Poprzedni temat «» Następny temat
Pusta hala
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-18, 20:32   Pusta hala



[Profil]
 
 
Naomi Winter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-16, 07:15   

Naomi wcale nie była w humorze. Ostatnio nie było kogo werbować i właśnie zaplanowała sobie na ten wieczór trening, kiedy napisała do niej Colleen i poprosiła kazała jej stawić się w opuszczonej elektrowni. Która, jak tak myślała, krążąc aktualnie po pustej hali, nie była wcale aż tak daleko od ich obozu. A przynajmniej tak się jej wydawało.
Wkurzyło ją też to, że Colleen nie dała jej wyboru. Jasne, była Łowcą i to było jej zadanie, ale no halo, czy to już taka wielka rzecz, żeby spytać się, czy ktoś przypadkiem nie ma już ustalonego planu na dany dzień - a przecież znowu wcale to nie była taka nagła sytuacja, bo wtedy zrozumiałaby bez problemu, jeszcze z uśmiechem na ustach poleciałaby do tej elektrowni i błagała Christiana, żeby dołączył do Bractwa. A teraz? Teraz była rozdrażniona i zła, choć i tak pewnie będzie starała się z całych sił, by przekonać tego całego Acostę, by do nich dołączył. Miała tylko nadzieję, że się uda, bo jakoś nie miała wielkiej ochoty, żeby zawieść Colleen - w końcu to ona rządziła całą organizacją po śmierci Yvonne, a nikomu chyba nie uśmiechało się robić sobie minusów u przywódcy. Poza tym, jeżeli mówiła, że kogoś chce mieć definitywnie w Bractwie, to lepiej byłoby to jednak wykonać. A nie partaczyć.
Dotarła do elektrowni przed czasem i usadowiła się w pustej hali, siadając na jednym z tych wielkich starych pudeł. Miała z niego widok na wejście do hali, ale też nie była całkowicie ślepa na swoje tyły, więc miejscówka calkiem niezła. A jakby się coś działo, to zawsze mogła z tego zeskoczyć i użyć do ataku. Lub obrony. Zastanawiała się tylko, skąd miała wiedzieć, że ta osoba, która tu przyjdzie, to będzie właśnie Christian Acosta. Nazwisko kojarzyła, ale samej jego postaci nie, więc naturalnym było, że miała jakieś swoje obawy. A skąd w ogóle Colleen wiedziała, że to jest mutant, a nie jakiś szpieg z rządu?
Pewnie nie wie. Pewnie właśnie ryzykuję swoje życie. Ale przecież zawsze ryzykuję swoje życie. Jak się okaże, że to psy, to lepiej niech Colleen szykuje tyłek na ratunkową akcję, pomyślała Naomi, uważnie obserwując swoje otoczenie i czekając, aż pojawi się ten cały Chris.
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2017-12-16, 10:14   
   Multikonta: Evan Reid


#5

Po krótkiej wymianie wiadomości z przywódcą bractwa mutantów, do którego swoją drogą należała jego ukochana ciotka, Christian postanowił dać szansę tym wszystkim, którzy chcieli niby walczyć o wolność ludzi obdarzonymi nadludzkimi zdolnościami. Chociaż czy faktycznie można było powiedzieć, że te zdolności wynikał z czynnika, który był poza ludzki? W końcu mutanci też należeli do tej rasy, w gruncie rzeczy wszyscy byli tacy samy a tendencje mówią jasno - im bardziej w przyszłość tym więcej ludzi posiadało mutację genów. Prawdopodobnie za kilka lat nie będzie już wiadomo czym był człowiek bez specjalnych umiejętności. Nie zmieniało to jednak faktu, że Christian z jednej strony kochał chaos, który teraz panował w Ameryce jak i go nienawidził. Kochał, bo zwyczajnie mógł robić wszystko co mu się podobało a on potrafił sobie poradzić z prawie każdym. Z drugiej strony zawsze czuł gdzieś na karku oddech wszystkich tych rządowych organizacji, które nieoficjalnie zdelegalizowały mutantów.
Chłopak pojawił się przed opuszczoną elektrownią i westchnął ciężko. A mógł teraz iść do jakiegoś klubu, wyrwać jakiegoś gościa i spędzić ten czas w nieco przyjemniejszy sposób. Niestety od czasu do czasu postanawiał być słowny, więc poszedł do tej elektrowni narzekając przy okazji na to, że nie mogli się spotkać chociażby w kawiarni. Wszedł w końcu do budynku i rozejrzał się po pustej hali. Na początku nie zauważył Naomi. Dopiero po krótkiej chwili ją dostrzegł.
- Oh, miałem nadzieję, ze wyślą jakiegoś faceta bez koszulki - zaczął i można było potraktować to jako powitanie. Zaraz na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmieszek i przyjął nonszalancką pozę chowając ręce do kieszeni spodni. Wzruszył ramionami.
- No ale chyba nie mam co narzekać - dodał jeszcze.
[Profil]
 
 
Naomi Winter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-17, 15:29   

Naomi od razu zwróciła uwagę na hałas przy wejściu - nie było trudno go zauważyć, bo z racji tego, że hala była pusta, wszelki dźwięk niósł się echem aż do samego końca. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się przy okazji, czy ten, kto tu szedł, nie miał za grosz rozumu, czy po prostu życie było mu niemiłe że nie zastanowił się nawet, czy przypadkiem nikogo innego tu jeszcze nie ma. A co, jeżeli Naomi należałaby do rządu i od razu by go złapała?
Chyba jednak była bardziej rozdrażniona, niż chciała sobie wmówić.
Zmieniła pozycję i, teraz siedząc już po turecku na pudle, nadal wpatrywała się w wejście, coraz wyraźniej słysząc zbliżające się kroki. Nie miała super zmysłów, więc nie mogła określić, czy to rzeczywiście ten cały Chris, czy ktoś inny, ale tego, że ktoś nadchodzi była pewna. Więc w sumie nawet nieostrożność nadchodzącego człowieka była dla niej pomocna, mogła się przygotować do ataku i ustalić ewentualny plan ucieczki, coby nie utknąć w jakiejść ślepej uliczce, albo na dachu. Żeby nie dać się złapać w pułapkę jak bezmyślne zwierzę, które nadaje się już tylko potem albo do badań... Albo do odstrzału. Naprawdę chciała przeżyć więc, niż 24 lata, jednak liczyła się z tym, że nie wszystko może przejść po jej myśli.
Od razu wyrwała się ze swoich myśli, gdy usłyszała głos i prędko zwróciła wzrok ku nowoprzybyłej osobie, co sprawiło, że zamarła, a jej oczy się trochę rozszerzyły. Czy to była jakaś pułapka? Czy Colleen- Nie, Colleen chyba ledwo co wiedziała o przeszłości Poltergeista. Więc czemu?
- Chris? - odezwała się w końcu, nie kryjąc niedowierzania w głosie i już po chwili zeskoczyła na ziemię. Niewiele myśląc, podbiegła do niego, wręcz rzucając mu się na szyję i mocno go przytulając. Dopiero po chwili do niej dotarło, że mógł tego nie chcieć i pośpiesznie się odsunęła, krzyżując ramiona na piersiach.
- Wybacz - mruknęła, odwracając od niego wzrok i odkaszlnęła, starając się brzmieć spokojnie. - O nie. Colleen przysłała mi ciebie?
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2017-12-18, 09:38   
   Multikonta: Evan Reid


Christian zwykle był spokojnym człowiekiem. No dobra, był zwykłym chujem, który myślał tylko o sobie, o zabawie i o seksie ale jednak teraz zachował dziwny spokój, chociaż rozpoznał swoją przyjaciółkę z gangu, którą poznał jeszcze w Seattle. Co zaś się tyczyło rządu, Chris czuł się nieco zbyt pewny siebie, bo jednak nie byłby to pierwszy raz kiedy uciekł tym partaczom. Raz mu się udało po tym jak zniszczył swój dom rodzinny i rozpętał ogromną burze nad miastem. Drugi raz jak uciekł tym z Niebieskich Szwadronów, od tego czasu miał wrażenie, że Jaden, jego ulubiony chłopak z gangu, poluje na mutantów. Skrzywił się jedynie na samo wspomnienie o nim ale jednak szybko powrócił na twarz ten jego uśmieszek cwaniacki, który nie opuszczał go chyba nigdy.
- Naomi - powiedział tylko po czym objął dziewczynę chociaż sam nie wiedział co ma do niej teraz czuć. Mimo wszystko dość szybko gang Seattle został rozbity i to z winy Acosty, który w Olympii pojawił się dopiero jakieś pół roku temu. Ten czas bardzo szybko leciał. Puścił w końcu dziewczynę i zmarszczył brwi.
- O nie? Czyli jednak nie chcesz mieć znowu w ekipie najpotężniejszego, najprzystojniejszego i najbardziej czarującego mutanta ze wszystkich? - Zaśmiał się chociaż w sumie trudno było powiedzieć czy jedynie żartował o tych przymiotnikach czy faktycznie miał o sobie takie duże mniemanie. Znając go prawdopodobnie mógł się zgadzać z co najmniej dwiema z tych cech.
- Pewnie moja ciotka mnie wsypała, znając życie to chce żebym w końcu znalazł inne zajęcie poza szwędaniem się po klubach, rozbojami, kradzieżami i przypadkowym seksem.
[Profil]
 
 
Naomi Winter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-24, 09:43   

- Pewnie, że chcę! - zaśmiała się, pozwalając na chwilę przykrym wspomnieniom odejść w dal i zastąpić je tymi przyjemniejszymi. Dobrze bawili się w Seattle, jeszcze wtedy nie do końca wiedząc o Bractwie. Na krótką chwilę oba "gangi" połączyły się i zdziałali dużo więcej, niż samotnie, ale... Potem Naomi i jej grupa przeniosła się do Portland, a Chris został w Seattle. Nie wiedziała co się stało.
- Po prostu... Kurczę, nie spodziewałam się jeszcze cię zobaczyć. Moja grupa się rozwaliła, po tym jak prawie złapał mnie rząd - powiedziała, krzywiąc się, gdy blizny na jej plecach zapiekły, dając o sobie znać. - No bo wiesz, skoro chcieli złapać mnie, to pewnie mieli jakiś ślad reszty. Nie widziałam ich od tamtego czasu.
Na chwilę na jej twarzy pojawił się smutek i ból, jednak zaraz starła te emocje z twarzy, praktycznie robiąc się pogodną od ręki. Umiała już panować nad tym, jak ma wyglądać jej wyraz twarzy, a to, że często działała pod wpływem emocji nie miało nic z tym wspólnego. A i tak przecież uczyła się nad tym panować!
- Ale dość o mnie - dodała, a gdyby nie bała się, że za rogiem czyha ktoś z rządu, pewnie klasnęłaby w dłonie. - Lepiej opowiadaj co tam u ciebie. Nie wiem zbytnio co się działo po tym, jak opuściłam Seattle.

//będzie lepiej, obiecuję ;;
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2018-01-05, 13:11   
   Multikonta: Evan Reid


Pamiętał, że wtedy bardzo polubił Naomi, chociaż teoretycznie była z innego gangu. Christian formalnie należał do tych od Seattle i został wprowadzony przez swojego byłego chłopaka, który kochał wykorzystywać młodego Acostę, przynajmniej dopóki młody mutant sam nie nauczył się wykorzystywać ludzi do realizacji własnych celów. Uśmiechnął się słysząc, że jednak dziewczyna chce go w bractwie. Cieszył się, że w gruncie rzeczy będą należeć do tego samego stowarzyszenia, bo tak się składało, że Christian już podjął decyzję. Po tym jak jego ciotka została siłą umieszczona w Niebieskich Szwadronach, postanowił że wstąpi do bractwa .
- Moją grupę rozwaliłem ja. Za dużo ode mnie chcieli a wierz mi, ode mnie lepiej jest nie drażnić - powiedział po czym rozłożył dłonie i w oddali było słychać otłuszczający huk grzmotu. Piorun przeciął niebo kilka kilometrów od elektrowni. Chris kochał się bawić swoimi mocami i manifestować je w najbardziej destrukcyjne sposoby. Mógł dowolnie kontrolować pogodę co dawało mu pośrednią kontrolę nad trzema z czterech żywiołów. Potrafił wywołać zjawiska związane z wodą, z ciepłem, z wiatrem. To wszystko dawało mu władzę nad niebem. Był wręcz królem nieba, mógłby się porównać do samego Zeusa.
- Poza tym zabili moich rodziców, więc ja ich zabiłem we własnym domu. Pewnie słyszałaś o cholernie silnej burzy nad Seattle jakieś pięć lat temu? Tak, to moja zasługa. - Uśmiechnął się trochę diabolicznie ale spodobało mu się wtedy zabijanie tych, którzy robili mu krzywdę. Od tego stał się zupełnie inny. Stał się manipulatorem, kimś kto jest panem życia i śmierci, królem samego nieba. Był mutantem, cholernie potężnym mutantem.
[Profil]
 
 
Naomi Winter
[Usunięty]

Wysłany: 2018-02-02, 20:40   

Naomi zmarszczyła brwi, słysząc słowa młodego Acosty. Że co? Że jak? Że rozwalił swoją grupę? Kiedy? Po co? Dlaczego? Co? Nie rozumiała z tego nic i jakoś tak dziwnie zrobiło jej się na myśl, że ktoś mógł rozwalić swoją grupę. Przecież ona sama walczyła jak najwięcej i jak najdłużej o to, by jej grupa została razem, walczyła o to z całych sił i do teraz miała masakryczne wyrzuty sumienia, że przecież nie udało jej się i możliwe, że miała ich już nigdy nie zobaczyć.
- Popisujesz się - zauważyła z rozkojarzonym uśmiechem. Nie lubiła się jakoś przechwalać swoją mocą, chociaż całkiem nieźle nad nią panowała i na ogół nie miała większych problemów z nią, poza przypadkami, gdy używała jej za długo.
Ale jakoś tak powstrzymywała ją od tego myśl, że za rogiem może czaić się ktoś z rządu i wsadzi ją za kratki przy najmniejszej próbie użycia owej mocy. Czasem zastanawiała się, czemu akurat ,to na nich rząd się uwziął. Nie dość było przestępców na całym świecie, że akurat mutantów wzięli pod lupę?
A na następne słowa Chrisa uniosła wysoko brwi, długo mu się przyglądając. Zabili jego rodziców, więc on zabił ich? Nieźle. Wcale nagle nie zrobiło się jakoś tak niepokojąco.
- A więc ich zabiłeś - stwierdziła powoli, odwracając od niego wzrok, bo jakoś się jej tak nieswojo zrobiło. - A to była jakaś burza? Wybacz. Nie miałam ostatnio zbytnio okazji do bycia na bieżąco. W sumie głównie to siedziałam w Bractwie.
Urwała na chwilę i zaczęła chodzić dookoła niego, a na jej twarzy pojawiło się zainteresowanie, szczere i szerokie. Ręce założyła na plecy i uśmiechnęła się.
- Ale bardziej interesuje mnie to, czemu Colleen chce Cię mieć w Bractwie. Jakieś pomysły?
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2018-02-02, 21:49   
   Multikonta: Evan Reid


Uniósł jedną brew na sugestię, że się tylko popisuje. Było to prawdą, Christian powinien bardziej uważać ale przecież jest mutantem, moce były częścią jego osoby, nie mógł wyzbyć się ich ot tak, ledwie pstryknięciem palcem. Atmokineza, kontrola pogody stanowiło jego własne dziedzictwo. Wziął głębszy oddech i przymknął oczy jakby starał się skupić. W końcu wypuścił powietrze z ust i znowu spojrzał na Naomi, która mogła wyczuć wyraźny zapach ozonu. Taka była specyfika mutacji Acosty, wydzielał silny zapach porównywalny do tego jaki czuć było po przejściu burzy. Nie działały na niego perfumy czy dezodoranty.
- To nie oczywiste? Na razie jestem sam. Potrafię kontrolować pogodę i całkiem dobrze sobie z tym radzę. To proste, że któraś strona woli mieć mnie pod kontrolą, bo sam mógłbym narobić szkód wszystkim. Poza tym doskonale wiem, że atmokineza nie ogranicza się jedynie do chmur, wywoływania deszczu czy burzy. Bo widzisz... jedni mają moc kontroli wiatru, inni piachu, ognia, wody... ja po części rządzę wszystkimi tymi żywiołami. Rozumiem, ze nie ma żadnego problemu żebym wywołał burzę piaskową nad miastem - odparł z uśmiechem i ponownie rozłożył dłonie. Jakby na potwierdzenie jego słów, w okolicy elektrowni wzbiły się tumany kurzu i ziarenka piasku. Na ustach Acosty pojawił się złośliwy uśmieszek, a chłopak zacisnął dłonie w pięści wzmagając swoją moc. Ostre drobinki piachu mogłyby zacząć kaleczyć twarz, gdyby nie byli osłonięci przez ściany budynku i gdyby chłopak jeszcze trochę wzmocnił działanie swoich zdolności. Jego oczy jaśniały najbardziej magicznym błękitem. Przez chwilę wyglądał faktycznie niczym młody bóg, grecki heros, rzymianin trzymający wszystkich w swoich dłoniach. Po chwili jednak przestał. Rozluźnił się rozkazał żywiołom uspokoić się. Machnął niedbale dłonią i było to ledwie skinienie kiedy wiatr ucichł.
- Nadal się zastanawiasz, dlaczego wasz przywódca się zainteresował właśnie mną Naomi?
[Profil]
 
 
Naomi Winter
[Usunięty]

Wysłany: 2018-02-03, 21:58   

Naomi zmrużyła oczy, zatrzymując się w miejscu, gdy poczuła charakterystyczny zapach ozonu. Ocho, zbierało się na kłopoty. Nie lubiła tych, którzy się popisywali. W ten sposób ułatwiali rządowi zadanie odnalezienia ich i wpakowania do więzienia i to tak bardzo poważnie.
A Naomi, chociaż minął już jakiś czas od zniknięcia jej chłopaka, nadal prześladował strach, że pewnego pięknego dnia obudzi się w więzieniu... Albo wcale się nie obudzi.
Więc kiedy usłyszała hałas na zewnątrz, to nawet nie myślała - skierowała wzrok na pudło na którym siedziała i, z małym wysiłkiem, przesunęła je pod drzwi elektrowni, blokując je od wewnątrz, to samo robiąc zresztą przy drugim wejściu. Wiedziała, że jak dojdzie co do czego, to przecież nie da mi to jakiejś wielkiej ochrony, ale zawsze lepsze to niż nic, prawda?
- Idiota - wysyczała wściekła, kiedy skończył się bawić i dźgnęła go palcem w klatkę piersiową, zaczynając kierować się emocjami, co nigdy nie prowadziło do dobrego. - Idiota! Masz pojęcie, co narobiłeś?! Możemy być martwi za parę chwil! Jezu, po prostu nie wierzę! Myślisz, że ludzi nie zainteresuje nagła, chociaż krótka, pieprzona burza piaskowa?! Ja pieprzę!
Syknęła raz jeszcze, gdy blizny zaczęły piec, ale jeszcze bardziej ją to nabuzowało i sprawiło, że zaczęła chodzić od jednego punktu do drugiego w linii prostej, a parę mniejszych pudełek i kartonów dookoła niej uniosło się w powietrze.
- Jeżeli zauważył to ktokolwiek, kurwa, to jesteśmy w czarnej dupie, Acosta! Wiesz, że ludzie nie darzą nas sympatią, ale przecież, musisz się popisywać! Nikt ci nigdy nie powiedział, żebyś się, nie wiem, nie wychylał, do jasnej cholery?! - wręcz się wydarła, a strach też zaczął w niej narastać i zaczęła przypominać sobie wypadek. - Kurwa! No i co tak stoisz, pacanie? Lepiej myśl jak teraz mamy stąd wyjść niezauważeni! A żeby nie było, niezauważenie oznacza, że bez użycia mocy, okej? Tak żeby dotarło. Chryste. No, myśl! Musimy się jakoś dostać do Bractwa, skoro Colleen koniecznie cię chce, ale jak tak dalej pójdzie, to wykryją nas wszystkich... Mogę odsunąć te wielkie pudła, motor mam zaraz obok, ale mogą nas zauważyć, a rząd może być już w drodze. Możemy też poszukać innego wyjścia, ale nie wiadomo ile mamy czasu zanim ktoś ich nie wezwie... Naprawdę, naprawdę musiałeś się bardziej popisać, geniuszu?
 
 
Christian Acosta



I'm not afraid

Atmokineza

75%

Nikogo nie kocha jeszcze





name:

Christian Acosta

alias:
Storm Boy

age:
23 lata

Wysłany: 2018-02-05, 09:43   
   Multikonta: Evan Reid


Czyżby Naomi jeszcze nie poznała uroku Christiana Acosty? On od zawsze popisywał się swoimi mocami. Chociaż czy faktycznie można było nazwać to popisywaniem się? Przecież posiadanie kontroli nad pogodą stanowiło jedność z nim. To tak jak oddychanie, czy robienie zwykłego siku, realizowanie potrzeb, które były naturalne dla człowieka. On miał z kolei potrzebę używania swoich zdolności. Pewnie to go odróżniało od reszty tych frustratów.
- Oczywiście, ze zainteresuje. Jednak powiedz mi, kiedy jestem w tłumie ludzi, kto ma wiedzieć kto właściwie używa mocy? W sensie, nie muszę wykonywać żadnych gestów, tak właściwie. A przecież żołnierze nie wystrzelają całego tłumu aby zabić jednego mutanta, bo w końcu to pogorszyłoby opinię społeczną dla obecnego rządu. - Wzruszył ramionami pozostając nadal całkiem spokojnym. No hej, może mogli ich złapać ale czy tak właściwie rząd miałby szansę dorwać dwóch względnie potężnych mutantów. Moc Acosty była rozwinięta całkiem dobrze, Naomi też potrafiła chyba walczyć, więc raczej nie byłoby problemu z pokonaniem oddziału.
- O ile faktycznie to ktoś zauważył. Poza tym mogę zrobić nam zasłonę z mgły. W razie gdyby mieli termowizory mogę podnieść temperaturę powietrza i trudniej będzie nas dorwać. Tak czy inaczej jesteśmy górą. Zaufaj mi, już raz tym idiotom uciekłem - powiedział po czym zaczął się rozglądać za innym wyjściem. Wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł. Bo w końcu agenci poszukiwaliby ich raczej przy ziemi, najbardziej prawdopodobne było, że będą uciekali tylnymi wyjściami lub podziemnymi przejściami. A gdyby tak uciekli przez... dach? Wskazał nad ich głowami. Dach był częściowo oszklony wystarczyło wybić szybę.
- Potrafisz unosić ludzi? - Uśmiechnął się cwaniacko.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-12, 19:10   

Jasne polecenie od przywódczyni zmusiło dwóch łowców Bractwa, by wsiedli w czarnego suva i ruszyli w kierunku pustej hali, gdzie miał znajdować się Christian Acosta i Naomi Winter. Naomi zbyt długo nie wracała i nasza Przywódczyni ewidentnie stwierdziła, że wysłanie jej na samodzielną misję było lekkomyślne. W końcu panienka Winter zdecydowanie do najlepszych Łowców nie należała, więc to nie było mądre posunięcie. Na szczęście w Bractwie znajdowała się dwójka Łowców, która aktualnie zupełnie nie miała co robić, więc z chęcią zgodzili się na prośbę Colleen Marie i już po 15 minutach od wydania polecenia siedzieli w aucie, gotowi do akcji.
Droga nie zajęła im zbyt dużo czasu, bo po jakichś 20 minutach jechania na około z Bractwa do pustej hali, zaparkowali pod nią. Jeden z nich umiał kontrolować grawitację, a drugi był super silny, więc w walce byli całkiem dobzi, jeżeli do takiej miałoby dojść, ale nie zapowiadło się na to. Weszli do środka akurat w momencie, gdy Naomi uciekła z krzykiem, ewidentnie przestraszona, że to wcale nie pomoc z Bractwa, a przeciwnicy mutantów. Oboje spojrzeli na nią zszokowani i rozbawieni jednoczeście. Zawsze twierdzili, że dziewczyna nie nadaje się na to stanowisko...
- Christianie, jestem Joseph, a mój kolega to James. Jesteśmy łowcami z Bractwa, Colleen Marie nas przysłała, zbyt długo nie wracaliście. Zabierzemy cię prosto do niej. - jeden z nich, ten wyższy, przedstawił się, uśmiechając się szarmancko i wyciągając rękę w stronę Christiana. Nie było jednak czasu na inne uprzejmości, bo nie warto było przebywać zbyt wiele czasu poza Bractwem. To mogło być niebezpieczne... Dlatego cała trójka zaraz udała się do auta i odjechali w stronę Bractwa.

/ zt x2.
[Profil]
 
 
Chris Jenkins



Truth is the best arrow and courage the best bow.

Manipulacja elektromagnetyczna

76%

Nie ma miłości, jest nauka.





name:

Chris H. Jenkins

age:
24

height / weight:
169/56

Wysłany: 2018-04-21, 15:10   

[1]

Opuszczona elektrownia stała się ich punktem rendez-vous odkąd Michael odnalazł interes w poszukiwaniu przez Chris odpowiedzi na skomplikowane pytania oraz teorie, dotyczące jego mocy. Podejrzewała, że bardziej zależało mu na stworzeniu tego ubrania, dzięki któremu mógłby bez przeszkód korzystać ze swojej zdolności, ale dopóki współpracował, nie zamierzała się wykłócać o ignorancję względem nauki. Zresztą, od początku było wiadomym, że to ona robi za mózg operacyjny, a on rączki, które się brudzą podczas kradzieży coraz to nowszych surowców, jakie mogłyby przetrzymać rozedrganie cząsteczek. Tyle wysnuła dotychczas, podstawowe zasady termodynamiki. Nic więcej.
Grot strzały błyszczał w przedzierającym się przez dziurę w dachu snopie światła. Obróciła kilka razy podłużną amunicję w dłoni, czekając, aż Michael ustawi tarczę, którą przewrócił podczas ostatniej próby sprzed trzech minut.
- Niby taki szybki, a guzdrzesz się z ustawieniem tego, jak emeryt – rzuciła zaczepnie, a jej głos rozniósł się echem po pustej hali. – Jeszcze pomyślę, że bieganie w kółko jest dla ciebie zbyt wymagające!
Od godziny zmuszała go do mknięcia za strzałą, sukcesywnie zmniejszając odległość dzielącą ją od tarczy. Według jej obliczeń, obecny naciąg, wzmocniony o dodatkowe bloczki, minus waga czytnika na strzale, wynosił jakieś czterdzieści pięć kilogramów, co przekładało się na prędkość wystrzelonego obiektu do stu piętnastu metrów na sekundę. W tej chwili stała w odległości dwudziestu metrów od tarczy z czerwonym, wysłużonym środkiem bull’s eye, co dawało w przybliżeniu dwie dziesiąte sekundy czasu na pokonanie dystansu przez strzałę. Bezpośrednim celem Ryana albo Szybkiego i Wściekłego, jak to lubiła go nazywać, ku niezadowoleniu chłopaka, było złapanie pocisku w locie za środek promienia z włókna węglowego, pomiędzy grotem a lotkami, przy ówczesnym rozpoczęciu biegu z drugiego końca hali. Resztę już pozostawiali czujnikowi na strzale i fotokomórce ustawionej przy linii startowej Michaela, która rejestrowała początek biegu. Prosta fizyka, nic skomplikowanego, a jednak dostarczała wystarczająco wiele odpowiedzi na podstawowe pytania Chris, na podstawie których mogła nawet samemu Ryanowi powiedzieć, jak jego moc przedstawia się w liczbach.
[Profil]
 
 
Michael Ryan



I'd like to get to know you but you're talking much too slowly

Superszybkość

85%

Łowca w bractwie





name:

Michael Ryan

alias:
Streak

age:
26

height / weight:
180/69

Wysłany: 2018-04-21, 18:03   
   Multikonta: Jamie/Tom
  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!


// 24 luty gdzieś koło południa

Dzień zapowiadał się na pogodnie, a chłód lutowego powietrza aż tak mocno nie dokuczał jak miał to w zwyczaju. Dziś Mike umówił się z Chris na ćwiczenia, nawet jeśli nie mówił o tym bractwu, ze poddaje się eksperymentom. Chłopak pragnął stroju i co jakiś czas w innych stanach wystawiał się na odstrzał, ale póki udawało mu się zdobywać to co chciała dziewczyna z chęci materialnych robił to... Trening tego dnia miał na celu łapanie strzał i o tyle by było to dobre co nie było lepsze to, ze panna Jenkins kazała mu zjeść tylko kolacje wczoraj i miał to robić na głodniaka, a mając taki organizm jak Mike, który musiał jeść dużo żarcia, trudno mu było odmówić śniadania, a to zbliżała się pora lanczu. Okropną była kobietą... Może i niezwykle mądrą, ale czasem pukał się w głowę dlaczego to robił. Ufał jej to było pewne, w końcu uratowali sobie życie nawzajem, ale po co brał udział w byciu królikiem doświadczalnym, by pokazać dziewczynie swoje słabe strony mocy? By mogła je kiedyś wykorzystać znając jego limity...? Nie chciał w to wierzyć by była zdolna do czegoś takiego i trzymał się tego jak ostatniej deski ratunku, odrzucając swój zdrowy rozsądek naprawdę gdzieś na bok.
- Jakbyś nie miała paliwa to też byś tak się poruszała. - odparł lekko zirytowany
Był głody, a jak człowiek czy też mutant jest głodny to jest zły. Miał nadzieję jednak, że dziewczyna ten punkt o tym, iż zabiera go do restauracji i wszystko stawia mówiła serio, bo inaczej już znajdzie powód by się zemścić, no o ile będzie miał siłę to zrobić...
Póki co Mike dawał rade łapać głupią strzałę, odpychając tą nieszczęsną tarczę, ale czuł po sobie słabniecie. Dziewczyna też musiał to zauważyć, ze nie był tak szybki jak przy ostatnim trening na pełnych bateriach, gdzie nie sprawiało mu to, aż tak wielkiego problemu. Teraz jednak znów ustawiał się na linii startu, nie mówił jej, ze czuł zawroty głowy, a wzrok się powoli robił mglisty, da radę przecież złapać głupią strzałę. Tak nie chciał być mięczakiem, może to i głupie, ale chciał zaimponować Chris. Kto by chciał pokazywać kres swoich sił? Jednak, kiedy dziewczyna napięła łuk i wypuściła strzałę, pobiegł. Biegł widział ją i złapał. Tym razem znów się udało, ale po tym jak się zatrzymał ze strzałą w ręku, drugą przetarł usta i nos. Dopiero teraz zorientował się, ze cieknie mu z nosa, zagryzł wargi zły na siebie, na swoje szczęście stał do dziewczyny tyłem, nie mogła tego zobaczyć. Doprowadził się do względności, a przynajmniej miał taką nadzieję nie chcąc podchodzić zbyt blisko dziewczyny.
- To skracamy bardziej dystans? - odparł hardo czując, iż powoli ciało powoli odmawia mu całkowitego posłuszeństwa.
[Profil]
  [AB-]
 
Chris Jenkins



Truth is the best arrow and courage the best bow.

Manipulacja elektromagnetyczna

76%

Nie ma miłości, jest nauka.





name:

Chris H. Jenkins

age:
24

height / weight:
169/56

Wysłany: 2018-04-21, 20:15   

Wywróciła oczami, słysząc uwagę dotyczącą jedzenia już piąty raz w przeciągu ostatnich dwóch godzin, a to i tak nie był cały czas, który tutaj spędzili. Doświadczenia z superszybkością Ryana niestety nie były tak „superszybkie”, jak oboje by tego chcieli i choć Chris cechowała cierpliwość w trakcie badań, sama pragnęła poznać dzisiejsze wyniki im prędzej się dało. Żeby tego dokonać, musiała strzelać dalej do tarczy, choć jej prawa ręka również zaczynała odmawiać współpracy. Napinanie cięciwy wcale nie było tak proste, jak się wydawało i nawet jej godna pozazdroszczenia wprawa nie dawała non stop takiego samego efektu – ku jej rozczarowaniu. Musieli pracować z tym, co mieli. Przecież nie zleci chłopakowi kradzieży maszyny do miotania piłek tenisowych, które w trakcie tego eksperymentu spisałyby się bynajmniej dobrze.
Strzała wyleciała i zanim zdążyła mrugnąć, Mike już stał w pobliżu tarczy z pociskiem w dłoni. Z ulgą opuściła łuk, kręcąc prawym barkiem trzy razy do przodu, czując charakterystyczne strzykanie w stawie. W odpowiedzi na jego pytanie tylko uniosła rękę z bronią ku górze w niemym geście „stop” i podeszła do otwartego laptopa, pozostawionego przy futerale na pozostały sprzęt rejestrujący. Kucnęła przy podłodze, wystukała komendę w laptopie i zmarszczyła mocno brwi, niezadowolona z wyniku, który się wyświetlił.
- Chodź tutaj. I weź strzałę ze sobą! – rzuciła przez ramię, nie odrywając jednak wzroku od liczb wyświetlonych na ekranie. Odłożyła łuk na ziemię obok siebie, wypuszczając ciężko powietrze przez nos, ciesząc, że minusowe temperatury lutego pozostawały za nimi od tygodnia, choć plus dwa na termometrze wcale nie były lepsze. Gdy kroki stały się bliskie, machnęła dłonią, aby zniżył się do jej poziomu i wskazując palcem na jeden z wykresów, powiedziała: - Masz gorszy wynik, niż z dwudziestu pięciu metrów o całe cztery setne sekundy – dla Mike’a to był cały szmat czasu – a twoja ręka złapała strzałę pięć centymetrów dalej, niż poprzednio. – zerknęła na strzałę w jego dłoni, dostrzegając stare ślady chwytania pocisku i jeden nowy, jaśniejszy na czarnym surowcu, tuż poniżej zielonej tasiemki, którą wyznaczyła na samym początku granicę chwytu. Połowa ostatniego catch’u wychodziła poza ten obszar. – To jest twój limit, kiedy jesteś wyczerpany – oświadczyła z wolna, pochylając do przodu po czarną torbę sportową, która leżała za laptopem. - Mylisz się o jakieś… – przerwała, szperając w bocznej kieszonce przez chwilę - …dwadzieścia siedem procent od stanu początkowego. Czas dalej płynie z twojej perspektywy powoli, ale w biegu trudniej ci wyłapać właściwy moment i dlatego wpadasz na niektóre obiekty niespostrzeżenie. To jak jazda samochodem powyżej setki, obraz się zawęża i przypomina tunel, wystarczy lekki ruch kierownicą przy ułamku sekundy nieuwagi i nagle lądujesz w rowie – w jej dłoni znalazł się batonik proteinowy i podwójny snickers, które bezceremonialnie rzuciła za siebie do chłopaka. I tak je złapie. – Na sto metrów daje to dwadzieścia siedem, na dziesięć, dwa i siedem dziesiątych – uniosła głowę w zastanowieniu czy aby faktycznie takie zależności istniały, ale dowody były jednoznaczne, więc przytaknęła sama sobie. Good job, Chris. Zajechałaś chłopa i to nie w łóżku. - Znając to, możesz popracować nad swoim torem biegu – musiała wygłosić ten wykład do końca, gdy tak nonszalancko usiadła na zimnej podłodze (złapie wilka), wprowadzając nowe dane do komputera lewą ręką, bo prawa delikatnie drżała w skórzanym ochraniaczu łuczniczym. – A mówiąc twoim językiem, jeżeli w stanie pełni sił weźmiesz korektę na dwadzieścia siedem procent swojej prędkości i dystansu, który masz pokonać, przy zamierzonej interakcji z celem, istnieje osiemdziesiąt procent szans, że nic sobie nie zrobisz i nie rozwalisz ubrań. - klik. Enter. Zapisz jako… - co zdecydowanie ułatwi mi podjęcie decyzji jak bardzo odporny na uszkodzenia twój strój powinien być. – duma i chluba naukowego narodu, Chris Jenkins dokonuje kolejnych, śmiałych stwierdzeń w ramach swej teorii o superszybkości. – Pytania? – wreszcie obróciła się od laptopa, aby spojrzeć na obiekt testowy, mrużąc uważnie oczy i przechylając głowę nieco w boku. Ta smuga przy lewym płatku. Powiodła wzrokiem ku dłoniom chłopaka, gdy ten coś mówił, ignorując wszelkie uwagi, zbyt skupiona na wątpliwym, ale niepokojącym podejrzeniu. Pozostałe resztki przy skórce paznokcia tuż obok prawego kciuka. Wyprostowała się poważnie i nie przejmując, że chłopak dalej walczył z drugim batonikiem, sięgnęła po jego dłoń, obracając raz w lewo, raz w prawo, dostrzegając podobne, drobne ślady, które zostały niedokładnie starte, a w finalnym efekcie – roztarte po powierzchni skóry.
- Mike - zaczęła poważnie - co to jest?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 5