Tak, ten wybuch to było konkretne jebut. Aż trochę mi się żal na moment zrobiło niewinnych ludzi, ale, cóż, nie mogłem przecież wpaść do nich na chatę, powiedzieć, że sorka, ale wysadzamy, więc się ewakuujcie czy coś. Po prostu ofiary. Mieszkali sobie w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie, więc – jako że miałem znacznie więcej na sumieniu, które raczej nie miało w zwyczaju się zanadto przejmować, bo by osiwiało, zaś potem wyłysiało – przeszedłem z tym całym faktem zaistniałym do porządku… nocnego, bo było dosyć późno.
Odetchnąłem głęboko, po czym spojrzałem na Młodego. Rozbawiony. Dał czadu z tym wysadzeniem. Już myślałem, że coś spierdolił, że nie wybuchało, a tu… WOW.
- Uszanowanko – podsumowałem, po czym spoważniałem na drobną chwilę, by też Vincent wziął mnie na poważnie. Zauważyłem, że uśmiech i głupawka nie szły po drodze z braniem człowieka poważnie, więc stąd ten mój stan psychopaty i ogólnie… - Teraz pozwolę sobie na przedstawienie ci kilku faktów. Nico za słabo uświadomił swoje misie, o co tak naprawdę chodzi w rebelii, a potem wychodzi… TO WYCHODZI – stwierdziłem, pokazując w stronę wybuchu. Tak, dokładnie. Gdyby nie było niedopowiedzeń, najpewniej nie wydarzyłoby się to wszystko, co wymienił Vincent Edams. Z jednej strony, byłoby super, gdyby wszystko szło jak w zegarku… Z drugiej jednak, nie szykowalibyśmy się do jedzenia pizzy po niemałym mordowanku. Nic tak nie zbliżało ludzi, jak wspólne, epickie akcje.
- Jestem bossem mafii, a rebelia to nasza skromna odnoga, więc jakby należy mi się szacunek i posłuszeństwo. Przynajmniej w obliczu spraw poważnych, bo też nie jestem jakiś tyranem, by wszystko znowu brać na poważnie. Zdążyłeś mnie już trochę poznać – stwierdziłem, klepiąc go po ramieniu. Ale to moment, bo zaraz wskazałem stronę, w której miałem zaparkowane auto. Ruszyliśmy czym prędzej w jego kierunku, gdyż ruch ręką uświadomił mi, że Pani Szwadronowa mnie nieco pokiereszowała.
- I sorry, że się tak wczułem w to duszenie… Dawno nikogo nie dusiłem. I musiałem odreagować. Ale chodźmy. Zapraszam do siebie. Jestem ranny i przebrany za ninja, więc myślę, że to nieodpowiedni strój do pizzerii. Dam znać minionom, to nam ogarną jedzonko – stwierdziłem rozbawiony. Może powinienem częściej nazywać chłopaków Minionkami? I może powinienem obdarzyć ich podobnymi uniformami?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum