Poprzedni temat «» Następny temat
Herbaciarnia
Autor Wiadomość
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-01-11, 20:24   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Mimo dosyć jasnych i przejrzystych poglądów dotyczących tej całej wojny - zarówno domowej, jak i w wersji europejsko-amerykańskiej - jakie formowały się w umyśle Maysilee, dziewczyna wielokrotnie doświadczyła tego, co nakazywało jej nie wyrażać ich w aż tak dosadny sposób, jaki dosłownie cisnął jej się na usta. Być może w gronie bliskich znajomych, mutantów z Bractwa czy innych przyjaciół mogła to robić, jednakże nie była w stanie w dostatecznie dobry sposób stwierdzić, kim tak właściwie była Miriam...
Choć w żadnym razie nie przeszkadzało to Maisie w widocznym polubieniu swojej nowej koleżanki. Wręcz przeciwnie, naprawdę cieszyła się z tego spotkania, zwłaszcza że dzięki temu nie musiała czekać na dworze ani przychodzić tu całkowicie sama, żeby zabić czas do bardziej roboczego spotkania. Teraz jednak, gdy spojrzała na zegarek - fikuśny, ozdobny i zawieszony w zupełnie absurdalnym miejscu na styku dwóch ścian - nad głową towarzyszki, dotarło do niej, iż... Faktycznie, chyba należało iść w ślady kobiety i powoli zacząć się stąd zbierać.
- Nie jest jeszcze aż tak fatalnie, raczej nic nie spadnie nam na głowę, gdy stąd wyjdziemy. - Stwierdziła z lekkim uśmiechem, zastanawiając się nad tym, na ile mogła wierzyć własnym słowom. Cóż, mimo wszystko, to była wojna. Nawet jeśli w Chinatown na to nie wyglądało. - Lubię przychodzić tu w co drugi wtorek. Jeżeli zechcesz, możesz do mnie dołączyć. W każdej chwili. - Odpowiadając, także podniosła się z krzesła, szukając pieniędzy na resztę rachunku wraz z napiwkiem.
- To... Do zobaczenia? - Uśmiechnęła się po raz kolejny, opatulając szyję szalikiem, po czym ostatecznie się pożegnała, wychodząc na zewnątrz i kierując się bezpośrednio w miejsce kolejnego spotkania.

[z/t]
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-01-30, 20:07   

5.05 11.50

Pewnie weszła do świetnie sobie znanej kawiarni w różowych słuchawkach na uszach, w których grał wolniejszy pop. O tej godzinie nie było tu dużego ruchu, zaledwie jeden stolik zajęty przez dwie starsze kobiety, ale i tak zajęła stolik w rogu, pod ścianą, umieszczony najdalej od wszystkiego, pracowników za ladą jak i zajętego stolika. Kiwnęła na przywitanie właścicielce stojącej za kasy i pokazała znak V ręką. Ta uśmiechnęła się miło na widok znajomej twarzy i od razu zniknęła w drzwiach kuchni. Tak, Robin bywała tu tak często, że można ją było uznać za stałą klientkę, szczególnie że zamawiała zawsze to samo - Yerbamate jaśminową. To miejsce było świetne na spotkania "biznesowe", ciężko było złapać tu zasięg, a co za tym idzie dźwięk komórki nie pozwalał przerwać rozmowy i dekoncentrować. Oczywiście, że muzyka w słuchawkach jej nie dekoncentrowała! Bardziej ją dekoncentrowało gdy mieszała się z jakimiś durnymi dzwonkami telefonów. Usiadłszy, położyła brązową listonoszkę na stole, wyjęła blok A4 w kratkę i zaczęła rozwiązywać niedokończone równanie różniczkowe. Zawsze tak robiła, gdy na coś czekała, nie potrafiła tak po prostu siedzieć i czekać.
Miała się spotkać z jednym ze swoich klientów, a właściwie jej alter ego Alexa - genialnego informatyka - który nie istniał. W rozmowie wspomniała, że jedna z klientek Alexa ma interes do Phila i zaaranżował spotkanie. Dodał też jak Robin mniej więcej wgląda - małe gabaryty, burza loków i różowe słuchawki - co by się znaleźli.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-02-05, 17:29   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| 5 maja 2019 roku, przed południem

Stwierdzałem, że niekiedy brałem na siebie zbyt wiele. Napięty grafik stał się dla mnie codziennością i czasami stawałem zaskoczony z nożem w ręku, czy to krojąc pomidorki, czy też komuś paluszki, że w sumie to potrafiłem, mimo tego wszystkiego, na moment zwolnić i, cóż, odetchnąć. Potrafiłem nawet odetchnąć podczas załatwiania pewnych spraw, więc w sumie fajnie, że przyjąłem sprawę od Alexa i że ogólnie mogłem się mu jakoś odwdzięczyć za to nękanie z mojej strony, a przy okazji jeszcze odbyć lunchyk w towarzystwie jakiejś laski. Z opisu zdawała się być, cóż, słodka i niewinna, więc w sumie mój gust. Pewnie moje gusta również wygooglał ten oszołom Aleksjej. Czy tam ALEX. Nie wiem, czemu lubiłem go tak rusyfikować. Aleksjej Hakernow. Chyba jakiś taki trend dziś miałem… Pewnie do jutra mi to przejdzie.
Tymczasem zaparkowałem pod herbaciarnią w Chinatown, wyskoczyłem z wozu i wszedłem do środka. Knajpka jak knajpka. Fajnie, bo nie było zbyt wielu ludzi, więc mogłem się nieco wyciszyć. Od razu namierzyłem Robin… Zdjąłem więc ciemne okulary z nosa, zaś z uszu wyrwałem różowe słuchawki. Wsunąłem się na miejsce naprzeciwko.
- Hej – odparłem na przywitanie. Wyszczerzyłem się szeroko, bo ja już tak miałem. Ekstrawertyzm połączony z niebywałym szczęściem. I, cóż, kompletnie nie zapowiadało to moich pierwszych słów skierowanych do nowej znajomej.
- Alex nie wspomniał, że jesteś nieletnia – dodałem, jak gdyby jej wiek robił tu nam jakiś problem. Cóż, na razie w sumie nie robił, bo nie miałem pojęcia, czego Młoda ode mnie chciała. Usuwanie ciąży? To był chyba najczęstszy problem wśród nastolatek. Ewentualnie dragi, ale tych spodziewać się mogłem najprędzej po chłopcach. Dziewczyny niekiedy bywały skrępowane i wolały, by ktoś inny ogarniał im deal… Hehe. Chłopcy na posyłki. Ewentualnie, nie wiem, może zgubiła rodziców? Albo chciała się zemścić na swoim eks?
- Phil Neumann. Możesz mi mówić Agent Lucasa… Albo Agent Robin, hehe. Robin masz na imię czy Roberta? – zapytałem, na powrót się też wyluzowałem. Oczywiście, wyciągnąłem dłoń w jej kierunku, choć chyba bardziej celowałem w żółwika niż w tradycyjne przywitanie. Papa Phil taki luzak.
[Profil]
  [AB+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-02-05, 21:39   

Siedziałam tak i siedziałam, aż cała kartka zapełniła się liczbami. Westchnęłam ciężko i przewróciłam kartkę na drugą stronę. Nie chciało mi się nawet sprawdzać ile już jestem zmuszona czekać. Na takie spotkania miałam idealnie wyliczony czas - dwa zadania i ktokolwiek się pojawiał. Tym czasem zdążyłam dostać herbatę i rozwiązać 6 i pół zadania, gdy ktoś nagle usiadł naprzeciwko mnie. Na szczęście nie jestem strachliwą osobą i kompletnie mnie to nie przestraszyło, więc nie wyszłam na strachliwą nieprofesjonalną małą dziewczynkę. Spojrzałam spode brwi na wysokiego typa. Szczerze był dokładnie taki jak sobie wyobrażałam. No może poza wzrostem, bo to ciężko sobie wyobrazić rozmawiając z kimś tylko przez internet. Wszystko puściłam mimo uszu. Wachałam się przez chwilę czy przyznawać się do tego, że umiem mówić, czy udawać niemą. ale znam tego typa. Robiłam z nim interesy. Powinien być okej.
- Robin. - rzuciłam jedynie zimno, nie przybijając żółwika czy co to tam miało być. Roberta? Serio? Nie zdejmując słuchawek, przecież świetnie umiem czytać z ruchu warg, odsunęłam na bok blok, z równaniami i wyciągnęłam z listonoszki paczkę 20 x 20 x 20 cm owinięta w szary papier i zawiązaną sznurkiem. Nie było nic na niej napisane. Położyłam ją blisko siebie. Póki co była dla mnie zbyt cenna, aby się ode mnie oddaliła. - Potrzebuje to dostarczyć do Wiednia. Przez zaufaną osobę. I tylko przez jedną osobę. Bez żadnych pośredników. - przyjełam bardziej łagodny wyraz twarzy, może trochę nawet wyzywający. Podobno potrafił załatwić wszystko ciekawe czy z tym sobie poradzi. Mi bardzo nie chciało się jechać do Europy. Kosztowało to za dużo wysiłki i niosło za duże ryzyko. Poza tym nie będę okłamywać sama siebie jestem leniem w sprawach podróżowania.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-02-18, 13:46   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Oooucz. Chyba papa Phil nie powinien papkować ani w żadnej inny sposób się tu umizgiwać, przypodobywać czy cokolwiek, gdyż na pannę Robin to nie działało. Wręcz przeciwnie, zdawała się być wyłączona częściowo z życia społecznego, zapewne czytając z ruchu mych warg i za nic mając sobie moją tonację głosu, poświęciwszy ją na rzecz cudownej muzyki płynącej jej w słuchawkach. Och, ach, och. Podobała mi się, hehe. Niczym taki babski Baby Driver. Oby jeszcze umiała tak jeździć furką… Oj, brałbym. Porwałbym ją do siebie, zaadoptował, wciągnął do mafii, zrobił z niej pupilka numer jeden! Choć z Alexiejem też mi tak odbijało i nie dał się namówić na dłuższą współpracę, większe zaangażowanie, wyjście sprzed ekranu komputera…
- Czy w tej paczce jest coś, co mogłoby zaalarmować strażników na bramkach? I jest tam coś, co mogłoby być na cokolwiek wrażliwe? Nie wiem, jakaś krucha porcelanka? I co ciekawego tam słuchasz? Mambo No. 5? Jakieś wakacyjne house’y? – zapytałem o kilka istotnych kwestii, po czym obejrzałem się za kelnerką.
- Może masz ochotę na jakieś słodkie ciacho do herbaty? Drugą herbatę? Całe stado drugich herbat? Płacę – odparłem, po czym dodałem. – I przyda mi się jakiś konkretny adres. Wiedeń ma dużo ciekawych miejsc i jeszcze więcej ciemnych zakamarków – stwierdziłem, tak o! Tak, dostarczenie paczki mogłoby być kłopotliwe, gdybym nie znał dokładnego adresu jej zrzutu.
[Profil]
  [AB+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-02-18, 21:43   

Najpierw wysłuchałam wszystkiego co mówi, patrząc się na usta, by zrozumieć to co nie usłyszę. Też nie było tak że przez muzykę kompletnie nic nie słyszała, - Lucky be a Lady- rzuciłam najpierw, na wspomnienie o muzyce. Jazz jest dobry na robienie interesów. Uspokaja i nie da się porwać emocją, nie to żebym miała ich w nadmiarze, ale lubię dmuchać na zimne. Fajnie, że Phil w ogólnie nie przejął się moją oschłością. Lubie ludzi którzy mają swój świat i nie wpływają na nich nastroje innych. To są silni ludzie, z dużą pewnością siebie. A z takimi dobrze robić interesy. Wracając do interesów, zadaje całkiem mądre pytania, podoba mi się jeszcze bardziej, więc spuściłam trochę z tonu, odrobinę się rozluźniłam i przyjęłam łagodniejszy wyraz twarzy. Przynajmniej tak mi się wydaje że to łagodniejszy wyraz twarzy. Złapałam kontakt wzrokowy z panią za ladą i kiwnęłam potakująco głową, na co ona uśmiechnęła się i znikła za ladą. - W paczce jest notes i plastikowa buteleczka 100 ml z substancją chemiczną. Jeśli paczka zostanie otworzona w nieodpowiednich warunkach, substancja wybuchnie i narobi bałaganu. Ma nieprzyjemny zapach i ciężko ją zmyć, więc nie polecam. Adres podam dopiero kiedy podejmiesz decyzję czy przyjmujesz zlecenie. Oczywiście płacę. - dodałam na wszelki wypadek gdyby to grało rolę. Pani zza lady podeszła z talerzykiem z dwoma ciasteczkami z wróżbą. Wzięłam jedno, a talerzyk z drugim podsunęłam Philowi, unosząc wyzywająco brwi. Ciasteczka z wróżbą nigdy się nie mylą.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-02-20, 18:36   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


- L u c k y, powiadasz? Klasycznie – stwierdziłem, uśmiechając się. Sam osobiście nie miałem zbyt wielu okazji do słuchania muzyki, głównie jedynie wtedy, kiedy ćwiczyłem albo jeździłem samochodem, więc to było coś bardziej energicznego aniżeli spokojnego, ale jazzowe kawałki również gdzieś tam niekiedy zabłądziły na mej czy innej playliście. Czy to z jakiegoś filmu było? Cóż, istotne, że kojarzyłem.
- I trochę zaufania – rzuciłem do niej, bo ta buteleczka ewidentnie była zabezpieczeniem notesu przed niepowołanymi rękoma. – Odkąd wezmę paczkę, na oczy ujrzy ją tylko jedna osoba – mój dostawca… Chyba że ma oddać do rąk własnych. Wtedy dwie… I oczywiście, że się podejmę tego zadania. Szanuję Alexa, a skoro mnie polecił, to jestem do twoich usług… I pieniądze przyjmę po wykonaniu zadania – odparłem, po czym obejrzałem się, co tam nam ciekawego niosła Pani zza lady. Uśmiechnąłem się rozczulony.
- Wiedziałaś, że ciasteczka z wróżbami tak naprawdę nie powstały w Chinach, tylko w Japonii? – odezwałem się do Robin, po czym podziękowałem kobiecie i wziąłem jedno z nich. – Choć mam sentyment do tych ciasteczek, chociaż z moją osobowością ciężko mi się do nich odnosić… – stwierdziłem i wbiłem w nie palucha. Co tym razem miał mi ukazać kawałek pergaminu czy też karteczka?
[Profil]
  [AB+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-02-20, 22:40   

Gdy tylko Phil powiedział "zaufania" poczułam co jest napisane w środku ciasteczka. Uśmiechnęłam się mimowolnie pod nosem. Ciasteczka się nigdy nie mylą i mają w sobie prawdziwą magię. Nie zdążyłam przełamać ciasteczka gdy z moich ust mimowolnie wyleciało - Zaufanie jest wtedy gdy słowa spotykają się z czynami.- Rozłamałam ciasteczko, zerknęłam na karteczkę w środku. Oczywiście, że miałam racje. Na kartce odręcznie było napisane to co przed chwilą powiedziałam na głos. Może i wydało się trochę przerażające trochę podejrzane, ale czy nie równie podejrzane by było gdybym powiedziała to na głos a ciasteczko schowała do torby? Mam nadzieję, że Phil po prostu nie zareaguje. Ciekawe jakiemu typu osobowości ciężko się odnosić do ciasteczek z wróżbą. Nic mi nie przychodziło do głowy. Gdy Phil rozłamał swoje zerknęłam co ma tam napisane. "You will soon receive a surprise from a lover". -Marceline - wymsknęło mi się. Właściwie to mojej mocy. Super. Teraz na pewno to będzie podejrzane, O ile to imię mu cokolwiek mówi. W sumie ciekawiło mnie jakim rodzajem miłości może być dla niego. Kochanka, ukochana, może wielbicielka? Ciekawość i chęć poznania tego przeczucia paliła moje gardło. Przygryzłam jednak mocno policzek, czekając na jego reakcje, zaklinając w myślach aby nie znał nikogo o tym imieniu.
Wracając do interesów. Coraz bardziej podobają mi się słowa, które padają z ust Phila. Wydaję się jeszcze lepszym człowiekiem do interesów niż przez internet. Muszę to przyznać, że z kolejnymi zdaniami czułam się przy nim swobodniej, ale do zaufania było daleko. Miałam jednak przeczucie i to nie to pochodzące z mojej mocy, że wykona zadanie jakiekolwiek mu nie powierzę. - Cieszę się, że podejmiesz się tego zadania. - Cieszę się jeszcze bardziej, że mnie szanujesz. Wyimaginowany japoński ukłon szacunku również w twoją stronę. O ile coś takiego istnieje i nie pomyliłam kultur. - W takim razie trzeba je dostarczyć do lunaparku na Riesenradplatz - mój niemiecki nie jest zdecydowanie dobry - Jest tam diabelski młyn z dużymi gondolami. Koniecznie zaznacz że te gondole są duże, bo jest tam jeszcze jeden diabelski młyn z małymi gondolami. Twój dostawca musi wejść ok 11 do gondoli nr 9, przejechać całe koło, zostawić pod siedzeniem po prawej paczkę i wysiąść. Mój człowiek dalej się nią zajmie. Dzień jest do ustalenia. Nie może to być jednak weekend. Mam nadzieję, że takie wyjaśnienia wystarczą i że ta "misja" się powiedzie. To dla mnie naprawdę znaczący interes.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-02-27, 13:33   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Choć cała zaistniała sytuacja, która wywiązała się w związku z wróżebnymi ciasteczkami, powinna mnie przerazić, to tak naprawdę wcale tego nie zrobiła. Uśmiechnąłem się za to nieznacznie w odpowiedzi na umiejętności zaprezentowane przez Robin. Nie pochyliłem się, aby spojrzeć na jej pergamin, ale wiedziałem, co tam będzie widniało… Moja wróżba, cóż, raczej wątpiłem, by moja la belle miała dla mnie jakąkolwiek niespodziankę, przynajmniej z pewnością nie dobrą, tylko fatalną jak już, bo ciągle napotykałem ją z nowymi ranami… i tyle w temacie? A co z Marceline? Raczej niewiele ludzi znało tajemnicę Imari, zaś sama Robin zapewne nie miała pojęcia, kim jest Marceline, kim Imari.
- Och, i ponownie. Myślę, że nie mam szans na niespodziankę u mojej najdroższej – stwierdziłem jedynie na głos. – A ty? Jesteś… hm… medium? – zapytałem, nie chcąc na nią aż tak napierać ze wścibskością, a także wylatywać z nieostrożnością, by w miejscu publicznym pytać ją o takie rzeczy.
- Myślę, że również jestem w jakiejś części medium. Wszelkie moje życzenia się spełniają… Czy to naciągane? – zapytałem rozbawiony. – Chyba po prostu mam fart, hah – zaśmiałem się, po czym wysłuchałem instrukcji Robin odnośnie dostawy. Całość była jasna, zaplanowana jak widać dokładnie i wszystko miało się odbyć bez większej ilości spotkań ludzi z ludźmi.
- Uzgodnię wszystko z kurierem i dam ci znać. Wiesz, nie tak łatwo teraz opuszczać granice kraju komukolwiek, a mutantom już w ogóle, więc całość może się przedłużyć. Fajnie, że paczka leci do Europy. Tam nie są aż tak spięci całą tą sprawą z mutantami, więc kiedy kurier opuści granice Ameryki, myślę, że będzie już z górki. I lunapark – myślę, że zadowoli go miejsce publiczne i ta ilość szczegółów odnośnie dostawy – stwierdziłem w ramach otuchy. Tak, jej paczka mogła czuć się bezpieczna, podobnie jak jej właścicielka. – Powtórzę. Lunapark Risenradplatz. Diabelski młyn z DUŻYMI gondolami. Godzina jedenasta, gondola numer dziewięć. Zrobić jedno koło, zostawiając paczkę pod gondolą. I byle nie w weekend – odparłem, czekając na potwierdzenie z jej strony. Może jednak coś pominąłem…? Choć nie sądzę.
[Profil]
  [AB+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-03, 18:10   

Lekko się rozluźniłam słysząć reakcje Phila, a właściwie jej brak. Nie miałam dzuś ochoty dopytywać się o jego życie prywatne. Byłam pewna, że zna kogos o imieniu Marceline, moja moc się nie myli, ale niedał nic po sobie poznać, więc nie ciągnęłam tematu bo było by to bez sensu.
Mimo, że spytał czy jestem medium, w czym myślę było ukryte pytanie czy jestem mutantem, nie miał wrogości w głosie. Choć z drugiej strony mógł kłamać i grać nie wzruszonego i jednocześnie obmyślać plan jak mnie złapać i zaciągnąć na nieludzkie testy, Z trzeciej strony zdarzało mi się pracował dla niego jako ALex i nigdy nie prosił o przysługi szkodzące mutantom. Moja moc nie alarmowała o niebezpieczeństwie a wiedziałam, że jej mogę ufać, więc póki co trzymam się założeń, że nie chce zrobić mi nic złego. Pochyliłam się do niego, poczekałam aż zrobi to samo i powiedziałam najbardziej ironicznym głosem jaki miałam - Jestem wróżką . -Wydawało mi się to dość bezpieczną odpowiedzią. Lubię słowo medium. Brzmi tak władczo i wyniośle i łechcze w ego. Jednak bycie wróżką jest bardziej sarkastyczne i kompletnie do mnie nie pasuje. Ciekawe jak to odbierze. Jako żart czy jako przyznanie się do genu X.
Gdy powiedział, że też jest medium, że spełnia życzenia, zaświtało mi w głowie, że też może być mutantem. Jego odpowiedz nie była stuprocentowo jasna, ale zdecydowanie odważniejsza od mojej, Poczułam malutki zarodek szacunku dla tego człowiek. Niemal, że prosto w twarz przyznał się że jest mutantem. Co prawda byliśmy tu sami, ale i tak to się nazywa brawura, Albo głupota. Powtórzył mój plan na głos. Na słowo mutant, aż dostałam gęsiej skórki. Nie za często wychodzę z domu, cały czas się boje, że zostanę złapana, nawet z moją mocą. Czy kurier musi być mutantem? Nic o tym nie wspominałam, więc nie do końca rozumiałam tego założenia. Może to było oczywiste, że z mutantem paczka będzie bezpieczniejsza? Chociaż to nie wydaje się możliwe. Mutant i bezpieczeństwo nie idą w parze. Paczkę zostawić pod siedzeniem W gondoli. - uściśliłam, Może i czepiam się szczegółów, ale bardzo zależało mi na dostarczeniu tej paczki.
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2020-03-05, 18:27   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Świat mutantów. Czy może świat ludzi? Prędzej ten drugi, ale nieokiełznany przez ludzi, pełnych przerażenia przed niewiadomą, jaką byli dla nich mutanci. Właśnie, niewiedza, brak kontroli oraz moc. Ludzie bali się nas, obawiali się, bo nie mieli pojęcia, na co było nas stać, a, cóż, było na wiele, bo większość z nas przeszła piekło, by tu teraz być i oddychać tym niepewnym, zgęstniałym os strachu powietrzem… A w tym wszystkim byłem ja, Phil, jakby kompletnie z innej bajki urwany, ale wciąż twardo stąpający po ziemi.
Złapałem aluzję czy też żart, chyba jedno i drugie…? Robin wróżka, Robin skrzat, po czym westchnąłem ciężko, bo się tak trochę rozmarzyłem o niespodziankach od Imarki. Czy mogłem się jednak czegoś od niej spodziewać? Dawno nie dostałem żadnej niespodzianki, w sensie takiej od rodziny, bliskich, a tym bardziej od ukochanej. Kto wie? Może jednak tym razem wróżba z ciastka miała się spełnić? Ale co takiego mogła przygotować Imarka? Dla mnie?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Robin. Z zamyślenia! Cóż za brak profesjonalizmu.
- Broń Boże mutantem. Nie opuściłby nawet granicy. Przynajmniej nie w pełnoprawny sposób – stwierdziłem, kręcąc przy tym głową. – Człowiek. I to zaufany. Jakiś dziennikarz albo inny turysta w sprawach zawodowych, rozumiesz? Wspomniałem o mutantach bardziej pod tym kątem, że przemyt nie jest taki prosty jak w czasach sprzed ich sławy – wyjaśniłem. Niechcący niedomówieniem wprowadziłem ją w błąd. Ale ważne, że ostatecznie wszystko wiedzieliśmy. Jak należało.
- Osobiście nie mam nic przeciwko, ale rząd… – odparłem, nie kończąc. Myślę, że to wystarczyło. – Reasumując, wiem gdzie, wiem co i wiem kiedy. Odezwę się, kiedy paczka zostanie dostarczona, okej? – zapytałem dla jasności, bo jeśli to już wszystko, to w sumie mogłem już lecieć i nie zawracać dłużej głowy biednej Robin. Pewnie miała mnie za cudaka…
- I podszepnij tam naszemu przyjacielowi, że współpraca ze mną to czysta przyjemność. Chcę go wkręcić w większy projekt, ale ma opory – stwierdziłem do niej na luzie. Dobre opinie się przydadzą. A jak! – I oczywiście, gdybyś czegoś jeszcze potrzebowała, jestem do twoich usług – odparłem z firmowym uśmiechem numer… sześć?
[Profil]
  [AB+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-08, 16:39   

Fajnie, że Phil nie ciągnął tematu domniemanej mocy Robin. Nie był jeszcze na tyle pewnym współpracownikiem, żeby mu zaufać. Zresztą im mniej osób wie tym bezpieczniej. Odetchnęłam leciutko z ulgą na wiadomość, że kurier nie będzie mutantem. To co powiedział miało sens i było bardzo rozsądne. Czyli to czego oczekiwałam. Pokiwałam na wszystko akceptująco głową. Wszystko dogadane,- Jeśli ta operacja się powiedzie, namówię Alexa na ten projekt. Bardzo się liczy z moim zdaniem. W takim razie do zobaczenia. - dodałam na pożegnanie. Nie więcej nie trzeba było dodawać. Kiwnęłam głową na pożegnanie, zapłaciłam za zamówienie przy kasie i wyszłam z lokalu

/z.t. x2
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6