Uchwyciła spojrzenie Liama. Jak przystało na kogoś, kogo mogłaby tytułować starszym bratem, pałał niezłą dezaprobatą, dla jej... gasnących instynktów samozachowawczych. No nikomu się pod nóż nie pchała specjalnie, na celownik nie stawała, ale faktem było, że jakoś lżej było jej podjąć ryzyko jeśli narażała tylko siebie i własne życie. Jej powroty jak się okazywało były dla niej ciężkie i okupione konsekwencjami... jak aktualnie notoryczne ataki migren, ale przynajmniej miała tę szansę by wrócić... jej ojciec nie miał... nikt poza nią z tamtego ataku takiej szansy nie dostał. Nikt inny, kto zginął... nie wrócił...
Słuchała w skupieniu dalej, a na każde słowo odpowiedzi jej oczy robiły się coraz większe i większe. Szczena chyba też jej opadła. A na koniec, gdyby stała to pewnie by sobie z wrażenia usiadła. Na szczęście siedziała, więc skończyło się na zaskoczonym wyrazie twarzy, wielkich oczach i chwilowym bezdechu.
Dobrze słyszała?
-O w mordę... - Wykrztusiła w końcu kiedy musiała wreszcie wziąć oddech. Jak i reszta pewnie, zaczęła patrzeć po równie zaskoczonych twarzach kolegów. Niespodziewane awanse się posypały. Małemu, złośliwemu chochlikowi w jej wnętrzu chciało się pokazać Liamowi przekornie jęzor, przyjacielsko, ale taki mały prztyczek. Sytuacja była jednak poważna, a sama Fawkes dość wstrząśnięta. Z resztą Liam też dostał swoją propozycję.
Ale się narobiło.
Przecież ona była tutaj w zasadzie świeżakiem... oni to przecież wiedzieli. Wiedzieli kim była, kim był jej ojciec oraz to kiedy kiedy i jakim cudem tu wróciła. Masakra.
Oparła się głęboko w swoim fotelu, jakby chciała się w nim utopić i zniknąć. Takie rewelacje! Ona nie miała bladego pojęcia jak prowadzić całą grupę... to też pewnie wiedzieli...
W końcu wzięła głębszy oddech, przełknęła ślinę i poprawiła się na miejscu, żeby wygrzebać się nieco z czeluści fotela.
-Dam z siebie wszystko. - Powiedziała w końcu. Wciąż wyglądała na zaskoczoną, może nieco zbitą z tropu lub niepewną, ale głos mówił zgoła co innego. Zawsze podziwiała ojca. Dzisiaj byłby z niej dumny. Zawsze robił co najlepsze dla nich, dostała szansę na to samo, już nie tylko jako jednostka na misjach, w które wepcha swój ryży łeb.
Alex już myślał, że nic go nie zaskoczy. Co prawda nie znał tej całej Harper...ale Liam jako lider ochroniarzy, był dość oczywistym wyborem. W końcu potrafił walczyć i generalnie ogarniał temat.
Kiedy jednak padło jego imię, wyrwał się ze swoistego letargu i spojrzał, jakby co najmniej oznajmili, że "Alex zajmie się grupą striptizerów"
Będzie przewodził informatykom ? Niezły awans. Nie, żeby płacili mu czy coś,ale jednak siedział tu na krzywy ryj, więc to uznajmy za jego wypłatę.
Odchrząknął cicho, podrapał się po zaroście (bo już miał) i pokiwał głową.
- Jasne, dziękuję - powiedział cicho.
Trochę mu się teraz nie uśmiechała współpraca z Liamem...ale na litość boską, nie był dzieckiem. Jakoś to ogarnie.
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2020-05-03, 18:26
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Nieważne jak się starał, nie mógł powstrzymać rozkwitającego uśmiechu na swojej twarzy. Może było to nieadekwatne, może było to niestosowne i dla kogoś możliwie obraźliwe. Ale kto Mariana znał chociaż trochę dłużej niż pojedyncze spojrzenie, wiedział że nie leży w jego naturze zbytnie smętnienie.
- Mamy promocje jak w markecie widzę! - powiedział w pełnym uśmiechu, z zadowoleniem jakby właśnie wygrał w totka.
Jednakże perfekcyjnie wiedział, że nie jest to wcale takie łatwe. Nowe stanowisko oznaczało nowe i większe obowiązki. Oznaczało większą wagę ich decyzji i większe narażenie siebie i swoich bliskich. Jednak wierzył, że podjęte decyzje były dokładnie przemyślane. Sam też wiedział, że potrzebowali zmian- potrzebowali wzmocnić się.
Czy czuł się pominięty? Może troszeczkę. Ale nie miał co do tego żadnych żalów- kim on był jak tylko wolontariuszem, kucharzem który nierozważnie szarżuje używając swej mocy i Patelni, irracjonalnie odmawia nauki strzelania i zabijania. No i kobiety. Tak, ogólnie, kobiety. Brrrr. Straszny gatunek. Już prędzej zjadłby surowego gekona niżeli miałby pozwolić jakiejś ladacznicy się nadto zbliżyć.
Wciąż w uśmiechu przeprosił jednak cicho za swój z bliżej nieokreślonych przyczyn powstały wybuch i poprawił się na krześle. Po chwili udało mu się odzyskać część powagi, tym razem jedynie będąc delikatnie uśmiechniętym, nad czym jednak nie panował i nie zdawał się zdawać sobie z tego sprawy.
Miał nadzieję, że mu jednak to wybaczą. Co prawda nie bał się o swoją "pozycję", wciąż działałby tak jak wcześniej, dając siebie wszystko na rzecz Bractwa i swoich wyimaginowanych ideałów. Jednakże mogliby mu kazać czyścić kible szczoteczką do zębów czy coś. Znaczy, inne latryny były ok, ale swojej własnej wolałby uniknąć za wszelką cenę.... Nawet, o zgrozo, dotknięcia przez przedstawicielkę płci pięknej.
_________________ "Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
Wysłany: 2020-05-03, 19:16
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
To co w tej chwili Liam usłyszał z ust Irminy w sprawie Chloe, zaskoczyło go porządnie. Nowa, młoda, dopiero ogarniająca się i odnajdująca w bractwie, gdzie dopiero jedną poważną misję ma za sobą, dostała awans by dowodzić grupą łowców? Spojrzał na nią z zaskoczeniem, ale posłał jej uśmiech zadowolenia i tak zwanych gratulacji. Szybko podskoczyła w swojej krótkiej karierze.
Zaraz po tym usłyszał swoje imię, przenosząc spojrzenie na Irminę, podchodzącą do niego. To co powiedziała, było chyba większym szokiem dla niego niż awans Chloe. Wręcz zaniemówił i chyba szukał zaraz odpowiedzi u Hoppera, jakiegoś znaku czy oni tak poważnie? Przewodzić ochroniarzom. Zadbać o bezpieczeństwo wszystkich w bractwie. To zbyt wielka odpowiedzialność. Jeszcze dochodziła dalsza współpraca z Alexem jak do tej pory, tylko teraz na trochę innych zasadach. I z niepewnością, jak to teraz będzie wyglądać, kiedy relacje im się trochę spięły. Liam spojrzał na niego. Skoro tak, nie odmówi. I tak pewnie nie mieli nikogo na jego miejsce. Wrócił spojrzeniem na Irminę.
- Nie mam nic przeciwko. Przyjmuję nową rolę i zadanie.
W sumie tym było zostanie liderem ochroniarzy. Nowym zadaniem za jakie będzie odpowiadał. Nadal nie mógł ochłonąć po tej informacji, ale słuchał dalej komu jeszcze awans się sięgnął. Imari, jako trener. Trafione w dziesiątkę.
Pozostało więc czekać na dalsze informacje bądź instrukcje co dalej.
Żart Mariana sprawił, że Liam się uśmiechnął lekko pod nosem, bo jakby nie patrzeć, promocja była duża, ale z drugiej strony to jest trochę poważna sprawa decydująca o przyszłości bractwa.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2020-05-13, 09:40
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Zaskoczyło ją to i na pewno nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Tak, najchętniej wyjechała by razem z Williamem i tyle, bo jego obecność byla dla Imari szalenie ważna. Zresztą od czasu jak znikał zaczęła coraz więcej czasu spędzac w Rebelii i.. może ot tez był sposób na zatrzymanie jej w Bractwie? Nie wiedziała.
Skinęła glową.
- Jeśli nikt nie ma nic przeciwko.. - odpowiedziała kobiecie. Najwyraźniej nie była tego super pewna.
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2020-05-13, 20:28
Żadna z powyższych decyzji nie należała do najłatwiejszych. Bractwo, mimo swoich uszczupleń wciąż liczyło wielu członków, ale... Irmina wraz z Axonem byli przekonani o dobrym dopasowaniu osób do stanowisk. Wierzyli też, że taki skład rady pozwoli na jej sprawne, wspólne działanie.
- Masz rację, Marianie. - Kobieta się zaśmiała, po chwili jednak przywołując jedynie ciepły uśmiech na ustach. - Nie będę ukrywać, że również dla Ciebie może się kiedyś znaleźć miejsce w Radzie. Na dzień dzisiejszy jednak, wydaje nam się, że wciąż możesz potrzebować czasu po... Po przeżyciach z DOMu... - Westchnęła ciężko, obejmując wzrokiem wszystkich zebranych. - Cieszę się, na Wasze decyzje. I spokojnie, Imari. Raczej nie powinno być sprzeciwów. W końcu wielu z tu zebranych również pomogłaś, prawda?
Hopper trzymający się za głowę został wyprowadzony z pomieszczenia z pomocą jednego z silniejszych członków tego zbiorowiska. Widać było, jak blednie na twarzy - zdecydowanie potrzebował odpoczynku. Dymitrov jedynie odprowadziła go wzrokiem, nim mogła kontynuować swoją przemowę.
- Nie musicie się niczego obawiać. Na dzień dzisiejszy pozostaję jako przewodnicząca grupy składającej się z wolontariuszy i sanitariuszy. Z radością będę Wam służyć pomocą, jeśli tylko wyrazicie taką potrzebę. Wierzę, że wspólnie pozwolimy Bractwu na nowo się odrodzić. W pełni sił i pełni chwały. Oczywiście... Wciąż nie zmieniamy naszych postulatów. Chcemy zapewnić bezpieczeństwo i pokojową drogą dojść do wolności. Wciąż łączy nas jednak pakt z Rebeliantami... Ale w tej kwestii... Będziecie na bieżąco informowani. - Dodała w końcu, nie opuszczając kącików swoich ust. Nie można było ukryć, że na ten moment salki medyczne były pełne głównie dzięki pomocy ze strony grupy wplątanej w mafię. Na każdy zyskany element jednak członkowie Brotherhood samodzielnie zapracowali.
- Z mojej strony to chyba najważniejsze informacje na dzień dzisiejszy. Czy macie jeszcze jakieś pytania? - Zapytała w końcu, rozglądając się po zebranych.
Go all the way, have you fun, have it al. It will take you down.
support/rozwój mocy innych
60%
Trener
name:
Imari Blanc
alias:
Tara/Marceline Hopper
age:
26
height / weight:
173/48
Wysłany: 2020-05-14, 09:15
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
2 lata Giftedów!
Blanc spojrzała na Irminę i skinęła jej głową, po czym zniknęła za Williamem, by mu pomóc. Co jak co, ale jej moc tutaj przydawała się doskonale. Zresztą nie raz jej naduzywała, by pomóc bratu. Miała nadzieję, że uda jej się i tym razem ograniczyć to, co dzialo się z mocą Hoppera.
zt
_________________
do you look into the mirror to remind yourself you're there
The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude
Gastrofereza
73%
wolontariusz/Kucharz w Bractwie
name:
Marian Cook
alias:
Jason Grimoire
age:
21
height / weight:
1,85/72
Wysłany: 2020-05-14, 16:55
Multikonta: -
Podróżnik w czasie
1 Rok na Giftedach!
Głośno siedząc (jakkolwiek było to możliwe), Marian przez dłuższą chwilę nie potrafił zrozumieć słów do niego skierowanych, a ma jego twarzy widać było wciąż niemożliwy do opanowania uśmiech. Gdy w końcu do niego dotarło, w duchu poczuł... Ulgę. Spodziewał się, że to raczej tylko słowa otuchy, nic więcej jak miłe zachęcenie i zwrócenie uwagi, że się jednak liczy. Ale to było dla niego więcej niż wystarczająco. Gdyby nie sytuacja, zapewne wybuchłby wielkim śmiechem i rzucił paroma żartami, jak to najlepiej nadawałby się na Radnego Kibla, Strażnika Zaparć. Wiedział gdzie było jego miejsce i czuł się w nim całkiem dobrze. Wykonawca, drugoplanowy pomocnik, asystant. Nie posiadał ambicji, by obejmować jakieś wyższe stanowisko, chciał robić tylko to, co zawsze. Ale nie dało się ukryć, że tymi słowamk wzmocniła jego entuzjazm, jednocześnie trochę przypominając o sytuacji z DOM-u. Nie pamiętał z tego wiele, co prawda, ale swoje piętno to na nim odbiło.
Druga część wypowiedzi przypadła Marianowi jeszcze bardziej do gustu. Cieszył się, że Bractwo zostaje Bractwem, że jego ideały wciąż są podzielane. Rebelia rzeczywiście go martwiła, brutalne podejście do sprawy było według niego przepisem na zagładę. Na otwartą wojnę, gdzie zginęłoby więcej, niż ktokolwiek mógłby zakładać. Ale wierzył, że pozwoli to im, tak jak zresztą kobieta mówiła, wrócić na tory i wzmocnić ich.
Ale kobita niezła była, jak się tak zastanawiał. Może jego nie było nigdy ciężko zmotywować, ale był pewien że reszta też poczuła się podobnie. A to nie lada wyzwanie. Tym bardziej, gdy podczas tego wszystkiego jedna, "dosyć" ważna osoba musiała wyjść... Na co Marian udawał, że nie zauważył. Tak chyba było lepiej, przynajmniej taką miał nadzieję.
Gdy nadszedł czas na pytania, w jego głowie oprócz "Co chcecie jutro na obiad?" istniało jedno, nurtujące zagadnienie. Ale zanim zabrał głos, powstrzymał się z w połowie otwartymi ustami. Nie, lepiej o tym nie wspominać. I tak nic tym nie wniesie, lepiej będzie jeśli tylko cicho się zaśmieje, ukrywając swoją reakcję. Tak było najlepiej.
_________________ "Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
Nie tylko ich Mistrz Patelni był w szoku. Blada twarz i wstrząśnięta wciąż mina Feniksa mówiła sama za siebie. Co tu się właściwie wydarzyło? Jakiś sen to był czy jak?
Dziewczyna odprowadziła wzrokiem wychodzących i milczała. Gryzła zawzięcie dolną wargę starając się nadążyć nad tą zwariowaną gonitwą wydarzeń, myśli i decyzji.
-I co teraz? - Zapytała bardzo "bystrze". No w sumie... z jednej strony niby głupie pytanie, ale jak na to spojrzeć z drugiej...
Właśnie powstała nowa Rada Bractwa. Wybrane zostały osoby... czasami tak jak ona w zasadzie to nowe w Bractwie, tym teraz, nowym, odrodzonym...
Harper nie wiedziała nawet kto poprzednio koordynował Łowców, czy ktoś w ogóle i kto w Bractwie w ogóle Łowca mógł być nazywany.
-W tym wariactwie na pewno jest jakiś geniusz... ale na pewno ja potrzebuję jakiegoś... wprowadzenia? Szkolenia? Kurde nie wiem, wieczorku zapoznawczego? - Wydusiła też w końcu nieco wyjaśnienia co autor ma w zasadzie na myśli.
-Sorry... staram się nadążać, ale mam cholerną migrenę i może gadam od rzeczy. Chodzi mi o to, że... potrzebne nam są chyba teraz jasne konkrety... w sensie na najbliższy czas, bo sporo będziemy musieli ogarnąć i reorganizować. - Pochyliła się opierając łokcie na kolanach i dłonie przyciskając do skroni.
-Nie każcie mi tego wszystkiego tłumaczyć. Wiecie o co mi biega nie? Nie czekajmy z tymi następnymi krokami za długo... dobra... odezwę się jak mnie łeb przestanie nawalać. - Westchnęła w końcu i znowu oparła się w fotelu zatapiając się nieco w jego objęciach. To chyba tyle pytań z jej strony.
Chciałaby powiedzieć wszystko na raz, jeszcze więcej na raz, najlepiej już teraz, zrobić, ale się zwyczajnie nie dało. tyle do ogarnięcia, nauczenia się, zrobienia... i też wszystkiego nie da się zrobić już i zaraz i tu...
Szkoda...
Wysłany: 2020-05-16, 18:55
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Podobnie jak część osób, także i Liam obejrzał się za wyprowadzających Williama z pomieszczenia, za którym także wyszła Imari. Nie było co tego komentować a skupić się na pozostałej części zebrania.
Rozdano awanse, Liam czekał dalej na jakieś szczegóły od czego powinni zacząć ale, czy zebranie miało się tylko na tym zakończyć? Głos od razu zabrała Chloe, która w sumie słusznie zauważyła problem w swojej sprawie. Potrzebowała szkolenia.
- Pomogę Ci to ogarnąć.
Łowcy i ochroniarze mieli bardzo podobne zadania i Liam czasami ich wspierał, by nie zakwitnąć w sali informatycznej i nie zapomnieć o swoich umiejętnościach innych niż klawiatura. Dlatego też zaoferował koleżance swoją pomoc.
Widząc też iż stan migreny u jego podopiecznej się trochę pogłębił, załapał o co jej chodziło, więc gdy skończyła, spojrzał na Irminę by pociągnąć tę sprawę.
- Jakie są wytyczne? Skoro mamy już powołaną radę, jak teraz będzie wyglądała sprawa z nowo przyjętymi członkami bractwa? Nad czym powinniśmy teraz pracować? Jak zauważyła Chloe, skoro już tutaj siedzimy i są wszyscy to może warto już coś ustalić, by zacząć działać?.
Jak się zastanowić, to Liam także musi wiedzieć od czego zacząć. Dla niego także to nowa rola. Alex pozostawał Informatykiem dalej i jeszcze nimi zarządzał. Liam miał nowe zadania i nie wiadomo co też z jego poprzednikiem, który zajmował się ochroną. Kto nm był, Leilah?
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2020-05-16, 20:14
Kobieta skinęła Imari głową na pożegnanie, nie chcąc przerywać ewentualnych pytań ze strony zebranych.
Nie umknęła jej uwadze reakcja Mariana, na którym na krótką chwilę skupiła swoje zmęczone spojrzenie.
- Widzę, że coś ciśnie Ci się na usta... - Rzuciła po chwili, dopiero w kolejnych sekundach zdając sobie sprawę, jak dwuznacznie to mogło zostać odebrane biorąc pod uwagę, że zostało skierowane właśnie do Cooka. - Znaczy, chciałbyś coś powiedzieć? - Naprostowała się po chwili, lekko odchrząkując.
W tej też chwili posypał się grad pytań ze strony Chloe, po których na ustach Irminy pojawił się blady uśmiech.
- Wszystko ze spokojem, Fawkes. Nikt nie ma zamiaru kogokolwiek z Was wrzucać na głęboką wodę. Razem odnajdziemy się w tej trudnej sytuacji. - Objęła swoim spojrzeniem zarówno pozostałą nową część rady, jak i pozostałych zebranych. Wierzyła, że Bractwo dzięki temu wyjdzie na prostą. - Wspólnie ustalimy najlepszą taktykę dla prężnego działania całej społeczności. Pod Twoją opiekę trafią osoby, które do tej pory były podzielone na dwie grupy, łowców i informatorów. Niegdyś byli bardziej podzieleni - informatorzy nie przebywali bezpośrednio w siedzibie, pozyskiwali sojuszników i informacje w mieście. Nasza dzisiejsza sytuacja nie pozwala jednak już na tak czysty freelancing, nie od czasu... Wiesz jakiego dnia. - Westchnęła, wiedząc jak ciężki jest to temat dla samej młodej kadetki. - Łowcy zajmowali się defensywą w bractwie. Pozyskiwanie zapasów, udział w akcjach w terenie, coś, co sama masz we krwi. Twoja intuicja pozwoli sprawnie poprowadzić tę grupę, Chloe. - Dodała w końcu, zajmując miejsce siedzące za biurkiem. - Co do Ciebie Liamie, masz rację. Będziesz stanowić świetne wsparcie dla Chloe, zważając na fakt, że Wasze funkcje się uzupełniają. Po Twojej stronie będzie leżeć defensywa. - Bractwo potrzebowało nowych zabezpieczeń. Sytuacja w mieście od czasu zniszczenia DOMu nie rysowała się zbyt kolorowo. - Może wraz z Alexem spróbujecie opracować wczesne alarmy? Black Lake Bible Camp zawiodło przez brak takich zabezpieczeń, warto uczyć się na błędach... Im bardziej uda nam się to zmechanizować, tym więcej żyć zdołamy obronić. - Dymitrov nie była specjalistką ani w dziedzinie walk, ani technologii. Jeśli mężczyźni mieli lepszy pomysł na zorganizowanie skutecznych systemów ochrony dla magazynów, chciała ich wysłuchać od A do Z. Chciała zrobić wszystko, by nie dopuścić więcej to tak tragicznego nawrotu historii... - W sumie to rzeczywiście najlepszy moment na burzę mózgów. Tym samym... Jeśli ktoś chciałby zmienić obecnie pełnioną funkcję, jest to również najlepszy moment. - Rozejrzała się na nowo po zgromadzonych, próbując dostrzec jakiekolwiek niepewne spojrzenia w tym maleńkim tłumie...
Wysłany: 2020-05-16, 20:37
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Amber cały czas przysłuchiwała się zebraniu. Nie bardzo wiedziała o co spytać. Tak naprawdę nie często tutaj była. Praktycznie nikogo nie znała.
Robiło się ciekawie bo były przydzielane zadania.
- Mam pytanie jeśli ja nie często tutaj jestem. Czy mogę w czymś pomóc? - zapytała.
Chodziło jej o to, że Bractwo naprawdę jej pomogło i zaopiekowało się nią, że przez jakiś czas mogła tutaj być, ale unikała mutantów stąd.
- Chciałabym w coś się zaangażować jeśli to możliwe - dodała.
Oczywiście Jackson zwracała na siebie uwagę swoimi kocimi uszami oraz oczami.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
-Dzięki. - Westchnęła do Liama. Ubrał w słowa lepiej to co ona chciała powiedzieć. Mało tego pomoc też zaoferował. W sumie... będą ściśle współpracować w zasadzie. Takie te nowe stanowiska!
Kobieta też to potwierdziła odpowiadając na pytania i rozwijając nieco temat.
Chloe przytaknęła i słuchała dalej zatopiona w swój fotel. Przytaknęła znowu ze zbitą miną, gdy Irmina zręcznie ominęła bolesne wspomnienie rudej, a przynajmniej je złagodziła. Gdyby coś podobnego powtórzyło się znowu... to byłaby katastrofa, z której pewnie już Bractwo by się nie pozbierało.
Uśmiechnęła się blado dopiero kiedy padły kolejne wyjaśnienia. Oni naprawdę liczyli, że Feniks da sobie radę z tym zadaniem. Akcje w terenie, żaden problem. Obawiała się raczej tej drugiej strony... nigdy nie miała pod swoją opieką nikogo... w sensie... no że jeszcze dowodzić, organizować, za kogoś odpowiadać, może posłać w niebezpieczeństwo... o rany...
-Zabezpieczenia to raz... ale powinniśmy wprowadzić pewne procedury bezpieczeństwa na wypadek gdyby... różne rzeczy. Każdy powinien być przeszkolony jak się zachować w trudnej sytuacji. Walczyć? Uciekać? Przegrupować się? Rok temu nas zaskoczyli. Wybuchł chaos i panika. Wystrzelali nas jak kaczki, wyłapali jak dzieci. Samo wczesne ostrzeganie nie wystarczy, jeśli nikt nie będzie wiedział jak się zachować i co robić. - Dodała poprawiając się w fotelu. Żadna technologia nie wyręczy czynnika ludzkiego. Wszystko i wszyscy musieli "chodzić jak w zegarku".
Wysłany: 2020-05-18, 18:31
Multikonta: Brian, Nicholas, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Pomagać sobie trzeba. Liam odkąd jest w bractwie, przez miesiące zdążył się otworzyć na innych. I to właśnie dzięki Imari, która jako pierwsza go wyciągnęła z jego izolacji społecznej od której uciekał ze względu na swoją moc. Dlatego nie miał już oporu by pomagać komu może. Pokazano mu, że można z tą mocą żyć lepiej, jeżeli ma się wsparcie drugich osób. A ta druga siedziała obok niego, Alex.
Posłał uśmiech Chloe, która mu podziękowała. Skoro odpowiadał za nią, a ona jeszcze nie wiedziała jak sobie tutaj poradzić z nagłym awansem, wypadałoby jej udzielić rad i wsparcia.
Następnie wysłuchał Irminy, która powiązała ich stanowiska na ścisłą współpracę.
- Nie widzę problemu. Zaznajomię się lepiej z obiektem, sprawdzę co wymaga wymiany, co wzmocnienia, ale nie ukrywam że trochę dodatkowego sprzętu też się przyda.
I tutaj na pewno przydadzą się łowcy, do pozyskania tego co Liam może potrzebować. Sprawę programów pozostawiał Alexowi, co najwyżej pomoże mu je bardziej wzmocnić i dorzucić dobrze zaprogramowanego wirusa, że gdy ktoś będzie próbował dostać się do ich systemu, ściągnie na siebie intruza. Choć to już wymagało bardzo dużej pracy.
- Szkolenia jak najbardziej. Popieram.
Wsparł pomysł Chloe i nawet byłby skłonny pomóc w tym projekcie, jeżeli czas mu na to pozwoli i będą mieli zabezpieczenia ogarnięte, wzmocnione alarmy i mieć sto procent pewności że nikt ich nie znajdzie. Nie będzie ukrywał, że przydałoby się im zaklęcie ochronne z Harrego Pottera.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2020-05-18, 18:55
- Potrzebujemy usprawnień na każdym poziomie. Między innymi właśnie dlatego potrzebne było przegrupowanie i ustalenie nowej rady. Potrzebne jest nowe spojrzenie na sprawę. Przyznam... Że sama się na tym nie znam. Nie opuszczałam terenu bractwa od samego początku. - Wyznanie Irminy mogło się wydawać dla niektórych szokujące, choć z drugiej strony... Rzeczywiście była dla wszystkich dostępna niemal 24/7 - zarówno w Black Lake Bible Camp, jak i w obecnej siedzibie. - Tu ponownie wchodzi kwestia ścisłej współpracy pomiędzy radą. Potrzebne jest przygotowanie psychiczne, pomoc w opanowaniu mocy, które może zapewnić Imari. Potrzebny jest trening fizyczny, który możesz zapewnić Ty. Potrzebne są ścisłe procedury, którymi zajmie się Liam, i technologia, którą będzie się opiekował Alex. Potrzebne jest wsparcie sanitariuszy i wolontariuszy, by móc wychodzić na prostą. Wierzę... Że w kwestii przygotowania Bractwa na każdą okoliczność zdołamy wspólnie opracować najlepsze techniki. Każdy plan jest dobry, ale ostateczna decyzja względem wprowadzenia ich w życiu będzie należała do opiekuna konkretnego zadania. To... To chyba zdoła nam zapewnić najlepsze rezultaty w przyszłych działaniach. - Dodała, obejmując wszystkich swoim wzrokiem. Nie minęła też chwila, gdy skierowała swój uśmiech w kierunku do tej pory milczącej rudowłosej. - Amber... Chyba właśnie Liam podrzucił nam najbliższą misję dla łowców i informatorów. Z całą pewnością zdołasz się w jej trakcie wykazać. - Stwierdziła dość ciepło, samej notując w swoich notatkach kilka zdań, które zdążyły paść w trakcie tego zebrania.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum