Poprzedni temat «» Następny temat
Gabriel Belmont
Autor Wiadomość
Gabriel Belmont



We're all gonna die.

Hemokineza

87%

In your dreams





name:

Gabriel Belmont

alias:
Bloody Boy

age:
35 lat

Wysłany: 2018-01-12, 19:05   Gabriel Belmont

Gabriel Belmont
urodzony w Olympia 1 listopada 1983 roku, mieszka tam od zawsze, przynależy do Bractwa Mutantów, piastuje stanowisko Sanitariusza, wizerunku użycza Tom Ellis
historia
Chyba każdy słyszał ten bullshit o tym, że mamusia pocałuje i magicznie przestanie boleć. Z pewnością to kłamstwo bardzo często słyszałGebe, który jak na małego chłopca za dużo razy się przewracał, za dużo razy spadał z drzewa, za często był pogryziony lub podrapany przez jakieś zwierzęta — przynajmniej tak twierdził jego ojciec. Na domiar złego — jakby marudny staruszek nie był wystarczającym utrapieniem — Gabriel cierpiał na przypadłość niezwykle rzadką, ale sprawiającą, że bez ostrzeżenia i zupełnie bez powodu w różnych miejscach na jego niewielkim ciele pojawiały się rany i ranki. Po prostu skóra zdawała się pękać i wylewała się z niej odrobina krwi. Niegroźne, a jednak martwiące. A skoro martwiące, to logiczne, że mamusia ciągała go po wszystkich lekarzach. Niestety żaden z lekarzy nie był w stanie nic poradzić.
-To nieuleczalne.
-To kwestia genetyki.
-Z tym nie da się nic zrobić, jedynie trzeba dbać by krzepliwość była dobra.
To tylko kilka, z licznych werdyktów, które słyszał Gabriel i jego mama. Kobiety to nie uspokajało, a chłopca to nie obchodziło. Jemu przecież odrobina krwi nie przeszkadzała. Zresztą, był to widok tak znany i niemalże bliski, że gdy nie widział przez dłuższy czas swojej krwi, sam się ranił. To zaczęło przerażać jego matkę. Zresztą nie tylko ją. Ojciec chętnie wspominał o tym, że Gabriel na pewno jest chory psychicznie i przez to, tak często robi sobie krzywdę.
I zaczęło się. Chodzenie po psychologach, a nawet zahaczenie w pewnym momencie o psychiatrę. Wszystko, byle tylko udowodnić, że ze zdrowiem psychicznym Gabriela wszystko jest w porządku. Nie było, ale nad tym się dało pracować. I właśnie dlatego po kilkunastu spotkaniach, a właściwie po pół roku intensywnej pracy z psychologiami Gabriel, przestał się ranić i w sumie wszystko wróciło do normy.
Niestety w tym okresie gorzej się działo z matką chłopca, która chcąc być dobrą matką, była aż nadopiekuńcza. Stawiała syna ponad wszystko inne. W ten sposób straciła pracę, mąż od niej odszedł. Co więcej, znów zaczęło się ciąganie Gabriela po psychologach, bo kobieta wymyśliła sobie, że to krwawienie to na pewno problem natury psychicznej. Niestety jedyną, która miała problem, była ona.
Apogeum tego wszystkiego nadeszło, gdy Gabriel miał czternaście lat. Odmówił zjedzenia podejrzanej potrawki, którą matka dla niego przygotowała. Kobieta wpadła w furię. Zaczęło się od krzyków, potem doszło do rękoczynów, by na koniec pochwycić własne dziecko za szyję. Chciała udusić Gabriela. Przerażony chłopiec szarpał się, ale z każdą chwilą czuł się coraz to bardziej ociężały, słabszy. Serce mu waliło w piersi, chociaż... to nie było jego serce. Nie swoje słyszał, nie swoje zobaczył. W chwili największego zamroczenia zobaczył cały układ krwionośny swej matki. Zapragnął zmiażdżyć żyły i tętnice w jej rękach, w jej palcach. Udało mu się, kobieta zaczęła krzyczeć z bólu, gdy układ krwionośny jej rąk po prostu wybuchł, a potem ze strachu, gdy krew zaczęła się gromadzić w wielkich bąblach pod skórą. Cofała się i cofała, aż wyszła przez uchylone drzwi na balkon. Przerażonymi oczyma wpatrywała się w syna, by potem zobaczyć tylko niebo i to był ostatni widok w jej życiu.
Gabriel został sam w pokoju. Przerażony i zaskoczony, niemalże sparaliżowany z tego powodu. To sąsiedzi zadzwonili po pomoc, to sąsiadka tuliła i uspokajała go, gdy pogotowie zbierało jego matkę z chodnika. Jako przyczynę śmierci kobiety, podano: upadek z dużej wysokości, na skutek, którego doszło do uszkodzenia czaszki i podstawykręgosłupa. Nie dało się jej uratować.
Na pogrzebie była cała rodzina, plotki o problemach psychicznych jego matki rozniosły się, jak katar w przedszkolu. Podobnie jak plotki o tym, że Gabriel również jest chory psychicznie.
Był chory, ale zdecydowanie nie psychicznie. Od tamtego wydarzenia... nigdzie nie mógł zagrzać sobie miejsca. Rodzina go sobie przekazywała, jak im się żywnie podobało. Jemu to było obojętne. Nie miało większego znaczenia, gdzie był, u kogo i ile. Dla niego liczyła się tylko jedna rzecz: zrozumienie tego, co widział, co miało miejsce. Tego, co pozwoliło mu przeżyć.

Okoliczności, w jakich doszło do skorzystania z mocy, nie był w stanie powtórzyć. Nie powstrzymało go to jednak przed próbowaniem. Najpierw na małych zwierzętach, próbował zobaczyć to, co wtedy zobaczył. A gdy mu się nie udawało, próbował zrobić, to co wtedy zrobił. Oczywiście to nie było takie proste. Odgadnięcie uczuć, które tobą targały, co miało miejsce, co to wywołało. Jednak Gabriel był uparty. Chciał wiedzieć, chciał móc tego świadomie używać. Umieć się bronić przed złem tego świata.
W końcu mu się udało, chociaż zwierzęta były... marnym obiektem eksperymentów. Znaczy, były doskonałe, bo małe i nie pożerało to tyle energii. Niestety ciężko było poszaleć, próbować, ponieważ chwila nieuwagi sprawiała, że z ptaszka zostawała krwawa masa i nic więcej. Postanowił próbować z czymś większym. Wtedy doszedł do budującego wniosku, że im większy obiekt, tym więcej sił, a także skupienia kosztuje go kierowanie nim. Krew będąca wciąż w ruchu, była zbyt trudna w kontrolowaniu, a przynajmniej dla niego... w początkach nauki.
Postanowił spróbować ze zwłokami. Znalezienie martwej wrony było proste. Od niej zaczął swe próby poruszenia jej ciałem. Nie miała już życia, które mogłoby się temu sprzeciwiać, krew zastygła w jej żyłach, a on był w stanie... ją ruszyć. Po tygodniu prób i ciągłych niepowodzeniach zrezygnował z tego pomysłu. Wrócił do żywych obiektów. Nic nie mogło powstrzymać go przed dalszym próbowaniem, badaniem swoich możliwości.

To wszystko sprawiło, że gdy nadszedł odpowiedni moment, zdecydował się na studiowanie medycyny. Był to trudny kierunek, ale on dobrze się uczył i nie miał większych problemów z zaliczeniem egzaminów wstępnych.
Dumna rodzina zaczęła nagle interesować się jego dobrem, wspierać na każdy możliwy sposób. Było mu to na rękę, bo miał pieniądze, a także mógł się w pełni oddać swoim badaniom. Co z przyjemnością robił.
Pierwszy rok, potem drugi, trzeci... praktyki w szpitalu i wtedy zaczęła się zabawa. Krew w zlewach, na podłodze, na fartuchach i ludzie, mniej lub bardziej świadomi, co się z nimi dzieje. Czuł się jak w domu. Zostawał do późna, czasami w ogóle nie opuszczał szpitala, tak by móc sprawdzić swoje możliwości. Nieważne od tego, gdzie krew była, czy ciepła, czy zimna, umiał ją poruszyć. Z ludźmi było trochę gorzej, bo mógł kontrolować krew w nich, ale nie w tak dużym zakresie, jakby chciał. Mógł niszczyć ich żyły, czy tętnice, spoglądać w głąb ich układu krwionośnego.
Byłoby za dobrze, gdyby jego praktyki pozostały niezauważone. Niestety zostały zauważone. Zwłaszcza, zabawa z krwią, sprzątanie jej bez użycia środków czystości. Był mutantem, a to był wystarczająco dobry powód, by wywalić go z uczelni.

Nie rozpaczał z tego powodu. Pracę można było znaleźć wszędzie, wystarczyło tylko chcieć pracować. A on chciał, bo tego potrzebował. Po zrobieniu kilku dodatkowych kursów zaczął pracę jako balsamista, czyli osoba, która pomaga w ostatnim pożegnaniu, ale także konserwuje zwłoki tak, by czas nie mógł ich w żaden sposób uszkodzić. Podobał mu się ten zawód. Zresztą, gdy pracował sam, znów mógł prowadzić swoje małe eksperymenty, badać możliwości mocy, z którą się urodził. Co więcej, właścicielowi zakładu zajmującego się balsamowaniem zwłok nie przeszkadzał fakt, że Gabriel jest mutantem.
Żył i pracował sobie spokojnie, aż do pewnego niesłychanego wydarzenia, które miało miejsce w 2016 roku.
Był to jeden z tych ciepłych, letnich dni. Rzadko komu się chce wtedy faktycznie pracować. Niestety ludzie wciąż umierają, pogrzeby się odbywają, a co za tym idzie, zwłoki również muszą jakoś wyglądać. Na szczęście niewielki ruch oznaczał, że jeden balsamista wystarczał. W razie czego Gabriel mógł zawsze zadzwonić po pomoc. Od paru dni atmosfera była mocno napięta. Ludzie denerwowali się, rząd również, a to głównie z powodu mutantów i jakiegoś ponoć Bractwa. On nic nie wiedział, nie interesowało go to po części. Zresztą starał się nie mieszać w politykę, bo po prostu za słaby był w portkach, by startować do wysoko postawionych osób. Wolał prowadzić swoje małe i poniekąd spokojne życie. Nigdy by nie sądził, że właśnie tego ciepłego dnia, ulegnie ono zmianie.
Hałasy i zamieszki na ulicy nasiliły się, nie wróżyło to nic dobrego. Gabriel w tym czasie pracował. Do jego pracowni wpadł chłopak, tudzież mężczyzna wyglądający jak chłopak – nie wnikał. Głównie dlatego, że młodziak był ciężko ranny i krew się z niego lała dosłownie na ziemię. Empatii w sumie za grosz nie posiadał, ale krew… czerwone złoto nie powinno marnować się w ten sposób. Dlatego bez chwili wahania pociągnął chłopaka za sobą, położył go na jednym z wolnych stołów – tak, tych samych, na których przygotowało się do pochówku zwłoki. Krew z chłopaka zebrał i się jej pozbył – czyszcząc go tym samym – by potem dokładniej przyjrzeć się ranie, z której krew się nie lała – zmusił ją do tego. Była poważna, tętnica poszła i w normalnych warunkach potrzebowałby trochę sprzętu – którego tutaj i tak część miał – by to naprawić. Z drugiej strony, miał swoje moce i chociaż do tej pory tylko głównie niszczył tętnice i żyły, rzadziej – bo i po co u trupa – je naprawiając, tak mógł teraz spróbować. Spróbował. Za pierwszym razem… oczywiście, że mu nie wyszło – za pierwszym razem to tylko panu Bogu wychodzi – ale nie poddał się i spróbował drugi raz. Znów nie wyszło, na szczęście pacjent nie tracił krwi, a on nie pchał w głąb jego ciała paluchów, którymi wcześniej dotykał zwłoki. Postanowił spróbować trzeci raz, jeśli by mu nie wyszło, to dzwoniłby po pogotowie. Zanim się za to wziął, wprowadził z powrotem do tętnicy całą krew, która nie dała rady wyciec – bo blokował – a gromadziła się niebezpiecznie w innych rejonach ciała. Dopiero po zrobieniu tego, naprawił tętnicę. I faktycznie, tym razem mu się udało. A skoro była naprawiona, to szybko odkaził ręce, zorganizował nić chirurgiczną i ładnie zaszył ranę.
Po wszystkim dał chłopakowi wody, a także kanapkę, co by mu ze stołu nie zjechał. Obserwował go również i kontrolował, a gdy chłopak doszedł nieco bardziej do siebie i zaczął kojarzyć, wypytał go o parę rzeczy. Zresztą, odbył sobie z Danielem – bo tak dzieciak miał na imię – miłą rozmowę, z której dowiedział się, że młody jest z Bractwa i miał mały wypadek przy pracy. Daniel, będąc pod opieką Gabriela, opowiadał mu o Bractwie, o tym, że mógłby do niego dołączyć, że tam znalazłyby się osoby, które pomogłyby mu jeszcze bardziej rozwinąć moce. No i w sumie nie byłby z tym wszystkim sam.
Gdy Daniel poczuł się lepiej, opuścił zakład. Zanim to zrobił, zostawił na siebie namiary Gabrielowi. Musiał się on przespać z tą decyzją, przetrawić ją. Ostatecznie jednak odezwał się do Daniela, od którego dostał dokładne namiary na miejsce spotkania. A potem w sumie wszystko potoczyło się lawinowo, nim się obejrzał,należał do Bractwa, a dzięki swym zdolnością został w nim Sanitariuszem. I tak sobie w Bractwie żyje do dziś.
charakter
Trudne dzieciństwo, traumatyczne przeżycia, a także wiele innych, nie do końca pozytywnych czynników, sprawiło, że Gabriel jest trudną osobą.
Osobą, która ma problemy z zaufaniem komuś. A także strasznie trudno przywiązać się mu do ludzi. W końcu, dlaczego przywiązanie się do obcej osoby, miało być bezpieczne, skoro nawet ta najbliższa może próbować cię zabić. Nie angażuje się emocjonalnie, przez co niektórym może się wydawać on nieczułym draniem — po części faktycznie taki jest. Woli zranić kogoś innego, niż dać sobie zrobić krzywdę. A uczucia niestety zaburzają osąd. Na szczęście na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie naprawdę miłego i spoko gościa. Określić go można jako tego przystojniaka z czarującym uśmiechem. Czasem znajomość na tym poziomie się zatrzymuje i człowiek nigdy nie dowiaduje się, co kryje się za maską czarującego przystojniaka.
Nieliczni — wytrwali i uparci — są w stanie poznać Gabriela bliżej. Wtedy dowiadują się, że czarujący uśmiech ma w sobie coś nie do końca czarującego, a sam mężczyzna potrafi być diabelnie odpychający. A jednocześnie, gdy chce, potrafi do siebie przyciągać niczym magnes sprawiać, że chcesz doświadczyć go więcej, mimo wrednych uwag, czasem zbyt szczerych komentarzy, czy chociażby wyśmiewania tego, co robisz. Uwielbia czarny humor, szeroko pojętą makabreskę, czasem jednak przesadza i to wszystko staje się w jego wykonaniu bardzo... niesmaczne. Czasem rzuci jednoznacznym tekstem, czasem dwuznacznym uśmiechem. Potrafi być tak samo bezpośredni, jak i skryty.
Dyscyplina to coś, nad czym wciąż pracuje. Wcześniej nie należał do osób, które musiały wypełniać rozkazy, więc teraz wychodzi mu to różnie. Niemniej, kiedy zachodzi taka potrzeba, to zrobi, co do niego należy. Ba wykona to śpiewająco! Bynajmniej nie dla pochwały, czy dla oklasków. Zrobi to dla siebie, dla swoich badań i dla samej satysfakcji, że potrafi zrobić coś, czego nikt inny nie jest w stanie dokonać. Współczucia przeważnie nie okazuje, gdy jednak chodzi o pierwszą pomoc, jest szybki i dokładny, ma wprawę, chociaż nabytą w sposób, o którym większość osób nie chciałaby wiedzieć.
opis mocy
Hemokineza - to moc pozwalająca na kontrolowanie krwi w swoim, ale również w cudzym ciele ~ najprościej mówiąc. Jednak jak powszechnie wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, zatem pozwólmy sobie przedstawić parę szczegółów związanych z tą mocą.
Gabriel jest w stanie za pomocą tej mocy zobaczyć cudzy układ krwionośny – włącznie z jego najważniejszym elementem, czyli sercem. Oczywiście nie jest to idealne odwzorowanie tego układu. Nie może za pomocą tego dostrzec np. wad serca. W końcu serce to pompa, która wszystko wprawia w ruch, ale nie jest to sama posoka. Niemniej, by zobaczyć cudzy układ krwionośny, musi się mocno skupić, a także… wsłuchać – więc osoba „podglądana” musi być blisko niego, a skoro jest blisko niego, to może dostrzec jego czerwone źrenice.
Zresztą jego źrenice i czasem tęczówki zawsze stają się czerwone, gdy tylko zaczyna używać swojej mocy.
Kontrolować może krew znajdującą się poza organizmami żywymi, w sumie tak jest najprościej. Poza organizmami żywymi może robić z krwią, co tylko mu się podoba, a więc ma tak samo nieograniczoną kontrolę, jak np. hydrokinetyk. Schody zaczynają się dopiero w organizmach żywych, ponieważ tam krew jest pompowana przez serce, płynie w określonym kierunku itp. Niemożliwe jest dowolne formowanie krwi, ale może np. sprawiać, że niszczy ona od wewnątrz ludzki czy zwierzęcy organizm – towarzyszy temu ogromny ból. Może też za jej pomocą naprawiać innego rodzaju zniszczenia, ale tylko układu krwionośnego. Może naprawić przerwane żyły czy tętnice, ale nie może naprawić poważnie uszkodzonego serca. Nie może zrobić sobie ludzkiej czy zwierzęcej marionetki, a raczej nie może jej zrobić z żywej istoty.

Mocy, może używać maksymalnie przez 5 postów — dwa aspekty naraz, nie więcej. Czyli np. może prześwietlić czyjś układ krwionośny i np. wysadzić tętnicę udową w obu nogach. By tak się jednak stało, musi się po pierwsze skupić, a także jego cel musi być w zasięgu wzroku. Nic nie może zrobić ludziom, których nie widzi, a np. słyszy.
Odpoczywać musi co najmniej 2 posty przed następnym jej użyciem.
ciekawostki
~ Niektórzy nazwaliby go socjopatą - nie byłoby to mylne określenie.
~ Po pierwszym użyciu swojej mocy przestały mieć problemy z samoistnie pojawiającymi się ranami.
~ Mimo iż na to nie wygląda, jest silnym facetem - po części dzięki swojej mocy.
~ Jest szowinistycznym dupkiem.
~ A także masochistycznym draniem.
~ Ma również zapędy sadystyczne, chociaż nad tymi jeszcze jakoś panuje.
~ Potrafi grać na pianinie i fortepianie.
~ Czasem do tego grania śpiewa, co też mu zaskakująco dobrze wychodzi.
~ Będąc młodszym sięgał po nie koniecznie legalne używki. Szybko jednak z tym skończył.


[Profil]
 
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2018-01-14, 22:49   
   Multikonta: Lidia Foney


Karta zaakceptowana!
Poziom opanowania Twojej mocy to: 87%
Cześć!
Gabriel to postać niezwykła. Nim trafił do Bractwa, przeszedł długą drogę. Nieszczęśliwe dzieciństwo, objawienie mocy, brak prawdziwego domu... Wreszcie jednak znalazł schronienie pośród grupy mutantów. Może się rozwijać pod okiem trenerów i pracować nad kontaktami z innymi ludźmi.
Rozbudowana, ciekawa historia! Życzymy Gabrielowi wielu ciekawych wątków!
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5