nie proponował. Spojrzał na nią wyczekująco, żeby zaczęła mówić kiedy będzie gotowa. Nie chciał naciskać, ale widać, że przyda jej się, jak to z siebie wyrzuci.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 21:21   
  

   2 Lata Giftedów!


Tyle myśli jednocześnie... Nie wiedziałam dokładnie co czułam, w głowie mi wirowało, a przecież nie wypiłam prawie nic, no, teraz dopiero drugi, spory łyk, więc to prawie nic. Nie rozumiałam... nie rozumiałam, jak oni mogli mi to zrobić. Alba doskonale, kurwa, znała moje uczucia wobec Aarona, a ten skurwysyn... on nawet nie starał się mnie odzyskać. No bo serio? Dzień po naszym zerwaniu dał mi buziaczka na pierdolonym treningu i na tym się skończyło. Ani słowa, ani sekundy starań. Jasne, kurwa, ja z nim zerwałam, ale to tylko dlatego, że uważałam, że jestem dla niego nieodpowiednią osobą... On zamiast postarać się porozmawiać ze mną, chociaż kurwa kłamać, że nie, że nie jest tak, poszedł kurwa, puszczać się z moją przyjaciółką. Jak oni tak kurwa mogli?! Nie byłam w stanie tego pojąć. Pierdoleni zdrajcy... czułam się okropnie i wiedziałam, że będę czuła się jeszcze gorzej, jak ich skrzywdzę, ale nie widziałam innego wyjścia. Albo ich kurwa zapierdolę, albo mocno pokiereszuję i wyrzucę z Bractwa, mówiąc wszystkim, że współpracowali z Nancy, która nas zdradziła. To oczywiste, że uwierzą mi. Miałam we względach dobro Bractwa, to było dla mnie przecież bardzo ważne i nawet moi przeciwnicy o tym wiedzieli, więc... dlaczego miałabym kłamać, że nas zdradzili?
Nim na dobre zdążyłam zatopić się w swoich myślach, dołączył do mnie Bradley. Spojrzałam na niego i... rozkleiłam się jeszcze bardziej. Nie miałam pewności, że zrozumie. Nie mogłam być pewna, że będzie wiedział co czuje. Przecież równie dobrze mógł powiedzieć, że mnie popierdoliło, że powinnam swojej wspaniałej przyjaciółce i ukochanemu chłopakowi dać szczere błogosławieństwo. Może tak mi powie? Mhm, to było możliwe, ale musiałam zaryzykować. Nie mogłam siedzieć teraz sama, bo to mogło skończyć się naprawdę, kurwa, tragicznie.
Oparłam się o ramię mężczyzny, gdy ten usiadł obok mnie. Wyjęłam z kieszeni opakowanie tabletek i wysypałam na rękę cztery, by bez słowa wrzucić je do ust i popić wódką, którą piłam tak długo, aż w butelce nie pozostała ani kropla. Gorący alkohol rozlewał mi się po organizmie, a ja czułam się jak najgorszy śmieć. Uśmiechnęłam się smutno i wręczyłam pudełko z tabletkami swojemu towarzyszowi niedoli, gdyby przypadkiem postanowił się poczęstować.
- Małe ptaszki mi doniosły, że mój ukochany Aaron całkował się z moją najwspanialszą przyjaciółką Albą w kościele. Czy to nie romantyczne? Jak uważasz? Zostać zdradzoną przez dwie bliskie sobie osoby, całujące się romantycznie w kościele, kochające się najbardziej! Przecież to takie słodkie! - powiedziałam, już lekko pijanym głosem i zaśmiałam się histerycznie. Łzy płynęły mi po policzkach, a mi było zimno-ciepło. Temperatura była minusowa, a ja, w tej rozpaczy, nie założyłam nawet kurtki. Wyszłam na dwór w czarnej, obcisłej koszulce na ramiączka i czarnych, obcisłych spodniach. Nic więcej na sobie nie miałam, a w sobie miałam już pół litra wódki. Tak właśnie leczyło się złamane serce. I to podwójnie złamane.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-01-16, 22:07   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Jeśli by przeanalizować życie miłosne Brada, to okaże się, że do tej pory miał ok.3 poważne dziewczyny, z którymi ostatecznie i tak się rozstawał - z różnych względów. Reszta była jedynie przelotnymi romansami lub dosłownie jedną nocą. Nie było mu trudno zapewnić sobie rozrywkę na wieczór i wiele dziewczyn brała to za bardzo do siebie, a potem uważały, że Brad je zdradza. W jego przekonaniu tak nie było, ale kobiety nie przegadasz. Także może nie był odpowiednią osobą do wyrażania opinii na ten temat. Ale jednak kiedy przyjaciółka go potrzebowała, to nie wymiękał i twardo słuchał co miała do powiedzenia.
Z drugiej strony nie był nigdy w sytuacji, gdzie w poważnym związku ktoś go zdradził, także nie mógł się utożsamiać z sytuacją. Chyba, że z drugą stroną, bo to raz to faktycznie on całował się z inną pod koniec poważniejszego związku. Ale nie z jej przyjaciółką, więc jest chyba trochę mniejszym skurwysynem.
Bradley przede wszystkim chciałby znać wszystkie szczegóły, jeśli role by się odwróciły i to ktoś by go zdradził. Był raczej umysłem analizującym sytuacje, więc pewnie początkowo by się w to zagłębił. Ale można gdybać, ale wolał się skupić na zrozpaczonej dziewczynie. Tylko, że coś mu się nie kleiło.
- Czekaj, czy ty nie zerwałaś z Aaronem? - zapytał niepewnie. Coś usłyszał, ale nie był pewny, a teraz słysząc o zdradzie nabrał więcej wątpliwości. Zmarszczył brwi na wieść o Albie. Nie spodziewał się co prawda takiego obrotu spraw. Nie bardzo wiedział co na to odpowiedzieć, dlatego milczał i zastanawiał się, jak to ugryźć. Wyjął z kurtki chusteczki i podał jej całą paczkę. Nie mógł patrzeć jak tak marzła bez kurtki.
- Chodź tu do mnie - westchnął i ściągnął jeden rękaw, przysunął się do niej i objął ją ramieniem, tym samym okrywając kurtką dookoła. Byli tak blisko, że czuł zapach jej włosów, bo muskały jego policzek. Jako że była lodowata, bo w końcu alkohol też wychładza, zacisnął ręce wokół jej talii, żeby jak najmniej marzła. - Wybacz, nie jestem aż takim dżentelmenem by oddać ci kurtkę w całości.
Zawsze mogła go odepchnąć, ale tak powinno im być zdecydowanie cieplej. Przecież nie chciał, żeby tu zamarzli, bo jaki byłby z tego pożytek? Najgorsze, że nie wiedział, co może zrobić, żeby dziewczyna poczuła się lepiej.
- Teraz nie mam rąk i musisz mnie poić - mruknął z lekkim rozbawieniem, mając usta na wysokości jej ucha.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-16, 23:26   
  

   2 Lata Giftedów!


Byłam naprawdę szczerze żałosna i nie umiałam wyjść z tego dołka żenady i rozpaczy. Tonęłam w nim, rozpaczliwie chwytając się wódki, tabletek i Bradleya, ale ta mieszanka pogrążała mnie jeszcze bardziej. Było ze mną źle, bardzo źle, ale kompletnie, no zupełnie nie wiedziałam, jak mam się teraz pozbierać, po takim ciosie... I jak mam się przygtować na krytykę ze strony innych. Byłam stale, nieustannie oceniona. Oczy wszystkich w Bractwie skierowane były na mnie. Wcale bym się nie zdziwiła, jakby wianuszek moich przeciwników już rozwieszał moje zdjęcia, gdy szłam tak, ledwo co ubrana, z butelką wódki w ręku, potykając się o własne nogi, nie widząc świata zza łez. Byłam oceniana, znienawidzona, zdradzona i w żałobie, co mogłoby mnie jeszcze dobić?
A no tak.
To była moja wina, bo to ja zerwałam z Aaronem.
- Tak... ja... zerwałam z nim... Ale to dlatego, że był dla mnie za dobry i... nie spodziewałam się, że podda się tak łatwo, i, kurwa... z każdym, ale do jasnej cholery, nie z moją przyjaciółką, nie w ukryciu... wszystko bym kurwa przeżyła, ale nie z nią! - moje słowa z każdą chwilą nabierały siły. Z każdym wyrazem byłam co raz bardziej zdenerwowana, a kończąc zdanie, machnęłam ręką tak, że wszystkie kije golfowe uderzyły w przeciwległą ścianę, odbijając się od niej i lecąc w naszą stronę. W ostatniej chwili je zablokowałam, rozsypały się na podłodze wokół nas, ale nie dotknęły Brada, ani mnie.
- Przepraszam... - westchnęłam cicho. Nie chciałam wybuchnąć, ale nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. To było za trudne. Myślenie o tym nie miało mi jednak pomóc w żaden sposób, dlatego po prostu się poddałam. Musiałam skupić się na moim towarzyszu. Oraz na wódce.
Nie miałam oporów przed tym, by Bradley objął mnie w tak bliski sposób. Cieszyłam się jego dotykiem i ciepłem, a po tym, jak potraktował mnie Aaron, nie mialam sobie w ogóle za złe, że cieszę się bliskością innego. Aaron już wybrał, więc czemu ja nie mogłabym ruszyć do przodu?
- A ja będę taką damą, że chętnie będę cię poić. - szepnęłam z przekąsem do jego ucha i przejęłam od niego butelkę wódki. Drugą ręką otworzyłam też paczkę leków i podałam mu trzy tabletki, gdyby ich nie przejął, rzuciłabym tylko, że jest tchórzem i najpierw sama napiłabym się wódki, a następnie przyłożyłabym mu butelkę do ust, by on mógł się napić. Gdyby jednak postanowił wziąć tabletki, zrobiłabym to samo, również napiłabym się alkoholu, również bym mu go podała, ale na dokładkę pocałowałabym go jeszcze w policzek.
- Odważnie. - mruknęłabym wesoło i wróciłabym do poprzedniej pozycji, z głową opartą na jego ramieniu.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-01-17, 20:20   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Bradley widział, że Colleen nie jest w dobrym stanie i nie był pewien, czy będzie potrafił coś z tym zrobić, ale ostatecznie mógł ją zaproponować swoje towarzystwo, co być może w jakiś sposób pomoże. Chyba nie był zbyt dobrym pocieszycielem, ale czy był jakiś sposób w tym momencie? Chyba musiała się wypłakać i jakoś wyładować.
- Nie no jasne. Zachował się paskudnie. Mam mu dać w pysk? - zapytał poważnie. Był na to gotowy i nie było to dla niego nic wielkiego, bo nieraz uczestniczył w bójce albo sam oberwał, także jeśli przyniesie jej to jakąkolwiek satysfakcję to mógł to zrobić. Dziewczyna teraz wszystko wyolbrzymiała, bo jeden ból spowodował natężenie reszty problemów. Miał nadzieję, że nie zauważy, że nie komentuje zachowania Alby, bo jednak miał z nią zawsze dobre relacje i musiał najpierw z nią skonfrontować sytuację, a ostatecznie i tak pewnie nie wpłynie to na ich relację, ale o tym wolał teraz nie mówić, żeby nie rozjuszać już i tak zrozpaczonej dziewczyny.
Spojrzał na kije lecące w ich stronę i już podnosił rękę, żeby osłonić ich tarczą, ale dziewczyna w ostatniej chwili zmieniła ich kurs, że nawet ich nie drasnęły. Jak dla niego mogła tu zrobić totalny rozpierdziel. Nie zależało mu na tym miejscu, bo nie przychodził tu zbyt często.
- Daj spokój. Możesz marudzić i narzekać ile chcesz. Możesz nawet zrównać to miejsce z ziemią, nie przeszkadza mi to - powiedział tylko z delikatnym uśmiechem. Ostatecznie nawet mógł jej pomóc w niszczeniu tego miejsca. Chociaż może lepiej zatopić się w alkoholu, bo po co tracić energię?
Gdy zobaczył jak otwiera leki wywrócił oczami. Nie było to zbyt odpowiedzialne, ale kiedy podała mu je do ust, połknął bez słowa i popił alkoholem. Skoro ona się truła, to nie mógł zostawić jej samej. Poza tym miał odporny organizm i nie takie rzeczy już przetrzymał. Trzy tabletki i wódka go nie pokonają. Podniósł delikatnie brwi, gdy pocałowała go w policzek, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Nie zdziwiłby się, gdyby chciała zemścić się na Aaronie, ale ostatecznie... czy mu to przeszkadzało?
- I głupio - mruknął i wyciągnął na chwilę jedną rękę. Po chwili jego dłoń zaświeciła szkarłatem, a pudełko tabletek wyleciało w pizdu daleko. To na wypadek, gdyby przyszło jej do głowy jeszcze brać to świństwo.
- To co, jesteś teraz wolna? Już mogę uderzać? - zapytał rozbawiony i przytknął policzek do jej czoła.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-17, 21:08   
  

   2 Lata Giftedów!


Kręciło mi się w głowie od nadmiaru alkoholu, bo faktycznie trochę z nim zaszalałam, a w butelce przyniesionej przez Bradleya zostało jeszcze całkiem sporo wódki i wcale nie zamierzałam jej marnować. Moje życie już i tak było mocno zjebane, więc czemu miałabym się czymkolwiek więcej przejmować? Nic już nie mogłam zrobić, mogłam jedynie pozwolić sobie na chwilę oderwania od rzeczywistości, na robienie bardzo złych rzeczy, których normalnie moi przyjaciele zabroniliby mi robić. Teraz jednak miałam tak bardzo wyjebane o tym, co uważali... Byli dla mnie nikim, gorzej niż robactwo. Nienawidziłam ich na tym samym poziomie co Nancy i Rząd, a więc byli na naprawdę straconej pozycji, ale nie zamierzałam ich przed tym ostrzegać i w ogóle powinnam przestać o tym myśleć, a skupić się na towarzystwie mojego przyjaciela, który dzielnie znosił moje płacze i żałosne narzekania.
- Tak, możesz. - mruknęłam niemrawo, ale jego propozycja napawała mnie radością. Osobiście sama chętnie dałabym w pysk Aaronowi, ale skoro mógł dostać podwójnie... zawsze to lepiej, niż pojedyńczo. Mnie jego zdrada bolała razy milion, więc on mój dostać wpierdol razy dwa i wcale nie będzie mi go żal, ani troszeczkę. Ba, będę nawet bardzo szczęśliwa z takiego obrotu spraw.
Następnych jego słów nie skomentowałam, bo choć wódka uderzyła mi do głowy dosyć potężnie, to miałam jeszcze trochę świadomości. Oczywiście, ulżyłoby mi, gdybym zniszczyła połowę Bractwa, gdybym zrównała coś z ziemią. Z drugiej jednak strony... nie po to moja matka stworzyła tu społeczność, miejsce do zamieszkania i rozrywki, żebym teraz je zniszczyła. Dwóch jednak członków tej społeczności już mogłam zrównać z ziemią. Moja mama nie powinna się za to obrazić, co nie?
Zmarszczyłam czoło, gdy Bradley wyrzucił moje leki gdzieś daleko, ale nie protestowałam. Już i tak przyjęłam swoją dawkę. Miały mnie tylko rozluźnić, a nie zabić, więc w sumie i tak nie chciałam brać więcej. Niech już mu będzie! Nie marudzę!
- Oj tam od razu głupio, raz na jakiś czas można. - powiedziałam wesoło i jakby na potwierdzenie swojej yolo postawy upiłam kolejny łyk wódki, a następnie znów napoiłam nią Brada. I wtedy zadał mi pytanie, na które zaśmiałam się pod nosem, ale w sumie... to nie był głupi pomysł.
Odsunęłam się od niego na tyle, by nadal być blisko, ale żeby móc spojrzeć mu w oczy i uśmiechnęłam się tak słodko, jak tylko potrafiłam.
- Możesz, oficjalnie ci pozwalam. Może nawet będziesz mógł zostać Królem Bractwa? - stwierdziłam, bardzo poważnym tonem, co było dość zabawne ze względu na mój stan upojenia alkoholowego. Patrzyłam mu w oczy, czekając na jego reakcję i stwierdzając, że na pewno wyglądałby lepiej w koronie niż Aaron. To trzeba zdecydowanie stwierdzić!
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-01-17, 23:05   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Chłopak nie zdążył jeszcze tyle w siebie wlać, żeby zacząć odczuwać jego skutki. Poza tym miał chyba jednak silniejszą głowę, niż dziewczyna i mógł sobie pozwolić na więcej. Ale nie zamierzał jej oceniać, bo w takiej sytuacji mogła się schlać na umór, a on grzecznie odprowadzi ją do domu, żeby bezpiecznie trafiła do łóżka. Czasem był zdystansowany, ale dla przyjaciół był w stanie wiele zrobić. Nie zamierzał jej też zabraniać niczego, w końcu kim był, żeby to robić? Mógł ją ewentualnie powstrzymać przed jakąś głupotą, ale jak na razie nie było takiej potrzeby.
Miała prawo do żalu i rozgoryczenia, więc nie dziwił jej się. Zwyczajnie akceptował jej stan. Uśmiechnął się, kiedy wyraziła chęć, żeby dał w ryj Aaronowi. No to przy najbliższej okazji czeka go bójka z wyżej wymienionym. Może się z tego wywiązać dość nieprzyjemna walka, ale Brad się nie bał. Z tego co pamiętał Aaron potrafił kontrolować ogień, więc teoretycznie easy win. Ale nigdy nie brał niczego za pewnik.
- Masz jak w banku - mruknął jej do ucha. Oczywiście nie od razu, nie będzie teraz leciał, żeby komuś obić twarzyczkę. Najpierw zamierzał z nią posiedzieć, trochę się nią zaopiekować, żeby nie zrobiła czegoś głupiego, a przede wszystkim, żeby nie była sama.
- A tak poważnie, może porzucanie kijami w ścianę trochę ci pomoże? Zawsze to jakieś wyładowanie - zapytał niepewnie. Nie chciał jej też niczego narzucać, więc mogli robić co chciała. Nie musiała niszczyć niczego na większą skalę, mogła po prostu rozwalić parę kijów i nikogo to nie zaboli specjalnie.
Kiwnął głową, bo faktycznie raz na jakiś czas można zaszaleć, zwłaszcza jak się ma dobry powód, a Colleen miała dziś wyśmienity. Nie chciał, żeby przesadzała, więc wyrzucił te tabletki co by nie kusiły.
Patrzył na nią uważnie, kiedy odwróciła twarz w jego stronę. Dała mu pozwolenie, co wywołało uśmiech na jego twarzy, a kolejne zdanie wywołało szczery śmiech.
- Aż tak? Chyba nie pociąga mnie popularność, żebym był jakimś królem - zaśmiał się i założył jej niesforny kosmyk za ucho. Byli bardzo blisko i choć może nie był to odpowiedni moment, nie mógł się powstrzymać, żeby musnąć jej noska swoim, uśmiechając się przy tym zawadiacko. - Pogadamy o tym jak będziemy trzeźwi, skarbie. Nie chcę być modelem zastępczym.
Byłoby słabo, gdyby był tylko jakiegoś rodzaju pocieszeniem albo nagrodą pocieszenia. W tym momencie nie był to dobry moment na analizę, choć wiedział, że im więcej alkoholu razem wypiją tym bardziej odważni będą, a skoro już byli tak blisko...
- Niesamowite, ale nawet taka zapłakana jesteś piękna - powiedział z wyraźnym podziwem.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-17, 23:25   
  

   2 Lata Giftedów!


Bliskość Bradleya, alkohol, mój zdecydowanie kiepski humor... to wszystko odurzało mnie potwornie, cała wirowałam i sama dokładnie nie wiedziałam, czego chcę. Miałam tylko nadzieję, że niczego nie będę jutro żałować. Do końca też nie miałam pewności, czy taka forma poprawiania nastroju, jaką sobie wybrałam, rzeczywiście go poprawi, ale czy miałam jakiekolwiek inne opcje do wyboru? No cóż, niekonicznie. Bądź co bądź już teraz nie zamierzałam wycofywać się z niczego, tylko cieszyć się chwilą, czasem spędzanym z Bradem i tym wszystkim, co nas otaczało. Na to na pewno nie miałam najmniejszego namiaru narzekać.
- Trzymam cię za słowo. - powiedziałam i uśmiechnęłam się przekornie. Okej, właśnie nasyłałam ochroniarza z Bractwa i mojego przyjaciela, by pobił mojego byłego. No i dobrze, wcale mi z tym źle nie było, co więcej - czułam stuprocentową pewność, że nawet jutro, gdy wytrzeźwieję, wcale nie będę tego żałować, ani troszeczkę. Aaron zasługiwał na srogi wpierdol i nikt nie byłby mi w stanie przemówić do rozsądku, że wcale tak nie było. Poza tym... Alba też zasługiwała, kurwa, i to bardzo. Taki aniołek, taka kochana, taka grzeczna... Teraz już wiedziałam, że od zawsze dążyła, by odbić mi Aarona. Brawo, udało jej się. Zakazana miłość, huh? Coś mi się wydaje, że skończy się bardzo podobnie do historii Romeo i Julii. Dopilnuję tego.
- Wolałabym chyba rzucać w kogoś tymi kijami, niż w ścianę. - odpowiedziałam na jego propozycję i wywróciłam teatralnie oczami. Prawda była taka, że... ostatnio zbyt często moja moc wyrywała mi się spod kontroli, szczególnie wtedy, gdy walczyłam z silnymi emocjami. Bałam się nadużywać swoich umiejętności, choć pewnie taki sposób wyładowania emocji mógłby mi pomóc. Ale przecież emocje wyładować można też w inny sposób, czyż nie?
Wciąż patrzyłam na niego, uśmiechając się łagodnie i po jego słowach zaczęłam o tym wszystkim myśleć... Bradley kiedyś naprawdę szczerze mi się podobał, więc może my razem wcale nie byliśmy takim głupim pomysłem?... Z drugiej jednak strony... ja nie do końca wiedziałam, czy nadawałam się na dziewczynę, którą mógłby chcieć, która nie zniszczyłaby mu życia... ale zaraz, czemu ja o tym w ogóle myślałam?
Musiałam się zarumienić na jego słowa, bo choć nie do końca w nie wierzyłam (szczerze mówiąc to musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść!) to zrobiło mi się wyjątkowo miło, gdy to usłyszałam.
- Tak? Cholera, szkoda, że trzy lata temu nie powiedziałam ci, jak bardzo mi się podobałeś. - rzuciłam, jak gdyby nigdy nic. Co prawda... kręciliśmy wtedy trochę ze sobą, ale nigdy szczerze mu nie przyznałam, że mi się podobał, że się w nim podkochiwałam, a potem... a potem już pojawił się Aaron.
Bądź co bądź zagryzłam nerwowo wargę, gdy dotarło do mnie, co powiedziałam. Chyba naprawdę przesadzilam z alkoholem. Z drugiej jednak strony... czemu miałabym żałować czegokolwiek? W końcu mówiłam prawdę.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-01-17, 23:47   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Uśmiechnął się tylko odnośnie tego trzymania za słowo. Była uparta i w pewnym sensie chyba mściwa, więc przy takiej zdradzie pewnie facet nie będzie miał lekko. Jeden cios od Brada nie powinien przeważyć szali nieszczęścia, choć Aaron może znajdzie w tym sposób, żeby jakoś odreagować negatywne emocje? Może być ciekawie. Ale oczywiście zachowajmy w tym wszystkim zdrowy rozsądek, bo Bradley nie będzie chłopaka ścigał jak jakiegoś złodzieja. Detektywem nie jest, więc po prostu przy najbliższym spotkaniu załatwi tę sprawę.
- No dobra, poświęcę się - westchnął, bo był w stanie stanąć przed rozwścieczoną dziewczyną i jej latającymi, metalowymi przedmiotami. Co prawda pewnie nie stałby potulnie i broniłby się jakąś tarczą chociaż, ale może jakąś satysfakcję by miała? Chociaż pewnie kogo innego ustawiłaby teraz pod ostrzałem. Brad nie chciał za bardzo drążyć tematu, bo dążył do tego, żeby zapomniała o tamtych wydarzeniach, przynajmniej teraz.
Jeśli dobrze zapamiętała sytuacje sprzed 3 lat, to okaże się, że on miał bardzo podobne odczucia. Co prawda wtedy było inaczej, bo był świeżo po więzieniu, więc złe wspomnienia i trauma sprawiły, że był wrakiem człowieka niezdolnym do myślenia o romantycznych uniesieniach. Co prawda już wtedy Colleen mu się podoba, ale nie był gotowy na żadne związki. Miał za bardzo zjechaną czachę od tortur i innych świństw. Teraz, kiedy przywykł do sytuacji i nieco pogodził się z tamtymi wydarzeniami, mógł sobie pozwolić na śmielsze relacje. Ale nie chciał ich zaczynać w taki sposób. Jasne, nie widział problemu, żeby ją pocieszyć, a nawet więcej... Ale był pewien, że ta noc nie będzie początkiem niczego głębszego.
- Podobałem... rozumiem, że teraz już nie pociągam cię w żaden sposób? - przyczepił się do słówka z nieco zadziornym uśmieszkiem. Co prawda schlebiły mu te słowa i w dalszej kolejności poczuł się w obowiązku, by jej wyjaśnić co czuł. - Ty też od razu wpadłaś mi w oko, ale to nie był dobry czas... nie byłem gotów.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-18, 00:03   
  

   2 Lata Giftedów!


Już nie chciałam myśleć o Aaronie i Albie. Podwójna zdrada... cholera, bolało, jak nie wiem co. Prawda była taka, że gdyby Aaron postanowił zakochać się w innej dziewczynie, ja w sumie nie miałabym problemu. Uczucie między nami... ono było, ale gdy tylko zauważyłam, że mój chłopak wcale nie stara się, by mnie odzyskać... Skoro on nic do mnie nie czuł, to dlaczego ja miałabym się nim przejmować? To bolało, ale wiedziałam, że byłabym w stanie się po tym podnieść, nie czułabym się tak tragicznie, jak czułam się teraz. On jednak postanowił zakochać się w mojej najlepszej przyjaciółce, i to z wzajemnością. Tak się po prostu nie robiło. Nie umiałam zrozumieć, jak ona mogła się tak zachować. Znała mnie jak nikt inny, umiała odczytać moje emocje, moje intencje, wiedziała o mnie wszystko... a mimo to postanowiła zająć moje miejsce u boku chłopaka, z którym spędziłam wiele miesięcy. To nie było w porządku i nie zamierzałam im odpuścić. Chciałam ich ukarać, wiedziałam, że nie będę w stanie tak po prostu przejść obok tego obojętnie. Nie po tym, jak oboje mnie zdradzili. Jak oboje postanowili się ode mnie odwrócić.
Musiałam przestać o nich myśleć bo teraz to i tak nic mi nie dawało, oprócz dodatkowych nerwów. Ja... chciałam skupić się na Bradley'u, szczególnie, gdy schodziliśmy na tematy, na które nie spodziewałam się, że zejdziemy. Wirowało mi w głowie, ale starałam się myśleć tylko o chłopaku, o tym, co do mnie mówił, o tym, co ja chciałam powiedzieć jemu... Nadal patrzyłam mu w oczy, słuchając o tym, że mu się podobałam, ale nie był gotowy... Wszystko działo się w tak dziwny sposób. Zarówno wtedy, jak i aktualnie... Może nie byliśmy sobie przeznaczeni? A może przeznaczenie nie istniało i powinnam zrobić pierwszy krok?
Jasna cholera, Colleen, dopiero co twój były chłopak całować się z twoją byłą przyjaciółką, a ty myślisz o innym? Jak turecka telenowela, no naprawdę.
- Brad... uwielbiam cię, zawsze byłeś przy mnie, jestem strasznie kiepska w wyznaniach. - powiedziałam i nim zdążyłam pomyśleć, po prostu go pocałowałam. Delikatnie, powoli. Zbliżyłam się do niego, choć przecież i tak byliśmy blisko i... pocałowałam się, a serce waliło mi jak głupie. Miał takie miękkie wargi, to było takie przyjemne. Bałam się, nie do końca rozumialam, czemu to zrobiłam i bałam się, że chłopak źle to odbierze, dlatego po dwóch, trzech sekundach odsunęłam się od niego.
- Przepraszam. - powiedziałam i zmarszczyłam czoło, po czym zaczęłam wyplątywać się z jego objęć - To nie był odpowiedni moment, nie powinnam była. Nie chcę, żebyś myślał, że jesteś moim pocieszeniem. To nie tak... Nie umiem tego wytłumaczyć, przepraszam. - powiedzialam nerwowo, odwracając wzrok, już na niego nie patrząc. Chciałam wyjść i chciałam z nim być. Coś mnie do niego ciągnęło, ale wiedziałam, że nie jestem dla niego odpowiednia, że powinnam najpierw się pozbierać i ogarnąć, a dopiero później cokolwiek robić. Jasna cholera, no głupia była, co ja mam zrobić.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2018-01-18, 20:11   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Gdyby był kobietą pewnie powiedziałby jej różne słowa, np. że widocznie nie jest jej wart albo że skoro jest dupkiem to nie warto się nim przejmować itd. Ale faceci byli bardziej powściągliwi w wyrażaniu takich opinii, dlatego ograniczył się do zaproponowania jej usługi pt. "dam w mordę". Może nie czyniło to z niego najlepszego przyjaciela, ale każdy miał jakieś określone zachowania, więc nie mogła od niego oczekiwać czegoś innego. I chyba nawet tego nie robiła.
Dziewczyny musiały sobie wszystko wyjaśnić, bo jednak przyjaźń powinna iść przed miłostkami (teoretycznie). A stracić najlepszą przyjaciółkę przez faceta to głupota, jeśli naprawdę były tak blisko. Być może Colleen nie znała wszystkich czynników w tym równaniu? A może była zbyt skupiona na sobie, by dostrzec pragnienia przyjaciółki? Brad nie oceniał tego konfliktu. Uważał to za słabe zachowanie, ale nie zamierzał za bardzo ingerować (poza jedną małą bójką).
Poza tym skoro dzisiaj się o tym dowiedziała to pewnie w jakimś stopniu też przesadzała, bo jej emocje były wzmocnione przez taki rodzaj zdrady. Nie mógł jej winić, dlatego nie próbował jej uspokajać ani zmieniać jej zdania. Miała prawo do swoich odczuć, wić dlaczego miałby jej mieszać w głowie? Zastanawiał się tylko jak niezręcznie teraz będzie. W końcu Colleen mieszkała w jednym domku z Aaronem, a Brad z Albą. I o ile Brad nie miałby problemu, żeby wrócić do mieszkania, to chyba dziewczyna się na to nie zdobędzie. Do jego mieszkania raczej też pewnie nie chciałaby iść, więc przypuszczał, że czeka ich noc tułacza i bezsenna. Nie żeby mu to przeszkadzało, bo jutro zawsze może sobie odespać. Poza tym potrzebował małej ilości snu, więc nie będzie narzekać.
- Tak jak ty przy mnie - zdążył powiedzieć i zaraz potem go pocałowała i na moment zastygł oniemiały. Wiedział, że jest bardziej wcięta od niego i nie był pewny na ile to jej uczucia, na ile alkohol, a na ile żądza zemsty, ale chyba nie obchodziło go to w tym momencie.
Przez chwilę był nieruchomo, kiedy wydostała się z jego objęć. Pokręcił głową kiedy zaczęła przepraszać, bo naprawdę nie musiała tego robić. To nie było ich pierwsze spotkanie, zresztą to nie tak, że on nie chciał tego zrobić. Po prostu sądził, że dziewczyna po tej sytuacji nie będzie chciała albo nie będzie gotowa.
Ściągnął drugi rękaw tej przeklętej kurtki, bo i tak już opadła, kiedy wyswobodziła się z jego objęcia. Przysunął się do niej i jednym zgrabnym ruchem przyciągnął ją do siebie. Dłoń wplótł w jej włosy i przyciągnął jej głowę do jego twarzy, żeby on mógł zrobić kolejny krok. Czy dobry to się okaże, ale robił to co czuł, że musi. Pocałował ją. I nie był to zwykły buziak, tyko namiętny pocałunek, którym chciał jej pokazać jak się wobec niej czuje.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2018-01-18, 20:32   
  

   2 Lata Giftedów!


Czy ja sobie zawsze, do cholery, ale to zawsze musiałam tak komplikować życie? Czy ja miałam jakiś problem z mózgiem, czy co? O co mi chodziło? No nie rozumiałam, ale byłam na siebie taka wściekła, taka zła... Miałam wrażenie, że wytrzeźwiałam w sekundę zaraz po tym, jak go pocałowałam, ale fakt, jak niezdarnie wyplątywałam się z jego objęć zdecydowanie temu przeczył?
Czemu to zrobiłam? No idiotka ze mnie.
Zrobiłaś to, bo chciałaś to zrobić...
No dobra, może i chciałam, ale nie powinnam. Od zerwania z Aaronem minęło około dwóch tygodni, ale tak naprawdę dopiero dzisiaj stało się dla mnie jasne to, że nie będziemy mieć nigdy wspólnej przyszłości, wszystko stało się takie oficjalne, takie... bolesne, a ja już odpierdalałam takie głupie rzeczy, że powinni mi postawić pomnik największej idiotki na całym świecie, ale cholera... musiałam przyznać... że dotyk Bradleya był taki... w porządku, wydawał się taki na miejscu, tak, jakbyśmy od zawsze byli ze sobą i nie rozumiałam zupełnie, dlaczego tak się czułam. Może miałam już jakieś halucynacje od tabletek i wódki? Ciężko mi było stwierdzić, bo jakoś nie umiałam przyznać przed samą sobą, że naprawdę czuję się przy nim tak dobrze.
Powinnam była iść. Powinnam po prostu wstać i odejść. Udać się do swojego domku, spakować rzeczy Aarona i wyjebać je za drzwi, które następnie zamknęłabym porządnie i na klucz, i korzystając ze swojej mocy. Wszystko po to, bym nie musiała go oglądać, bym nie musiała na niego patrzeć. Tak, zdecydowanie. Powinnam odejść, dać sobie spokój, a jutro przeprosić Bradley'a za swoje kretyńskie zachowanie, za to, że go pocałowałam i robiłam bardzo głupie, nieracjonalne rzeczy. Tak powinnam zrobić, ale Brad... zrobił jeszcze głupszą i bardziej nieracjonalną rzecz niż ja, bo... przysunął mnie do siebie i pocałował, a przecież nawet w połowie nie wypił tyle co ja. Powinnam go odtrącić? Nie umiałam.
Splotłam dłonie na jego karku odpowiadając na jego pocałunek z jeszcze większą pasją, niż on zaczął. Nie rozumiałam, co się między nami działo, ale nie przeszkadzało mi to, ja... czułam ciepło, było mi dobrze, że to się działo, nie czułam się absolutnie źle i co lepsze... wcale nie czułam, że Bradley jest moim pocieszeniem. Może gdyby nie Aaron... może teraz ja i Bradley tworzylibyśmy szczęśliwą parę? Kto wie.
- Chodźmy do biura, tam będzie cieplej. - powiedziałam, na chwilę przestając całować chłopaka i zaśmiałam się cicho, nie mogąc uwierzyć, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Bądź co bądź podnieśliśmy się i pewnie trzymając się za ręce i całując co jakiś czas udaliśmy się do Głównego Biura Bractwa.

/ ztx2.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5