Wysłany: 2020-02-10, 12:07
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Amber już się nie odwracała. Nie chciała patrzeć na to co się dzieję za nią. Jak się po chwili okazało Christopher też udał się na klatkę schodową do wyjścia ewakuacyjnego. Czuła się spanikowana, ale jakoś udało jej się zachować zimną krew. Usłyszawszy strzał, dziewczyna miała niezbyt uradowaną minę. Zaraz Pan Gekon zaczął coś robić i usłyszała by wczuła się w rolę. Po chwili już wiedziała o co chodzi.
Chris już zaczął mówić to tych osób na które trafili, którzy szli z domu.
- To jakiś horror. Proszę zróbcie tam na górze porządek - mówiła łamiącym się głosem.
Oczywiście to wszystko było udawane. A Ruda bardzo dobrze umiała wczuwać się w rolę.
Amber też przyległą do barierki. W duchu się modliła by Ci ludzie im uwierzyli i bez żadnego, ale ruszyli do góry. By o nic nie pytali, bo tak to zapewne została by razem z Chris'em aresztowana.
Rudzinka w jakiś sposób wyglądała jakby była w szoku. Jednak to tylko na poczet roli którą odgrywała.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
No cóż widać los zadecydował, że uciekinierzy mają uciec dzisiejszego dnia, nie ważne co by Dominique robiła. Trudno, jak to mówią złośliwość losu nie zna granic. Najpierw ten typ przerwócił ją na ziemię za nogi, Wściekłość wezbrała również i u niej więc zgięła nogę w kolanie by wyprowadzić kopniaka w jego brzuch albo twarz, cokolwiek było mniej osłonięte. Drugi mutant rzucił się na jej rękę z bronią dosłownie sekundy później. Starała się nie strzelać by nie postrzelić siebie ani kogokolwiek kto tutaj został. Ale drugą ręką starała się trafić uderzeniem łokcie w twarz tego którzy rzucił się na jej broń. Jeżeli nie udało się jej wyswobodzić za pierwszym razem to poprawiła natychmiastowo cios. Cały czas kurczowo trzymaa zacisniętą w dłoni odznakę DOGS. Jeżeli udało się jej wstać to po rostu rzuciła do obydwu mężczyzn
-Jesteście aresztowani po czym wściekła i zrezygnowana podeszła do baru i uderzyła w niego pięścią. Nie pozostało nić innego jak czekać na oddział DOGS żeby posprzątali ten bałagan. To zdecydowanie nie był jej dzień.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2020-02-16, 21:37
Gdy tylko mundurowi dobiegli do uciekającej pary, nie ukrywali zaskoczenia wyglądem mężczyzny. Choć trzymał się na nogach dobre, to rany nie były zbyt ładne. Na zadawanie pytań nie było czasu. Usłyszenie strzału zmusiło ich do ruszenia dalej.
- Biegiem!
Zwrócił się szwadronowiec do pozostałych i ruszyli dalej wymijając parę jak i kolejnych uciekających ludzi.
Tym czasem w restauracji, Dominique przywaliła mężczyźnie z kolana w twarz, że złapał się za obolałe miejsce. Jego wysoki kolega podszedł do niego by go odciągnąć od szarpiących się młodzieńca z kobietą, która trzymała broń. Kolejnego strzału nie było, ale podwójne uderzenia sprawiły, że chłopak odpuścił się cofnął. Wkurzona pani wstała i rzuciła o aresztowaniu. Mężczyźni spojrzeli jedynie po sobie.
- Idziemy.
Wysoki w czarnym płaszczu, szepnął do swojego rannego kumpla, pomagając mu wstać. A że miał trochę z tym problem go utrzymać, poprosił o pomoc trzydziestolatka. Z ostatnimi uciekającymi klientami restauracji, zwinęli się z miejsca zdarzenia, mijając z oddziałem DOGS. Wykorzystali fakt, że kobieta podeszła do lady baru, nie pilnując już nikogo. Przestraszony trochę barman, wychylił się i spojrzał na nią i oddział mundurowych, którzy tu weszli.
- Drinka?
Zapytał niepewnie kobiety.
Mundurowi zaczęli rozglądać się po pomieszczeniu, ale chyba nie dostrzegli zagrożenia.
- Gdzie on jest?
Zapytał jeden z szwadronowców Pannę Savage. Nie zdejmowali kasków, zabezpieczających ich głowy. Ale na tym piętrze chyba nikogo więcej poza nimi, barmanem i wkraczającymi mundurowymi nie było? Później zjawiła się także ochrona budynku.
Można by rzec, że droga ucieczki była już dla wszystkich czysta.
Nie mógł uwierzyć w ich szczęście, kiedy udało im się oszukać oddział D.O.G.S, ale póki byli jeszcze w budynku, nie mogli mówić o wygranej. Musieli uciec i zniknąć, a wciąż nie mieli pewności, że na zewnątrz nie kręciło się więcej kundli. No i pojawiało się już pytanie, co będzie potem, gdy zdołają uciec.
Mężczyzna wciąż trzymając Amber za dłoń, kontynuował bieg po schodach wraz z resztą cywili, aż w końcu znaleźli się na zewnątrz. Zdyszani, ale żywi. Oboje skierowali się w boczną uliczkę i gdy tylko Christopher poczuł, że są już bezpieczni, przytulił mocno Amber do swej piersi jak swój najcenniejszy skarb, którego omal nie stracił.
— Przepraszam, że Cię to wpakowałem, Amber. Powinienem powiedzieć Ci wcześniej, że jestem poszukiwany... Ta randka nie tak miała wyglądać. Chciałem tylko sprawić, byś była szczęśliwa i miała prawdziwą randkę, na jaką zasługujesz. - powiedział, wtulając się w jej gęste, płomiennorude włosy. Tyle przygotowań, tyle starań... i po co. Wcale nie czuł się szczęśliwy. Wcale nie czuł, że wygrali z tamtą kobietą. Skoro potrafiła go rozpoznać mimo kamuflażu, inni mutanci również byli zagrożeni. Na dodatek teraz na celowniku znalazła się również Amber. Dopóki tamta nieznajoma była na wolności, nie będzie świętował zwycięstwa. Zamierzał jednak wykorzystać to, że udało im się uciec i ostrzec innych uciekinierów, lecz na chwilę obecną najważniejsza była dla niego Amber, która... może po tym zdarzeniu zmieniła o nim zdanie. Zobaczyła Christophera od zupełnie innej strony.
— Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała się ze mną więcej spotykać... - wyznał, powoli się od niej odsuwając i jeszcze przez moment wpatrując się w jej oczy, trzymając ją za palce obu dłoni
— Ale przyślę Ci mój numer, gdybyś... chciała chociaż pogadać. Chciałbym mieć pewność, że jesteś bezpieczna. - wyznał. Niestety nie mogli pójść teraz razem i musieli się rozdzielić, jeśli chcieli bezpiecznie wrócić do swych domów. Istniało zbyt duże ryzyko, że Chris wciąż mógł ściągnąć na siebie kłopoty i skoro ono gdzieś nadal było, mężczyzna nie chciał znów narażać Amber. Gdy sprawa ucichnie, będą mogli spotkać się ponownie, ale musieli zapomnieć już o pojawianiu się w miejscach publicznych i zachować to w sekrecie. Tak, aby nikt inny ich nie widział.
Jeśli Amber mu na to pozwoliła, mężczyzna złożył jej pocałunek na pożegnanie i wkrótce ich drogi się rozeszły. Christopher musiał zdążyć przed przerwaniem działania czarnorynkowej mutazyny. Był kompletnie zdruzgotany tym, że nie spędził reszty tego wieczoru ze swoją ukochaną. Ten dzień na długo pozostanie w jego pamięci.
//z.t (x2?)
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
Wysłany: 2020-02-17, 13:38
Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
1 Rok na Giftedach!
Naprawdę dla Amber i jej towarzyszą to był fart. Dobrze, że Pan Gekon się poranił, a ich udawana scenka zadziałała i oddział D.O.G.S ich ominął wierząc w ich bajeczkę.
Ruda ciągnięta przez Chrisa biegła za nim. Oboje trzymali się za rękę by się nie zgubić, no inni ludzie też chcieli tędy uciekać. Amber i jej towarzyszą znaleźli się na zewnątrz i Ruda została pokierowana do jednej z bocznych ulic.
Czy byli bezpieczni? Na razie chyba też.
Amber czuła się zdyszana, ale szczęśliwa, że jakoś wyszli z tego zamieszana cało.
Gdy Ruda została przytulona przez Chrisa tuliła się do niego.
Dziewczyna wysłuchała co miał do powiedzenia Pan Gekon.
- Cóż... cieszę się, chociaż z tego, że po tak dłuższym czasie mogłam Cię zobaczyć - przyznała.
Nie chciała w jakiś sposób jeszcze dobijać Chrisa z tą zaistniałą sytuacją.
Zaraz Pan Gekon odsunął Rudą i trzymali się tylko za palce. Amber wysłuchała co mężczyzna ma do powiedzenia.
- Nawet po tym zdarzeniu chciałabym się z Tobą spotykać. Tylko może dopiero jakby sprawa przycichła. - wyjaśniła.
Słysząc dalsze słowa mężczyzny zastanowiła się.
- Dobrze, bądźmy w kontakcie - odrzekła.
Amber pozwoliła się pocałować Christopherowi. Włożyła w pocałunek całe swoje skrywane uczucie. Jackson wiedziała, że teraz jest to pożegnanie. Jednak Rogue chciała ponownie się spotkać z Panem Gekonem.
Następnie i Amber i Christopher rozeszli się w dwie przeciwne strony do swoich domów.
z/t x2.
_________________
What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum