Poprzedni temat «» Następny temat
Podziemia
Autor Wiadomość
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-05-19, 20:03   
   Multikonta: Mary Pond


Jane poczuła nieodpartą potrzebę wycofania się gdy mężczyzna ruszył w jej kierunku. Ciało faktycznie odchyliło się do tyłu, ale nogi tkwiły w miejscu jak przybite gwoździami do podłoża. Pod ramieniem oprawcy znowu się skuliła. W ogólnym gwarze zaginął dźwięk jaki z siebie wtedy wydała, przypominający ten wydany przez kopniętego gryzonia. Wątpliwe by nawet pierwszy rząd go usłyszał. Starała się nie słuchać jego słów. Nie patrzeć na wrogie twarze, na ogień, na ołtarz. Wiedziała co ją tu czeka i że bez pomocy nie wydostanie się stąd, a nie miała pojęcia kiedy nadejdzie. Przez przerażony umysł przebiegła myśl o przedłużaniu, ale jak? Jeśli odmówi współpracy po prostu ją zmuszą. Niezależnie od tego jak waleczna by nie była, nie zyska nawet minuty. Czy dla tak krótkiego czasu warto znosić dodatkowy ból?
Gdy kazał jej się położyć spojrzała na niego sarnimi oczami, po czym z pytającym spojrzeniem wskazała głową na ołtarz. Jeśli potwierdził wykręciła się z jego objęcia i podeszła do stołu z pewnym ociąganiem. Czy można ją było winić, że jej się nie spieszyło? Tamci najwidoczniej też nie mieli żadnych zajęć skoro siedzieli tutaj. Związane ręce utrudniały dostanie się na blat położony nieco powyżej pasa dziewczyny więc i to zajęło jej dłuższą chwilę jeśli nikt jej nie podsadził. Położyła się jak było najwygodniej, na boku. Zamknęła oczy. I tak ledwo już widziała przez łzy. “Nie jesteśmy bestiami....” Ta. Tacy z nich prawi obywatele jak z Jane zabijaka.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-05-20, 00:17   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Właściwie poczuł się trochę lepiej z zakrytą twarzą. Bardziej anonimowo i miał wrażenie, że jakby chciał odwalić jakiś numer to łatwo będzie mu uciec dryblasom. W końcu wszyscy wyglądali tu tak samo.
Te wyzwiska pod adresem Chloe były paskudne, ale czego się spodziewać po takim typie? Miał nadzieję, że kobieta nie przejmuje się tym. Na jej twarzy malował się strach i Brad wiedział, że jest trochę prawdziwy, bo nie wiedziała co ją tu czeka. Mężczyzna również nie wiedział, ale przynajmniej nie był tu traktowany jak wroga, przynajmniej na razie.
Nie sprawdzał, czy udało mu się poluzować więzy Chloe, bo nagle skończył im się czas i coś zaczęło się dziać. Brad nie wiedział o co chodzi, ale poszedł za nimi, zostawiając dziewczynę samą sobie. Miał tylko nadzieję, że się uwolni i ucieknie stąd. Jemu będzie trochę trudniej, skoro cały czas był we wrogiej drużynie. Nie odzywał się, bo nie chciał wyjść na jakieś amatora. Poza tym mógł się zdradzić, gdyby nie wiedział o jakimś ważnym szczególe.
Gdy doszli do ołtarza, Brad nie wierzył w to co widzi i słyszy. Biedną dziewczynę wywlekli pod ołtarz i chcieli oczyszczać ziemię i dusze grzeszników... czym? No na bank ogniem, w końcu co bardziej oczyszcza? Zastanawiał się nad swoim kolejnym ruchem. Było tu zbyt wielu wrogów, żeby mógł zadziałać w pojedynkę. Z drugiej strony nie mógł pozwolić, żeby udał im się ten szalony plan. Nie chciał pozwolić na żadną śmierć mutanta, więc obserwował ludzi i otoczenie, by znaleźć słabe punkty albo jakiś szczegół, którego mógłby się uczepić. Zawsze mógł wykorzystać jakiś metalowy przedmiot i przebijać mózgi po kolei... ale ilu zabije, zanim go powalą? Nie zamierzał tu ginąć i jeśli przyjdzie mu wybierać między tymi mutantami, a sobą to wybierze siebie. Niemniej zrobi co w jego mocy, żeby jakoś im pomóc.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-05-20, 11:37   

Ucieczki nie było. A nie dość, że kroki się zbliżały to jeszcze wydały głos! Kazały mi stać, jakbym w tym momencie robiła coś innego. Sięgnęłam do kieszeni po telefon, a wyciągnęłam tylko kupkę złomu. No świetnie. Nie wiem właściwie co chciałam z nim zrobić. Potrzeba planu. Opcja z przemocą nie wchodziła za bardzo w grę, patrząc na moje oszołomienie, ból głowy i całego ciała. Więc opcja z ofiarą. Póki gość mnie nie widział kucnęłam po większy kawał gruzu, wsunęłam z tyłu za pasek od spodni i przykryłam bluzą. Tak na wszelki wypadek. Gdy już człowiek się zbliżył przyjęłam żałosny ton głosu - Jak dobrze, że pan tu jest! Wracałam ze szkoły i usłyszałam płacz małego kotka! Chciałam go uratować, ale schody się pode mną zawaliły! Wie Pan czy jest stąd inne wyjście? Chyba złamałam rękę. - trzymałam się za lewe ramię udając, że mnie bardzo boli. Proszę łyknij tę bajeczkę.
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-05-23, 16:16   

Mała scenka odegrana przez Robin sprawdziła się lepiej, niż dziewczyna mogła się spodziewać. Mężczyzna niemal natychmiast stracił gardę, opuszczając broń i nieco ostrożnym krokiem podszedł do gruzowiska. Kucnął przy obolałej blondynce, niemal natychmiast odkładając broń gdzieś koło nogi i próbując pomóc niewiaście w potrzebie.
- Kurwa. - Syknął pod nosem, podnosząc jedną z większych belek, która wyglądała, jakby mogła blokować ruchy naszej małej aktorki. - Ruszaj się. - Warknął po chwili, a w jego głosie dało się wyczuć ile siły zużywa na to, by utrzymać ten kawałek zapadniętych schodów. Może jednak wewnątrz tych goryli znajdywała się odrobina serca?

Zapewne nie zgodziłaby się z tym Jane, która zapłakana godziła się już ze swoim losem. Niechętnie ułożyła się na ołtarzu pod dłońmi Uzdrowiciela, który z wnętrza swojego rękawa wyciągnął bogacie zdobiony sztylet, którego blask odbijał się w oczach wszystkich zebranych.
- Kobieta, by móc doznać oczyszczenia, musi zostać połączona na świecie ziemskim. Nie plugawimy się jednak współżyciem z wynaturzeńcami, którzy potrzebują naszej pomocy... - Kontynuował swoją wypowiedź, poruszając ostrzem nad głową dziewczyny. Po krótkiej chwili, naciął swój palec, z którego zaczęła spływać ciepła krew - prosto na policzek panny Hills. - Idąc jednak naukami naszych przodków, połączymy się węzłami krwi, nim doznasz świętości! - Dodał w kolejnej sekundzie, nim sztylet dotknął szyi dziewczyny, robiąc w jej skórze nacięcie - wystarczająco głębokie, by kropelki krwi zaczęły się zbierać na ledwie powstałej ranie, ale jednocześnie - na tyle płytkie, by nie uszkodzić tętnicy. Kto znał Uzdrowiciela, ten wiedział, że... Ten nie lubi kończyć szybko ze swoimi ofiarami. Nie, jeśli sytuacja tego nie wymagała.
Jeśli brunetka jakkolwiek się temu opierała, lub próbowała się przed tym bronić, dwóch osiłków stojących najbliżej sceny nie miało żadnych oporów przed tym, by nastolatkę utrzymać w miejscu.
- Boże, odpuść jej grzechy bowiem zgrzeszyła przeciwko Tobie! Pozwól jej dostrzec Twe dobro, daj nam błogosławieństwo by oczyścić tę ziemię z plugastwa! - Mężczyzna podniósł swój głos, zbliżając zranioną rękę do skaleczenia na szyi Hillsowej. Szkarłatne krople zaczęły spływać na jej skórę w jakimś chorym rytuale, który ciężko było zrozumieć.
To wszystko z odległości mógł obserwować Bradley, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ich czas zaczyna mijać. Z ulgą mógł też zauważyć, że po wyjściu z ciemnego pomieszczenia, nikt nowy się tam nie zbliżał. Szczególnie nawet nie wyglądało na to, by ktokolwiek stał na straży tego miejsca. Problem tkwił wyłącznie w tym, że on sam nie mógł tam powrócić - wciąż miał przy sobie przewodniczącego "swojej grupy", który trzymał na nim swoje spojrzenie. Widać... Mimo wszystko, wciąż do końca mu nie ufał.
Sama więc Chloe mogła się nieźle zdziwić, gdy nie tylko udało jej się uwolnić wszystkie współmutantki, ale i udało jej się utrzymać u nich względny spokój - przez który żadna nie wybiegła z pokoju, ani nie zaczęła płakać ze szczęścia.
- Wszystkie jesteśmy w trakcie terapii. Nie możemy korzystać ze swoich mocy... - Wybełkotała półszeptem jedna z nich, na wszelki wypadek przytrzymując się palcami wybrzuszenia w desce nad jej głową, do którego wcześniej miała przywiązane dłonie. Zza zabitego okna wciąż jednak dochodziły dźwięki ceremonii odbywającej się na zewnątrz, co nie wpływało dobrze na nastrój wśród uwięzionych. Co gorsza - nie zapowiadało się na to, by oblech miał się tu dostać. Tak samo, w bliskiej okolicy korytarza nie dało się dosłyszeć żadnych kroków.
Czy warto więc było czekać na to, co nieuniknione?
___________

Rzuty:
Ukryj: 
[Profil]
 
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-05-23, 19:43   
  

   2 Lata Giftedów!


Udało się! Rozprawiła się ze wszystkimi więzami, a laski nawet spokojnie się trzymały. Nie panikowały zanadto, nie darły się. Dobrze. Złe wieści jednak dostała, bo były na mutazynie, albo innym gównie, które blokował ich moce. Bardzo źle. Były łatwymi celami i były... bezużyteczne... niestety.
Harper powstrzymała przekleństwo, gdy jej to powiedziała jedna z kobiet. Starała się więc skorygować swoje strzępy planu o te nowości.
Była zła i chciało jej się już płakać z frustracji. Była w zasadzie bezsilna. Nie szykowała się na żadną misję. Nie miała absolutnie żadnego sprzętu przy sobie. Nawet głupiej pałki teleskopowej czy innej prostej broni.
Nic sensownego nie mogło jej do łba przyjść. Co miała czekać aż ten zbok tu przyjdzie? Taki miała w prawdzie zamiar, ale temu się nie spieszyło, a ceremonia się zaczęła. To przeważyło. Kolejne słowa kapłana pojeba.
Wywinęła się ze swojego wiązania i podeszła do szpary by spojrzeć co się działo.
-Kurwa... - Warknęła. Co robić? CO ROBIĆ?! Nie mogła dostrzec już Brada w tym tłumie... ale ten ołtarz... nie był znowu tak daleko.
Spojrzała na kobiety.
Wyciągnęła z kieszeni spodni telefon i odwróciła się.
-Jeśli któraś ma sensownie do kogoś zadzwonić... to to zróbcie. - Westchnęła podając telefon kobiecie, która odpowiedziała jej wcześniej na pytanie, -A potem gdy nadarzy się okazja... wiejcie. - Dodała. zgodnie z tym co mówiła wcześniej. Niech czekają na sygnał, na dogodną chwilę, na najlepszą szansę na sukces...

Zdjęła luźny sweter. Pod nim przylegający czarny podkoszulek na cienkich ramiączkach. Zdecydowanie wygodniejszy do walki niż przyduży sweter. Poprawiła kitek, zbierając wszystkie włosy ciasno do tyłu w coś, co przy odrobinie wyobraźni można nazwać kokiem.
Ten wariat stał nad dziewczyną z jakimś sztyletem i wygłaszał te swoje nawiedzone mądrości. Nie mogła pozwolić żeby ją tam zarżnął jak cielaka jakiegoś.

Zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i wypuściła powietrze nosem. Gdy podniosła powieki, umysł miała czysty, pozbawiony wątpliwości, lęku i oporów, a przed sobą jeden cel. Dorwać skurwiela.
Musiała włączyć w swoje kalkulacje każdy element. Każdego karka między nią, a Uzdrowicielem, każdą broń jaką mogli przy sobie mieć, każda kulę w magazynku. Bez wahania.
Otworzyła spokojnie drzwi. Im później te tępe dzidy się zorientują co się dzieje, tym dalej ona dotrze bez zbędnego wchodzenia z kimś w zwarcie. Potem skoczyła do przodu. Rudy ninja jak strzała, prosto w stronę ołtarza. Biegiem, lekko, zwinnie. Chciała wyminąć ile drabów się da, możliwie po najprostszej linii. Każdego widziała, była skupiona jak chyba nigdy dotąd. Element zaskoczenia był po jej stronie. Pierwszego pechowca który się zorientuje przed nią i zechce ją zatrzymać, z rozpędem złapie z a ramie i zrobi nim młynek, zapewne wyłamując mu łapę ze stawu i powalając na plecy. Jeśli jakiś ma się za wyborowego strzelca żeby strzelać do niej w tym tłumie, bez mrugnięcia okiem, skorzysta z którejś ściany mięśni jako żywej tarczy na pociski, a jeśli ta tarcza ma przy sobie gnata, to pożyczy go sobie i zza osłony wypruje w kogokolwiek cały magazynek, bez celowania, było tutaj tak dużo wielkich celów strzeleckich, że nawet nie musiała się starać by kogoś czymś trafić. Statystycznie i tak kogoś zabije i jeszcze więcej rani. Jeśli który byczek zdoła położyć na niej łapię, to z automatu złapie go za dłoń. Z tą różnicą tylko, że przy samoobronie chwyciłaby jego dłoń, ściskając palce tak by sparaliżował go ból, ale żeby krzywda mu się nie stała... teraz zrobi to z całą możliwą brutalnością, by połamać mu palce, wykręcić nadgarstek i strzaskać możliwie najwięcej kostek i kosteczek. Jeśli zostanie wzięta na celownik, postara się wykopać, albo wytrącić ciosem broń a potem spacyfikować jednego czy drugiego z półobrotu. Następny cios w przeponę i prostujący cios wciskający nos w czaszkę.
Schemat do celu będzie ten sam. Odebrać broń, władować w kogo się da magazynek, komu się da skręcić kark, strzaskać krtań lub łamać gnaty, aż dopadnie do Uzdrowiciela i zajebie go tym kurewskim sztyletem!!!!!
Cóż, w najgorszym przypadku, nim legnie martwa lub obezwładniona, zdąży pozbawić zdrowia i życia lekko kilku drabów, no i pewnie zyskać nieco na czasie wywołując cholerne zamieszanie. Miała nadzieję, że Robin dalej działała swoje.
[Profil]
  [B-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-05-25, 21:42   

Sama się zszokowałam jaka ze mnie dobra aktorka. Gdy wielki człowiek kucnął przy mnie od razu zauważyłam pistolet. Oho... To nie znaczyło nic dobrego. Na pewno jestem w miejscu gdzie dzieje się coś poważnego. Możliwe, że nie koniecznie jestem w miejscu " wielkiej czystki", ale coś tu się dzieje. W sekundę zanim się zdąrzyłam poruszyć przeleciało mi milion scenariuszy co mogę teraz zrobić. Albo dalej ciągnąć swoją małą, ale jakże ambitną, role lub spróbować go obezwładnić.
Dobra trudno raz się żyje. Wyszłam zwinnie z gruzu i zanim tamten się zdążył zorientować, że jestem jednak ta zła, dostał wielkim kawałem gruzu w głowę. Nawet jeśli od razu nie padł jak długi fakt, że trzymał wielki kawał betonu, który mógł nawet zmiażdżyć mu palce, działał na mają korzyć i dostał w głowę jeszcze raz tak na wszelki wypadek. Miałam cichą nadzieję, że nie umrze, ale i tak postarałam się włożyć całą moją siłę w oba uderzenia.
Jeśli udało mi się i stracił przytomność, odetchnęłam ciężko i wzięłam jego broń. Jak dobrze, że mniej więcej wiem jak tego się używa. Odbezpieczyć i ciągnąć za spust. Jednak mam nadzieje, że nie będę musiała tego robić. Bo cela to mam słabego, chyba, że wspomogę się mocą. Przez sekundę przeszło mi przez myśl czy go nie zastrzelić, albo chociaż przestrzelić mu kolano. Może chociaż przygnieść go kamieniem... Nie byłam pewna czy mam na to czas, a hałasu nie powinnam robić. Walący się gruz zwrócił czyjąś uwagę, ale dźwięk strzału bardziej by zaalarmował. Więc rzuciłam na niego narzędzie mojej zbrodni (kamień) i po cichu, aczkolwiek w miarę szybko, ruszyłam skąd przyszedł. Teraz to już mnie wszystko bolało. Ręce, nogi, głowa. Nie dość, że będę miała miliony siniaków to jeszcze zakwasy w każdym możliwym miejscu. Ręce mi się trochę trzęsły, ale starałam się na tym nie skupiać i rozluźnić na tyle na ile pozwalała mi sytuacja. Szłam korytarzem pewnie trzymając broń w ręku, gotowa w każdej chwili strzelić.
[Profil]
  [A+]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-05-29, 09:59   
   Multikonta: Mary Pond


Jane była w stanie jedynie słuchać ceremonii, nie mogąc jej w żaden sposób przerwać. Odsuwała się od każdego dotknięcia typa w masce co stopniowo popychało ją w stronę brzegu ołtarza. Tak daleko, że może nawet spadłaby po drugiej stronie. Jednak trudno uznać, że dwóch wielkich typów łapiących ją i przyciskających do blatu pomogło. Pod ICH dotykiem zaczęła się szarpać jak opętaniec czyniąc w zasadzie niemożliwym drobne nakłucie szyi bez rozpłatania jej gardła lub w najlepszym razie zranienia również gdzieś indziej. Mogli ją trzymać, ale nie byli w stanie całkowicie zablokować każdego ruchu. Tymczasem w głowie brunetki pozostała prócz strachu jedna myśl: musi ich opóźnić, przedłużyć ceremonię, kupić więcej czasu dla DOGS żeby przyjechali. Próbowała się skupić na tej myśli.
To z kolei zostało przerwane przez szum przy drzwiach, zza których ją tu wprowadzono. Jakaś kobieta przebijała się w jej stronę łamiąc kości, wykręcając stawy, raniąc i zabijając. Jednak czy to wystarczy?
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-05-31, 17:30   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Brad miał niemałą zagwozdkę, bowiem był obserwowany przez "przywódcę" dryblasów, którzy ich tu przyprowadzili. Nie mógł sobie pozwolić na żaden śmiały ruch, bo od razu by się zorientowali. Musiał najpierw pozbyć się tego typa, co wcale nie było takie proste. Jeśli go zabije, to będzie dość oczywiste, że podejrzenia padną na niego.
Niestety Chloe postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i choć była od niego w odległości, to zdołał zobaczyć (miejmy nadzieję) jak przedziera się i kieruje w stronę ołtarza. Brad chciał zakląć pod nosem, że dziewczyna okazała bezmyślność i postanowiła skopać tyłki wrogów, którzy stanęli na jej drodze.
- Patrzcie, ktoś się przedziera! - krzyknął, by jak największa liczba osób, zwróciła uwagę na dziewczynę. Gdy tylko podejrzliwy typ wraz z kolegami zwrócili się w tamtą stronę, Bradley użył swojej mocy, by w miarę niezauważalnie skręcić kark temu podejrzliwemu typkowi. Jeśli mu się udało i mężczyzna padł na ziemię, to Brad wskazał palcem na mężczyznę w swoim otoczeniu najbardziej młodego i przestraszonego, jakiego udało mu się wyłapać.
- Mutant! Mutant! Wyciągnął rękę i coś mu zrobił! Sprawdźcie czy żyje! - zaczął krzyczeć i zanim tamten zdążył zaprotestować, Brad wyrwał broń najbliżej stojącemu mężczyźnie i uderzył nią w głowę tego biednego, niesłusznie oskarżonego chłopaka. Oczywiście po to, żeby stracił przytomność i nie mógł się bronić. - Zabierzcie go!
Nie miał pojęcia czy to wszystko mu się uda, ale odgrywał swoją rolę bez zająknięcia i nie powinien wzbudzić żadnych podejrzeń. Jeśli stanie się inaczej, to Brad zacznie zabijać... choć jeśli wszystko dobrze pójdzie, ludzie wokół zaczną go brać bardziej jako lidera, który znalazł mordercę.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-06-06, 13:40   

Ah, Robin, Robin... Gdybyś tylko kontynuowała to przedstawienie, może cała historia wyglądałaby inaczej?
Próbowałaś dobyć kamienia, gdy mężczyzna jeszcze zajmował się podnoszeniem gruzu znad Twojego ciała. Jego uwadze jednak nie umknął fakt, że zamiast wydostawać się spod ciężaru, zaczęłaś grzebać w okolicznych śmieciach. Jego czujność była podwyższona, więc gdy tylko wstałaś i spróbowałaś go zaatakować - nie poszło to tak gładko, jak się tego spodziewałaś. Przez chwilę siłowałaś się z mężczyzną, próbując go odepchnąć i dostać się do wcześniej odłożonej przez niego broni, jednak... Nieskutecznie.
Udało Ci się uderzyć go w głowę, co tylko wywołało jeszcze większą wściekłość w oprychu. Ryknął przerażająco, rzucając się na Ciebie całym cielskiem. Dopiero teraz zdołałaś zauważyć strużkę krwi ściekającą po jego czole, ale... Cóż z tego, skoro adrenalina jak widać działała na niego bardziej niż Twoja wątpliwa siła w chwili ogólnego bólu?
- Ty mała kurwo! - Wrzasnął, nie schodząc z Ciebie. Mogłaś mieć wrażenie, że wzięcie oddechu graniczy z cudem, gdy dryblas złapał Cię boleśnie za włosy, po chwili wstając z Twojego drobnego ciałka. Nie związywał Cię, nie robił sobie z Ciebie żadnego zagrożenia - po prostu zaczął ciągnąć Cię za włosy wzdłuż korytarza, co uniemożliwiało Ci jakiekolwiek stawianie się - byłaś skierowana plecami do ziemi, nie miałaś szans się pochylić w próbie złapania kolejnej broni, a próba zatrzymania się groziła Ci utratą włosów i olbrzymim bólem z każdym kolejnym szarpnięciem mężczyzny.
Na Twoje nieszczęście, do placu... Doszliście gdy zaczął się chaos...

Czy Twoje próby Jane na cokolwiek się zdawały? Jak widać - tak. Twoje żałosne szarpanie się w ostatnim akcie desperacji sprawiało, że nawet tym dwóm oprychom ciężko było Cię utrzymać w miejscu. Sam Uzdrowiciel zdawał się bardzo irytować tą sytuacją, bowiem... Lubił bawić się swoimi ofiarami, tworzyć te wszystkie kulty. Nie mógł pozwolić na to, żebyś po prostu umarła na tym ołtarzu. To byłoby... Zbyt nudne.
Również jego próby powstrzymania Cię przed ruchem spęłzły wyłącznie na niewielkim draśnięciu na Twojej skórze, bowiem całą uwagę na siebie zwróciła... Pewna rudowłosa super mutant ninja Chloe.

Biegnij Harper, biegnij! Ciśnie się na usta, gdy widzi się tak złożoną akcję. Pierwszych wrogów wzięłaś z zaskoczenia. Nim minięci zebrani zorientowali się, że ta pędząca gazela wcale nie jest jednym z nich, na ziemię padło pierwszych dwóch dryblasów. Pierwsze osoby zaczęły się odwracać w kierunku zamieszania, widząc w teorii niepozorną kobietkę, która za cel obrała sobie chyba wymordowanie całej tej społeczności. Gnałaś jednak dalej, zapewne nieco się zawodząc, gdy właśnie się zorientowałaś, że... Mijani przez Ciebie sympatycy GC nie posiadali broni palnej.
Zgodnie jednak z Twoimi oczekiwaniami, padły pierwsze strzały - zapewne ze strony tych kilku mięśniaków, którzy robili tu za ochronę. Mogłaś to poznać po kierunku, z którego leciały kolejne kule - front ołtarza, oraz wejście na plac od strony korytarza na powierzchnię. Właśnie jeden z Twoich przeciwników zmienił się w ser szwajcarski, gdy poczułaś silne uderzenie w plecy, wymuszające na Tobie puszczenie tego martwego już kawałka mięcha. Niestety - skończyło się to dla Ciebie zatrzymaniem swojego biegu i utknięciem pomiędzy kilkoma osobami z wyciągniętymi... Kastetami, kijami bejsbolowymi oraz pięściami.

Czas tego zamieszania próbował wykorzystać Bradley. Posługując się swoją magią wykręciłeś kark jednemu ze swoich "towarzyszy". Twój nowy przyjaciel padł martwy, jednak próba zrzucenia winy na jednego z chłopaczków stojących przed Tobą nie przebiegła tak sprawnie, jak tego oczekiwałeś.
- Łże! On nic nie zrobił! Nie jest mutantem! To mój brat, wiedziałbym! - Wrzasnął ktoś inny z tłumu, co jednak.. Wywołało jeszcze większe zamieszanie. Zebrani zaczęli się odwracać w kierunku krzyczącego, po chwili - Twoim, gdzie właśnie próbowałeś "unieszkodliwić" biedaka ciosem w głowę, co tylko... Wywołało bójki znane ze szkolnych stołówek podczas wojen na żarcie. Każdy zaczął bić się z każdym, jakby już nikt sobie nie ufał - w końcu nie byli stałą społecznością, nikt się tu nie znał. Nikt nikomu nie ufał. W tym wszystkim mogłeś obserwować, jak chłopaczek przed Tobą dostaje prętem po nogach, a wcześniej krzyczący mężczyzna - kastetem po zębach. Widziałeś też, jak piącha jakiegoś olbrzyma właśnie leci na spotkanie pierwszego stopnia z Twoim nosem.
Czy zdołasz się przed tym uchronić?
___________

Rzuty:
Ukryj: 

Edit: Rzut Brada mod +2 (odwrócenie uwagi przez Chloe + poziom opanowania mocy) - gapa MG nie potrafi czytać i pominął fragment że do skręcenia karku używana jest moc.
[Profil]
 
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-06-06, 22:06   
  

   2 Lata Giftedów!


Super Mutant Ninja Turtle!... Chloe... tak tak, to było określenie.
Dziewczyna pruła jak ruda strzała. Buh buh i karki padały na glebę z połamanymi kończynami, ostatecznie też jeden został wykorzystany jako żywa tarcza i został rozstrzelany. Biedny. NIE! Wcale nie! Musiała jednak upuścić swoją tarczę bo zarobiła w plery. Odzyskała jednak błyskawicznie równowagę, odwróciła się i przyjęła defensywną postawę. Była otoczona? Nie mogło być lepiej! Karate jest przede wszystkim ofensywną sztuką! Nie zaatakowała więc. Miała na uwadze każdego typa, który był skupiony na niej.
Cel osiągnięty. Chaos i masakra! Brad też rozbił swoje bo drugie ognisko wrzasków i bójek wybuchło kawałek dalej. Młoda na ołtarzu - przerażona, ale żywa! Same sukcesy!
Teraz jednak musiała skupić się na sobie, bo jak zarobi tym bejsbolem, to się poskłada biedna. Przetrącone ramie, albo rozbity łeb to nie był szczyt jej marzeń.
Skupiona więc, stojąc na lekko rozstawionych, ugiętych i miękkich nogach, była gotowa na atak, nie ważne z której strony by nadszedł. Dłonie miała otwarte, palce złączone i wyprostowane, gotowe do kontry jak dwie wściekłe kobry. Prawą rękę płynnym ruchem skierowała na typa z bejsbolem i zrobiła palcami przywołujący gest. Jak na filmie! Dlaczego uświadomiła sobie teraz, że zawsze chciała to zrobić?!
Po pierwsze chciała pozbyć się karka z tym przeklętym kijem. Dawał mu on zbyt dużą przewagę mocy i zasięgu. Gdyby międzyczasie któryś z boku lub tyłu chciał do niej dopaść, to nadzieje się na cios jej giry, która wystrzeli w jego brzuch. Przewaga zasięgu. Miała dłuższe nogi niż oni ręce. A cios powinien skutecznie zgiąć palanta w pół i odstawić go z walki przynajmniej na chwilę. Jeśli prowokacja jej się uda i bejsbol zaatakuje, to przede wszystkim Feniks nie może oberwać. Chcąc nie dać się trafić, wyminie atak, albo skręcając ciałem na bok gdy zaatakuje z góry, lub uchyli się jeśli ten wykona poziomy zamach. Wtedy będzie jej, bo dopadnie do niego nim biedak zdąży odzyskać równowagę po własnym chybionym ciosie. Pech dla niego jeden błyskawiczny cios wyprostowaną dłonią, z prostymi palcami w krtań powinien wystarczyć. Kobry - fajne porównanie i bardzo trafne. Duszącemu się typowi zabierze kija, by albo sparować nadchodzący cios od któregoś zaangażowanego, lub wyjebać prosto w kolano najbliższemu...
[Profil]
  [B-]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-06-08, 16:43   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Okej, jego manewr nie wyszedł do końca tak jak to zaplanował, ale był przygotowany na wszystko. Nie miał już czasu, żeby obserwować poczynania Chloe, bo wokół niego zrobiło się gorąco. Wszyscy zaczęli się bić, bo najwyraźniej nikt tu nikogo nie znał i zwyczajnie sobie nie ufali. Zamieszanie jak najbardziej pasowało mężczyźnie, bo dzięki temu mógł wykorzystać chaos i dostać się bliżej ołtarza, by uratować nieszczęsną owieczkę. Chloe miała raczej marne szanse, bo była brana za wroga, podczas gdy jego wszyscy mieli za sojusznika.
Niestety musiał reagować szybko, bo jakaś pięść właśnie leciała w jego stronę. Biorąc pod uwagę, że od wieku nastoletniego żył na ulicach i niejednokrotnie bił się z większymi. Wobec tego najszybciej jak mógł zrobił unik i sam wymierzył mocny cios w krtań przeciwnika. Jeśli trafi to powinien wykluczyć go z walki, bo nie będzie mógł oddychać. Jeśli mu się to udało, natychmiast ruszył w kierunku tego całego ołtarza.
Jeśli jednak dostał w twarz od osiłka, to pewnie na moment go zamroczyło, ale podniósł się najszybciej jak mógł i zaatakował w ten sam sposób co wyżej.
Przedzierał się przez tłum walczących ze sobą ludzi, co jakiś czas uderzając kogoś w twarz, jeśli stał mu na drodze. Jeśli ten cały Uzdrowiciel skupił się na poczynaniach Chloe, to Brad zobaczył w tym swoją szansę i skupił się gorylach, którzy trzymali dziewczynę. Użył swojej mocy, by wyrwać sztylet z ręki Uzdrowiciela i poderżnąć gardła całej trójce stojącej na tym ołtarzu.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-06-08, 17:42   
   Multikonta: Mary Pond


Szarpała się jakby od tego zależało jej życie. Zresztą daleko od prawdy to to pewnie nie było. Sukienka z paskudnego materiału drapała, a związane na plecach ręce drętwiały, ale nie poddawała się. Tym bardziej, że zdawało się to przynosić efekty. Dwóch dryblasów jakkolwiek by się nie starało nie potrafiło całkowicie usidlić dziewczyny, a Uzdrowiciel z jakiegoś powodu nie zamierzał jej tak po prostu zabić. Oby jego nastawienie nie zmieniło się przez zamieszanie wśród widowni, które nie umknęło uwadze młodej Hills, ale nie zatrzymywała się żeby obejrzeć co się dzieje.

Jeśli akcja Brada się powiodła na tyle, by Jane nikt nie trzymał na ołtarzu, sturlała się z blatu chowając za kamiennym meblem i udając, że jej nie ma.
[Profil]
  [0+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-06-09, 22:47   

Nic z mojego planu się nie udało i już po chwili byłam ciągnięta za włosy po ziemi. Jednak trzeba było grać role z kotkami. Nie wyrywałam się za bardzo, bo w sumie nic by to nie dało, starałam się raczej zbierać siły, o ile można je zbierać będąc ciągniętą za włosy. Jeśli mi się udało to gdzieś po drodze wzięłam spory kawałek tynku, jeśli nie znalazłam to wyjęłam sznurówkę z buta. Zawsze mieć dobrze coś pod ręka, tak dla własnego spokoju ducha. Gdy doszliśmy tam gdzie najwyraźniej mieliśmy dojść zrobi się strasznie głośno a mój niedoszły przyjaciel ewidentnie się zdziwił. Postanowiłam wykorzystać jego nieuwagę. Wyrwałam się z jego uchwytu i zgrabnym ruchem kopnęłam go w tylną część kolana, co by padł na ziemię. Z leżącej pozycji kopnęłam go między nogi, żeby zyskać trochę czasu i jak najszybciej poderwałam się, aby zdzielić go kamieniem lub przydusić do nieprzytomności sznurówką. Starałam się włączyć moją moc w te wszystkie poczynania, może wreszcie mi się przyda. Miałam też nadzieję, że chaos w pomieszczeniu przede mną odwróci uwagę od moich poczynań. Jeśli mój cały plan się powiódł i dryblas leżał nieprzytomny, zabrałam mu pistolet i stanęłam przy ścianie delikatnie wyglądając co się w nim dzieje.
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5