Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-06-21, 14:43
Multikonta: Varcer, Simon
Tego dnia Zack wybierał się samochodem na spotkanie z jedną ze swoich młodszych sióstr. Niedziela to był praktycznie jedyny dzień tygodnia, kiedy mógł pozwolić sobie na takie wyjazdy do rodziny. W innych dniach to niemal zawsze albo praca, albo Bractwo... Niektórzy mogliby od tego oszaleć, ale dla Zacka to była już norma trwająca od dobrych kilku lat. Jako doświadczony sanitariusz przywyknął do takiego trybu życia i niespecjalnie narzekał. W końcu robił to z własnej woli.
Ale ta spokojna jazda w kilka chwil została zakłócona, gdy zaraz po usłyszeniu świstu hamujących opon, autobus tuż przed nim wykonał niespodziewany, ostry zakręt i przebił się przez uliczną barierkę, momentalnie zmuszając kierowców do zatrzymania się, w tym także Zacka. Mężczyzna zareagował w porę, podobnie pozostali, dzięki czemu nie doszło do masowej stłuczki.
Nie minęła chwila aż pasażerowie pojazdów wychodzili na ulicę. Nie wiadomo czy chcieli pomóc czy tylko popatrzeć, ale w każdym razie swoim zachowaniem tylko pogarszali sprawę. Przechodnie z kolei zaczęli gromadzić się pod wiaduktem, nad którym wisiał kilkunasto-tonowy autobus. Odbiło im?
Zack rozejrzał się, widząc kompletnie zablokowaną ulicę. Przecież w takich warunkach żadna karetka ani straż pożarna nie dotrze na miejsce na czas. Gdy odwrócił głowę ponownie przed siebie, jego oczom ukazała się... Mandala Girl. Ta lokalna superbohaterka, która budziła u ludzi wiele kontrowersji. Właśnie unosiła się nad ziemią na jednym ze swoich glifów, pokazując przed wszystkimi swoją przynależność do świata mutantów. Zack jako jeden z niewielu tu obecnych ją rozpoznał, jednak pomimo entuzjazmu na widok dziewczyny pozostawał w swoim pojeździe. Zapanowały zmienne nastroje. Ktoś ją zawołał po jej pseudonimie, ktoś obuczał i kazał się wynosić. Jeszcze ktoś inny oskarżał ją o spowodowanie tego wypadku. Jakże typowe zjawisko, kiedy tłum napotka na swej drodze mutanta...
Zack w tym czasie zastanawiał się jak miał przemówić do tłumu, że mają się odsunąć i oczyścić drogę dla pogotowia ratunkowego. To mogło być dość problematyczne. Wychylił się przez okno i zatrąbił, tłumiąc tym dźwiękiem nawoływania gapiów. Kilka osób zwróciło na to uwagę i dostrzegło mężczyznę machającego ręką i wskazującego palcem pozostawione puste samochody oraz pobocze. Jeśli nie wiedzieli jak pomóc i mieli zamiar tylko stać i patrzeć, mieli wejść do swoich pojazdów i je ustawić jak należy. O dziwo... posłuchali. Dokładniej to jedna osoba, która zrozumiała ten dziwny, bezsłowny przekaz, a potem za nią podążyły kolejne. Mary mogła teraz działać, podczas gdy niektórzy chwycili za telefony i zaczęli nagrywać całą akcję z bezpiecznego miejsca.
Zack jednak nie zamierzał biernie się temu przyglądać. Wierzył, że Mandala Girl da radę, ale jeśli któryś z pasażerów autobusu lub samego białego vana był lub będzie poważnie ranny, mógł im pomóc. Odpiął pasy i chwycił za butelkę wody leżącą na miejscu pasażera oraz maskę, jaką noszą lekarze (lub osoby w czasach koronawirusa). Nie otwierał jednak butelki. Czekał na dalszy rozwój sytuacji, gotów w każdej chwili wybiec i użyć swojej mocy, stąd ta konieczność zakrycia twarzy.
Robiło się naprawdę gorąco. Autobus przed nimi niebezpiecznie przechylał się ku przepaści, a osoby w środku bały się choćby poruszyć i przemieścić na tyły pojazdu. Zack czuł się na tę chwilę okropnie bezradny, ale zrobił wszystko, co mógł. Ze swoją mocą na ten moment nie mógł nic więcej zdziałać. Był tak samo kruchy i słaby jak zwykły człowiek. Wszyscy obserwujący sytuację wstrzymali oddech, nie mając pojęcia, co zrobi teraz mutantka i jakie są jej intencje.
Dasz radę...- myślał Zack, zaciskając palcami butelkę w dłoni. On wiedział, że dziewczyna przybyła tu po to, żeby im pomóc. Miał doskonały wgląd na całe zdarzenie.
Dobra, lekko mówiąc sytuacja była dość przerażająca. Mandala Girl przygryzła wargę przyglądając się autobusowi. Van na szczęście nie był w tak niebezpiecznej sytuacji. Stał stabilnie na jezdni obrócony niemal pod kątem prostym. Gdy zajrzała przez szybę wyglądało, że kierowca się ruszał chyba szarpiąc z zaklinowanym pasem. Tak czy inaczej, żył. Ruda pozwoliła sobie uznać to za mniej naglące niż autobus zwisający twarzą w dół.
Obleciała pojazd z obu stron zaglądając przez okna. Kierowca był w paskudnym stanie. W kontakcie ze słupem cały przód pojazdu wgniótł się tak, że aż źle się patrzyło, a przednia szyba zmieniła się w masę drobnych odłamków, które wbiły się w dłonie i twarz opartą teraz o kierownicę. Reszta była zasłonięta “mundurkiem” roboczym. Nie ruszał się ani nie odpowiadał gdy go wołała i to bardzo martwiło dziewczynę. Pasażerów ocaliło to, że byli poza strefą zgniotu, ale i oni swoje ucierpieli. Ktoś musiał uderzyć się w głowę i bez przytomności sturlał się na sam dół, część po prostu nie utrzymała się i padła na podłogę, a pozostali trzymali się kurczowo barierek i siedzeń rzucając w panice oczami na wszystkie strony. Tyle chociaż, że godziny szczytu miały dopiero nadejść i autobus nie był wypchany.
Próbowała wymyślić plan jak ich stamtąd wydostać, ale ciągle odbijała się od faktu, że każdy co gwałtowniejszy ruch oznaczać może naruszenie wrażliwego stanu obecnego, a bez wywalenia szyby lub drzwi nikogo stamtąd nie zabierze. No i od której strony powinna zacząć? Mogłaby poprosić kierowców o pomoc. Spojrzała za siebie na sznur samochodów. Na pewno zdecydowana większość miała ze sobą liny holownicze. Może dałoby się wciągnąć autobus z powrotem. Albo chociaż dodać siłę trzymającą go w górze żeby działanie na takim układzie było mniej ryzykowne. Pytanie czy ktokolwiek tutaj zechce jej pomóc? No i czy zwykłe liny holownicze zdołają pociągnąć autobus? Nie ma co tracić czasu na przekonywanie się o tym. Mandala Girl musi zająć się problemem sama.
Z autobusem nic nie zrobi. Trzeba więc skupić się na wyciągnięciu z niego ludzi. Nie ma czasu na zbyt długie rozmyślania, więc użyje najprostszego planu. Otworzyć tylne drzwi, kazać ludziom wyjść, następnie powtórzyć to samo przy przednich glifami dostarczając ich w bezpieczne miejsce. Mogłaby też podtrzymać pojazd żeby całość utrzymała się nieco dłużej. Na obecnym etapie jeden glif może robić za lewarek dla małego samochodu więc może dwa zdołają opóźnić nieunikniony koniec. Tak, to dobry pomysł. I na koniec wydostać kierowcę, bo to wymagało najwięcej kombinowania.
Tak więc zrobiła podłożyła pod autobusem dwa glify wbijając je częściowo w słup aby lepiej trzymały. Trzecim wyrwała tylne drzwi.
-Wszyscy do wyjścia. BEZ GWAŁTOWNYCH RUCHÓW. Wy na pewno zdążycie.- powiedziała wyraźnie zaznaczając drugie zdanie. Sama podleciała do przednich drzwi stając na jednej z płaszczyzn podtrzymujących wszystko w górze. Przy wadze całego autobusu jej 60kg naprawdę nie powinno stanowić różnicy. Tutaj również otworzyła wyjście, po czym stworzyła windę.
-Ty, ty, ty i ty. Chodźcie. Spokojnie. Opuszczę Was w bezpieczne miejsce.- powiedziała. Jak już znaleźli się na platformie, ta poszybowała na owy feralny zjazd z drogi ekspresowej, w bezpiecznej odległości od samego miejsca wypadku. Ruch i tak już tam stał więc to było najbezpieczniejsze miejsce. W międzyczasie Mandala Girl stworzyła następny i wskazała kolejne osoby aż został z tyłu nie został ten nieprzytomny, którego musiała wciągnąć na glif własną siłą. Było to męczące. Ile już mocy zużyła? 11 ponad połowa na wyciągnięcie wszystkich prócz kierowcy.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-06-27, 22:31
Multikonta: Varcer, Simon
Prawdę powiedziawszy niewielu świadków było gotów pomóc mutantce. Wielu z nich bało się chociażby do niej zbliżyć, aby pomóc poszkodowanym. Propaganda anty-mutancka była bardzo silna. Tak silna, że ludzie sami zdawali się tracić w sobie resztki własnego człowieczeństwa i dla własnego bezpieczeństwa pragnęli unikać kontaktu z obdarzoną, a tym samym próby udzielenia pomocy rannym. Czuli strach, obawy, jakby mieli zbliżyć się do tygrysa wypuszczonego ze swej klatki.
Zack widział, że sytuacja robiła się coraz bardziej poważna i niebezpieczna. Mandala Girl musiała działać szybko, ale i bardzo rozważnie. Obserwując sytuację z miejsca kierowcy coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że dziewczyna miała poważne problemy. Nie znał jej limitu. Nie znał w pełni możliwości jej mocy, lecz dało się dostrzec wysiłek malujący się na jej twarzy. To nie było dla niej łatwe zadanie.
Pasażerowie mimo iż byli wystraszeni całą zaistniałą sytuacją i obecnością mutantki, posłusznie wykonywali jej polecenia. W obliczu śmiertelnego zagrożenia człowiek był w stanie wybaczyć wszystko, nawet bycie mutantem, dlatego nikt nie stawiał żadnego oporu. Rodzice puszczali przodem swoje pociechy, z kolei w dostaniu się na glif osobom starszym pomogli inni pasażerowie. Wszyscy starali się poruszać spokojnie i rozważnie, mimo ich śmiertelnego przerażenia w oczach, gdy stawali na półprzejrzystym tworze tak wysoko... Dwójka z dzieci natomiast wydawała się tym widokiem nawet zachwycona. No takich atrakcji to nawet w Disneylandzie nie doświadczą.
Zack uchylił drzwi swojego srebrnego samochodu i zamaskowany wyszedł na drogę, zamykając wóz za sobą. Wręcz instynktownie chciał podejść i się upewnić, że pasażerom nic nie jest. Było to wbrew jego zasadom co do używania swojej mocy w miejscach publicznych, lecz miał nie chciał zostawić tej mutantki samej. Liczył, że maska wystarczy i na żadnym nagraniu nie znajdzie się tablica rejestracyjna jego pojazdu.
Gdy pierwsze uratowane osoby zbliżały się ku ziemi. Zack stał już przy vanie i udzielał pomocy kierowcy. Na szczęście nie był ranny i udało się go wyciągnąć, wcześniej skutecznie odblokowując zaklinowany pas. Mutantka nie mogła się rozdzielić i pomagać osobom z dwóch pojazdów jednocześnie, więc Zack ją w tym wyręczył.
Obejrzawszy się usłyszał zza pleców podziękowania kierowane do mutantki, która bezpiecznie sprowadziła kilkoro ludzi na stabilny grunt. To jasne, że ratując ich życia zyskała w nich sojuszników. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Tak właśnie powinni działać mutanci. Pokazać, że ich moce potrafią przyczynić się do czegoś dobrego i nie służą jedynie odbieraniu innym życia, ale mogą także je ratować.
Shepherd podszedł do grupy i na początek wskazał palcem ranną kobietę, która w momencie zderzenia autobusu z barierką musiała zahaczyć przedramieniem o coś ostrego albo w którymś momencie upaść na szkło z rozbitej przedniej szyby kierowcy. Musiało boleć. Gestem dłoni zachęcił ją do podejścia, co nieznajoma zrobiła, zapewne myśląc, że mężczyzna założy jej jakiś prowizoryczny opatrunek. Jakie było jej zdziwienie, kiedy po przemyciu rany wodą z butelki i dotknięciu jej dwoma palcami przez Zacka, ta zaczęła się goić na ich oczach. Takie drobne skaleczenie zajęło krótką chwilę i gdy skończyli, mężczyzna spojrzał na pozostałych. Każdy zaczął się oglądać, ale nic poza potłuczeniami i drobnymi otarciami nie było. To dobrze, ale jednemu dziecku i tak pomógł wyleczyć drobne zadrapania, klękając przy nim i powtarzając wcześniejszą czynność. Dzieci były bardziej podatne na ból, a uparty Zack nie zamierzał zignorować ran na małych człowiekach. Oczywiście mu podziękowano, zadawano pytania, ale mężczyzna nie odpowiadał. Zamiast tego kiwał głową i uśmiechał się przyjaźnie przez maskę, jakby mówił "Będzie dobrze". Nawyk nabyty w pracy... Pasażerowie byli tym zjawiskiem nieco zdziwieni, ale żyjąc w świecie mutantów na pewno widzieli dziwniejsze rzeczy i się w to tak nie zagłębiali.
Spojrzał ku górze, próbując ocenić sytuację u mutantki. Wciąż brakowało kierowcy i to budziło u Zacka duże obawy. Zderzenie autobusu z barierką było tak silne, że kierowca mógł tego nie przeżyć lub w najlepszym przypadku zostać poważnie ranny. W tle słychać było nadjeżdżające pogotowie ratunkowe, ale zanim dojedzie ono na miejsce, mogło być już za późno, aby uratować poszkodowanego. Dostrzegając na glifie zakrwawionego człowieka, Zack uniósł ręce ku górze i zaczął nimi wymachiwać ku dziewczynie, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. Z wiadomych powodów mogła nie dostrzec tego, że był mutantem i uleczył dwójkę ludzi, ale w pomoc zaangażowali się wcześniej uratowani pasażerowie.
- On jest lekarzem!
Ktoś zawołał. W sumie nieźle zgadł, ale pewnie po prostu tak skojarzono jego moc. Chwilę po tym krzyku, dwa glify znajdujące się pod prawie 30-tonowym autobusem rozpadły się, nie dając dłużej rady utrzymać tak ogromnego ciężaru. I tak cud, że dały radę dać ten dodatkowy czas. Udało się wydostać kierowcę w ostatniej chwili, ale wraz ze zniszczeniem glifów, Mary odczuła silne ukłucie w piersi, a autobus za nią runął w dół. Chwilę potem rozbrzmiał potężny huk.
Oby dziewczynie pomimo odebranego oddechu udało się bezpiecznie dotrzeć na ziemię. To był moment, który zmroził krew w żyłach wszystkim uczestnikom tego zdarzenia.
Akcja przebiegła płynnie. Ludzie się bali, ale na szczęście mimo to zaufali jej na tyle, by dać się zabrać w bezpieczne miejsce. Najpierw ci z tyłu, potem ci z przodu, na końcu kierowca.
Manipulowanie glifami samo w sobie nie wymagało jakiegoś większego wysiłku, ale pilnowanie czterech na raz już było dość męczącym zadaniem. Musiała kontrolować ich położenie oraz stale liczyć sekundy i pamiętać która mandala powstała kiedy aby móc ją w odpowiednim momencie podmienić na nową. Do tego dochodziło branie pod uwagę reakcji ludzi, wydawanie im poleceń, wciąganie tych, którzy sami nie mogli wejść i nasłuchiwanie czy nie nadjeżdżają służby ratunkowe lub DOGS. Wszystko to wymagało synchronizacji i musiało mieć miejsce w jej głowie. Tym bardziej cieszyła się, że nie trzeba było przekonywać ludzi do ucieczki z autobusu wiszącego nad przepaścią.
Z wiadomego względu nie przejmowała się nimi gdy byli już na dole. Pozwoliła sobie założyć, że sami się sobą zajmą albo pomoże im ktoś z gapiów. Na koniec pozostał kierowca. Wydobycie go było trudne. Na szczęście pas dał się odpiąć. Większym wyzwaniem było wydostanie jego nóg, których stan był… niezadowalający. W końcu dziewczyna wciągnęła wciąż jeszcze oddychającego mężczyznę na glif i zaczęła opuszczać na dół. Sama nie weszła z nim na to samo koło, bo chciała zaraz po bezpiecznym postawieniu go na ziemi odlecieć czym prędzej. Ktoś na dole zaczął wymachiwać rękami. Trzeba przyznać, że miałaby problem ze zrozumieniem o co chodzi gdyby jeden z ocalałych pasażerów nie krzyknął o zawodzie owego osobnika. Mary poruszyła glifem by kierowca wylądował tuż obok lekarza.
Poszkodowany był jeszcze z pół metra nad ziemią gdy rozległ się głośny dźwięk giętego metalu i jego zgrzyt o beton. Świadkowie mogli zobaczyć jak dwa glify pod autobusem poszły w drzazgi. Ten jeden pod poszkodowanym również natychmiast zniknął, choć bez efektu rozpadania się. Oczy zakapturzonej bohaterki zrobiły się wielkie gdy poczuła ukłucie w piersi. Wierzgnęła chcąc się odbić od słupa żeby nie spaść tuż obok 30 tonowego kloca, ale but ślizgnął się na powierzchni nie dając wystarczająco dobrego podparcia więc manewr ten uczynił niewielką różnicę. Spadając zwinęła się aby przewrotem wytrącić impet zderzenia z ziemią. Dobry odruch z czasów gdy parkour był jej głównym hobby. Jednak i to nie wyszło tak idealnie jak by chciała. Bark zabolał przy zderzeniu z ziemią, a kark nadwyrężył się podczas raczej koślawego przewrotu. W dodatku jakiś zbłąkany odłamek metalu zdołał ją dogonić raniąc w łydkę. Ruda odczołgała się od zagrożenia najszybciej jak mogła ledwo łapiąc oddech i walcząc z bólem w nodze.
-Najpierw on.- warknęła pokazując kierowcę jeśli lekarz spróbował jej pomóc nie zajmując się najpierw tym naprawdę zagrożonym. Sama gdy tylko się jako tako pozbierała ściągnęła plecak żeby poszukać czegoś do opatrzenia rany. Poza nią na pierwszy rzut oka nic bohaterce nie dolegało. Dopiero z bliska dawało się zauważyć dziwne świszczenie w płucach i trzęsące się ręce. Te symptomy raczej nie napawały optymizmem, ale wciąż kierowca był bardziej priorytetowy.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-08-02, 23:41
Multikonta: Varcer, Simon
Całe szczęście udało się wyciągnąć ostatniego człowieka z autobusu, jednak każde ryzyko miało swoją cenę. Glify pod naporem autobusu nie wytrzymały. Wszyscy, których oczy były zwrócone ku zakapturzonej postaci mogli dostrzec jej niefortunne lądowanie, które mimo próby zamortyzowania, na pewno było dla niej bolesne.
Zack w tym samym czasie zerwał się do biegu i złapał kierowcę, pod którym zniknął glif, nim ten zdążył upaść na ziemię. Miał lekarz refleks, nie ma co. Dla osoby poszkodowanej upadek z każdej wysokości był niebezpieczny - w końcu nie wiadomo było czy nie doszło do poważniejszych obrażeń niż tych widocznych gołym okiem. Jeden zły ruch i mogłoby dojść do złamania...
Odkładając mężczyznę ostrożnie na ziemię, spojrzał w stronę czołgającej się ku nim mutantki. Zack od razu zauważył krew na jej łydce, ale dziewczyna jasno dała do zrozumienia, kim powinien zająć się najpierw. Skinął głową, zabierając się do pracy. Miał przed sobą osobę obdarzoną, więc tym bardziej nie krępował się z użyciem swej mocy.
Sięgnął po butelkę, którą chwilę wcześniej upuścił, aby mieć wolne ręce w chwili łapania rannego. Odkręcił ją i polał dłonie wodą. Nie stresował się, nie drżały mu ręce. Zachowywał się tak, jakby miał z takimi sytuacjami do czynienia na co dzień. Po namoczeniu dłoni ostrożnie umieścił je na nogach kierowcy. Sam fakt, że ucierpiały one w czołowym zderzeniu był nietypowym przypadkiem, bo to właśnie one powinny być najbardziej chronione. Siła, z jaką wpadł autobus w barierki musiała być ogromna.
Trudno było zauważyć zmiany w trakcie leczenia, ponieważ Zack koncentrował moc na kościach mężczyzny Dopiero w następnej kolejności skupił się na zewnętrznych tkankach. Po drobnych skaleczeniach i obiciach nie pozostał ślad. Cały proces zajął Zackowi około minuty. Pewnie nie tego Mandala Girl się nie spodziewała, słysząc o tym, że ten gość był lekarzem...
Potem mężczyzna zwrócił spojrzenie ku dziewczynie i podszedł do niej, by zaraz usiąść obok To, że przez cały ten czas się nie odzywał mogło wydawać się dziwne i dość niezręczne. Może nie chciał mówić, a może... po prostu nie umiał.
W pierwszej kolejności krótko obejrzał jej trzęsące się dłonie i posłał rudowłosej pytające spojrzenie. Czy one także bolały? Potem skupił się na łydce. Umył dokładnie ręce wodą z butelki i aby nie ryzykować zanieczyszczeniem rany, umieścił dwa palce nieco ponad nią i pozwolił mocy leczyć komórki jedna po drugiej. W międzyczasie spojrzał na Mandala Girl i uśmiechnął się do niej przyjaźnie (a przynajmniej tak dało się wyczytać z jego oczu, bo przez maskę trochę trudno było to zauważyć...). Wydawał się być z niej dumny. Naprawdę się postarała i uratowała kilkoro ludzi, a to, że sama odniosła rany... nawet najlepszym się zdarza. Przy jej "zawodzie" to nieuniknione. Najważniejsze, że wszyscy byli już bezpieczni.
Gdy skończył, chwycił za pustą już butelkę, nie zamierzając jej zostawiać i śmiecić. I tyle z jego korzystania z mocy, ponieważ łatwo dało się zaobserwować, że korzystał z niej nie bez powodu. Mary dzięki jego pomocy nie odczuwała żadnego bólu i mogła się normalnie poruszać. Jedyny ślad po ranie to przecięty materiał jej spodni.
Zack był jak Jezus Seattle, ale wbrew pozorom nie umiał leczyć wszystkiego... Dobrze, że dziewczyna nie ucierpiała bardziej. I niestety, ale mężczyzna nie miał pod ręką żadnego notesu, więc nie miał jak za bardzo się z nią porozumieć. Nie poznała nawet jego imienia. Odwrócił się za siebie, słysząc, że niedawno ranny kierowca staje na nogi o własnych siłach.
Powinni się zaraz stąd zbierać, bo może uratowani ludzie byli im wdzięczni za pomoc, ale kto wie czy zaraz policja się nimi nie zainteresuje. Funkcjonariusze byli mniej przychylni mutantom. Nic dziwnego, skoro byli powiązani z DOGS... a ich także mogło ściągnąć to całe zamieszanie.
Nogi kierowcy ucierpiały najmocniej. Cóż, autobus wpadł w betonowy słup z prawie pełnym impetem więc strefa zgniotu okazała się większa niż w dokumentacji. Szkoda młodego mężczyzny, miał pewnie jeszcze dużo życia przed sobą. Dzięki Zackowi nic z niego nie straci. Mary była skupiona na własnej ranie więc nie od razu zauważyła, że tamten lekarz jest mutantem. W zasadzie dopiero gdy do niej podszedł zostawiając na oko zdrowego kierowcę. Na pewno zauważył jej zaskoczenie gdy już chciała go ponownie upomnieć, że ma się zająć bardziej poszkodowanym, a okazało się, że nie jest już poszkodowany. Wtedy już się domyśliła, że ma do czynienia z kimś podobnym do niej. Mutantem o altruistycznych zapędach. Gdy spojrzał pytająco na jej dłonie pokręciła głową.
-Nic poważnego.- zachrypiała cicho nie udając już innego głosu. Zresztą podejrzewała, że ten jej akurat nie wyda nawet jakby kiedyś rozpoznał jej głos.
Obserwowała jak mężczyzna nalewa sobie trochę wody na ręce i przykłada do rany, która pod wpływem jego mocy zaczynała się goić. Niezwykłe. I na pewno bardzo przydatne. To że trzeba wody raczej nie utrudniało znacząco korzystania z niej. Przynajmniej nie tutaj w Seattle gdzie generalnie nie było problemu z wodą. Nic nie mówił, ale nie miała pretensji o to. Gdy skończył, podniosła się.
-Dziękuję.- powiedziała już normalniejszym głosem, ale nadal cicho. Wciąż brzmiała słabo, ale to już kwestia zniszczenia glifu. Odpocznie i dojdzie do siebie -Szukam takich jak ty. Chcę poprawić to jak ludzie myślą o mutantach. Mam jak się z Tobą skontaktować później?- pewnie dopiero tutaj skumała, że lekarz nie jest w stanie jej odpowiedzieć. Kolejna niespodzianka z jego strony. Sięgnęła szybko do plecaka i wyciągnęła telefon. Otworzyła notatnik i to podała. Będą musieli się stąd wynosić, ale jeśli poświęcając pół minuty mogła zdobyć potencjalnego sojusznika to będzie warto.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-08-04, 23:09
Multikonta: Varcer, Simon
Zack chciał pomagać innym jeszcze jako dziecko, zanim obudził się w nim gen X. Ktoś musiał nad nim czuwać, że został obdarzony darem, z którym mógł się w pełni utożsamić. Być jego częścią. Wielu nie miało takiego szczęścia. Mimo to jako członek Bractwa Zack nieraz żałował, że ze swoją mocą nie miał jak się bronić i zawsze musiał trzymać się na tyłach. Choć z drugiej strony... od czego miał broń i te wszystkie szkolenia samoobrony? No ale niestety na tle innych wciąż wypadał dość słabo. Jedni ziali ogniem, inni strzelali lodem, a on biegał na śmiercionośnych misjach z Cisowianką.
Na szczęście Mandala Girl nie odniosła poważniejszych obrażeń, choć kto wie jak długo ta rana na łydce by się goiła, gdyby nie pomoc mutanta. Zack martwił się, że dziewczyna może mu nie zaufać i najwyraźniej zupełnie niepotrzebnie. Nieznajoma mutantka nie widziała w nim wroga i nawet nie zmieniała przy nim swojego głosu, co akurat Zackowi mogło umknąć, bo nie miał okazji słyszeć tej odgrywanej wersji. Dobrze jednak, że pozwoliła mu się obejrzeć i zastosować na sobie jego moc.
Uniósł wzrok znad uleczonej łydki, kiedy Mandala Girl wspomniała o poszukiwaniach. Był nieco zdziwiony, że zaoferowała współpracę i pytała go o kontakt w takich okolicznościach. Dziewczyna dopiero co uratowała grupę ludzi przed śmiercią i została ranna... Chyba musiała być do tego przyzwyczajona. Zack uśmiechnął się lekko na to zachowanie i skinął głową. Oczywiście, że miał podobny cel co ona. To dlatego wstąpił do Bractwa, o czym mutantka jeszcze nie wiedziała.
No i proszę, zaufała mu nawet na tyle, aby wręczyć mu swój telefon i pomóc w komunikacji. A co jakby Zack sobie wstał i z nim poszedł? ... Pewnie oberwałby glifem w zad. Mężczyzna od razu poczuł ulgę i radość w sercu, widząc, że ma szansę nawiązać z dziewczyną kontakt. Sam chciał do niej przemówić, a przecież nie miał jak. Całe szczęście, że zrozumiała jego problem.
Czym prędzej napisał w notatniku na telefonie swój numer. Wiadomo, że w ich przypadku pozostaną sms'y, ale kontakt już będzie. Będą mogli się nawet spotkać w bardziej sprzyjających okolicznościach, bez płonącego autobusu w tle i ryzyka złapania przez D.O.G.S. Mutantka miała w nim sojusznika, a Zack nie będzie mieć oporów z wyjaśnieniem jej, kim dokładniej był on sam. Aby ich współpraca na dobre się rozwinęła, potrzebne było wzajemne zaufanie. Mary mu już swoje okazała, teraz będzie jego kolej.
Mary tak właściwie nie byłaby w stanie go zatrzymać gdyby zdecydował się odbiec z telefonem. Nadal potrzebowała kilku oddechów żeby w pełni dojść do siebie po tym jak dwa jej glify uległy zniszczeniu więc nie mogła używać mocy, a i z bieganiem nie byłoby u niej najlepiej. Być może pochopnie zaufała mężczyźnie, ale hej, ten przed chwilą ją uleczył, a wcześniej poskładał człowieka, który bez takiej pomocy prawdopodobnie nie mógłby chodzić przynajmniej przez dłuższy czas. Po co by ją leczył gdyby jej źle życzył? Na szczęście opłaciło się. Zapisał jej swój numer telefonu i oddał urządzenie. Kiwnęła mu na to głową.
-Pora się zbierać. Do zobaczenia.- uśmiechnęła się pod maską i odeszła machając ręką jemu i ludziom, którzy ich obserwowali. Kierowała się do alejki, w której wydawało jej się, że znajdzie zejście do kanałów. Tyle by było jeśli chodzi o zakupy. Z drugiej strony znalazła coś cenniejszego niż nowe ciuchy. Potencjalną pomoc. I to nawet jeszcze nie wiedziała jaką, bo w Bractwie z pewnością byli też inni, którzy chcieliby się przyłączyć do sprawy.
Oczywiście byli tacy, którzy zechcieli za nią pójść. Zobaczyć dokąd zmierza, ktoś zapytał głośno o autograf. MandalaGirl jednak zignorowała to słysząc syreny policyjne i uciekła. Niestety, nie było czasu na takie socjalizowanie się. Jeśli faktycznie ktoś za nią pobiegł to powodzenia w dogonieniu jej. Nie była może najlepszym sprinterem, ale umiała się poruszać po mieście.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-08-05, 16:10
Multikonta: Varcer, Simon
Nie było jeszcze wiadome, kiedy przyjdzie im się spotkać po raz kolejny. Na kwestie organizacyjne przyjdzie czas później. O ile Mary miała lekki problem w postaci zwracania na sobie uwagi tłumu w momencie odejścia, Zacka praktycznie zignorowano, na co on oczywiście nie narzekał. Wiedzieli już, że był mutantem, ale co to za atrakcja w porównaniu do Mandala Girl? Dzięki temu Zack mógł spokojnie wrócić do swojego auta, kiedy to oczy wszystkich były raczej zwrócone na dziewczynę.
Skoro żaden autobus nie blokował już drogi i magicznie wyparował (czyt. zleciał sobie na dół i zrobił boom) to chyba znaczyło, że mężczyzna mógł jechać dalej na to całe spotkanie ze swoją siostrą. A potem spróbuje nawiązać kontakt z Mandalą. Kto wie, może uda im się jeszcze zobaczyć tego samego dnia? O ile dziewczyna nie była zbyt padnięta po tej akcji. Powinna odpocząć.
Zack wsiadł do samochodu i pojechał dalej, wraz z kilkoma innymi kierowcami, którym było zbyt spieszno, aby czekać na służby relacjonować przebieg wypadku. Nagrania świadków i tak skończą w internecie. W takich czasach żyli.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-08-09, 00:54
Multikonta: Varcer, Simon
// Tego samego dnia, godzina 18:00, Flower Cafe
Podczas wymiany sms'ów tak się złożyło, że dwójka miała się jeszcze dzisiaj razem spotkać. Kawiarenka znajdowała się nieopodal miejsca, w którym toczyły się wcześniejsze zdarzenia. Miało to na celu w głównej mierze uniknąć sytuacji, gdzie druga strona nie będzie miała pojęcia jak trafić, a skoro Mary miała pojawić się w cywilu, nie powinno stanowić to dla niej problemu. Zack z kolei był bez swojej medycznej maski, która poprzednio zakrywała połowę jego twarzy. Ich tożsamości powinny być bezpieczne i mogli się zobaczyć w zwyczajnych, spokojniejszych okolicznościach.
To miejsce było do tego w sam raz. Zack znał je bardzo dobrze i nieraz tu bywał napić się kawy po pracy, ponieważ mają ją tu bardzo dobrą. Kawiarenka mimo to nie cieszyła się większą popularnością i klientów było niewielu - co znowu dla tej dwójki było na plus.
Zack zajął stolik przy oknie, skąd mieli świetny widok na to, co działo się na zewnątrz. Choć siedział sam i Mary lada moment miała się pojawić, o dziwo na blacie już czekały przygotowane dwie ciepłe kawy. Mężczyzna zapłacił za swoją "dziękczynną kawę" i jeszcze nie pogardził z kupieniem jednej dla Mandala Girl. Ot typowy Zack. Chcesz zrobić coś miłego dla niego to on Cię wyprzedzi i zrobi coś miłego dla Ciebie. Mary była jeszcze młoda. Kto wie, czy nie była pracującą studentką, więc warto było ją lekko wspomóc i oszczędzić wydatków. Oby nie była o to zła.
Tym razem medyk Bractwa był także lepiej przygotowany na rozmowę. Zaraz obok jego kubka z kawą leżał telefon, na którym zamierzał pisać to, co chciał przekazać, aby automatyczne odczytywanie tekstu zrobiło swoje. Niby mógł pisać i pokazywać treść, ale czy nie czyniłoby to tego spotkania nieco bardziej... niezręcznym? A głos lektora był całkiem przyjemny dla ucha. Na pewno byłoby łatwiej, gdyby Mary zaskoczyła go znajomością języka migowego, ale na to nie liczył. Nawet w całym Bractwie jak dotąd tylko dwie osoby go rozumieją i to tylko dzięki temu, że za ich prośbą ich tego nauczył. Chloe oraz Liam, jego najlepsi przyjaciele swoją drogą. Przy pozostałych... no pozostawał telefon albo kartki. Zdążył przywyknąć.
Wejście do kawiarni nie było zaraz przy głównej ulicy więc siłą rzeczy rozgłos miała mniejszy, a to przekładało się na mniejszą liczbę klientów. Ci za to byli całkiem wierni, często wpadając codziennie przed pracą. Dobra kawa, miłe, kameralne miejsce z masą kwiatów, smaczne śniadania i ciasta.
Mary bardzo się ucieszyła gdy Zack zgodził się na spotkanie. Nie mogła się doczekać, ale i tak się spóźniła. Typowe. Co prawda ledwo, weszła do kawiarni ledwie kilka minut po 18, ale i tak była na siebie trochę zła. Przecież sama ustaliła miejsce i porę! To już postanowione: oprócz kawy stawia też przeprosinowe ciastko. Pamiętała, że sernik we Flower Cafe jest świetny. Jednak gdy dotarła zauważyła, że jedyny pasujący z fryzury i postury człowiek w kawiarni siedział przy stole, na którym stały już dwie kawy. Podeszła właśnie tam.
-Zack?- upewniła się -Dzień dobry, jestem Mary. Dziękuję, że przyszedłeś. Mam nadzieję, że nie czekałeś za długo?- uśmiechnęła się szeroko. Tak, ta twarz pasowała do tej superbohaterki. Zack pewnie mógł też zauważyć bandaż na prawej dłoni, który podczas akcji o 13 mógł zostać przegapiony pod długim rękawem bluzy. Teraz była ubrana dużo luźniej choć z bluzą przewiązaną w pasie.
Gdy już się przywitali, mogli spokojnie usiąść przy stole.
-To ja miałam postawić kawę Tobie. - stwierdziła. Najwidoczniej miała do czynienia z typem uprzedzającym prezenty -Ale to nic. Na jakie ciasto masz ochotę?- uśmiechnęła się podstępnie.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-08-10, 00:43
Multikonta: Varcer, Simon
Czekanie wcale mu się nie przedłużało. Zack należał do tych niezwykle cierpliwych, ale i też nie musiał być sam zbyt długo. Zaledwie parę minut po zaparzeniu kawy, mężczyzna dostrzegł w drzwiach kawiarenki rudowłosą dziewczynę. Czyżby to właśnie była Mary? Przeczucie go nie zmyliło, podobnie jak i drugą stronę. Rozpoznali się niemal od razu. Aż tak słabo się wtedy przebrali czy oboje należeli do tych bardziej spostrzegawczych? Oby to drugie. Zack z promiennym uśmiechem skinął głową w odpowiedzi na jej pytanie. Tak, to był on, ten facet z cisowianką, a jeśli chodziło o czekanie... mężczyzna z rozbawieniem wskazał na zegarek na ścianie. Mary spóźniła się zaledwie 3 minuty, więc tragedii nie było, a on wciąż był zainteresowany spotkaniem i tym, co rozmówczyni miała do powiedzenia. Nie umknęły mu bowiem jej słowa o marzeniu z poprawieniem wizerunku mutantów. On sam miał podobny cel. Właściwie cała organizacja, której był kilkuletnim członkiem. Dlatego tak bardzo cieszył się z tego spotkania.
Mężczyzna sprawnie zapisał coś na telefonie, by po chwili odezwał się głos sztucznego lektora.
- Fajnie Cię znowu spotkać. Nie sądziłem, że też bywałaś już wcześniej w tej kawiarni. Ładnie tu mają, prawda?
No i smacznie i tanio. Aż dziw, że nie bywało tutaj więcej klientów. Co do zwrócenia uwagi odnośnie kupienia za własne pieniądze dziękczynnej kawy i dodatkowej dla Mary, Zack uśmiechnął się dumnie, pełen wyższości. Oczywiście w ramach żartu. To on był tym od obdarowywania. Czuł, że ją przechytrzył.
... Do momentu, aż ta zaoferowała mu ciasto. Jeszcze się uśmiechnęła przy tym tak podstępnie! Zackowi od razu zrzedła mina. Czy to była zapowiedź jakiejś wojny? Nie był przygotowany na to, że trafi na tak samo miłą osobę. To mogło doprowadzić do zakłócenia czasoprzestrzeni, wkroczenia w czwartą gęstość albo jeszcze gorzej. Zack jednak zaraz schował twarz w dłoni roześmiany i wolną ręką zapisał:
- Okej, tym razem wygrałaś, ale następnego razu nie daruję. Może być sernik.
Gdyby wpadł na pomysł z ciastem wcześniej, na pewno Mary by go na to nie złapała i oprócz kawy miałaby przygotowane również ciasto. Jego błąd, że o tym nie pomyślał. Mary w okrutny sposób to wykorzystała.
Zack chwilę później dostrzegł bandaż na prawej dłoni Mary.
- Nie mów mi, że to dlatego się spóźniłaś. Drugi autobus?
Napisał i spojrzał na nią z uśmiechem, co sugerowało u niego żartobliwy ton. Wcześniej mężczyzna nie miał szansy dostrzec opatrunku, więc z góry założył, że Mary tuż przed ich spotkaniem znowu wcieliła się w rolę Mandala Girl i wpakowała w kłopoty. Ewentualnie to kłopoty wpakowały się w nią. Na jedno wychodzi.
Z początku Mary zdziwiła się, że Zack pisze na telefonie, ale gdy usłyszała głos lektora zrozumiała powód. Faktycznie tak może być wygodniej. I tak musiała czekać na odpowiedź aż zostanie zapisana więc równie dobrze mogła ją potem usłyszeć.
- Tak, znajomy mi pokazał jakoś krótko po tym jak przyjechałam do Seattle.- wyjaśniła skąd zna to miejsce. Generalnie zaskakująco dużo miała od znajomych, nawet jeśli nie miała ich aż tak wielu w tej okolicy. Wciąż jednak mogła na nich liczyć w wielu kwestiach jak wybór mieszkania albo porady gdzie najlepiej można zjeść. Przynajmniej ich zdaniem.
Reakcja na propozycję ciasta była zabawna i całkiem zbliżona do tej, której się spodziewała.
- To daj chwilę, już przyniosę.- zamówienia składało się przy ladzie więc siłą rzeczy ruda musiała wstać i pójść po ciasto. Mieli je przygotowane oczywiście i widoczne za szkłem na wystawie. Wróciła z dwoma talerzykami sernika. Być może właśnie podczas stawiania talerzyka Zack zwrócił uwagę na bandaż, a może już wcześniej zauważył, ale po prostu nie od razu o tym wspomniał.
- Nie, nie, aż tak często nie mam wypadków. To jeszcze z maja. Skaleczyłam się na pękniętej szybie.- wyjaśniła. Kto wie, może jej rozmówca będzie wiedział o jaką sytuację chodzi- Nic szczególnego. Potrzebowało kilku szwów, ale goi się dobrze.- zapewniła.
-No, ale przechodząc do głównego celu spotkania- chciałam Ci podziękować za pomoc wtedy. Nie wiem czy byłabym w stanie się stamtąd zawinąć.- skłoniła tutaj głowę i nawet wykonała gest “dziękuję” w migowym. Umiała tylko podstawowe zwroty, których każdy się uczy na pierwszej lekcji języka, ale hej, miły smaczek -No i… nie wiem czy widziałeś mój post na Free Voice of Seattle. Tam wspominałam co chcę osiągnąć.- w razie potrzeby wyjęła telefon żeby otworzyć odpowiedni screen (jeszcze z rozmowy z Davidem), na którym widać jej mały apel -Trochę popłynęłam na końcu, ale generalnie widać o co mi chodzi.
Believe in yourself, believe on your capabilities and your mind shall never wander.
Uzdrawiająca Siła Wody
88%
Sanitariusz
name:
Zack Shepherd
alias:
Falcon
age:
32
height / weight:
183/79
Wysłany: 2020-08-14, 18:57
Multikonta: Varcer, Simon
Skoro sernik także znalazł swoje miejsce na stoliku, spotkanie można było uznać za oficjalnie rozpoczęte. Zwrócenie uwagi na bandaż na prawej dłoni nie było przypadkowe, ponieważ Zack chętnie obejrzałby tę ranę i w ramach swoich możliwości mógłby spróbować ją zaleczyć, aby nie zdążyła pojawić się żadna brzydka blizna. Oczywiście nie zrobiłby tego tutaj, a gdzieś w bardziej odosobnionym miejscu. Mimo to dziewczyna jakby czytając mu w myślach zapewniła, że gojenie przebiega bez komplikacji. Mężczyzna więc nie naciskał i pozwolił organizmowi Mary poradzić sobie z tym drogą bardziej naturalną.
Dziewczyna postanowiła przejść do rzeczy. Na podziękowanie w języku migowym Zack uśmiechnął się lekko wzruszony. Nie sądził, że Mary znała takie zwroty. Od razu jakoś zrobiło mu się cieplej na sercu. Niby żyli w XXI wieku, a ten język wciąż był dla większości ludzi czymś zupełnie obcym.
I owszem, Zack miał dostęp do forum, o którym wspomniała dziewczyna. Nie musiała nawet wyciągać swojego telefonu, gdyż medyk od razu skinął głową. Wiedział, o jaki post chodziło. W krótkim czasie zdobył on tam sporą popularność, więc trudno było go przeoczyć.
- Dlaczego nie dołączysz do Bractwa? Tam należą mutanci, którzy tak jak Ty pragną równości i akceptacji.
Z wiadomych powodów w tym przypadku nie włączył lektora i po napisaniu wiadomości obrócił telefon, aby Mary mogła zapoznać się z jej zawartością.
- Masz inną metodę działania, ale cel mamy ten sam. Przyznaję, że wyszłaś z nietypową i śmiałą inicjatywą z tym superbohaterstwem. Niektórzy określają Cię mianem szalonej.
Po przekazaniu tej wiadomości Zack uśmiechnął się rozbawiony, gdy tylko oczy Mary spoczęły na ostatnim zdaniu. Cóż, może było w tym ziarenko prawdy, skoro jeszcze żaden inny mutant nie ośmielił się na takie kroki. Były ku temu powody.
Natomiast słowa "cel mamy ten sam" już mogły zasugerować, że Zack był członkiem wspomnianego wcześniej Bractwa.
- Masz ogromne ambicje i wielkie serce. Wiesz, że ryzykujesz a mimo to nadal to robisz, aby wzbudzić zaufanie społeczeństwa wobec obdarzonych. Godne podziwu.
To była ostatnia wiadomość na ten moment i Zack postanowił zrobić przerwę, aby zjeść kawałek sernika. Mary mogła odpowiadać mu normalnie, sprytnie unikając publicznego zdradzania szczegółów tej rozmowy lub mogła wczuć się w Zacka i również pisać wiadomości.
Zack na szczęście widział jej post na stronie dla mutantów i jej sympatyków więc Mary nie musiała czekać aż ten przeczyta całość. Przekrzywiła lekko głowę gdy zamiast włączyć tego swojego lektora przesunął telefon w jej stronę, ale po treści domyśliła się dlaczego. Westchnęła na wspomnienie o Bractwie. Jej spojrzenie gdy podniosła na chwilę wzrok na Zacka było trochę mniej entuzjastycznie niż wcześniej. Jakby zmęczone. Jednak zaraz wróciła do czytania wiadomości. Na wspomnienie o szaleństwie zaśmiała się pod nosem komentując na głos.
-Może i jestem. Czasem tylko szaleniec jest w stanie coś zrobić.- chwyciła telefon mężczyzny i napisała resztę odpowiedzi.
”Właśnie o tą inną metodę działania chodzi. Chcę coś zrobić, ruszyć tą sytuację z miejsca, a Bractwo z tego co wiem głównie siedzi w ukryciu i czeka aż ktoś to zrobi za nich. Nie po to wyjechałam z domu by w Seattle przechodzić przez tą samą dyskusję o efektywności czekania na lepsze czasy. Wycofanie pokojowych mutantów jest równie winne obecnej sytuacji co agresja tych wrogich.” wyjaśniła swoją perspektywę z nadzieją, że Zack sprostuje i tak naprawdę Bractwo jest po prostu bardzo dyskretne w tym co robi, że znajduje sojuszników, pociąga za polityczne sznurki i robi wiele innych subtelnych rzeczy, o których nie miałaby skąd wiedzieć. Póki co jednak widziała ich jako grupę, która dawała azyl mutantom, którzy go potrzebowali, ale poza tym jakoś szczególnie dużo nie robiła. Co do komplementu, Mary zawsze lubiła słyszeć o sobie miłe rzeczy. Kto nie lubi? Jednak te związane z działalnością MandalaGirl były dla niej szczególnie istotne. Przywiązywała dużą wagę do tego projektu i cieszyła się gdy ktoś otwarcie go popierał.
”Dziękuję. Staram się. Szkoda, że sama nie mogę zrobić więcej.” ta, to sprawiało jej w tym wszystkim najwięcej przykrości. Robiła dużo, ale mimo swoich talentów była jedynie człowiekiem. Każda osoba, której nie zdążyła pomóc, każdy większy element infrastruktury, który uległ na jej warcie zniszczeniu, każdy niesłusznie zamknięty mutant i każda sytuacja, w której nie brała udziału, bo zwyczajnie nie było jej na miejscu powodowało u rudej bohaterki wyrzuty, że nie jest wystarczająca.
”Myślisz, że ktoś w Bractwie byłby gotów zarazić się moim szaleństwem?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum