Słowa chłopaka zabrzmiały tak jakby podjął tą decyzję pod wpływem chwili z jakiegoś nieznanego mi powodu. No cóż na razie mnie to nie obchodziło gdyż jak na razie był niezłym partnerem do rozmowy. Kiwnąłem więc tylko głową z aprobatą. Kiedy to temat zszedł na sesje zdjęciową zrozumiałem że chyba odezwałem się zbyt głośno. Nie byłem przyzwyczajony do tego że ktoś uważnie mnie słucha więc było to coś naprawdę miłego. Czasem nawet mój agent ignorował niektóre moje wypowiedzi. Takie życie!
-Robię tylko za modela- Odpowiedziałem uśmiechając się tym razem lekko. Bycie modelem jest samo w sobie przyjemnym zajęciem. Nauczyłem się różnych języków i pozwiedzałem trochę świata. Żyć i nie umierać! Ciekawe jakby zareagowali moi fani gdyby to dowiedzieli się iż jestem mutantem. Niektórzy nie są do nich zbyt przyjaźnie nastawieni ale to już ich problem.
Och, Stu rzadko był słuchany. Ale rzadko kiedy pozwalano mu się odzywać. Za to przyzwyczajony był do słuchania wszystkiego, co tylko mógł. Wyciągał tyle informacji ile był w stanie z każdego źródła, choćby nie było przeznaczone dla niego. Takie właśnie były uroki życia doświadczalnej małpki, króliczka na posyłki którym przecież był. Tak więc usłyszał te niby po cichu wypowiedziane słowa.
- Tylko modela? - Zapytał z niedowierzniem - Przecież modele są sławni i mają dużo pieniędzy. Nie jeden chciałby być modelem - Sam by marzył, gdyby mógł, ale był nieczysty i nie powinien brać udziału w życiu ludzi. Mógł na nich polować, zwłaszcza na innych nieczystych, ale nie wolno mu było z nimi żyć. Był zagrożeniem, jego moc mogła zabijać, z resztą i jego samego by zabił,a gdyby nie opieka którą go otaczano. Ale czasem marzył o byciu modelem, albo aktorem, to musiało być wspaniałe. Nigdy nie dane mu będzie tego zaznać.
Słysząc niedowierzanie w głosie miałem ochotę się zaśmiać. Nie było to przecież nic nadzwyczajnego! W końcu nie mogłem się powstrzymać i z moich ust wydostał się zduszony śmiech zamaskowany kaszlem.
-Prawda jednak przez bycie modelem każdy mój zły ruch wpływa na reputacje i trudniej dostać porządną umowę- Oznajmiłem delikatnie się krzywiąc na wspomnienie marszu przez który miałem tyle problemów. DOGS jednak trochę pomogło i teraz nie jest tak źle. Muszę oczywiście jeszcze zwiedzić te ośrodki ale to nic, Byle nie trafić na niebezpiecznego mutanta bo pomimo iż sam nim jestem to moja moc nie jest zbytnio przydatna w walce. No chyba że chce zwiać, wtedy nawet.
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Cóż, takie zawody wydawały się Stuartowi czymś daleko poza horyzontem. Czymś wręcz niemożliwym. Kiedy całe życie jest się zamkniętym w jednym ośrodku, ciężko jest wyobrazić sobie bogactwo i sławę.
- Tak? Wiesz, ja też muszę uważać na wszystko co robię. Inaczej mogę zostać ukarany. - Powiedział wesoło, jakby była to igraszka. Wydawało mu się, że obie sytuacje są dokładnie takie same, że kara od zarządcy nie różni się niczym od kiepskiej reputacji. Skąd mógłby przecież znać różnicę? Według niego, DOGS pomaga każdemu, niezależnie od wszystkiego. Pomaga znaleźć wiarę, spokój. Nie wiedział przecież co to znaczy Prawa Człowieka, nigdy nie powiedziano mu o istnieniu czegoś takiego.
Słysząc odpowiedź Stuarta spojrzałem na niego uważnie.
-A gdzie pracujesz? I jako kto jeśli nie jako model?- Spytałem z lekkim uśmiechem na ustach. Byłem ciekawy czy z karą chodzi o odkupienie czegoś co się zepsuło czy też chodziło o po prostu o zwalanie na taką osobę najgorszych prac? Uh po prostu musiałem się dowiedzieć! Mendigo korzystając z chwili nieuwagi Starta podkradł się do niego na krótkich łapkach i wspiął na jego kolana chcąc ponownie znaleźć się w centrum uwagi. Nie mogli go przecież tak ciągle ignorować prawda?
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Oho, nagle w głowie zapaliłą się lampka. Chciał wiedzieć gdzie pracował. Hmm... ile mógł powiedzieć zwykłemu człowiekowi, którego dopiero co poznał
- Ano, jestem psem - Powiedział z uśmiechem nie zastanwaiajac się nad tym, jak zdanie musiało brzmieć dla ludzi spoza bazy. Tak, był psem, a nawet pobitym kundlem. I w cale nie chodziło tu o jakieś dziwne fetysze (a może?), tak nazywał się jego zawód. A mógł powiedzieć że jest policjantem....
Jednak w tym momencie, stwór, przerażająca istota z piekła rodem przystąpiła do ataku podnosząc ciśnienie Stuarta. Czy chciała go zjeść? A może zmanipulować i zamienić w swojego niewolnika? Nie wiedział, lecz nie pozwolił nerwom zerwać się z wodzy i zaczął z powrotem głaskać jeża, spoglądają na niego jedynie z lękiem co jakiś czas.
Przekrzywiłem głowę delikatnie głowę na bok nie bardzo wiedząc o co mu do kurki wodnej chodzi. Jaki pies? Że policja?
-Jak to psem? Pracujesz w policji?- Spytałem chcąc trochę bardziej wdrożyć się w temat bo na razie mało co rozumiałem. Nie było to fajne gdyż zazwyczaj byłem dobrze poinformowany. Patrzyłem się więc na niego czekając na odpowiedź i uśmiechając się delikatnie z rozbawieniem na widok jego reakcji na mojego pupila. Ten jakby by zaznaczyć to że tu jest dziabnął Stuarta w palec zaraz potem łasząc się jak na pieszczocha przystało. Miał w sumie gdzieś czy zrobił chłopakowi krzywdę czy nie. Chciał tylko być głaskany i nie ignorowany.
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Policja? Tak, policja, to najlepsze wyjaśnienie.
- No, jestem gliną - Potwierdził nie wydając swojej prawdziwej tożsamości jako agenta. W rzeczywistości był policjantem, pewnym jego nowym rodzajem. Trochę jak nowe FBI, choć on raczej był jak CIA. Choć może mniej jak policja, a bardziej jak wojsko? Nikt w sumie nie wiedział czym DOGS było, brało na siebie robotę która zazwyczaj była rozkładania na parę departamentów. Ale dzięki temu posiadali niesamowitą siłę, większą niż jakikolwiek inne Departament.
O nie! To prawdziwy atak. Czyżby został zatruty? Czy od tego umrze? W sumie to nie chciał umierać, dlatego zakrzykął
- Au! - Automatycznie ukrył palec i przestał głaskać jeża patrząc na niego z przerażeniem
A więc jednak był z policji! Chociaż tyle się wyjaśniło bo zaraz potem Mendigo przypuścił atak. Już nie mogąc się powstrzymać zaśmiałem się. Kto normalny reaguje tak intensywnie na zwykły atak małego i niegroźnego zwierzęcia.
-Spokojnie przecież cię nie zje. Zirytował się i tyle- Powiedziałem kręcąc głową z niedowierzaniem jednocześnie sięgając po swojego zwierzaka który ufnie przybliżył się do moich dłoni i dał podnieść. Ułożyłem go na swoich udach machinalnie zaczynając go głaskać jednocześnie patrząc na mężczyznę. Na pewno był policjantem? Przecież oni nie powinni bać się jeża. Stawałem się odrobinę podejrzliwy bo to było naprawdę dziwne.
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Sądzę że odpowiedź na to trudne pytanie kryje się w słowie "normalny". Co jak co, ale normalny to Stuart zdecydowanie nie był, ale to wcale nie musiało tak łatwo wychodzić na jaw
- Ale... Na pewno? - zapytał nie wiedząc czego się po jeżu spodziewać. Może był zaprogramowany na słowo policja i po usłyszeniu automatycznie przypuszczał atak z zamiarem zabicia i ukrycia dowodów?
- A nie ma żadnej trucizny? - wciąż chciał być pewny bezpieczeństwa, choć zwierza przy nim już nie było
-Tak na pewno. Zobacz jaki jest teraz skruszony- Powiedziałem i uniosłem kolczastą kulkę w którą zwinął się mendigo. Może dlatego że był po prostu zmęczony a takie ułożenie było dla niego wygodne? No cóż nie mnie to oceniać. Kiedy usłyszałem pytanie odnośnie trucizny zaśmiałem się nie mogąc wytrzymać.
-Żartujesz sobie prawda?- Spytałem niedowierzającym tonem głosu patrząc się na niego z zaskoczeniem. Skąd on się urwał? Przecież takie pytanie było na poziomie dziecka z przedszkola!
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Jak to skruszony? Czy nie zrobił tego specjalnie? Przecież to był jawny atak na życie Stuarta, zwierzę zrobiło to celowo! Z resztą, w tej kulczastej formie przypominał trochę granat ręczny, a kolce mogły być zatrute. Czyżby jeże atakowały właśnie w taki sposób? Może były w stanie rozesłać kolce dookoła siebie? Chyba powinien poczytać więcej o tej mikrobroni.
- Czy żartuję... Tak, oczywiście. Haha - Śmiech musiał wyjść bardzo naturalnie, tylko nieco nerwowo - Przecież nikt nie sądzi że jeże są trujące - Prawda Stuarcie? Oczywiście że nikt kto skończył przedszkole nie sądzi, że jeże są mordercami. Gorzej, kiedy ktoś wychował się w miejscu, gdzie wszystko jest przystosowane do zabijania i sprawiania cierpienia na różne, ciekawe i mniej ciekawe sposoby
Słysząc jego odpowiedź również się zaśmiałem. Może naprawdę tylko żartował? Przecież nikt nie mógł wiedzieć tak mało o zwierzętach prawda?
-No prawda nikt- Powiedziałem z uśmiechem na twarzy. Nie wiedziałem co takiego miałbym teraz powiedzieć także po prostu położyłem się na plecach kładąc na swoim brzuchu swojego pupila i przymknąłem oczy. Może czas było już wrócić do domu? W końcu trochę już ten spacer trwa.
_________________ "Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
Och, zasiedział się na podeście. Miał mieć trening, a zajął się świeżo poznaną osobą, cóż za niesubordynacja. Oby nikt go za to nie skarcił, jak wróci do bazy.
- W sumie, to muszę już wracać. Przyjedziesz tu jeszcze kiedyś? - Zapytał Stu swojego rozmówcę. Niestety, nie udało mu się zdobyć żadnego fragmentu skóry, przedmiotu, nic. Nie miał więc zbytnio jak śledzić chłopaka... to nie napwawało optymizmem. Wolałby móc zwrócić w jego kierunku swoje widzące wiele oko, ale niedano mu okazji
Czasami lubiła ukryć się w cichym, spokojnym miejscu, mało uczęszczanym przez ludzi i cieszyć się ciszą oraz bliskością natury. Dzisiaj nawet nie zabrała ze sobą laptopa, a rzadko ruszała się bez niego gdziekolwiek, więc uznawała to w myślach za swój mały sukces. Uzależnienie od komputera nie było jednak aż takie złe i szkodliwe jak uzależnienie od alkoholu, a z tym niestety kompletnie nie potrafiła walczyć. Siedziała więc na pomoście małymi łyczkami popijając wódkę z niewielkiej piersiówki, wpatrując się w taflę wody i rozmyślając o wszytkim i niczym. Od kilku dni jakoś nie potrafiła skupić uwagi i lepiej, żeby to zmieniło się do wieczora bo miała dość pilne zlecenie do wykonania. Szykowała się kolejna nieprzespana nocka, ale w jej życiu to właściwie nic nowego - kilka kubków kawy powinno załatwić sprawę. Mnóstwo razy zarywała nocki na rzecz pracy, więc i tym razem nie będzie miała z tym żadnego problemu.
Z rozmyślań wyrwały ją jakieś hałasy w oddali. Opróżniła piersiówkę do końca, wrzuciła ją do torebki i odwróciła się, by zobaczyć co się dzieje - jej oczom ukazał się rosły facet szarpiący się na brzegu z drobną dziewczyną, a Eve, jak to Eve, nie potrafiła w takiej sytuacji pozostać obojętna. Wtrącała się w cudze sprawy nieco częściej niż powinna, ale w tym przypadku interwencja ewidentnie była konieczna. Zarzuciła więc torbę na ramię, uprzednio wyjmując z niej paralizator, wstała z pomostu i ruszyła w kierunku walczącej dwójki.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum