Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #1
Autor Wiadomość
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-05-04, 11:28   
  

   1 Rok na Giftedach!


Nagle wszystko zaczęło się walić, czuła jak przeciąża organizm, przez co jej własne ciało zaczęło się buntować. Próbowała oddechów, jak uczył ją tato i Vincent. Wdech, wydech...czuła jak ciśnienie jej krwi obniża się, jak przestaje się denerwować. Myślała o mamie, o tym że niebawem wróci do niej i będzie mogła opowiedzieć o tym co się stało. Mimo to, że wydawało się że wszystko jest ok czuła jak ubrania, które miała na sobie zdecydowanie zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Ci, którzy byli niedaleko niej mogli dostrzec jak jej odzież powoli zaczyna zmieniać się w popiół. Kawałek po kawałku zaczęły odpadać.
- Kurwa...
Wyrzuciła z siebie czując, zdecydowanie przeciąg na własnym ciele, minimalny ale jednak. Czuła, że pewnej części odzieży zaczyna brakować. Mało tego jak na złość usłyszała megafon i śmigłowce. Spanikowała to mało powiedziane. Była przerażona. Będąc w środku cyklonu nie wiedziała co ma robić, jak się zachować. Dopiero po chwili dotarło do niej, że jest...kurewsko źle. Spojrzała na ojca, który się do niej pochylił. Skinęła głową starając się uspokoić myśli. Odciąć się od bodźców, ale nie szło jej to za dobrze. Tak czy inaczej starała się wziąć wdech i wydech, nie pomagało. Spojrzała spanikowana na ojca.
- Staram się tato...
Wydukała cicho i usiadła na tylnym siedzeniu czując jak pod tyłkiem i plecami wszystko powoli zaczyna się topić. Zacisnęła pięści starając się uspokoić, w końcu za chwilę naprawdę znajdzie się gdzieś w blachach auta a nie na miękkim siedzeniu. Do tego trup obok niej nie dodawał jej jakoś spokoju i pewności, że wszystko będzie ok. Na szczęście ciało rozgrzanej dziewczynki nie krzywdziło jej ojca dzięki ubiorowi, które miał na sobie, Zabezpieczenie to podstawa to fakt, ale im dłużej będzie z nią miał styczność tym może być gorzej. W końcu jej odzież traciła swoje zastosowanie, po prostu zmieniając się powoli w pył. Bała się, że za chwilę stanie naga jak niemowlak! Ale co poradzić? Starała się opanować moc, jednak bodźców dookoła było zdecydowanie za dużo i niestety nie sprzyjające uspokojeniu się Van.
[Profil]
  [AB+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-05-04, 22:19   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Było bardzo źle. Z minuty na minutę sprawy coraz bardziej się komplikowały. Nie w ich głowach było teraz zamartwianie się rozprzestrzenianiem się kolejnych materiałów w mediach. Chyba dla wszystkich biorących udział w tym wydarzeniu zależało przede wszystkim na tym, aby wyjść z tego żywym. Tyle dobrego, że u Mary i jej łuskowatego towarzysza było w miarę spokojnie, ponieważ to mgła Nicka skupiała w większości uwagę gapiów oraz patrolów D.O.G.S, które przybyły już na miejsce po otrzymaniu wezwania przez nieprzytomnego już Briana. Widok samochodów transportowych przepełnionych wrogimi oddziałami nie malował przyszłości uczestników w jasnych barwach.
Gdy Nicholas wraz z córką ratował życie rannego mężczyzny, będąc pod stałą presją czasu, Mary zajmowała się jaszczurem. Oni też musieli się spieszyć. Ich spokój mógł nie trwać długo. Tylko jak pogodzić pośpiech ze współpracą ze strony mało myślącego drapieżnika?
Gad zamknął oczy, czując na swej głowie delikatny dotyk dłoni i spokojny ton głosu dziewczyny. W czasie mówienia mogła bez przeszkód i niewyczuwalnie dla Chrisa pozbyć się strzałek z mutazyną, które okazały się bezużyteczne w starciu z naturalnie opancerzonym przeciwnikiem. Mając również okazję na ocenę ran stworzenia, najgorzej wyglądała ta na pysku. Gdyby pocisk trafił w ten sposób człowieka, poniósłby on śmierć na miejscu, masakrując znaczną część twarzy. W tym przypadku Chris naprawdę miał sporo szczęścia, mając taką, a nie inną moc. Inna budowa czaszki właśnie uratowała mu życie.
Czy mutant pod opieką Mary był zrelaksowany? Wcale. Jasne było, że wciąż się bał. Praktycznie przylegał do Mary, znajdując przy niej schronienie przed całym światem. Nie zamierzał nigdzie iść, uznając to za zbyt ryzykowne. Był jak małe dziecko, które po zakryciu oczu i pozostając w bezruchu myślało, że stało się niewidzialne. Oboje byli jednak na widoku i każdy, kto wszedłby do alejki miałby tę dwójkę na celowniku. Mary wiedziała, że muszą się sprężać.
Gad czując ruch pod swoim pyskiem otworzył ślepia. Dziewczyna próbowała wstać, lecz waga gekoniego łba dość mocno to utrudniała. Mutant ostatecznie podniósł swój łeb, pozwalając Mary wstać. Zamiast jednak skupić wzrok na niej, dostrzegł kałużę tuż obok i pierw postanowił się z niej napić. W tym celu dość nieporadnie wstał i zaspokoił swoje pragnienie, zanim przeniósł wzrok na dziewczynę, która gestem ręki próbowała go namówić do podejścia. Zupełnie tak, jakby namawiała kota... i Chris o dziwo na to zareagował, powoli podchodząc do zejścia do kanału. Wsadził tam łeb, jednak po chwili się wycofał, wydając z siebie dość spanikowany jęk. Nie zamierzał zrobić tego ponownie. Ciasne i ciemne przestrzenie od zawsze były jednymi z największych lęków Chrisa.
Wtem rozległ się dźwięk krążącego w pobliżu helikoptera, a na innej ulicy słychać było wozy na sygnale. Najwyraźniej wsparcie D.O.G.S było już na miejscu zdarzenia. Jeszcze tego brakowało. Źrenice mutanta zwęziły się, zaczął charczeć i niespokojnie się rozglądać. Te charakterystyczne dźwięki wywołały u niego atak paniki. Przez kolejny traumatyczny czynnik znalazł w sobie nowe siły, które zmusiły jego organizm do działania. Chris nagle zerwał się do biegu, wpadając wprost na Mary, która była tuż obok niego. Dziewczyna miała okazję złapać go za szyję, może odruchowo, a może w celu próby zatrzymania go.
Mutant ponownie był w ruchu, lecz tym razem z dodatkowym balastem w postaci dziewczyny na plecach, którą zdawał się zupełnie ignorować. Był jednak dużo wolniejszy i było pewne, że jest w stanie przemieścić się zaledwie kilka dodatkowych metrów. Pobiegł przed siebie, nieświadomie zostawiając za sobą zbliżający się do nich dwuosobowy oddział.
Spłoszony mutant resztami sił skręcił w najbliższą boczną uliczkę, gdzie na ich nieszczęście akurat przejeżdżało auto uciekających rebeliantów. Bestia wyskakując na otwartą drogę przypadkiem wpadła swym cielskiem wprost na bok rozpędzonego samochodu niczym jakiś jeleń, który pojawił się znikąd. Uderzenie było tak silne, że pojazdem aż zatrzęsło i kierowca prawdopodobnie stracił na moment panowanie. Bardzo prawdopodobne, że została także wybita szyba (jeśli nie było to pancerne szkło) na miejscu pasażera. Gad w ostatniej chwili zaczepił się pazurami o dach auta i za nic nie zamierzał go puścić, nie chcąc z niego spaść. Przyległ mocno całym swym ciałem, a jego gadzi ogon widoczny był na przedniej szybie. Mary na szczęście przeżyła to ekstremalne zderzenie, w większości osłonięta ciałem mutanta, choć mogła mieć potłuczenia. Ona także znalazła się na dachu pojazdu. To była jak scena z jakiegoś filmu akcji.
Czy oboje znaleźli się w samym środku pościgu i auto rebeliantów właśnie ścigało D.O.G.S? A może po opuszczeniu mglistego obszaru byli już wszyscy bezpieczni? Jeśli nie i wcześniej otworzono do nich ogień, pojawienie się na miejscu Mary było jak dar od niebios. Byłaby w stanie stworzyć tarczę, która ochroni Nicholasa, jego córkę oraz pozostałych Rebeliantów przed ostrzałem. Nick jeszcze by uwierzył, że to było zaplanowane działanie...
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-05-08, 01:32   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Mary starała się pozostać jak najbardziej spokojna licząc, że zarazi tym stanem bestię przed sobą. Albo przynajmniej przekona go, że nie jest zagrożeniem, że chce pomóc. Gdy próbowała wstać poczuła opór masywnego łba. Dał się jednak przekonać do tego, by się podnieść, ale zamiast pójść za nią podszedł do jakiejś kałuży i się z niej napił.
-Chris, nie ma na to czasu.- szepnęła, ale nie przeszkadzała mu w żaden inny sposób. Musiała zaczekać aż skończy. Na szczęście po tym posłusznie podszedł do wejścia do kanału. Tylko po to, by sprawić kolejny problem. Musiał bać się zamkniętych przestrzeni. Albo ciemności. Albo obu. Ruda nawet nie zdążyła westchnąć gdy usłyszała helikopter i tonowany sygnał syreny. DOGS. Jeszcze tych tu brakowało.
Gad zaczął się rozglądać niespokojnie i nagle ruszył przed siebie. Przebiegł tuż obok niej, niemal przez nią. Wiedziona impulsem uczepiła się gada i razem z nim wypadła na ulicę. Jeśli ktoś stanął im na drodze, odepchnęła go glifem co było zdecydowanie lepsze niż stratowanie przez rozpędzoną i spanikowaną machinę mordu. No ale samochodu już odepchnąć nie byłaby w stanie. Pisnęła na mgnienie oka przed zderzeniem, które jakimś cudem przeżyła. I to bez większych obrażeń. Te kilka obić czy skaleczeń naprawdę było do zignorowania. Potrząsnęła głową i rozejrzała się oceniając sytuację. Chris uczepił się auta, a za nimi ciągnęło DOGS. Wóz się nie zatrzymał więc w środku chyba był… Przez okno dostrzegła znajomą blond mordkę. Ok, nie jest AŻ TAK źle. Znalazła sobie stabliniejsze miejsce na jaszczurze trzymając się go kurczowo. Chyba że ktoś jakoś wpuścił ją do środka.
Niezależnie od tego gdzie wylądowała skupiła się na ostrzale, który potencjalnie mógł być prowadzony przez pościg. Miała możliwości aby powstrzymać większość pocisków o ile nie zaczną używać dużych kalibrów. Glifowe tarcze osłaniać będą od teraz ich odwrót. Zwykle tylko jedna z tyłu, ewentualnie jeśli sprawa się skomlikuje to była w stanie dodać jeszcze od góry i od boków, choć tymi już nie osłaniała całego pojazdu.

Użyte glify: 10
[Profil]
    [B+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-05-09, 15:22   

W czasie gdy rebelianci zajmowali się pakowaniem rannych i martwych do swojego samochodu, szwadronowcy zajęli się podłączaniem węży do pobliskich hydrantów - w końcu nietypowe problemy wymagały niekonwencjonalnych rozwiązań. Nie minęła chwila, jak strumienie zimnej wody o wysokim ciśnieniu zaczęły się przedzierać przez gęstą mgłę rysującą się na ulicy, ujawniając wszystko to, co kryło się za nią - i pokazując tył odjeżdżającego już samochodu. Ale hej - chociaż tylni zderzak załapał się na małe czyszczenie!
Theresa syknęła wściekła pod nosem, wydając kolejne rozkazy do przegrupowań. Wszyscy wolni strzelcy wpakowali się do jednego z wozów, podczas gdy do drugiego mieli wsiąść żołnierze zajmujący się wcześniej armatkami wodnymi. Pojazd, który jako pierwszy był gotowy do odjazdu ruszył w pogoń za mutantami, kierowany przez wskazówki z helikoptera, który pozostawał na ogonie samochodu rebelii.
Rozpoczął się ostrzał. Pierwsze pociski pojawiły się ze strony nieba, przebijając dach w kilku miejscach. Tuż po pierwszej salwie na pojazd rzuciła się bestia z dodatkowym pasażerem, odrzucając samochód lekko na bok - co pozwoliło na uniknięcie śmiertelnych ciosów kierowanych na pasażerów. Tylko że... Nikt nie mógł być pewien, czy ten odrzut spowodowany był wyłącznie nagłym impetem spowodowanym przez mutanta, czy jednak... Kierowca też oberwał?
Dość szybko wyjaśniła to krwawa plama rysująca się na ramieniu mężczyzny, którego uścisk na kierownicy stopniowo lżał. Strzał poważnie uszkodził nie tylko kość ale i nerwy w jego kończynie, co zapewne będzie niosło poważne skutki w przyszłości. Nicholas po tym wszystkim powinien dziękować Christopherowi - prawdopodobnie tylko dzięki niemu sam uniknął tragicznego końca.
Robert bladł, choć jego mina nie zdradzała, jak kiepsko zaczynał się czuć. Potrzebny był poważny plan na ucieczkę - inaczej, pościg może zakończyć się tragicznie, jeśli tylko... Siły opuszczą mężczyznę, nim zdążycie stąd uciec.
I tylko glify Mary ochraniały Was przed niechybnym końcem, który... Zbliżał się nieubłaganie, jeśli nie skryjecie się przed otwartym niebem.
[Profil]
 
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-10, 22:50   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Sytuacja była beznadziejna. Na tyle jednak dobrze, że Vanessa mimo prób powstrzymania swojej mocy, wsiadła do pojazdu a za nią Nicholas. Po zamknięciu drzwi i ruszeniu pojazdu, usłyszeli szum wody. By sprawdzić co się dzieje za ich tyłami, Nicholas odwrócił głowę widząc jak rozmywali wodą jego mgłę. Na nic. Bo i tak musieli ruszyć za nimi, co wręcz zamierzali zrobić. Grenville miał nadzieję, że uda im się ich zgubić, ale pojawiło się inne zagrożenie.
Spojrzał na Vanessę, z której ubraniem nie działo się nic dobrego. Tak samo z siedzeniem. Przeklął w myślach i nie widział innej możliwości, jak posadzić własne dziecko na kolanach. Ryzykował, ale dzięki temu córce myślenie się włączy inne i może uda cofnąć swoją moc. Druga rzecz, dość długo miała ją aktywną, więc niebawem może osiągnąć limit. Mało tego, zaraz po tym jak posadził ją na kolana, zaczęło się ostrzeliwanie ich pojazdu, co sprawiło że Nicholas zakrył córkę sobą, nie zważając na to iż jej moc mogła nadal działać. Trudno. Gorzej było dla ich trupa po drugiej stronie tylnego siedzenia. Nieświadomie mogli z niej zrobić ser szwajcarski. Ostrzeliwanie nagle zostało przerwane a ich pojazd zboczył trochę z ulicy na chodnik, możliwe że uderzając w jakiś słup. Powodem bylo pojawienie się jakiegoś ciężaru na dachu. Wszyscy w pojeździe byli zdekoncentrowani na moment widząc na przedniej szybie gadzi ogon, ale Robert utrzymywał nadal kurs. Nicholas obejrzał się po pojeździe zastając wybitą szybę od strony Echo. Spojrzawszy na tyły, dostrzegł coś bardzo znajomego. Glif. Od razu pomyślał o Mary. A ogon ten musiał należeć do Chrisa. Znaczyło to, że udało jej się przekonać do siebie Jaszczuroludzia. Ten problem mieli z głowy. I nie trzeba było ich później szukać.
- Krwawisz.
Nicholas zareagował na słowa, od razu przenosząc wzrok na chłopaków z przodu. Słowo to powiedział Albert, który zauważył ranę na prawym ramieniu Roberta. Gdy Nick na nią spojrzał, nie był z tego zadowolony.
- Niedobrze...
Stwierdził krótko lider Rebelii. Albert w tym czasie podarł swoją część koszuli i póki nic innego im nie zagrażało, przewiązał koledze na ramieniu, by zmniejszyć ubytek krwi. Nicholas w tym momencie spojrzał na Vanessę.
- Jesteś cała?
Zapytał. Musiał mieć pewność. Po otrzymaniu informacji spojrzał przed siebie i musiał na prawdę intensywnie myśleć. Spoglądał także na mijane otoczenie. Co jakiś czas też za siebie.
- Musimy pozbyć się helikoptera i zniknąć im z oczu...
Tego wszyscy byli zgodni. Tylko gdzie jechać, by zgubić ogon? Chyba tylko w tunel. Nic innego Nicholasowi w tej chwili nie przychodziło do głowy.
- Tunel. Jedź do jakiegokolwiek najbliższego tunelu.
Robert nie kwestionował decyzji i mimo odczucia utraty sił, nie poddawał się. O ile nie mógł za bardzo obiema rękoma trzymać kierownicy robił to jedną, a drugą, tą ranną położył na skrzyni biegów by przełączać. Albert cały czas monitorował stan kolegi, gotów przejąć stery w każdej chwili. W razie czego, wyjął broń, gdyby próbowano do nich strzelać z innej strony.
Jechali przed siebie, często skręcając i znikając pod mostami. Robert specjalnie obierał taką trasę, by najszybciej wjechać do najbliższego tunelu. Chyba, że zdarzy się cud, że nie zostaną złapani i ktoś im pomoże...


Wykorzystuję Koło Ratunkowe dla naszej grupy
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-05-11, 17:25   
  

   1 Rok na Giftedach!


Strzały, a potem uderzenie czegoś i odbicie się niemal od coś. Przerażona nie wiedziała co się dzieje. Mało tego, już to że się uspokoiła, że już nie była tak przerażona teraz wznowiło się jeszcze bardziej, nieświadomie ale jednak. Spanikowana przeniosła wzrok na mężczyznę, który wspomniał coś o krwawieniu. Reakcja Van? Raczej oczywista. PANIKA. Kierowca był ważną osobą co wiedziała już z samych filmów. Wiedziała, że jeśli zemdleje, czy zasłabnie albo co gorsza...umrze mogą mieć stłuczkę, a mężczyzna obok nie będzie w stanie za dużo zdziałać siedząc na miejscu pasażera. Spanikowana Van nawet nie wiedziała, że rani ojca w tym momencie dopiero po chwili zerwała się z miejsca stając na równe nogi jednocześnie schylając głowę.
- Tato uważaj bo Cię poparzę...musimy zjechać muszę mu pomóc....
Odezwała się spanikowana nie musiała mówić, co się stanie jeśli nie przypali rany wlotowej.
- Kula przebiła się? Jeśli przypalę ranę zatamuję krwawienie, mogę to też zrobić jeśli kula jest głęboko, jednak...może dość wtedy do zakażenia albo coś takiego...
Dodała z powagą na twarzy i spojrzała na tatę totalnie przerażona. Prawda była taka, że jeśli nie zdziałają czegoś może być bardzo źle.
- Tato...podwozie...
Jęknęła spoglądając jak jej własne nogi zaczynają zatapiać się w miejscu gdzie się znajdowała.
- Zostawcie mnie gdzieś...ukryję się i wrócę bocznymi drogami. Znam te okolice.
Wyrzuciła z siebie rozpoznając uliczkę.
- Jeśli przepalę podwozie nie uciekniemy...
Odezwała się błagalnie spoglądając na ojca. Czuła jak robi jej się dziwnie a nogi niemal uginają się pod nią. Jedyne co zdołała to złapała kierowcę za ranną rękę i straciła przytomność opadając bezwłądnie.
[Profil]
  [AB+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-05-11, 19:15   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Teraz jedynym zadaniem Chrisa było trzymanie się z resztek swoich sił dachu pojazdu. Musiał dać z siebie wszystko, aby nie spaść wraz z Mary z rozpędzonego pojazdu na ulicę, wprost pod koła innych samochodów. Wóz Rebelii już dawno przekroczył dozwoloną prędkość i co rusz gwałtownie zakręcał. To była ciężka próba zarówno dla refleksu kierowcy, jak i wytrwałości wszystkich pasażerów.
Mary trzymała się kurczowo Christophera, a gad wręcz sparaliżowany przylegał brzuchem do dachu pojazdu, trzymając go swymi wszystkimi pazurami. Nie ruszał się, nie wydawał dźwięków. Skupił się tylko na tym, aby nie spaść wraz z dziewczyną. Dzięki temu Mary miała pod sobą w miarę stabilny, nieśliski grunt i możliwość bezpiecznego stworzenia tarczy. Tarczy, która właśnie ratowała życie dowódcy Rebelii, jego córce oraz rebeliantom. Nie mieli pojęcia, jak sytuacja wyglądała wewnątrz pojazdu, natomiast na pewno zarówno Mary, jak i Chris wiedzieli, że długo nie dadzą rady i muszą czym prędzej zgubić ogon w postaci oddziałów D.O.G.S. Tutaj pozostało im wierzyć w towarzyszy pod nimi. Musieli polegać na sobie wzajemnie.
Chris już dawno przeholował ze swoją mocą. Serce biło mu jak szalone i czuł ogromny, narastający ból całego ciała. Był on silniejszy od tego, jaki zaserwowały mu pociski. One były teraz jak ukłucie zwykłej igły. Przebiło je uczucie gotowania się żywcem i miażdżenia przez niewidzialne siły każdego centymetra ciała. Efekt otrzymywany wtedy, kiedy przemiana nie przebiegała równomiernie i kości oraz mięśnie nie układały się jak należy, a skóra zmniejszała swoją powierzchnię zbyt wolno. Christopher zaczął kaszleć i pojękiwać, niezwykle ludzko jak na niego, lecz w tej całej akcji nie sposób było tego usłyszeć. Nie był w stanie wykonać już żadnego ruchu. Podnieść głowy aby ocenić sytuację, kiwnąć palcem. Nic. Zamarł w pozycji, w jakiej chwycił auto.
Mając przed oczami rozmazany obraz ścigających ich oddziałów oraz glifów Mary, gad zaczynał wierzyć, że zostało im niewiele czasu. Zaczął myśleć ludzko, odzyskiwać dawną, trzeźwą świadomość. Odczuwać poczucie winy za to, co się właśnie działo, ale jednak za wszelką cenę nie odpuszczał. Właśnie dzięki temu, że zaczął racjonalnie myśleć. Nawet jeśli miałby zaraz zdechnąć na dachu tego auta, nie zamierzał dopuścić do tego, aby Mary spadła. Wpakował ją w to, więc pomoże jej stąd uciec. Zacisnął kły, zmarszczył pysk w grymasie bólu a potem zrobił coś dziwnego, ponieważ... uśmiechnął się. Jaszczur zaczął prezentować sobą ludzkie emocje. Szczerzył się do ścigających ich kundli. Nie prześmiewczo, nie chamsko. W tym uśmiechu była wola przetrwania, determinacji. Uśmiechał się przede wszystkim dla siebie, a nie po to, aby się popisać. Wmawiał sobie, że dadzą radę. Skoro wszyscy pracowali jak drużyna, będą drużyną.
W tym samym momencie lewa strona jego ciała zaczęła się zmieniać. Łuski zanikały, mięśnie się kurczyły, a po chwili zaczynało się dziać podobnie z drugą stroną. Chris przemieniał się w człowieka, a to by oznaczało, że za kilka sekund wkrótce utraci swoje pazury i spadną.
Otóż nie.
Chris utrzymał swoje gadzie atrybuty na swoich kończynach, skupiając w nich resztki swojej energii oraz siły. Choć tors przypominał już bardziej ludzki i posiadał zwykłą skórę, jego ręce oraz nogi wciąż były umięśnione, wyposażone w pazury i kurczowo trzymały się blachy pojazdu, którą zdołały przebić. Ciało jednak było mocno zdeformowane, w tym czaszka, gdzie jedna strona - ta trafiona pociskiem - była bardziej gadzia od drugiej. Wyglądał paskudnie - tyle można powiedzieć i na pewno odczuwał ból. Z jakiegoś powodu nie odzyskał dawnej twarzy, jakby tak właśnie wyglądała jego obecna. Zaskakujące było też to, że łuski pozostawały w obszarach, gdzie został trafiony, zapobiegając tym samym rozerwaniu ran w czasie przemiany. Zwykłe szczęście czy przemyślane działanie?
Dzięki temu zabiegowi nie utracił całkowicie kontroli nad mocą i nie doprowadził do swojej śmierci. Skupił całą swoją moc w określonych miejscach, nad którymi odkąd pamiętał potrafił panować. Nie musiał być świadomy, aby móc zachować ten konkretny stan. Jego moc miała to do siebie, że była zawsze aktywna. Było to też możliwe dzięki temu, że Mary wyciągnęła z niego wcześniej strzałki z mutazyną. W innym przypadku teraz właśnie by je odczuł, bo torsu nie chroniły już twarde łuski.
Gdy proces dobiegł końca, Chris momentalnie stracił przytomność, a jego pokryte zielonymi łuskami kończyny wciąż trzymały się pazurami dachu samochodu Rebelii, zapewniając Mary względne bezpieczeństwo, na którym mężczyźnie tak zależało. Dziewczyna robiąca za tarczę mogła tego nie zauważyć i zorientować się dopiero po fakcie... To nie było istotne. Najważniejsze było to, że wciąż mogła ich chronić i zwiększyć ich szansę na ucieczkę. Chris sam podjął taką decyzję.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-05-13, 19:05   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Siedząca na dachu Mary nie robiła zbyt dużo, ale to co robiła było bardzo ważne. Ciągnęła za samochodem dwie tarcze wymieniając je jeśli któremuś skończył się czas. Jeden od tyłu i jeden z góry. Limit liczby glifów był jeszcze dość daleko, ale dziewczyna forsowała moc samym trzymaniem ich tak długo. Martwiła się trochę, że któraś seria pocisków z góry przebije się przez barierę, sprawiając jej ból i pozostawiając pojazd bez ochrony. O ostrzał z tyłu nie martwiła się tak bardzo. Tam też strzelali z broni palnej, ale ta zamontowana na stałe w helikopterze miała nieco większy kaliber. Zatrzymywała już takie, ale od stosunkowo niedawna.
Poświęceniu swojego gadziego towarzysza nie poświęciła wiele uwagi skupiając się na goniących za nimi jednostkach. Zauważyła, że się przemienił. I przestał ruszać. Niedobrze. Rozglądała się, ale mało co dawałoby im schronienie. Nawet jeśli samochody byli w stanie zgubić za rogiem, to helikopter miał na nich oko.
-Ni... Blondie! Błagam, powiedz, że masz jak nas stąd zabrać!- krzyknęła. Musieli się stąd wydostać, ale żadne nie mogło działać samo i na ślepo. Jechali na jednym wózku. Odpowiedź nadeszła tłumiona pędem samochodu i strzałami za nimi. Tunel. No tak, jest to jakiś sposób. Z drugiej strony tunel ma dwa końce, co nie? Wystarczy, że helikopter podleci do następnego i tam na nich zaczeka. Może nawet z masą jednostek. Chyba że porzuciliby samochód pod ziemią i weszli do jakiejś części technicznej. Tam gdzie odbywa się konserwacja elektryki podziemnej. Tylko w tym celu musieliby pozbyć się samochodów DOGS, które mogłyby wjechać za nimi. Eh. Tunel wydawał jej się bardzo krótkowzrocznym rozwiązaniem.
-Pułapka!- odkrzyknęła żeby dać znać co ona sama o tym myśli. Nie mogli zacząć o tym dyskutować. Nawet pojedyncze słowa wykrzyczane w takich warunkach z trudem docierały do adresata.
Skupiła się ponownie na pościgu. W razie jakby jeden ze ścigających je pojazdów za bardzo by się zbliżył (jakieś 20m), Mary postanowi go unieszkodliwić. Stworzy glif w większości zatopiony w asfalcie, pod kątem około 30 stopni względem podłoża. Wystający nieznacznie. Nie miał na celu rozwalić pojazdu. Jedynie oponę, może trochę koło. Kulawy daleko nie zajedzie. Nie z taką prędkością. Starała się jednak nie ryzykować zderzenia z całą energią rozpędzonego samochodu, bo tego już glif na pewno nie wytrzyma. To samo była gotowa zrobić przy wieździe do tunelu. Tutaj tarcze nie były już aż tak potrzebne więc zaryzykowała nieco bardziej. Skutkiem przy dużym sukcesie mogłoby być nawet, oprócz urwania koła, poważne uszkodzenie podwozia.
[Profil]
    [B+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-05-16, 19:20   

Sytuacja wydawała się bez wyjścia.
Pościg trwał. Pojazdy przecinały kolejne ulice Seattle, wjeżdżając w nie ostrymi zakrętami, zarzucając pasażerami na konkretne strony samochodu. Czym jednak było te kilka obić, gdy gra toczyła się o znacznie wyższą cenę?
Robert bladł, ale pomoc Alfreda pozwoliła im na utrzymanie względnie stabilnej kierownicy. Najgorsze jednak było to, że w okolicy nie było żadnych długich tuneli poza... Tym metra.
To zbyt wielkie ryzyko. Kierowca nie miał zamiaru go podejmować, dopóki nie będzie miał pewności, że to dosłowna ostateczność.
Wewnątrz kabiny zaczął roznosić się nieprzyjemny zapach spalenizny, wydobywający się spod Vanessy. Tapicerka zdecydowanie będzie wymagała wymiany, tak, jak bok policzka Nicholasa opatrzenia, po przykryciu córki własnym ciałem. Nic to jednak w obliczu małej, dziewczęcej łapki, która oparła się na ramieniu Roberta, skutecznie hamując krwawienie, jednak... Powodując krótkie załamanie świadomości u mężczyzny. Jego towarzysz zdążył jednak zareagować, nim pojazd wjechał w przyuliczną latarnię.
Glify pozwalały uchronić pojazd przed ostrzałem, ale jak długo mogło to trwać? Mary bez problemu mogła dostrzec, jak Christopher traci siły. Jak długo więc zdołają się utrzymać na tym dachu, nim... Po prostu się ześlizgną?
Plan był prosty, co mogło pójść nie tak? Zgubienie ogona pomogłoby w tej ucieczce. Próbując postawić ten jeden, stały glif przed transporterem departamentu dziewczyna skupiła tak wiele swojej uwagi, że nawet nie dostrzegła tej krótkiej chwili, w której kolejny pocisk przebija się przez jej tarcze, powodując ukłucie w piersi. Co gorsza... Z daleka już było widać kolejny zbliżający się helikopter.
Szlag. Chyba przyciągnęliście zbyt wiele uwagi?
Kolejny śmigłowiec zbliżał się nieubłaganie. Już widzieliście, jak jego działko nakierowuje się na Wasz samochód, gdy nagle... Po prostu wybuchł. Ogniste fajerwerki posypały się z nieba z częściami blach i dymu, śmigło wylądowało tuż koło Waszego samochodu - ale nawet nie poczuliście odrzutu, widząc mleczną ścianę na środku ulicy. Grenville mógł być pewien jednego - warto było utrzymywać sojuszników po swojej stronie. Najwidoczniej głośna akcja z ulicy przywołała na miejsce nie tylko sojuszników nieprzytomnego Briana, lecz również towarzyszy z wciąż prężnie działającej w Waszyngtonie Armii X.
Odjeżdżaliście coraz dalej, widząc, jak latające postaci zbliżają się do drugiego śmigłowca. Widzieliście rosłego mutanta, którego skóra przypominała stal, jak stawał naprzeciw jadącego ku Wam transportowca. Albert zdołał też dostrzec wychudzoną kobietę o błyszczących oczach, która wskazywała drogę do jednej z bocznych uliczek, gdzie pojazd w końcu mógł się zatrzymać. Uliczka wydawała się normalna, choć... Gdyby się przyjrzeć, to chyba falowała w powietrzu.
Czyżby iluzja? Kto to wiedział. Czy podejmiecie to ryzyko?
[Profil]
 
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-18, 17:34   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Sytuacja była fatalna. Głos Mary jaki Nick usłyszał był chyba błagalny o wyjście z sytuacji. Rzucił jej w odpowiedzi co planował na szybko. Że tunel pozwoli im pozbyć się helikoptera, ale też dawał dodatkowe utrudnienia wyjścia z sytuacji, kiedy ich grupa była mocno osłabiona. Robert słabł. Vanessa mu zemdlała i robiła dodatkowe problemy. Nicholas jednak wiedział, kiedy jej moc osiągnie limit, nie przejmował tym że i jego porani. Koniec końców postanowiła pomóc ich kierowcy, dotykając jego rany na ramieniu, ale przez to siły ją opuściły. Nicholas zdołał ją złapać i przygarnąć do siebie, co na moment ich rzuciło. Albert szybko pomógł opanować kierownicę. A Robert wrócić do trzeźwego myślenia po małym przyparzeniu rany. Przynajmniej nie tracił tak wiele krwi jak na początku. Ubytek był zminimalizowany. Pomoc kolegi była wręcz przydatna. Nie spuszczał więc nóg z pedałów a tym bardziej z gazu.
Usłyszawszy głos Mary o "pułapce", Nicholas musiał przeanalizować jej słowa, jako że za dużo się działo w tej chwili. Ale podejrzewał, że mogła nawiązać do wspomnianego przez niego wcześniej tunelu.
- Szlag...
Przeklął bardziej do siebie i rozglądając się, szukał alternatywy. Na szybko upatrzył salon samochodowy. I już miał coś powiedzieć, kiedy usłyszał huk od bocznej strony. Przeniósł wzrok w kierunku zdarzenia widząc chmarę dymu i wylatujących mutantów. Zaś po tym wyłonili się inni. Przybyło ich wsparcie?
- Szefie!
Odezwał się Albert a Nicholas spojrzał na niego, gdzie wskazał mu na kobietę, a ta pokazywała drogę.
- Jedźcie tam.
Wydał zgodę, bo naprawdę nie mieli czasu. Zaufał im, że ponownie im pomogli. Akurat w tym przypadku nie mogła to być pułapka. Tylu mutantów gotowych ich chronić, to musiało być niespodziewane wsparcie. Lecz z drugiej strony, Nicholas zaczął obawiać się o tych na dachu. Z tego względu, że nie było widać ogona jaszczura. Obejrzał się też za siebie by sprawdzić, czy glify Mary nadal się utrzymują. Po czym znów przed siebie, by ujrzeć co ich czeka po drugiej stronie uliczki. Albert z Robertem utrzymywali więc kurs we wskazaną drogę.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-05-18, 18:59   
  

   1 Rok na Giftedach!


Czuła jak jej ciało odmawia posłuszeństwa, jak coś się dzieje nie tak jak powinno. Czuła, że niemal się gotuje w środku nie wiedziała czemu i co się dzieje. W jednej chwili wiedziała, że powinna pomóc rannemu mężczyźnie. Nie czaiła się i po prostu złapała go za ranne miejsce a co za tym poszło jej organizm powiedział dość. Przegrzanie było złym znakiem a dotknięcie rannego jeszcze gorszym bowiem straciła całkowicie siły. Poczuła jak jej ciało robi się wiotkie by po chwili osunąć się w ramiona ojca. Czuła smród palonego mięsa, wiedziała że to musiał być jej ojciec. Sam ucierpiał z jej powodu. Chciała jakoś mu pomóc, ale nie miała jak. Nie miała możliwości zaprotestować i bronić się przed dotykiem ojca. Chwilę później po prostu leżała w jego ramionach straciwszy całkowicie świadomość z otoczeniem. Ile była nieprzytomna nie wiedziała nie miała bladego pojęcia, dopiero po jakimś czasie zaczęła odzyskiwać świadomość co nie było w ogóle takie przyjemne. Ból całego ciała, poczucie jakby paliła jeszcze ciało ojca a zarazem brak sił by się podnieść. Nie miała sił nawet się odezwać po prostu leżała bezwładnie próbując odzyskać siły by spróbować się podnieść jednak w jej oczach była tylko panika nie wiedziała co się dzieje z nią, czemu nie miała sił nic powiedzieć, czemu nie mogła się podnieść! Niemal niemo krzyczała żądając odpowiedzi jednak nie wiedziała czy w ogóle ktoś na nią zwróci uwagę. Zajęci byli ucieczką a ona? Ona mogła jedynie słuchać tego co się działo.
[Profil]
  [AB+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-05-20, 10:49   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Mary próbowała powstrzymać jeden z pojazdów, które niebezpiecznie się zbliżył zatrzymać. Powinno się udać, złapaliby gumę i stracili przyczepność, a to mogłoby zatrzymać i następny pojazd. Gdyby nie ukłucie w piersi. Dziewczyna odkaszlnęła kilka razy lekko przymroczona nagłym bólem. Niedobrze. Glify zniknęły. Teoretycznie mogła je przywołać z powrotem. Wiedziała, że ten ból w klatce piersiowej to nie skutek fizycznych obrażeń. Nie została trafiona. To tylko zniszczenie glifu. Samo w sobie niegroźne, a jednak przez ból ten nie mogła się skupić na używaniu mocy.
Do tego wyglądało na to, że zbliżało się nowe zagrożenie, które nagle... wybuchło. Mary przeszło przez myśl pytanie czy na kogoś spadnie fragment maszyny. Nawet jeśli nie to fontanna ognia i metalowych fragmentów z pewnością dokonają zniszczeń. Jednak ruda nie mogła się tym teraz zająć. Nawet w imię ratowania kilku żyć nie zamierzała dać się złapać. Ani narażać na to reszty pasażerów.
Widząc, że jaszczur trzyma się coraz słabiej sama wczepiła się w samochód, nie dbając o to, że porani dłoń o rozbite okno. Nie miała żadnych innych punktów zaczepienia. Nie licząc gadziego mutanta obok, ale trudno powiedzieć jak długo on się jeszcze utrzyma. Musiała przeczekać ból w piersi zanim zacznie używać moc.


Użyte glify: 13
[Profil]
    [B+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-05-23, 14:56   

Z każdą mijającą sekundą zagrożenie wydawało się od Was odwracać, zajmując się nowo przybyłym wsparciem. Transportowiec, który do tej pory jechał za Wami musiał drastycznie hamować, by nie zatrzymać się na stalowym mężczyźnie torującym mu drogę. Pozwoliło Wam to czmychnąć we wcześniej wskazany zaułek, za którym powietrze nagle się rozmyło. Dziewczyna, która wcześniej wskazywała Wam drogę, podbiegła do pojazdy od strony kierowcy, gdy tylko samochód zatrzymał się w miejscu, pozwalając Robertowi na chwilę wytchnienia. Ostatnie minuty, które poświęcił na utrzymanie świadomości w tym drastycznym dla siebie momencie niebywale pozbawiły go sił. To była kwestia sekund, gdy świadomość go opuściła - ale hej, przynajmniej dalej oddychał!
Pewne było jednak, że nie tylko kierowca po dzisiejszym dniu potrzebował pomocy medycznej. Całkowicie opadnięty z sił Chris, wyczerpana Vanessa, poparzony Nicholas, poharatana od szkła dłoń Mary, oraz... Ranny szwadronowiec.
- Pospieszcie się. - Usłyszeliście rosyjski akcent w głosie delikatnej kobietki przed samochodem. - Możecie skryć się w tej kamienicy. W piwnicy znajduje się przejście, które otworzy Wam Vadim. Zostańcie tam przez najbliższe dwie godziny. My w tym czasie wyprowadzimy pościg za miasto, gdzie czeka oddział Armii X. Skoro chcą walki, niech chociaż będzie ona wyrównana. - Jej głos, choć w pierwszym odczuciu mógł wydawać się niezwykle gładki i delikatny, nie pozwalał na wtrącenie jakiegokolwiek sprzeciwu.
Jeśli tylko się jej posłuchaliście, wysiadając z pojazdu i wynosząc rannych, z pomocą przyszedł Wam wysoki, chudy mężczyzna o równie błyszczących oczach co niewiasta, która właśnie wsiadała za kierownicę. Mogliście zauważyć, jak w pojeździe... Pojawiają się Wasze rozmyte kopie, a samochód po chwili odjeżdża w dal uliczki, niemal natychmiast natykając się na drugą furgonetkę DOGS - która wcześniej opuściła ulicę z opóźnieniem, przez pakowanie sprzętu.

Jeśli zdecydowaliście się udać do piwnicy, nie mogliście się tam spodziewać dodatkowej pomocy od osób trzecich. Znajdywał się tam jednak zapas wody, neutralne ubrania w kilku rozmiarach jak i pokaźna apteczka. Widać było, że to miejsce było przemyślane właśnie na takie sytuacje. Do samego pomieszczenia nie dochodziły żadne okna, a przejście do niego znajdywało się za zamurowaną ścianą, co przy normalnych warunkach nie pozwalało na znalezienie tej kryjówki. Jeśli tylko tego potrzebowaliście, Vadim był gotowy Wam pomóc.
[Profil]
 
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-26, 20:25   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Z jednej strony było źle, z drugiej obecność wsparcia ratowała ich z fatalnej sytuacji. Albert z Robertem wjechali na polecenie Nicholasa do wskazanej uliczki na zaułku, gdzie zatrzymali się we wskazanym miejscu. Robert odetchnął a Albert starał się teraz jakoś towarzyszyć i pomóc koledze. Drzwi zapewne się otworzyły, aby kobieta mogła do nich przemówić i powiedzieć co mają następnie robić. Nicholas szybko analizował przekaz informacji, spojrzawszy w stronę wskazanego budynku.
- Dobrze. Dziękujemy.
Nicholas krótko odpowiedział i chłopakom dał znać by się ruszali. Sam z kolei otworzył drzwi i wysiadł z pojazdu, na razie sadowiąc swoją córkę na swoim miejscu. Zaniepokoiły go wcześniej znikające glify, więc w pierwszej kolejności chciał zobaczyć jak wygląda sytuacja osób przebywających na dachu pojazdu. Pomógł więc zejść Mary i jeżeli była wstanie iść, wskazał jej kierunek kamienicy.
- Będę potrzebował pomocy z tym gadem. W bagażniku też mamy jednego DOGSa.
Dodał dla informacji, żeby nie byli zaskoczeni że ktoś się tam może obudzić i walić w maskę, jeżeli ma jeszcze czym. Nicholasa to nie interesowało. Echo była martwa, Brian lewo żywy. Może i nawet martwy? O ile nie ostrzelano bagażnika.
Albert z kolei zajął się udzieleniem pomocy Robertowi i zaprowadził go do piwnicy. Nicholas licząc na pomoc Vadima, musieli się namęczyć by ściągnąć z dachu Jaszczuroludzia, który był główną atrakcją dnia. Nieźle się przymocował do pojazdu, a czas im uciekał. Ale w końcu się udało i zaciągnięty pewnie został przez pomocnika do środka. Na koniec Nicholas zabrał swoją córkę i także się wycofał. Ale niestety. Echo i Brian pozostali w pojeździe. Nie było czasu by jeszcze i ich zabierać ze sobą. Później Nicholas skontaktuje się z obecnym wsparciem, aby ich dostarczyli do nich. Można powiedzieć, że grupa pod kierownictwem Nicholasa, skorzystała z zaoferowanej pomocy.
Gadziego mutanta pewnie gdzieś położono pod ścianą, aby zregenerował siły a i on potrzebował też opatrzenia ran. Vanessę Nicholas położył na posadzce, zauważając, że córka była w miarę przytomna, lecz jej moc powinna być wyłączona. Osiągnęła ona swój limit. Gorzej jednak było z jej ubraniem. Nicholas więc poprosił Vadima o coś, czym mógłby ją przykryć. Jeżeli otrzymał jakiś koc, koszulę czy coś, położył na córce. Dwie godziny powinny im wystarczyć na odpoczynek. Albert zajął się rannym poważnie Robertem, opatrując mu ranę, korzystając z apteczki. Nicholas przeniósł spojrzenie na Mary, klęcząc przy swoim dziecku.
- Jesteś cała?
Zapytał, chcąc mieć pewność, że ona chociaż trzyma się w miarę dobrze. On sam na sobie dopiero zaczął odczuwać skutki mocy swojej córki. Policzek go szczypał oraz wnętrza dłoni a także inne części ciała. Ryzykował sobą, byleby tylko ratować własne dziecko. Nie dbał o to, jak bardzo bolesna będzie dla niego jej moc. Jeżeli otrzymał od Mary odpowiedź, ściągnął jedną ze swoich rękawic, by spojrzeć na zaczerwienioną dłoń. Gdyby nie materiał, mogło być gorzej.
[Profil]
  [AB+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-05-27, 16:05   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


W przeciwieństwie do małej Vanessy, Chris wciąż nie odzyskiwał przytomności. Może to nawet i lepiej? Nie bał się, nie odczuwał bólu doświadczanego przez jego podziurawione pociskami ciało. Zachowanie świadomości w niczym by mu nie pomogło. On już zrobił wszystko, co mógł, aby mimo ograniczonej świadomości spróbować im dopomóc. Choć poważnie ranny, jego wyraz twarzy był spokojny, cichy. Jakby po tej szalonej przygodzie dobrowolnie oddał się objęciom Morfeusza. Vanessa pod tym względem zdawała się mieć znacznie mniej szczęścia. W końcu... to wciąż było tylko dziecko. Dziewczynka, której w jednej chwili cały świat zdawał się walić. Nie miała czasu rozpaczać nad stratą przybranej ciotki ani zastanawiać się, co się właściwie działo. Świat poza bezpiecznym zaciszem w barze Rebelii pomimo upływającego czasu wciąż pozostawał niebezpieczny i nieprzewidywalny.
Pojawienie się nieoczekiwanego wsparcia niewątpliwie uratowało im życie. Nieprzytomny Chris został ściągnięty z dachu, na którym pozostały ślady po wielkich szponach bestii, którą wcześniej był. Obecnie swoją posturą już bardziej przypominał człowieka, którego pokryte zielonymi łuskami kończyny pozostawały nieproporcjonalnie duże i umięśnione w stosunku do reszty ciała. Na tyle, że gdyby nie obrażenia, pewnie potrafiłby nadal sprawnie biegać na czterech łapach. Strzępki czarnej koszuli, której obecność świadczyła o gwałtownej przemianie, praktycznie w żaden sposób nie zakrywały klatki piersiowej mężczyzny. Tak, Christopher po częściowym powrocie do ludzkiej postaci był pozbawiony okrycia, ale czy to było takie istotne?
Gdy całą grupą znaleźli się w piwnicy, mogli w końcu odpocząć, ocenić wzajemnie swój stan i się opatrzyć. Wcześniej nie mieli takiej możliwości. Gadzi mutant został położony na boku pod ścianą. Nie łatwo było go tu zaciągnąć, zważywszy na fakt, że był cięższy niż zazwyczaj. Jego kończyny wciąż pozostawały nienaturalnie sztywne, a palce z pazurami rozłożone i wyeksponowane, jakby wciąż trzymały się dachu pojazdu. Albo jakby potwór chciał nimi sięgnąć osób naprzeciw niego. Choć wcześniej jaszczur był wręcz przegrzany od nadmiernej aktywności ruchowej i ograniczonej termoregulacji, tak teraz stawał się zimny. Łuski nie były już tak intensywnej barwy jak w chwili samego ataku, a z postrzelonego pyska gada sączyła się krew, która stopniowo pokrywała posadzkę pod gadzim łbem. Zarówno od zewnętrznej strony otwartego pyska, jak i jego środka, przez co położenie Chrisa na boku było koniecznością, aby nie zakrztusił się własną krwią. Świszczący oddech był słyszalny i jakby działo się coś złego to z pewnością brak oddechu zostałby szybko wykryty. Zabandażowanie ran postrzałowych na udzie i ramieniu nie powinno stanowić problemu, jednak rana na pysku wymagała interwencji chirurga. Nie było pewności, czy gad do tego czasu przeżyje. Chris odgryzł Brianowi dwie kończyny, co mogło doprowadzić do natychmiastowego wykrwawienia, natomiast on jednym strzałem sprawił, że gdyby bestia o własnych siłach zdołała uciec z miejsca zdarzenia, prawdopodobnie leżałaby tak jak tutaj, skazana na powolną śmierć. To byłaby odpowiednia cena za to, co zrobił. Zabił jedną kobietę i może wkrótce także ciężko ranny mężczyzna podzieli ten sam los. To był pierwszy raz, kiedy moc Christophera bezpośrednio przyczyniła się do czyjejś śmierci. Nigdy wcześniej nikogo nie zabił. Jadł kapelusze, próbował łapać swój cień, rozmawiał z biedronkami i gonił własny ogon. To nie był wizerunek pasujący do mordercy. Wcześniej zdarzało mu się kogoś ugryźć pod wpływem stresu, ale odkąd zamieszkał u Elaine, nic takiego nie miało miejsca. Podobno przez miesiąc było już świetnie i Chris wyszedł w końcu na ludzi. Coś jednak musiało tam pójść nie tak. Czy było to z winy Elaine i nie mówiła Nickowi całej prawdy? A może nie miała o niczym pojęcia i to Chris znał odpowiedź? A może oboje nie mieli na to wszystko wpływu.
Mutant unieszkodliwił dwóch kundli, ale za jaką cenę... Wszystkich tym naraził. Nie tylko siebie. Czemu mimo to próbowano mu pomóc? Przecież stał się potworem. Rząd miał kolejny dowód na to, że mutanci to bestie w ludzkiej skórze. Tylko czekali, aby móc zrzucić swoje maski i zaatakować. Gdyby dawny Chris wiedział, co uczynił, prawdopodobnie zalewałby się teraz łzami, a tak to... leżał. I nie wiadomo było, kiedy się wybudzi.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6