Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #1
Autor Wiadomość
Ophelia Engel



Don't bless me father for i have sinned...

akustykokineza

47%

Obiekt badawczy





name:

Ophelia Engel

alias:
3Ch0, Echo

age:
17

height / weight:
173/48

Wysłany: 2020-04-26, 19:04   
   Multikonta: Sami, Vera
  

   1 Rok na Giftedach!


Miałam się poddać. Krwawa scena miała być ostatnią, którą widziałam przed oczami. Ale ten krzyk... Ten przerażony, płaczliwy krzyk znajomego głosu...
- Van... - Moje usta wygięły się w grymasie, układając w to tak znane niegdyś mi imię. Zdołałam już tylko odwrócić wzrok w kierunku zapłakanej, małej dziewczynki, by w końcu sobie przypomnieć...
Serce mi się krajało. Ale nagle... Śmierć nie wydawała się taka straszna, gdy już wiedziałam kim byłam.
Przepraszam Van, że Cię zawiodłam...
Chciałam wyciągnąć rękę w jej stronę, ale nie miałam już na to sił. Tylko pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, nim wszystko się skończyło.
Ostatnie tchnienie opuściło moje płuca, gdy widziałam rozpacz na jej twarzy. A ona... Nawet nie wiedziała, jak wiele dla mnie zrobiła w tej ostatniej chwili...
_________________
*Dane personalne Echo nie są nikomu znane.


I'm a prisoner.
Won't you set me free.
You can have my body,
But you can't have me.
Echo.
[mru]
[Profil]
  [B+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-04-26, 21:24   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


- Miejmy nadzieję że tak.
Nicholas zdążył jeszcze odpowiedzieć Elaine na jej pytanie o to, kim może być wspomniana przez Mary w wiadomości Jaszczurka.
Gdy z Weasleyową dotarli na miejsce. Nie ma co ukrywać, że Nicholas poczuł ulgę, kiedy ujrzał córkę całą i do tego nie było przy nich DOGS. To nie zmieniało faktu, że w ogóle coś się działo nieprzyjemnego. Elaine od siebie wyjrzała za róg by zobaczyć co dzieje za rogiem. W tym momencie też Mary wyjaśniła krótko sytuację a następnie córka zaczęła mu krzyczeć o Echo jakoby ją widziała, a zaraz po tym wyślizgnęła się jakimś cudem Mary i pomknęła w niebezpieczną stronę.
- Van!
Krzyknął za córką i ruszył za nią, naciągając chustę na twarz. Zatrzymał się przy dziecku kiedy mu zaczęła wymiotować i sam przeniósł spojrzenie w stronę całego miejsca zdarzeń. Był w szoku. I tylko jedno mógł powiedzieć:
- Ja pierdolę...
Elaine miała rację jak wspomniała i potwierdziła o tym, że to Chris. Spojrzał na Vanessę, która mu wymiotowała, co na razie ją zatrzymało przed jakimikolwiek
działaniami, ale uwagę znów przeniósł w stronę horrorystycznej scenerii. Obserwował zachowanie mutanta jak i szwadronu. Strzelali do niego, lecz to w niczym nie pomagało. Mary postanowiła więc wziąć sprawę w swoje ręce.
- Tylko go nie zabij. Zaciągnij w jakieś miejsce i daj mi znać cokolwiek się stanie i gdzie będziecie.
Nie zatrzymywał rudej i pozwolił jej działać. Z jej umiejętnościami, wierzył że sobie poradzi. Ale żadne z nich chyba nie myślało, że Jaszczur skieruje się w ich stronę. Nicholas założył szybko porządne i skórzane rękawice, chwycił córkę za ramiona przez jej ubrania i dzięki nawet pomocy glifowi Mary, zostali przesunięci na bezpieczną w sumie odległość. Zaraz po tym też Nicholas zabrał córkę za narożnik budynku do Elaine, jeżeli tam nadal była. A będzie mu dziewczyna potrzebna. Pierw musiał przegadać swojemu roztrzęsionemu dziecku.
- Vanessa. Jeżeli chcesz pomóc, postaraj się uspokoić swoje emocje. Głęboki wdech i wydech.
Nie było czasu na karcenie a szybkie działanie. Jak będzie po wszystkim to dopiero porozmawia sobie z córką. Tutaj ważny był czas. Spojrzał na Elaine a następnie wyjrzał znów przed narożnik oceniając szybko sytuację. Mary i Chris powinni być dalej od tej dzielnicy. Problem pojawił się z gapiami i kto wie czy ktoś nie wezwał służb ratowniczych. Zwrócił się pierw do córki:
- Vanessa idziesz ze mną...
Jak tak na nią patrzył i przypomniał sobie co zrobiła chwilę temu, sytuacja mogłaby się powtórzyć. Vanessa jako dziecko nie jest przyzwyczajone do drastycznych widoków. Z oddali widział co tam się działo i w jakim stanie byli Echo i nieznajomy mundurowy. Krwi wokół nich było sporo. Ale z drugiej strony, ona ma prawie dziesięć lat. On w wieku trzynastu zabił człowieka i też widok martwego nauczyciela był dla niego szokiem. Lecz też zbudowało jego charakter. Może to tak samo zadziała w przypadku jego córki?
Zdjął swoją chustę, jeżeli Vanessa nie miała czym zasłonić swoją twarz i nos.
- Załóż. I zawiąż mocno na usta i nos.
Poprosił córkę i spojrzał zaraz na Elaine.
- Ciebie proszę o obserwację okolicy. Daj jakoś znać, jak będziesz widziała że coś jedzie, DOGS czy inne służby. Taka akcja ma teraz rozgłos. Jak dasz sygnał, od razu wycofaj się dyskretnie do baru. Jeżeli nic się nie stanie to czekaj tutaj na mnie.
Nie czekając na odpowiedź Elaine i jeżeli córka do posłuchała, wychylił się i zaczął wytwarzać wokół siebie trującą mgłę. Robił to w postaci tunelu osłaniającego go i Vanessę wokół siebie, zmierzając w stronę leżącego ciała Echo. W trakcie drogi wykonał telefon z krótką notą do Roberta, że pilnie potrzebuje samochód na wskazaną ulicę i ma zabrać ze sobą maski. Po tym zaś schował telefon i jak znaleźli się przy ciele Echo, dotknął jej szyi gdzie to było możliwe i sprawdził puls. Być może już nie żyła. Co tylko potwierdziło jego westchnięcie. Poszerzył zasięg mgły, aby mieć więcej przestrzeni dla siebie i dwóch leżących ciał. I tak, by mieszkańcy którzy się zebrali szybko się rozproszyli. Utrzymanie mgły w otwartym terenie będzie kosztowało go trochę więcej energii, ale przynajmniej uprzątnie ten bałagan. Jeżeli Vanessa nie wykonała mu niczego utrudniającego pracę, wziął Echo na ręce i podszedł do ciała mężczyzny, który wyglądał paskudnie. Ciało kobiety położył nieopodal. Podszedł do niego sprawdzając czy on żyje. I tu była cząstka nadziei.
- Zatamujesz mu ubytek krwi? Wiem że to drastyczny widok, ale chociaż jemu możesz pomóc. Możesz zamknąć oczy i rzygać na niego. Tylko pospiesz się, bo czasu mamy mało.
Poprosił córkę nasłuchując też otoczenia. Wiedział że to trudne, ale musiała pokazać że jest odważna jak na dziewięciolatkę.
Zatruta mgła była gęsta i utrudniała widoczność z każdej strony. Była stworzona na wzór kolistej bariery uniemożliwiając zobaczenie z każdej strony co dzieje się w jej wnętrzu. To miało też pomóc Nicholasowi utrudnienie w rozpoznaniu jego osoby. Musiał nie tylko być wyczulonym na dźwięki z zewnątrz, sygnał Elaine ale i pilnować córki jak i kontrolować swoją moc. Wewnątrz mieli czystą przestrzeń pozwalającą oddychać, lecz nie wiadomo na jak długo. Zamknięta kopuła w otoczeniu trującej mgły może szybko zmienić tlen w truciznę i zabić tutejszego szwadronowca. Vanessę chroni chusta jej taty. Znała właściwości swojego ojca i od niej teraz zależy, czy podoła zadaniu.
Z Laguny do miejsca zdarzenia jest dosłownie kawałek. Robert powinien zdążyć na czas i wjechać w mgłę. Kiedy Nicholas wspomina o maskach, powinien domyślić się, że użyje swojej mocy, a to nie zdarza się często. Coś ważnego i niebezpiecznego musiało się wydarzyć, kiedy lider wydaje takie polecenia.
Jeżeli zaś sytuacja stanie się trudna i skomplikowana, w postaci zjechanego DOGS czy innych służb, Nicholas nie będzie tracił czasu i dobije szwadronowca od razu z broni, dlatego też wyjął ją na wypadek szybkiego działania. Lecz ciało Echo zamierzał zabrać ze sobą. Była jedną z nich.
[Profil]
  [AB+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-04-27, 18:33   

Chaos. Jeden wielki chaos. Elaine patrzyła na to wszystko zdezorientowana. Chciała pomóc. Chciała przede wszystkim ochronić Chrisa. Chciała wybiec na ulice, krzyknąć do niego, aby się opamiętał, ale nie zdążyła. Mary zaatakowała wielkiego jaszczura i przegnała go. Elaine wiedziała, że on nic im nie zrobi. Był przerażony, chciał uciec, a nie atakować. To wszystko działo się tak szybko. Chciała mówić, ale głos ugrzązł w jej gardle jak wtedy, gdy zginął jej kot. W tym czasie Van zaczęła wymiotować i nic dziwnego. Elaine też chciała, ale powstrzymała się.
Te wszystkie emocje sprawiły, że w jej głowie pulsował ból. Był tak przeraźliwie piskliwy jak nigdy. Jej własne uczucia, uczucia przerażonej Van, gniew i strach Nicka, panika Chrisa i ludzi na ulicy. To łapało ją od środka, zgniatało i tłamsiło. Myślała, że panowała nad swoją mocą. ale nigdy nie była obecna podczas takiej rzezi. Czuła się jak dziecko, gdy to wszystko do niej docierało. Śmierć, konający człowiek, krew. Uderzało ją, a ona to pochłaniała. Czuła jak zatraca się wtych wszystkich emocjach, jak je zgarnia do siebie i odczuwa. Starała się też by nikt jej nie dotykał, nie chciała czuć pragnień innych. Chciała spokoju, chciała czuć, że Chris będzie bezpieczny, że ludziom na ulicy nic się nie stanie, że mała Van będzie miała oszczędzone widoków, które wywołując śniadanie z rana.
Skinęła głową na słowa Nicka, których zbyt wyraźnie nie słyszała. Wszystko było przytłumione. Gdy zabrał ze sobą Van, a wokół zrobiła się jakaś mgła Elaine cofnęła się przestając obserwować otoczenie. Nie chciała w to coś wchodzić, nie chciała mieć styczności z tym, co tworzył Nick. Nie znała tego. Kręciło się w jej głowie. Posmak śmierci bił ją w nos, posmak strachu powodował, że miała ochotę zwymiotować. Nie rozumiała postępowania Nicka. DOGS na pewno zajmą się swoim człowiekiem. Powinien zostawić Van i Elaine powinna uciec z dziewczynką bocznymi uliczkami z dala od całego zdarzenia. Powinien ją chronić, a nie brać do centrum całego zdarzenia. Wycofała się.
Potem wyczuła ciemność, ciemność którą znała i którą ją otoczyła niczym skrzydła anioła. Wiedziała kto to. Poczuła pewnego rodzaju dziwny spokój.

Postać opuściła temat.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-04-28, 20:37   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Mary udało się uciec wraz z Chrisem na mniejszą alejkę. Choć jaszczur przed nią ewidentnie uciekał, wciąż musiała uważać, aby nie znaleźć się za blisko. Mutant w każdej chwili mógł odwrócić się i postanowić zaatakować. Tak się jednak nie stało, dziewczyna wiedziała, co robi i należy jak postępować. Może miała już doświadczenie w ściganiu przerośniętych jaszczurek?
W pewnym momencie dało się dostrzec, że Chris dosłownie maleje. Choć wciąż przypominał jaszczurkę, zrobił się znacznie chudszy i swoją posturą dorównywał już człowiekowi. Mutazyna widoczna w postaci strzałek wbitych w jego ciało zaczęła działać? Nie, to raczej nie to. Musiał to być efekt wyczerpania. Mutant w pewnym momencie po prostu padł pyskiem na chodnik, zaprzestając dalszej ucieczki. Wreszcie zabrakło mu sił.
Nie oznaczało to jednak, że się poddał. Był wyjątkowo uparty. Dokładnie jak wtedy, kiedy zaatakował Nicholasa. Mimo nikłych szans, postanowił pokazać Mary swoje kły i otworzyć szeroko pysk, grożąc jej ugryzieniem, jeśli zdecyduje się go choćby tknąć. Cierpiał, to pewne, lecz swoim zachowaniem nikomu teraz nie pomagał. W tym również sobie. Może gdyby rudowłosa zaczęła do niego mówić to bardziej by jej zaufał, a może nawet rozpoznał znajomy sobie głos, ale czy było warto się tak narażać na rozpoznanie ze strony osób trzecich? Mutant nie mógł się już podnieść o własnych siłach, więc praktycznie nie stanowił już zagrożenia dla otoczenia. Pytanie tylko czy oboje byli już wystarczająco bezpieczni, aby czekać tu na miejscu na pojawienie się Nicholasa oraz pozostałych? Czy u nich sytuacja była pod kontrolą? A może potrzebowali pomocy Mary?
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-04-28, 20:52   
  

   1 Rok na Giftedach!


Czuła jak żołądek odmawia jej posłuszeństwa, jak wszystko podchodzi do góry i znajduje ujście. To było straszne do tego słyszała słowa Echo a jej serduszko niemal stanęło gdy ostatnie co zobaczyła to konającą kobietę. Dopiero potem usłyszała przekleństwo ojca. Co on tutaj robił? Kiedy przyszedł i co się działo? Szok, przerażenie i rozgrzane ciało, jej ciało. Oprzytomniała w chwili gdy tato wstrząsnął nią nieco. Wzięła wdech i wydech tak jak jej kazał by po chwili pognać za nim w stronę...rannych. Przerażona słuchała co mówił. Zawiązała zdecydowanym ruchem chustę na twarzy i podbiegła do wykrwawiającego się mężczyzny nim jeszcze ojciec się odezwał. Wiedziała, że Echo już nie pomogą, że nie będą w stanie bo widziała jak odchodzi. Ale on..może chociaż jemu. Ale jak? Ona była za słaba, jak miała mu pomóc?! Na słowa jakie padły z ust ojca uniosła na niego wzrok. Miała zatamować krew? Jak?! Do diaska jak miała to zrobić? Panika zaczęła znów nią władać, ale musiała pokazać że jest dorosła. Duża. W końcu tuż przed nią umierał DOGS...chociaż...jeden w tą, czy tamtą..ale znowu..nie, nie mogła na to pozwolić. Wzięła wdech starając się uspokoić ale nie mogła. Po prostu złapała kikut nogi i przypaliła dłońmi rany. W pierwszej chwili poczuła ciepłą lepką ciecz, która otoczyła jej dłonie. Przerażona cofnęła dłonie, ale widząc, że to co robiła pomagało bo krew nie leciała już z tych miejsc, to nie czekając dłużej z obrzydzeniem i przerażeniem po prostu zaczęła dotykać miejsca, które były najbardziej narażone na utratę krwi. Gdy przeszła do dłoni czy też tego co po niej zostało spojrzała na mężczyznę i znów złapała za kilkut w kilku miejscach. Wiedziała, że ból musiał być nieznośny, ale czy on to w ogóle czuł? Może początkowo, później raczej wątpiła bowiem ból był na tyle nieznośny, że mało kto by wytrwał. A już w ogóle ktoś z takim ubytkiem krwi.
[Profil]
  [AB+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-04-30, 03:31   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Mary pobiegła za uciekającą jaszczurką. Na polecenie Nicholasa kiwnęła jedynie głową zatrzymując na nim na chwilę wzrok gdy go mijała. Prowadzenie Chrisa w boczną alejkę okazało się nie takie trudne. On sam też chciał raczej usunąć się z widoku więc nawet nie trzeba było mu zbytnio sugerować trasy. W razie czego mogła postawić na drodze mutanta ścianę żeby skierować go w odpowiedni zakręt. Najtrudniej było nadążyć za gadzim mutantem, który na prostej ze spokojem wyprzedziłby dziewczynę. Jednak tutaj nie miał całkiem otwartej przestrzeni, a do tego zaczął opadać z sił. Wkrótce byli w jednej z bocznych alejek. Na szczęście gapie nie mieli w sobie dość determinacji, by za nimi pobiec. A może to kwestia instynktu samozachowawczego? W każdym razie byli sami nie licząc jakiegoś chłopaka, który miał pecha zostawić swój rower właśnie w tej alejce. Ten jednak czym prędzej się wycofał nie chcąc mieć nic wspólnego z tą sytuacją. Mary odprowadziła go wzrokiem, upewniła się czy faktycznie zostali sami, a następnie skupiła się na Chrisie.
Był jak spłoszony pies przyparty do muru. Gdy tylko spróbowała się zbliżyć obnażył kły w zwierzęcej groźbie. Nie mogła do niego tak po prostu podejść. Jeszcze raz rzuciła okiem w głąb alejki po czym... usiadła na tyle blisko, na ile podeszła nim pokazał zęby. Stworzyła glif na ziemi i posadziła na nim tyłek. Była gotowa oddalić się na nim gdyby sytuacja rozwinęła się źle. Na razie starała się przekonać gada, że nie chce go skrzywdzić.
-Hej, nie bój się.- nie krzyczała, ale starała się mówić na tyle głośno by słyszał. Widząc, że na takie zapewnienie nie zareagował zbytnio zmarszczyła brwi próbując sobie przypomnieć co wcześniej sprawiło, że zatrzymał się na chwilę. No tak.
-Chris... pozwól sobie pomóc.- powiedziała łagodnie zsuwając maskę z twarzy. Nie znali się zbyt długo ani jakoś szczególnie dobrze, nawet jej twarzy nie znał. Tyle tylko co oczy i trochę rudych kłaków opadających na czoło, mniej więcej jak teraz.
-Nie możemy tu zostać.-kontynuowała -Ale jeśli nie dasz mi do siebie podejść nie będę w stanie Cię stąd zabrać.- jeśli choć trochę się uspokoił powoli wyciągnęła rękę w jego stronę. Nadal dzieliła ich odległość, że nie była w stanie go tak sięgnąć, ale jeśli chciał kontaktu, wystarczył krok w jej stronę. Może dwa. Jednak Mary nie chciała stracić dłoni i jeśli ruch ten był zbyt gwałtowny, była gotowa natentychmiast cofnąć rękę.


Użytych glifów: 7
[Profil]
    [B+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-04-30, 19:09   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Trudno było tu już mówić o prawdziwej agresji kierowanej do dziewczyny. Mutant po prostu się jej obawiał. Szczerzył kły i nie spuszczał z niej wzroku, lecz nie odważył się choć odrobinę poruszyć. Ani w celu ataku, ani w celu ucieczki. Wiedział, że cokolwiek by nie zrobił, miał nikłe szanse. Role się odwróciły. Przypominał posąg, który ożył jedynie w momencie, gdy dziewczyna naruszyła jego przestrzeń bezpieczeństwa. Wtedy gad od razu zareagował, prezentując jej swoje kły. Kiedy jednak zachowała ona odpowiednią odległość i usiadła, potwór opuścił wargi, chowając swoje kły i nagle zaprzestając dalszych gróźb. Jeszcze przez chwilę się w nią wpatrywał, aż w końcu odwrócił wzrok, lecz na tyle, aby wciąż mógł widzieć kątem oka jej ruchy.
Ciało stworzenia lekko drżało. Nie wiedziało, co miało zrobić, jak się zachować. Jaszczur przez chwilę chciał zająć się lizaniem ran, o czym świadczyła próba zbliżenia pyska do ramienia, gdzie trafił go jeden z pocisków, jednak szybko zrezygnował. Nie czuł się na tyle komfortowo. Dla własnego bezpieczeństwa był gotów zignorować ból, jakby każdy następny ruch miał być jego ostatnim.
Gad nie zareagował w żaden sposób na pierwsze słowa rudowłosej. Jakby był głuchy lub w ogóle ich nie rozumiał. Dopiero usłyszawszy swoje imię, zwierzęce ślepia mutanta zwróciły się ku Mary. Jaszczur już drugi raz tak zrobił, więc to nie mógł być przypadek. Ten konkretny zbiór liter zdobywał jego uwagę niczym magiczne zaklęcie. Elaine nie mogła się mylić. To musiał być Chris. Gdy dziewczyna ściągnęła maskę, stwór wpatrywał się w najdrobniejsze szczegóły jej twarzy. Na usta, oczy, nos. Jakby próbował coś sobie przypomnieć. Mary natomiast kontynuowała, mówiła do niego i bez względu na to, ile z tego rozumiał - spokojny ton jej głosu mógł mieć tutaj spore znaczenie. Trudno było przewidzieć jak dokładnie zachowa się jaszczur, dlatego rudowłosa mimo wszystko była bardzo ostrożna.
Mary poczekała na odpowiedni moment i wkrótce wyciągnęła pustą dłoń w stronę stwora. Gad w pierwszym odruchu odwrócił pysk w przeciwną stronę, jakby chciał się podnieść z ziemi i uciec, ale po chwili ponownie spojrzał na rękę. Pozostała nieruchomo, nie zbliżała się bardziej. Czy ta krwiożercza bestia mogła chcieć jakiegokolwiek pozytywnego kontaktu? Chris ostrożnie podniósł się i oparł na czterech łapach, aby niepewnym krokiem podejść do dziewczyny. Nie warczał, nie syczał, nie patrzył prosto w oczy. Głowę miał niżej niż jej dłoń. Wyglądało to tak, jakby chciał się cały pod nią schować i w zasadzie to właśnie zrobił. Po badawczym obwąchaniu dłoni położył się na boku tuż obok Mary, a jej ręka była niczym bezpieczny dach nad jego głową, Przestał się trząść i kulić w sobie, uznając Mary za najlepszą, jak nie jedyną możliwą kryjówkę. Jedyne co teraz robił to chłodził swój gadzi organizm przez otwarty pysk, mając półprzymknięte powieki. Położenie się na ziemi także miało mu pomóc poradzić sobie z przegrzaniem, o które u gadów było wyjątkowo łatwo. Jeśli Mary zdobyła się na odwagę, mogła spróbować go pogłaskać. Nic by się wtedy nie stało i być może zdobyłaby w ten sposób większe zaufanie mutanta. Trudno byłoby jednak zachęcić gada do ewentualnego wstania i wspólnego znalezienia bezpiecznej kryjówki. Choć dysząca jaszczurka wyglądała w pewien sposób uroczo, w rzeczywistości ledwo miał siły, by mieć oczy cały czas otwarte. Oddychanie przez pysk u gadów to nie to samo co dyszenie u psa. To nie był dobry znak, a jeśli doliczyć do tego rany postrzałowe, Chrisowi mogło zostać niewiele czasu. Mutant jednak wciąż się trzymał. Położył swój wielgachny pysk na nogach dziewczyny, a jeśli ta miała je schowane, oparł głowę o jej bok, jakby się w nią wtulając. Nic osobistego, po prostu wygodniejsze podłoże od twardego betonu. Nawet nie patrzył na to w ten sposób, że opiera się o człowieka.
Tak, to ta sama bestia, która wcześniej z zimną krwią zaatakowała patrol D.O.G.S.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2020-05-01, 01:15   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


Wygląda na to, że się udało. Przynajmniej częściowo. Chris na dźwięk swojego imienia uspokoił się, a sam fakt reakcji na właśnie taki zbiór głosek potwierdzał przekonanie Elaine, że to naprawdę był on. Spokojny ton zadziałał i jaszczur podszedł do niej obwąchując wyciągniętą w jego kierunku dłoń. Palce dziewczyny drgnęły w obawie przed zębami. Jednak mutant nie warczał, nie syczał ani nie obnażał kłów więc Mary nie cofnęła ręki. Mimo spokojnego tonu była lekko spięta. Zwłaszcza w momencie gdy wielki gadzi łeb znalazł się niebezpiecznie blisko jej brzucha. Nie wykonywał gwałtownych ruchów, ale mimo wszystko rudzielec wciąż miał w pamięci widok zakrwawionej ulicy i DOGSa pozbawionego nogi. To chyba nic dziwnego, że nie chciała podzielić tego losu. Jednak coś jej mówiło, że Chris nie zamierza walczyć. Nie miał sił i najwidoczniej zdołała go przekonać, by jej zaufał.
Mary usiadła krzyżując nogi przed sobą więc jaszczur miał całkiem wygodną poduszkę większość masy łba opierając na jej prawym udzie. Dziewczyna przez chwilę nie była pewna jak się zachować. Naciągnęła chustę z powrotem na twarz. Głupio zrobiła, że w ogóle ją zdjęła. Ktoś mógł zobaczyć jej twarz choćby przypadkiem... No ale może dzięki temu jaszczur jej zaufał. Delikatnie położyła dłoń na głowie gada.
-Biedaku... Nieźle oberwałeś. Ale nie bój się. - mruknęła. Starała się nie przerywać mówienia równocześnie oceniając które z jego obrażeń są najgorsze - Możesz mi zaufać, Chris. Nie pozwolę Cię skrzywdzić. El też tu była. To ona Cię rozpoznała.- kontynuowała starając się delikatnie strącić strzałki z mutazyną, które jeszcze tkwiły między łuskami. Nie podobała jej się rana na ramieniu mutanta, ale bała się też co ten zrobi gdy poczuje ból. Wspomnienie z zabiegówki nie napawały optymizmem. Westchnęła.
-Walka się skończyła, ale jeszcze nie uciekliśmy. Tu nie jest bezpiecznie. - ton wciąż był spokojny, ale stał się bardziej rzeczowy. Mary poruszyła się lekko dając znać, że chce się podnieść -Musimy stąd odejść, Chris.- glif pod tyłkiem musiała zmienić na nowy. Ich żywotność niestety nadal nie powalała -Chodź, Chris. Zabiorę Cię stąd. Trzeba się Tobą zająć.- wstała powoli jeśli jej na to pozwolił i lekko się cofnęła. Wyciągnęła jednak rękę starając się go zwabić do zejścia do kanału znajdującego się niedaleko, jak to czasem w małych uliczkach. Tam zamierzała się schować, może przetransportować jaszczura na chociaż względnie bezpieczną odległość i gdzieś w kryjówce wojowniczych żółwi ninja go opatrzeć. O ile znalazłaby coś nadającego się do powstrzymania krwawienia. W najgorszym razie poświęci swoją koszulę.
[Profil]
    [B+]
 
Brian Kersey



...

Członek Oddziału Taktycznego Niebieskiego Szwadronu





name:

Brian Anthony Kersey

age:
35 lat

height / weight:
182/96

Wysłany: 2020-05-01, 10:31   
   Multikonta: Liam, Nicholas, David, Seba
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


To był koszmar, to jest koszmar. Brian słyszał przytłumione dźwięki. Ręka i nogi pulsowały bólem nie do opisania. Prawie nie czuł swoich kończyn. Nie stracił ich dosłownie ale pewną ważną dla każdego człowieka część. Jeżeli ma umrzeć, to niech stanie się to szybko. Coś jednak nie pozwalało mu odejść z tego świata.
Ktoś podszedł do niego. Uchylił ledwo powieki, słysząc męski głos. Rozumiał co drugie czy trzecie słowo. Coś o tamowaniu krwi. O rzyganiu już nie zarejestrował.
- Zabij mnie...
Wydusił z siebie ledwie słyszalnie. Nie chciał by ktoś mu pomagał, tylko go zabił. Jako żołnierz i szwadronowiec przecież zawiódł. Nie potrafił powstrzymać bestii, którą podobno był mutant. Ten mężczyzna mógłby mu ulżyć w bólu. Brian ocalałą ręką go nawet dotknął za materiał ubrania, wręcz błagając.
- Zabij... Nie zniosę... takiego życia....
Na co mu takie życie, jeżeli z tego wyjdzie? Nie wróci do służby. Jego kariera tym razem na dobre została skreślona. Nie zniesie życia jako kaleki, bo nikt pewnie nie będzie się nim zajmował .Będzie bezużyteczny. Nie miał też nikogo, dla kogo miałby żyć. Bo po co? Nie miał rodziny, kobiety, dzieci, nikogo. Był cały czas sam. Jego śmierć nic nie zmieni. I wtedy poczuł piekący ból na utraconej części nogi, że wrzasnął z bólu. Ciało niemal wygięło się i chciało od tego bólu uciec. Jeżeli nikt tej jego nogi nie trzymał, będzie nią przesuwał. Lecz to dzięki tej dziwnej umiejętności zatamowane zostało krwawienie. Tak samo poczyniono z jego ręką. Także wrzasnął i był u kresu maksymalnej wytrzymałości, że ostatnie co już widział to niebo i ciemność. Powieki opadły a on stracił przytomność. Jego ręka puściła materiał nieznajomego mężczyzny, upadając na chodnik. Brian nie był wstanie nawet zapamiętać twarzy tego, który chciał mu pomóc. Nie widział już wtedy zbyt dobrze. Czy jego prośba zostanie spełniona? Czy będzie dane mu zakończyć żywot na tej planecie?
[Profil]
  [A+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-01, 11:44   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


To była dość kluczowa sytuacja i skoro Vanessa się tu znalazła z własnej dobrowolnej woli, to teraz będzie musiała w tym brać udział do samego końca. Nie było czasu na wykłady, kiedy robiło się bardzo niebezpiecznie. Nicholas musiał działać, pozostawiając Christophera w rękach Mary. Na niej nie zawiódł się jeszcze ani razu, choć był świadom tego że też popełniała błędy i uczyła się jeszcze kilku rzeczy. Zaufał jej, że sobie poradzi. Nie raz był świadkiem jej umiejętności.
On teraz musiał ogarnąć ten bałagan i odciągnąć gapiów od tego miejsca, co trzeba przyznać, że powiodło się z sukcesem. Nikt nie odważył się podejść do kopuły mglistej, która wydzielała trujący zapach jakichś gazów. Nicholas zaufał Elaine, że da mu sygnał gdyby jakieś pojazdy się zbliżały. Nie wiedział, że postanowiła sama spieprzać z miejsca zdarzenia, wystawiając go i jego córkę na niebezpieczeństwo.
Widząc zmieszanie, szok i przerażenie na twarzy córki, musiał ją odpowiednio pokierować. Widział też niewiedzę jak ma się zabrać do "uleczenia" rannego członka DOGS.
- Przyłóż dłonie do ran.
Poinstruował córkę i wtedy też usłyszał słowa mężczyzny, proszącego o zabicie. Nicholas nie spojrzał na niego ale zamilkł. Mógłby to zrobić bez problemu, broń miał przy sobie. Ale postanowił go też wykorzystać do lekcji dla Vanessy, by wiedziała jak bardzo jej moc może też pomóc innym. Zignorował go więc i kiedy Vanessa zaczęła przykładać swoje dłonie do rozszarpanych pozostałości w kończynach mundurowego, ten nie tylko wrzasnął z bólu, ale i uciekał nogą. Grenville chwycił kończynę i przytrzymał obiema rękoma mocno do podłoża, odkładając na razie broń na bok. Pomógł córce w ten sposób zatamować krwawienie, trzymając część nogi ofiary ich mutanta. Tak samo uczynił z ręką, by Vanessa mogła w tym miejscu także zatamować krwawienie. Koniec końców, jak mieli to z głowy, facet biały na ściana odleciał im, że Nick od razu sprawdził puls przy szyi.
- Cholera...
Puls był ledwo wyczuwalny. Istniało ryzyko lub szansa, że facet nie przeżyje. Nie tracąc czasu, Nicholas przeszukał porządnie szwadronowca. Choćby zdążyć z tym jak przyjedzie ich wsparcie.
- Przeszukaj kieszenie Echo i powyciągaj wszystko co ma przy sobie. Telefony, krótkofalówki, jakiekolwiek urządzenia, dokumenty, wszystko..
Poprosił córkę, jeżeli jest ona nadal na siłach mu pomóc. Chodziło przede wszystkim o to, że jeżeli mają ich zabrać, trzeba pozbyć się wszystkiego co może być nadajnikiem i pomocą w odszukaniu ich miejsca lokalizacji. Nicholas więc odpinał nawet paski z ubrania Briana, które były kaburami dla broni i miejscem na przechowywanie krótkofalówki. Z kieszeni wyjął mu wszystko co miał przy sobie. Telefon, dokumenty, klucze i inne duperele. Dokumenty zabrał ze sobą, chowając do swojej kieszeni. Mężczyzna miał być czysty jak go zabiorą, miał opróżnione wszystkie kieszenie. Urządzenia leżały dosłownie obok. Z bronią problemu nie było, gdyż obie sam wcześniej wyjmował i były oddalone kawałek przez odrzucenie.
Nicholas sprawdził jak daje sobie radę Vanessa i postanowił jej pomóc, gdy tylko skończył z facetem.
W tym też czasie wjechał w mgłę czarny Jeep z którego wysiadło dwóch rebeliantów. Robert i Albert. Obaj widząc co się tu dzieje byli w szoku. Obaj też mieli maski na twarzy, zakrywająca połowę twarzy. Przywiezione, jeden z nich podał Nicholasowi, że mógł założyć.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-05-01, 12:04   
  

   1 Rok na Giftedach!


Zawahała się na chwilę gdy słyszała jego słowa, mimo to miała jakąś "blokadę" przed tym by pomóc, dopiero jak tato powiedział jej co i jak ma robić skinęła głową i przyłożyła dłonie do ran. Próby wyswobodzenia się mężczyzny na szczęście spełzły na niczym, a ona mogła dalej przypalać rany. Właśnie teraz miała świadomość, że nie tylko może krzywdzić, ale i pomagać. Jej moc nie była tylko zła, ale i dobra. Poważne rany gdzie było tragicznie mogła "zasklepić" a znów by się bronić, mogła oparzyć dość boleśnie. Nie potrafiła się uspokoić tak, by nikomu z zewnątrz nie zrobić krzywdy, Miała wrażenie, że jej żyły niemal "świecą" gdy ta się skupiała mocniej na zadaniu. Spojrzała na tatę w momencie, gdy kazał jej przeszukać ciało cioci. Uniosła brew totalnie zaskoczona.
- Ale...ja wszystko zniszczę...nie dam rady niczego nie uszkodzić..
Jęknęła przerażona świadomością, że nie ważne co dotknie czy to telefon, czy krótkofalówki to wszystko zostanie stopione. Ostatecznie podeszła do cioci i uklękła obok niej. Spojrzała na ojca co robi i widząc, że zbiera dokumenty postanowiła po prostu pozbyć się sprzętu jaki miała więc wszelka broń, telefon wszystko co tylko nie było papierowe brała w dłonie patrząc, jak topi się jakby nigdy nic. Odłożyła resztki na bok i odsunęła się na bezpieczną odległość od ojca.
- Dokumenty w prawej kieszeni, nie ruszałam bo przepadną...
Wyjaśniła wskazując dłonią wypukłość z prawej strony. Zaraz potem dostrzegła dwóch mężczyzn, nie poznała ich może kiedyś widziała w Rebelii, ale nie przywiązywała do nich zbytniej uwagi skupiona przeważnie na zabawie czy książkach, ewentualnie na wymykaniu się poza teren.
[Profil]
  [AB+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-01, 12:43   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Tak, to była dla młodej lekcja, by uświadomiła sobie że swoją mocą może też uratować komuś życie. Nicholas naprawdę musiał intensywnie myśleć i szybko podejmować decyzje, by wykorzystać także pomoc i zdolności swojej córki, aby pokazać jej że może być przydatna. Pierwszy raz robi coś tak poważnego i musi skupić się na swoich zadaniach. Nie ma czasu na płacz i stawianie się. Zrozumiałby, gdyby nie była wstanie nic zrobić, ale nie była przecież sama. Przy nim dawała radę jak zauważył.
- Urządzeniami się nie przejmuj. Jeżeli je zniszczysz tym lepiej. Chodzi o to, by nie mogli ich namierzyć. A tym samym nas.
Wyjaśnił córce podczas przeszukiwania ciała mężczyzny. I kiedy skończył podszedł do córki by jej pomóc. Wyciągnął w z kieszeni Echo dokumenty i schował do drugiej swojej kieszeni spodni. Sprawdził dokładnie czy wszystko zostało wyjęte i przeniósł później wzrok na stopione urządzenia jakie Vanessa wyjęła z kieszeni ich byłej członkini.
- Możesz to samo zrobić z jego urządzeniami?
Zapytał, nie mając pewności czy Vanessa ma w sobie jeszcze tyle mocy. Wskazał jej nawet na rzeczy leżące obok nieprzytomnego szwadronowca. Jeżeli córka czuła się jeszcze na siłach i gotowa była działać dalej, to poprosił aby to zrobiła.
Gdy ich wsparcie dotarło, Nicholas odebrał maskę od nich i założył sobie na twarz. Ulga, że część twarzy ma zasłoniętą. Widoczne były tylko oczy.
- Co się stało?
Zapytał Robert, widząc fatalny stan mundurowego z DOGS. Szef rebelii raczej tak by go nie załatwił.
- Długa historia. Zabierzcie ciała i wiejcie daleko. Tylko streszczajcie się, bo długo nie utrzymam osłony.
Polecił i ponaglił. Czuł w sobie że lada moment osiągnie limit utrzymania mgły na otwartym terenie. A jeszcze czekał na informacje od Mary, co z Chrisem i gdzie są. Po nich też będzie trzeba pojechać. Albert i Robert wzięli się więc za spakowanie pierw ciała Echo do samochodu. A następnie mieli zamiar zająć się ciałem nieznajomego. Nicholas w tym czasie skupił się na wsłuchaniu w otoczenie i utrzymaniu osłony. Wzrok też kierując na córkę, by monitorować jej stan psychiczny i jak panuje nad mocą. Żeby mu tylko nie padła z wycieńczenia. A może tak być.
Mgła jednak stopniowo od góry zanikała. Wpuszczając światło. Nicholas odczuwał już stopniowe zmęczenie. W zamkniętym pomieszczeniu łatwiej byłoby kontrolować swoją moc, kiedy nie ma ujścia w powietrzu. Tu było znacznie trudniej. Gapiów się pozbyli. Świadków zdarzenia zabierają. Pozostanie tylko krew, której nie zmyją od tak. A czasu na dokładne sprzątanie nie mieli. Zresztą, mutancii nie kryją się ze swoimi darami. Być może to będzie też przestroga dla DOGS, by z nimi nie zadzierali.
[Profil]
  [AB+]
 
Vanessa Grenville



Umiesz liczyć...licz na siebie

Trujący dotyk / parzące dłonie

12%

brak





name:

Vanessa Grenville

alias:
Van

age:
10 lat

height / weight:
145/31

Wysłany: 2020-05-01, 12:57   
  

   1 Rok na Giftedach!


Widząc, że nie jest tak źle jak sądziła, że mimo wszystko da radę pognała wykonać polecenie ojca. Nie przejmowała się zatem zniszczonym sprzętem tylko uważała by dokumentów nie dotknąć nie chciała przecież ich "spopielić" pamiętała doskonale co zrobiła w pokoju siostry Vincenta. A nie chciała by i tak się stało tutaj. Więc gdy tylko ogarnęła to co mogła i powyciągała sprzęt, który zaczął topić się w jej dłoniach. Na słowa taty tylko poczuła ulgę, mogła pomóc, mogła sprawić, że nie tylko nie znajdą ich przez sprzęt, ale mogła też ocalić nie jednemu życie w razie sytuacji silnego ubytku krwi, czy po prostu poważniejszych ran. Wiedziała dzięki książkom od taty, że styczność jej dłoni z raną może skończyć się nie pomocą a śmiercią więc ostrożności nigdy za wiele.
- Jasne.
Skinęła głową na słowa rodziciela i podeszła do nieprzytomnego mężczyzny starając się też czasem go nie dotknąć by nie zrobić mu większej krzywdy. Ujęła w dłonie sprzęt, który również zaczął się topić w jej dłoniach, przelatywać przez palce tworząc jedną wielką papkę. Sama była już zmęczona, nigdy tak długo nie utrzymała mocy, ale to co działo się dookoła po prostu nie pozwalało jej na chwilę przerwy.
[Profil]
  [AB+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-05-03, 11:46   

Sytuacja rysująca się na ulicy była tragiczna. Sam początek akcji dorobił się już viralu w sieci - zdjęcia bestii rozrywającej szwadronowców zaczęły już krążyć po komunikatorach, nagrania z tego tragicznego wydarzenia - na youtubie, snapchacie i instagramie. Obecna epoka nie była łaskawa dla takiego obrotu spraw.
Gapiów na ulicy było tym mniej, im bestia bardziej dawała się ponieść swoim emocjom. Nikt nie chciał zostać dla niej deserem. Nim więc mutanci przejęli nad wszystkim kontrolę, Uliczka była już pusta, w po sieci zaczęły krążyć kolejne nagrania, wrzucane z perspektywy zamkniętych okień, zza rogów i śmietników.
"Mutant and Proud" rozbrzmiało w sieci, w zaledwie kilka minut na nowo przejmując trendy.
Mimo najszczerszych starań, zebranie odpowiedniego zespołu wsparcia dla mundurowych zajęło więcej czasu, niż można się było spodziewać. Ku ulicy w Capitol Hill zbliżało się kilka pojazdów z różnych stron miasta. W pomniejszych samochodach znajdowało się po dwóch szwadronowców - jeden z takich samochodów przejeżdżał właśnie przez niewielką uliczkę, na której... Były widoczne wyraźne ślady krwi. Samochód, wciąż będąc na sygnale zatrzymał się nieopodal, a dwóch w pełni uzbrojonych mężczyzn ruszyło za krwawym śladem w ślepą uliczkę owianą lekkim mrokiem...

Ku temu miejscu jechały też większe samochody transportowe, w których miejsce zajmowały pełne, ośmioosobowe oddziały. Ku nieszczęściu rebeliantów - w dość krótkim czasie w okolicy wciąż utrzymującej się, gęstej mgły pojawiły się dwa takie pojazdy, a w oddali - było też słychać helikopter.
- Jesteście otoczeni! Opuścić broń, podnieść ręce! - Rozbrzmiał kobiecy głos wzmocniony przez megafon umiejscowiony na jednym z samochodów. Przybyłe oddziały nie zbliżały się do trującego dymu rozpostartego na ulicy - zbyt dobrze wiedzieli, jak może się to skończyć. Nie przeszkadzało to jednak wszystkim zebranym przyjąć formacje obronne, gotowe do reakcji, gdy tajemnicza substancja zacznie się rozmywać w powietrzu...
Czego jednak zebrani nie mogli widzieć - Theresa prócz rzuconego polecenia, kontaktowała się już z kolejnymi oddziałami, wydając kolejne rozkazy.
Nie pozwoli sobie na powtórkę z DOMu...
[Profil]
 
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-04, 11:10   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Vanessa zrobiła to o co ją Nicholas prosił. Zniszczyła kolejne urządzenia i pozostawiła po sobie jedynie roztopione materiały. Ciało Echo zostało spakowane do samochodu, na tylnych siedzeniach. Mutanci zajmowali się zgarnięciem ciała szwadronowca, które ledwo w sumie żyło. Jak na złość, sytuacja się spieprzyła bardziej. Nicholas nie słyszał żadnego sygnału od Elaine, ale podjeżdżające pojazdy a chwilę później wszyscy usłyszeli niezbyt przyjemne słowa.
- Kurwa...
Nicholas nie powiedział tego zbyt głośno ale bardziej do siebie. Mieli to szczęście, że chroniła ich mgła, którą jeszcze Grenville był wstanie utrzymać, kryjąc ich wszystkich tożsamość i to co robili wewnątrz. Ale nie potrwa to długo. Jeżeli przekroczy swój limit, będzie kiepsko. Robert i Albert spojrzeli na niego, trzymając ciało prawie trupa.
- Jazda!
Pogonił ich dość poważnie i zwrócił się do córki, jednocześnie podchodząc. Kucnął przed nią.
- Van teraz to ja Cię błagam. Uspokój emocje i zniweluj moc. Musimy teraz uciekać, a jeżeli tu zostaniemy zamkną nas i znów zostaniemy rozdzieleni z mamą, ciocią, wujkiem i Twoimi kuzynkami. Nie chcesz tego prawda?
Mówił do niej spokojnie i miał nadzieję, że rozumie trudną sytuację. A zdawał sobie sprawę z tego, że to co się teraz dzieje, sprawi że spanikuje mu i będzie problem z zabraniem jej do pojazdu. Nie chciał by rzucała mu się w wir walki, kiedy nie wiedzieli jak wygląda sprawa po opuszczeniu ochronnej kopuły.
Jeżeli Vanessa postarała się posłuchać ojca, to udali się do pojazdu by wsiąść do środka. Nicholas z córką zajął miejsce obok ciała Echo. No trudno, muszą to przeżyć. Ciało mundurowego chłopacy spakowali do bagażnika i zajęli zaraz przednie siedzenia. Bezpieczniej dla Vanessy zaś będzie, jak ma ojca obok, dlatego Nicholas nie zajmował przednich siedzeń w samochodzie.
- Gdzie jedziemy?
Zapytał Robert zasiadający za kierownicą.
- Przed siebie, byle daleko poza miasto. Teraz nie możemy wrócić do siedziby.
Odpowiedział mu Nicholas. Vanessę przytulił do siebie, by dodać dziecku swojego wsparcia i bezpieczeństwa. Miał tylko nadzieję, że zminimalizowała swoją moc, że nie poparzy ojca na amen. Ciepło jej ciała mógł poczuć przez swoje i jej odzież. Wciąż miał na dłoniach rękawiczki, więc ryzyko poważnych poparzeń miał zminimalizowane. Oby.
Zgodnie więc z tym co Nicholas powiedział, Robert odpalił samochód. Grenville "puścił" kontrolę nad mgłą, innym słowy wycofał moc, że ta mogła swobodnie się rozpływać na wietrze i ukazywać obraz tego co mieli przed sobą. Robert wtedy ruszył pojazdem skręcając w boczną ulicę, gdzie nie było żadnej przeszkody w postaci pojazdu DOGS. Na miejscu zdarzenia pozostawili tylko duże kałuże krwi z roztopionymi urządzeniami szwadronowców. Gdzieniegdzie leżała ich służbowa porzucona broń. Rebelianci uciekali...
Jeżeli sytuacja miałaby inne miejsce w postaci "buntu" Vanessy lub jakiegokolwiek stawiania się, problemy kontroli, wtedy Nicholas zdecyduje się siłą zabrać swoje dziecko, bo czasu na przekonywania i dalsze tłumaczenia nie mieli. A nie zostawi jej tutaj. Wtedy też mogliby zostać zmuszeni to pozostania pod osłoną mgły.
[Profil]
  [AB+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6