Poprzedni temat «» Następny temat
Thirftway
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2017-11-23, 13:47   Thirftway



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2017-12-15, 00:20   

| 19 stycznia, godziny popołudniowe

Pogoda? Niezbyt zadowalająca. Parszywa zima trwała sobie w najlepsze i nie zamierzała odpuścić, choćby stado mutantów kontrolujących pogodę przybyło na niebezpieczne – dla nich, oczywiście – ulice Seatlle i zaczęło mieszać. Stado mutantów… brzmiało niczym bydło, cała chmara bydła! Dziwne, że właśnie takie myśli przemykały przez głowę Justy’ego Reiera, skoro sam mógł się pochwalić mocą pomutacyjną. Warto napomknąć, że bardzo przydatną, jeśli chodziło o ucieczki.
Tylko że Justy Reier nie zamierzał teraz uciekać. On po prostu stał gdzieś na uboczu i obserwował, jego obiekt szedł dalej, a on zmieniał pozycję i dalej obserwował. Niemalże wwiercał się oczami w tył czy też później w bok głowy chłopca, jak gdyby chciał wypalić w niej dziurę wielkości lasera takiego. Z oczu. Jak to odbywało się u Supermana… Nieistotne, bo nie posiadał takiej umiejętności. Nieistotna była również dla niego płeć Maxine. Istotne, że sobie ją śledził i jak na razie dobrze bawił pomimo chłodnej temperatury i chmur zwiastujących nadchodzącą ulewę.
Maxine Temple miała prawo czuć się śledzona, aczkolwiek fizycznie nikt za nią nie szedł. Mężczyzna, choć niemalże nie tracił jej z oczu, wciąż zmieniał swoje położenie. Raz mogła mieć wrażenie, że obserwuje ją ktoś z tyłu, potem z drugiej strony ulicy, później… Mogła też tego nie odczuwać, gdyż Justy Reier miał wprawę w skakaniu po świecie. Jak na razie, ani D.O.G.S., ani Genetically Clean jakoś nie ukrócili jego wolności. Obłuda pozwalała mu więc na jeszcze większe zagrywki, na tak wielkie, by pozwolić sobie na rozróby w jednej z najpiękniejszych dzielnic Seattle...
[Profil]
 
 
Maxine Temple



I am an anarchist

Fala Telekinezy

18%

Muzyka i jedzenie





name:

Maxine Temple

alias:
Max, Punk Kid

age:
13 lat

Wysłany: 2017-12-15, 11:15   

/Przed spotkaniem z Ashley

Maxine "przechadzała" się ulicami Seattle. Oczywiście każda taki spacerek miał głębszy cel. Nie mogła sobie pozwolić na zwiedzanie miasta, czy przechadzkę na łonie natury. Każde jej wyjście ze squata było ryzykowne, jednak siedzenie tam 24h na dobę też nie byłoby niczym mądrym.
Max już od dłuższego czasu czuła się śledzona. Jednak żyła w pieprzonym Seattle, pełnym różnych, ciekawskich oczu. Poza tym wyglądała jak bezdomny punk, co zresztą nie mijało się z prawdą. Jednak dla zwykłych ludzi mogła wyglądać, jakby zaraz miała zamiar dać sobie po kablach w ciemnej uliczce. Zapewne już miała na plecach organizacje do zwalczania mutantów i policje, szczególnie że jakoś nie ukrywała się ze swoim istnieniem. Mocy nie używała tak często, by jej odnalezienie było takie łatwe, ale w końcu zamordowała matkę, policja na pewno szuka sprawcy.
Tak więc Maxine była świadoma wszystkiego, ale jakoś nie specjalnie się tym przejmowała. Co robi normalny człowiek gdy jest śledzony? Udaje że o niczym nie wie i zachowuje się jak co dzień. Dlatego dziewczynka musiała zachować pozory, więc nie powinien zdziwić was fakt że okradnie spożywczak.
To była szybka kilka mandarynek do kieszeni, M&msy pod kurtkę, ponieważ gruba warstwa ubrań osłabia działanie kodu kreskowego, i bramki nie piszczą. A żeby nie wzbudzać pozorów za groszaki kupiła wodę mineralną. Gdy dostała resztę, uśmiechnęła się do kasjerki jakby nigdy nic, i wyszła. Jeśli jakimś cudem barierki zaczęłyby działać, pewnie zerwałaby się do szybkiego biegu jak Usain Bolt na mistrzostwach świata i uciekła ze swoją zdobyczą. Takie już właśnie miała życie.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2017-12-25, 15:44   

Justy Reier dalej obserwował Maxine. Zdawać by się mogło, że miał na jej punkcie obsesję. Nie spuszczał jej z oczu, jak gdyby była istotnym okazem doświadczalnym, którego rzadkie reakcje łatwo przeoczyć. Tylko że Maxine nie robiła niczego ciekawego. Weszła do sklepu, trochę podkradła, coś wzięła do kupienia, płaciła, wychodziła… Jakimś cudem nawet bramki nie zapiszczały, zdradzając jej złe intencje względem właścicieli Thirftway. Będą nieco na minusie. Pewnie nie pierwszy raz. Przeklęci mutanci… A może przeklęci ludzie?
Nowa znajoma Reiera zbyt długo nie odpisywała na esemes, dlatego też wziął sprawy we własne ręce. Wychylił się zza ściany i ni stąd, ni z owąd podstawił dziewczynce nogę, zaś ta runęła twarzą na chodnik. Justy zaśmiał się krótko, czekając na jej reakcję. Choć zdawał się być nonszalancki, zachowywał czujność na wypadek, gdyby musiał się stąd, hmm, na moment ulotnić, by pojawić się powiedzmy metr czy dwa dalej. Teleportacja była, cóż, bardzo irytująca w rękach żartownisia-mąciwody.
[Profil]
 
 
Maxine Temple



I am an anarchist

Fala Telekinezy

18%

Muzyka i jedzenie





name:

Maxine Temple

alias:
Max, Punk Kid

age:
13 lat

Wysłany: 2017-12-25, 16:13   

Mając kieszenie wypchane mandarynkami, wyszła ze sklepu jakby nigdy nic. Teraz tylko trzeba było jak najszybciej dostać się na squata, aby zjeść dzisiejsze łupy. Po drodze pewnie wyżebrze kilka fajeczek. Śmieszne, jak ludzie nie mają zahamowań aby dać papierosy trzynastoletniej dziewczynce. Nie wiedzą pewnie że łamią tym prawo. W końcu jest to pewnego rodzaju demoralizacja, jakby Maxine dało się jeszcze bardziej zdemoralizować. No dobra, nie bierze jeszcze narkotyków, a ma do nich łatwy dostęp.
Dziewczynka nie zwracała większej uwagi na ludzi dookoła. Trzymała ręce w obszernych kieszeniach, gdzie miała wszystko, łącznie z mandarynkami i wodą.
Tak więc upadek był dość bolesny, ponieważ nie zdążyła wyjąć rąk z kieszeni, ale za to mandarynki były całe.
-Hej! Masz jakiś problem?!- Wykrzyczała, wstając z ziemi. Była gotowa rzucić się temu człowiekowi do gardła, co zapewne przy jej gabarytach byłoby nierozsądne. W każdym razie miała ochotę poświęcić jedną mandarynkę, aby ten śmieszek miał na twarzy coś więcej niż uśmiech.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2017-12-26, 00:04   

| wprowadzam wspomagający wizerunek Justy’ego: Max Irons

Justy Reier patrzył na nią z kpiną i czekał na kolejne bulwersy, które nie następowały. Zawiódł się. Nie dość, że myślał, iż punkowie to bardziej bulwersanci, to także, że takie małolaty-smarki to również furiaci, jakich mało. Musiał się najwyraźniej bardziej wysilić, jeśli chciał wykrzesać z tej istoty jakiekolwiek GŁ?BSZE uczucia czy też moce. Halo, halo! Nudze się!
- Ja mam problem czy ty masz problem? Jak łazisz, niedojdo? I co masz w kieszeniach?! – zapytał umyślnie podwyższonym głosem o to ostatnie. Pragnął rozwścieczyć Maxine, pragnął, by wydobyła z siebie to, co skrywała, czego nie okazywała na co dzień. Ciekawość wręcz nie pozwalała mu zaniechać tej prowokacji. Kto wie? Może się przysłuży komuś tym postepowaniem? Mógł to być każdy. D.O.G.S., Genetically czy choćby Bractwo… Tak, wiedział, co to Bractwo, i przypuszczał, że przygarnęliby z chęcią taką ciotę. Nie zależało mu jednak na tym, co się z nią stanie. Pragnął jedynie podokuczać.
- Przypadkiem czegoś nie UKRADŁAŚ?! – zapytał udawanie wzburzony i wskazał na jej wypchane kieszenie. To nie dłonie, to coś więcej je wypychało.
[Profil]
 
 
Maxine Temple



I am an anarchist

Fala Telekinezy

18%

Muzyka i jedzenie





name:

Maxine Temple

alias:
Max, Punk Kid

age:
13 lat

Wysłany: 2017-12-26, 12:23   

Punkowce skłonni do bulwersów? Głupie stereotypy. Co prawda łamią przepisy, słuchają głośnej muzyki, i pieprzą system, ale są jedną z najbardziej pokojowych subkultur. Nawet hipisi wymiękają.
Maxine pomimo swojego buntowniczego nastawienia nie rzucała się do gardła z byle powodu. Gdyby tak robiła, już by nie miała tej pięknej buźki. Co nie oznaczało, że w takich sytuacjach siedziała cicho.
-Nie podstawia się obcym ludziom nogi, ziom. A to niby mnie nie wychowali...- Wyjaśniła, spokojniejszym tonem. Jeśli nieznajomy chce ją wkurzyć musi się bardziej postarać.
Maxine słysząc pytanie uśmiechnęła się i wyjęła ręce z kieszeni unosząc je na wysokość twarzy.
-Rączki mam tutaj- Zaśmiała się, po czym włożyła ręce z powrotem do kieszeni. Nie jego interes, jakby ładnie poprosił i byłby milszy, może dostałby od dziewczyny mandarynkę.
-Kradzież? Jak to przecież niezgodne z prawem jest.- Udała totalnie zdziwioną. Całkiem nieźle się w tym momencie bawiła. No ale cóż, póki nieznajomy nie miał dowodu mógł jej naskoczyć. Poza tym policja w Seattle ma inne rzeczy do roboty niż gonienie za nieletnimi złodziejami kradnącymi owoce ze sklepu.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-01-07, 13:54   

Uśmiechnął się, krzyżując ręce na piersi. Jedną z dłoni stwierdził, iż jego bicki trochę kuleją, ale no… Nie miał chwilowo ani czasu, ani motywacji, by wysilać się dla czegoś więcej, zaś dziewczyny i tak na niego leciały. Na niego i jego odlotową osobowość.
- A ja ręce mam tu – stwierdził ironicznie. Wskazał przy tym na nie swoim spojrzeniem, które po chwili wpatrywania się w nią, przemknęło po okolicy. Justy żałował, że w okolicy nie dostrzegł żadnego radiowozu, bo wtedy towarzyszka – jak się okazało z bliska, to była dziewczynka – pewnie bardziej by się zapiekliła z nerwów.
- Mama cię nauczyła, że to niezgodne z prawem, więc CZEMU KRADNIESZ?! Nieładnie to tak – pragnął zauważyć. Pochylał się w jej kierunku, jak gdyby chciał jej sprzedać jakieś tajemnice, ale zaraz wyprostował się i machnął ręką.
- Wyobraź sobie, że chciałem się pobawić z tobą i ze swoją koleżanką w kotki i myszki, ale okazała się być zanadto zajęta swoimi rzeczami. A ty? W co się bawią takie dzidzie jak ty? Oczywiście poza wynoszeniem fantów ze sklepów… – zapytał, jakoby grając na zwłokę, by jeszcze dłużej zatrzymać ją w tym miejscu. Ciekawa zmiana strategii w związku z zaistniałą sytuacją, skoro słynął raczej z tego, iż nieprzerwanie skakał z jednego punktu w drugi.
[Profil]
 
 
Maxine Temple



I am an anarchist

Fala Telekinezy

18%

Muzyka i jedzenie





name:

Maxine Temple

alias:
Max, Punk Kid

age:
13 lat

Wysłany: 2018-01-11, 19:55   

Maxine nie była dziewczynką która okazuje skruchę. Nawet gdyby została przyłapana na gorącym uczynku. Bo to co robi, jest w jej mniemaniu słuszne. W końcu tylko walczy o przeżycie.
-Nie da się nie zauważyć- prychnęła, faktycznie, posiadał ręce. No i dobrze, gdyby był kaleką sumienie Max nie pozwalałoby się jej nabijać z jego osoby. Zakładając że ma jakieś sumienie.
-Mama? Nie kojarzę... powiedziała z całkowitą obojętnością, nie przyznając się do kradzieży. Wiedziała mniej więcej jak działa prawo, i jeśli mężczyzna nie ma żadnych na nią dowodów, to nie ma co panikować. Nawet gdyby stał tu radiowóz, to stres tylko by ją zdradził.
-Może bawi się w kotka i myszkę z jakimś innym dupkiem?- Zapytała sarkastycznie, udając jednak, że pytanie było jak najbardziej poważne. Była ciekawa jak daleko może się posunąć w tej rozmowie.
-Jak to w co? Bawimy się lalkami, samochodzikami, sikaniem do nocnika, rysowaniem anarchii na murach, klockami, pluszakami, no wiesz, takie tam bzdety- Wymieniała jakby nigdy nic. Dziewczynka podeszła bardzo z dystansem do tej rozmowy. Może i pozwalała sobie na zbyt wiele, ale kim by była gdyby pilnowała swoich słów?
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2018-02-19, 01:23   

- O rany! Patrzcie, a mnie najwyraźniej nie wychowali – zauważył, przypatrując się tak nawet z ciekawością Maxine. Może wpadło mu coś ciekawszego do głowy? Jakiś ciekawszy planik?
Być może tak właśnie było, bo już się do czegoś szykował, już ponownie otwierał usta, kiedy nagle zawibrował jego telefon. Luknął na treść wiadomości i skrzywił się zdecydowanie zawiedziony.
- Masz szczęście. Ale uważaj na siebie, młoda! Może się jeszcze zobaczymy, ciekawiej zabawimy? Berki i zabawy w chowanego świetne sprawy. Bywaj! – odparł, po czym machnął jej ręką na pożegnanie i sobie poszedł, jak gdyby nigdy nic. Przeciął drogę i skręcił w inną z uliczek. Zdawał się znać to miasto.

| the end
[Profil]
 
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-03-05, 12:30   

| 14 maj 2019 rok |

Późny wieczór. Na zewnątrz już się ściemniało, a ona czuła się okropnie zmęczona. Drugi, a może już trzeci dzień w nowej pracy i było trochę szaleństwa. Pełno ludzi, pełno różnych kolorów i powiązań, ponieważ każdy każdego zna. Czuła się dziwnie przytłoczona. Tej nocy też nie najlepiej spała. Wszystko się w niej kumulowało, a dawno nie pracowała, co sprawiło, że zapomniała jak ciężko było w kuchni pełnej emocjonalnych ludzi.
Przechodziła między półkami szukając puszki z kukurydzą, gdy nagle natknęła się na smutną kobietę. Wokół niej była tęcza barw, a wszystkie należały do tych negatywnych. W dodatku zdecydowanie była ofiarą notorycznego gwałtu i przemocy fizycznej. Cofnęła się czując jak głowa wręcz strzela jej w środku bólem od nadmiaru barw i emocji, które w niej samej kumulowały się jak woda w gąbce. Nie miała siły, aby zdobyć się na pomoc jej. Była bezsilna.
Wyszła szybko ze sklepu, który był niedaleko jej domu. W dłoniach trzymała siatkę z zakupami. Czuła jak głowa jej pęka od natłoku tego wszystkiego, jak jej oczy pulsują bólem i ledwo widzi drogę. Czuła jak łzy zmęczenia, bezsilności zbierają się w jej oczach. Wiedziała, że przesadziła, wiedziała, że zrobiła błąd nie idąc od razu do domu. Zachciało się jej pieprzonej sałatki. Do tego dochodziło to dziwne uczucie obserwowania, tego dziwnego mroku, który za nią się poruszał, ale nie był widoczny. Czuła ten mrok, który ją śledził, ale nie rozumiała tego. To wszystko sprawiało, że nie mogła w nocy spać, nie mogła odpowiednio się wyspać, bo miała wrażenie, że coś złego złapie ją za dłoń i wciągnie do siebie. Parking przez, który przechodziła był opustoszały. Może dwa lub trzy samochody stały na miejscach. Potknęła się, upadła, zakupy rozsypały się, ale rudowłosa dziewczyna nie podniosła się.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Averill Bronson



This darkness is the light.

umbrokineza

77%

chłopiec na posyłki w Sombras Mutadas





name:

Averill Bronson

alias:
Ave

age:
27

height / weight:
193 / 84

Wysłany: 2020-03-05, 17:16   
   Multikonta: Aaron Bartowski, Phil Neumann


| 14 maja 2019 roku

Ziewnąłem przeciągle. Przyrosłem już do fotela swojego auta, zapuściłem korzonki. Czułem się, jakbym cały dzień spędził w łóżku, ale czego się nie robiło dla świętego spokoju, hajsu i ogólnie dla chwały swojej małej ojczyzny?
Niespiesznie wjechałem na parking marketu i zaparkowałem tak, by widzieć jak najwięcej wnętrza, regałów, półek, a w szczególności mającego się przechadzać pomiędzy nimi obiektu moich obserwacji. Wziąłem głęboki wdech i ze świstem wypuściłem powietrze. Mała lubiła robić długie zakupy. Sto tysięcy warzywek! Choć, tak właściwie, powinienem sam ruszyć dupę i kupić sobie coś na ząb. Mało jadałem… A niech to! Nawet powinienem coś przekąsić, by przypadkiem nie przysnąć z braku energii i nie stracić jej z oczu. Znowu ciężko westchnąłem i wypełzłem ze swojej nory. Chwała, że było już ciemno, chłodno, miło.
Więc byłem tam, kiedy nieświadoma przechadzała się pomiędzy regałami. Złapałem jabłko, paczkę chipsów i jakieś piwo… bezalkoholowe. Wziąłem dwa. Bo przecież szef by mnie zjadł za picie w trakcie pracy albo za zbyt ciągłe odlewanie się. Już raz to zrobił. A może nawet dwa? Pech, mój pech.
Zapłaciłem i wróciłem czym prędzej do samochodu. Wolałem nie przebywać zbyt blisko niej, by przypadkiem nie wydało jej się to podejrzane. Ach, te filmowe sposoby śledzenia kogoś krok w krok… W międzyczasie zacząłem sobie chrupać chipsy.
Pospiesznie oblizałem palce, kiedy zorientowałem się, że wyszła z marketu. Przechodziła przez parking, więc chwilowo nie odpalałem silnika, by przypadkiem jej nie przerazić ani tym bardziej nie wrócić na siebie jej uwagi. Choć i tak powinienem w najbliższym czasie pożyczyć od kogoś furę albo wziąć ukraść. Ta już zbyt długo śledziła jej kroki… Ale to jutro. Kiedy Mała będzie w pracy.
Złapałem za butelkę i przechyliłem, by się napić przed podróżą, ale zamarłem z ustami przy jej szyjce. Mała zniknęła mi z oczu. Wychyliłem się nieco i ujrzałem, że padła na asfalt parkingu… Niedobrze. Nie wstawała. Kurde… Obejrzałem się wokół, czy ktoś może biegł z jej pomocą, ale nikogo takiego nie namierzyłem. Ostawiłem butelkę na uchwyt i zakląłem.
A miałem się nie zbliżać, nie zbliżać, ale przecież mnie zajebią, jeśli coś jej się stanie, nie? Kurwa!
Otworzyłem drzwi i podbiegłem do niej. Sprawdziłem wpierw, czy żyje. Żyła. Najwyraźniej straciła przytomność. Pochyliłem się nad nią i poklepałem ją lekko po policzkach… Nie chciałem walić mocniej, bo ja wiem? Zostałbym uznany za brutala czy coś. Miałem nadzieję, że nikt jej nie otruł. Nie chciałem przypału. Pragnąłem jedynie robić swoje. Nie potrzebne były mi komplikacje, więc z łaski swojej mogłaby się ocknąć.
Chwyciłem ją nieco niezdarnie, wziąłem na ramiona i zaniosłem do auta. Wsadziłem z przodu na miejscu pasażera. Z tyłu miałem rzeczy potrzebne mi w obserwacjach i moje „grube” zakupy w postaci reszty chipsów i nienaruszonego jabłka. Znając życie, pewnie zapomnę je zjeść i zgnije pod siedzeniem. Cholera.
Wróciłem na miejsce zbrodni, pospiesznie zebrałem zakupy, co się dało i cisnąłem je z tyłu do moich gratów. Zakląłem, zakląłem i jeszcze raz zakląłem. Ogólnie posłałem wiązankę paskudnych klątw, kopiąc w oponę mojego autka… Nadal się nie ocknęła, więc zapiąłem jej pasy i zamknąłem drzwi. Nie wiem, co najlepszego robiłem, ale zrobiłem krok, to chuj, teraz musiałem zrobić drugi. Podrzucę ją do mieszkania. Może nie będzie tam jej wstrętnego, podejrzanego współ. Rzucę ją do łóżka i potem zniknę w mroku. Będzie dobrze.
Będzie dobrze – powtarzałem to sobie niczym mantrę, wyjeżdżając z parkingu z niezbyt zadowoloną miną.
[Profil]
  [B+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-03-05, 18:27   

Ciemność i ból.
Tylko to poczuła nim świadomość uciekła w niebyt. Wszystko stało się takie ciche, takie spokojne i łatwiejsze. Miała nadzieję, że się już nie obudzi. Chciała tak trwać i trwać i już nigdy nie czuć tego chaosu. W takich chwilach chciałaby pozbyć się swojej mocy. Być normalna. Przechodzić między półkami sklepów i nie czuć strachu, że coś ją dopadnie, że coś złapie jej jasne serce, poranione przez wszystkich egoistów, którzy ją zostawili. Chciałaby nie widzieć tego strachu, tych negatywnych uczuć skrzywdzonych ludzi. Nie chciałaby mieć tego uczucia, że jeśli wie, że komuś dzieje się krzywda powinna iść z pomocą. Chciałaby złapać kukurydzę i przejść obok obcej kobiety z obojętnością, a nie strachem, że może ona wróci do domu i już nigdy nie będzie dane jej wrócić do tego miejsca.
Niebyt.
Uczucie, w którym odpoczywała, była spokojna, nie było kolorów, nie było emocji, nie było bodźców. Nie liczyło się to, że zakupy się rozsypały, że leżała na zimnym asfalcie sklepowego parkingu. Nie liczyło się to, że mogła zostać okradziona. Po prostu odpłynęła w niebyt i chciała w nim pozostać jak najdłużej. Ciepło i ciemność otulały ją jak mama do snu. Czuła się komfortowo i bardziej spokojnie niż przez ostatnie kilka dni razem wziętych. Nie było uczucia obserwacji, nie było tego mroku, który kroczył za nią jak cień, który sprawiał, że obawiała się wychodzić z domu. Nie lubiła tego uczucia, nie znosiła tej świadomości, że w jej życiu jest ktoś obcy, intruz śledzący jej kroki. Nigdy nie złapała jednak tego intruza, nigdy nie zwróciła uwagi na kogoś podejrzanego. Zawsze było tylko uczucie. Nikomu jednak o tym nie mówiła, nie chciała, aby ktoś pomyślał, że zwariowała.
Rzeczywistość.
Światła ulicznych lamp migały na jej twarzy tworząc wymyślne tańce. Jej powieki zadrgały, a ból głowy nasilił się wraz z powrotem świadomości do rzeczywistości. Cicho westchnęła informując kierowcę samochodu o tym, że pasażerka zaczęła się budzić do życia. Elaine poczuła dziwne uczucie skrępowania, a świadomość zaczęła wrzucać do jej głowy obrazy tego, co się wydarzyło. Sklep, upadek, a teraz? Otworzyła oczy i zobaczyła jak obraz za oknem porusza się zbyt szybko. Nie miała samochodu, nie pamięta, aby po kogoś dzwoniła. Poczuła jak panika opanowuje jej serce, które swoją drogą zaczęło bić tak szybko jak jeszcze nigdy.
Strach.
Opanowywał ją zbyt szybko. Jej oczy spostrzegły bladego mężczyznę o ciemnych włosach prowadzącego samochód. Zaschło jej w ustach, więc chrząknęła czując jak ból rozdzierał jej gardło. Kim był? Co zrobi? Dokąd jadą? Wszystko kłębiło się w jej głowie, ale nie była w stanie nic z siebie wydusić. Kaszlnęła czując jak pot zalewa jej plecy i czoło. Chciała krzyczeć, ale nie była w stanie.
Kim…? – wydusiła, a w jej głowie była jedna myśl. Umrze. Zaraz umrze.
Najbardziej przerażało ją to, że nie mogła zobaczyć jego aury, jego emocji, jego intencji. Była gęsta, smolista ciemna aura, która bardziej przypominała mrok niż uczucie. Ta ciemność zjadała mężćzyznę kroczek po kroczku, a strach w Elaine narastał z każdym dostrzeżeniem detali tej ciemności. Było to coś mrocznego, coś strasznego wywołującego u niej dreszcz, który czuło się jedynie na horrorze, ale był on trzy razy mroczniejszy, bo nie było się tylko widzem tego zdarzenia, a wręcz jego uczestnikiem.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Averill Bronson



This darkness is the light.

umbrokineza

77%

chłopiec na posyłki w Sombras Mutadas





name:

Averill Bronson

alias:
Ave

age:
27

height / weight:
193 / 84

Wysłany: 2020-03-05, 21:12   
   Multikonta: Aaron Bartowski, Phil Neumann


Będzie dobrze - moja osobista modlitwa, powtarzana skrzętnie przez dotychczasową drogę, mająca na celu ochronić mnie przed zbyt przedwczesnym przebudzeniem się Elaine Weasley w moim samochodzie. Szczerze? Cholera niech weźmie wszelkich bożków, bo te modlitwy, mantry i wszystko inne do kosza się nadawało. Poczułem wręcz ciarki na plecach, kiedy usłyszałem westchnienie. Starałem się nie poruszać, by przypadkiem nie zwrócić jej uwagi swoją osobą – true story, ale prowadzenie auta niezbyt mi to ułatwiało, podobnie jak środowisko, w którym się znajdowaliśmy, mała przestrzeń, nie?
Spojrzałem na nią. Chyba bardziej przerażony od niej samej. Jebało się i chuj. Nie dość, że się przebudziła, to mnie widziała, moją twarz kurde, a na dodatek była tak przerażona moją osobę, że zaraz niechybnie wyskoczy mi przez drzwi. Zwolniłem odruchowo na tę myśl.
W pierwszej chwili miałem się uśmiechnąć, by, no nie wiem, jakoś ocieplić swój wizerunek, ale ostatecznie zaniechałem, bo to musiałby być i tak przerażający widok. Po prostu spojrzałem przelotnie na drogę, ogarnąłem swoje przerażenie, bo przecież i tak mogłem wszystko ładnie załatwić, nie? Mała nie była jakaś taka znowu kłopotliwa. Prosta, dobra laska. Miałem być jej aniołem stróżem, nie? To będę. Tylko takim ubranym na czarno i w skórę.
Ponownie na nią spojrzałem już bez przerażenia w oczach. Dotarło do mnie, że się przebudziła, więc poszło. Mleko się rozlało, więc je zetrzemy, nie? Szef może nawet się o tym nie dowie, jeśli dobrze to rozegram.
- Nikim – odparłem na jej niedokończone pytanie. Taka akurat była prawda – byłem nikim, człowiekiem-duchem czy też cieniem za twoimi plecami. I też postanowiłem się skupić na drodze, więc już nie wpatrywałem się w nią. Raczej nie zwieje mi z auta, poza tym kątem oka dostrzegę, że odpina pas. Może powinienem ją jakoś uspokoić? By tego nie robiła? Powinna wiedzieć, że nie zamierzam jej wywieźć dla narządów czy prostytucji.
- Odwożę cię do mieszkania. Straciłaś przytomność. Na parkingu – wyrecytowałem jakby formułkę. Kilka faktów. Z jej życia. Na moment obróciłem twarz w jej stronę. Z troską. Nie udawaną, bo zależało mi na tym, by wszystko było z nią, okej? Była moją misją. Od samego szefa. – Jak się czujesz? Ktoś cię skrzywdził? Podał coś? Jakiś środek? – zapytałem, na moment zerkając na drogę. Drugą ręką sięgnąłem do tyłu, by sięgnąć drugą butelkę. Nie miałem wody. Może piwko zero procent jej wystarczy. Wyciągnąłem ją zaraz w jej stronę. Tak raczej naturalnie aniżeli gwałtownie czy z niechęcią. Nie miałem raczej problemów z nawiązywaniem nowych znajomości… Po prostu nie chciałem tego robić częściej niż to było konieczne.
[Profil]
  [B+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-03-09, 13:05   

Ból
Rozdzierał ją od środka. Nigdy w życiou tak sie nie bała. Nawet spotkanie jaszczuroludzia w zaułku jakichś uliczek nie przyprawił ją o taki strach jak spotkanie tego mężczyzny. Ta ciemność, która go pożerała niczym potwór z dziecięcych koszmarów sprawiała, że Elaine sama się w niej zatracała. Patrzyła na niego, ale tak jakby nie dostrzegała jego osoby, a coś wokół niego. W jej oczach zebrały się nawet łzy ze strachu, który pochłaniał jej dudniące tak głośno i szybko serce. Była w samochodzie z nieznajomym, ale jednocześnie miała wrażenie, że go zna, że już go widziała, że już gdzieś go spotkała. Uczucie śledzenia zniknęło. Nie wiedziała, czy było to spowodowane tym, że przemieszczała się pierwszy raz samochodem, ale nawet jak siedziała w autobusie czuła, że coś ją śledzi. Uczucie po prostu zniknęło. Chciała dotknąć tej smolistej ciemności, która była tak żywa i tak bardzo namacalna. Dłoń nawet jej drgnęła, ale mężczyzna mógł uznać, że Elaine chce odpiąć pas. To też przeszło jej przez głowę. Serce biło jej prawie jak w rytm metalowej muzyki, która krzyczy i straszy jednocześnie. Chciała odpiąć pasy i wyskoczyć przez drzwi, ale jednocześnie będąc człowiekiem bała się, że wpadnie pod jakiś samochód i zginie przez głupotę.
Spokój.
Ciemność zniknęła tak szybko jak zaczęła ją przyciągać. Jego głos wyrwał ją z tego dna, a ona uświadomiła sobie, że ten mężczyzna tutaj jest i jest człowiekiem. Ta smoła nadal wzbudzała w niej strach, ale na razie nie chciała się tym zajmować. Jak w takiej sytuacji można bać się ciemności, a nie obcego mężczyzny? Ta ciemność była jednak częścią jego i zasłaniała emocje. Wiedziała, że je zasłania, że chroni go przed obnażeniem. Elaine pierwszy raz była w takiej sytuacji, a to wzbudzało w niej chore zainteresowanie. Pierwszy raz nie wiedziała nic o drugim człowieku, a najgorsze w tym wszystkim było to, że była osłabiona i chyba porwana.
Nikim.
Każdy kimś jest… – odezwała się i zaraz zrugała się w myślach. Nie powinna z nim rozmawiać, nie powinna na niego patrzeć. Bała się i tak. — Skąd wiesz gdzie mieszkam? – wydusiła, a jej głos zdecydowanie był zachrypnięty. Wcisnęła się w fotel, gdy sięgnął do tyłu. Zastrzeli ją! Podał jej jednak butelkę, którą złapała automatycznie. Spojrzała na alkohol bez alkoholu i odkręciła kapsel. Chciało się jej pić. Bardzo pić i zadowoli się nawet tym. Napiła się czując ulgę na gardle. — Znasz mnie? – zapytała czując jak robi się jej niedobrze na brzuchu jednocześnie ignorując jego pytania. Nie miała zamiaru na nie odpowiadać dopóki jej nie uspokoi. Jeszcze bardziej ją przeraził informacją o tym, że wiezie ją do domu, a nie powinien wiedzieć. Powinien odwieźć ją do szpitala. Tak zrobiłby normalny człowiek.
Może nie jest normalny?
Ta myśl spowodowała jeszcze większy ucisk w jej brzuchu, aż się za niego złapała jedną rękę. Chciała wysiąść. Chciała zwymiotować, ale nic z tych rzeczy nie zrobiła, nie powiedziała. Strach paraliżował jej ruchy, jej nogi i dłonie.
_________________
Elaine Cedrella
Weasley
When the sun sets we're both the same. Half in the shadows, half burned in flames. We can't go back for nothin'...
[mru]
[Profil]
  [0-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 6