Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica #1
Autor Wiadomość
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-16, 21:39   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Powinnam już chyba przywyknąć, że los jest przeciwko mnie. Dale... On chyba miał rację, nie nadawałam się do tego. Nie powinnam była chodzić luźno po mieście, gdy wciąż byłam poszukiwana. Jasne, może i więcej echa odbijało się teraz wokół całego wybuchu z DOMem, ale... Jak widać, i ja zostałam zapamiętana.
Czy naprawdę nie mogłam liczyć na normalne życie, nawet teraz?
Przez chwilę czułam chyba dziwną satysfakcję, gdy mogłam zauważyć zmianę nastroju na jej twarzy. Czy właśnie przez to straciłam resztkę czujności?
Chciałam znów prychnąć, ale Savage mnie uprzedziła. Poczułam uderzenie na brzuchu, przez które momentalnie zrobiło mi się niedobrze i zaczęłam kaszleć, garbiąc się i łapiąc za trafione miejsce. Zapewne nawet moja przeciwniczka mogła poczuć, jak byłam teraz krucha, a pod materiałem bluzy brakowało tego, przez co niby miałam zapewnione bezpieczeństwo w departamencie... Nie zdążyłam nawet wziąć głębszego oddechu, gdy już zostałam przyszpilona do ściany za szyję.
Czyżby nieprzyjemne deja vu, huh?
Próbowałam złapać lewą ręką jej dłoń, by choćby odrobinę poluźnić ten ucisk na mojej krtani. Uwadze brunetki nie mogło też umknąć, że moja prawa ręka ledwo zdołała się unieść do wysokości łokcia, gdy ramię wciąż nienaturalnie zwisało gdzieś wzdłuż mojego ciała.
Co jak co... Ja nie miałam nic do stracenia. Ale o Ricky... O niej nic nie wiedzieli, poza tym, że... Że ma coś ze mną wspólnego, prawda?
Prawda?!
- Łżesz- Wycedziłam ledwo słyszalnie przez ten uścisk na mojej szyi. - Nie możecie... Nic jej... Zrobić... Nie ma z tym... Nic... Wspólnego. - Rzucałam między cięższymi oddechami, próbując powstrzymać się od kaszlu. Ale najgorsze, że w tej propozycji... Czy naprawdę najbardziej martwiłam się o kruszynę? Czy jednak o głód, który nie był zaspokajany już od stycznia?
Czy chciałam wchodzić na nowo w to bagno?
Zgrywałam jednak twardą - jeszcze, póki miałam siłę.
- Jestem czysta... Pięć miesięcy.. - Wyrzuciłam z siebie, już nieco ochryple, wysilając się na uniesienie kącików moich ust, ale... Czy moje oczy też potrafiły tak kłamać, jak słowa to chciały przekazać?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dominique Savage



--

Zastępca Dowódcy Oddziału Taktycznego





name:

Dominique Savage

age:
34 lata

height / weight:
176cm/74kg

Wysłany: 2020-02-16, 22:06   
   Multikonta: Leilah


Fakt, że akurat Sam została zapamiętana to naprawdę pech, bowiem przed odbiciem i ucieczką mutantów z DOMu Dominique losowo przeglądała akta mutantów starając się dobrze zaznajomić z tymi, które losow wyciągnęła. Stary, policyjny zwyczaj, który się przydał. I chyba znaczy to, że Sam nie ma obecnie zbyt wielkich szansa na normalne życie, a na pewno na takie bez oglądania się za plecy, nawet w najlepszym wypadku.
Tuż po uderzeniu Dominique poczuła jak bardzo jest słaba jej przeciwniczka. I ona jeszcze chciała się stawiać w takiej sytuacji. Jakieś zapędy samobójcze czy coś. Poczuła satysfakcje widząc zgiętą Sam po tym co zrobiła. Dzieciństwo w kiepskiej paryskiej dzielnicy nauczyło ją, że trzeba oddawac bardziej by się dostało by przeciwnik nie miał woli by powtarzać atak. Ale Sam była naprawdę żałosny widokiem, szczególnie kiedy widziało się jak bezwładna jest jej ręka.
Trzymając ją za szyję przypartą do ściany Dominique uśmiechnęła się tym razem nie słodko a dosyć brutalnie.
-Jesteś gotowa to zaryzykować? Myślisz, że przeczucili mnie z paryskiej policji do Gujany Francuskiej dlatego, że jestem miła, czy dlatego, że stosuje odpowiednie metody by walczyć z mniej przyjemnymi przeciwnikami? po raz kolejny puściła do niej oko.
-Spójrz na siebie, jesteś żąłosna. I tak samo żałośnie kłamiesz Tres triste. Jeżeli się zgodzisz dostaniesz dragi i kasę na co chcesz. W twoim wtpadku zaczęłabym od jedzenia skąd wiedziała, że to kłamstwo? Na miejscu Sam powiedziałaby dokładnie to samo jakby chciała skłamać.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-16, 22:25   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Może byłam głupia, a może naiwna. Sama nie byłam pewna, co mną kierowało. Brak rozwagi i umiejętności logicznego myślenia? Czy mogłam to zrzucić na tę przeklętą moc, którą mnie pokarało, czy po prostu byłam tak nieodpowiedzialną osobą?
Miałam ochotę krzyczeć. Widziałam jej wzrok. Niemal czułam, jak mnie ocenia. Miałam ochotę wrzeszczeć, że to wszystko ich wina, że oni mi to zrobili. Ale... Przecież nawet nie miałam takiego głosu - tym bardziej teraz, gdy nawet wzięcie oddechu było tak ciężkim zadaniem.
- Ty suko... - Wycedziłam przez swoje zęby, nie odpuszczając uścisku mojej lewej ręki na jej dłoni. Nieprzyjemny grymas przeszedł moją twarz, a jakby spojrzenie mogło zabijać - Dominique leżałaby już martwa. Czemu nie mogło mi dać takich wypasionych zdolności?
Nie chciałam wierzyć, że oni mogą być tak bezwzględni na drodze do swojego sukcesu. Ale czy mnie to dziwiło? Nie... Przecież na własnej skórze poczułam ich "sprawiedliwość". - Niech jej włos... Z głowy spadnie... - Próbowałam przebić się z groźbą przez jej pewność siebie, ale nawet nie zdołałam skończyć - bo trafiła w mój czuły punkt.
Tak, byłam żałosna. Tak wiele lat o mnie walczono. Stawiano na mnie ostatnie karty. A ja? Ja wciąż spadałam, zaliczałam kolejne dna - nawet tam, gdzie mogło się wydawać, że głębiej być już nie może. Chyba najlepiej o tym mógł świadczyć ten mały błysk w moim oku, który pojawił się na samo wspomnienie tych... Profitów. - Jestem czysta. - Powtórzyłam, choć już zdecydowanie nie tak pewnie. Chyba sama się chciałam przekonać, że nie potrzebuję tego syfu. Przecież... Tyle czasu już radziłam sobie bez niego. W departamencie dzięki mutazynie, a na "wolności"... Przez dalszą kontrolę ze strony Fowlera.
Ale co, gdy przecież... Przecież teraz go zabrakło?
Coraz ciężej było mi ustać na palcach, przez co coraz bardziej odczuwałam ten uścisk na szyi. Przegrywałam. Co najgorsze - wcale nie z panną Savage, a raczej... Z samą sobą i tą przeklętą mocą, która nigdy nie działała na moją korzyść...
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dominique Savage



--

Zastępca Dowódcy Oddziału Taktycznego





name:

Dominique Savage

age:
34 lata

height / weight:
176cm/74kg

Wysłany: 2020-02-16, 22:46   
   Multikonta: Leilah


Chyba brak rozwagi to podstawa w wypadku Sam. Tak przynajmniej uważała Dominique w po lekturze akt. Dlatego też nie zdziwiłą się, że zobaczyła ją chodzącą po ulicy pół przytomną. Na jej miejscu zaszyłaby się w jakiejś dziurze, których w Seattle nie brakuje i nie wychodziłaby z niej, a już na pewnoe nie w trakcie dnia. W taki sposób, pewnie uniknęłaby takich kłopotów.
-Oh tak Samantho, w więcej niż jednym znaczeniu tego słowa...mów mi tak jeszcze... tym razem uśmiechnęła się lubieżnie i po raz kolejny puściła do niej oko. Rozgrywanie ludzi tak jak się chciało to naprawdę doskonała zabawa, szczególnie kiedy łatwo idzie tak jak teraz.
-Niech jej włos z głowy spadnie...co wtedy? No powiedz....Chcę usłyszeć tą wiązankę gróźb co wtedy planujesz zrobić teraz uśmiech stał się szyderczy. Może gdyby to zdanie pochodziło od kogoś bardziej zdolnego....chociażby do pełnego ruchu obydwiema rękami, to bardziej by się tymi groźbami przejęła.
-Jesteś czysta, słaba, głodna i żałosna. A możesz być w lekkim odlocie, silniejsza, najedzona. I w ciuchach, które nie urażają zmysłów każdego kto na Ciebie nie spojrzy. Wybór jest naprawdę prosty. Ale kończy mi się cierpliwość. I zaczynam myśleć, że jednak trzeba będzie intensywnie szukać panny Roseberry. Każdy patrol DOGS, każdy policyjny patrol dostanie jej zdjęcie. No i wszystkie łachudry spod ciemnej gwiazdy też, przypadkiem oczywiście, dostaną cynk, że jest gruba nagroda za przyprowadzenie jednej dziewczyny. uśmiechnęła się, słodko oczywiście na koniec.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-16, 23:13   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Może rzeczywiście lepiej bym skończyła nie ruszając się z China Town. Może trzeba było przywyknąć do smrodu smażonego ulicznego żarcia i krzyków z bocznych uliczek. Może trzeba było czekać na kolejny transport do innego zatęchłego bunkra, gdzie całymi dniami byłabym skazana wyłącznie na swoje myśli. Ale czym takie życie różniłoby się od tego, które miałam zapewnione w Departamencie?
Dyszałam, coraz szybciej, przez nos. Miałam jej serdecznie dość. Miałam dość jej uroczej gęby i każdego gestu, który posyłała w moją stronę. Miałam dość każdej gierki, w którą próbowała ze mną grać. Miałam dość tego przeklętego dnia i faktu, że nie mogła po prostu posłać mnie na drugą stronę.
Ale to pewnie byłoby zbyt proste i za mało satysfakcjonujące dla takiego sadysty, huh?
- Puść mnie... To usłyszysz kurwa... Znacznie więcej... Niż pierdoloną wiązankę. - Wydyszałam, już w wyczuwalnie pijanym akcentem w moim głosie. Nerwy z całą pewnością nie pomagały mi w panowaniu ani nad moim stanem, ani samymi reakcjami. Mogłabym przysiąc, że przestałam już odciągać swoją ręką jej dłoń z mojej szyi - zamiast tego, wbijając popękane paznokcie w jej skórę. Moje paliczki robiły się blade od tego uścisku, ale nie mogłam nad tym zapanować. Nie, gdy chciała wciągnąć w to moją kruszynę. Nie mogłam pozwolić, by znowu przeze mnie miał zginąć ktoś tak mi cenny. Swoją nauczkę przeżyłam już przy śmierci Alison... Nie pozwolę, by to się powtórzyło.
Oczy miałam już porządnie zaszklone. Nie miałam pewności, czy przypadkiem jedna z łez nie zdołała się wydostać spod moich powiek, gdy przed oczami miałam wizję, jak tę małą blondyneczkę może czekać los gorszy od mojego - jakby swoich problemów nie miała wystarczająco.
No i... Ten jebany głód...
Pokręciłam głową na tyle, na ile pozwalał mi chwyt kobiety. Moje ciśnienie wzrastało, oddech stawał się nieregularny od złości.
- Kurwa mać! Tylko... Tylko spróbuj! - Próbowałam krzyknąć, ale ten wrzask skutecznie był przytłumiony przez jej zaciskającą się na moim gardle dłoń. Ja... Nie chciałam po raz kolejny dotykać dna. Ale... Czy miałam lepszy wybór w obecnych okolicznościach?
Ciężko westchnęłam, nienawidząc się coraz bardziej. Zacisnęłam mocno swoje powieki, próbując powstrzymać się przed rykiem, krzykiem, wrzaskiem. Savage z całą pewnością poczuła, jak niemal cały mój ciężar pozostaje na jej uchwycie. Poddawałam się?
- Wygrałaś... - Wycedziłam tylko przez zęby, byle nie musieć się na głos przyznawać do tego, że zgadzam się na jej warunki. Pękłam. Po prostu kurwa pękłam. Jak rok temu - na nowo podpisując kolejny cyrograf.
Czy naprawdę nie potrafiłam uczyć się na błędach?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dominique Savage



--

Zastępca Dowódcy Oddziału Taktycznego





name:

Dominique Savage

age:
34 lata

height / weight:
176cm/74kg

Wysłany: 2020-02-16, 23:36   
   Multikonta: Leilah


China Town to naprawdę dobra kryjówka, większość ludzi nie przyjeżdża tam be wyraźnej potrzeby więc zapewne Sam uniknęłaby takiego przypadkowego spotkania. Jest spokojnie jeżeli oczywiście nie podpadniesz Chińczykom z jakiegoś powodu. Pomijając już zapachy z chińskich restauracji czy to, że czasem średnio możesz zrozumieć co mają w menu. Niemniej jednak to było rozsądne wyjście. Sam chyba powinna oglądac nieco więcej filmów by to wiedzieć.
Naj jej wysyczane niezbyt wyraźne słowa Dominique zareagowała jedynie wybuchem śmiechu. Bo przecież było to dziecinne zachowanie godne maluchów z piaskownicy. A jednocześnie dawało Dominique tyle zabawy. Jak tylko poczuła wbijane paznokcie w swoiją skórę, ręką z bronią starała się strącić rękę Sam z własnej. W sumie powinna jej za to przyłożyć, ale wiele wskazywało na to, że po kolejnym ciosie Sam straci przytomomność czy coś i to Dominique zostanie z problemem powstrzymała się więc. Poza tym oczy Sam były już na tyle zaszklone, że była na granicy by się przełamać. Szkoda by było niwelować wypracowany efekt. Nawet nie uśmiechnbęła się triumfalnie, przypuszczając, że to mogłoby przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
W sumie trochę zaskoczyło ją to nagłe zwiotczenie i teraz to ona musiała podtrzymywac niemalże, nie tak wielki znów ciężar Sam. Kiedy tylko Dominique usłyszała ostatnie słowo to od razu ją puściła.
-Widzisz? To nie było takie trudne. A można było w ogóle dojśc do porozumienia bez n iepotrzebnej przemocy. porkęciła głową jak matka karząca dziecko. Potem sięgnęła wolną ręką do portfela i wyjęła 200 dolarów, które wsadziła do kieszeni bluzy Sam.
-Masz i zjedz coś. Doprowadź się do porzadku potem wyjęła z kurtki swoją wizytówkę i kawałek papieru z długopisem.
-Tu masz mój numer. Dziś za 12 godzin przyjdzie do Ciebie ktoś z telefonem, którego będziesz używać. I z dragami. Tylko powiedz co lubisz. No i napisz mi swój adres. Chyba nie muszę mówić, że nei warto podawac nieprawdziwego. Pierwszego telefonu oczekuję za 2 dni. Potem zobaczymy co dalej rzuciłą już normalnie i nawet poklepała ją po policzku.
-Nawet podoba mi się Twoja wola walki ma cherie
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-17, 00:02   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Myślałam, że po wyjściu z dzielnicy i Departamentu zdołam się odbić. Myślałam, że nigdy nie będę zmuszona do ponownego wejścia w tę samą rzekę. A jednak... Dzisiaj ten nurt wody zamieniłam na parzącą lawę, tracąc jakikolwiek szacunek do samej siebie. Oddając jej to zwycięstwo, ześlizgnęłam się z ostatniego kawałka niepewnej skały, topiąc się na nowo w tym bagnie, którego tak bardzo chciałam uniknąć.
Czy w ogóle mogłam liczyć na to, że Brian albo Dale zdołają mnie z tego wyciągnąć?
Nie... Nie mogłam ich znów ryzykować.
Gdy tylko mnie puściła, osunęłam się wzdłuż ściany, na ziemię, łapiąc haustem powietrze i kaszląc z każdym głębszym wdechem. Jednak nawet to nie przeszkodziło mi w dokładnym usłyszeniu każdego słowa, jakie do mnie rzucała.
Miałam ochotę wydrapać jej oczy, powyrywać kłaki z czaszki, skwasić nos i powybijać zęby. Miałam ochotę rozerwać ją na strzępy, połamać wszystkie kości czy wyrwać flaki z trzewi. Ale co z tego, skoro na tej chorej wizji to musiało się zakończyć? Przez nią... Przez nią znów zaczęłam się nienawidzić. I już wcale się nie dziwiłam, że i inni czuli wobec mnie takie obrzydzenie.
- Przyznaj. Ciebie po prostu to jara. - Rzuciłam ochrypłym głosem, ledwo podnosząc na nią swoje spojrzenie, by już po chwili poczuć jej rękę w mojej kieszeni. Nie pokwapiłam się jednak, by do niej sięgnąć w poszukiwaniu, co też mi tam zostawiła. Zignorowałam też jej docinki na temat mojego wyglądu - akurat to szczerze mi już wisiało, odkąd zmieniłam się w chodzącego trupa.
- To mamy problem, bo nie mam adresu. - Rzuciłam, niby mimochodem, ale jednak kąciki moich ust lekko się uniosły. Chciałam znów zakozaczyć, bo w sumie... Przecież byłam bezdomna. Ricks nie chciała mnie już widzieć na oczy po tym, o czym się dowiedziała. Z Dalem... Mimo wszystkiego, co nas łączyło, nie mogłam już wytrzymać. Nie miałam gdzie się podziać.
Tylko kurwa... Czy właśnie dlatego jej propozycja nie była przez to jeszcze bardziej kusząca?
- Kilka przecznic stąd jest opuszczony budynek. - Zaczęłam po chwili, już bez tej wyczuwalnej uszczypliwości. Oblizałam swoje spierzchnięte wargi, próbując sobie przypomnieć, przy jakiej ulicy znajdował się ten opuszczony squot. Heh, zabawne, jak historia lubiła zataczać koło. - Tam mnie znajdziesz.. - Rzuciłam po chwili, gdy tylko przypomniałam sobie lokalizację tego miejsca. Miałam nadzieję, że nikt tej kamienicy jeszcze nie wyburzył...
- Heroina, barbiturany, benzodiazepiny... Jakiekolwiek gówno, które pozwoli mi szybciej zapomnieć, jak się dla Ciebie sprzedaję. - Dodałam po chwili, już znacznie mniej entuzjastycznie. Wiedziałam, w jakim gównie się znalazłam i chyba... Chyba wcale nie chciałam o tym myśleć. Do tego, te jej pieprzone słodkie słówka... Kurwa, ona naprawdę uwielbiała bawić się swoimi ofiarami...
Może jednak szczęście mi dopiszę i zaćpię się, zanim zdążę jej cokolwiek wartościowego przekazać?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dominique Savage



--

Zastępca Dowódcy Oddziału Taktycznego





name:

Dominique Savage

age:
34 lata

height / weight:
176cm/74kg

Wysłany: 2020-02-18, 15:47   
   Multikonta: Leilah


Cóż los bywa kapryśny i nieprzewidywalny, rzadko kiedy rzeczy dzieją się w takiej kolejności jakbyśmy chcieli prawda? Taki obrót spraw chyba nie powinien być niczy zaskakującym tak na dobrą sprawę. Postanowienia, zaczynając od postanowień noworocznych tak często się przecież łamie, nie ma w tym nic aż tak dziwnego czy strasznego.
Dominique obserwowała zsuwająca się po ścianie Sam, przypatrując się czy przypadkiem nie uszkodziła jej w jakiś bardziej znaczący sposób, bo przecież nie o to chodziło. Na szczęście nic takiego nie zobaczyła. A wizja naprawdę urocza, ciężko stwierdzić inaczej. Słysząc jej słowa zaśmiała się gorzko.
-Jara? Jakby mnie to jarało, ta sytuacja, to pewnie leżałabyś teraz z przestrzelonymi kolanami. Na dobrą sprawę to mi Ciebie po prostu żal. No i nie zdajesz sobie sprawę jak stresujące jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim normalnym mieszkańcom Seattle. tu wskazała gestem dłoni przestrzeń naokoło siebie. Słysząc o braku mieszkania Sam i o tym gdzie przebywa, Dominique uniosła jedną wypielęgnowaną brew do góry. Mieszkanie w takim miejscu. Co jeżeli ją jakiś ćpun czy kto inny po prostu zadźga z nudów? Wtedy cała inwestycja Dominique weźmie w łeb.
-Ulokuję Cie w jakimś motelu chociaż? zapytała ciekawa w sumie reakcji Samanthy, czy będzie gryzła rękę, która próbuje ją karmić? Potem znowu zmarszczyła brwi.
-Masakra, jakie gówna w siebie wpuszczasz. Ale Twój wybór. Dziś wieczorem coś dostaniesz odparła i porkęciła głową, tym razm nie na żarty..
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-18, 16:13   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie mogłam ukryć faktu, że w tym wszystkim - szczególnie po jej słowach - zaczęłam odczuwać dziwną satysfakcję wymieszaną z goryczą. Jeden z kącików moich ust mimowolnie powędrował do góry, podobnie jak moje spojrzenie.
- Leżałabym z przestrzelonymi kolanami. Ale nie miałabyś wtedy zabawki, hm? - Odbiłam piłeczkę, dobrze zdając sobie sprawę z tego, że nie ma nic za darmo. A jak bardzo nie próbowała mi ubliżać... Byłam jej teraz potrzebna - nawet, jeśli sama jeszcze nie byłam pewna, na jaką skalę.
Plunęłam gdzieś obok siebie, czując, jak pod językiem zbiera mi się gęsta ślina. "Normalnym mieszkańcom" Kuźwa panu mać. Nie mogła powstrzymać prychnięcia na to stwierdzenie.
- Zabawne. Niby zapewniacie bezpieczeństwo, a za połowę przypadków mutacji to wy jesteście odpowiedzialni. To jakaś nowa taktyka? Lubicie sobie roboty dokładać? - Nie zamierzałam odpuścić, mając już gdzieś z tyłu głowy, że raczej... Że nic mi nie zrobi.
- Żebym była dla Was łatwym kąskiem? Podziękuję, poradzę sobie. - Odparłam po chwili na jej jakże hojną propozycję, opierając się głową o ścianę za mną. Nie musiałam chwalić się tym, że wcale nie zamierzałam zostawać w tej ruderze na dłużej, a raczej... Wykorzystuję ją jako neutralne miejsce spotkania.
- Jak wymienimy się butami, to może zrozumiesz. - Rzuciłam po chwili, niby od niechcenia, zaciskając swoje wargi w cienką linię. W sumie... W tej konkretnej chwili chyba byłam wdzięczna za tę pierdoloną moc. W mojej głowie przyjemnie szumiało, a ciało się rozluźniało - co zdecydowanie pomagało się pozbyć resztek wrażeń bólowych sprzed kilku chwil. Chyba... Chyba w tym wszystkim poczułam się już zbyt pewnie, bo... Bez większych ogródek zadałam kolejne pytanie w kierunku brunetki.
- Póki nie masz tego gówna, to może chociaż masz fajki?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Dominique Savage



--

Zastępca Dowódcy Oddziału Taktycznego





name:

Dominique Savage

age:
34 lata

height / weight:
176cm/74kg

Wysłany: 2020-02-22, 00:46   
   Multikonta: Leilah


Słysząc słowa Sam uniosła kąciki ust do góry w lekkim uśmiechu. Widać było, że desperacko próbuje się odgryźć, co w obecnej sytuacji było o tyle głupie ileż słodkie.
-Uwierz mi, znam ludzi, dla których byłabyś najlepszą zabawką właśnie z przestrzelonymi kolanami. A dla...cóż udowadniasz właśnie swój patriotyzm, nawet jeżeli jest on cząstkowy powiedziała patrząc Samancie w oczy. Owszem była ona jej potrzebna, jednak do pewnego stopnia, jednak nie powinna przeceniać swojej wartości, nie była bowiem niezastąpiona - wszak Dominique poświęciła ostatnie 40 minut na pozyskanie jej współpracy, to zapewne znajdą się inni którzy byliby gotowi świadczyć podobną współpracę na podobnych warunkach.
-Mmm to tak jakby oskarżać naukopwców, że chcąc wygrać z grypą, sami tworzą szczepy by je lepiej poznać. Absurdalne oskarżenie prawda? zapytała tym razem z wyczuwalną wyższością w głosie. Nie skomentowała jej odmowy, jej wybór, ale tak się kończy jak chcesz być dobry dla mutantów. Zupełnie bez sensu.
-Raczej się nie wymienimy, bo ja na pewno się nigdy nie doprowadzę do takiego stanu i nie będę brać takiego świństwa niemalże prychnęła. Słysząc jej kolejną prośbę sięgnęła do wewnętrzej kieszeni kurtki, Czasem miała tam paczkę papierosów, na bardziej stresujące dni bo na ogół nie paliła. Tym razem szczęścię jej dopisało, wyciągnęła więc paczkę i podała ją Sa. Wewnątrz powinna być zapalniczka.
[Profil]
  [A+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-02-24, 22:49   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Co jak co - wiedziałam, do czego są zdolni i na jak wiele sobie pozwalają. Przecież na własnej skórze odczułam sadyzm Ogara. Mimowolnie podniosłam swoją rękę do ramienia, na którym do dzisiaj tkwiła dość głęboka blizna po nożu. Starałam się jednak nie spuszczać uśmiechu z mojej twarzy - ostatniej rzeczy, która pozwalała mi czuć jakąkolwiek przewagę, nawet w chwili, gdy mentalnie Dominique po mnie po prostu deptała.
- To nie zapomnij pozdrowić Huxleya, jak już będziesz wspominać o nowych przyjaźniach przy pączkach w pracy. - Rzuciłam wręcz oschle, Odpluwając gdzieś na ok gęstą ślinę - nie tylko w geście pogardy, ale i... Z potrzeby fizjologicznej. - Absurdalne? To wczytaj się jeszcze raz w moje akta. Sprawdź od kiedy taka jestem. Wtedy pogadamy o teoriach spiskowych. - Odparłam na jej słowa, gdy w moich oczach pojawiły się iskry złości. To... To przez nich moje życie się całkowicie posypało. Przez nich zginęła Alison, przez nich kruszyna nie chciała mnie znać, przez nich straciłam brata, życie, karierę, dom... Szansę na jakąkolwiek rodzinę.
Wszystko przez nich.
- Good for you. - Rzuciłam na koniec, przez drżące wargi. Głowa zaczynała mnie już boleć od tego uczucia uniesienia, przez promile zwiększające swoją moc w moich żyłach. Nerwy z całą pewnością mi w niczym nie pomagały.
Rzucona przez nią paczka fajek odbiła się od moich rąk, nim dałam rady dość niepewnie ją złapać. - Dzięki. - Wyrzuciłam już niemal bezdźwięcznie, pośpiesznie starając się wygrzebać z paczki jednego papierosa, a po chwili go odpalić. dym tytoniowy szybko uderzał do mojej głowy, ale zapewniał ten relaks, którego tak bardzo teraz potrzebowałam.
- Wierzę, że masz lepsze rzeczy do roboty niż niańczenie mnie do wieczora. Będę na miejscu. - Zapewniłam po chwili, zaciągając się po raz kolejny tytoniem, odwracając swoje spojrzenie gdzieś na ścianę przede mną. Musiałam od niej w końcu odpocząć... Po prostu... Musiałam...
Pozostało mi wierzyć, że po tym wszystkim po prostu odejdzie a ja tylko kątem oka ją odprowadzę ku równoległej uliczce, nim sama będę mogła w końcu z siebie wyrzucić wszystkie kotłujące się we mnie emocje, kierując się do umówionego miejsca.
Na szczęście - miałam jeszcze czas na regenerację.

[z/t x2]
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5