Poprzedni temat «» Następny temat
Biuro
Autor Wiadomość
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-03-29, 16:02   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Nie byłem idiotą. Byłem biznesmenem i to od lat. Wiedziałem, gdzie warto pakować swoje łapy, a od czego lepiej trzymać się z daleka. I z całą pewnością - dopuszczanie obcych do ważnych inwestycji nigdy nie było dobrym posunięciem.
- Zwalniasz obcych, albo płacisz własną głową za jeden, choćby niepoprawny szept o tym miejscu. Zdajesz sobie sprawę, że każda osoba z zewnątrz zwiększa ryzyko wpadki, Greenville? - Zapytałem dość ostro, ale jednak zachowując spokój. Jednym była współpraca z innymi mutantami przy okazji zorganizowych akcji poza siedzibami, a czym innym wpuszczanie ich w swoje progi. - Skoro to mutanci, to przeszli chociaż inicjacje? Udowodnili swoją lojalność? - Zapytałem po chwili, unosząc jedną ze swoich brwi, wbijając się plecami głębiej w swój fotel.
Całe też szczęście, że w USA nie ma polskiego sanepidu. a sprawdzaniem lokali zajmują się osobne organy, które... Bardzo łatwo przekupić, jak sypnie się odpowiednią ilością grosza. Znajomości sprzed lat tu się świetnie sprawdzały - w końcu Laguna Negra przed laty była świetnie prosperującym pubem służącym za miejsce spotkań mafii. Bez odpowiednich kontaktów nie byłoby to przecież możliwe, prawda?
- Co mam na myśli? Neumann, może przybliżysz koledze, co się stało w fabryce, bo widać ma problemy z pamięcią. - Odparłem dość ironicznie, odwracając się w kierunku naszego gwiazdora. Z całą pewnością nie było tajemnicą, skąd mogłem słyszeć o narażaniu własnego zdrowia, stawianiu się na piedestale i tonie, którym rzucał do moich ludzi, no nie?
- Rebelia miała pokazać przewagę mutantów nad ludźmi. Nie siedzeniem z założonymi rękami jak bractwo. Nie dawaniem ryby, gdy jesteśmy w stanie dać wędki. Ludzie muszą przejrzeć na oczy, że to oni zostali w tyle. Że mutanci są przyszłością tego kraju... - Rozpocząłem swoją przemowę, jakże górnolotną, choć wcale nie mającą wiele wspólnego z ogólnym dobrem. - Nie muszę Ci chyba tłumaczyć, skąd się biorą mutacje, prawda? - Spojrzałem na blondyna wymownie, opierając się jednym łokciem o blat własnego biurka. W moim odczuciu przekaz byl bardzo jasny, ale czy Nicholas był w stanie go wyłapać?
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-04-07, 18:39   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Westchnąłem ciężko, aż nazbyt głośno, zdając sobie dopiero po chwili sprawę z tego, że nie byłem przecież sam i że miałem służbowe spotkanko, ale chyba panowie moi towarzyszowie byli na tyle zajęci dyskusją, że tego nie zarejestrowali. Uśmiechnąłem się z kolei do Nicholasa i mu pomachałem ze swojego miejsca, kiedy przypomniał sobie o moim istnieniu. Tak, prawda. Jakoś przestałem się przejmować, kiedy zdałem sobie sprawę, że przecież miałem moc, o której istnieniu nie miałem się już dzielić żadną ciocią Verą, więc skoro miałem tę moc, a Vera gniła sobie głęboko pod ziemią… czy może ją spalili? Cóż, chodziło o to, że moja moc przecież dawała stuprocentową pewność, jeśli przeprowadzana przeze mnie misja miała być naprawdę w moim interesie. A tak przecież miało być, nie? I w dodatku sam osobiście wezmę udział w nalocie, w tym bezczelnym kradziejstwie, wiec chilloucik. Może powinienem skoczyć na dół po szampana?
Albo i nie, bo Nicholas postanowił ujadać. Kurde, nooo, człowieczku… Znaczy mutanciku mój drogi! Z przełożonym się nie dyskutowało, szczególnie kiedy to sam Pan Szef! – pomyślałem, marszcząc się zapewne zabawnie, by następnie przesłonić ręką rozbawioną mordkę moją. Ale, tak na marginesie myśląc, to tak bardzo widziałem Imarkę w sukni ślubnej. Czy ja oszalałem?
- Neumann zoomuje – odparłem rozbawiony, ale zapewne nikogo z tu zebranych to nie rozbawiło, heh. Zoomuję, że przybliżam, nie? Ale dobra, od razu przeszedłem do rzeczy. – Jesteś głową rebelii, Nicholasie, a głowę raczej utrzymuje się na miejscu. Kiedy dochodzi do incydentu, nie lecisz na łeb, na szyję, tylko posyłasz mięso armatnie – to jedno. Drugie, ta Esther… Mam zasadę, by nie dopuszczać kobiet do władzy, szczególnie kiedy chodzi o nielegalne branże. Pewnie kilka kobiet wyrwałoby mi język, trudno. Kocham je i tak, wiadomo… Chodzi o to, że NIGDY WIĘCEJ ESTHER NIE RZĄDZI. Pominę ten incydent – albo i nie - który spotkał jedną z zaprzyjaźnionych mutantek, kiedy stanowczo odmówiła szycia. Kilka minut i mieliśmy w zaledwie jednym pokoju krwawą łaźnię i pokój tortur. Warto napomknąć, że to była sala przeznaczona dla naszego gościa do przeprowadzania operacji wyjmowania chipów… i, kurde, mógłbym tak wymieniać, ale nie chcemy, by nam żyłki pękły, Panowie – zakończyłem swą odpowiedź, po czym wstałem.
- Dopijcie. Naleję nam następną kolejkę – zapowiedziałem, kierując się w kierunku niewielkiego barku. Zastanawiałem się, czy opowiedzieć Papie Delgado o miłości swojego życia. Był starszy ode mnie, wiedział więcej i z pewnością lepiej by mi doradził aniżeli moja własna głowa. Gorzej, jeśli mi wytrąci kości ze stawów, bo się tu kobietom zadręczam, zamiast myśleć o podjebanej przez D.O.G.S. broni. Czy kto tam nam ją sprzątnął.
[Profil]
  [AB+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-04-07, 21:02   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Tak, jasne. Z szefem się nie dyskutuje. Nicholas nie ukrywał nawet po sobie tego, jak bardzo pomysł ze zwalnianiem przyjętych osób mu nie pasuje, kiedy byli potrzebni. Jeżeli ma przypłacić za to głową, niech tak będzie. Ale to pokaże po czyjej stronie opowiedzą się pozostali członkowie Rebelii. Neumann o ile był spostrzegawczy, powinien to już dostrzec w dniu ataku na DOM kiedy przebywali w fabryce i jego osoby się nikt nie słuchał.
- Tak. Przeszli i udowodnili.
Potwierdził dość poważnie i zdecydowanie. Mary miał sprawdzoną podczas ataku na DOM. O ile dziewczyna była momentami nieogarnięta, to jednak walczyć potrafiła. Wiele też musi się jeszcze nauczyć, ale od tego też są mutanci w rebelii by sobie pomagać. Jeżeli chodzi o Elaine, powiedzmy że przechodzi ten proces. Potrzebował jej może z tego względu, by mieć też oko na Jaszczura?
Powiedziałby coś jeszcze na temat baru, ale powstrzymał się, zastawiając to dla siebie. Być może Delgado jak wytrzeźwieje, to zorientuje się, że bar przestał być tajnym miejscem z dniem otwarcia i stał publiczny. Co znaczy, że każdy może tu wejść i skorzystać z usług. Niezależnie od tego, czy będą tu pracować sami członkowie Rebelii.
Przechodząc do sprawy z fabryki. Nicholas przeniósł spojrzenie na Phila, który miał wyjaśnić o co chodzi z odpierdalaniem w rebelii. Jak tylko zaczął, zrozumiał że chodzi konkretnie o incydent w fabryce. Westchnął z rezygnacją, jak głupim trzeba być mówić otwarcie to co się widziało tylko z końca akcji. Cierpliwie i spokojnie Nicholas pozwolił koledze dokończyć, by zaraz odnieść się z wyjaśnieniami.
- Phil, ja się powinienem zapytać, gdzie Ty byłeś, kiedy doszło do incydentu w sali? Wiesz w ogóle co się tam wydarzyło?
Zapytał ze spokojem, ale też nie czekał na odpowiedź.
- Mutant stracił panowanie nad sobą. Był na tyle niebezpieczny, że nie można było pozwolić mu opuścić sali. Nie po to ratowaliśmy mutantów z dzielnicy, by stali się jego pożywieniem. Wszyscy byliśmy wyczerpani akcją i musieliśmy powstrzymać jeszcze jego. Ty, wszedłeś do sali kiedy było po wszystkim. Narobiłeś jedynie rabanu, ale dzięki Tobie udało się uspokoić reprezentantkę z bractwa. Nie da się ukryć, jak bardzo była dla Ciebie ważna, niż reszta. Nie zdziwił mnie fakt, że nikt się Ciebie nie słuchał. Skoro zostałem wybrany na lidera z zaufania Duncana, to ja tez mam osoby sobie zaufane i mam prawo prosić ich o tymczasowe chociażby zastąpienie mnie na czas nieobecności. Interesujące że zamiast podjąć ze mną rozmowę, którą sam sugerowałeś jak tylko wydobrzeję, odroczyłeś po o by poruszyć temat przy Szefie?
Spojrzał na Marcosa. Po czym znów na Phila. Co się stało, się nie odstanie, ale według Nicholasa zagranie Neumanna było dziecinne. Nie potrafił jak mężczyzna z nim o tym problemie porozmawiać, tylko uciekł do Papy się poskarżyć. Jakby to miało mu nie wiadomo w czym pomóc.
Jako że Nicholas nie pił, nie trzeba było mu niczego dolewać. Odmówił już na początku rozmowy. Więc kiedy Neumann poszedł zająć się napełnianiem szklanek, Nicholas wysłuchał Delgado uważnie, nie będąc chyba zadowolonym z tego co usłyszał.
- Nie musi Szef. Ale pragnę zwrócić uwagę, że Rebelia rośnie w siłę. Od czasu Epidemii mamy dwie udane akcje i uwolnionych mutantów. Zyskujemy więcej, z tego względu że przepisują się do nas mutanci z Bractwa. Działamy i nie siedzimy z założonymi rękami. Niektóre zadania wymagają czasu przygotowań. Ludzie to dostrzegą. Trzeba poczekać na reakcję jak tylko ujrzą prawdę o Departamencie i Dzielnicy Mutantów. Nadal jednak nie wiem co mają z tym wspólnego moje wyniki badań.
Wyjaśnił, zdając się na to, że to co robią przynosi już jakieś efekty. Nie pojmował tylko, co mają do tego jego wyniki badań. Czemu on ma się posłużyć? Czuł, że to nie będzie coś co mu się podoba. Bo mu się nie podobało. Wiedział skąd bierze się mutacja. Ale co w związku z tym Marcos chce "dać" ludziom?
[Profil]
  [AB+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-04-12, 17:34   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Z całą pewnością moje skrzywione spojrzenie skierowane na Neumanna wyjawiało więcej, niż tysiąc słów. Prywatnie, lubiłem to jego poczucie humoru, ale w chwilach takich jak ta... Zdecydowanie mógł sobie odpuścić pajacowanie.
Nie odzywałem się jednak na ten temat, bo i tak byłem już wystarczająco nabuzowany. Nie mogłem się jednak powstrzymać przed jednym, znaczącym stwierdzeniem:
- Tak jak w większości mogę się zgodzić z Philem, tak jedną kwestię muszę naprostować. Bo chyba nie muszę Ci przypominać Neumann, że Charlotte żadnej swojej akcji tak srogo nie spieprzyła jak Ty, mój drogi przyjacielu? - Padło z moich ust, nieco sarkastycznie, zanim przerzuciłem spojrzenie na Grenville'a. - Co nie zmienia faktu, że każdy członek rebelii ma znać swoje miejsce. W tej pieprzonej fabryce Ty dowodziłeś, nie Esther. Więc powinna wiedzieć, kiedy ma schować mordę w kubeł. Jest tu na tyle długo, że powinna już znać swoich przełożonych. Mam Ci przybliżać, jak mafia radzi sobie z taką niesubordynacją? - Zapytałem, unosząc jedną z brwi. Nie dało się jednak ukryć, że dzięki wypowiedziom blondyna chyba zaczynałem rozumieć, skąd rozkojarzenie u naszego szczęśliwca.
Słysząc jednak przytyk o rzekomym odraczaniu tych kwestii tylko po to, żeby poruszyć je przy mnie, uderzyłem dłonią w biurko. Po pokoju rozległ się huk, a resztka alkoholu w mojej szklance nieco zadrżała.
- Tak Grenville. Bo od tego jest ten kretyn, żeby mnie o wszystkim informować! - Rzuciłem bez ogródek, bo i na tego agencika byłem coraz bardziej zły. - To nasza inicjatywa, nasze pieniądze, nasz lokal. Mam wiedzieć o każdej myszy, która biega w tych starych ścianach, o każdym karaluchu chowającym się za blatami w kuchni i o każdym incydencie podobnym do tego z fabryki! Rozumiemy się? - Zaakcentowałem dość ostro, zanim wypuściłem powietrze nosem, nieco się rozluźniając i na nowo opierając plecami o swoje krzesło.
Zgodnie z sugestią Neumanna dopiłem resztę whisky ze swojej szklanki, niemal od razu przekazując mu ją do dłoni. Skrzywiłem się nieznacznie, nim moje spojrzenie powędrowało na Nicholasa. - Słyszałem o Waszych zabawach gdzieś poza siedzibą. Ta doktorka, co się wykończyła w tej fabryce. - Zacząłem, próbując przypomnieć sobie wszelkie szczegóły na temat tej kobiety. - Skoro znasz założenia tej organizacji, czemu wyszła stąd bez daru? - Zapytałem po chwili, wzruszając swoimi ramionami i wykrzywiając usta w niepewny grymas. - Oni boją się mutacji, bo to dla nich nieznane. Boją się mutantów, bo jest nas niewielu. Boją się, bo wiedzą, że to kolejny poziom ewolucji. A my musimy pomóc im go osiągnąć. Oni też muszą ewoluować. A Twoja krew... Twoja krew wydaje się być na to idealnym remedium. - Stwierdziłem dość pewnie, wyciągając ze swojego biurka blaszany pojemnik, w którym chowałem swoje kawowe cygara. Jedno z nich wyciągnąłem, ścinając końcówkę i umieszczając je między własnymi wargami, w tym czasie proponując również pozostałym towarzyszom szybkie palonko. - Skoro Rząd naszych obraca przeciwko nam, my obrócimy ludzi przeciwko nim. - Dodałem po chwili, podpalając to moje tytoniowe cudo. Wierzyłem, że nie tylko rebelia musi urosnąć w siłę. To cała społeczność obdarzonych musiała mieć przewagę nad tymi rasistami...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-04-13, 10:49   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Zaskoczony zostałem i poniekąd również obrażony. Papa powoływał się na Charlotte… Może w tym jednym przypadku miał rację, że laska dawała radę jako przywódca, ale to była jedna laska na cały świat! Poza tym, tak na dobrą sprawę, nie liczyła się jako kobieta, bo miała jaja i Papa o tym wiedział. Żadna inna tyle nie zdziałała.
Nie to jednak było najgorsze w tym zestawieniu. Mogłem być porównywany do kogoś, kto tam coś kiedyś wielkiego zorganizował, bo czemu by nie? Najgorsze było to, że po raz pierwszy – i ostatni – mam gorszy okres, spieprzyłem tych kilka rzeczy i już zostałem wrogiem publicznym Papy numer jeden, kiedy codziennie na okrągło kierowałem działaniem mafii w całym stanie, organizowałem i naprawiałem wszelkie błędy, by wszystko ładnie, prężnie działało i chuj. Ani Nicholas, ani tym bardziej Marcos Delgado nie brali mnie w tej chwili na poważnie, jak gdybym był nastkiem z pianką zamiast mózgu i, kurde, nie robił nic, oprócz chichotów i innych heheszków.
Zacisnąłem niepocieszony zęby. Chciałem się odezwać… Chciałem, ale dyskusja poszła dalej. Marcos przechodził sprawnie ze mnie na Nicka i odwrotnie, więc nie miałem okazji się wybronić, nie mogłem podać żadnych argumentów, które mogły mnie wyciągnąć z tej tonącej łodzi. Nie mogłem również zrehabilitować się w oczach Nicholasa i nawet jakoś nie zadowolił mnie fakt, że Delgado zrobił to poniekąd za mnie… Moje myśli zatrzymały się na słowie kretyn. Myślałem, że fazę wściekłości i niezadowolenia miałem już za sobą, ale ewidentnie miałem otrzymywać burę jeszcze przy osobie trzeciej. Może Papa na serio zamierzał mnie wymienić?
Zająłem się nalewaniem whisky. Od tego przecież tu byłem. Ja, kretyn… Ale ja jeszcze pokażę Papie. Pójdę tam sam, niczym Rambo rozpieprzę wszystkich w pojedynkę, sam wszystko, kurde, zapakuję i zwiozę pod jego dom. Tak będzie.
Tymczasem nalałem nam whisky i poczęstowałem się cygarem, by czymś zatkać sobie mordkę. A nie będę już nic mówił! Będę grzecznie siedział cicho, bo przecież byłem od siedzenia, uśmiechania się i pierdolenia spraw… Kretyn taki, no.
[Profil]
  [AB+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-04-14, 12:52   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Spotkanie to raczej do przyjemnych nie można było zaliczyć, jako że nawet otwarcie przy nim Phil został sprowadzony do pionu przez Delgado i jeszcze wyzwany. Więc nie tylko Nicholasowi się dostawało za podejmowane rozsądne jego zdaniem działania, ale i Phil obrywał za spieprzenie pewnej sprawy. Może i nawet nie jednej? Nie jego interes. Więcej musiał nasłuchać się na swój temat i zrozumiał jedno, nie ważne jak będzie tłumaczył i że coś było tylko tymczasowe, na jeden dzień czy parę godzin, ubzdurali sobie że nie miał chyba prawa wystawiać zastępcy. Za to Phil to już może się panoszyć nie na swoim terenie? W którym to nawet nie dowodził? Co za logika....
- Nie trzeba.
Doskonale wiedział jak mafia radzi sobie z niesubordynacją i wolałby tego nie stosować na Esther. Widocznie będzie musiał z nią na ten temat porozmawiać, by wiedziała kiedy się nie odzywać.
Następnie padło już uderzenie w stół, jakby zabolało że Phil znów zrobił coś źle? Nicholas spoglądał z opanowaniem na Marcosa, bo nie widział w tym swojej winy. Działał jak mógł i jak sam wiedział że powinien.
- Skoro tak, to niech chociaż nie ściemnia, jeżeli o pewnych wydarzeniach nie ma pojęcia, a osądza na podstawie własnych wniosków i obserwacji. Bo zakładam Phil, że z nikim nie podjąłeś rozmowy na temat tego co miało tam miejsce?
O ile Nick rozumiał sytuację, tak jednak nie odpuści, jeżeli Phil będzie nieprawdę o nim donosił, jakby chciał się pozbyć obecnego lidera Rebelii. I Nicholas nie zapomniał o jego obecności. Bo przecież odpowiedział wyjaśnieniem na jego słowa i zadał mu właśnie pytanie. Nie rozumiał tylko dlaczego ten, skoro miał z nim wcześniej o tej fabryce pogadać, odłożył rozmowę na ten moment. To jakaś specjalna zagrywka czy co chciał przez to osiągnąć?
I dalej. Nie wiedzieć jakim sposobem Marcos dowiedział się o przetrzymywaniu gdzie indzie Caroline, uczepił się tego że została wypuszczona jako normalny człowiek. Nicholas zmarszczył brwi, czując że ten temat zaczyna mu się nie podobać. Owszem, ludzie boją się mutacji. Po to są nagonki na ich społeczność. Ale, jakim prawem brali jego krew do dalszych eksperymentów i to bez jego wiedzy oraz zgody? W tym temacie raczej dyskutowanie mógł sobie darować, mając świadomość że przecież pracuje dla mafii.
- Mam rozumieć, że chce Szef pojmanych z Departamentu uczynić mutantami? Nie mieszając do tego... "projektu" zwykłych cywili?
Dopytał, tworząc w powietrzu cudzysłów przy jednym słowie. O ile sprawa dotyczyła tylko tych, będących przeciwko im, byłoby jeszcze okej. Nie chciał by mieszani w to byli zwykli cywile. Co i tak nie zmienia faktu, że nie chciałby w ogóle przyczyniać się do realizacji tego "projektu", jakkolwiek by to Delgado nazwał. Cygara podziękował. Przy takim poważnym spotkaniu, nie pił i nie palił. Mimo iż został właśnie miło ugoszczony, to wolał skupić się na rozmowie niż uprzyjemnianiu sobie czasu w towarzystwie piciem i paleniem. Biorąc też pod uwagę, że pomimo pochwał dostaje uwagi jak Neumann.
[Profil]
  [AB+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-04-26, 10:11   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


- Jak tak bardzo obawiasz się przeinaczania faktów, to proszę bardzo. Sam możesz mnie o wszystkim informować, co dzieje się w rebelii. - Zasugerowałem mało zadowolony, wciągając dym z cygara w swoje policzki. Chwilę zajęło, nim wypuściłem powietrze, uwalniając ten dymek ze swoich ust. - Ale gdy mnie tu nie ma, Neumann ma być o wszystkim informowany. Po to, do diaska, jest! - Dodałem po chwili, na nowo opierając się o blat stołu. Wyciągnąłem z jednej z szuflad teczkę z grubym plikiem papierków, dokumentów i własnych notatek. Większość zapisana po hiszpańsku - poza kilkoma... Specyficznymi aktami.
- To moje pieniądze Grenville, i nie chcę, żeby wszystko się spierniczyło przez w teorii nieznaczące błędy. Każdy ma znać swoje miejsce. Każdy. Również Ty. - Rzuciłem, przeglądając plik znajdujący się przede mną, aż wyciągnąłem po dwa dokumenty, każdy podsuwając w kierunku moich rozmówców.
- Za dużo popaprańców się tu kręci. Szczególnie odkąd zaczęli do nas przechodzić członkowie bractwa i nowy narybek z akcji ratunkowych. Trzeba ich rozproszyć. - Dodałem, biorąc kolejny łyk alkoholu do swojej gęby. - Od lat jestem w posiadaniu... Kilku miejsc. By jednak nie wzbudzać podejrzeń, część z nich przepisałem na Was. Nie będę ukrywać, że przepraliśmy w ten sposób trochę brudnej forsy. Od tej pory więc, Neumann jest właścicielem klubu nocnego, Smith ma w posiadaniu starą kręgielnie, Gnerville operuje hostelem a Oliver Mayes warsztatem samochodowym. Macie za zadanie rozproszyć członków rebelii do tych miejsc. W każdym jest przygotowane miejsce na noclegi dla kilku osób i miejsce spotkań. W przypadku wyczajenia jednego z miejsc przez tych jebanych kundli, nie zmiotą nas wszystkich. - Ponownie zaciągnąłem się dymem, wracając do swojej ulubionej pozycji na moim krześle. - Laguna pozostanie naszą siedzibą matką. Musimy mieć jednak alternatywy. Dostaniecie niedługo listę wszystkich miejsc, które są obecnie przystosowywane do życia dla naszych ludzi.
Nie przyszło mi jednak zbyt długo cieszyć się przejściem do konkretów. No rany boskie, czy ja tu pracowałem z debilami, czy momentami nieświadomie przechodziłem na hiszpański?!
- Czy mówię niewyraźnie, Nicholasie? - Zapytałem, unosząc lekko swoją brew. - Obrócimy wszystkich ludzi przeciwko nim. Gdy ich los się odwróci, przestaną bać się nas, przestaną bać się daru. To Rząd stanie się dla nich zagrożeniem - a to pozwoli nam na skuteczniejszą walkę z tymi kanaliami. - Stwierdziłem dość pewnie, na nowo napełniając usta dymem. Rebelia od swoich zalążków miała jeden cel - pokazać wyższość mutantów nad byciem "normalnym". Mutant and proud - niezmiennie, od lat...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-05-03, 16:37   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Tu na razie jest kretyńsko, ale będzie rambowisko! Tak, dokładnie tak. Pokażę Papie Delgado, że nie bez powodu piastowałem stanowisko szefa, jego prawej ręki i niemalże syna! Pokażę, na co mnie stać! I nawet nie brałem do siebie tej opcji z przegraną i wiecznym odziedziczeniem statusu kretyna w Sombras Mutadas. Och nie! Będę Bossem przez wielkie be, a może nawet B.O.S.S.E.M. Tak. Boss Phil Ashley Neumann… Tak. Dziecko szczęścia. Tak. Zrobię to.
Na znak zapadniętej decyzji, postanowiłem odpalić cygaro. Otóż to. Mój jednoosobowy, prywatny toast, świętowanie niechybnego zwycięstwa. Tak będzie.
Ale wpierw musiałem dopatrzyć spraw mafijnych i, jak się okazało, zająć się również działaniem burdelu oraz renowacją starej kręgielni. Może jednak Papa nie miał mnie za ostatniego kretyna? Nie bez powodu – pomimo tego, co miało miejsce – pozwolił sobie obdarzyć mnie kolejnymi obowiązkami… Miałem oto zarządzać siedzibami dla rebeliantów. Musieliśmy z Nico ogarnąć jakiś fajny system kontaktowy. Może poprzez bociany? W Ameryce były bociany?
- Una pregunta, Jefe Rey. – zacząłem trochę z hiszpańska. Uniosłem nawet rękę do góry niczym posłuszny uczniak. – Jakieś uwagi odnośnie podziału członków rebelii pomiędzy te jednostki? Myślę, że nie każdy się odnajdzie z klubie… Zdaję sobie sprawę, że to błahostka, ale wolałbym to ustalić w twojej obecności, Marcosie, z racji tego, że Nico ma obiekcje odnośnie mojej solidności… bądź też solidarności – odparłem, trochę tak głupkowato, bo to naprawdę była już kwestia dogadania się, ale póki z Reniferem Nico nie będziemy w znowu beefefkami, to lepiej było nie zostawiać istotnych kwestii na nasze wojenne pole. – Bez urazy, Nicholasie. Wszystko, co czynię ma na uwadze dobro mafii oraz rebelii – dodałem z milutkim uśmieszkiem, po czym ponownie zaciągnąłem się cygarem. Cholerstwo dobre było. Taki towar, że niechybnie w sekundę dostanę raczyska od tego dymu. Ach, chyba właśnie tego było mi trzeba – słodkiego smaku upodlenia.
[Profil]
  [AB+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-03, 21:54   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Skoro tak sobie Delgado życzył, aby móc osobiście go informować o sytuacjach w Rebelii i poza nią, Nicholas nie widział problemu. Zwłaszcza, że dzięki temu uniknie fałszywych doniesień na swój temat i działań członków. W tej sytuacji, nie miał gwarancji, że jak cokolwiek przekaże Neumannowi, ten poda dalej te same treści Delgado. Więc dla Nicholasa było to trochę ryzykowne, zwłaszcza że panowie tak dobrze się nie znali jakby tego każdy chciał. Więc w chwili obecnej, Nicholas nie odzywał się już więcej, słuchając kolejnych spraw przekazywanych przez szefa.
Odebrał teczkę i otworzył ją by spojrzeć na zawartość papierów jakimi zapewne były własności przepisania na dwa nazwiska jego osobie. Ciężko będzie ogarnąć jedno i drugie miejsce pod dwoma nazwiskami i pewnie jeszcze na głowie zostanie mu Laguna. Nie ma co jednak ukrywać, że przypadły mu najkorzystniejsze miejsca jak hostel i warsztat samochodowy. Nie było tu na co narzekać, tylko żeby teraz tego nie spieprzyć.
- Myślę że w tym przypadku damy radę się sami dogadać, Phil.
Odparł odnośnie podziału rebeliantów. Nie powinni mieć problemu siąść we dwoje do listy członków lub urządzić spotkanie organizacyjne ze wszystkimi i dokonać podziału a także, wyjaśnić im dlaczego to robią. Jeżeli Rebelia i Mafia miały dobrze funkcjonować, to ich liderzy powinni się dobrze dogadywać i jakoś ze sobą współpracować, więc Nicholas był skłonny odłożyć "spór" na bok.
Ostatnich słów Grenville nie skomentował. Wolał już swoje zdanie na ten temat pozostawić dla siebie. Jedynie spojrzał na Phila krótko, po czym znów na dokumenty, a ostatecznie na Delgado, twierdzącego że lepiej wymusić u ludzi przebudzenie daru by zrobić armię mutantów do walki z DOGS. Ale jakim kosztem? Tutaj Nicholas nie zamierzał już tego komentować. Jak przyjdzie co do czego, wtedy poruszy się ten temat. Ale nie widział tego kolorowo. Nie w swoim przypadku.
[Profil]
  [AB+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-10, 20:18   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Po raz kolejny zaciągnąłem się cygarem, rozkładając wygodniej w swoim fotelu. To była poważna decyzja, ale jakże potrzebna - zrzeszaliśmy coraz większą ilość członków i byliśmy na granicy zdradzenia naszej siedziby - a to jedyna rzecz, do której nie chciałem dopuścić.
- Przede wszystkim, to, że rozkładamy siły na wszystkie siedziby, nie oznacza, że macie działać osobno. La rebelión seguirá siendo una familia. - Zaakcentowałem ostatnie słowa i mimo, że posłużyłem się mym ojczystym językiem - nikt nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem mojego przekazu. Rebelia miała pozostać rodziną. Miała działać w całości. To wtedy odnosiła największe sukcesy. - Wierzę, że będziecie potrafili przydzielić odpowiednim osobom odpowiednie stanowiska. A jak cokolwiek będzie miało się spierdolić - mam o tym wiedzieć szybciej, niż sami zdążycie pomyśleć. - Dodałem po chwili, lekko mrużąc swoje oczy.
Kolejne zaciągnięcie się cygarem. Kolejny łyk z mojej szklanki. Kolejny dzień pełen problemów...
- Macie jeszcze jakieś pytania, wątpliwości? Jak nie, to ruszać się do roboty. - Stwierdziłam dość oschle, odstawiając szkło na swoje biurko i sięgając do swojego telefonu. Kilka nieodebranych połączeń...
Kurwa.
Oby to nie były złe wieści...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-05-23, 17:33   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


No dobra. Skoro uważali, że bezpiecznie było oddać podział rebeliantów w ręce naszego duetu, czyli mojego i Nicholasa, to okej. Pragnąłem jedynie uniknąć niepotrzebnych spięć, gdyż Nicholas za bardzo nie rozumiał, z kim ma do czynienia. Najwyraźniej mąciło mu w głowie moje usposobienie. Hehe. Nie za bardzo biedak znał się na ludziach.
Ale ostatecznie raczej jakoś damy radę, prawda? Z podziałem rebelii. Ewentualnie Nicky albo ja zrobimy sobie pod górkę…, a przy odrobinie szczęścia wszystko odkręcimy, gdyby miało okazję się poważnie zjebać, co nie? Nie będę przecież teraz codziennie wstrzykiwał sobie dawki mutazyny. Chyba nie. Raczej na pewno nie. Nigdy. Przynajmniej nie świadomie… Choć znając mnie, pewnie jeszcze nadarzy się okazja.
Wstałem odruchowo, kiedy Papa właściwie już zakończył nasze spotkanie. Do roboty, do roboty. Aby jeszcze…
- Szefie, ja jedynie od siebie dodam, iż odzyskam to, co utraciłem.
Właściwie przyrzekłem. Zdeterminowany. Zagasiłem cygaro, dopiłem drinka i zabrałem telefon ze stolika. Zapewne wyszedłem, o ile Papa nie zamierzał mnie o nic więcej pytać.

| z/t (?)
[Profil]
  [AB+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2020-05-26, 20:53   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Gdyby Nicholas znał myśli Phila, twierdzącego że Grenville nie zna się na ludziach, niech pierw sam się siebie zapyta i odpowie zgodnie z tym co czuje. Nicholas nie często widywał Phila w rebelii i ma prawo mieć o nim takie a nie inne zdanie. Skoro oboje zmuszeni są w sumie ze sobą współpracować, tak niech będzie. Są dorośli, więc do jakiegoś porozumienia na pewno dojdą. Choćby dla rozwoju samej rebelii i jej członków. Swoje sprawy między sobą, mogą odkładać na później nie łączyć z pracą.
Nicholas zrozumiał przekaz Delgado, że mają współpracować. To było jasno powiedziane. Pytań na dzisiaj Nicholas nie miał więcej. Mimo iż miał dwie sprawy do obgadania, wolał jednak poczekać i nie zabierać szefowi teraz czasu. Widząc jego nastrój i pamiętając jak wcześniej zjechał Phila za nieudolność. Którą sam zresztą przyznał przy wychodzeniu.
Nicholas opuścił pomieszczenie zaraz po Philu, chyba że został zatrzymany przez Delgado, by coś omówić to został.


z/t (?)
[Profil]
  [AB+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-05-30, 21:04   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


Nie zamierzałem ich zatrzymywać. Skinąłem jedynie ręką na słowa Philla, chyba po prostu nie chcąc tego przeciągać. Wystarczająco dużo piętrzyło się w mojej głowie, i mimo wszystko - chciałem wierzyć, że w głowie Neumanna pozostały resztki rozumu i nie zrobi nic pochopnie. W końcu... Mu ufałem.
Pożegnałem się z obojgiem mężczyzn krótkim skinieniem głowy, gdy odwracałem się na swoim krześle w kierunku okna, wybierając jeden z nieodebranych wcześniej numerów.
- Javier? Mów, co się dzieje... - Rozpocząłem, biorąc kolejny wdech z mojego cygara, gdy drzwi do mojego gabinetu zostały zamknięte.

To był zdecydowanie za długi dzień...

[wszyscy z/t]
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Vincent Edams



Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem

Ramiona wektorowe

74%

brak





name:

Vincent Edams

alias:
Obiekt 36

age:
21

height / weight:
173/70

Wysłany: 2020-05-31, 07:59   
   Multikonta: Alex Parker
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Koniec maja

Vincent niemal spadł z łóżka. Zdarzało mu się to raczej niecodziennie, bo dzięki wektorom, jego zmysł równowagi i ogólna przyczepność do obiektów, były na znacznie wyższym poziomie. Co więc było powodem jego nagłych zaburzeń błędnika?
Wiadomość, że Papa Delgado chce go widzieć.
Po takiej informacji książka mu wypadła z rąk i niemal zleciał na skrzypiące panele. Dzięki wektorom, które załączały się w takich sytuacjach z automatu, uniknął obtłuczenia kości ogonowej i własnej godności.
Przebrał się w coś, co nie było powyciąganym dresem, szybko się uczesał, bo włosy tego rozpaczliwie się domagały ( chyba musi je podciąć) i niedługo potem stawił się w biurze Papy.
Edams był niemal pewien, że chodziło o zadanie, w zamian za które Delgado miał skombinować leki dla Vanessy. No bo przecież nie wzywał go na dywanik, Trzydzieści Sześć był raczej grzeczną maszynką do zabijania
_________________
(m)
A swallow - the lightning
in the lifeless church,
Cuts like black scissors,
the fear that overcomes her.
[Profil]
  [0+]
 
Marcos Delgado



What doesn't kill you makes you stronger

Sugestie schizofreniczne

87%

biznesmen//szef mafii





name:

Marcos Delgado

alias:
Jack Daniels // Jack Dawson // Papa

age:
48

height / weight:
183/75

Wysłany: 2020-06-06, 21:23   
   Multikonta: Sam, Vera, Echo


//końcówka maja


Siedziałem w swoim biurze, śledząc kolejne wiadomości z gazet, portali internetowych i czatów dyskusyjnych. Ten jebany miesiąc nie przynosił niczego dobrego a sytuacja mutantów wcale nie wyglądała na lepszą, choć przecież tak wiele pięknych akcji przewinęło się w ostatnich tygodniach. Wciąż jednak odczuwałem niezwykłą złość, gdy widziałem kolejne listy martwych obdarzonych, kolejne sztuczne procesy mające udowodnić winę niewinnym, kolejne zdjęcia obrazujące rozpacz tych, którzy nie mają głosu...
Wiedziałem, że musimy to zmienić. Ale... Nie od razu Rzym zbudowano.
Wystarczyło wysłać krótką wiadomość, by w ciągu kilku minut w moim biurze pojawił się młody Edams.
- Vincencie. - Skinąłem mu głową, po chwili pokazując wolne krzesło. - Chcesz może kawy? W ekspresie ostała się jeszcze porcja. - Dodałem po chwili, na sekundę samemu mocząc dzioba w ciemnej filiżance. Kofeina to zdecydowanie to, czego potrzebowałem z rana.
- Jestem pewien że wiesz, dlaczego po Ciebie posłałem. - Rzuciłem w kolejnej sekundzie, lekko unosząc jeden z kącików moich ust, by po chwili wygodniej rozłożyć się w swoim fotelu. Na start miałem dla niego zadanie, które... Mogło wydawać się banalne, ale wierzyłem, że najlepiej sprawdzi jego możliwości.
Od tego jednego zadania zależało, jak wielkie zaufanie mogłem pokładać w tym młodym chłopcu...
_________________

She was the light of my life
And the light is precious in a world so dark...
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5