Poprzedni temat «» Następny temat
Zrujnowany budynek
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-12-16, 20:10   Zrujnowany budynek



[Profil]
 
 
Nancy Flanagan



Vis pacem para bellum

zmiana w cień

85%

kpt. zastępca dowódcy





name:

Nancy Flanagan

alias:
Shadow

age:
29 lat

height / weight:
165 | 53

Wysłany: 2017-12-17, 00:21   
   Multikonta: Kira Kovacs, Arielle Duncan


Nancy zjawiła się, jako pierwsza w miejscu, które stało się jej nowym miejscem zamieszkania, bo domem siedziby Departamentu Genetycznego nazwać nie mogła. Zdradziła swoich przyjaciół, żeby jej najbliższa osoba mogła przeżyć. To był trudny wybór, ale nie miała innego wyboru. Jej ojciec doskonale wiedział, jaki był najlepszy dla niej czynnik "motywujący".
Bała się dzisiejszego treningu. Była w Szwadronach niecały miesiąc, cały czas odstawała wyszkoleniem od innych. Dalej się uczyła wszystkiego, co jako dowódca powinna była umieć.
Ubrana była oczywiście w mundur polowy Niebieskich Szwadronów z oznaczeniem stopnia wojskowego, kapitan, oraz oddziału do którego należała. Włosy związała w koński ogon tak, żeby nie przeszkadzały je w trakcie treningu.
Pomimo swoich obaw czekała na resztę uczestników oparta o nieotynkowaną ścianę rozpadającego się budynku.
[Profil] [WWW]
  [A+]
 
Iris Penderghast



-

-

77%

-





name:

Iris Penderghast

alias:
Leviathan

age:
19

Wysłany: 2017-12-18, 21:33   

Iris zdążyła przyzwyczaić się do tego, jakie miejsca wybiera sobie szwadron treningowy na swoje "zajęcia". Tym razem był to zrujnowany budynek na poligonie. W sumie nie musiały z Siri iść aż tak daleko, w końcu siostra przyszła po nią na strzelnicę, której budynek znajdował się nieopodal. A że blondynka była już ubrana (szare, cienkie i lekko obcisłe dresy; mocne, ale wygodne buty; zwykła czarna koszulka oraz ciepła, zapinana na suwak bluza z kapturem) w miarę na tego typu czynności tego dnia, to też nie musiały nigdzie po drodze zachodzić. Właśnie. Jeśli o tę ciemniejszą stronę lustra chodzi - Iris jak tylko zobaczyła żywsze iskierki w oczach siostry wiedziała, że albo zostały wezwane na odprawę do nowego zadania, albo będą miały wymagający trening. W duchu westchnęła ciężko na myśl o tym drugim - naprawdę nie przepadała za wysiłkiem fizycznym. Co nie znaczy wcale, że jest leniwa i nie ma kondycji, wręcz przeciwnie - tyle lat przymusowych ćwiczeń zrobiło swoje.
Docierając na miejsce, trzymała siostrę za rękaw (oby długi!), niemal kicając radośnie obok niej. Mimo wszystko wolała robić cokolwiek, niżeli siedzieć tyłkiem w jednym miejscu, więc cieszyła się na takie spędzenie dnia.
Szturchnęła lekko siostrę w ramię, spojrzeniem wskazując jej panią Flanagan.
Patrz, to ta nowa. - wskazała jej ruchem dłoni, robiąc nieokreślony dla innych gest, bardzo dobrze rozumiany przez tę dwójkę. Gdy podeszły w końcu na tyle blisko, by móc się jako tako przywitać, Iris posłała Dowódczyni oddziału infiltracji lekki, acz przyjazny uśmiech. Nie odezwała się jednak, nie odczuwając aż takiej potrzeby wyjścia z małego światka jej i Siri. Nie odstępując siostry na krok, rozejrzała się uważnie po okolicy, szukając ich dzisiejszego trenera.
[Profil]
 
 
Siri Penderghast



Maybe life isn't for everyone

kontrola energii kinetycznej

77%

Bez reszty oddana dowódcy





name:

Siri Penderghast

alias:
Leviathan

age:
19

Wysłany: 2017-12-18, 22:51   

Z niemałą przyjemnością pozostawiła za sobą parne pomieszczenia, zamieniając je na otwarte przestrzenie koszar. Styczniowe zimno przeszyło ją do kości, a policzki i nos zaczęły piec. Nie mogła się powstrzymać i żarliwie napełniła płuca mroźnym powietrzem, raz, drugi i trzeci. Śnieg zalegający na ziemi niszczył nieco sielski obrazek, rażąc oczy mocną bielą, widać jednak było, że lata jego świetności bezpowrotnie minęły i niedługo zniknie całkowicie. Coś jej to przypomniało... lecz umknęło równie szybko, co machnięcie skrzydeł motyla.
Zerknęła na stojącą u boku siostrę, nie mogąc powstrzymać się od rzucenia jej niezadowolonego spojrzenia. Były ubrane podobnie - w te niezbyt puszyste dresy, ciężkie buty i bluzy - jednak Siri nie zostawiła rozsądku w łóżku i mając na względzie panoszące się dookoła mrozy, wybrała cieplejszą odzież. Było jednak za późno, by wrócić się po stosowniejsze okrycie, toteż poprzestała tylko na zdegustowanym prychnięciu i ruszyła przed siebie żwawszym krokiem. Nie mogła pozwolić, by spóźniły się choćby i o kilka sekund. Jeśli zaszłaby taka potrzeba, bez wahania oddałaby Iris część odzienia albo znalazła inny sposób, by ją rozgrzać.
Na szczęście trening prawdopodobnie sprawdzi się w tym zakresie najlepiej, chyba że góra zafunduje im małe urozmaicenie zajęć w postaci wysłania w teren.
Jakkolwiek nieprofesjonalnie wyglądało leciutkie podskakiwanie Iris w połączeniu z typowo żołnierskim chodem Siri, ta nie potrafiła być poirytowana na tę uroczą sprężynkę. Okoliczności nie były maksymalnie oficjalne, można więc było pozwolić sobie na trochę swobody.
Oczywiście, w pewnych granicach. Brak okazania szacunku osobie wyższej rangą w pojmowaniu dziewczyny był równie bluźnierczy, co popełnienie jednego z siedmiu grzechów głównych. A za takie zachowanie można było uznać posłanie w stronę pani Flanagan skromnego, irysowego uśmiechu. Tylko uśmiechu.
Jak to się mówi, mleko się rozlało, więc jedyne, co mogła teraz uczynić, to je posprzątać.
Wyprostowała się jak struna i z kamienną twarzą zwróciła w stronę niewiele starszej kobiety.
- Pani kapitan. - Patrząc jej prosto w oczy swoim pustym wzrokiem, kiwnęła głową w geście szacunku. Nie dało się wprawdzie nie słyszeć, o czym szeptały ściany na temat nowego dowódcy oddziału Infiltracji, jednak po Siri trudno było stwierdzić, że słyszała cokolwiek. Nauczono ją pozostawiać swoje zdanie sobie samej, bo w większości przypadków nikogo ono nie obchodziło. Poza tym i tak była zbyt profesjonalna na uskutecznianie tak żałosnego procederu, jakim było łączenie prywaty z pracą.
Uznając, że może się już oddalić, musnęła nadgarstek siostry w niemej prośbie o pokierowanie się w stronę pozostałych członków oddziału, tam, gdzie było ich miejsce. Kilkanaście kroków dalej nie czekając na trenera, uraczyła się małą rozgrzewką, zwieńczoną zatrważającą ilością pompek robionych podpierając się raz na jednej, raz na drugiej ręce.
_________________
can I trust what i’m given:
when faith still needs a gun,
whose ammunition justifies the wrong?
[Profil]
 
 
Jaden Osbourne



I cannot change what will happen. I can only change how I act in the face of it

Termokineza

75%

A na co to komu?





name:

Jaden Osbourne

alias:
Celsius

age:
25

Wysłany: 2017-12-18, 23:28   
   Multikonta: nope


/Początek/

Niejednemu człowiekowi i mutantowi rzedła mina na myśl o czekającej go kilkugodzinnej musztrze na zimnym, styczniowym powietrzu. Czemu, ach czemu nie dało się spędzić stycznia przy kominku, z kubkiem ciepłej czekolady w ręku. Znacznie przyjemniejsza perspektywa niż ganianie dookoła starego, brzydkiego budynku. W towarzystwie ludzi i mutantów, których... niekoniecznie dało się polubić. W takim przypadku kominek i czekolada naprawdę kusiły. Ciężko oprzeć się pokusie.
Inną opcją był wyjazd do ciepłych krajów. W Afryce zdarzały się chłodniejsze miesiące, ale ogólnie było tam ciepło. Dużo cieplej niż w Seattle. Kto miał kasę mógł jechać sobie na całą zimę do Afryki. Jeździć na wielbłądach i zwiedzać piramidy. Ten komu brakowało funduszy musiał myśleć nad alternatywnymi sposobami przecierpienia zimna. Hmm. Rosjanie przesiadywali w łaźniach parowych. Bez względu na to, jaka pogoda panowała na zewnątrz. Podobno potrafili być na tyle twardzi, że siedzieli w rozgrzanym pomieszczeniu, nawet gdy na dworze było gorąco. Niestety w tych stronach brakowało łaźni, więc znowu nic z tego.
Następną opcją w szeregu opcji było zaproszenie Jadena na trening. Temperatura nie stanowiła dla niego większego problemu. Gdyby przyłożył się odpowiednio do zadania jego towarzysze poczuliby się normalnie jak w tropikach. Jaden był znacznie tańszy od biletu lotniczego, chociaż bardziej nieprzewidywalny od samolotu.
Póki co, Jaden pogwizdując sobie jakąś melodię raźnym krokiem dotarł na miejsce dzisiejszej musztry. Podobnie jak Nancy miał na sobie mundur, z tymże jego mundur zdobiły oznaczenia porucznika. Gdzie mu tam do kapitana!
A właśnie... Skoro o kapitanach mowa.
- Ka - pi - ta - nie! - w każdą głoskę słowa kapitan włożył małą dawkę nonszalancji. Niczym dzieciak, którego rozśmieszyła cudaczna fryzura ciotki, ale z powodu wpojonych mu dobrych manier powstrzymuje się przed parsknięciem śmiechem. Tak dla zachowania pozorów, zdecydował się zasalutować - Widzę, że zdecydowałaś się pojawić się na poligonie, madam. Jestem zaskoczony. Sadziłem, że zmęczyło cię całe to dowodzenie i zostaniesz dzisiaj w łóżku.
Na koniec teatralnie westchnienie. Jakby naprawdę leżało mu na sercu samopoczucie i zdrowie dowódcy. Miał zupełnie odmienne zdanie niż Siri co do szacunku wobec przełożonych. Dowódca powinien zasłużyć sobie na szacunek podwładnych. Pokazać im, że warto go szanować. Przed Nancy jeszcze sporo pracy.
Bacznie po otoczeniu. Posłał w stronę sióstr Penderghast przyjazny uśmiech. Wyglądało na to, że oprócz ich czwórki, reszta członków Szwadronów nadal nie dotarła na poligon. Tudzież postanowiła pozostać dzisiaj w łóżkach.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2017-12-19, 20:17   

Na miejscu treningu pojawił się, także Friedrich Weller. Tego dnia był wyjątkowo poważny, tak jakby nie był to po prostu kolejny, zwykły trening, jakich było już wiele. Sama obecność głównodowodzącego Niebieskim Szwadronem była niezwykła. Drugą taką rzeczą było miejsce, w którym odbywał się trening. Zbyt małe, żeby pomieścić cały Szwadron. Kolejna to fakt, że na miejscu pojawiła się garstka i to nie, dlatego że zaspali, jak uważał Jaden.
- Szykuje się zadania do wykonania, dlatego dzisiaj odbędziecie specjalny trening. Cała wasza czwórka. - Fredrich upewnił się, że nikt mu nie przeszkodzi w dalszym mówieniu. Odczekał chwilę, a następnie znowu zabrał głos.
- Dzięki tutaj obecnej pani kapitan zdobyliśmy nowe, cenne informacje na temat Bractwa, czego nie możemy, nie wykorzystać. Czas ruszyć do akcji. Zadanie będę nadzorował osobiście. Szczegóły otrzymacie w późniejszym terminie. - Tymi słowami Friedrich zakończył rozmowę na temat zadania. Jego asystent, który do tej pory stał za nim wręczył całej czwórce słuchawki oraz małe mikrofony, które miały służyć im do porozumiewania się.
- Wasz trening ma was nauczyć współpracy przed zadaniem. W budynku znajduje się wasz cel. Macie go wyprowadzić, żywego. Ma ochronę. Kiedy w słuchawce usłyszycie yellow zadanie się zacznie. Na waszym miejscu nie stałbym tak na widoku. - Asystent przekazał im cel oraz założenia treningu, po czym oddalił się razem z głównodowodzącym zostawiając żołnierzy samym sobie.
[Profil]
 
 
Iris Penderghast



-

-

77%

-





name:

Iris Penderghast

alias:
Leviathan

age:
19

Wysłany: 2018-01-02, 22:06   

Niedługo po wyjściu z budynku zaczęła żałować, że jednak nie ubrała nic cieplejszego. Najchętniej cofnęłaby się do pokoju i zgarnęła jakieś lepsze ciuchy, ale że siostra nie dała jej na to czasu, to też lepszym rozwiązaniem okazało się nonszalanckie przytulenie się do boku ciemnowłosej bliźniaczki i grzanie sobie zmarzniętych łapek pod jej bluzą. Cóż, przy siostrze nie widziała czegoś takiego, jak przestrzeń osobista - w tym momencie była to wyimaginowana rzecz, wręcz nieistniejąca w danej czasoprzestrzeni. Bo po co. Tuliła się tak do niej, gdy ruszyły do miejsca spoczynku swojego oddziału, a odkleiła dopiero, jak ta zaczęła robić prywatną rozgrzewkę, nie idąc w jej ślady. Co to, to nie, już woli sobie poskakać w miejscu, jak ten kicaj na łące.
Tak czy siak, w między czasie nie próżnowała z wywracaniem pięknych oczek na zachowanie Siri. W tym duecie to ona robi za poważną, a Iris pozostaje rola tej rozrywkowej i wyluzowanej panny. Z jednej strony to było dobre, z drugiej nierzadko obrywało jej się od Siri, jak i dowództwa za swoje przewinienia. W sumie Siri także, ale z innych powodów... Cóż, siostry Penderghast może były oddane służbie jak mało kto, ale miały swoje nietypowe charakterki, które wpędzały je w kłopoty, zwłaszcza połączone razem.
Obdarowała Jadena odwzajemnionym, uroczym uśmiechem, nie licząc nawet na to, że siostra w ogóle zwróci na niego swoją uwagę. Jej spojrzenie niemal od razu powędrowało po tym w stronę przybyłego Dowódcy i jego asystenta. To było dziwne. Acz stało się mniej dziwne, gdy zaczął mówić. Zerknęła na siostrę z lekkim uśmieszkiem w kącikach ust, unosząc przy tym jedną z brwi.
Misja, misja!, zdawały się mówić rozweselone iskierki w jej oczach. Oderwała na moment spojrzenie od Siri, by odebrać urządzonko od asystenta pana Dowódcy, po czym wsadziła słuchawkę do ucha, stukając w nie lekko palcem. Wyszczerzyła ząbki w szerokim uśmiechu, spoglądając na Siri z ekscytacją. No, w końcu ten trening nie będzie taki typowy, jak zawsze. Poczekawszy, aż siostra założy własne urządzonko, pociągnęła ją lekko w stronę jakiegokolwiek schronienia.
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2019-12-15, 20:42   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


// 11 kwietnia 2019

Sąd połowy. To była kolejna rozprawa i zarazem miała być ostatnią. Dzisiaj miał dowiedzieć się, jaki zapadnie wyrok w jego sprawie. Od samego początku miesiąca nie było dla niego łatwo. Miał co prawda wybór, czy chce wrócić do pracy, czy resztę życia spędzić w więzieniu. Byli tacy, co się poddali a raczej walczyli o swoje. Byli sobą. Nie dali się zmanipulować. Byli też tacy, co tę wolność uzyskali i wrócili do pracy. Ale przeszli jakieś badania, szkolenia i tak dalej. To o czym wspomniała jego pani prawnik. W dodatku był zaskoczony faktem, że dowództwo jednak było za tym, by go z tego wyciągnąć. Postanowił to sprawdzić i zgodził się warunki postawione przez prawniczkę i trzymał tego schematu, że był manipulowany przez mutantkę Bartowski. Że zbyt częste z nią przebywanie go zmieniło i jego podejście do pracy. Tracił to co sam osiągnął. Że gdy nie był w jej obecności, był sobą. Nie stawiał oporów, kiedy go prowadzono na rozprawę jak i odprowadzono. Zawsze jednak był skuty w kajdankach, na rękach jak i na nogach. Niczym prawdziwy skazaniec. Jednakże, problemem pojawiały się dowody jakie zostawały mu przypisywane. Między innymi śmierć mundurowych DOGS, podpalenie pomieszczenia monitoringu, odcięcie zasilania, ucieczka mutantów, współpraca z przestępcami jak Fowler. Również ostatnie wydarzenia z atakiem na Dzielnicę Ochrony Mutantów, była rozważana, czy Kersey nie sprzedał mutantom za wiele informacji, co później widać do czego to wszystko doszło. Nie do wszystkiego się przyznawał. Mogło nawet nie pomóc to, że podczas ataku na pojazd DOGS przetransportowujący Colleen Marie, Kersey przebywał w tym czasie w Departamencie. Ktoś stwierdził, że mógł nawet dać namiary komuś i zaplanować akcję, nie ruszając się z miejsca pracy. Trafne, ale niestety nie było to prawdą. Brian próbował się z tego wytłumaczyć, że nie miał pojęcia o takich działaniach. Raz jeden poniosło go na jednej rozprawie, gdzie próbowano mu wcisnąć nieprawdę. Opanował się później, gdy został uderzony lub porażony paralizatorem, cokolwiek.
Co będzie dzisiaj? Tego jeszcze nikt nie wiedział. Kerseya koledzy przyprowadzili tak jak zwykle w kajdankach, gdzie ręce miał skute z przodu, połączone łańcuchem z kajdanami a nogach. Ostrożności nigdy za wiele, według nich. Zajął wskazane miejsca skazańca, gdzie obok powinna siedzieć jego pani prawnik. Wprowadzony został jako ostatni, kiedy większość osób była na miejscu. Ten dzień zadecyduje o tym, czy wróci do pracy i odzyska wolność, czy traf do końca życia do więzienia. A może i straci życie nawet teraz? Kara śmierci też mogła mu grozić.
Wizualnie miał już parodniowy zarost. Trzymał się w miarę dobrze, o ile miał także dostęp do leków które musiał zażywać. Prosił o to swoją prawnik, by mu to załatwiła, jeżeli ma dożyć każdej rozprawy a był przecież po zabiegach parę miesięcy temu.
Stres go nie opuszczał, jak i nerwy co będzie dalej. Po nocach nawet nie sypiał dobrze, nie wiedząc czego się spodziewać. Jaka będzie jego przyszłość.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-12-23, 01:10   

Dzisiejszy dzień nie miał w sobie niczego z normalności.
To nie był zwykły sąd. To nie był zwykły sędzia. A to - nie była typowa sala rozpraw. Całe posiedzenie miało się odbywać w jednym z lepiej zachowanych pomieszczeń tego opuszczonego budynku, umiejscowionego na poligonie Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego. Drzwi tu się nie zamykały, a przez otwory służące za okna, do środka wpadały pojedyncze krople deszczu, który zaczął padać tuż po zebraniu się wszystkich zgromadzonych.
Przed sobą miałeś dowódców, kolegów z oddziałów, sędziego oraz... Samych Wellerów. Jak widać, i oni mieli dziś swój udział w tym przedsięwzięciu. Twojemu wzroku nie mógł umknąć fakt, że wszyscy byli w swoim odzieniu roboczym - czyli w większości - w umundurowaniu. Chwilę po Tobie, pojawiła się również ta niewielka kobietka o nazbyt przylizanych włosach, która reprezentowała Twoje stanowisko na każdej z poprzednich rozpraw. Dzisiaj... Miało pójść szybko.
Cały wstęp do rozprawy, z dobrze znanymi Ci już formułkami, wstawaniem, zajmowaniem miejsc i kolejnymi bezsensownymi gadkami gdzieś Ci już umnął. Chyba robiłeś to wszystko bardziej mechanicznie, już nawet nie skupiając się zbytnio na tym, co się dzieje - aż do chwili, gdy w końcu nastąpiła jakaś zmiana, a słowa wysokiego sądu zabrzmiały... Zdecydowanie inaczej.
- W dzisiejszej rozprawie nie dochodzą nowe środki łagodzące ani kolejne zarzuty. Brianie Anthony Kersey, jakie jest Twoje stanowisko w sprawie wspierania działalności terrorystycznej przy jednoczesnym spoufalaniu się z terrorystami? - Sędzia oczekiwał na Twoją odpowiedź - winny, czy niewinny? Wiedziałeś, że właśnie to pytanie było dla Ciebie najbardziej kluczowe i to od niego zależał Twój dalszy los - przyznanie się do czynu z czynnym żalem oznaczało powrót do służby przy wsparciu... Terapii. Negacja tego czynu natomiast... To prosta droga do więzienia, albo i rozstrzelania na miejscu - wszystko zależało od pozostałych pytań, jak i humoru dzisiejszego sędzi.
Po każdej uzyskanej odpowiedzi padało kolejne pytanie - czy przyznawałeś się do wsparcia w uwolnieniu byłej przewodniczącej Bractwa? Czy przyznawałeś się do działania na szkodę Departamentu i swoich towarzyszy podczas felernej nocy w siedzibie D.O.G.S.? Czy wspierałeś mutantów na terenie DOMu, wprowadzając na jego teren kontrabandę?
Pytanie za pytaniem się ciągnęło, a gdy tylko udzieliłeś wszystkich odpowiedzi, zarządzono przerwę - podczas której sędzia, wraz z Wellerami i dowódcami oddziałów oddalili się od sali - prawdopodobnie kontemplując nad Twoim wyrokiem...
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2019-12-26, 02:23   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Obecność Wellerów utwierdzała Briana w przekonaniu, że dzisiejsza rozprawa zdecydowanie będzie tą ostatnią i dzisiaj może otrzymać wyrok. Żadna z trzech opcji mu się nie uśmiechała. Choć może poza jedną - śmiercią. Miałby wtedy spokój i najwyżej wróciłby na ziemie w innym wcieleniu, w innych latach. Teraz jednak musiał przetrwać to wszystko, co było stresujące, niespokojne i wymagające spokoju, cierpliwości i opanowania. U niego z tym bywało różnie.
Słowa sądu były zaskakujące, że Brian słysząc swoje nazwisko, spojrzał na niego nie ukrywając zaskoczenia zmianą procesu. Zadane pytanie nie należało w tej chwili do łatwych. Ale musiał odpowiedzieć. Od tego zależały losy jego wolności lub życia. Jeżeli musiał wstać, uczynił to. Jeżeli nie, odpowiadał z miejsca siedzącego obok swoje prawniczki. Wymienił z nią nawet spojrzenie, jakby upewniał się, czy ma odpowiadać. Tego chyba nie było w planie.
- Wspieranie działalności terrorystycznej i spoufalanie się z terrorystami powinno być karalne. Mój przypadek jednak pokazał tego przeciwieństwo i wiem, że powinienem przyjąć karę. Na którą jestem gotów. Jakakolwiek będzie.
Nie bardzo wiedział, czy o to chodziło, ale znał zasady, przepisy i kodeksy. Nie bez powodu kończył szkolenia i treningi. Ta wiedza była wpajana za każdym razem i doświadczało się tego nawet na skórze za mniejsze przewinienia. A teraz przyjdzie mu za to siedzieć w więzieniu, lub stracić życie. Wiedział o tym, a mimo to złamał prawo.
Następnie padły kolejne pytania, na które również udzielał odpowiedzi:
Nie przyznawał się do uwolnienia byłej przewodniczącej bractwa, nie mając o tym żadnego pojęcia, że cokolwiek było organizowane.
Przyznał się do działań na szkodę Departamentu tamtej nocy, uwalniając jedną mutantkę. Posługując się danymi osobowymi jednego z kolegów.
Nie przyznał się do wspierania mutantów, uzasadniając tym że nigdy nie popierał ich zgromadzonych działań. Nie miał z tym nic wspólnego. To ostatnie było wręcz zaskakujące, że zamach na Dzielnicę Mutantów był mu przypisany. Cały czas odpowiadał spokojnie, lecz przy pytaniu właśnie o ten atak na DOM, zacisnął dłonie w pięści. Jakby chciał zapytać z wyrzutem "jak mogą go o coś takiego podejrzewać?" Gdyby chciał tego dokonać, zrobiłby już tamtej nocy. Domyślił się jednak, że mogli stwierdzić, że wynosił tajne dane i informacje o DOMu mutantom i oni wykorzystali to sobie jako wiedzę niezbędną do przeprowadzenia ataku. Nie miał pojęcia, czy czasem Dale za tym nie stał wraz z Samanthą. Ona dużo wiedziała o tym miejscu, podobnie jak Brian.
Gdy seria pytań się skończyła, Brian odetchnął z ulgą i napięcia, na czas przerwy.
- Jak bardzo zawaliłem?
Zapytał swojej pani adwokat podczas przerwy, nadal jednak czując stres tym wszystkim. Kajdanki nawet nie ułatwiały mu komfortu, zważając na to że te od rąk i nóg były połączone dodatkowym łańcuchem, bardziej ograniczając mu swobodę ruchu. W końcu uznany jest za jednego z terrorystów, ale bez zdolności nadprzyrodzonych.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-05, 00:51   

Z całą pewnością mogłeś dostrzec, jak jedna z brwi sędziego specyficznie się unosi, gdy tylko usłyszał Twoją odpowiedź. Czy taka odpowiedź była dobra, a może była tylko gwoździem do trumny? Czy każdym kolejnym słowem mogłeś kopać pod sobą dołki, z których już nigdy się nie wydostaniesz?
Co jakiś czas mogłeś słyszeć, jak Twoja prawniczka przełyka głośniej ślinę, a czasem nawet wtrącała się w Twoje słowa - jakby próbując je naprostować, by brzmiały "lepiej" - oczywiście za każdym razem prosząc sędziego o udzielenie tego głosu.
- Przekonamy się, gdy wrócą z narady. - Odpowiedziała na Twoje pytanie, gdy tylko mężczyźni opuścili to chłodne pomieszczenie. Starała się jednak przywołać na swoją twarz pokrzepiający uśmiech. - Jestem niemal pewna, że ominie Cię najgorszy wymiar kary. Z całą pewnością czynny żal i gotowość do pokuty zostanie przez nich odebrana... Na plus. - Dodała po chwili, samej zaciskając swoje dłonie w piąstki. Widać było, że ją nerwy zjadały chyba jeszcze bardziej, niż Ciebie - przynajmniej teraz, gdy dookoła "prawie" brakowało świadków na takie zachowanie.
Przewodniczących tej rozprawy nie było przy Was przez dobre kilka minut - jeśli miałeś jakiekolwiek pytania do swojej przedstawicielki, był to najlepszy moment, by je zadać. Jeśli nie... Większość tego czasu przeminęła raczej w milczeniu.

Mógłbyś przysiąc, że gdy tylko sędzia z dowódcami ponownie pojawili się przed Twoim obliczem - zawiało chłodem przez niezabezpieczone okna, wprowadzając wszystkich w nastrój istnej grozy. Spoważniało, wszyscy żołnierze stanęli na baczność, a i Ciebie zmuszono do powstania. Nie wiedzieć jednak czemu, mina obu Wellerów była... Zdecydowanie zbyt pozytywna.
- Brianie Anthony Kersey, Podczas zamkniętego posiedzenia ława przysięgłych... - A to dobre sobie, mogłeś pomyśleć, patrząc na to, że wśród tej ławy wszyscy mogli być przekupnymi oficerami tylko czyhającymi na to, by pozbyć się zbyt znanego żołnierza po tych wszystkich wpadkach. - ...uznała Cię winnym w sprawach... - Nie mogłeś się już skupić. To był wyrok. Gdzieś z tyłu swojej głowy chyba wciąż miałeś nadzieję, że to wszystko się skończy jak zły sen, że wszystko wróci do normalności. Czy miało znaczenie, za co Cię skazują, skoro wiedziałeś już, z czym to wszystko się wiąże?
- Sąd wziął pod uwagę wcześniejsze osiągnięcia zawodowe jak i rekomendacje przywódców poszczególnych oddziałów. W związku z tym obecnym wyrokiem skazuję Cię na wyłączenie z pełnienia służby do czasu ukończenia terapii wojskowej Departamentu Bezpieczeństwa Genetycznego. W przypadku oporu, na terapię zostaniesz doprowadzony innymi środkami. Zamykam rozprawę. - Rozbrzmiały ostatnie słowa, a Ty... Jak w ogóle mogłeś na to zareagować, gdy na ustach Twojej prawniczki pojawił się szczery uśmiech, a za sobą usłyszałeś ruch dwóch uzbrojonych szwadronowców?
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-05, 01:51   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Chociaż tyle dobrego mógł usłyszeć od swojej pani prawnik, oznajmiającej że najgorszy wyrok może go ominąć. Czyli zapewne mówiła o karze śmierci. Trochę szkoda, bo przynajmniej skończyłoby się to wszystko szybko i sam miałby koniec tych problemów.
Póki co, więcej pytań nie miał. Oczekiwanie na wyrok trochę trwało, aż w końcu panowie raczyli się pojawić ponownie. Wstał również, kiedy tego wymagano. Dostrzegł spojrzenia Wellerów, jakby chciał odczytać co zadecydowali. Ale uwagę musiał przenieść na sędziego, który już wypowiadał jego nazwisko.
Uznano go za winnego. To było do przewidzenia. Już był przekonany, że więzienie będzie mu pisane. Norma. Do tego akurat będzie wstanie się przyzwyczaić. Możliwe że przygotowywał się na taką ewentualność, nie chcąc przechodzić tak zwanej terapii wojskowej.
Jednak wyrok jaki zapadł był dla niego zaskoczeniem. Spojrzał na adwokat, która była wręcz temu zadowolona.
Nie podobało mu się to wszystko. Z adwokat przeniósł spojrzenie na kolegów, którzy już ruszyli się za nim, po czym wzrok swój skierował na Wellerów. Może i mówiono mu, że stawią za nim, ale nie było mowy o terapii. Miał przed sobą jedynie akta, jak w takim przypadku byli traktowani poprzednicy. Nie chciał tego samego.
- Chcę rozmawiać z szefem.
Zwrócił się do swojej adwokat, czując jak złapany zostaje za ramiona do odprowadzenia. Nie dał się i próbował wyszarpać z ich uścisku, póki nie porozmawia z przełożonym.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-05, 03:01   

W oczach prawniczki sprawa była wygrana - w końcu terapia wiązała się nie tylko z pozostaniem na wolności, ale i powrotem do służby - czy dla żołnierza może być cokolwiek lepszego? Pewnie właśnie dlatego kobieta nie mogła zrozumieć widocznego niezadowolenia na Twojej twarzy, a na Twoją "delikatną" prośbę, nawet nie zdążyła zareagować, gdy jeden ze szwadronowców uderzył Cię kolbą swojej broni w ramię.
- Nie Ty tu jesteś od składania życzeń! - Rozbrzmiał jego głos, gdy próbował złapać Cię pewniej pod ramię, jednak tę czynność przerwał nie kto inny, jak sam... Weller.
- Spokojnie bracie, wszystko w swoim czasie. To był ciężki dzień. Koledzy odprowadzą Cię do celi, nieco ochłoniesz.. Mogę Ci zagwarantować, że jeszcze dzisiaj porozmawiamy. - głos Friedricha był ciepły, ale i zdecydowany. Jego dłoń poklepała Cię dwukrotnie po ramieniu, nim mężczyzna Cię minął, zostawiając Cię z uczuciem dziwnego spokoju... Widziałeś, jak dowódcy oddziałów zbierają swoje teczki i sami kierują się ku wyjściu, jakby w ogóle nie zwracali na Ciebie uwagi. Nie wiedzieć czemu - i szwadronowcy za Tobą stali się jacyś... delikatniejsi?
Tylko Twoja prawniczka wydawała się kompletnie nie ogarniać, co tu się właśnie zaczęło dziać...
[Profil]
 
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-01-05, 15:06   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


Widział akta żołnierzy, którzy byli w takiej lub podobnej sytuacji do niego. Niby wolność była czymś, co każdy pragnie, to jednak widząc opisywane efekty takiej terapii nie były dla niego zbyt przekonujące. Może lepsze byłoby więzienie? Z tym, że w jego przypadku nie można byłoby mówić o 10 czy 20 latach pozbawienia wolności, ale dożywocie. I co prawda, niemal wszyscy mieli taki wyrok, bądź pozbawieni zostali życia.
Aż sam się sobie dziwił, że tak zareagował na ten wyrok, ale nie chciał też być poddawany temu programowi. Weller nie wspominał mu chyba o tym. Jedynie prawniczka podsuwała mu te dokumenty i wspominała o takiej możliwości, gdyby udało się wywalczyć dla niego wolność. I udało. Była zadowolona. Ale nie Brian.
Szef odezwał się, nawet dziwnie będąc spokojnym i chcąc tym samym wpłynąć na niego. To dziwne uczucie opanowania mu teraz towarzyszyło, że nie odpowiedział nic a jedynie odprowadził przełożonego wzorkiem. Fakt, oberwał wcześniej pałką, ale na ból jakoś nie zareagował. Może dlatego, że lata ćwiczeń i walk uodporniły go na takie uderzenia. A nie było to pewnie zbyt mocno, by miało go porządnie zaboleć. Koledzy też dziwnie się uspokoili. Choć nadal go trzymali. Zwrócił się więc do kobiety.
- Dziękuję za wszystko.
Uścisnąłby jej dłoń, ale kajdanki krępowały jego ruchy, a z drugiej strony, ona pewnie nadal się go obawiała. Jego rozprawa się zakończyła. I pewnie nie będzie mógł nawet odwołać się do zmiany wyroku. Dlatego podziękowania kobiecie się należą, że z nim wytrzymała i poprowadziła jego sprawę do samego końca.
Zaraz po tym, pozwolił się odprowadzić do celi.


[z/t dla wszystkich]
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5