Uśmiechnęła się smutno. Owszem mogła by wynająć... ALE... No właśnie. Zawsze jest ale.
-Mało kogo stać na wynajem takiego mieszkania. Czynsz nie jest mały podobnie jak rachunki. Mojego brata było na nie stać. Jak mieszkaliśmy razem to nawet nie pozwalał mi się dokładać. Nikt go nie wynajmie. Jedynie mógłby kupić to ktoś bogatszy ale...
I tu się kółko zamyka... Znając jej "pośpiech" w sprzedaży tego mieszkania, prędzej zbankrutuje i będzie musiała je sprzedać. Chyba, że w najgorszym wypadku, poprosiłaby kogoś by to zrobił. Częściowo za jej plecami.
Zaśmiała się słysząc jego stwierdzenie o pączkach.
-Pech dla ludzkości która chce mnie utuczyć - nie lubię pączków.
Stwierdziła rozbawiona. Cóż.... Zapewne dla wielu ludzi, osoba nie lubiąca pączków itp. była fenomemen. Padło na nią.
-Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Może dzięki temu nie stałeś się chodzącym klopsem....
Zażartowała po czym upiła łyka kawy obserwując jego reakcję z rozbawieniem w oczach.
- Skoro tak to wygląda... To może w nim zamieszkaj a swoje sprzedaj? Jeżeli stać Cię na opłacanie. Bo nie ma sensu mieć dwa mieszkania. Nie wypłacisz się.
Zwrócił i na to uwagę, jeżeli miała problem z zerwaniem sentymentu do mieszkania po bracie. W takiej sytuacji za wiele jej jednak nie pomoże. To ona musi podjąć ostateczną decyzję i tego chcieć. A jak widać, nie zanosi się na to. Jak zbankrutuje, nie będzie miała wyjścia i dopiero będzie płacz.
- Pączki są pyszne. Mają czasami ciekawe nadzienie. Chyba że wolisz coś innego?
Wybór w słodkościach w tej kawiarni mieli duży. Ale naciskać też nie chciał. Upił łyka swojej kawy, by kontynuować dalej znacznie przyjemniejszą i wesołą rozmowę. On wyglądający jak klops? Tego by nie przeżył.
- Powiedzmy, że coś w tym jest.
Zgodził się również rozbawiony.
-Nie wiem sama... Będę musiała coś wymyśleć.
Z jednej strony może i by chciała tak zrobić. Z drugiej, nie była pewna, czy dała by radę tam zamieszkać. Mimo, że od śmierci brata minęło już kilka ładnych miesięcy. Jednak wchodząc do tego mieszkania, wspomnienia dalej w niej buzują i dołują. Musiała wszystko dobrze przemyśleć....
Zaśmiała się krótko.
-Większość ludzi je lubi, ale dla mnie są..... Za tłuste.
Powiedziała po czym rozbawiona dodała.
-Zabrzmiałam jak jakaś anorektyczka...
Na całe szczęście tekt o klopsie z którym wyjechała, rozbawił rówież i jego. Przez chwilę obawiała się, że mogła go w jakiś sposób tym urazić, jednak jak to mówią, głupi ma szczęście.
- Czemu Wy kobiety często jesteście takie niezdecydowane. Podjęłabyś w końcu jakąś męską decyzję.
Rzucił jej w tym temacie trochę z żartem, by przestała się tym swoim problemem załamywać. Minęło sporo miesięcy, żałobę powinna już dawno zakończyć. Ruszyła do przodu, to bardzo dobrze. Ale czas też pomyśleć o sobie i swoich potrzebach. Brata nie ma, ale ma przecież innych bliskich. Wspomniała przecież o swoim przyjacielu.
- Za tłuste? Nie znasz się.
Skomentował ją krótko i z żartem, pokręciwszy głową, że nie zgadza się z jej komentarzem. I chciałby jej to udowodnić!
- Zdecydowanie.
Poparł jej słowa o byciu anorektykiem i zaraz podniósł rękę kierując spojrzenie do kelnerki.
- Pani pozwoli na chwilę?
Zawołał z uprzejmym uśmiechem. Kobieta jak tylko obsłużyła jednego klienta, podeszła do nich.
- Słucham Pana?
Zapytała. Z kolei Sebastian złożył nowe zamówienie.
- Poprosiłbym dla nas dobre ciastko do kawy, jakie państwo mają dzisiaj w ofercie. Zdam się na pani gust.
I puścił jej oczko. Na co kobieta się trochę zmieszała, ale z uprzejmością przyjęła zamówienie.
- Zaraz przyniosę.
I odeszła. Sebastian zadowolony spojrzał na Annę, co ona na to? Nawet nie pozwolił jej zaprotestować. Gdyby próbowała, to by ją powstrzymywał gestem dłoni i spojrzeniem. On stawia. Anorektyków trzeba karmić cukrem!
Zaśmiała się na jego słowa.
-W końcu będę musiała... Nie moja wina, że jestem sentymentalna.
Uśmiechnęła się do niego. Żałobę teoretycznie zakończyła. Ale jednak brat był jej najbliższą osobą. Oprócz niego, nie miałą nikogo z rodziny. Dziadków nigdy nie poznała. Ani od strony matki, ani ojca więc sądziła, że już dawno nie żyją. Matka zmarła gdy Ann była mała, później Colt trafił do więzienia a ona do ojca. Colt uciekł z więzienia więc ona wróciła do brata, ale pod innym imieniem i nazwiskiem. Jednak tak już się przyzwyczaiła do bycia Anną, że nie wiedziała czy potrafiłaby znów być Clarie.
Nie zdążyła mu nic odpowiedzieć bo już zamówił dla nich po kawałku ciasta.
-A to co jakaś zmowa przeciwko mnie, czy jak?
Spytała upijając łyk kawy. Miała oczywiście na myśli te ciasto. Teraz chyba każda znana jej osoba zacznie ją tuczyć. Przynajmniej tak jej przeszło przez myśl. Choć z drugiej strony, nawet jeśli by tak było, to może wyszłoby jej to na dobre?
Ciekawe czy przy następnym ich spotkaniu Anna powie mu, że podjęła męską decyzję i cokolwiek zrobiła z mieszkaniem brata. Wiecznie go trzymać nie może, jak już jej wspomniał. Pracę też pewnie nie miała bogato zarobkowej.
I tak, niby zmowa ale to on postawił na swoim, nie pozwalając nawet Annie dojść do głosu. Bo jak zaczną się zastanawiać nad wyborem ciasta, Anna będzie protestować.
- Jaka zaraz tam zmowa?
Wzruszył ramionami, wciąż się uśmiechając.
- Po prostu chcę być miły i zadbać o Twoją linię.
Wytknął jej zabawnie język. Nie to, żeby miał zamiar ją tuczyć, ale jak się już tak spotkali i nie bywa to często, dziewczyna nagle nie przytyje nie wiadomo ile kilogramów. A przynajmniej zaspokoi spragniony słodkiego swój żołądek. Czy to coś złego? Koledze się nie odmawia.
Podejrzewała, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Bradleya, to następnym razem gdy się spotkają, to zdąży sprzedać mieszkanie Colta i zrezygnować ze swojego wynajmowanego z Olympii. Wiele miało się w jej życiu zmienić z momentem wstąpienia do bractwa.
A praca jak praca. Wiele klientek miała w salonie, do wielu jeździła bądź one przyjeżdżały do niej więc o dziwo, starczało jej.
Zaśmiała się widząc jego minę. Cóż, no nie wypadało już odmówić skoro już zamówił.
-Z każdym następnym spotkaniem coraz bardziej mnie zaskakujesz...
Powiedziała w końcu. Po chwili pojawiła się kelnerka z zamówionym przez Sebastiana ciastem. Podziękowała z lekkim uśmiechem po czym znów spojrzała na kolegę.
Trzeba do życia podejść na wesoło. Sebastian też przeszedł trudne chwile, co jak widać, wyszedł z tego na tyle dobrze, że nawet mógł do pracy wrócić. Jeszcze może jakiś miesiąc i odrzuci kule wspomagające chodzenie. Nie poddawał się, a pamiętał kiedyś ich rozmowę. Oboje byli w trudnym położeniu, choć wsparli się sami słowami.
Tak i tutaj, chciał po prostu ją rozbawić i poprawić atmosferę, widząc jak niektóre jeszcze sprawy ją przygnębiają. Zamówione ciasto zostało przyniesione i wyglądało apetycznie. Morrison także podziękował i spojrzał na Annę.
- To dobrze czy źle?
Zapytał nadal z uśmiechem, w odpowiedzi na jej stwierdzenie. Miał nadzieję, że w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- Jeżeli chcesz mogę spróbować pierwszy.
Tak dla pewności, że nie jest zatrute. Bo kto wie jak bardzo ostrożna jest panna Payne jeżeli chodzi o jedzenie słodyczy.
Wziął widelczyk, odłamał kawałek, naładował w widelec i wziął do ust, rozkoszując się smakiem ciasta. Robił do tego taką minę, jakby był w siódmym niebie i jadł coś bardzo smacznego.
- Pycha.
Skomentował krótko i czekał aż teraz jego towarzyszka jedzenia wspólnie ciasta i picia kawy, zrobi to samo.
Ceniła, że Sebastian próbował ją podnieść jakoś na duchu i rozbawić. Również pamiętała, jak pomimo ciężkiego okresu, wspierali się wzajemnie. Ona jego w okresie przed i po operacyjnym, a On ją w okresie gdy straciła brata. Jednak gdyby tylko wiedział, że w tym samym czasie aktywował się u niej gen.... Jednak bała się mu powiedzieć. Nie wiedziała, czy może mu ufać na tyle.
-Raczej dobrze..
Uśmiechnęła się po czym upiła łyk swojej kawy i chwyciła do ręki widelczyk. To nawet dobrze, że ją zaskakiwał. Dzięki temu nie było nudno.
-Nie boję się spróbować ciasta...
Powiedziała rozbawiona by po chwili odłamać kawałek ciasta i spróbować.
-Rzeczywiście dobre.
Zwykle starała się unikać tego typu słodkości, ale jak raz zje, to chyba nic się nie stanie, prawda?
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że oboje są mutantami a tego nie wiedzą. Wiadomym jest, że Sebastian ze swoja pozycją adwokacką nieźle krył się ze swoją zdolnością, co dzięki nawet niej udało mu się osiągnąć wysokie wykształcenie, udając nadal człowieka. U Anny nie widział niczego co by zdradzało ją iż mogłaby być mutantem. Prawda też taka, że o ile z początku łączyła ich tylko sprawa zawodowa, tak teraz byli na etapie znajomości typowo koleżeńskiej, wspierając się i pomagając. Może kiedyś w jakiejś sytuacji, poznają wzajemnie swoje sekrety?
Słysząc pozytywną odpowiedź, cieszył się że ją nie zraził od siebie i przyjęła jego niesamowicie rozbawiający humor, gdzie jest cały cas zaskakiwana. Nie byli w pracy, na spotkaniu służbowym.
- Raz jak zjesz, to nic Ci nie będzie. A jedynie uzupełnisz zapasy cukru i tłuszczyku.
Skomentował zadowolony, że i jej smakuje. Więc mogli jeść dalej dopijając swoje kawy.
Może kiedyś. Na razie, nie była pewna sama siebie jak i swojej mocy. Więc nie było mowy o opowiadaniu o niej. Póki co, wiedział tylko Bradley. I tak miało pozostać, póki nie dostanie się do bractwa i choć w pewnym stopniu, nie nauczy sie panować nad swoją mocą. Przez to nawet nie miała zamiaru pakować sie w żadne tarapaty które mogły by w jakimś stopniu wyjawił jej moc. A już w szczególności, próbowała nad soba panować nie ważne gdzie była.
- Wiem...
Powiedziała uśmiechając się lekko do niego
Krótka odpowiedź i znów zrobiło się dziwnie spokojnie, gdzie skupili na zjedzeniu ciasta, dopiciu swojej kawy. Obserwując Annę, niby udawało mu się ją rozbawić, pocieszyć i sprawić by się uśmiechała, to jednak miał wrażenie że coś jeszcze ją gnębi. Nie chciał być wścibski czy coś, żeby wyciągać od niej te problemy, może sama mu kiedyś powie. Zdążył polubić jej towarzystwo i nie miałby nic przeciwko utrzymywaniu tej znajomości.
- Miałabyś ochotę gdzieś pojechać?
Zapytał od tak, z ciekawości by nie zasiedzieli się z nudów. Chciał też wiedzieć, czy ma może jakieś marzenia co do zwiedzania. Czy chciałaby udać się na nieznane ziemie i ujrzeć ich piękno na własne oczy. Każda w sumie dziewczyna o czymś marzy. Nie mogło być inaczej.
Owszem gnębiło. Może gdyby spotkali się w taki sposób kilka miesięcy temu, nim aktywował się jej gen X, wszystko wyglądało by inaczej. Zupełnie inaczej . Ale cóż... Może kiedyś w pełni nauczy się z tym żyć?
-Masz na myśli coś w stylu wakacji? Jeśli tak to od dziecka chciałam pojechać na wyspy Bahama. Sama nie wiem czemu.
Odpowiedziała uśmiechając się lekko. Cóż, prawda byłą taka, że w tej kwestii zawsze koleżanki dziwiy się, dlaczego akurat tam,kiedy wszyscy inni marzyli o Egipcie czy Rhodos.
-A Ty?
Spytała wciąż się uśmiechając. Fakt, Anna nie była inna. Również miała swoje marzenia. Jednak dla niej wciąż to były marzenia i dodatkowo były one takie, których nijak nie mogła spełnić. Przynajmniej nie teraz, i nie w tym życiu.
Wyspy Bahama. Podobno są piękne jak się widzi w programach czy na zdjęciach. A wyobraża kiedy znajomi tam byli. Piękne marzenia.
- Skandynawia. Ciekawi mnie tamtejsza kultura i chciałbym na żywo zobaczyć zorzę polarną.
Odpowiedział na jej pytanie. Dla niego było obojętne jaki kraj, ale może bardziej by stawiał na Norwegię, gdyż to tam widać co interesujące zjawisko pogodowe.
Dokończyli swoje kawy i ciasta, pogadali jeszcze trochę aż stwierdzili, że zrobiło się trochę późno. Wstali, Sebastian zapłacił za zamówienia i zabierając ze sobą kule, o które się podpierał, opuścił lokal z Anną. Gdzie jeszcze spacerując, rozmawiali sobie na przeróżne tematy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum