Szczerze ten kwiecień był bardziej do bani niż luty. Wcale tutaj nie chodzi o to, że jutro są urodziny Conora czy o to, że obaj jej bracia są poszkodowani. Bardziej chodziło o to, że miała powoli dość tego miesiąca. Właśnie była po ciężkiej rozmowie z braćmi, którzy dopiero teraz sobie przypomnieli, że mają młodsza siostrę.
- Po co ja ich w ogóle szukałam - powiedziała do siebie wchodząc do domu trześnieciem drzwi. Zostawiając swojego ochroniarza przy samochodzie z telefonem w ręku. Nie dość, że obaj zmówili się przeciwko niej to musieli wysłać z nią kogoś... Jak doskonale umiała sobie sama radzić. Radziła do tego czasu i by poradziła te kilka godzin dłużej czy też dni. Musiała odreagować rozmowę z nimi... Niby ma nie wracać do domu, bo tutaj będą szukać Chrisa. Jasne wiedziała o tym, że będą szukać go u niej. Jednak nie było go w jej domu... Mogli cały przerzucić do góry nogami i tak nic by nie znaleźli. Nie miała w domu nic do czego DOGS mogło się doczepić. Nie była głupia umiała kryć swoje sekrety bezpiecznym miejscu. Wstąpiła do kuchni by nalać sobie tequili. Co jeśli by ją teraz widzieli to by stwierdzili, że jest za młoda na pice... Miała powoli dość swoich braci i tego, że zaczynają... Chcą ją kontrolować.
Musiała wrócić do domu, bo tutaj miała swoje życie, swój azyl oraz zwierzęta. Jak tylko przekroczyła próg otworzyła drzwi tarasowe, by Yogi mógł pobiegnąć, załatwić swoje potrzeby. Natomiast na dłoń wyspała się sobie trochę ziaren.
- Jedz Zefir, bo tylko ty i Yorki od de mnie niczego nie oczekujecie prócz pełnych misek i trochę czułość - - powiedziała do papugi jak ta usiadła jej na ramieniu.
- Pełna miska... czułości - powtórzył za nią i zaczął delikatnie skubać z jej dłoni ziaren. Cóż nie była jej kilka dni... Trzeba było posprzątać jego kuwetę, jak i napełnić miski... Skoro o tym powiedziała...
Później musiała zając się pakowaniem... Nie chciała opuszczać swojego domu... Jednak to na parę dni. Jak cały ten bałagan z atakiem na DOM oraz uciekinierami z niego przycichnie to wróci do domu.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.
Chlorokineza
8%
słodka dziewczynka
name:
Emma Layla Williams
alias:
Em; Emka; Lay
age:
9
Wysłany: 2020-03-21, 18:26
Multikonta: Penny
// 9 kwietnia i pojawienie się
Ciocia Jennifer z każdy kolejnym dniem czuła się gorzej. Cornelia mówi, że to przez jej moc, która niszczy ją od środka. Jednak nie wiedziałam czy to prawda czy też nie. Sama ciocia powtarzała, że nic jej nie jest i jeszcze dorzyje czasów, kiedy mutanci będą wolni. Chciałam by te czasy nadeszły szybko, by zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Nie wiedziałam co dzieję, kiedy Cornelia kazała mi i Michaelowi się spakować, a sama zaczęła pakować rzeczy Annabeth. Jednak zrobiłam to, bo uznałam, że kolejny raz się przenosimy. Jednak wyszliśmy tylko nasza czwórka, jeszcze kiedy ciocia spała...
Cornelia powiedziała, że pojedziemy do cioci Annabeth, bo udało się ją odnaleźć. Nie wiedziałam, że An ma jakąś ciocię... Oczywiście znałam jej rodziców, bo również należli do Bractwa, którym tata był przywódcą... Za nim wszystko się skomplikowało.
Pojechaliśmy do obcego miasta... Aż Cornelia zaparkowała samochód pod dużym domem. Nazewnątrz widziałam jakieś faceta opartego o samochód. Widziałam, że zmierzył nas wzrokiem, po czym wrócił do swojego zadania. Chwilę później staliśmy pod drzwiami, które otworzyła nam jakaś kobieta. Cornelia od razu ją rozpoznała... Chyba ją znała, albo wiedziała jak wygląda.
- Esther Spivey... To jest twoja bratanica, córka Christiana - powiedziała wzkazując na Annabeth, która stała obok niej. Ja stałam trochę z tyłu nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć. Czemu nie ma tutaj cioci Jennifer. - Moja matka opiekowała się nią przez te cztery lata ale nie może już dłużej. Twoja teraz kolej... A zaopiekujesz się jeszcze moim bratem i kuznką - powiedziała położyła torby przed nią i podała rączkę Ann... Sama odeszła w stronę samochodu.
- Cornelia! - krzyknęłam za nią... Bo co to wszystko znaczy... Spojrzałam na kobietę, ale ona sama nie wiedziała co o tym myśleć.
- Zostań wraz z Michaelem i An... -powiedziała, kiedy się odwróciła w naszą stronę i weszła do samochodu.
Nie wiedziałam co się dzieje. Wiedziałam jedynie że od paru dni byłam zamknięta w swoim pokoju, a jedyną osobą z którą rozmawiałam był potwór który pokazywał mi się od czasu do czasu w lustrze.
Już się go tak bardzo nie bałam. Przynajmniej teraz gdy byłam świadoma tego co robię. Można nawet powiedzieć że się z nim zaprzyjaźniłam. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Jednak przy jednej takiej rozmowie i zabawie moimi lalkami kuzynka zaczęła zbierać moje rzeczy do walizki. Pytałam się co się dzieje, ale zbywała mnie i odtrącała mówiąc żebym zabrała swojego misia.
Na początku nie chciałam nigdzie wyjeżdżać nie znowu. Przecież nic złego nie zrobiłam. Nie zaatakowałam nikogo, ani ja ani ON. Przecież siedziałam grzecznie w pokoju. Dlaczego musieliśmy się pakować? Dlaczego teraz? Dokąd pojedziemy?
Nie wiedziałam, ale nie mogłam przeciwstawiać się cioci. Złapałam mojego pluszowego króliczka i zostałam pociągnięta do korytarza.
Ubrana siedziałam już w samochodzie i rozglądałam się dookoła i pokazując króliczkowi za oknem drzewa i ludzi.
- Daleko jeście? - zapytałam gdy zaczynało mi się nudzić. I właśnie w tym momencie zauważyłam bardzo duży dom pod którym zaparkowaliśmy. Był ogroooooomny i bardzo bardzo ładny.
Wysiedliśmy z samochodu, a kuzynka razem z nami wszystkimi podeszła do drzwi. Zobaczyłam dopiero teraz że nie było z nami cioci przez co zrobiło mi się smutno.
- Em ciemu nie ma cioci? - zapytałam moją siostrzyczkę ciągnąc ją za rękaw. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Ścisnęłam mocniej mojego króliczka.
Po chwili drzwi do mieszkania się otworzyły a w nich stała kobieta. Ładna kobieta.
- Esther Spivey... To jest twoja bratanica, córka Christiana. Moja matka opiekowała się nią przez te cztery lata ale nie może już dłużej. Twoja teraz kolej... A zaopiekujesz się jeszcze moim bratem i kuzynką - powiedziała Cor i położyła nasze rzeczy przed tą panią. Nie rozumiałam. Nie wiedziałam kto to nie wiedziałam kim jest Pan Christian nigdy nie słyszałam o nim ani słowa, ale wiedziałam że coś złego się dzieje. Ja nie chciałam takich zmian. Nie chciałam żeby ciocia nas zostawiała. Nie chciałam nawet żeby Cor nas zostawiała, a w tym momencie odeszła w stronę samochodu.
Słyszałam wymiane ich zdań, ale patrzyłam wprost na tą nową Panią. Złapałam za rękę Mickaela i wtuliłam się w Niego. Oczywiście mi na to pozwolił.
- Jestem Mickeael. To jest An. - wskazał na mnie. - a to Emma. Możemy wejść proszę Pani? - zapytał tej kobiety wyciągając w jej stronę dłoń, a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłam i złapałam drugą dłonią rękaw Emmy.
Szczerze powiedziawszy była zła na siebie oraz braci, że postawili jej za argument obecność Roberta. Nie chciała poznawać nowych ludzi, a tez nie chciała by ktoś obcy wchodził do jej do domu. Słysząc dzwonek do drzwi poszła otworzyć drzwi. Święcie przekonana, ze to właśnie Robert. Już miała powiedzieć, żeby się wypchał i dał jej spokojnie się spakować. Kiedy na progu swojego domu dostrzegła trójkę dzieci i dziewczynę zbliżonym wieku. Cóż na pewno nie była matką dwójki. Za młoda była na nich oni mieli jakieś dziesięć, dziewięć lat, a ona zaledwie dwadzieścia, może trochę mniej. Spojrzała na nich, a słowa, które miały być skierowane do Roberto utknęły jej gardle.
Nie wiedziała sama co myśleć, ani nawet odpowiedzieć na jej słowa. Córka Chrisa? Przecież on nie miał dzieci? No pięknie... Tego jeszcze się nie spodziewała. Spojrzała na dziewczynkę i nawet nie zauważyła, jak ta dziewczyna odwróciła się zamiarem zostawienia TUTAJ tych DZIECI... Dopiero wtedy dotarły do niej jej słowa. Teraz twoja kolej? Jaka kolej? I co ona w ogóle wyrabia? Dzieci to nie jakaś rzecz, by je ot, tak przekazywać. Twierdząc nawet, że to członek rodzinny. Przecież na to muszą być jakieś przepisy moralne, bo prawne na pewno były, ale nie pójdzie z tym na policje.
Jak tamta dziewczyna odjechała, a chłopiec odezwał się do niej. Spojrzała na nich smutkiem. Przecież nie odeśle ich kwitkiem. Jakoś to wytłumaczy, albo odeśle Roberta, a oni tutaj zostaną. Nie no... Ciekawe w ogóle czy Christian wie, że ma córkę?
- Wchodzie - powiedziałam do nich. - Zostawcie walizki tutaj... Robert zapakuj ich walizki do samochodu. My zaraz przyjdziemy z moją - powiedziałam do niego, bo zapewne zbliżył się słysząc krzyki oraz ten dość groteskowy obrazek.
- Prawda jest taka, że muszę wyjechać stąd na kilka dni... Spokojnie nie zostawię was pojedziecie ze mną. Napijecie się czego, bądź jesteście głodni - zapytała do nich próbując odzyskać swój nastrój oraz poukładać sobie.
Esther uklęknęła przed małą An i uśmiechnęła się do niej.
- Cześć jestem Esther... Wiem, że to zabrzmi dziwnie, bo mnie nie znasz i pewnie nigdy o mnie nie słyszałaś. Jestem Esther Spivey siostra Christiana Spivey i być może twojego taty. Nie długo go poznasz. A teraz powiesz mi jak twój króliczek ma na imię? - próbowałam jakoś zagadać do małej. Sprawić, aby się tak bardzo nie bała.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.
Chlorokineza
8%
słodka dziewczynka
name:
Emma Layla Williams
alias:
Em; Emka; Lay
age:
9
Wysłany: 2020-04-04, 18:53
Multikonta: Penny
Nie odzywałam się w czasie drogi, bo cały czas się zastanawiałam co Cornelia chce zrobić i dlaczego nie ma cioci. Poza tym dziwne również było to, że tylko mieliśmy trzy walizki, a Cornelia nie miała swojej. Teraz tak myśląc o tym wszystko było jasne... Po prostu nas oddała innej osbie. Nie chciała nas... Jednak jak można tak postąpić z rodziną. Ja i Mik byliśmy jej rodziną, a An stała się częścią naszej rodzinny. Jak mogła nas od tak zostawić. Nie rozumiałam tego i się tak strasznie bałam. Miałam wrażenie, że ponownie tracę bliskie mi osoby.
Patrzyłam za swoją kuzynką, jak ta odjeżdżała zostawiając nas samych... nie z jakąś panią Esther. Poczułam jak ktoś mnie łapie za dłoń. Również usłyszałam głos Mick, jak wyjaśnia pani kim jesteśmy. Bo przecież Cornelia tylko przestawiała, a raczej powiedziała kim jest An. Słabo kojarzyłam rodziców An, bo byłam dzieckiem, kiedy ostatni raz ich widziałam. Jednak Cornelia znała ich... Skoro twierdziła, że to jest ciocia Ani. To tak musiało być. Spojrzałam na kobiete jak ta pozwoliła nam wejść. A następnie na męczyzne, który wziął wszystkie trzy nasze walizki za jednym zamachem.
- To prawda, że pani jest ciocią An i siostrą Christiana - powiedziałam do kobiety, Chciałam wiedzieć, czy Cornelia mówiła prawdę. Nie pytałam o to Ani, bo ta była malutka jak ciocia się nami wszystkim zajęła.
Nie chciała nigdzie przyjeżdżać, a tym bardziej zostawać z obcą osobą, cieszyła się że miała przy sobie swoje rodzeństwo, ale to i tak nie dawało jej stu procentowego poczucia bezpieczeństwa. Nie chciała wierzyć w to że ta kobieta miała być jej ciocią, przecież ona nie miała innej rodziny. Znaczy może i miała, ale nigdy nie poruszała tego tematu nie miała kiedy bo i po co skoro tak często się przeprowadzali. Stała nadal z tyłu nie wychylając się, a słysząc głos kobiety skierowany w jej stronę przestraszyła się. Schowała jeszcze bardziej. Nie chciała tu stać i gdy spojrzała na Emme ta mogła zobaczyć że mała jest przerażona, a w jej oczach pojawiają się łzy.
Chłopak natomiast spojrzał na Esther i się lekko uśmiechnął.
- Ona tak zawsze. Rzadko wychodziła z domu. - powiedział i machnął ręką przed kobietą by ta zwróciła uwagę na niego. Nie chciał by Ana teraz przez przypadek się zamieniła, wiedział że to oznaczałoby albo jej śmierć, albo śmierć kogoś kto stał tu i mógł być potencjalną ofiarą. Musiał temu jakoś zapobiec.
Annabeth nie raz przekona się o tym, że nie zawsze w życiu dostajemy to czego chcemy lub co oczekujemy. Esther nie chciała opuszczać swojego domu, ale cóż musiała. Co ją bolało, bo miała z nim wiele wspomnień. Jednak starała się być dzielna i zawsze iść do przodu. Wiedziała, że kiedyś tutaj wróci i znowu będzie budować kolejne dobre wspomnienia.
- Na pewno jestem siostrą Christiana Spiveya, ale nie sama nie wiem, czy ciocią Ani - powiedziała szczerze. Odpowiadając dziewczynce na jej pytanie. Nie wiedziała nawet, że jej brat miał córkę. Jednak była Ania trochę do niego podobna. Miała na pewno jego oczy... Kiedy chłopak zwrócił się niej i pomachał przed nią reką uśmiechnęła się i spojrzała na niego. Nie zapomniała o jego obecność, bo przecież jak miała to zrobić. Skoro miała przed sobą trójkę dzieci.
- Okej rozumiem. To jak głodni? Spragnieni? Mam też ciastka stoją na ławie - powiedziała ogólnie do nich pokazując ławę w salonie. Musiała przecież jeszcze się spakować i zabrać dzieciaki do baru. Jakkolwiek to brzmi, bo nie wiedziała co zrobi jutro... Jednak na dzisiaj miała plan. Boże jak ona nie lubi być zaskakiwana i zmieniać swoich planów. Jednak cóż cieszyła się, że Christian odzyskał wolność i być może odzyska swoją córkę. Chociaż dostanie po głowie, że jej nie uprzedził, iż gdzieś tam jest jej bratanica. Przecież już po spotkaniu w DOMie by jej szukała. A teraz przynajmniej nie byłaby tak zaskoczona.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.
Chlorokineza
8%
słodka dziewczynka
name:
Emma Layla Williams
alias:
Em; Emka; Lay
age:
9
Wysłany: 2020-05-30, 15:28
Multikonta: Penny
Dom Pani Esther było duże i ładne oraz w niczym nie przypomniało naszych dotychczasowych mieszkań. Jednak nie zmieniało to faktu, że nie wiedziałam co myśleć. Nagle ktoś obcy miał się mną zająć. Z tego co pamiętam tata miał dobre zdanie o tacie An. Jednak nie kojarzyłam go i chciałam mieć pewność, że ta pani jest jego siostrą. Usłyszałam wiadomość Mika jak zawsze musiał być ten poważny oraz jakby ktoś mu kij w tyłek włożył. Jak tylko usłyszłam mowę o ciastkach spojrzałam na nie... Głodna nie była i pić mi też nie chciało, ale ciastek nie odmówię.
- W takim razie, gdzie jest pani brat? - zapytałam się, chciałam dodać i ,,czemu moja ciocia się zajmowała An skoro to pani jest jej ciocią". Jednak w porę się ugryzłam w język nie chciałam sprawiać Ani przykrość ani też niepokoić i tak wyglądała już jakby miała zaraz się rozpłakać albo co gorsza przemienić.
- Chcesz ciastek? - zapytałam się małej, bo które dziecko odmówi ciastek. Zwłaszcza, że ciocia nie zawsze nam je dawała. Ja na pewno nie... Zresztą to też był jakiś sposób by Ania się uśmiechnęła.
Nie chciała tu zostawać widać było po niej, że biła się ze swoimi odruchami i bała się bardziej tego że mogła się zmienić w potwora aniżeli tego że ta Pani może być jej ciocią. Jednak gdy usłyszała że ma ciasteczka spojrzała na Emme z lekkim uśmiechem. Przytuliła misia jeszcze bardziej i pokiwała siostrze głową że chce. Złapała ją za rękę i poczłapała do ciasteczek. Złapała jedno i siadając na podłodze zaczęła je wcinać.
Mickael w tym czasie wszedł i popatrzył na Panią Esther.
- Wyjeżdża Pani? Dlaczego? I niech Pani wybaczy jeśli jestem niegrzeczny, ale radziłbym uważać z kontaktem z Anią. Jest dość... specyficzna. - nie chciał przestraszyć kobiety, a tym bardziej wydać An w ręce osób przed którymi uciekali z ciotką. Popatrzył na najmłodszą i się lekko uśmiechnął, a po chwili zwrócił uwagę na Emme.
- Jeśli możesz uważaj na nią. - odezwał się do niej i kiwnął głową w stronę dziewczynki która zaczęła bawić się króliczkiem. Nie chciał tu wypadku, a tym bardziej tego że ktokolwiek zostanie ranny. Podszedł do Pani Esther.
- Jeśli jesteśmy kłopotem możemy odejść, jakoś sobie poradzimy. - powiedział do niej bo widział po jej zachowaniu i reakcjach że kobieta nie miała o nich pojęcia. Ciocia po prostu kazała im tu być nie informując jej o tym, a to oznaczało kłopoty albo cioci albo ich.
Nie raz opiekowała się Vanessą, a wcześniej Richmond również dziećmi sąsiadów. Jednak nie zdążyła przyzwyczaić się do tego, że dzieci zadają strasznie dużo pytań i z reguły tych trudnych... Nie wiedziała ile można powiedzieć, ale też zmarnować czasu na rozmowy, bo każdej chwili mogli przyjechać tutaj DOGS, a tego nie chciała.... Nie kiedy są tutaj dzieci. Nie myślała o sobie, bo ona sobie jako poradzi, ale nie chciała by dzieciom dała się krzywda.
- Jest w bezpiecznym miejscu, ale nie długo się z nim spotkamy. Mam nadzieję, że wyjaśni wam i mnie wszystko - powiedziała do Emmy odpowiadając na jej pytanie. Za nim ona i An poszły zajadać ciastkami. Och tak Christian będzie musiał się tłumaczyć, że jej nie przygotował na to, że może pojawić się jego córka w progu jej drzwi. Spojrzała na dziewczynki jak zajadali ciastkami i uśmiechnęła się. To nie tak, że nie chciałaby tutaj byli... Chciała tego bardzo, zwłaszcza jeśli Ania rzeczywiście jest jej bratanicą, a Emma i Mickeal jej przyjaciółmi. Poza tym An jak AN jej przyjaciółki skracało się imię.
- Musimy wyjechać, bo tutaj zaraz mogą przyjechać źli ludzie, którzy szukają ojca An - powiedziała do niego, ale zaraz zaciekawiły ją jego następne słowa. - Co znaczy, że jest specyficzna? - powiedziała pakując swoje ubrania, które wcześniej zdążyła znieść na dół. Nie zabierała dużo i też nie przejmowała się zbytnio tym, że pakuje je byle jak nie przeglądając ich zawartość. Najwyżej do kupi sobie czego nie weźmie. Yogi do niej podleciał...
- Pilnuj dom, jak coś daj znać - powiedziała do niego, a ten zaraz zaczął biegać od okna do okna sprawdzając. Zefir usiadł przy dziewczynkach bezczynie prosić je o ciasteczko - Nie dawajcie mu tylko tych czekoladowych - rzuciła do dziewczynek.
Słysząc słowa chłopca przerwała pakowanie i uklęknęła przy nim.
- Posłuchaj nie jesteście żadnym kłopotem i nigdzie nie odejdziecie, chyba że ze mną. Dobrze i mów do mnie Esther, bo nie jestem żadną panią- powiedziała do niego z uśmiechem, bo nie pozwoli im odejść nie wiadomo gdzieś... Znając życie mieszkali by na ulicy i nie mieli co jeść. Nie pozwoli na to... Chociaż nagle została jej przyznana opieka nad nimi bez słowa wyjaśnienia to zamierzała się jej podjąć. Zamknęła walizka do torebki rzuciła butelkę wody i mogli wychodzić. Usłyszała szczekanie Yogiego.
- Weź dziewczynki i schowajcie się. Nie wychodzie, dopóki was nie zawołam albo Robert - nie było czasu kazać im biegnąć do samochodu. Więc kazała im się schować... Yogi przybiegł dalej szczekając do niej informując o obcych. - Yogi, Zefir pilnujcie dzieci - zwróciła się do zwierząt. Yogi był psem wilczak czechosłowacki miał więcej z wilka niż psa, ale ją traktował jak alfę i wiedziała, że zadba o dzieci tak samo jak Zefir, który raz jej uratował życie.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.
Chlorokineza
8%
słodka dziewczynka
name:
Emma Layla Williams
alias:
Em; Emka; Lay
age:
9
Wysłany: 2020-05-31, 14:36
Multikonta: Penny
Kochałam swoją ciocię, ale prawda byłą taka, że nie wiedziała jak ona postępować z Annabeth. Liczyłam może, że jej ciocia jako ktoś z rodzinny znajdzie inny spoósb na ujarzmienie Demona jaki siedział w An. Trochę mnie dziwiło, że Cornelia nic nie powiedziała pani Esther o Ani tylko robił to Mickael. To ona powinna wyjaśnić wszystko. Ona albo ciocia, która nawet nie chciała sie z nami pożegnać. Ja była tylko jej bratanicą, a An opcą osobą znała tylko jej rodziców. Jednak jak mogła to robić Mickealowi, który był jej synem. Jadłam z An ciasteczka... Boże już nie pamiętam, kiedy ostatnio miała tyle do wyboru. Jak trafiłam jakiś lepszy dzieliłam na pół i dawałam An. Kiedy Mick stwierdził, że mam na An uważać rzuciłam mu spojrzenie ,,Nie mów mi co mam robić". Nie był moim rodzicem, ani też dorosły... Sama wiedziałam, że powinnam opiekować się An nie musiał mi jeszcze on o tym przypominać. Jednak skinęłam mu głową, bo innym wypadku by nie odpuścił.
Jak niebieska papuga do nas podleciała i zaczęła powtarzać ciastko, ciastko roześmiałam się. Cóż nie wiedziałam jeszcze papugi w tym kolorze i jeszcze gadającej. Spojrzałam na nią, ale w tedy usłyszałam głos pani Esther. By nie dawać mu tych czekoladowych. Czyli to chłopiec... Znalazłam jakieś z ziarnami... Przełamałam na pół i dałam połowę papudze, a drugą AN. By też miała okazje nakarmić papugę.
- Dobry chłopiec, a raczej papuga - powiedziałam pochwalająco chciałam go pogłaskać po piórach, ale w tedy wleciał pies szczekając. Automatycznie przytuliłam AN do siebie, jakbym bała się, że on ją zaatakuje. Jednak wcześniej tego nie zrobił tylko wyglądał przez okna. W tedy usłyszałam polecenie pani Esther by się schować.
- Chodź An pobawimy się chowanego twoja ciocia szuka... Weźmiemy ciastka, byśmy nie zgłodniały, bo tak dobrze się schowamy - powiedziałam do niej wstając z podłogi i lekko pociągając An. Papuga nas ma pilnować? Spojrzałam na Zefira... Nie widząc co o tym myśleć, bo jak ona nas obroni. Pies to jeszcze rozumiem, ale papuga. Znając życie to my będziemy musieli jej.
Bawiła się króliczkiem i zajadała ciasteczka gdy przybiegł duży pies i ptak który bardzo zaciekawił dziewczynkę. Podała mu ciastko z ziarnem, które dała jej w rączkę Emma, a gdy ptak zaczął je zajadać uśmiechnęła się.
- Ja chcie jeście. - wykrzyknęła szczęśliwa, a w tym momencie pies zaczął szaleć i szczekać. Podskoczyła aż na podłodze i złapała swojego króliczka mocniej. I podeszła do Emmy łapiąc ją za rękaw. Pokiwała głową na zgodę i zaczęła treptać za przyjaciółką.
Mick w momencie jak pies zaczął ujadać spojrzał na kobietę, która wydawała polecenia jakby wiedziała dokładnie co im groziło, spojrzał na nią, ale wiedział że musi się posłuchać. Szedł w stronę drzwi za które poszły dziewczynki, ale nie miał zamiaru chować się razem z nimi. Chciał mieć pewność że nic im się nie stanie więc został w korytarzu, a drzwi zostawił otwarte. Stanął na nimi tam by widzieć czy ktoś nie wchodzi dalej, ale sam z miejsca przez które wchodzili był niewidoczny. Miał nadzieję że to tylko ten jaj kolega co zabrał torby, ale po jej zachowaniu wnioskował że to na pewno nie był on.
W czasie gdy domownicy radośnie dzielili się ciastkami zaledwie kilka domów dalej przystanął pojazd transportowy, z którego wysiadł pełen, uzbrojony oddział DOGS. Ich pojawienie się w tym miejscu nie było przypadkowe - jeden z anonimowych donosów przykuł uwagę kogoś u władzy, przez niezwykłą zbieżność rysopisu jednej z poszukiwanych terrorystek biorących udział w ataku na DOM.
To była szybka akcja - ale ile trzeba było do schwytania jednej mutantki?
Oddział rozdzielił się na dwie grupy czteroosobowe. Jedna z grup jeszcze zza płotu rozpoczęła ostrzał okien, drzwi i wszelkich innych newralgicznych miejsc w tym budynku, mający usprawnić wejście do środka. Nie przejmowali się ewentualnymi ofiarami - w końcu każdy sympatyk wynaturzeńców był ich wrogiem. Szkło posypało się na posadzkę, grad kul przebijał się przez kolejne powierzchnie uszkadzając sprzęt, ściany i meble wewnątrz domu. W tej samej chwili drugi z oddziałów niebezpiecznie zbliżał się do fasady, wrzucając do środka granat dymny. Krótki huk poniósł się po pomieszczeniach, a po nim - dym zaczął się unosić, tworząc mgłę, przez którą ciężko było cokolwiek dostrzec. Kolejne huki niosące się po pokoju wskazywały na jedno - byli już w środku.
Z całą pewnością, szczekanie psów uchroniło dzieci przed niechybnym końcem, ale... Czy sama rudowłosa z pomocą Roberta zdoła ich wszystkich uchronić przed wyspecjalizowanym oddziałem gotowym na wszystko?
Przeklinała w myślach wszystkich i wszystko, bo cóż gdyby była sama w domu to spoko. Jednak teraz były z nią dzieci i była za nie odpowiedzialna, a tutaj ktoś skrada się do jej domu. Dobrze, że miała Yogiego, bo widać, że na Roberta nie było co liczyć. Skoro to pies zauważył niebezpieczeństwo, a nie on. Ostatniej chwili kazała dzieciom schować się i kiedy, zaczęli strzelać do jej domu schowała się za jedną z ścian z dala od okien i drzwi. Wyciągnęła broń, którą wmusił w nią kiedyś Conor z szuflady. Na razie schowała ją w spodnie, bo cóż w głębi duszy liczyła, że da się to jakoś załatwić. Jednak gdyby nie dało to broń i moc oraz Robert musiało jej wystawić.
- Cholerni idioci - powiedziała sama do siebie. Wątpiła by ktokolwiek ją usłyszał, bo przecież strzały, niszczące meble i dekoracje wszystko zagłuszało. Idioci... Powtarzała w swojej głowie... Strzelać do domu, bo mają podejrzenia, a co jeśli by pomylić dom albo też właśnie jak teraz znajdowały się w nim dzieci czy postronni ludzie. Miała cholernie dosyć tego co wyrabia DOGS. Najpierw jej rodzice giną od strzału przez znanych sprawców, a teraz jej dom jest ostrzeliwany. Ciekawe co na to wszystko by powiedziała Annalisa... Ta ona by tak nie stała czekając aż wejdą pewnie już tej chwili by ściągała wodę z jeziora, aby ich zalać.
Kolejne huk....
Dosyć tego nie da im wejść do góry, gdzie byli dzieci. Miała w nosie to, że pokaże im się jako mutantka. Odliczyła kroki, aż zbliżą się bliżej oraz też, z której strony nadchodzą. Dopiero jak byli dość blisko skierowała w stronę najostrzejsze światło jako była tylko wstanie stworzyć.
Proszę by mieli gogle termowizyjne. Przeszło jej jeszcze przez na myśl. Bo wtedy cóż... To ich na pewno zaboli... Gdzie kurwa jest Robert i to jego wyszkolenie...
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum