Poprzedni temat «» Następny temat
Opuszczona stacja
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-02-24, 22:30   Opuszczona stacja



[Profil]
 
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-02-24, 23:41   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


|17.01

To zdecydowanie nie był jeden z tych przyjemnych, pięknych poranków, jakich można byłoby się spodziewać po wypowiedziach ludzi zapowiadających pogodę w różnych stacjach telewizyjnych. Wręcz przeciwnie - już od późnego wieczoru poprzedniego dnia nieustannie lało. Nie był to śnieg, nie był to też do końca deszcz, a coś pomiędzy nimi. Wielkie, kluchowate, mokre płatki czegoś, które z głośnym chlupotem uderzały o wszystko, co znalazło się na ich drodze. A tak się składało, że Maysilee nie zabrała ze sobą parasolki.
Prawdę mówiąc, było to całkiem naumyślnym zabiegiem. W tym momencie wolała bowiem po prostu założyć - teoretycznie wodoodporną - kurtkę, aniżeli męczyć się z parasolem, którego i tak nie mogła prawidłowo utrzymać w ręce. Odkąd tylko jedna z nich była całkowicie sprawna, Griffith musiała wybierać pomiędzy własnymi suchymi ubraniami a pomocą ludziom, do których - jakby nie patrzeć - przyjechała wraz z inną dziewczyną z Bractwa.
Prawdę mówiąc, dosyć mocno zastanawiała się przy tym nad pozostaniem w domu. Nie była w nastroju, by integrować się z ludźmi, a tym bardziej, by wspierać ich w ewentualnym dołączeniu do ich organizacji. Kiedy jednak dowiedziała się, że niedawna choroba dosyć mocno przetrzebiła grono ludzi, którzy mogliby zająć się wsparciem... Po prostu spróbowała wziąć się w garść. Nie sądziła jednak, że miała przy tym napotkać aż takie problemy.
Już od samego początku wszystko szło w złym kierunku. Wystarczył rzut oka na grono zebrane przez sojuszników Bractwa - chude, blade, poprzebierane w luźne, mocno zużyte, prawdopodobnie zdobyczne ubrania upodabniające ich do zakapturzonych dresów - by dostrzec, że nie za bardzo radzili sobie z sytuacją. Potrzebowali wsparcia... Potrzebowali Bractwa, natomiast Bractwo... Bractwo naprawdę potrzebowało mobilizacji i kogoś więcej, niżeli dwóch małych dziewczyn wysłanych na rozeznanie.
Mimo to, Maya zajęła się swoim, przechodząc pomiędzy skrytymi przed deszczem ludźmi i poszukując tego, kto dał im cynk o całej zbiórce.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Toby Jensen



The ghosts of the past speak to all who will listen.

rozmawianie z trupami

27%

były obiekt badawczy DOGS





name:

Trevor Jones

alias:
Thomas Walker | Toby Jensen

age:
24 lata

height / weight:
185/60

Wysłany: 2019-02-26, 23:05   
   Multikonta: Matilde Wallace
  

   1 Rok na Giftedach!


Prawda była taka, że gdyby nie ci ludzie to już dawno, by nie żył. Po wyrwaniu się z tego piekła na ziemi, Jensen zawdzięczał im naprawdę dużo. Nie był jednak do końca pewien czy na to wszystko zasługiwał. Wolność – był wolny. Ale… za jaką cenę? Czy to co zrobił było tego warte? Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że o wiele lepiej byłoby zginąć jak ten cholerny zdeptany ciężkim butem karaluch, niż żyć ze świadomością zdrady. Wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju. Nie mógł spać, nie mógł jeść, nie mógł normalnie funkcjonować. A świadomość, że ci, których tak wydał, od kilkunastu dni ratowali jego życie… To go dodatkowo niszczyło. Powoli wracał do sił. Może wciąż nie był okazem zdrowia, ale przynajmniej każdy najmniejszy podmuch wiatru nie groził mu złamaniem.
Wiedział jednak, że jeśli ma żyć jak człowiek, pomoc tych ludzi nie miała się na nic zdać. Kupili mu tygodnie, ale to wciąż było za mało. Za mało, by żyć jak włóczęga i nie mieć stałego miejsca pobytu. Potrzebował od nich o wiele, wiele więcej niż to co mu dawali. A ta świadomość… to znowu wręcz wierciło mu dziurę w żołądku. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli kiedyś się dowiedzą co zrobił… nie będzie dla niego żadnego ratunku. Pewnie znowu wróci do getta. A tego miał nie przeżyć. Chciał wreszcie żyć, ale paradoksalnie, był jeszcze bardziej zniewolony niż miesiąc temu.
Powiedziano mu, że pojawi się ktoś do pomocy. Powiedziano mu, że zabiorą go stąd. Powiedziano mu, że ma szansę wyjść na prostą. Ale nawet w najbardziej surrealistycznych snach nie spodziewałby się, że kiedy tak siedział skulony w kącie rozpadającego się budynku, znowu natrafi spojrzeniem na tą niesamowicie błękitną parę oczu…
_________________
<ul><img src="https://i.pinimg.com/originals/0b/7d/20/0b7d2042cc5444a709f952def6046603.gif" style="border-top:5px solid #2e4045;border-bottom:5px solid #2e4045;padding-bottom:-20px;width:190px;"><div style="color: black ; width:190px;letter-spacing: 2px; text-shadow:2px 0px 2px #2e4045;font-family:times;font-size:11px;text-align:center;margin-top: -12px;">Why is everything so heavy?

<div style="text-align:justify;width:194px;color:#2f4f4f;font-size:9px;line-height:90%; margin-top: -20px; font-family: arial;">

I'm holding on

Holding on

To so much more than I can carry

©endlesslove
</ul>
[Profil] [WWW]
  [A-]
 
Maysilee Griffith



Cause for a moment a band of thieves in ripped up jeans got to rule the world...

kontrola pogody

55%

sanitariuszka | informator





name:

Maysilee Griffith

alias:
Sally Griffin | June Hawkins

age:
24 lata

height / weight:
165/47

Wysłany: 2019-02-27, 00:21   
   Multikonta: Levi, Jane
  

   1 Rok na Giftedach!


Nie miała bladego pojęcia, jak długo wpatrywała się w jednego z mutantów, zawieszając spojrzenie na jego oczach i nawiązując ten dziwny, niezrozumiale znajomy kontakt, nim odwróciła wzrok. Nie chciała przecież być nachalna, zwłaszcza że większość z tych ludzi nie wyglądała zdrowo czy korzystnie. Nie musiała im tego przypominać, a jednak... Jednak nie potrafiła wyzbyć się tej pojedynczej myśli, która ponownie przyciągała ją w tamtym kierunku. Tym razem jednak zdecydowanie skuteczniej, gdyż Maysilee bez większego zawahania ruszyła w stronę mężczyzny, dostrzegając ciemną plamę w okolicach jego ramienia.
Krew? Błoto? Woda albo inna ciecz? Nie była pewna, ale przecież po to się tu znalazła - miała pomagać, a jeśli jednocześnie mogła przy tym zaspokoić własną ciekawość... Zamierzała z tego skorzystać. Coś w tym człowieku zdawało jej się takie... Znajome, nawet mimo za dużych ubrań i kaptura, który częściowo zasłaniał jego twarz. Dawno nie doznała takiego uczucia, praktycznie od chwili, kiedy na moment zamieszkała w getcie. To było dziwne, ale nie nieprzyjemne wrażenie. Znacznie bardziej przypominało coś na kształt uporczywego brzęczenia z tyłu głowy, niżeli migotanie czerwonej lampki. A ona była ciekawska, nawet w tym stanie psychicznym.
Zbliżając się do swojej ofiary, przejrzała wzrokiem swoje zasoby w torbie, która teoretycznie miała robić za apteczkę, po raz kolejny dochodząc do wniosku, że mieli więcej mutantów pod opieką niż dostępnych środków medycznych czy też jedzenia. To nie wyglądało zbyt dobrze i najprawdopodobniej należało skontaktować się z trzonem Bractwa, by cokolwiek z tym zrobić, ale... Ale to nie było już jej zadanie, stety czy też nie, bo to nie ona została wyznaczona do dowodzenia ich niedużą akcją. Ona była tu wyłącznie na doczepkę, na swój sposób nawet ciesząc się, że nie musiała podejmować wszystkich decyzji. Znacznie lepiej czuła się w roli pomocnika...
Dokładnie tak jak w tej chwili, przykucając na ziemi obok skulonego mężczyzny i wyciągając dłoń z zamiarem delikatnego muśnięcia palcami jego ramienia, aby zwrócić na siebie uwagę. Nie musiała jednak tego robić. Z ręką zawieszoną tuż nad szorstkim materiałem bluzy, dosłownie zamarła, po raz kolejny napotykając jego spojrzenie... Z tą różnicą, że teraz już wiedziała, mimowolnie wstrzymując oddech i jak w transie poruszając palcami, by dotknąć policzka Thomasa. Musiała poczuć, że to nie było złudzenie...
- Ty... - Wydusiła z siebie, nie musząc chyba mówić nic więcej. Proste, dźwięczne słowo wyrażało dostatecznie dużo - od niedowierzania i szoku, poprzez konsternację, poczucie wini i wreszcie ulgę, naprawdę dużą ulgę... Wręcz niewspółmierną do ich obecnej sytuacji.
_________________
« Lovers in the night, poets trying to write... »
We don't know how to rhyme but...
damn we try.
©crackintime
[Profil]
  [0+]
 
Dale Fowler



People sleep peacefully in their bed at night only because rough men stand ready to do violence on their behalf..

Kontrola przepływu adrenaliny

92%

Najemnik





name:

Dale Fowler

alias:
~Archer

age:
29

height / weight:
188/96

Wysłany: 2019-05-07, 22:45   
  

   Talon na Aarona i balon

  

   2 Lata Giftedów!


Dlaczego odnalazł się akurat w tym miejscu? Ponieważ był pieprzonym podróżnikiem, a w pobliżu tej opuszczonej stacji benzynowej niegdyś znajdowała się jego kryjówka.
Postanowił więc wrócić się tutaj i sprawdzić, czy broń, którą ukrył nieopodal tego budynku dalej tutaj jest. Można więc nazwać go w sumie trochę chomikiem - tak sobie chomikował po różnych częściach stanu różne przydatne rzeczy.
Bywało, że te przedmioty ratowały mu życie.
Wysiadł z samochodu i rozpalił papierosa za pomocą zapalniczki benzynowej. Oparł się o drzwi i westchnął cicho sam do siebie.
Już niedługo miał nadejść wielki dzień. Przygotowywał się do tego - nie tylko psychicznie, ale jak widać również dbał o to by być odpowiednio uzbrojonym.
Zaciągnął się kilka razy głęboko i pogrążył w rozmyślaniach. Jak to wszystko dalej będzie? Czy powinien tutaj zostać, czy raczej nie? Od dawna planował, że odejdzie, ale... To nie było takie proste. Ludzie, którzy tutaj żyli, Ci wszyscy, którzy chociaż na chwilę zagościli w jego życiu... Czy mógł ich tak po prostu zostawić? Chociaż nie tak powinno brzmieć pytanie. Czy powinien to zrobić?
Tak czy siak nie dane było mu zbyt długo nad tym myśleć.
Pod osłoną nocy nad jego głową przemknął odrzutowiec i ku zdziwieniu Dale'a coś zrzucił. Odsunął się od samochodu na bezpieczną odległość - kij wie, to przecież mogła być bomba czy coś. Gdy 'paczka' wylądowała odczekał stosowną ilość czasu i dopiero po tym ruszył w jej kierunku. Cały czas zachowywał ostrożność, a jego prawa dłoń spoczywała na kaburze w której tkwił pistolet. Jeśli nikt mu nie przeszkodzi - oczywiście sprawdzi co jest w środku. Nawet jeśli będzie to bomba... Cóż, przynajmniej jego kłopoty się skończą, nie?
_________________

<div style="font-family: Bubbler One; font-size: 39px; color: #d2a682; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd; width: 360px; text-align:center; line-height:65%;">Dale Fowler<img src="https://78.media.tumblr.com/271e2bfe6cc02a500307b3b4b9165c9e/tumblr_owwlalBTR81v5dr9ko3_500.gif" style="width: 350px; border-radius: 0px 0px 10px 10px"><div style="font-family: ms mincho; font-size: 10px; color: #63401d; text-shadow: 1px 0px 1px #ffdecd;width: 360px; text-align:center">"My one regret in life is that I am not someone else."<a href="http://crocus-avatars.tumblr.com/" style="text-decoration: none; color: #818181; font-size: 7px; font-family: verdana;">by crocus


klik.
[Profil]
  [AB+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-05-12, 22:15   

Zbliżyłeś się do tajemniczej paczki. Jej rozmiar był na tyle poręczny, że byłbyś w stanie ją ze sobą zabrać - a jednak, odważyłeś się ją otworzyć właśnie tutaj, w miejscu, gdzie stałeś. Wbrew jednak wszystkim ciemnym scenariuszom, które mogły się snuć w Twojej głowie - pod przykryciem skrzynki nie czekało żadne niebezpieczeństwo.
Napis na boku znaleziska mówił wprost - to pomoc, prosto z Europy, a zawartość tylko utwierdzała Cię w tym przekonaniu - neutralne ubrania, koc, zapasy żywności, tak niezbędne dla wielu ofiar tej wojny... JEdno tylko, co do tej paczki niepasowało, to niewielkie urządzenie znajdujące się na miękkich tkaninach, które zapewne przegrzebywałeś w celu odnalezienia czegoś więcej. Tajemniczy sprzęt miał na sobie niewielki obiektyw i błyskającą na czerwono diodę, która zdawała się umrzeć w momencie, gdy przez kilka sekund dochodziło do niej liche światło wiosennego słońca.
Ciekawe jednak, że ledwie kilka chwil po tym, Twój telefon zaczął wibrować, czyż nie?

//Gratulacje! Skrzynka odnaleziona i przechwycona.
[Profil]
 
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-01-11, 23:53   
  

   2 Lata Giftedów!


Być może nie znaleźliśmy się teraz w najbardziej przytulnym miejscu na świecie, ale przynajmniej byliśmy razem, co nie? Miałam świadomość, że nie możemy zostać tutaj zbyt długo, bo Dale wiedział jedynie, że poszłam na pobliską stację benzynową, i cholernie nie chciałam, by się obudził, zauważył, że mnie nie ma, pobiegł na stację – gdzie no, nie znajdzie mnie – i zaczął panikować. Ostatnie czego potrzebowałam to tego, by Dale pomyślał, że od niego uciekłam, czy coś, a biorąc pod uwagę wspomnienia, które stopniowo odzyskiwałam… No cóż, zdarzyło mi się już zniknąć z życia Dale’a, i z życia Bradley’a też. Miałam cholerną nadzieję, że nie już nigdy nic nie stanie się z moją pamięcią, że już nigdy nie będę musiała rozstawać się na dłużej z dwójką mężczyzn, których przecież kochałam, obu na swój zupełnie inny, pokręcony sposób.
Odetchnęłam z ulgą, gdyż już znaleźliśmy się w tym opuszczonym budynku, gdzie nie było kamer, ani wścibskich oczu osób, które mogły nas obserwować, albo zagrozić na różne sposoby. Była tylko nasza dwójka, miliony wspomnień i setki niedopowiedzeń, na które z pewnością nie byłam gotowa i miałam nadzieję, że nikt nie będzie na mnie przez nie naciskał. Potrzebowałam czasu, i znacznie lepszych warunków do tego, by ogarniać swoje relacje towarzyskie. Póki co działałam instynktownie, naturalnie, robiłam to, co wydawało mi się słuszne i nie wypierałam uczuć, które niewątpliwie miałam.
Gdzieś w budynku dostrzegłam skrzynkę, taką zwykłą, plastikową, rozmiarami pozwalającą jednak na to, by móc na niej usiąść. Nie zamierzałam jednak do niej podchodzić, bo od czego miało się moce, więc uniosłam po prostu dłoń przed siebie, a skrzynka uniosła się w górze, i wylądowała zaraz obok mnie. Usiadłam na niej tak, by jeszcze Bradley się zmieścił, i gdy usiadł koło mnie, to po prostu położyłam głowę na jego ramieniu. Przymknęłam oczy, wsłuchując się w bicie jego serca i w śpiew budzących się ze snu ptaków.
- Co się z tobą działo, jak… mnie nie było? – spytałam ostrożnie, chcąc wiedzieć. Nie wyglądał na jakoś bardzo poranionego, czy coś, więc chyba nie mogło być tak źle, co nie? W przeciwieństwie do mnie wyglądał całkiem okej, a ja przecież nabawiłam się całego mnóstwa nowych blizn, ran i siniaków, odkąd ostatni raz się widzieliśmy…
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-01-12, 02:34   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


To mało powiedziane, że nie byli obecnie w najbardziej przytulnym miejscu na świecie. Opuszczona stacja była stara, zaniedbana, w niektórych miejscach dawało szczochami od bezdomnych, którzy tu biwakowali. Na szczęście teraz było ciemno, więc nie widać było większości wad tego miejsca. A największą zaletą była ustronność i cisza. Nikt im tu nie będzie przeszkadzał i nikt nie będzie ich nagrywał. Upewnili się, że w środku nikogo nie ma zanim przeszli do rozmowy.
Wtedy Coll przeniosła swoją mocą skrzynkę, by mieli na czym usiąść. Uśmiechnął się na ten widok i zajął miejsce obok niej. Gdy położyła głowę na jego ramieniu, on wyciągnął rękę by chwycić ją za dłoń.
- Telekineza wydaje się znacznie bardziej pożyteczna niż władanie jedynie metalami, co? - zaśmiał się, ale był z niej dumny, że tak szybko zaczęła sobie radzić z nieznaną jej wcześniej mocą. Colleen Marie nigdy nie należała do osób słabych i wielokrotnie to udowadniała. Między innymi dlatego od lat się przyjaźnili.
On z pewnością nie zamierzał jej naciskać na żadne ogarnianie relacji towarzyskich. Nie potrzebował żadnych deklaracji albo nazywania tego co jest między nimi. Wiedział jaka jest rzeczywistość i nie oszukiwał się. Zresztą był człowiekiem dość gruboskórnym i niełatwo się przywiązywał. Colleen miała u niego specjalne względy przez wszystko co razem przeżyli. Nie zapominał, że to ona po raz pierwszy uratowała go z więzienia.
- Hm, niewiele. Z ważniejszych rzeczy, uczestniczyłem w ataku na dzielnicę mutantów. Udało nam się paru uratować - powiedział dość neutralnym tonem. Nie zrobił tego co prawda dla tych uratowanych, ale cieszył się, że pomógł mutantom odzyskać wolność.
- Dalej próbuję dostać się do rebelii. I pomagam przyjaciółce w okiełznaniu mocy i treningu. Niedawno uaktywnił się u niej gen X - wyjaśnił pokrótce. Nic więcej się u niego nie działo, chociaż te rzeczy, które wymienił były na tyle zajmujące, że nie miałby czasu na więcej aktywności.
- Ale lepiej opowiedz co się z Tobą działo. Kiedy odzyskałaś pamięć i dlaczego od razu do mnie nie zadzwoniłaś? Pamiętasz już wszystko z przeszłości? - zasypał ją pytaniami, delikatnie ściskając jej rękę.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-01-17, 20:48   
  

   2 Lata Giftedów!


I znów siedzieliśmy blisko siebie, Bradley trzymał mnie za dłoń, a ja splotłam ze sobą nasze palce, wlepiając w nie wzrok i uśmiechając się nieznacznie. Czułam się z nim tak dobrze, tak normalnie… Tak, jak powinno być.
- Chyba… chyba tak. – przyznałam cicho, choć przecież wciąż miałam niewyobrażalnie wiele wątpliwości dotyczących mocy, z którą wcale się nie urodziłam, a którą dostałamAle chyba wolałam magnetokinezę. Z nią się urodziłam, była częścią mnie, a to… – tu zamilkłam na chwilę, a kilka kamieni przed nami uniosło się w górę, lewitując, obracając się wokół własnej osi, by po chwili opaść cicho na ziemię – To wynik eksperymentów. Wszczepili to we mnie, chcąc zrobić ze mnie maszynę do zabijania… – mówiłam cicho, zgodnie z tym, co czułam. Nie byłam najszczęśliwszą na świecie, że posiadałam teraz taką moc, a nie inną, i w zasadzie nawet nie miałam komu i kiedy o tym powiedzieć. Czasami po prostu czułam się trochę tak, jakby w moim ciele był jakiś cholerny intruz, coś, co nie należało do mnie, i co objawiało się w mojej mocy… Mimo wszystko starałam się trenować jak najwięcej mogłam, by zmienić coś, czego nie lubiłam w umiejętność, która mogła mi dać zdecydowaną przewagę.
Kiwałam głową nieznacznie, słuchając słów Bradley’a i cholernie ciesząc się, że nie przytrafiło mu się nic gorszego, gdy mnie nie było. Jego opowieści brzmiały względnie spokojnie, bo choć uczestniczył w ataku, to musiał być on udany, skoro uratowali kilku mutantów, a Brad wcale nie wyglądał na jakiegoś mocno poranionego. Zignorowałam też jakieś dziwne ukłucie w okolicach serca, na wieść o jego przyjaciółce i skupiłam się na opowiedzeniu swojej, niezwykle krótkiej historii.
- Uciekałam. Ciągle mnie ktoś gonił, ciągle walczyłam… Wczoraj dotarłam do pobliskiego motelu, gdzie postanowiłam zostać na noc, i znalazł mnie Dale. On mi opowiedział o tym, kim jestem, co się ze mną działo, i w ten sposób sobie przypomniałam. Pamiętam chyba wszystko. I zadzwoniłabym, ale musiałam sobie to wszystko w głowie ułożyć… – wyjaśniłam, czując się faktycznie trochę winna, że od razu się do Bradley’a nie odezwałam, ale prawda była taka, że dopóki go nie zobaczyłam, to nie wiedziałam nawet, że go znam…
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-01-21, 19:43   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


To dziwne, ale dopiero trzymając ją za rękę czuł się spokojny. Uśmiechnął się, gdy ich palce splotły się w spójną całość. Miał wrażenie, że była jedną z osób, z którymi Brad tak właśnie działał. Nie było ich wiele, ale kilku najbliższych przyjaciół było mu na tyle ważnych, że bez nich czuł jakąś pustkę. A gdy była obok wypełniała pustą przestrzeń i czuł się lepiej dzięki temu.
- Zawsze możesz unosić tylko metalowe przedmioty - zaśmiał się z początku, ale potem spoważniał i kiwnął głową na znak, że ją rozumie. - Przez wiele lat uważałem swoją moc za przekleństwo, mimo że się z nią urodziłem.
Wyznał i wyciągnął dłoń przed siebie skupiając się na kamieniach, które dziewczyna unosiła. Wymruczał pod nosem odpowiednie zaklęcie, a kamienie przekształciły się i teraz wystawały z nich kolce.
- Nie zrozum mnie źle, super jest móc zrobić tak wiele. Ale była to zbyt duża moc dla nastolatka, który nawet nie potrafił radzić sobie z własnymi uczuciami. Nawet przestałem jej używać na jakiś czas, po tym co się stało...
Gdy mówił patrzył przed siebie. Nawet Colleen nie wiedziała o jego największym sekrecie. Czy to czas, żeby się dowiedziała?
- Ale wracając do ciebie. Wiem, że wydaje ci się to sztuczne i nienaturalne, ale teraz to część ciebie. I jaka będzie twoja przyjemność, gdy zniszczysz ich mocą, którą sami ci dali.
Cóż, on sam żył tylko zemstą przez ostatnie lata, więc automatycznie myślał o tym, że i ona mogłaby się zemścić.
- W porządku. Najważniejsze, że już pamiętasz i tu jesteś - ścisnął mocniej jej dłoń i spojrzał jej w oczy z uśmiechem.
- Wiesz, że gdybyś potrzebowała pomocy, miejsce gdzie się zatrzymać albo kompana do zabijania to jestem do dyspozycji? - zapytał z delikatnym uśmiechem. Wiedział, że musi sobie jeszcze dużo poukładać i Dale na pewno jej pomoże, ale chciał, żeby wiedziała, że może na niego liczyć.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-02-10, 13:03   
  

   2 Lata Giftedów!


Czułam się jak w domu, w końcu. Przy Bradley’u byłam spokojna i odprężona, i czułam jakieś irracjonalne szczęście, pomimo tego, że wcale nie miałam zbyt wielu powodów do radości. Ale… może właśnie o to w tym wszystkim chodziło? Nie trzeba było mieć wiele, wystarczała ta odpowiednia osoba i wszystko było w porządku…
Słuchałam uważnie jego słów, wiedząc, że też mogę się z nimi utożsamiać. Jako nastolatka byłam jak magnes… Przyciągałam do siebie wszystkie metalowe przedmioty, nie raz, nie dwa wychodząc do szkoły z gwoździem przyczepionym do mojego karku, albo z monetami przyklejonymi do mojej odsłoniętej nogi. Mimo to jednak uwielbiałam swoją moc, bo czyniła mnie tym, kim byłam. Byłam dumna z bycia mutantem, z tego, że władałam magnetokinezą, a teraz… Czułam, że jestem tylko efektem eksperymentu.
Brad użył mocy na kamieniach, które ja po chwili opuściłam na ziemię i uśmiechnęłam delikatnie. Chciałam nawet jakoś to skomentować, ale wtedy on powiedział coś, co wzbudziło we mnie czujność. Po tym co się stało… Nie rozumiałam. Czy to była kolejna dziura w mojej pamięci? Zmarszczyłam czoło i przeniosłam wzrok z kamieni na Bradley’a.
- Co… co się stało? – spytałam, bo przecież Brad był dla mnie tak cholernie ważny… Chciałam wiedzieć, jakie wydarzenie miało na niego tak wielki wpływ i skoro tego wydarzenia nie pamiętałam (a może nigdy mi nie powiedział?), to miałam nadzieję, że mężczyzna mi przypomni.
Zaraz jednak mój grymas zaciekawienia i niezrozumienia ustąpił miejsca nieznacznemu uśmiechu. W słowach Brada było wiele prawdy. Byłam teraz znacznie potężniejsza niż przed tymi wszystkimi eksperymentami… Mogłam więcej, a zemsta mogła okazać się jeszcze słodsza.
- Nie obiecuj, bo jeszcze nie pozwolę ci opuścić mnie nawet na krok. – oznajmiłam mu z szerszym uśmiechem na mojej twarzy. I faktycznie, nie chciałam się już z Bradem rozstawać. Chyba mogłam mieć go przy sobie, prawda? I Dale’a też… Potrzebowaliśmy siebie wzajemnie, wspólnie mogliśmy przecież zdziałać znacznie więcej niż w pojedynkę.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2020-02-24, 00:36   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


On przy niej również czuł się zupełnie inaczej. Jego pojęcie szczęścia było bardzo dziwne, bo dla niego zawsze zemsta była na pierwszym miejscu. A miał wielu wrogów, co było oczywiste, skoro ukrywał się przed Rządem. Nie chciał trafić do placówki typu GC albo DOGS. Nie zamierzał znów dać się złapać, nie przeżyłby znowu tylu tortur i odczłowieczania. Pamiętał jeszcze zbyt dobrze ostatni raz. Długie miesiące dochodzenia do siebie nie były czymś co chciałby powtórzyć. Ale był ostrożny i póki co nie musiał się tym martwić, chociaż wkrótce znów idzie na misję, więc różnie może być.
- Następnym razem - pokręcił głową na bolesne wspomnienie, bo chyba teraz nie był zbyt dobry czas, by to opowiadać. Chciał to zrobić w innych okolicznościach, gdzie będzie mógł widzieć jej twarz i porozmawiać szczerze na tyle, by mógł jej to dobrze wytłumaczyć. Nie chciał widzieć na jej twarzy rozczarowania albo zawodu. Chociaż mogła go znienawidzić za to co zrobił. Ostatecznie jednak miał nadzieję, że zaakceptuje go z wszystkimi jego wadami i błędami przeszłości.
- Nie mam z tym większego problemu - zaśmiał się odnośnie tego opuszczenia na krok. W tym momencie przypomniał sobie o kolejnej misji, o której powinien ją poinformować. - No, może oprócz misji, na którą się wybieram. Rebelia i bractwo znów łączy siły, żeby odbić mutantów z placówki Alter Genetis. Nie przepuszczę okazji skopania kilku tyłków.
Nie miał pojęcia, że dziewczyna będzie chciała iść z nim i nie miał pojęcia, że będzie na tyle uparta, że jego próby odwiedzenia ja od tego pomysłu spełzną na niczym. Chociaż co do jej upartości nie miał wątpliwości.
- Chyba trzeba wracać. Musisz się wyspać i odpocząć, ale dam ci mój numer, żebyśmy byli w kontakcie - jeśli miała przy sobie jakiś telefon to wpisał jej swój numer, a jeśli nie to wyciągnął długopis z kieszeni i zapisał go na jej ręku, jako że nie miał nawet kartki papieru.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Colleen Marie



It is follow the leader, baby, that is how it is gonna be. If you ever really wanna get lost, then follow me.

telekineza

78%

Była szefowa Bractwa Mutantów





name:

Colleen Marie

alias:
Magnet Girl

age:
25

height / weight:
168/46

Wysłany: 2020-02-26, 18:38   
  

   2 Lata Giftedów!


Nie zamierzałam na niego naciskać. Jeżeli Bradley nie chciał mi teraz mówić o tym, co się kiedyś stało, to ja totalnie to szanowałam. Wiedziałam, że jestem dla niego ważna, tak samo, jak on był ważny dla mnie, ale do opowiedzenia niektórych historii trzeba było się odpowiednio przygotować i rozumiałam to, więc w odpowiedzi na jego słowa, ja jedynie kiwnęłam krótko głową i uśmiechnęłam się nieznacznie. Byłam gotowa go wysłuchać zawsze i wiedziałam, że on jest tego świadomy.
No poza tym… Bradley zaraz zaczął mówić o jakiejś misji, a mi to się aż oczy zaświeciły z podekscytowania, bo przecież ja do walki byłam pierwsza. Ostatnie miesiące spędzałam w laboratoriach, jako królik doświadczalny. Byłam torturowana, eksperymentowano na mnie i robiono straszne, okropne rzeczy. Potem straciłam pamięć, chowałam się po lasach, uciekałam przed ludźmi, którzy chcieli mnie zabić, a ja nie wiedziałam nawet dlaczego… Chciałam walczyć, zrobić coś pożytecznego… A to była idealna okazja.
- Idę z tobą. I lepiej nie protestuj, dobrze wiesz, że potrafię być uparta. – powiedziałam i nawet mu oko puściłam, nie zamierzając pozwolić ani Bradley’owi, ani Dale’owi, by powstrzymali mnie przed pójściem na misję. Postanowiłam już, że idę, i nikt, ani nic, nie byłby w stanie zmienić mojego zdania.
Podałam mu swój telefon, gdzie wpisał swój numer telefonu, a potem faktycznie wyszliśmy z tego opuszczonego budynku. Byłam zmęczona, wciąż bolała mnie głowa… Sen zdecydowanie mógłby mi się przydać.

/ ztx2.
_________________
I never thought the world would turn to stone.
[Profil]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5