Poprzedni temat «» Następny temat
Korytarz
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:17   Korytarz



[Profil]
 
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-07-01, 08:30   
   Multikonta: ronnie/billy


Można to uznać za pewnego rodzaju sprawiedliwość, ale kryzys ostatnio dotykał nie tylko mutantów. To była reakcja łańcuchowa. Rząd pochłonięty był polowaniami na mutanty, jednocześnie zajęty swoją wojenką na Bliskim Wschodzie. Miliardy dolarów wydane na zbrojenie, rozprzestrzeniająca się w mediach burza, niepokoje społeczne…. Ekonomia się załamywała. Amerykański sen powoli zaczynał przeistaczać się w koszmar. To wszystko wpływało na życie normalnych ludzi. Przynajmniej na takich jak Darcy, którzy byli przedstawicielami niższej klasy średniej. Już od jakiegoś czasu zaczęła dojeżdżać do Seattle na drugą zmianę w tamtejszym szpitalu. Nie była zresztą jedyną, która musiała sobie znaleźć dodatkowe zajęcie. Nie było to ani wygodne, ani przyjemny, ale ciężko było znaleźć coś w Olimpii, zresztą spora ilość szpitali wymagała na start pełnego pakietu badań, a między nimi powinien znajdować się negatywny wynik na gen X. Inne placówki, które owych badań nie wymagały miały komplet czy też na rozmowach kwalifikacyjnych przyjmowały tak dużą ilość lekarzy, że Darcy nawet nie okłamywała się, że jej się uda. Znajomy polecił jej Grace Hospital w Seattle. Było daleko, ale za otrzymywała dobre wynagrodzenie i dzięki pomocy kolegi nie musiała przechodzić przez te wszystkie procedury, bo najzwyczajniej poszukiwali kogoś na teraz i już.
Dzisiejszy dzień był dla niej jak istny rollercoaster. Chociaż była zorganizowana, sama momentami nie wiedziała w co powinna wsadzić ręce. Było dużo przypadków, większość wymagała pomocy lekarza, przekierowania na badania, zszywanie, łóżka pacjentów na korytarzach i wtedy pojawił się on… mutant. Widziała przerażenie w oczach innych współpracowników. Był poważnie ranny, nikt nie chciał się nim zająć, niby nie powinna się w to mieszać, ale… stanęła przy jego łóżku i przejęła kontrolę nad sytuacją. Pamiętała tylko, że jedna z pielęgniarek zapytała cicho czy może nie powinni zadzwonić na policje. Odparła jej, że nie w końcu nie zrobił nikomu niczego złego. Początkowo pochłonięta zajmowaniem się pacjentem, nie miała czasu by pomyśleć o tym, że ktoś faktycznie mógłby zadzwonić na policję. W końcu to należało do ich obowiązków. Dopiero kilkadziesiąt minut później, gdy mutant leżał nafaszerowany środkami znieczulającymi i uspokajającymi czekał na wykonanie badań, zdała sobie sprawę z tego, że być może to ona powinna gdzieś zadzwonić. I to nie na policję tylko do kogoś z Bractwa. W końcu kwestią czasu było to, że ktoś na pewno po niego przyjdzie. Nie chciała się w to angażować, ale była jedyną osobą, która mogła to zrobić… A co jeśli namierzą połączenie? Co jeśli ktoś się dowie tego, że to ona mu pomogła? Odkrycie prawdy o niej było przecież tak trudne. Po jej to było do cholery? Z drugiej strony nie mogła powstrzymać się przed nerwowym zerkaniem to na mutanta, to w stronę głównych drzwi. Nie była za nikogo odpowiedzialna. Nie musiała tego robić. Ale powinna. Bo była tutaj jedyną osobą, która się tym przejmowała i mogła coś zrobić.
Ludzie zdawali się omijać szerokim łukiem łóżko, w którym znajdował się trędowaty. Pielęgniarki, lekarze, a nawet łóżka innych pacjentów zostały odsunięte na odległość tak dużą, na jaką tylko mogli sobie pozwolić. Coś ją kłuło w środku na tą myśl. Gdyby ona tutaj leżała sytuacja byłaby podobna. Nikt nie zadawałby pytań o to kim jest, bo najważniejszą odpowiedzią byłoby to, że jest mutantem. Tyle. W takich wypadku kończył się humanitaryzm.
W towarzystwie takich myśli stała przy jego łóżku, nerwowo postukując w blat i nerwowo rozglądając się dookoła.
Powinna zadzwonić do Bractwa. Cholera. Pieprzyć to. Nie mogła stać bezczynnie.
[Profil]
  [A+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-02, 12:11   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


Abaddon znów był poza murami DOGS, ale niestety, to nie znaczyło automatycznie, że miał dzień wolny i był na przepustce. Cóż, chyba w takim wypadku wybrałby inne miejsce, niż szpital, prawda? Coś cichszego, może jakąś małą, przytulną kawiarnię spowitą w półmroku, gdzie mógłby się zaszyć z książką albo jakiś ciężki do znalezienia, zadymiony klub z muzyką na żywo. Kto wie, może nawet wziąłby udział w jakimś jam session?
Ale niestety, Donny musiał przełożyć swoje plany na dzień wolnego na... później. Po ataku na Bractwo Mutantów w DOGS miało być w końcu nieco spokojniej, ale niestety, nie udało im się unieszkodliwić wszystkich terrorystów. Wielu z nich zbiegło, ciągle zagrażali nijak nieprzygotowanym na to mieszkańcom, a reszta, która trafiła do siedziby DOGS potrzebowała naprawdę sporo uwagi. Tak, ostatnie tygodnie były dla Donny'ego szczególnie pracowite, a co za tym idzie - naprawdę dziwne. Tyle dobrze, że wszystkie niepokojące skutki uboczne jego mocy już zniknęły i mógł wrócić do pracy.
Tym razem, trafił z drobnym oddziałem do szpitala, gdzie podobno ukrywał się ciężko ranny mutant. Były naprawdę spore szanse że to był jeden z poszukiwanych terrorystów, z resztą nigdy nie mogli ignorować takich informacji, kto wie jakie szkody mógłby wyrządzić ten człowiek. Plan był prosty: jeżeli mutant będzie w wystarczająco dobrym stanie, zapakować go do furgonetki i wywieźć do bazy DOGS. Jeżeli będzie w zagrażającym życiu stanie, zostawić tutaj paru ludzi wraz z zapasem mutazyny. Póki co, Donny i tak zostawił tych wszystkich ludzi przed szpitalem. Musiał znaleźć tego mutanta, a nie było potrzeby robić przemarszu przez cały szpital.
Zapytawszy parę recepcjonistek, pielęgniarek i lekarzy, w końcu dotarł na odpowiedni korytarz, gdzie stało łóżko z rannym, a przy nim - jakaś młoda lekarka. Była wyraźnie zdenerwowana, ale nie było co się temu dziwić - mutant co prawda był nieprzytomny, ale kolejne agresywne działania Bractwa nie pomagały w ocieplaniu wizerunku mutantów.
- Dzień dobry, Abaddon Emerson, DOGS - przedstawił się, machając swoją legitymacją, chociaż chyba nie musiał - służbowy mundur jasno dawał do zrozumienia, skąd przyszedł. - Czy mógłbym pani zająć chwilkę? - spytał z drobnym, chyba całkiem sympatycznym uśmiechem.
[Profil]
  [A+]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-07-06, 21:11   
   Multikonta: ronnie/billy


Stukając palcami w blat, próbowała odwrócić uwagę od niespokojnych myśli, kotłujących się w jej głowie. Cały czas zastanawiała się nad tym co powinna zrobić, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że być może jest już za późno. Ostatecznie opuściła łóżko swojego pacjenta, wychodząc na chwilę z budynku.
Musiała to zrobić. Czym innym było udawanie, że nie jest częścią konfliktu pomiędzy mutantami, a rządem, a czym innym patrzenie na to jak zabierają go ze sobą. Co z nim wtedy zrobią? Zabiją? Będą przeprowadzać na nim swoje chore eksperymenty czy po prostu zamkną, zmuszą do terapii i już nigdy więcej nie odzyska swojego życia? Nie zrobienie niczego było równe z wydaniem na niego wyroku. Mogła umyć od tego ręce. To nie była jej odpowiedzialność. To nie była jej walka, ale tak bardzo kłóciło się to z jej kompasem moralnym. Nie mogła całe życie przed tym uciekać, bo mutanci umierali w tej nierównej walce, a ona wciąż udawała, że to nie jest jej walka. Była. I powoli zaczynała to sobie uświadamiać.
Po powrocie do pomieszczenia była jeszcze bardziej zdenerwowana niż wcześniej. Jej rozmówca nie przekazał jej żadnych konkretnych informacji, właściwie to nie powiedział jej niczego szczególnego i sama nie wiedziała czego oczekiwać. Mimo, że wykonała telefon nie chciała znaleźć się w centrum tych wydarzeń. Miała zamiar zająć się innymi pacjentami, ale stan mutanta nagle się pogorszył. Jako odpowiedzialna za niego lekarka musiała przy nim zostać i go monitorować. Nie było ucieczki.
Początkowo kompletnie nie doszło do niej co powiedział do niej mężczyzna. Właściwie jedyne co zarejestrowała to jego mundur, legitymacja. Zakręciło jej się w głowie. Przez chwilę miała wrażenie, że świat stracił całą swoją ostrość. Wielka gula w gardle uniemożliwiła jej powiedzenie czegokolwiek.
Wydawało jej się, że minęły wieki zanim w końcu mu odpowiedziała.
- Oczywiście. - powiedziała dziwnie obcym głosem. Wydawało jej się, że stoi i obok, słuchając zupełnie nieznanej osoby. Spojrzała na mężczyznę szeroko otwartymi oczami. Uspokój się. Uspokój. On nie przyszedł po ciebie.
- Darcy Goldhope. - przedstawiła się, zaciskając dłonie w pięści, by nie było widać jak bardzo się trzęsie. - Domyślam się, że chodzi o… - zaczęła, przerzucając kartki w segregatorze. W innej sytuacji śmiałaby się z sama z siebie jaką nieudacznie musi teraz wyglądać. Stanowczo nie potrafiła zachować zimnej krwi w takich sytuacjach. Pracowała na ostrym dyżurze. Wiedziała co ma robić jako lekarz, ale gdy stał przed nią agent dogs cała kuraż z niej uleciał. Cholernie teraz żałowała tego, że postanowiła bawić się w obrońcę mutantów.
Jej wzrok zatrzymał się przez chwilę na jego twarzy. Wyglądał cholernie znajomo. Jak ktoś kogo powinna pamiętać, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła dopasować wspomnienia do osoby. Wykrzywiła usta w nieporadnym uśmiechu. - Przepraszam. Wygląda pan.. Nie, to nie ważne. Domyślam się, że chodzi Panu o naszego pacjenta. - powiedziała, wyciągając w końcu kartę pacjenta. - Czy to ktoś poszukiwany? - zapytała, przechodząc do jego łóżka, cały czas dziwnie zerkając w stronę mężczyzny. Abaddon. Nie to imię do niego nie pasowało, a myśli które zaczęły przychodzić jej do głowy wydawały się być zbyt nieracjonalne, by w nie uwierzyć.
[Profil]
  [A+]
 
Donny Emerson



The devil's going to make me a free man, oh, the devil's going to set me free

Manipulacja wspomnieniami

81%

członek oddziału infiltracji





name:

Abaddon W. Emerson

alias:
Donny, Benjamin J. Duncan, Dantalion

age:
30 lat

height / weight:
183/75

Wysłany: 2018-07-22, 19:30   
   Multikonta: Hopper, Shivali
  

   1 Rok na Giftedach!


Oczywiście, widział jak zestresowana była kobieta, przecież miał tę elementarną empatię. Z resztą, nie było powodów, żeby się temu dziwić - obecna narracja wokół mutantów nie pomagała zwykłym ludziom czuć się szczególnie bezpiecznie w towarzystwie nawet nieprzytomnego terrorysty, już nie wspominając o tym, że każdy kto lepiej się orientował w mundurach DOGS mógł rozpoznać w Donnym mutanta. Przynajmniej był po tej jasnej stronie mocy, prawda? Chciał zadbać o bezpieczeństwo tych wszystkich ludzi.
- Nie ma się czym martwić, większość mutantów nie jest tak niebezpieczna jak terroryści z Bractwa Mutantów - rzucił, uśmiechając się pokrzepiająco. W końcu nie było potrzeby, żeby się tym przejmowała i stresowała bez wyraźnego powodu. Bo przecież musiało jej chodzić o tego mutanta leżącego na łóżku, ewentualnie samego Abaddona, prawda?
Spokojnie czekał, aż kobieta zbierze myśli i znajdzie odpowiednie wyniki badań, w końcu nie było potrzeby jej poganiać i dodatkowo stresować. Przecież nigdzie mu się nie śpieszyło, nie miał nic zaplanowanego. Najwyżej nieco później wróci do bazy, świat od tego nie wybuchnie.
Donny na chwilę zmarszczył brwi, słysząc słowa pani Goldhope, zanim pokręcił głową i dał jej znać gestem, że wszystko w porządku i nie czuje się nijak urażony tym jej spojrzeniem. Przypominał jej kogoś? Odruchowo pomyślał o swojej przeszłości, ciągle pełnej tylu dziur... ale nie najwyraźniej po prostu wyglądał jak jakiś jej znajomy, może nawet skojarzył jej się z jakimś aktorem. Takie rzeczy przecież działy się ciągle. Mimo wszystko, Donny nie był w stanie zagłuszyć jej myśli. Może kiedy już dowie się o wszystkim, czego musiał się dowiedzieć dla DOGS, może wtedy o to spyta. Na razie, musiał zająć się tym, po co go tutaj wysłali.
- Na razie mamy zbyt mało informacji, żeby to stwierdzić, możliwe że to jeszcze jeden z niedobitków z Bractwa. Z pewnością będziemy potrzebować jego DNA i odcisków palców, żeby sprawdzić go w bazie. Udało się państwu ustalić jego dane? - Właściwie, sam Donny mógłby to sprawdzić w pięć minut... ale nie, lepiej było nie używać mocy, kiedy to nie było absolutnie konieczne. Musiał pamiętać, że miał swoje ograniczenia, a w niektórych przypadkach nikt nie był w stanie go zastąpić. System był wolniejszy, ale przecież też działał. - Co z jego stanem zdrowia? Można go bezpiecznie przewieźć?
[Profil]
  [A+]
 
Darcy Goldhope



You are so brave and quiet I almost forget you are suffering too.

wizje astralne

56%

lekarz





name:

Darcy Goldhope

alias:
-

age:
27

height / weight:
157/55

Wysłany: 2018-07-26, 00:21   
   Multikonta: ronnie/billy


Zmusiła się do wyjątkowo sztucznego uśmiechu. W jej opinii było wręcz odwrotnie. Przed oczami miała te wszystkie informacje sprzed kilku dni. Pacyfikacja groźnej grupy terrorystycznej - tego typu nagłówki pojawiały się w gazetach od czasu rozpadu Bractwa. Nie wiedziała zbyt wiele. Jednak mutanci należący do Bractwa, przynajmniej ci których spotkała nie mieli zbyt wiele wspólnego z tym co pisano o nich w prasie czy mówiono o nich w telewizji. Bała się ludzi z DOGS, dokładnie takich jak on. Nie miała zamiaru jednak go poprawiać i wyrażać swojej opinii na temat tego kto jest tym złym. Była przecież normalną lekarką? Nie chciała nawet zdradzać się ze swoją opinią, bo nawet ludzie będący po stronie mutantów wzbudzali podejrzenia. Musiała więc udawać, że osobą, która budzi jej niepokój jest obecny tu mutant, nie agent DOGS. Zresztą… Rozpoznawała jego mundur. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że właśnie takie oznaczenia noszą mutanci działający w szeregach DOGS. Słyszała plotki o mutantach, o kundlach siłą wcielonych do tej organizacji. Czy był jednym z nich? A może robił to bo tego chciał? Mimo wszystko nie mogła o tym nie myśleć, bo przecież mogłaby być na jego miejscu. Czysto teoretycznie, bo przecież nie była zbyt przydatna w terenie, ale była mutantką. Tak samo jak on. - Nie sądzę, żeby przyszedł tutaj, żeby kogoś skrzywdzić. - odpowiedziała mu po dłuższej chwili, zerkając przelotnie na Abaddona. - Po prostu nigdy nie wiemy czego się spodziewać, prawda? - stwierdziła, przerzucając kartki w segregatorze. Starała się opanować swoje zdenerwowanie, starając się zachowywać naturalnie. Przynajmniej adekwatnie do tej sytuacji. Nie mogła jednak wyrzucić z głowy myśli, że skoro poinformowała Bractwo o mutancie, ktoś może się tutaj pojawić, a wtedy może rozpętać się tutaj małe piekło, a ona nie chciała tu wtedy być. Jej pomoc ograniczała się do informacji, nie chciała być częścią tego, ale DOGSi byli szybsi niżeliby się tego spodziewała.
Pokręciła energicznie głową. - Nie. Nie miał przy sobie żadnego portfela, prawa jazdy czy jakiegokolwiek dokumentu, potwierdzającego jego tożsamość. Nawet telefonu. Wszystkiego jego rzeczy osobiste znajdują się w dyżurce. - powiedziała, wskazując palcem na oszklone pomieszczenie, znajdujące się kilkanaście metrów dalej. - Nie. - odpowiedziała szybko zanim jeszcze Abaddon zdążył skończyć zdanie. - Jest pod działaniem silnych leków i jego stan powinien być cały czas monitorowany. Właściwie nie zdążyliśmy jeszcze wykonać wszystkich badań. - powiedziała, zbliżając się do pacjenta i wskazując palcem na jego głowę, na której znajdował się opatrunek. - Za chwilę stażystka miała zabrać go na rezonans i nalegałabym na to, żeby to badanie zostało wykonane w szpitalu. Przy tak silnym urazie głowy nigdy nie wiadomo jakie obrażenia mógł ponieść. Może okazać się, że potrzebuje natychmiastowej operacji, więc zabranie go stąd może zagrozić jego życiu. Więc jako jego lekarz zalecam pobyt w szpitalu przynajmniej do momentu, gdy nie zostanie dokładnie przebadany, a jego stan się nie ustabilizuje. - zakończyła. Gdy zaczynała robić to co do niej należało niepewność w głosie zniknęła. To znała. To było jej życie. Chociaż, prawda była taka że odrobinkę grała na czas. Wykonanie wszystkich badań mogło potrwać kilka godzin, a przetrzymywanie pacjenta mogłoby być po prostu efektem tego, że jest nadgorliwym lekarzem. - Podejrzewam, że decyzja nie należy do mnie, prawda? - zapytała ciekawa tego w jaki sposób postąpi. Co było ważniejsze złapanie mutanta czy jego życie? Być może trochę namolnie się mu przyglądała, ale nie mogła opanować wrażenia, że ktoś go zna. Pamiętała tą twarz jak przez mgłę, ale nie potrafiła przypisać do niej imienia czy konkretnego wspomnienia. Może nie powinna się tak gapić, żeby nie wzbudzać jego podejrzeń, ale nie mogła się powstrzymać. Czuła, że go znała, chociaż brzmiało to cholernie głupio.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5