Kto by pomyślał, że nosiła w sobie tak ciężkie brzemię, jakim było rozstanie. Choć zapewniła mężczyznę, że zostawiła już przeszłość za sobą, wzmianka o jej przemianach i ucieczkach w odludne miejsca świadczyła o tym, że kiedyś bardzo to przeżywała. Czy rzeczywiście było to zwykłe zauroczenie, skoro tak bardzo przy tym cierpiała? Czasem trudno jest odróżnić zauroczenie od prawdziwej miłości, ale być może wmawiając to sobie chciała jakoś sobie pomóc, wesprzeć na duchu? U niektórych ludzi było to naturalnym odruchem, który pomagał im się pozbierać po nieszczęśliwej miłości.
Dobrze jednak, że Amber była gotowa spróbować raz jeszcze i się nie poddała. Dowód, że wbrew wszystkiemu była silną kobietą. Na jej gest mrugnięcia okiem i oświadczenia, że jest wolna, mężczyzna jedynie ciepło się uśmiechnął, lecz potrafił uczynić to w taki sposób, że nadawało mu to pewnej... tajemniczości. Może za sprawą jego egzotycznego wyglądu, a może faktycznie miał do tego ukryty talent.
- Miałaś ciężko, ale mimo to wciąż potrafisz patrzeć w przyszłość i iść naprzód. Jestem pod ogromnym wrażeniem. - przyznał jej. Później odpowiedział jej również, że chętnie udzieli kilku wskazówek dotyczących mutacji opartych na jego własnych doświadczeniach, ale dopiero wtedy, gdy dotrą do celu swej podróży, który był już blisko.
Po zajęciu swojego miejsca na wygodnym okryciu, mężczyzna spojrzał na Amber. Nieco zaskoczyła go tym, że miała przy sobie nawet jedzenie. Zupełnie tak, jakby ten piknik był uprzednio zaplanowany. Nie zamierzał na to narzekać. Bardzo mu to odpowiadało.
- Chyba skuszę się na kanapkę. Sama robiłaś? - zapytał, a po chwili otrzymał wyjaśnienie, dlaczego Rudzinka miała ze sobą tyle rzeczy. Szukanie inspiracji na obraz mogło pochłonąć sporo czasu, więc rzeczywiście warto było wziąć ze sobą jedzenie oraz napój.
- A więc... chciałaś jakichś rad ode mnie odnośnie mutacji? Próbowałaś może kiedyś analizować dokładnie informacje o zwierzętach, w które się przemieniasz? Poznawać fakty o ich zachowaniu, lękach, nawykach... Może im bardziej "dzikie" i nieznane jest to zwierze, tym bardziej jest ono Tobie obce i przez to masz problemy z zachowaniem pełnej świadomości? To by było nawet ciekawe... - mruknął zamyślony, a po chwili odniósł się do własnego przypadku
- Choć nie potrafię przemieniać się w różne zwierzęta tak jak Ty, moja mutacja także nie jest powiązana z jednym gatunkiem, przez co trudno jest mi znaleźć skuteczny środek na to, by sobie z nią poradzić. Przykładowo nie umiem powstrzymać się od ugryzienia osoby, której nie darzę zaufaniem. Dlatego noszę tę maskę. - powiedziawszy to wyjął z kieszeni bluzy czarną maskę, która miała za zadanie zakrywać dolną część twarzy.
- Zawsze noszę ją ze sobą. Rzadko gryzę jakoś dotkliwie, ale ludzie potrafią spanikować. Gdybym miał ją na sobie w momencie naszego spotkania, z pewnością bałabyś się do mnie podejść. - zaśmiał się. Ta maska była więc całkiem istotna, ponieważ Amber prawdopodobnie nieraz będzie świadkiem tego, jak Chris ją nosi. Nie po to by zorganizować napad, a żeby zadbać o bezpieczeństwo innych... przed samym sobą.
- Gady mają to do siebie, że niekoniecznie lubią być głaskane przez obcych po swoich zadbanych łuskach. - zażartował. Christopher już jednak wcześniej pokazał, że akceptował dotyk Amber, gdy ta przyglądała się jego mutacji na moście. To by wyjaśniało, dlaczego w tej chwili nie miał na sobie maski. Nie potrzebował jej przy niej.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Wysłany: 2019-12-30, 19:10
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Gdy do Amber, Chris się uśmiechnął gdy oświadczyła, że jest wolna dojrzała w nim nutę... tajemniczości. To było ciekawe. Jackson tym wyznaniem nie chciała być w jakiś sposób nachalna tym trochę na okrętkę pokazać, że Pan Gekon jakby nie patrzeć nawet ze swoją gadzią mutacją jej się bardzo podobał. Jednakże nie chciała szybko tego pokazywać. Chciała najpierw go lepiej poznać, a jakby chciał to w następnym razem pójdą na kawę i ciastko w jakieś miejsce, cóż... mniej uczęszczanie by Christopher dobrze się czuł. Jednak na razie wolała poczekać z tym zaproszeniem. Może mężczyzny pierwszy wyjdzie z incjatywą, bo przecież gdyby Rudzinka mu się nie podobała nie komplementował jej zwierzęcych atrybutów.
- Wiesz nie jestem z osób takich by popaść w depresję. Jakby nie patrzeć jestem silną kobietą - wyjaśniła.
Nikt nie wiedział, że Jackson jest córką znanego mawiozy z Włoch i tak naprawdę inaczej miała na imię i nazwisko. Wszystko dla bezpieczeństwa. Jednak Amber, a może raczej Alexis nigdy nie czuła się kochana przez swojego ojca. Przecież miłości nie da się kupić za pieniądze? W ogóle Rudzinka bała się zakochać i może też dlatego akcje z Chase'm podpisała pod zauroczenie. Jednak to drugie też mogło tak długo trwać, bo przecież ciężko było zakochać się od pierwszego wejrzenia gdy o tej drugiej osobie nic się nie wie. Chciała by z Christopherem było inaczej, więc nie chciała nic przyspieszać.
Gdy już Amber siedziała na kocyku koło Pana Gekona uśmiechnęła się szerzej gdy mężczyzna skusił się na kanapkę
- Tak sama robiłam. Tylko nie wiem czy lubisz z szybką i serem? Jeśli nie to mam też samą z wędliną - przyznała.
Gdy określił się z tą kanapką Rudzinka mu ją podała i zaraz wyciągnęła termos z gorącą herbatą i wlała Chrisowi w kubeczek i sobie też to uczyniła. Następnie też wzięła kanapkę i z serem i z szynką. Takie właśnie najbardziej lubiła.
To prawda jak Jackson wyszła szukać inspiracji to tak naprawdę nie było jej cały dzień w pokoju motelowym. Wtedy wybierała taką opcję, a nie hotel. Było wtedy taniej, a Amber wolała oszczędzać na dom i też na życie.
Słysząc o tych nawykach itd. zwierząt zastanowiła się.
- Niestety nie, bo gdy miałam koszmary co przemieniłam się znów jakoś doszłam do siebie to znów była przemiana. Nie miałam siły nawet zapisać jakie to były zwierzęta taka byłam wykończona i psychicznie i fizycznie. - wyjaśniła.
Amber zamyśliła się.
- Możliwe, że im dziksze to gorsze do opanowania. Gdy był drapieżnik to... normalnie biegałam za zwierzyną - dodała, bo to jej się przypomniało.
Amber przyglądała się bardziej gdy mówił o masce. Gdy ją pokazał to jakoś przyszło jej na myśl, że będzie wyglądał jak Sabsiro z Mortal Kombat tylko miał inną maskę.
Zastanowiła się po raz kolejny.
- Hmm... pomyślała tym, że może kręcą Mortal Kombat, a Ty byś był Sabsiro - stwierdziła.
Cicho się zaśmiała na na żart Chrisa.
- Jak widać ją już dla Ciebie nie jestem obca - stwierdziła.
Następnie delikatnie po gładziła Pana Gekona po łuskach. Uśmiechnęła się szeroko do niego. Było widać znów jej zielone kocie oczy.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
- Może i wyglądam na mięsożercę, ale kanapką z serem i szynką nie pogardzę. - uśmiechnął się do dziewczyny i chętnie przyjął podaną przez kanapkę ze skinieniem głowy w geście podziękowania. Nie mógł się oprzeć przed spróbowaniem jej już od razu. Odgryzł mały kawałek i przełknął. Po zadowolonej minie było widać, że mu zasmakowała.
- Przepyszna. Nie wiem jak to jest, że kanapka robiona przez kogoś innego jest zawsze smaczniejsza. - zaśmiał się, chwaląc jej małe dzieło. Niby ot zwykła kanapka, a jednak mężczyźnie zasmakowała.
Christopher przysłuchiwał się zeznaniom Amber. Miała problemy z kontrolowaniem swojej mocy. Mało kto ich nie miał, kiedy aktywowała się ona tak późno. Mutacja mężczyzny rozwijała się w raz z jego ciałem. Można wręcz powiedzieć, że z czasem je sobie przywłaszczała. Nie było to tak, że zyskał wszystkie swoje obecne cechy wyglądu od razu. Jego przemiana następuje powoli i... nieodwracalnie, o czym jednak nie wspomniał swojej towarzyszce. Jego gadzie cechy mogły się tymczasowo nasilać i Chris mógł je "włączyć oraz wyłączyć", lecz obecny wygląd jaki miał to był... jego prawdziwy. Nie mógł ukryć ogona, nie mógł ukryć swych ślepi. Zdawał się być na to skazany. Może mutazyna tłumiąca moce mutantów załatwiłaby wszystkie jego problemy? To mu podsunęło pewien pomysł na przyszłość. Być może wcale nie był skazany na chowanie się w cieniu i miał szansę na prowadzenie normalnego życia?
- Czyli się nie boisz? - zapytał odnośnie maski, kiedy Amber wspominała, że wyglądałby w niej jak Sub-Zero. Było to dla niego niemałe zaskoczenie, aczkolwiek bardzo pozytywne. Poczuwszy na swoich łuskach dłoń Amber, mężczyzna na moment spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na te przykuwające uwagę kocie oczy. Christopher znowu zdawał się w nich niemal utonąć i przyglądać im zbyt długo, lecz zdołał wybrnąć z tej sytuacji. Swym długim ogonem stworzył na dywaniku niewielkie koło dookoła nich i odezwał się:
- Chciałabyś jutro wpaść do jakiejś restauracji albo na wspólną kawę? Ja stawiam. - uśmiechnął się do niej ciepło. Od dłuższego czasu próbował to jej powiedzieć i w końcu mu się to udało.
- Zadbam o to, by nikt nie zobaczył mojej mutacji. Nie będziemy musieli się ukrywać i zabiorę Cię w jakieś fajne, miłe miejsce. - obiecał, dotykając jej dłoni.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Wysłany: 2020-01-02, 22:47
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Robiąc kanapki Jackson zbytnio nie pochwaliła się swoimi zdolnościami kulinarnymi. Jednak nie wiedząc czemu cieszyła się, że Pan Gekon nie pogardził jej zabranym ze sobą jedzeniem.
- Moja niania zawsze powtarzała, że gdy druga osoba zrobi jedzenia dla tej pierwszej to wkłada w to swoje całe serce. - wyjaśniła.
Przy tych słowach wydało się, że Rudzinką nie zajmowali się jej rodzice.
Amber już miała powiedzieć, że pewnie i ona to uczyniła, ale wolała ugryść się w język. Może Christopher sam się do myśli, a może nie. Lepiej za dużo nie mówić na takie tematy.
- Jednakże cieszę się, że Ci smakują - dodała.
Zaraz padło pytanie ze strony mężczyzny czy się go nie boi.
- Wiesz odpowiem Ci tak. Gdybym się Ciebie bała nie siedziała bym tutaj z Tobą i pewnie po kilku słowach zamienionych z Tobą z głupią wymówką bym się pożegnała - wyjaśniła.
A później jak znów głaskała delikatnie jego łuski to chciała także przez to pokazać, że się nie boi się. Ba! Nawet jej się podobają, bo są ciepłe w dotyku jakby Pan Gekon wcześniej wygrzewał się na słońcu.
Może i Rudzinka w pewnych momentach patrzyła zbyt długo w oczy Chris'a. Jednak sądziła, że to nic złego. Poza tym te jego gadzie oczy naprawdę jej się podobały. Poza tym bardzo były zbliżone do jej kocich gdy nie miała je okrągłe tylko jak zapałki. Jednak u Amber nie było zasady, że obowiązuję jak u kotów w zależności od światła i niej to było dość skomplikowane. Jeszcze sama ich właścicielka nie doszła od czego to zależy. Możliwe, że od emocji czy nastroju i nie tylko.
Gdy trochę sobie po jedli Jackson usłyszała pytanie. Jak się okazało było to zaproszenie. Czyżby szczęście uśmiechnęło się do Amber? Po tym ostatnim cierpieniu, cóż... naprawdę cieszyła się z tego obrotu spraw. Poza tym też kobieta nie tylko jakby komplementowała Chrisa, ale i ruszyli razem na spacer, no i też mieli ten nieplanowany piknik. To jakby nie patrzeć o czymś świadczyło i było jakby "randką".
Rudzinka chwilkę zastanowiła się co wtedy robi. Jednakże stwierdziła, że nie ma jakikolwiek na jutro planów uśmiechnęła się szeroko do mężczyzny.
- Pewnie z miłą chęcią. Tylko zastanawiam się jak Ty będziesz wyglądał że swoim ogonem w spodniach od garnituru, a w sukience że swoim. W jaki sposób unikniemy niepotrzebnych gapiów? - zapytała.
Niestety jakby chciała czy nie przy Chrisie, Amber będzie miała swoje kocie atrybuty. Niestety nic na to nie poradzi w taki sposób ten mutant na nią działał.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Kto wie, może dla wielu umawianie się na kolejne spotkanie po tak krótkim czasie znajomości mogło być dziwne, ale przecież jednocześnie nie było w tym nic złego. Oboje poznali się w dość nietypowych okolicznościach i nie byli przygotowani na spotkanie tej drugiej osoby. Improwizowali, niektórzy tak nawet lubią, jednak Chris chciał móc zaoferować swojej towarzyszce coś więcej niż zwykły spacer po lesie - chociażby ciasteczko i kawę. Pech chciał, że tego dnia nie miał przy sobie gotówki. Ba, nawet telefonu, który musiał sobie jakoś zorganizować. To dodatkowo utrudniało zadanie, ponieważ gdy się rozdzielą to nie będą mieli jak się skontaktować... a Chris nie chciałby, aby ta znajomość została w tak głupi sposób przerwana.
Otrzymał też pytanie, którego szczerze najbardziej się obawiał. Nie był pewien czy chciał się dzielić z rudowłosą swoim planem, jaki narodził się w jego głowie. Problem jednak dotyczył również samej Amber, która także obawiała się o to, że ktoś zobaczy jej mutację.
- Wybacz, myślałem, że potrafisz odczarować ten ogon i uszy. - powiedział zmieszany. Nie wiedział o tym, co się działo w myślach Amber i od czego dokładnie zależała widoczność jej mutacji. Szybko jednak zrozumiał, że problem z ukryciem swych zwierzęcych cech nie będzie tyczył tylko jego.
- Głupio to zabrzmi, ale chciałem wykorzystać w tym celu mutazynę. To taka substancja, która blokuje moce mutantów i powinna tymczasowo zamaskować nieludzkie cechy. Chociaż na czas naszego spotkania. Chyba wiem, gdzie jej szukać, ale nie mam pewności, że ją dadzą... - podrapał się po karku. Mutazyna raczej nie cieszyła się dobrą reputacją. Niektóre jej rodzaje działały niemal jak narkotyk i potrafiły uzależniać, o skutkach ubocznych już nie wspominając. Czy mężczyzna myślał słusznie i warto było tak ryzykować dla tego spotkania?
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Wysłany: 2020-01-06, 21:12
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Amber wysłuchała słów Pana Gekona. Przy okazji zastanowiła się.
- Zróbmy tak. Dam Ci swój numer i zadzwonisz do mnie albo po prostu wyślesz mi sms'a. Ubiorę się dość odświętnie i gdzie mnie zabierzesz będzie niespodzianką - wyjaśniła.
Zaraz z kieszeni spodni wyjęła mały wizytownik i podało mu karteczkę. Pisało na niej: "Amber Jackson, malarka" oraz numer telefonu komórkowego.
Zastanowiła się gdy odpowiedział na temat mutacji.
- Jakoś sobie poradzę z kamuflażem moich kocich atrybutów, nie martw się o to - powiedziała dość zagadkowo.
Rudzinka już wymyśli sposób.
- Robi się i późno i zimno. Proszę jeszcze zjedz jedną kanapkę - mówiąc to wręczyła mu jedzenie.
Następnie czekała na to by stał. Resztę swoich rzeczy spakowała do torby.
- To jesteśmy w kontakcie Christopher - mówiąc to uśmiechnęła się szeroko.
Pan Gekon mógł ostatni raz zobaczyć tę hipnotyzujące zielone kocie oczy.
Każde z tej dwójki poszło w swoją stronę.
x2 z/t.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rudej jak zwykle dokuczała migrena. Wzięła tabletki przed wyjściem, ale postanowiła nie rezygnować z codziennych ćwiczeń. Ładna pogoda + medytacja na świeżym powietrzu dodatkowo na pewno pomogą jej pozbyć się bólu głowy.
Z torbą na ramieniu więc śmignęła w las. Z dala od ludzi, od zgiełku miasta, spalin i tego całego syfu codzienności.
Świeża zieleń wiosny, wszystko budzące się do życia, lekki wilgotny zapach lasu i ziemi. Może własnie tego było jej teraz trzeba. Tej naturalności tak innej od stęchlizny i mroku czterech ścian pokoju bez okien.
Feniks wynalazła niewielką polankę oddaloną od ścieżki między drzewami. Nie jakoś super głęboko w lesie, nie zgubi się, ale z pewności nikt jej ze ścieżki podglądać nie będzie.
Torbę rzuciła pod drzewo i przebrała się w czarne, proste kimono.
Trenować mogła w zasadzie w leginsach i koszulce, ale ten tradycyjny strój nadawał ćwiczeniom i medytacji niepowtarzalnego... klimatu.
Bosymi stopami stanęła na miękkiej trawie, zamknęła oczy i chwilę chłonęła całą sobą zapach, temperaturę, wilgoć powietrza i dźwięki natury. Potem otworzyła oczy, utkwiła je przed sobą, jakby w niewidzialnym wrogu i zaczęła walkę. Osobliwy taniec rąk i nóg, przejścia, ciosu, bloki, kopnięcia i piruety w akompaniamencie równego oddechu i furkotu kimono.
Christopher obiecał sobie, że po wczorajszej aferze w restauracji, gdzie prawie został pojmany przez DOGS, że zrobi wszystko, aby w razie ewentualnego pościgu nie wmieszać w to swojej współlokatorki, Elaine. Z tego powodu postanowił nie spędzić ostatniej nocy w ich mieszkaniu, a w lesie. Brzmi dziwnie? Nie dla niego. Mutant przez wiele lat radził sobie bez dachu nad głową. Zamieszkał w normalnych warunkach dopiero nieco ponad miesiąc temu, ale wciąż pamiętał jak sobie radzić w dziczy.
Ten las dobrze znał. Mało kto tutaj przychodził, więc nie musiał się specjalnie ukrywać ze swoją mutacją. Pręgi na twarzy, złote ślepia oraz ten gadzi, długi ogon. Przypominał stworzenie, którego istnieniem straszyło się małe dzieci, aby nie wchodziły same do lasów. Ten tutaj nie miał jednak praktycznie nic z potwora. Był przyjazny, ciekawski, chwilami odrobinę niekumaty. I tak jak każdy człowiek czuł potrzebę nawiązywania kontaktów. Nigdy nie potrafił całkowicie odseparować się od społeczeństwa, do którego przecież należał. Stąd też często sporo ryzykował, próbując znaleźć nowych przyjaciół.
Tym razem nie było inaczej.
Przybyszka nie miała pojęcia, że od dłuższego czasu była obserwowana. Las miał oczy i uszy. Nawet tutaj trudno było o pozostanie niezauważoną i mężczyzna dość szybko zorientował się, że nie był w tej okolicy sam. Christopher przyglądał się jej z zarośli z niemałym zdziwieniem, zastanawiając się, co ona właściwie wyprawiała na tej polanie... I czy się nie bała przychodzić tutaj tak zupełnie sama?
Chloe nawet nie zauważyła, kiedy mutant w pewnym momencie zakradł się do niej od tyłu. Chris miał wyjątkowy, wręcz zwierzęcy dar do podkradania się i przyprawiania ludzi o zawał. Taki urok. Zaatakuje ją? Popchnie? Nie, Chris zwyczajnie usiadł sobie na trawie za nią. Był na tyle blisko, że gdyby dziewczyna właśnie w tym momencie postanowiła zrobić uderzenie nogą z półobrotu, Chris dostałby idealnie w twarz. Przez chwilę tak posiedział i przyglądał się jej działaniom, zanim postanowił się odezwać.
- Dlaczego kopiesz powietrze?
Zabrzmiał nagle męski głos zza jej pleców. Jeśli dziewczyna się odwróciła, ujrzałaby siedzącego po turecku mężczyznę przyglądającego się jej od dołu. Dookoła mutanta owinięty był pokryty łuskami ogon, tworząc na trawie idealne koło, w którym właśnie sobie siedział. W jego głosie nie było słychać kpiny ani żartobliwego tonu, a czystą ciekawość. Raczej mało kto w ten sposób zaczynał rozmowę. Czy nieznajomy miał złe zamiary? Trudno powiedzieć. Jego gadzi wygląd mógł początkowo wzbudzić strach. W końcu takich mutantów nie spotyka się na co dzień.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Kobieta była skupiona na swoich czynnościach. On nawet nie musiał się zbytnio starać by nie zostać dostrzeżonym. Nie spodziewała się tu towarzystwa ani tym bardziej ataku, jej percepcja była więc... można powiedzieć, że otwarta ale nie czujna. Chłonęła odgłosy, przyjmowała zapachy, a wydalała z siebie złą aurę, którą pochłaniał las.
Kiedy rozbrzmiało za nią pytanie, pewnie normalnie by podskoczyła jak każdy zaskoczony, którego ktoś od plerów zaszedł.
Była jednak skupiona, umysł miała czysty i otwarty, informacje przetwarzała błyskawicznie. Pytanie. Jego sformułowanie, ton głosu, bez śladu kpiny, czy ostrości, kogoś kto chciałby jej coś złego zrobić. Jak dziecko - pytanie było proste, szczere, niewinne i na temat. W samo sedno.
Ona więc ani nie przestraszyła się zaskoczona, ani nie zaatakowała bez ostrzeżenia i z impetem, co mogłaby zrobić. Nie przerywając swoich hipnotyzujących ruchów, odwróciła się półobrotem z nogą wyprostowaną uniesioną w górę, tak, że jej bosa pięta znajdowała się na wysokości brody dorosłego mężczyzny. Ręce miała przyciśnięte do ciała, zgięte w łokciach, jak kobry gotowe do ataku.
Zdziwiła się dopiero widząc, że jej rozmówca siedzi. Od tak. Na dupie w trawie i się na nią gapi.
Opuściła girę, gardę i kucnęła naprzeciw niego. Teraz i ona się gapiła. Żółte ślepia. Paski na ryju. Ogon... ogon? Jaszczurki? Smoka? WOW!
-Dlaczego podglądasz dziewczynę siedząc dupą w trawie? - Odpowiedziała pytaniem. Jej ton głosu zdradzał lekkie rozbawienie. Nie drwiła, była raczej ciekawa i zaskoczona, ale trudno tu o strach. Zdziwiłaby się mocno gdyby on zaatakował, po takim pytaniu, zadanym w taki sposób.
-Lubię od czasu do czasu zwiać z dziczy miasta. Tu jest cicho i spokojnie. Idealne miejsce na trening i medytację. - Odpowiedziała w końcu.
Wstała spokojnie i cofnęła się krok by móc się przyjrzeć lepiej rozmówcy. On naprawdę miał ogon!
-Mam na imię Chloe, choć wołają mnie Fawkes lub Feniks. - Przedstawiła się też nie spuszczając z gada ciekawego spojrzenia.
Może i nawet nieco liczył na to, że uda mu się ją nieco nastraszyć. Z drugiej strony brak reakcji w postaci paniki i krzyku był również dziwnie zadowalający. Zwykle właśnie w ten sposób się to kończyło - strachem na jego widok, a tu? Poczuł się wręcz wyjątkowo normalnie. Jej pierwsze pytanie mimowolnie wywołało szczery uśmiech rozbawienia na twarzy mutanta. Aż nawet pomachał końcówką swego ogona.
- Bo nie ma tutaj krzesełek.
Odparł od razu, tłumacząc swoje zachowanie. Zajął więc sobie miejsce w pierwszym rzędzie na trawie, aby móc popatrzeć. Może trochę za blisko, ale wciąż nie na tyle, aby przesadnie ograniczać możliwości ruchów nieznajomej. Nie było w tym chamstwa ani podtekstów, a wręcz dziecięca ciekawość. Ruchliwy ogon zdradzał, że wcale nie był sztuczną dekoracją i podobnie niczym u kota potrafił ukazywać wewnętrzne emocje mutanta.
- W sumie to Cię rozumiem. W lesie można się totalnie wyluzować i być sobą, choć pierwszy raz widzę, aby ktoś w ten sposób spędzał swój wolny czas.
Przyznał mężczyzna. Żadne grille czy pikniki na łonie natury, a medytacja oraz trening? Christopher widział, że dziewczyna wcześniej zdawała się być w jakimś transie i podejście do niej nie było większym wyzwaniem. Ciekawe zjawisko. Jej ruchy były bardzo harmonijne, eleganckie i spoglądanie na nie faktycznie przykuwało spojrzenie niezależnie od płci obserwatora. Szczególnie, gdy jeszcze brało się pod uwagę tradycyjne czarne kimono. Nie tylko Chloe była zaskoczona widokiem, jaki miała przed sobą.
Nieznajoma bardzo chętnie przedstawiła się swoim imieniem, więc jaszczur wcale nie zamierzał być dłużny.
- Ja za to jestem Chris. Jaszczur, gad, ogoniasty, byle nie gekon!
Zaśmiał się, unosząc palec i groźnie nim wymachując przy ostatnim słowie. Gekona tolerować nie będzie! To już obraźliwe! Zaraz potem położył obie dłonie przed sobą, opierając się na nich.
- Właściwie skąd ten feniks? Przemieniasz się w ognistego ptaka? Przy mnie swojej mutacji kryć nie musisz. Ja też mam!
Wskazał gestem głowy swój ogon. Oczywiście, że w jego przypadku już na pierwszy rzut oka było widać, że nie był zwykłym człowiekiem, a mutantem.
- Trochę problematyczne, gdy chcesz prowadzić normalne życie, dlatego często tutaj sobie łażę tak o. Też tak jakby po to, aby się odstresować. Ludzie tak jakby nie lubią przerośniętych jaszczurek chodzących po ulicach. Wiem co mówię.
Stwierdził otwarcie. Niby mówił teraz o czymś dość przykrym, bo o nietolerancji ludzi wobec mutantów, lecz jego pozytywny ton głosu wcale nie zanikał. Po chwili podniósł dupę z trawy i wyprostował się, otrzepując jakieś resztki ziemi ze swych spodni. Dopiero teraz można było śmiało stwierdzić, że był wysoki. W końcu miał ponad 190 centymetrów. Jeśli Chloe chciała teraz coś powiedzieć to musiała poczekać, bo chwilę po podniesieniu się, Chris nagle zaczął kręcić się wokół własnej osi, dostrzegając swój własny ogon i go śledząc. Dopiero po paru obrotach przerzucił wzrok ponownie na dziewczynę z miną, jakby ta akcja nie miała miejsca. Widać było, że Chris był nieco... specyficzny.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Był uroczy, po prostu uroczy. Musiała powstrzymać parsknięcie, gdy wspomniał niewinnie i w oczywisty sposób o krzesełkach. Nie szło odmówić mu racji.
-Niektórzy wolą leżeć brzuchem do góry, opalać się albo oglądać głupoty w telewizji. Sztuki walki medytacja mnie odprężają. Odzyskuję spokój i panowanie nad sobą. Do tego ten klimat lasu pomaga mi z bólem głowy. - Wzruszyła ramionami. Mówiąc cały czas patrzyła na mężczyznę. Ogon. Takie rzeczy. Pręgi na twarzy i oczy były ekstra, ale ogon robił furorę. Znaczy, jej się podobało, ale potrafiła sobie wyobrazić jaki popłoch mógł budzić na ulicy wśród tych "normalnych" ludzi.
Banda gamoni.
-Okej... nie gekon. Miło mi Cię poznać Chris. Niezły ogon, nie dziwię się ksywy. - Zaśmiała się szczerze. Ona też raczej należała do tych co mówią co myślą... chyba, że czasami lepiej było milczeć... choć z tym to też różnie u niej bywało.
-Ha! Chciałabym. To by dopiero było widowiskowe. Ognisty ptak. - przytaknęła z uznaniem wyobrażając sobie taką wizję. Stoi sobie ruda laska, otoczona przez wrogów, staje w płomieniach i w kurtynie ognia przemienia się w wielkiego, pięknego ognistego ptaka, spala wrogów na popiół po czym odlatuje w stronę zachodzącego słońca. THE END. O sorry, nie ta bajka. W tej dziewczyna dostaje kulę w głowę odpychając towarzyszkę z linii strzału, po czym odradza się w płomieniach cała i zdrowa, z cholernymi migrenami, a towarzysze mogą podziwiać jej nowy goły, ujebany popiołem tyłek. THE END.
-Feniks, bo po śmierci odradzam się z popiołów jak te mityczne ptaki. - Wyjaśniła krótko. Konkretnie i na temat.
-Wcale nie tak jakby. Ale to nie ich wina... - Zaczęła kontynuować temat, gdy rozmówca się wreszcie podniósł. Ona nie należała do takich małych dziewczynek, była co prawda drobna, ale wysoka, ale on... no musiała unieść głowę by wciąż móc patrzeć mu w twarz. -Ale wielki... - Westchnęła ze śmiechem. No, jak siedział na zadku nie było tak tego widać.
-W sensie, że ten... - Dorzuciła niemal natychmiast nieco speszona, bo można było jej słowa różnie odebrać, a nic złego na myśli nie miała. Prędko wróciła więc do tematu ludzi. -... ludziom trzeba pokazać, że nie jesteśmy groźnymi potworami... wbrew temu co mówi o nas rząd i banda fanatycznych popaprańców. Moja mama była normalnym człowiekiem, a jakoś jej nie przeszkadzał mąż władający ogniem.
Słuchał jej wyjaśnień bardzo uważnie, jednocześnie przyglądając się jej z lekko przechyloną głową. Jak szczeniak. Tylko taki dużo większy. Medytacja to było dla niego nowe słowo, więc nie dziwne, że Chris wchłaniał otrzymywaną wiedzę jak gąbka. Zwykł obserwować ludzi w trakcie dość typowych czynności mających umilić ich czas. Pikniki, spacery, rowery. Trening na świeżym powietrzu brzmiał wręcz genialnie. Nigdy nawet nie pomyślał o tym, że można to robić w ten sposób, bez konieczności spędzania tego czasu w dusznej siłowni w otoczeniu obcych ludzi. Lubił naturę, uwielbiał ruch. Połączenie tych dwóch rzeczy idealnie łączyło jego zainteresowania.
Uśmiechnął się dumnie, gdy Chloe skomplementowała jego ogon i nie nazwała go gekonem. Jej opinia była wyjątkowa, bo większa część płci pięknej uznawała łuski za obrzydliwe, wstrętne, a tu proszę, od razu komplement! Fajnie, że uznała gadzią aparycję Chrisa za atut, a nie wadę. Nawet nie wiedziała, jak wiele to dla niego znaczyło.
- Dzięki, staram się o niego dbać i go nie zgubić!
Zaśmiał się, skrycie nawiązując do tego, że przecież jaszczurki potrafią zrzucić swój ogon w sytuacji zagrożenia. Chris jednak był przywiązany do swojego ogona oraz łusek, nawet jeśli ta dodatkowa kończyna często mogła zostać przypadkowo nadepnięta lub nawet zdarzało mu się o nią samemu potknąć. Sprawiała problemy, owszem, ale miała też swoje zalety!
Chris spojrzał krzywo na Chloe, gdy ta zaczęła wyjaśniać działanie swej mocy. Od razu nasunęło się bardzo proste pytanie.
- Chwila, czyli nie żyjesz? Znaczy już kiedyś umarłaś?
Zapytał z wyraźną obawą w głosie. Przecież w inny sposób Chloe nie mogła odkryć, na czym polegał jej dar. Wcześniej Christopher nawet przez chwilę nie podejrzewał, że jego nowa znajoma mogła mieć za sobą takie straszne przeżycia. Ktokolwiek jej to zrobił... Oby nigdy nie mógł zrobić tego ponownie. Sam fakt, że ktoś mógł chcieć pozbawić życia takiej sympatycznej dziewczyny budził szok, a nawet gniew - z całą pewnością uzasadniony. Może i Chris był miły i przyjacielski, ale w takich sytuacjach potrafił odczuwać złość. Zabijanie zawsze uważał za coś złego, niedopuszczalnego.
Kiedy wstał i pokazał się w całej swej okazałości, usłyszał dość zabawny komentarz, który mógł zostać odebrany bardzo różnie. Chris spojrzawszy na nią uniósł lekko brew, ale zaraz uniósł kąciki ust w szczerym rozbawieniu, bo prawdopodobnie pomyślał dokładnie o tym samym, co Chloe, gdy się speszyła. No, no, takich śmiałych komplementów co do wielkości to się nie słyszy na co dzień, ale z grzeczności to przemilczał.
- Nie wszyscy ludzie są źli, tak samo jak nie wszyscy mutanci są dobrzy. Często wiele zależy od tego, na kogo się trafi... Dlatego tak trudno o czyjeś zaufanie. Mnie ludzie oceniają po wyglądzie, a nie po moich czynach. Nie potrafię wyłączyć swej mocy i udawać kogoś, kim nie jestem. Nauczono mnie jednak nigdy się nie poddawać. Kiedyś nastanie dzień, gdy nas zaakceptują.
Powiedział do niej pełen optymizmu, szczerząc swoje śnieżnobiałe kiełki - no bo ząbków zwyczajnych to on zdecydowanie nie miał. Trzeba przyznać, że pod ich względem przypominał wampira. Groźne uzębienie tak dziwacznie kontrastowało z przyjacielskim uśmiechem. Taki urok Chrisa. Niby potwór, ale wciąż człowiek.
- A co do Twoich rodziców... Miłość nie wybiera, prawda? Najwyraźniej zakochali się pomimo tych drobnych różnic między nimi. Mutant, nie-mutant... Każdy potrzebuje miłości. I bardzo dobrze, że się zakochali, bo inaczej to pewnie nie miałbym okazji Cię poznać.
Zaśmiał się głośno. Czy to był podryw? Może i tak. Chris jednak tego nie podkreślał, wciąż wypowiadając się bardzo swobodnie i naturalnie. Mężczyzna rozejrzał się po polanie, a potem ponownie przeniósł wzrok na Chloe. Podrapał się delikatnie po karku.
- W sumie głupie pytanie, ale mogłabyś nauczyć mnie tej całej medytacji? Fajnie to wygląda - zapytał i po chwili dodał - Na sztukach walki niby się trochę znam, ale no... raczej jestem pacyfistą. - zaśmiał się, unosząc pokojowo ręce. Jeszcze by zrobił komuś krzywdę, a tego by nie chciał. Jej albo sobie... Trochę się tego bał przy swojej mutacji. Dziewczyna jeszcze nie miała okazji tego zobaczyć, ale Chris potrafił na zawołanie wyczarować sobie pazury oraz wytrzymałe łuski na rękach. Teraz miał typowo ludzkie dłonie. Pazurów używał głównie w trakcie walk... lub jak chciał się podrapać. Nie zawsze miał nad tym kontrolę.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Kontrast był niesamowity. Facet z jednej strony wielki, pokryty łuską, z ogonem, postawny, pewnie jakby ją trafił to kolejny krzyżyk by miała na koncie. Z drugiej prezentował zachowanie i postawę jak małe zwierzątko, które świat poznaje, albo jak niewinne dziecko, ciekawski, naiwny, wierny.
Albo łatwowierny...
W sumie to ona nie lepsza, poznała wielkoluda - jaszczurkę i od tak zaczęła sobie luźną pogawędkę, jakby się co najmniej w szkole przyjaźnili. Gapiła się jak urzeczona na jego "wzorki", kiełki rozpraszana od czasu do czasu jedynie poruszającym się gadzim ogonem.
Dobrali się nie ma co!
-Żartujesz?! Możesz go zrzucić jak jaszczurka? A potem... przykleić? - Zawołała z entuzjazmem. Jeśli to był tylko żart to nie załapała. W sumie też i ciężko się dziwić. Facet wyglądał jak jaszczur, miał ogon, to niczym dziwnym by nie było jeśli potrafiłby go odjąć w sytuacji zagrożenia.
-W sensie, no żyję... bo rozmawiamy. - Zaśmiała się krótko, ale szybko spoważniała. Nie była żadnym nieumarłym zombie jeśli to miał na myśli. Uniosła jednak lekko głowę i wskazała na szramę na szyi, jak to mówią od ucha do ucha.
-Ale umarłam. W sumie to dwa razy. Pierwszy raz... - Zrobiła wymowny gest przeciągając palec po szyi. Dlaczego z nim się tak lekko rozmawiało!? Nawet te straszne wspomnienia tak nie bolały! -A tydzień temu zepchnęłam towarzyszkę z linii strzału i zarobiłam kulkę w łeb. - Westchnęła. Blizny po tych obrażeniach na szczęście były pod włosami, bo rana wylotowa po kuli zabrała ze sobą prawie pół jej czaszki... niesmaczny widok.
Swoją drogą bystry jaszczur. Trafne pytania zadawał dedukując z jej krótkich odpowiedzi. Cwany choć nie wygląda!
-Dokładnie Chris. Wierzę w to samo. Nic nie jest tylko czarne albo tylko białe, ale pewne jest to, że w końcu musi być dobrze. - Przytaknęła z zapałem. Może takie myślenie było nieco naiwne, albo nawet dziecinne. Harper była jednak taką osobą, która wierzy iż człowiek rodzi się dobry, potem tylko trafia go szlag i coś mu pod kopułką wysiada. Optymizm! Tego się trzymajmy! Wieczne smutki i żale do niczego nie zaprowadzą.
-Trafne spostrzeżenie. - Zaśmiała się razem z nim. Nawet jeśli to był podryw, to nie załapała. Dla niej było szczerym i logicznym stwierdzeniem faktu.
-Myślę, że nie będzie z tym problemu, choć wymaga praktyki. - Odpowiedziała radośnie. Zmierzyła gada od stóp do głów.
-Pacyfista? Wyglądasz jakbyś jedną ręką bez trudu mógł mnie na drzewo wrzucić. - Zaśmiała się. Naprawdę zadziwiające. Czuła się swobodnie. Każdy element jego... ten nienaturalny dla ludzi, dla niej był fascynujący, na swój sposób urzekający. Oni naprawdę byli kolejnym krokiem ewolucji.
-Że pacyfista to dobrze się składa. To co widziałeś to sztuka walki zwana karate. Służy do obrony siebie i innych. Jest też śmiertelnie niebezpieczną sztuką, dlatego przez wielu wykorzystywana do ataku... po prostu źle. A medytacja to sposób na wyciszenie, oczyszczenie ciała, ducha i umysłu, osiągnięcie spokoju, harmonii i jedności z samym sobą. - Wyjaśniła jak mogła najprościej. Nie była nigdy nauczycielką, miała nadzieję, że zrozumiał cokolwiek.
-Do medytacji w zasadzie nie potrzeba nic poza czasem i chęciami. - Dodała. Ciekawe czy po usłyszeniu tylu trudnych słów dalej będzie chciał medytować, czy może jednak skończy się na sztukach walki.
Na pytanie odnośnie zrzucania ogona pokiwał głową, choć przy wzmiance o "przyklejaniu" go Chris szybko odwrócił wzrok i dla odmiany zaprzeczył. Oj gdyby to było takie proste... Sama utrata ogona bolała, bo jakby nie patrzeć wraz z nim traciło się część kręgosłupa, lecz funkcjonowanie kilka tygodni bez niego jeszcze bardziej. To tak jakby nagle pozbawiono Cię ręki! Niestety również jak w przypadku prawdziwych jaszczurek, mężczyzna musiał poczekać aż utracona kończyna się zregeneruje. Szkoda, że ta sztuczka prawdopodobnie działała tylko na ogon.
Wysłuchawszy o śmierciach, jakie Chloe miała za sobą, Chrisowi jak i pewnie każdemu innemy rozmówcy aż trudno było w to uwierzyć, jednakże ta straszna blizna na jej szyi... Żaden człowiek nie mógłby przeżyć tak głębokiej rany. Po ujrzeniu tej przykrej pamiątki mężczyzna nie mógł ukryć wyrazu współczucia malującego się na jego twarzy, ale Chloe była przy nim tak promienna, że Chris nie skupiał się na przykrych rzeczach, a na jej pełnym życia i entuzjazmu głosie. Pozwalał jej mówić. Chciał jej słuchać i sprawiało mu to przyjemność!
- Jeszcze nigdy nie słyszałem by ktoś mówił o takich rzeczach tak swobodnie. Na dodatek poświęciłaś własne życie, aby uratować towarzyszkę. Niesamowite.
Pochwalił ją. Owszem, niby w momencie drugiej śmierci miała już świadomość, że się odrodzi, jednak który człowiek wciąż miałby w sobie tyle odwagi, aby przygotować się na śmierć? Chloe była twardszą laską niż się wydawało. Na dodatek poświęcenie się to było coś, co Chris doskonale znał i szanował. Sam często troszczył się bardziej o siebie niż o innych. Dla niego zawsze to inni byli na pierwszym miejscu. Przeżył wielomiesięczne piekło w DOMie, ale nawet za murami nie udało im się go zmienić i uczynić z niego osoby, która martwi się tylko o siebie.
- Smutek w niczym nie pomaga. To nadzieja na lepszą przyszłość daje nam siłę do działania.
Przytaknął na jej słowa, machając powoli ogonem za swymi plecami. Mieli podobne, jak i nie identyczne poglądy na ten temat. Trudno było stanąć murem za którąkolwiek ze stron. Mutanci istotnie potrzebowali akceptacji, ale musieli na nią również zapracować dobrymi czynami. Pokazać, ze są dobrzy.
Gdy roześmiana Chloe zwróciła uwagę na jego aparycję i komentarz odnośnie bycia pacyfistą, Chris zaśmiał się razem z nią.
- Haha, ręką to może nie, ale ogonem może i dałbym radę wrzucić Cię na drzewo?
Zamyślił się, jakby chciał ją tym nieco nastraszyć. Oczywiście żartobliwy wyraz twarzy sugerował, że tylko się z nią droczył. Niemniej nie kłamał. Jego ogon to istotnie były same mięśnie, a nie wątły makaron. Mógł nim uderzać niczym biczem oraz dusić niczym wąż. Choć w praktyce głównie nim przytulał lub używał jej jako takiej dłuuugiej ręki do sięgania dalej położonych rzeczy. Idealne rozwiązanie dla leniwych.
Może Chris sprawiał wrażenie takiego dużego dziecka, które nie wszystko rozumiało, jednak wbrew pozorom był bardzo inteligentny oraz spostrzegawczy. Może nawet bardziej niż przeciętny człowiek, choć nie pokazywał tego po sobie. Zrozumiał, co mówiła do niego nauczycielka Chloe i wyszło na to, że... od dawna potrzebował takiej medytacji. Z opisu wynikało, że to może być rozwiązanie na wiele jego problemów, a przede wszystkim problemu z kontrolą jego zwierzęcej natury.
- Harmonia i jedność z samym sobą...
Powtórzył za nią w zamyśleniu.
- Chciałbym się tego nauczyć. Moja natura mocy często uniemożliwia mi zachowanie równowagi pomiędzy byciem człowiekiem, a gadem. Wiem, że teraz wszystko wygląda git i gadamy normalnie, ale... czasem mnie ponosi. Zwłaszcza jak za bardzo się stresuję lub ekscytuję. Gryzę. Czasem trochę się zapominam i muszę się specjalnie zabezpieczać.
Wyjaśnił jej. W sumie nie pamiętał czy od ucieczki z DOMu przed kimkolwiek się tak otworzył. Na potwierdzenie swych słów wyciągnął z kieszeni swojej czarnej bluzy maskę o tym samym kolorze oraz założył ją na głowę. Zakrywała ona jedynie dolną część twarzy. Wyglądał jak zawodowy ninja, jednak miało to swoją funkcję. Owa maska była jak kaganiec.
- O, teraz gdyby zachciało mi się kogoś dziabnąć to bym nie mógł. W sumie to dobry ciuch na karate? Czy powinienem mieć kimono?
Zapytał stłumionym przez maskę głosem, wykonując totalnie przypadkową pozycję karate, którą podpatrzył od Chloe zanim ta go zauważyła. Stanął na lewej nodze, choć trochę oszukiwał, bo odruchowo opierał się ogonem z tyłu, a prawą uniósł, zginając kolano. Czyli wyjaśnienia, że ta sztuka walki nie jest zła i służy między innymi do samoobrony oraz ochrony innych widocznie go przekonała. Zresztą to zawsze były nowe doświadczenia. Lubił eksperymentować. Poza tym... to mogło być całkiem zabawne. Z Chloe na pewno będzie! Na dodatek Chris właśnie pokazał, że był typem osoby, która często nie potrafiła skupić uwagi na jednej rzeczy. Raz medytacja, teraz karate... nie wiedział od czego zacząć. Aż trochę trudno było go sobie wyobrazić grzecznie medytującego i milczącego krócej niż kilka sekund. Był pełen energii. Jako jaszczurka miał dwa tryby - leniwego wygrzewania się na słońcu lub właśnie to - bezustanne gadanie połączone z chęcią aktywnego spędzania czasu. Typowy ekstrawertyk.
- Właściwie gdzie się tego uczyłaś? Jesteś samoukiem? A może jakaś szkoła?
Zagadał, naturalnie chcąc się czegoś więcej o niej dowiedzieć.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Ojoj! Dziewczyna speszyła się widząc minę Chrisa.
-O rety. Przepraszam. Nie chciałam Cię urazić, ani co... to jest po prostu interesujące, takie... no wiesz... dobra już się zamykam... - Westchnęła z przepraszającą miną. Nie chciała przypadkiem poruszać ciężkiego, nieprzyjemnego, albo żenującego tematu. Hmmm... jakby też właśnie wcale nie rozmawiali o jej zgonach...
-No i zwyczajnie tak swobodnie mi nie jest. To z Tobą z jakiegoś powodu tak luźno się rozmawia. - Odbiła piłeczkę. Dla niej poświęcenie czy zaangażowanie, pomaganie komuś było czymś naturalnym nie niesamowitym. Nie było o czym mówić, choć cholernie cieszyła się, że czyjeś życie zostało wtedy ocalone. A co do tej swobody, to tak. To bolesne wspomnienie, do których zazwyczaj ciężko było wracać. Chloe była jednak taką osobą, która w jakiś sposób instynktownie dopasowywała się do rozmówcy, do jego charakteru, nastawienia, sposobu bycia... jak antena, by móc zgodnie nadawać na tych samych falach. Chris był otwarty, swobodny, szczery, w jakiś sposób uroczo niewinny... Chloe więc przybierała z automatu również tą właśnie swoją stronę. Swobodną, przyjacielską, otwartą i gadatliwą, jakby towarzyszący jej osobnik był jej dobrym starym przyjacielem lub w inny sposób bliską osobą.
-Ogonem? No nieźle! Jak z katapulty! Można by to wykorzystać żeby kogoś przez mur przerzucić. - Zaśmiała się gestykulując pokazała katapultę i lecącego po łuku do celu potencjalnego wystrzelonego. To by było dobre. Ba nawet przydatne w walce. Nikt takiej techniki się nie spodziewał!
Kiedy ten opowiedział jej o swoich problemach z samokontrolą, zmarszczyła brwi przygryzając wargę. Kiedy ten jednak ubrał maskę... kaganiec... poczuła...
Coś ją zakuło w duszy, w sercu... Tak nie można... odbiło się to w jej dużych oczach.
-Nie jestem trenerem, ani żadnym innym ekspertem od opanowania mocy... sama nad własną w ogóle nie mam władzy... ale... - Mruknęła z jakąś nutą żalu...?... w głosie. Podeszła do mężczyzny, wspięła się na palce i uniosła ręce, by ostrożnie zdjąć mu z twarzy to coś. On sam wyglądał jakby mu to nie przeszkadzało... dlaczego ją więc tak bardzo to dotknęło?
Trzymając w rękach ten kaganiec spojrzała na niego. Nie byli zwierzętami. Skąd te wszystkie kagańce, smycze czy obroże... to tego to doszło, że sami zaczynali się tak czuć, by takie środki uważać z normalne...?
-... równowaga wewnętrzna i spokój jest potrzebny każdemu. Pomaga we wszystkim, od panowania nad sobą, po ułatwienie w podejmowaniu decyzji, czy zwykłą poprawę humoru. To wszystko... nie jest tu... -wskazała na masko-kaganiec -Tylko tu. - Potem puknęła się kilka razem palcem w czoło. W głowie wszystko siedziało. Głowa była najważniejsza, a nie jakieś doraźne środki kontroli osobistej.
-No i do karate... czy to do walki, czy spokojnej medytacji strój nie jest potrzebny. Kimono jest po prostu tradycyjnym wdziankiem, ale w niczym nie pomaga. Ja je założyłam raczej z sentymentu. Równie dobrze mogłabym się tu gibać w dresie albo leginsach. - Przeszła do nieco bardziej przyjemnej kwestii, a widząc oszukaną pozycję żurawia... z ogonem... roześmiała się. Cofnęła i usiadła pod drzewem opierając łokcie o kolana.
-Rodzice zapisali mnie na karate jak byłam dzieciakiem. Miałam kilka lat. A potem tak się ciągnęło. Treningi, zawody, potem dalej w szkole... aż wreszcie wszystko szlag trafił gdy rząd stwierdził, że mutanci to zło wcielone. Jako córka mutanta... no wiesz, szkoła, studia, praca... odpadło. Teraz trenuję sama. Kondycja fizyczna super sprawa, no i ta harmonia. - Zaśmiała się lekko choć z nutką smutku. Brakowało jej "normalnego" życia. Tej beztroski z liceum, ambicji na dobrą pracę... zwyczajnej, szarej codzienności, ale raczej czasu by nie cofnęła, bo nie byłaby tym kim jest teraz.
-A Ty się weź zdecyduj Chris czy wolisz sparing czy medytację.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum