Poprzedni temat «» Następny temat
Miejsce na ognisko
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-17, 18:25   Miejsce na ognisko


[Profil]
 
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-16, 00:28   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| 20 sty, popołudnie

Nie wiem, co musiałbym sobie zrobić, by przerwać ten wyniszczający schemat moich ostatnich snów. Wzbraniałem się przed tymi obrazami, ale nie potrafiłem się ich pozbyć. Śniły mi się po nocach, potem przeżywałem je całe dnie i tak na okrągło, odkąd dowiedziałem się o śmierci Yvonne Marie. Wszystko wróciło, doszło nowe. Niczym klatki z najgorszych horrorów psychologicznych, niszczyły mnie od środka. Wariowałem… a raczej się wściekłam potężnie.
Alienowałem się normalnie, zaś teraz? Musiało to osiągać jakiś szczyt. Często kręciłem się po Bractwie, będąc po prostu upierdliwym czy czepialskim dupkiem, albo to kręcąc z tą czy tamtą. Oczywiście, niezobowiązująco, bo zdrada Colleen jakoś nie leżała w moim interesie, co z kolei znowu podsycało mą wczorajszą teorię. Ale to nie takie istotne. Ważne, że znów byłem wściekły, tak wściekły, że zamiast dręczyć innych swoją zajebistością, ja siedziałem na bardzo zimnym podwórku nad bardzo zimnym ogniskiem, a raczej nad jego pozostałością. O, i właśnie! Tym samym dochodziliśmy do epitafium mojego problemy czy też jego kwintesencji – nieistotne, jak bardzo bym się starał, wspominał ostatnie zabawy tym samym ogniskiem, dziś w żaden sposób nie mogłem podnieść temperatury pozostałościom po drewnie. Byłem ograniczony i wściekły.
Tak bardzo wściekły! WŚCIEKŁY, WŚCIEKŁY, WŚCIEKŁY! Tak wściekły, że byłem nawet wściekły na wściekłość i na tę jej wściekłość również. Patrzyłem na to ustrojstwo i NIC! Machałem rękoma, ujebałem się nawet sadzą i niemalże zjadłem ten węgiel, ale NIC! NULL! ZERO! Kompletne… Ale, ale! To nie wszystko, bo przecież nie mogłem non stop wściekać się na to ognisko. Zaraz ponownie nawiedził mnie wybuch mojego domu rodzinnego, zdradzieckie chwile z moją eks czy też moim najdroższym przyjacielem. Dalej? Widziałem Yv, widziałem samochód i spektakularny wybuch, któremu nie mogłem przeciwdziałać.
Nie miałem pojęcia, jakim cudem to nie zapłonęło. Moje emocje były na takim poziomie, że powinno rozwalić połowę Black Lake. I BYŁO ZIMNO! Powinien mój organizm, do cholery, się bronić przed zimnem… Halo, mój wewnętrzny Hogwarcie! Rozpal mi, kurwa, ogień!
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2017-12-16, 01:02   
   Multikonta: Lidia Foney


#4

Mówią, że kiedy już sięgasz po tomik poezji, a rzeczywiście literatury nie studiujesz, to albo skończył się alkohol, albo przeżywasz kolorową miłość – taką z tymi gołymi aniołkami latającymi nad głową. Jeśli jednak nie wpisujesz się w żadną z powyższy kategorii, to powinieneś się dobrze nad sobą zastanowić. Alba poetką była sobie skrycie i zaczytywała się w tych podniosłych teoriach i szumiących wierzbach. Nie brakowało jej pięknych słów, nie brakowało jej emocji. Czasem potrzebowała odizolować się od gnębiących ją resztkach czyiś lęków i pragnień, ale przede wszystkim od tych własnych wiercących się niespokojnie myśli. Sięgała sobie wtedy do takiego Williama Blake’a i świat przestawał istnieć.
Ale nie. Piąty raz zaczynała czytać ten sam wers. Poruszała niespokojnie głową i tak śmiesznie mrugała. Gdyby ktoś ją teraz zobaczył, to najpewniej uznałby, że coś jest bardzo nie tak. Ostatecznie przyłożyła dłoń do boku głowy i przymknęła oczy. Coś zabolało. Zatrzasnęła tomik i usiadła. Oto jeszcze przed chwilą leżała grzecznie w łóżeczku i grzała się pod kocykiem, ale wszystko się skończyło, bo coś ewidentnie nie pozwalało jej zagłębić się w świat głębokiej metafory.
Przyczołgała się do okna i zajrzała zza firanki. Robiło się już powoli ciemno, ale mogła dostrzec kręcącą się postać przy miejscu na ognisko. Nie pierwszy raz czuła jego złość. To śmieszne, ale była tak charakterystyczna, że nie sposób nie poznać, że to właśnie Aaron. Tylko akurat pierwszy raz musiał się przypałętać w tak niesprzyjającym momencie.
Chwilę później narzucała już na siebie sweter i wsuwała buty. Zaopatrzona w tomik poezji i pewien magiczny artefakt ruszyła ku niemu. Kilka kroków i już była przy tym frustracie. Popatrzyła sobie tak na niego z politowaniem i sięgnęła do kieszonki. Wyjęła zapalniczkę i odpaliła. Nie, nie podała mu.
- Masz tu płomyczek. - Wyciągnęła rękę w jego stronę. - Tylko mnie nie poparz. I lepiej się uspokój, bo przez ciebie nic nie mogę zrobić – dopowiedziała jeszcze i mocniej ścisnęła tomik. Gotowa była naprawdę mu tym Blake’m przyłożyć.
Za nic nie mogła zablokować swojej głowy na jego emocje. Nie, kiedy były tak silne. W tym momencie bardzo żałowała, że nie miała jeszcze takiej kontroli nad swoimi umiejętnościami.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-17, 01:26   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Life is brutal and full of zasadzkas? Najwyraźniej na każdym kroku, zaś najgorsze było to, że to właśnie ludzie ludziom – zdarzało się, że niechcący – robili źle. Ja robiłem źle w tej chwili nie tylko sobie, ale również innej osobie, o czym jakoś nie pomyślałem, kiedy opętany furią znęcałem się nad martwym ogniskiem. Moja tępa, męska głowa zapomniała o pewnej łagodnej damie, którą migreny dręczyły, kiedy moje wściekłości znajdowały się w jej pobliżu.
Tak teraz stałem nad ogniskiem-nie-ogniskiem, znęcając się nad nim w dalszym ciągu, kiedy drzwi gdzieś za mną otworzyły się. Oczywiście odruchowo się odwróciłem i dopiero jej twarz uświadomiła mi, jakiej zbrodni się dopuściłem, jakiego wręcz gwałtu dokonałem. Cóż, to wcale nie pomogło. Raczej wzmogło wściekłość na siebie i cały świat.
Tylko że Alba to Alba… Nieco oburzona, nieco znudzona, z pewnością spokojna i cierpliwa niczym anioł jak na takie sytuacje, wyciągnęła po prostu płomyczek w moim kierunku.
Moje gwałtowne emocje na moment się wstrzymały, skupiając się na płomyczku zapalniczki. Niestety, złe warunki pogodowe nieco zburzyły ten spokój, chcąc zgasić mojego nowego znajomego, dlatego też się… wkurwiłem i ocaliłem biedaka od zguby. Mało nie poparzyłem Alby, kiedy ogień wyrastający z jej zapalniczki urósł znacznie w górę. Chwała, że nie była zbyt pochylona, bo mogłoby się to serio skończyć brakiem brwi.
- To nie takie proste – stwierdziłem, wspomagając się nieco rękoma, jak gdybym dysponował magią bezródżkową. Oh! Nic z tych rzeczy! Ja po prostu byłem sobie zmutowanym człowiekiem i też trochę zachowywałem się jak baba podczas okresu. Może trochę gorzej, bo ta nie znęcała się nad ogniskami, bo nie chciały się same zapalić. – Mogę podgrzewać to małe ustrojstwo, wznosić w powietrze, podpalić nim lasy, siebie, wszystko… Spopielić totalnie. Ale, za Chiny i inne Hondurasy, nie mogę sam wytworzyć tego jebanego ognia – warknąłem poniekąd, więc się zaraz zreflektowałem i wyprostowałem. Dla relaksu zrobiłem sobie płomienny okrąg, który obracał się leniwie wokół nas, ogrzewając przy okazji nieco powietrze w naszej okolicy. To mnie nieco uspokajało, ale i tak uważałem za wredne to, iż mój ograniczony umysł nie potrafił ogrzać niepalącego się przedmiotu. Nawet takiego, który palił się wcześniej.
Ale, no, byłem winny Albie przeprosiny.
- Wybacz… Za przeklinanie i emocje. Nie chciałem… – odparłem, nie dokańczając tego ostatniego zdania. Wiadomo, nie chciałem, ale stało się i nic nie mogłem zrobić – kolejny powód mojego wścieku. Że też wszystko musiało udowadniać mi, jak bardzo byłem popieprzony i dlaczego właśnie taki byłem. – Może lepiej gdzieś pójdę. Nie wiem, czy uda mi się opanować emocje. Za wiele myśli… Nie miałaś może tak, że bardzo chciałaś coś cofnąć, ale po prostu nie mogłaś? Niemoc bardzo – zauważyłem z niesmakiem.
Zamknięta pętla ognia się przerwała, przemknęła obok jej łokcia i zlepiła w jedną, całkiem potężną kulę ognia. Przez myśl mi przeszło, co by było gdybym zrobił ją jeszcze większą i wysłał cudownemu rządowi z pozdrowieniami. Uderzyć w Biały Dom, Pentagon… albo chociażby wstrętną siedzibę D.O.G.S.ów. Może właśnie dlatego skupiłem na niej wzrok, zaś wewnętrzną część prawej dłoni miałem skierowaną w jej epicentrum? Kusiła. Nie dotknięciem, ale posłaniem w prawdziwe diabły. Ciekawe, czy mój organizm by to wytrzymał. Pewnie nie, ale miałem nadzieję, że ostatecznie doleciałaby wystarczająco daleko, by ich ostro przerazić.
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2017-12-18, 00:20   
   Multikonta: Lidia Foney


Podarowała mu płomyczek, wierząc, że trochę pobawi się iskierkami, powachluje płomieniem i złość wyparuje. Jednak dobrze wiedziała, że to wcale nie jest takie proste. Niektórzy objawiali się jej w tak charakterystyczny sposób, że aż zdawało się, że emocje mogą mieć swoje zapachy. Zapachy, po których rozpoznajemy, że to właśnie ten, a nie inny człowiek jest blisko nas. Nie umiała tego wyjaśnić. Emocje innych nie bolały zawsze. To nie były nieznośne migreny. Nie potrafiła tego porównać z żadnym znanym jej odczuciem. Czasem rzeczywiście ból, ale innym razem szept. Jakby lęki były wołaniem o pomoc, jakby pod złością kryła się bezsilność, jakby radość miała zaraz wybuchnąć. Po prostu wiedziała.
Tak jak wiedziała w swojej chatce, że gdzieś tam niedaleko pałęta się Aaron i że jego wściekłość wypływa z najgłębszego zakamarka duszy. Nie czytała w myślach, więc nie umiała powiedzieć, dlaczego tak się czuł. Może miał jeden z tych dni? Dni, kiedy wszystko się wali i myślisz, że już gorzej być nie może? O tym właśnie myślała, kiedy fale ognia przesuwały się wokół nich. Próbowała je podglądać, ale ich moc zmuszała ją do odwrócenia spojrzenia w innym kierunku. Nie pozwalały się poznać Albie. Odkrywały się tylko przed swoim.
Patrzyła na Aarona, któremu ulegała każda gorąca iskra. Wydawało jej się nawet, że jego złość trochę przygasła. Jakby odsunął myśli, by skupić się na czymś innym. Mogła się bać, że za chwilę poczuje smród spalonych włosów, że poczuje przeraźliwy ból – i tym razem będzie to jej własny, prywatny i zupełnie rzeczywisty ból. Jednak Alba Delgado, mimo wielu lęków i szeptów rozsądku, nie mogła tak po prostu uciec. Przecież jeszcze chwilę temu nieświadomie podarował jej część siebie.
- I wydaje ci się, że bez niego jesteś zupełnie bezbronny? Nie stworzysz go, ale spójrz, jak on się poddaje, jak podąża za tobą, jak wiele możesz zrobić, jak wiele zniszczyć. - Miał w rękach potęgę. Narzędzie zniszczenia. Mógł niszczyć i budować, a jednak pozostawał niezadowolony. Każdy z mutantów posiadał umiejętności, które budziły strach i jednocześnie pragnienie posiadania więcej. - Czy wolałbyś nie mieć niczego? - To dla większości było pytanie, na które nie istniała odpowiedź, bo mutacja przynosiła największą krzywdę samym mutantów. Czyniła ich wyjątkowymi, otwierała zamknięte wcześniej ścieżki, ale też potrafiła bardzo osłabić.
- Naprawdę chcesz mnie przepraszać za to, że potrafisz odczuwać, Aaron? - Pokręciła głową i popatrzyła w niebo. Nie miał na to wpływu. Dlatego musiała jak najszybciej opanować moc tak, aby nie czuć i przywrócić komfort osobom wokół niej. Raczej nie odczytywała emocji bez powodu. To one same lgnęły do niej i nie chciały zamilknąć. Zwłaszcza w takich przypadkach jak ten tutaj.
Schowała nowego przyjaciela Aarona i wsunęła dłonie do kieszeni spodni. Czy kiedykolwiek tak miała? Chyba nie chciał znać odpowiedzi.
- Przez cały czas – zaczęła cicho. - Wciąż mam wrażenie, że coś mogłam zrobić lepiej, że coś trzeba naprawić, ale nie wolno nam mieszać przeszłości. Jej już nie ma, a my musimy walczyć o nasze teraz, wiesz?
Świetna pora na moralne pogawędki. Brawo, Albo! Mogliby sobie teraz tu usiąść przy ognisku, otworzyć piwko i zaśpiewać piosenkę.
- Jeśli odejdziesz, to emocje i tak zostaną. Nie znikną, dopóki sam sobie z nimi nie poradzisz. Są teraz tobą, mówią za ciebie – Tak, czasami nie trzeba było być telepatką. Wystarczyło być taką Albą. Jeśli częściej będzie przebywała z takimi Aaronami, to jej poziom opanowania mutacji będzie wzrastał. - A ja chyba mam nadprogramowy trening – Cień uśmiechu gdzieś tam się wkradł.
Jednak tomik wciąż czekał w gotowości i potrzebował tylko ręki, która skieruje go w stronę jego czupryny. Szkoda tylko, że płomienie tak lubią papier.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-23, 02:11   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Dzierżąc w dłoniach i swym umyśle moc władania ogniem, którym teraz obracałem, jak mi się podobało, odczuwałem pewien dyskomfort. Tak, osoba tak potężna jak ja, posiadająca narzędzie zniszczenia w zasięgu, niemalże taką atomówkę jak Ronnie, miałem taki uczuć zły. Wywołany poniekąd przez Albę, gdyż zapytała o rzeczy, na które nie znałem odpowiedzi i których to też się obawiałem, jeśli chodziło o ich poznanie. Bo choćby pytanie, czy czuję się bezrobnny? Albo, czy wolałbym nie mieć niczego?
Ugh! Niespodziewanie przed moimi oczami stanęła wizja dawnego przyjaciela, którego spotykam przypadkowo na ulicy. Patrzy mi prosto w oczy, czego nie był zdolny zrobić wtedy, kiedy uciekał z miasta. Patrzy na mnie i po prostu w kolejnej sekundzie już płonie, ja zaś patrzę sobie dalej, kiedy on już nie jest zdolny okazywać mi tę wstrętną pogardę. Z Nią zrobiłbym to samo, gdyż kochałem ich nad życie… Oni chcieli mnie tak lekko zabić, nawet się nie wahając. Ja przeżyłem, można powiedzieć, że wstałem z popiołów, odrodziłem się niczym feniks albo też wróciłem z piekła, w którym żyłem i żyję. Stąd Inferno? Owszem. Z piekła pochodzę i w piekle żyję, ewentualnie do piekła poniosę twoją duszę… Tandetne. Inferno mi jednak pasowało. Władałem ogniem i mogłem palić grzeszników… D.O.G.S. choćby.
Przygasiłem nieco tę kulę. Przez moje przemyślenia wzrosła, a nie chciałem przecież spalić Bractwa, ani chociażby Alby, a tym bardziej siebie. Jakiś obłęd czaił się w mojej głowie i obawiałem się znów, że w końcu zrobię coś, czego będę potem żałował. Czyżbym za często spędzał czas z Colleen? Jej szaleństwo udzielało mi się? Powinienem zacząć brać te wszystkie proszki? Gardziłem nimi.
- Nie jesteś za młoda, by rzucać takimi mądrościami? – zapytałem aby, nie chcąc obsypywać jej gównem swojego życia. Z początku miałem warczeć, zaklinać się, przedstawiać swoje chore wizje spopielania ludzi żywcem, ale uświadomiłem sobie, że nie chciałem jej przerażać. Pragnąłem aby kontrolować swoje emocje, uspokoić się, a ona przecież myślała o tym samym. Plus, kto, jak nie ona, bardziej znał się na temacie emocji?
- Myślisz, że oboje możemy nauczyć się lepiej kontrolować swoje emocje? Kiedy jestem wściekły, lepiej mi się dysponuje tym kolegą – stwierdziłem, wskazując wzrokiem na puszystą kulę ognia, która jakby kichnęła na te moje słowa. Hehe, zwariowałem do tego poziomu, w którym zaczynam rozmawiać z żywiołami, a one zaczynają mi odpowiadać. – Ale czasami wolałbym się od tego odłączyć. Mam, jak każdy z nas, złe rzeczy w głowie. Chyba faktycznie czuję się… bezbronny, bleh. Chciałbym być zawsze przygotowany na spotkanie z wrogiem, na powstrzymanie czegoś, czego nie chcę. Mam… kogo tracić i… i to chyba złe – zasugerowałem niepewnie, gdyż to niosło za sobą nieco bzdurne stwierdzenia. Wszyscy tu walczyliśmy, kochaliśmy się, łączyliśmy w pary, ginęliśmy… Czy z tego powodu miałbym rezygnować z przyszłości z Colleen? Myśl o tym była mi jakoś nie po drodze, dlatego też trwałem w nadziei, iż Alba prędzej przywali mi swoim tomikiem po głowie niż przyzna mi rację.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2017-12-24, 22:40   
   Multikonta: Lidia Foney


Dostrzegała jego obłęd, ale nie przerażało jej to. Towarzyszyło jej bardziej zmartwienie Odczuwała Aarona mocniej, niż mógłby przypuszczać. Momentami jej moc miała trochę wspólnego z telepatią, ale tutaj nie było myśli. Jedynie uczucia, które czasami mogły wyjawić więcej sekretów niż słowa i obrazy w głowie. Powiedzieć, co się dzieje i jednocześnie nigdy nie zdradzać dlaczego.
Wiercenie w Aaronowym ja nie było celem Alby. Nie uważała się za osobę odpowiednią do wysłuchania zwierzeń. Zresztą podejrzewała, że nie chciał się z nią dzielić swoim wewnętrznym chaosem. Nie byli sobie tak bliscy, więc zupełnie nie oczekiwała wyjaśnień, choć jeśli odczułby taką potrzebę, to wysłuchałaby. Już jakiś czas temu zauważyła, że przez jej moc, ludzie opowiadają jej o swoich bólach w sercu, wołaniu rozpaczy dobiegającego gdzieś z dna duszy i głęboko skrytych pragnieniach. Jakby uważali, że Alba i tak wie – albo czuje i nawet nie trzeba jej tłumaczyć, o co chodzi.
Tylko że to wcale nie było takie proste. A jednak stawała się nigdy nienazwaną strażniczką trosk, kiedy spod szeptów wychodziła porażająca moc pragnień i obłędów. Przy tym wszystkim jej własne gdzieś tam upadały, chowały się w cień i uciekały przed spojrzeniem dnia.
- Powiedz mi, co mogę mieć w głowie, kiedy czuję to, co czuję… - szepnęła niemal w odpowiedzi na jego tekst o mądrościach i pogrzebała trochę butem w śniegu. Taka moc dawała nieźle po d…, to dar po cichu zakradający się do iskrzącego się w niej płomienia, który raz przygasał zupełnie, a za chwilę połykał w szaleństwie powietrze, rosnąc w sile. Czy to przez niego nachodziły ją akurat takie porównania dla własnej duszy?
Tak, wielki, przeklęty ekspert od emocji. Szkoda tylko, że od pochłaniania i interpretacji cudzych, a nie swoich własnych. Kiedyś być może odczuje, co to znaczy zmagać się ze swoimi przeklętymi lękami i fascynacjami. Tymczasem w jej życiu był spokój i wiele uczuć pozostawało wielką zagadką, którą chciałaby w przyszłości poczuć. Wśród nich było legendarne zakochanie.
- Negatywne emocje wzmacniają cię, pobudzają ogniki – podsumowała jego wypowiedź, zastanawiając się. - A próbowałeś kiedyś wydobyć siłę z tych dobrych? - To problem, z jakimi zmagało się wielu mutantów. Łatwo jest rzucać błyskawicami i laserami w wielkim strachu, czy pragnieniu zemsty.
Pytanie jednak powinna zadać jeszcze inne. Czy w ogóle wierzył w swoje ciepłe, radosne nastroje? Czy się do nich przyznawał i je akceptował?
- Głupoty gadasz, wiesz? Z miłości można czerpać niesamowitą moc. Taką najpiękniejszą – A może głupoty gadała właśnie ona, nie doświadczywszy nigdy na własnej skórze uczucia kochania? - Tak przynajmniej mi się zdaje, kiedy widzę w emocjach innych, co się z nimi dzieje w stanie zakochania. Spróbuj nieco inaczej na to spojrzeć. Zgasić lęki.
Bo tu wciąż chodziło właśnie o ten przeklęty strach przed utratą i beznadziejne przeświadczenie o tym, że kochać oznacza być słabym, a Aaron…
- Jesteś dzielniejszy niż sadzisz.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-25, 02:35   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Cholera, Alba serio była za młoda jak na takie mądrości, ale, cóż, musiałem stwierdzić, że na serio-serio była dojrzała, by rzucać podobne stwierdzenia. Ze zgrozą też pomyślałem, że ona, zresztą jak każdy z nas tu zebranych – nawet Daniel, który był człowiekiem – wiele przeszliśmy. Za wiele. Nie tylko ja miałem swoje demony, ale również Alba, Colleen, Daniel, wszyscy. Tyle nieszczęścia znajdowało się wokół i Alba miała tę moc, która informowała ją o nich. Sama świadomość, że to istniało, była ciężka, a co dopiero możliwość odczuwania wszystkich tych emocji z tym związanych, bycia niemalże zespolonym sercem z nimi wszystkimi? Ba, z samym mną? Na dodatek, odczuwać wściekłość, kiedy nie znałeś powodu…
W tej chwili inaczej spojrzałem na Albę. Od zawsze miałem ją za ostoję spokoju, a teraz? Była chyba tego guru, samym Buddą czy boginią, do której mogliśmy się spowiadać i modlić, a która znałaby nasz ból. Trochę, cóż, zalatywało zbyt wielką religią jak na mnie, ale tak to właśnie działało. Może nie mówiłem jej nic o tym, skąd się brały moje emocje, ale sam fakt, że znała ich ogrom i że próbowała mi jakoś pomóc… cóż, było mi z tym lżej. I próbowała też torpedować moje wątpliwości! Praktycznie ją za to kochałem! Jak siostrę, oczywiście. Miałem aż ochotę ją przytulić, ale obawiałem się, że źle to odbierze czy coś… Przytulałem ją kiedykolwiek? Chyba nie. Nie byłem takim mięciutkim i kochanym Aaronem. Raczej takim chodzącym, napakowanym i wściekłym wredem.
- Heh, nie wiem, co się dzieje, świat się zmówił czy co, ale ludzie mają mnie za odważnego, wspaniałego i w ogóle… Ja tu tylko załatwiam szamę, robiąc rozróby. Jestem zwykłą szują, plączącą się po kampusie i złorzeczącą na świat. Gdzie tu miejsce na bycie dzielnym i kochanym? – zapytałem rozbawiony, gasząc w sobie tą usilną potrzebę przytulenia do siebie Alby. Może i była w tej chwili dla mnie boginią strapionych, ale, no, to tylko potwierdziłoby tę teorię, w której byłem jakimś rycerzem dwudziestego pierwszego wieku. Jeszcze czego! Nie chciałem tu wysyłać sprzecznych informacji. Choć trochę siebie nie rozumiałem, bo miałem wrażenie, że się okłamuję… Ale kiedy mówią mi, że jestem dzielny, mam wrażenie, że ich okłamuję. I gdzie tu prawda?
- I da się zgasić lęki? Szczególnie, kiedy nie wiesz, co inni mają w sowich głowach, co planują, czego pragną? W każdej chwili mogą zakradać się od tyłu, by dźgnąć cię bezczelnie w plecy – zasugerowałem, odnosząc się tym samym do mojego największego lęku – zdrady. Zostałem podwójnie zdradzony, w tym samym czasie, przez dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Jak mogłem pozbyć się lęku przed kolejnymi zdradami? Jak miałem ufać Colleen? Jak mogłem ufać choćby Albie… Nie, ona nie byłaby zdolna… Ale Tamci też nie byli zdolni w moim mniemaniu. Ech…
Ogień momentalnie zgasł. Zrobiło się nieco bardzo ciemno, a bez ciepłego blasku jakby też chłodniej.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2017-12-26, 01:48   
   Multikonta: Lidia Foney


Ostatnim jej pragnieniem było to, aby Aaron Bartowski lub ktokolwiek inny postrzegał ją jako bóstwo, jakąś przeklętą wyrocznie delficką, albo wróżkę zębuszkę. Tak, powiedzmy głośno, była wyjątkowa. Wyjątkowa jak Aaron, Sally, czy Vee. Różnica polegała na tym, że nie władała ognistą falą, nie miewała wizji przeszłości, a odkrywała ludzkie dusze przez wąskie ścieżki ich uczuć. Gdyby Colleen miała taką mutację, to ją nazywałby bóstwem. Chociaż to może niewłaściwie porównanie, bo dla niego powinna nim być zawsze. Jeśli Alba poznałaby jego myśli, na pewno wszystkiemu by zaprzeczyła, nie uznając takiego pojmowania jej osoby. Chociaż na pewno nie podarowałaby sobie ujrzenia przed oczami Aarona składającego jej ofiarę, pogrążonego w modlitwie.
Teraz zamierzała być tylko kimś, z kim mógłby po prostu pogadać bez wdawania się w długie historie, bez zawiłego tłumaczenia i głębokich analiz własnego umysłu – choć to ostatnie chyba już się działo. Nadchodził wieczór, przez chwilę mogło zaszumieć podszeptami i zapachnieć strachem. Później i tak wszystko zniknie i powrócą do tej niespokojnej codzienności. Aaron będzie sobie siał zamęt i rzucał iskierkami na prawo i lewo, a Alba… no właśnie, co? Wróci do poezji, wskoczy Sally do łóżka i się przytuli mocno, odganiając tym samym jej cierpienia, albo będzie się snuła po obozie, próbując wydobyć ze strzępków przeszłości jakąś całość, którą można w racjonalny sposób wytłumaczyć. Brawo, to brzmiało jak idealny plan.
- W każdej rodzinie jest potrzebna jakaś szuja, wiesz? Poza tym zawsze przyda się jakiś wielki i zły typek, który przyjdzie z pomocą takim ciepłym kluskom jak ja. - Na co komu emocjonalne manipulantki, wróżbitki, łapacze snów i pożeracze wspomnień, skoro trzeba czasem komuś nieźle przywalić, aby obronić siebie i innych. Alba mogła pofantazjować sobie, że staje do walki i powala wroga. Mogła chwycić łopatę i – jakby ją już zdołała podnieść – spróbować komuś przywalić. Na tym koniec jej potencjalnych możliwości. Co dawała jej moc? Pewną manipulacje, trochę szpiegostwa, ale mało konkretów. Uspokoić rozwścieczonego gliniarza? Super, ale co dalej? Wywołać u niego sympatię do mutantów? To nie działało tak łatwo. - Nigdy nie wiesz, w jakiej roli zostaniesz postawiony.
Co z tego, że mogła leczyć jego dusze swoją mocą, jeśli kiedyś on być może uratuje ją przed jeszcze gorszym losem od walki ze swoimi wewnętrznymi diabełkami.
- Znajomość tych lęków, odkrycie siły pragnień nic ci nie daje, Aaron. Jest tylko jeszcze gorzej. - Tak, nie chciał czuć tego, co czuła ona. Nie chciałby wiedzieć. I to nawet nie dlatego, że to były informacje złe i przykre, ale rosła świadomość swojej roli w czyimś życiu, istoty swojej własnej osoby. Lub jej zupełnego braku. - Słuchaj siebie. Jesteś ważny, pozostawiasz ślady, nie giniesz we mgle. - Tak, miała te swoje dziwne teksty i gadała czasami jak potłuczona. Może rzeczywiście idealnie spisałaby się w roli wyroczni?
Była pewna, że jego brak miał ten taki irytujący zapach, że jego kroki wybrzmiewały w czyjejś tęsknocie, że miał jeszcze wiele do przeżycia, ale nie mógł się teraz poddać.
Gdy ogień zgasł, poczuła zimno. Kilka nieprzyjemnych myśli podgryzło jej serce.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-30, 14:59   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


To trochę nienormalne, że oboje staliśmy tu, kiedy się coraz bardziej ściemniało, zaś temperatura nie zachęcała do ckliwych spacerków. Ba!, na dodatek rozmawialiśmy o strachu, własnych lękach, jak gdyby zmory wcale nie skrywały się zazwyczaj w cieniu, ukryte, niemalże niewidoczne. Mrok… Szalone, szalone. Dziwne również było to, że poza zniszczenie i destrukcją, moja moc pozwalała mi również na przeciwstawienie się ciemności i jej mrocznym mackom. Zalatywało mi to nadzieją na lepsze jutro, na uwolnienie się spod jarzma bólu.
Heh, co za nostalgiczne przemyślenia. Powinienem to spisać i wydać pod pseudonimem Aarono Bartelo czy coś.
Zaśmiałem się, mimo wszystko. Nie z własnych rozważań, bo przez te miałem ochotę wykręcać sobie oczy w dziwnych minach. To przez Albę i jej tekst o kluskach takich jak ona.
- Ten tekst o kluskach jeszcze może jest zabawny, ale ten o rolach mnie trochę przeraża – stwierdziłem niby żartem, ale doskonale wiedziałem, że to szczera prawda. Niedawno odkryłem w sobie uczucia, to, że nie miałem się angażować, a jednak to zrobiłem. Obawiałem się tego. Obawiałem się swoich uczuć chociażby teraz, mimo że stałem tylko przed Albą. Albo AŻ Albą.
Może wcale nie była taka święta i właśnie mąciła w moich emocjach? Kto ją wiedział? Może była takim straszkiem jak James?
Wyciągnąłem zapalniczkę ze swojej kieszeni. Chwilowo nie chciałem palić Alby żywcem – nic z tych rzeczy. Po prostu pragnąłem rozświetlić okolicę, odegnać te czarne myśli. Od colleenowego gadania o tym, że nie może nikomu ufać, od własnych obserwacji i też jakby współodczuwania tego spięcia wiszącego w powietrzu, stawałem się zanadto przewrażliwiony. Halo, Aaron! Nic się nie działo! Nikt cię nie chce zarąbywać siekierą. Jest stabilnie!
Uniosłem zapalniczkę na wysokość swoich warg. Otworzyłem ją ruchem kciuka, iskra poszła, zapalniczka zapłonęła. Patrzyłem chwilę na niewielki płomień, póki w niego nie dmuchnąłem. Wzburzona chmura ognia pojawiła się między nami, ale Alba nadal nie straciła brwi. Ja zresztą również. Już dawno pozostawiłem za sobą te lata…
- Nie wiem, co w nim takiego jest, w tym jego blasku, ale człowiek nie czuje się taki znowu osamotniony i beznadziejny – stwierdziłem, machnięciem ręki przesuwając nowego kolegę w prawo. Musiał mi zrobić miejsce, bo chciałem jednak przytulić Albę do siebie. Niech sobie myśli, co chce. Pomogła mi nieco, z pewnością mnie uspokoiła tą całą dyskusją. Chciałem jej się za to odwdzięczyć, szczególnie że miałem wrażenie, iż odczuwa niemałą samotność. Świetnie znałem to uczucie i najwyraźniej nie potrzebna mi była jej moc, by móc co nieco odczytywać z zachowania innych ludzi.
- Chodź tu do mnie, klusko – rzuciłem aby, nim zrobiłem dwa spore kroki i przytuliłem jej niczym taki duży brat niedźwiedź. A może bardziej byłem jak taki wielki mors? Może cuchnąłem morzem? Prędzej sadzą, ale no. Liczył się gest?
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Alba Delgado



Mieć kogoś, kto weźmie na siebie te wszystkie kawałki szaleństwa, jakie nosimy w sobie.

kontrolowanie emocji

65%

-





name:

Alba Delgado

alias:
Rubia

age:
22 lata

height / weight:
158/50

Wysłany: 2017-12-30, 23:41   
   Multikonta: Lidia Foney


Najwyraźniej nie potrzebowała zaczytywać się w poezji Williama Blake’a, bo prawdziwego wieszcza miała przed sobą, ale pozostawał w swoim talencie skryty i nie mogła się zachwycać jego nostalgicznymi próbami ujarzmienia bólu i mroku. Tak, Aaron przełamywał mroki chłodu i nocy, ale Alba rozjaśniała ciemności duszy. I najwyraźniej tym razem udało jej się tego dokonać bez użycia swoich nietypowych umiejętności – Aaron się śmiał. Cieszyła się, że udało jej się odgonić kilka tych paskudnych chmurek krążących nad jego płomykami. Mógł zwalić poprawę swojego nastroju na cwaną mutację, ale Alba już swoje wiedziała.
W tamtej chwili zapachniało poezją i smrodem spalonych włosów. To dziwne, ale lubiła ten zapach. Był niczym woń benzyny i lakieru do paznokci. Ohydnie się podobał, choć nie wypadało się do tego przyznawać. Przez chwilę patrzyła tak na jego rozpogodzony pyszczek, ale powiew chłodu przypomniał jej, że nie ma tak dobrze. Narzucony sweter przestał być nagle ukochaną ochronną barierą. Była bezradna. Odczuwanie temperatury powróciło ze zdwojoną siłą. Wcześniej jej umysł i ciało skupiły się na bólu wywołanym przez jego emocje. Kiedy udało im się je trochę odgonić, świat znów wracał na swoje miejsca. Alba pozostawała Albą. Aaron powrócił do płomyczków.
Akurat to przyjęła z aprobatą, bo ogień, choć robił podchody do jej włosów, przyjemnie grzał. Musiała tylko uważać, aby zbyt długo mu się nie przyglądać. To mogło być niebezpieczne. Wierzyła jednak, że panował nad sytuacją i nie chciał zjarać swojej koleżanki. Czy miała podobne wrażenie o blasku? Mając władzę nad potężnym żywiołem, nikt nie czułby się beznadziejny. Kwestia samotności pozostawała dla niej zagadką.
- Jest żywy, ale bardzo tajemniczy i dziki – stwierdziła, porażona troszkę mocną światła. - Nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłby odgonić moją samotność, ale to ciepło jest bardzo pożądane.
Mróz nie miał szans z boską mocą płomieni. Rozumiała jego spostrzeżenia, ale nie do końca potrafiła prawdziwie je poczuć. Nie ona miała w rękach taką potęgę. Z tymi mocami było tak, że dość mocno łączyły się z tym swoim człowiekiem. Po prostu pasowały, jakby ktoś zapisywał je w gwiazdach z chwilą naszych narodzin. Destrukcyjność płomieni w dłoniach Alby jest przecież wizją bardzo abstrakcyjną. Tymczasem Aaron w towarzystwie swoich gorących kumpli wydawał się zupełnie naturalny, czuły na ich siłę i współgrający w tym chaosie.
Gdyby ktoś się jej zapytał, kiedy ostatni razy została przytulona.. nie wiedziałaby, co odpowiedzieć. Dlatego zupełnie zaskoczona zniknęła w tych ciepłych ramionach. Musiało to wyglądać bardzo komicznie. Alba jako krasnal i taki Aaronek Wiekoludek. Jednak to była jakaś niewypowiedziana forma podziękowania. Poczuła, że ich rozmowa miała znaczenie, że być może w jakiś sposób mogła pomóc. Mógł tego nie podejrzewać, ale i ona tej nocy poczuła się lepiej. Może trochę zamarzał jej nos, ale uśmiechała się. Oby tylko zapomniał szybko o tej klusce!
Rzeczywiście pachniał sadzą. Wykrzywiła nieco minkę i odsunęła się ostrożnie, jakby bała się, że jakaś część niej właśnie została rozpalona. Czy wciąż miała włosy? Raczej wątpiła, że chciał zrobić z niej świecznik.
_________________
We can’t go together for this kind of life. Yes, I know, but I’m too mesmerized to stop.
[mru]
[Profil]
    [A+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2017-12-31, 01:42   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Towarzystwo płomieni nie tylko dodawało mi otuchy, ale również właśnie dostarczało towarzystwa. Tak działo się już wtedy, kiedy przed mutacją organizowałem z najlepszym kumplem spontaniczne ogniska, bezsensownie upijając się i brechając z klasowych lasek… Lata zamierzchłe, które odeszły i które nie spinały mnie teraz tak bardzo, kiedy miałem we władaniu kulę gotową służyć mi w destrukcji, a tuż obok prawdziwą osobę Alby. Spokojną i delikatną. Oba obiekty działały niczym bariery ochronne, oddzielające mnie od zmór nieczystych, które bezdusznie nie pozwalały mi spać.
Przytulałem do siebie Albę i głaskałem po plecach. Odczuwałem przyjemny spokój. Nie wiem, czy to ona robiła jakieś czary swoją mocą, czy po prostu potrzebowałem towarzystwa kogoś takiego jak ona. Cóż, czy tak, czy tak, nie zamierzałem się do niej rzucać o ingerencję w moje uczucia. Czułem się lepiej, nie chciałem mordować wzrokiem, zaś ona… Jakoś nie potrafiłbym się chyba na nią wydzierać. Miała taką aurę wokół siebie, że… sam nie wiem.
W końcu wypuściłem ją z ramion. Zrobiło się w nich nagle pusto, ale nie zacząłem wariować z niepokoju czy z nawrotu wściekłości. Opanowanie nie opuszczało wciąż mojego umysłu. Postanowiłem nieco przybliżyć Albie tajemnice ognia, o ile sam tak naprawdę znałem jego naturę.
- Jego tajemnica tkwi przede wszystkim w tym, że bywa dwojakiej natury jak każdy z nas. Spokój i furia – stwierdziłem, prezentując jej to nieco za pomocą mojej puchatej kulki. – Trochę takie bardziej skrajne… Może problem ze zrozumieniem tego tkwi w tym, z jakim żywiołem się utożsamiamy? Nie wiem, jesteś bardziej wodą czy ziemią? Nigdy nie ogarniałem tych wróżbickich, ani duchowych spraw. Myślę jednak, że moja moc jasno wskazuje ogień – zauważyłam rozbawiony, przy czym przyszło mi do głowy coś jeszcze.
- Albo twoim żywiołem jest duch. Gdzieś tam chyba się wyznaczało pięć żywiołów, a nawet sześć… Wymysły ludzi – stwierdziłem zaraz, raczej nie chcąc w to dalej brnąć. Pewnie odruchowo też machnąłem ręką na to. Bardziej w sumie zainteresowany byłem płomieniem, którym się nieco bawiłem, tworząc z niego ponownie obręcz, a właściwie obręcze. Przeplatały się pomiędzy sobą niczym w tańcu.
- Może lepiej już wracajmy do siebie – odparłem po chwili milczenia. – Nim cokolwiek spalę… Jeszcze będą się o ciebie martwić, cię szukać – dodałem, wznosząc swoje dziwne dzieła nad nasze głowy, by oświetlały nam drogę do drzwi domku Alby. Potem zamierzałem wrócić oczywiście do siebie.

| z/t
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5