Poprzedni temat «» Następny temat
Uliczka #1
Autor Wiadomość
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-05, 22:57   
  

   2 Lata Giftedów!


-Ha ha ha. - No bardzo śmieszne! Chloe nadęła policzki, ale zaraz się uśmiechnęła. Nie była feministką, znała się na żartach, poczucie humoru jako takie było więc, no nie ma na co się obrażać nie.
Pierwszy raz nie wiadomo od jak długiego czasu, każde z nich mogło swobodnie sobie pogadać, pożartować... nie uciekać i kryć się, albo wysadzać w powietrze obiekty badawcze. Harper naprawdę była szczęśliwa z tego powodu.
-No... Jakbyś mnie zabił, to nawet nie musiałabyś czekać na odrodzenie. Wystarczyłoby zwłoki rozebrać. - Odparła dusząc głośny wybuch śmiechu, ale policzki jej się nieco zaróżowiły. Delikatnie, tak trochę tylko! Nie przekomarzała się z nim dalej, że jeśli nie użyłby na niej mocy, to raczej nie miałby szans skręcić jej karku. To ona była tu mistrzem walki wręcz... ninja Bruce Lee... tylko w rudej wersji.
-Przejmujecie? No może niektóre tak. Ale ostatecznie... Brad... taka blizna tylko przyciąga niepotrzebne spojrzenia i wywołuje pytania... i nie zdobi zbytnio. - Westchnęła z nieco krzywą miną pokazując mu raz jeszcze szramę na gardle. To nie był ładny widok, a pytania nasuwały się jasne... takich obrażeń, na jakie wskazuje ta blizna, się nie przeżywa... chyba, że ma się nadnaturalne zdolności.
-Nie, no cieszę się, że mogę na Ciebie liczyć. - Parsknęła na jego ostatnie stwierdzenie. Jak sadysta jakiś... z przyjemnością Cię dobiję... choć nie, sadysta właśnie męczy, nie dobija... hm... to psychopata po prostu.
-Hmm? - Mruknęła kiedy mężczyzna pociągnął ja za łokieć bardziej na bok chodnika. Coś się stało? Dostrzegła tych typków, ale się niemi nie przejęła. Może szli na imprezę, może ustawkę. Nie ich sprawa, a oni nie byli celem ich rozochocenia. Niech się idą durnie i leją po tych kaprawych pyskach jak lubią. Brad coś więcej spostrzegł, czy tylko z ostrożności przestawił ich na bok, żeby typki ich nie zaczepiły przypadkiem? Może i lepiej? W sumie Bradowi też niewiele trzeba było żeby poszedł w tango...
[Profil]
  [B-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-05, 23:28   

Gdy kopałam głębiej moje serce biło coraz szybciej. Do takich niebezpiecznych informacji nie miałam jeszcze dostępu. Nie do takich, które bezpośrednio mówiły o zabójstwie mutanta. Musiałam je jak najszybciej udostępnić organizacją promutanckim. W niedługim czasie dokopałam się nawet do miejsca "czystek". Co jak co ale zabezpieczenia mieli do kitu. Sprawdzałam każdy trop, żeby wysłać to do odpowiednich ludzi, gdy serce mi stanęło. To miało być dziś. Zerknełam szybko na zegarek. ZA GODZINĘ! Przecież nikt nie zdąży nawet przeczytać moich maili, które oczywiście też musiałam zaszyfrować. A co dopiero na nie zareagować! Wstałam gwałtownie, zgarniając bluzę i wybiegłam z mieszkania nerwowo je zamykając na klucz. Życie ludzi jest ważne, ale w mieszaniu mam za wiele cennych rzeczy, które by mogły zagrozić osobą trzecim. Zdrowy rozsądek przede wszystkim.
Szłam bardzo szybkim krokiem, zakładając w ruchu bluzę. Może lepiej udać, że uprawiam jogging i pobiec? Chociaż w moim obecnym stroju, czyli jeansach i za dużej czarnej bluzie, ciężko udawać że specjalnie wyszłam pobiegać. Niee to by było podejrzane. Będę szła po prostu szybko udając, że się śpieszę to mniej zwróci uwagę. W międzyczasie założyłam słuchawki douszne i puściłam żywą muzykę co by mnie pośpieszała. Wiedziałam gdzie idę - to główne ulice Downtown - jakieś 20 min dziarskiego kroku. Cały czas zastanawiałam się nad planem działania.
Trochę źle obliczyłam czas i doszłam w 30 min. Weszłam do pierwszego sklepu i kupiłam ciemne okulary i założyłam na nos. Nie potrafiłam wyjaśnić czemu, ale wydało mi się to dobrym pomysłem. Może Ci źli wezmą mnie za swojego, albo chociaż da mi to pare sekund więcej na reakcje, kiedy będą szukać drugiego znaku rozpoznawczego - przypinki.
Stałam na chodniku głównej ulicy i właściwie nie wiedziałam co robić. Szukać oprawców czy ofiar. Jakbym znalazła oprawców to co bym zrobiła? Zagadała ich? Ściągnęła ich uwagę? Miała bym większą przewagę im uciec niż nic nie świadome ofiary. Jednak znalezienie ofiar i ostrzeżenie ich było rozsądniejszym pomysłem. Skoro byli mutantami może udałoby nam się obronić. Ale nie miałam pojęcia jak wyglądają. A o oprawcach wiedziałam trochę więcej. Właściwie po co ja tu przyszłam. Co jak nie uda mi się nikogo znaleźć. Naoglądam się śmierci mutantów. Nie... nie mogłabym żyć w przeświadczeniu, że nie zrobiłam kompletnie nic.
Zrobiłam jedyne co mi przyszło do głowy. Uruchomiłam swoją moc na maksa mając na celu ofiary. Oby mi się udało. Jeśli nie to będę szukać tych złych i ich śledzić, a w miarę możliwości pomóc gdy nastąpi atak,
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-08, 00:12   

Robin jeszcze po drodze wysyłała kolejne szyfrowane wiadomości ze swojego telefonu - korzystając głównie z przymusowych postojów na kolejnych przejściach, by wiadomość dotarła do jak największej ilości jej kontaktów. Nie mogła wiedzieć, jak szybko ktokolwiek na to zareaguje, ani czy w ogóle ktoś będzie chciał się w to mieszać - w końcu... Mimo wszystko, nie była jeszcze brana za pewne źródło informacji, a bójki między mutantami i ludźmi trwały na porządku dziennym, tak samo jak łapanki. Czy więc jej desperacka prośba o pomoc przyniesie jakiekolwiek skutki?
Nogi ją niosły, wzdłuż kolejnych ulic, wąskich chodników i ogroma ludzi. Mimo jednak dokładnego przyglądania się przechodniom, osoby o wyszukiwanych cechach nie pojawiały się w granicach jej wzroku. Szła więc dalej, zyskując dodatkowy element do swojego stroju i wciąż wytężając swoje spojrzenie.
Dopiero wykręcając w jedną z bocznych uliczek mogła dostrzec trójkę ciemnoubranych mężczyzn, którzy... Zachowywali się zdecydowanie zbyt agresywnie i wulgarnie. Wszyscy byli rośli a ich zachowanie odstraszało innych przechodniów. Mogła to bez problemu zauważyć nawet po reakcji tej parki gdzieś przy krańcu uliczki, gdy Bradley przysunął bliżej siebie rudowłosą Chloe.
Mężczyźni, mijając wszystkich zaczęli krzyczeć jakieś dziwne hasła. Słychać było inspirację dawnymi hasłami reklamowymi Genetically Clean, choć te, które były rzucane przez tych nieznajomych były znacznie bardziej wulgarne. Był w nich jednak prostu przekaz - "czystość dla Ameryki!"
W pewnym momencie jeden z mężczyzn wyciągnął swój telefon i szturchnął pozostałą dwójkę, z głośnym "To już!", nim wszyscy przyspieszyli swego kroku, śmiejąc się wniebogłosy. Oczami wyobraźni, mogliście widzieć, jak zacierają z radością ręce na cokolwiek, na co się szykowali...

Szofer Jane z całą pewnością siedział teraz obgryzając własne paznokcie. Martwił się o nią niczym o własne dziecko - w końcu już od tak wielu lat się nią opiekował! Ale cóż mógł poradzić na tak iście buntowniczy akt ze strony nastolatki? Z całą pewnością, jego nerwy nieco ochłonęły, gdy otrzymał informację od gosposi, że dziewczyna właśnie z nią rozmawia. Mogło się wydawać, że zatelefonowanie do zaufanej osoby w momencie zagrożenia wydaje się być najlepszą opcją, gdyby nie fakt, że... Skupiając się na rozmowie zbyt łatwo można było zignorować to, co dzieje się dookoła. Gdy brunetka trzymała jeszcze telefon w dłoni, jakiś ciemno ubrany chłopak, który do tej pory szedł za nią, próbował ją wyminąć, nieszczęśliwie wytrącając telefon z jej dłoni, a po chwili - odkopując go niczym sierota, kilka metrów dalej. Tyle pozostało z pięknego, gładkiego wyświetlacza i rozmowy z Ruth, która gwałtownie została przerwana.
- O w ciul! Sory! - Krzyknął przerażony, widząc zdecydowanie zbyt drogi telefon, by móc za niego oddać choćby połowę, gdyby brunetka zechciała go wezwać do zapłaty. Niemal sprintem pognał za smartfonem, po chwili podnosząc go z ziemi i oddając dziewczynie, oblany zimnym potem i zbladły, niczym żywy trup. - Jezu, naprawdę przepraszam! Ja pitole... - Dodał po chwili, gdy nastolatka mogła przyjrzeć się szkodom. Górna część ekranu całkowicie się rozlała, ale na dolnej wciąż prześwitywały ikonki. Dotyk też zdawał się jeszcze działać. I jedyne, co otrzymała w zamian, prócz dziwnych przeprosin, to... Jego blady i niepewny uśmiech. - Wiem, że moja wina, ale... No kurwa, nie mam tyle, żeby Ci za to oddać. Ale... Może dam radę Cię wyciągnąć na kawę w ramach przeprosin? - Zaproponował dość nerwowo, drapiąc się po czubku głowy. Czego dziewczyna mogła być pewna - nie robił tego na co dzień. Zdecydowanie wyglądał na bardziej zakłopotanego, niż ona sama...
[Profil]
 
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-08, 09:51   
   Multikonta: Mary Pond


Jane mimo rozmowy starała się uważać na innych przechodniów, ale jednak nie zawsze jest to takie proste. Brunetka drgnęła zatrzymując się zaskoczona i w pierwszej kolejności podążyła wzrokiem za swoim ukochanym smartphonem sunącym po betonie, a dopiero później spojrzała na winowajcę gdy ten podniósł urządzenie i teraz podchodził do niej. Zdjęła słuchawki przygotowując się do rozmowy. I tak przestała słyszeć Ruth. W milczeniu przyjrzała się ekranowi i spróbowała zrobić kilka akcji, odblokować, przesunąć coś, kliknąć jedną z ikonek. Niestety jakkolwiek same bebechy w większości wydawały się działać, to uszkodzenie wyświetlacza sprawiało, że niemożliwe było korzystanie z telefonu. Zauważyła też, że połączenie z Ruth się zerwało. Zmarszczyła brwi, ale wyglądała na bardziej zmartwioną niż złą. Uniosła wzrok na chłopaka słysząc jego przeprosiny. Westchnęła, a wyraz jej twarzy złagodniał.
-W porządku, to tylko wypadek.- powiedziała żeby go od razu uspokoić. On nie miał hajsu na to, ale Jane miała odłożone z kieszonkowego wystarczająco, by kupić kilka takich. Schowała urządzenie do kieszeni słuchając wystosowanej przez niego propozycji -Z wyciągnięciem mnie na kawę raczej będzie problem, na pewno nie dzisiaj, ale… mogę skorzystać z Twojego telefonu? Rozmawiałam z kimś i ta osoba przy tak zerwanym połączeniu gotowa jest wezwać tutaj policję, DOGS, Avengersów i bóg wie co jeszcze.- znała Ruth. Wiedziała, że kobieta musi teraz przeżywać istny atak paniki. Jeśli do niej nie zadzwoni i nie powie co było przyczyną tak nagle zakończonej rozmowy to zaraz pół świata będzie wiedzieć, że coś się stało. I pewnie jeszcze naopowiada coś o zdenerwowaniu w głosie i krzykach tuż przed tym jak je rozłączyło. Tymczasem nie było co robić wielkiej afery wokół czegoś takiego. Ot, zwykłe zderzenie się z kimś na ulicy. Pewnie normalnym ludziom zdarza się to często. Normalnym w sensie wychodzącym z domu w miarę często.
Teraz dopiero usłyszała wyraźnie idącą za nią grupkę. Nie było jakiś konkretnych haseł, po prostu banda umięśnionych typków z niższej klasy będąca sobą w swoim naturalnym środowisku. W sensie niby słyszała, że gdzieś tam jest ktoś głośny, ale w myślała, że dalej. Gdzieś na drugim końcu ulicy czy coś. Te słuchawki są naprawdę dobre i to sprawiało, że lepiej z nich nie korzystać aż tak. Albo wyłączyć opcję tłumienia otoczenia…
-Ale… najpierw może zejdziemy tamtym z drogi…- dodała zerkając na typów za nią.


//MG:

Chłopak spojrzał na Ciebie, po chwili odwracając swój wzrok w kierunku mężczyzn, którzy do tej pory szli za Wami:
- Tak, w sumie masz rację. I pewnie, dzwoń. Może od razu Cię odprowadzę kawałek? - Zaproponował, wyciągając swój starszy model smartfona i po chwili go odblokowując. Telefon był wyraźnie porysowany a na tylnej klapce miał naklejkę przedstawiającą liść marihuany - ale hej, przynajmniej był naładowany a na ekranie bez problemu mogłaś odczytać wszystkie klikane cyferki! - Mam niedługo zajęcia, więc nie wiem, czy dam radę pod sam dom, o ile oczywiście chcesz... - Wydukał, drapiąc się po karku. Czekał, aż wykonasz niezbędny dla siebie telefon, przebierając z nogi na nogę, jakby w zniecierpliwieniu oczekując na Twoją decyzję.
[Profil]
  [0+]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-08, 16:24   

Moja moc tym razem nie pomogła mi. Musiałam wymyślić inny sposób, Ale jaki, co mogę jeszcze zrobić. Postanowiłam się rozejrzeć po okolicy, szukając jakiegoś nietypowego zachowania. Albo tych przeklętych ciemnych okularów. W jednej z bocznych uliczek, usłyszałam donośne krzyki. Nie mogłam rozpoznać co znaczyły, ale zdecydowanie nie było to nic pozytywnego, wnioskując po tonie. Skręciłam w ich kierunku, teraz mogłam rozpoznać, że to byli mężczyźni i ... Krzyczeli coś w stylu czystość ameryki! Czy to oni? Z tej odległości nie mogłam stwierdzić czy noszą czarne okulary. A też nie podejdę do nich i chamsko się im nie spojrzę na twarz. Bo co jeśli to zwykli zbóje. I zrobią mi krzywdę kiedy prawdziwa czystka odbędzie się gdzieś dalej. Jednak to oni byli jedynym tropem. Chociaż czy ktokolwiek chcący zabić zachowywał by się tak obscenicznie? Zauważyłam że innych przechodni też zaniepokoiło ich zachowanie. Jakoś w szczególności rzuciła mi się dwójka ludzi. Mężczyzna pociągnął rudowłosą kobietę na bok chodnika. Wydawało się to nienaturalne szczególnie, że mężczyźni byli od nich w znaczącej odległości. Trochę wyolbrzymiona ostrożność. Może ta dwójka to mutanci? Na pewno to nie oni mieli robić czystki - nie mieli okularów. Może oni byli celem. Przebierałam w miejscu nogami nie wiedząc co zrobić? Posłuchałam intuicji. Podeszłam do nich spokojnie. Stanęłam przed nimi przypatrując się to jednej to drugiej twarzy. Co im powiedzieć? Spytać się czy są mutantami? A może odegrać scenkę i wypytać się o drogę. A może jako mutanci mi pomogą? Zdecydowanie tego nie przemyślałam i stałam tak przed nimi chwilę w ciszy. Nagle mi zaświtało w głowie. - Cześć. Jestem z organizacji humanitarnej na rzecz mutantów. Zbieramy pieniądze dla najbardziej potrzebujących mutantów. Dla bezdomnych, sierot i tych z problemami finansowymi. Chcielibyście nas wesprzeć? Oczywiście działamy anonimowo! Każdy datek nam pomoże. - zrobiłam najbardziej kocie oczy i przymilną twarz na jaką było mnie stać. Taka organizacja nie istniała, chyba, a jeśli by istniała to raczej jej wolontariusze nie chodzili by sobie od tak i publicznie zbierali pieniądze. Jednak mam nadzieję, że to proste pytanie pokaże mi czy ta dwójka jest sympatyki genu x i czy ewentualnie będzie w stanie mi pomóc. Wsłuchałam się w moją moc gdyby jednak nie byli sympatykami i groziło mi niebezpieczeństwo z ich strony.
[Profil]
  [A+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-09, 19:45   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Uśmiechnął się nonszalancko na jej reakcję odnośnie szowinistycznego żartu. Był co prawda trochę zawiedziony, że nie udało mu się jej urazić, ale cóż, będzie próbował dalej.
- Nie kręci mnie nekrofilia - mruknął i przewrócił oczami, bo jednak co innego jej samoistne odrodzenie, a co innego gdyby sam ją rozbierał wbrew jej woli. Niby podobne zagadnienie, ale jednak całkowicie inne.
Nie znał dokładnie jej umiejętności walki, ale z pewnością użyłby na niej mocy. Swoją drogą Brad też potrafił walczyć wręcz dzięki dekadzie włóczęgi i różnych niebezpiecznych sytuacji. Poza tym w obozie też trochę podłapał techniki.
- Zawsze można wymyślić zgrabne kłamstwo. Poza tym jest teraz chyba pełno kremów i zabiegów na blizny. Jak komuś bardzo zależy to chyba może je usunąć - nie znał się za bardzo na kosmetyce, ale chyba słyszał o takich zabiegach. Może sam powinien się temu poddać? Zamiast ciała pełnego blizn będzie miał nieskazitelną rzeźbę w czystej postaci.
- W tej kwestii zawsze - zaśmiał się jeszcze. Nie myliła się aż tak z tym psychopatą, ale mogła się czuć bezpieczna, skoro była mutantką, która nie stawała mu na drodze.
- Coś jest nie tak - stwierdził po jej zdziwieniu, że przesunęli się na chodniku. W międzyczasie obserwował rosłych mężczyzn, którzy w pewnej chwili jakby całkowicie się odpalili i zaczęli wykrzykiwać rasistowskie hasła.
- Kurwa. Ludzkie pojeby coś szykują - to było dość oczywiste po ich zachowaniu, zwłaszcza że Brad nie spuszczał z nich wzroku. Nie wiedział co się stanie, ale wiedział, że mógł spróbować to powstrzymać.
- Schowaj się w bezpiecznym miejscu. Ja idę za nimi - powiedział do Chloe, po czym już miał iść, gdy przed nimi wyrosła nagle kobieta, którą widział pierwszy raz na oczy. Gdy stała w milczeniu zastanawiał się o co jej chodzi i czy jest jakaś upośledzona. A gdy się odezwała był już całkowicie pewien, że jest.
- Czy ty nie słyszysz tych dryblasów i ich rasistowskich haseł? Chyba koniecznie chcesz, żeby wrócili i skopali nam tyłki - mruknął niezbyt przyjemnie. Bo co to miało być? Kto normalny chodzi i zbiera datki na mutantów? I to w okolicy kiboli, którzy głoszą o czystości Albo miała nie po kolei w głowie albo była z nimi i to był jakiś spisek żeby ich pogrążyć.
Już chciał iść za kibolami, ale coś mu tu nie pasowało. Zmrużył oczy i zrobił krok w kierunku dziewczyny.
- Pierwszy raz słyszę o takiej organizacji. Ludzi gówno obchodzi los mutantów. Kto cię przysłał? - zapytał groźnym tonem i był w pogotowiu użyć swojej mocy. Obstawiał jakąś podpuchę DOGS, bo ich akcje czasem były chore. Dziewczyna wyglądała jakby była sama, ale mogła mieć wsparcie gdzieś poukrywane.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-09, 21:01   
  

   2 Lata Giftedów!


Śmieszki heheszki niestety czas skończyć. Brad nie musiał odpowiadać na jej nieme zdziwienie. Zaraz sama usłyszała facetów. Odwróciła w ich stronę głowę, żeby choć każdego ryj zobaczyć. Bez gapienia, od po prostu. Robili taki hałas, że i tak każdy na nich się gapił.
Głoszone przez nich hasła były bardzo niefajne... Spojrzała zaniepokojona na Brada... przecież ten zaraz poleci im wpierdolić... No i w sumie się nie pomyliła.
-Powiedział śmiertelnik do Feniksa. - Odgryzła się z krzywym uśmieszkiem. Jak on naprawdę myśli, że Harper się tak po prostu schowa, gdy ten się wychyla, to na głowę upadł! Mogła położyć plackiem jednego z nic nim reszta się ogarnie. A potem pozostałych i to bez użycia mocy.
Kiedy mieli ruszać, dopadła do nich jakaś dziewucha. Organizacja... zbierają kasę... co? Brad wypalił, nim do niej dotarła absurdalność słów nieznajomej w zestawieniu z hasłami dryblasów w sąsiedztwie.
-Brad.... spokojnie... - Mruknęła Harper łapiąc mężczyznę za rękaw i pociągając go dwa razy. Raczej delikatnie, choć stanowczo. Sam się ciska, tylko niepotrzebnie uwagę na nich zwracając.
Kiedy zapytał w swoim "uroczym" stylu, kto nasłał dziewczynę, ona postanowiła się do tego przesłuchania nie wtrącać. Stanęła tak by mieć na oku kiboli i móc spojrzeć też w drugą stronę uliczki czy nie szykuje się jakaś grubsza ustawka, a oni nie są w pułapce. W razie co od razu ostrzeże Brada i nieznajomą. Albo weźmie ich popchnie żeby żadne nie dostało ciężkim przedmiotem w glace.
[Profil]
  [B-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-09, 21:48   

Byłam bardzo zadowolona z odpowiedzi. Potwierdziły się moje przypuszczenia. I wystarczyła zwykła ludzka dedukcja. Nawet nie zraził mnie jego niemiły ton czy to że się zanadto zbliżył. Nie to było teraz ważne. Zaczęłam szybko mówić z ciszonym głosem, ale tak żeby jego towarzyszka też mnie słyszała. Jednak cały czas patrzyłam mu prosto w oczy. To on nosił spodnie z tej dwójki. Powiedziałeś NAM. To znaczy, że jesteś sympatykiem mutantów. Gdybyś nie był powiedziałbyś żebym odeszła i poszedł w swoją stronę, a nie się tak denerwował. Nie przejął byś się tak wrzaskami tych tam. - kiwnęłam w głową w stronę kiboli. Nie pozwalając mu cokolwiek powiedzieć kontynuowałam. Dodatkowo uważasz, że ktoś mnie przysłał. Nikt kto by nie miał nic na sumieniu nie podejrzewał by, że ktoś mnie niego nasłał. Więc albo jesteś paranoikiem i wszędzie węszysz spisek, a na takiego nie wyglądasz, albo węszysz spisek bo jesteś w niebezpieczeństwie i dlatego węszysz spisek. - słowa strzelały szybko i nie przerwanie z moich ust. Akurat lubiłam powieści detektywistyczne i w dedukcji byłam całkiem dobra - Uważam, że jesteś mutantem, albo ktoś kto im pomaga. W każdym razie mam informacje, o planowanym ataku. Dużym i poważnym ataku. - przy ostatnich słowach zwolniłam już tempo, kładąc nacisk na dUUży i pOOważny atak. - Wiem, że jego celem mają być mutanci. Nie wiem dokładnie kto ma zaatakować znam ich tylko "znaki rozpoznawcze" - zrobiłam odpowiednio cudzysłów w powietrzu. Ty wydajesz się aż za chętny na akcję. Jakbyś był do tego szkolony. - spojrzałam mężczyźnie wyzywająco w oczy. Przy czym musiałam trochę zadrzeć głowę do góry, co mogło wyglądać komicznie. Spojrzałam też w stronę rudowłosej kobiety która wydawała się o niebo milsza niż jej towarzysz. I to wcale nie z powodu, że nic nie powiedziała.- Chcecie mi pomóc? A i muszę wspomnieć, że ten atak ma się odbyć za jakieś.... -wyciągnęła telefon z kieszeni i zerkneła na zegarek na wyświetlaczu- 15 minut -.
[Profil]
  [A+]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-03-09, 23:43   
   Multikonta: Mary Pond


-Nie chciałabym być zbyt dużym problemem.- powiedziała przyjmując telefon. Wydawać się mogła mniej niezręczna niż chłopak, ale za to wycofana. Nie była wściekła o rozwalony telefon, nie dała nawet jednej wrednej uwagi. Mówiła spokojnie i dość cicho. Dodatkowo nie licząc jednego nawiązania filmowego miała raczej sztywną manerę mówienia. Jakby nieczęsto miała kontakt ze swoimi rówieśnikami. Ale to może kwestia nieśmiałości. Brunetka wsunęła się w jakąś bramę czy inne wgłębienie w budynku pozwalające jej nie zajmować miejsca na chodniku. Wybrała numer do gosposi i wcisnęła zieloną słuchawkę.
-Hej, Ruth, tutaj Jane… tak, spokojnie nic mi nie jest... Po prostu telefon mi upadł. Korzystam z uprzejmości jednego z przechodniów… Tak, teraz to już prosto do domu.- westchnęła. Podczas rozmowy rozglądała się, ale stała w miejscu. Miała poniekąd nadzieję, że tamci ją miną i już nie będą stresować -No, do zobaczenia.- rozłączyła się i oddała chłopakowi telefon.
-Dziękuję.- uśmiechnęła się ciepło -Teraz powinnam się spieszyć. Jeśli masz czas pójść ze mną kawałek to chętnie skorzystam. Nie chciałabym odciągać Cię od Twoich zajęć.- powiedziała. Ostatnie dwa zdania były takie… niepewne. Miała już odruch żeby trzymać ludzi na dystans, ale teraz gdy liczba niepokojących znaków rosła wolała mieć kogoś przy sobie. Przynajmniej dopóki nie minie czarnego wozu.
[Profil]
  [0+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-10, 00:43   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Brad wcale nie chciał lecieć się z nimi bić. Chciał za nimi iść, by w razie potrzeby unieszkodliwić ich działania. Nie byłoby to dla niego trudne, ale polałaby się krew i mogłoby się zrobić gorąco. Także póki co chciał być pragmatyczny. A na jej odpowiedź wywrócił oczami.
- I co nam pomoże twoja śmierć? Ja przynajmniej zdążę ich zabić zanim zdążą pomyśleć „mutanci” - mruknął do Chloe, bo to nie czas na zgrywanie bohaterki. Nie musiała się pchać tam gdzie ogień. On wystarczył. Z drugiej strony wiedział, że nie może dziewczynie niczego zakazać, więc czuł się bezsilny w tej kwestii.
Ale jego myśli zaraz pochłonęła ta druga. Gdy nasz cały Feniks pociągnął mężczyznę za rękę, by go uspokoić przyniosło to odwrotny skutek i spiorunował ją spojrzeniem. Nie chciał być karcony jak mała dziewczyna w towarzystwie nie wiadomo kogo, możliwe że wroga.
- Nie znasz mnie a twoje przypuszczenia są po prostu śmieszne - warknął w odpowiedzi na jej wywód o jego nastawieniu do mutantów. Całkiem sprytnie go rozgryzła, ale za nic tego nie przyzna. I naprawdę zaczynała już działać mu na nerwy, ale zaczęła mówić o ataku a to go akurat zainteresowało. Był w stanie to uwierzyć zwłaszcza po tym popisie dryblasów przed chwilą.
Przez dłuższą chwilę patrzył jej w oczy, próbując rozgryźć czy ma do czynienia z przyjacielem czy z wrogiem. Nie mógł ufać obcym, ale z drugiej strony nie musiał.
- Kim ty do cholery jesteś? - zapytał, bo to była podstawowa kwestia, od której powinna zacząć. Nie znali jej, a raczej ciężko uwierzyć nieznajomym. Musiała mieć tego świadomość. Z drugiej strony jeśli to co mówiła było prawda, to ona również ich nie znała, ale zaryzykowała. - Odpowiesz na moje pytania i może ci pomożemy. Skąd wiesz o ataku? Jesteś mutantką? Jakie są cechy rozpoznawcze atakujących? Czego od nas oczekujesz?
15 minut to mało czasu, ale jeśli dziewczyna szybko uwinie się z odpowiedziami to pozostanie im 10 minut na przygotowanie co może być wystarczające. O ile będą znać szczegóły.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-10, 20:28   
  

   2 Lata Giftedów!


Teraz to ona prychnęła i wywróciła oczami. Nie potrzebowała mocy, żeby móc zrobić cokolwiek. Czarodziej od siedmiu boleści się znalazł. Nie wszystko zawsze da się załatwić mocą. Dobra, ale bez kłótni, Harper była w zbyt dobrym nastroju by przekomarzania w coś poważniejszego się zmieniły, ale Brad wyraźnie się spiął przez obcą dziewczynę. Chloe potrafiła zrozumieć niechęć do obcych, brak zaufania i dystans... przez ostatni rok się ukrywała... ale facet czasami chyba przesadzał.
Gdyby wzrok mógł zabijać ruda pewnie padłaby tu martwa... bazyliszek kurwa...
Pokręciła tylko głową i westchnęła. Nie wtrącała się więcej. Słuchała wymiany ich zdań obserwując oddalających się kiboli.
-O cholera... 15 min... - Mruknęła. Już chciała znowu puknąć Brada w ramię, żeby darował sobie resztę przesłuchania, ale był tak wkurzony, że obawiała się, że wtedy on mógłby puknąć ją... i to nie tak delikatnie. Zostawiła więc niewypowiedziane ponaglenie wiszące w powietrzu i wciąż ubezpieczała okolicę bacznym obserwowaniem,
[Profil]
  [B-]
 
Robin Alexander



I can't hear you. Maybe it's music or - I don't know - maybe it's bullshit.

Szósty zmysł

65%

Zawodowy haker





name:

Robin Aleksander

alias:
Alex

age:
19

height / weight:
165/53

Wysłany: 2020-03-11, 17:37   

Postanowiłam podzielić się tylko istotnymi informacjami. Nie byłam na tyle naiwna, żeby bezgranicznie ufać obcemu facetowi. Z tego co mówił mogłam wywnioskować, że będzie chciał pomóc bez względu na to co powiem. Informacje na temat ataku znalazłam w darkwebie, na dawnym forum sympatyków Genetically Clean. Ich znaki rozpoznawcze to ciemne okulary, ciemny ubiór i jakiś rodzaj przypinek. Coś w stylu czerwonej hellisy o ile dobrze zrozumiałam. Ich planem są wielkie czystki mutantów. - mam nadzieje, że słowo czystki zrobi na nich wrażenie. Na mnie robiło. A ty co miałeś zamiar zrobić chcąc za nimi iść? Śledzić ich? - zdecydowanie było widać, że mężczyzna nie należy do najspokojniejszych i grzecznie siedzących w miejscu. Zresztą ja mam tylko 19 lat i ważę nieco ponad 50 kg. Moją jedyną bronią może być intelekt i szybkie myślenie. Ale siła to nie jest moja mocna strona. Nie powiedziałam jednak tego wszystkiego na głos. Wzruszyłam za to ramionami Zresztą. Co trzy pary oczu to nie jedna prawda?
[Profil]
  [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-03-15, 21:21   

- Chociaż tak zdołam się odpłacić za to wszystko... - Wydusił z siebie ten biedny chłopaczek, czekając, aż Jane wykona ten ważny telefon. Razem z nią oddalił się w kierunku wgłębienia między kamienicami, poniekąd osłaniając ją przed tymi mężczyznami, którzy ich mijali. Widać było, że i on się czuł zagrożony w ich bliskim towarzystwie... Czy możliwym było, że brunetka znalazła dla siebie sojusznika? - Podprowadzę Cię kilka przecznic. Ruth... To Twoja siostra? Mogę sobie zapisać ten numer? Tak... Wiesz, żeby móc Cię zabrać na tą przeprosinową kawę. Jeśli chcesz... - Rzucał nerwowo, ledwo podnosząc na dziewczynę swój wzrok. Wyraźnie było widać, jak cała ta sytuacja go przerasta.
Nie minęła chwila, jak oboje ruszyli wzdłuż ulicy, zapewne wymieniając między sobą kilka niezobowiązujących zdań. Gdy jednak znaleźli się na wysokości wcześniej widzianego wana... Mogli usłyszeć stuknięcie wewnątrz samochodu, a po chwili - otwierane, boczne drzwi. Nasz niezdarny bohater, niemal jak na zawołanie, próbował przyciągnąć do siebie nastolatkę, obejmując ją swoim ramieniem, uważnie obserwując furgonetkę. Tylko... Czy dziewczyna mu się w ogóle dała tak złapać?

Ryzykowny ruch ze strony Robin chyba mógł trochę się opłacić. Zbliżenie się do Bradleya i Chloe robiło z niej mniej oczywisty cel i ofiarę - w końcu nie stała tu już tylko drobna dziewczyneczka, a już mały "tłum" uliczny. Kibole idący ulicą zdawali się nie usłyszeć jej dziwnej propozycji, zapewne zagłuszonej przez swoje rasistowskie hasła rzucane gdzieś w eter.
Na wspomnienie o cechach wyglądu, wcześniej rozmawiająca tu parka bez problemu mogła przypisać dwie z nich do tej grupki mężczyzn - wszyscy byli ubrani w ciemne barwy, a na ich nosach znajdowały się ciemne okulary. Czy to mógł być pierwszy sygnał, żeby jednak... Pominąć planowanie? Zbyt głośni agresorzy zbliżali się już do zakrętu, wcale nie odpuszczając w swoich krzykach - choć mogliście wyraźnie słyszeć, jak głos jednego z nich zaczynał się już łamać i charczeć. Chyba porządnie nadwerężył swoje gardło...

_______________________
Jane w następnym poście obowiązuje system trzech akcji.
[Profil]
 
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-03-15, 22:24   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Rozumiał, że Chloe była w tym wszystkim nowa i nie do końca wiedziała jak się zachować, ale nie ufa się ludziom z ulicy, którzy twierdzą, że coś wiedza. Bo mogą coś wiedzieć, ale równie dobrze może to być pułapka i wtedy wszyscy będą w dupie. Dlatego świdrował nowo poznaną dziewczynę wzrokiem, próbując ją rozgryźć.
Gdy odpowiadała na pytania, zapisywał sobie w głowie to wszystko, żeby być szczególnie ostrożnym na te znaki. O ile są prawdziwe.
- Śledzić i w razie problemów powstrzymać. A ty niby co planujesz? - zapytał, bo było to dla niego podejrzane, że młoda i drobna dziewczyna dowiaduje się w internecie o ataku na mutantów i zamiast ratować swój tyłek albo ostrzec wszystkich naraz jakimiś plakatami albo cokolwiek to przyszła w sam środek tego zamieszania w nadziei, że ktoś jej pomoże. Naiwne i niezrozumiałe, o ile nie była to pułapka, bo w dalszym ciągu tego nie wykluczał.
- Dobra, ja za nimi idę i zobaczę co się wydarzy. Wy lepiej się gdzieś schowajcie - mruknął do nich i poszedł w stronę kiboli. Uważnie obserwował ich zachowania, żeby w razie potrzeby móc spuścić im łomot. Nie chciał mieszać w to dziewczyn, bo po pierwsze wolał grać solo, a po drugie miał wrażenie, że tylko by przeszkadzały. Ostatecznie nie miał pewności czy będą bezpieczne, ale chyba bardziej od niego skoro on pchał się w sam środek. No i miał nadzieję, że za nim nie pójdą, bo w sumie skupiał się za bardzo na kibolach, żeby patrzeć co one robią.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-03-15, 23:16   
  

   2 Lata Giftedów!


Harper nie podobało się to co słyszała. Pomijając nawet ton wypowiedzi Brada. W sieci? Ataki na mutantów? Wygląda na zakrojoną akcję... kto wie tylko na jak wielką skalę. Może zbierze się kilka podobnych grupek kiboli... jak ci tam... trafią na kilku typków pokroju Bradleya i dostaną wpierdol życia. Jeśli jednak sprawa była grubsza... w całym mieście mógł wybuchnąć chaos i panika.

Nie odezwała się ani do niej ani do niego. Z resztą, co miała mówić? Brad znowu kazał jej się schować... odbyli tą rozmowę kilka minut temu w przyspieszonym toku. Nie miała zamiaru siedzieć na dupie i nic nie robić. Nawet gdyby... to gdzie miała się schować!? W kontenerze na śmieci?! Jej ruda czupryna nie krzyczała na pół dzielnicy "hej jestem mutantką". Do tego nawet jeśli ktoś miałby jej dane... to stare... zmarła kilka dni wcześniej...

Kiedy facet ruszył ulicą wywróciła oczami i warknęła pod nosem. Niepoprawny uparciuch... i choć może polecenie schowania się nie wynikało ze szczególnej troski, a bardziej z tego, że wolał działać sam... i tak było urocze. Wzruszyła ramionami rozkładając ręce i robiąc bezsilną i przepraszającą minę do dziewczyny. Nie odpowiadała za tego wariata, ale nie mogła go tak zostawić. Nie ciągnęła nieznajomej za sobą, nie kazała jej też się schować ani uciekać... i tak jej słowa nie miałyby teraz żadnej mocy sprawczej. Fawkes ruszyła za znikającymi za rogiem kibolami i Bradem. szła szybkim krokiem, jakby się zwyczajnie spieszyła. Ubrana w sweterek i jeansy jakoś nieszczególnie wyróżniała się wśród spieszących w swoją stronę ludzi. Idąc tak spiesznie by nadrobić nieco straty do bandy, Brada i całego zamieszania, ściągnęła z kłaków gumkę i poprawiła je. Związała je w ciasny koński ogon z tyłu głowy, żeby nie przeszkadzały jej żadne kosmyki.
[Profil]
  [B-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6