Wysłany: 2020-01-14, 02:49
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Przytulając Mary, Nicholas cierpliwie czekał aż dziewczyna przestanie płakać i dojdzie do siebie. By móc znów z nim rozmawiać bez zająknięcia się i guli w gardle. Widocznie to była pierwsza jej taka poważna misja i zabijanie mimo iż przyszło łatwo, pozostawało piętno sumienia. Jak potem mu powiedziała, gdy doszła do siebie, przejmowała się tym, że pozbawiając kogoś życia, pozbawia członka czyjejś rodziny.
- Zabijanie zawsze przychodzi łatwo. Konsekwencje później z tego wyciągamy. Powiem Ci jednak, że ja nie patrzę na to w taki sposób jak Ty. Nie przejmuję się tym, że pozbawiając kogoś życia, zranię jego rodzinę lub osierocę jego dzieci. Patrzę na to kim ta osoba jest i jakie ma przewinienia. Ten kto krzywdzi innych, torturuje, pracuje dla DOGS czy byłego już Genetically Clean, u mnie jest stracony. Jeżeli to był Twój pierwszy raz, to jestem wstanie zrozumieć Twój lęk i obawy. Przechodziłem to podobnie, lecz bardziej byłem w szoku swojego dokonania. W sytuacji jak dzisiejsza akcja, nie mamy czasu na zastanawianie się i najczęściej też nie ma innego wyjścia jak ten ostateczny.
Wyjaśnił jej spokojnie, dorzucając mała wzmiankę ze swojego życia. To nie był łatwy temat dla Mary, z tego co widział. Ale według niego nie miała powodów obaw i płaczu. Niech pomyśli tak, jakby ratowała komuś życie.
W pytaniu o jego rękę, spojrzał na nią, podtrzymaną przez prowizoryczny temblak, czyli przewieszony materiał, by nie przeciągał ręki i pozwolił jej się regenerować.
- Napieprza bólem, ale zagoi się. A jeśli o tego Chrisa chodzi, Jaszczura... Nagrabił sobie u mnie.
Ton jego głosu z łagodniejszego, zmienił się na poważniejszy.
Nicholas okazał się o wiele cieplejszą, bardziej cierpliwą osobą niż się spodziewała po dowódcy Rebelionu. Tego Rebelionu. Groźnej, mutanckiej organizacji terrorystycznej jak to określały ich media. Jednak nie da się ukryć, myślał w inny sposób.
-Rozumiesz wyrzuty sumienia. Rozumiesz zastanawianie się czy dało się lepiej.- przyznała -Jednak są rzeczy, których nie rozumiesz lub zrozumieć nie chcesz. A przynajmniej takie sprawiasz wrażenie. Zranieni ludzie często sami zaczynają ranić. Jak wiele osób jest lub stanie po stronie DOGS ze względu na jakąś prywatną zemstę? Ilu ich popiera przez sam strach? Całkiem zresztą uzasadniony po 2014 i wielu innych atakach, które miały miejsce później.- mówiła spokojnie, bez wyrzutu. Miała spuszczony wzrok i tylko od czasu do czasu kontrolowała reakcję Nicholasa -Zrobiłam dzisiaj coś, za co nienawidzę. Nawet nie licząc osobistej straty. Nienawidzę tych, którzy z hasłem "mutant and proud" zaczęli to wszystko, i DOGS, i GC, i... - w ostatniej chwili powstrzymała się przed dokończeniem. Była już na tyle spokojna by nie chlapnąć przy dowódcy Rebelionu tego co jej ślina przyniosła na język. To byłby przypał i to pewnie solidny - i tych, którzy biegając i atakując dla samego tylko protestu utwierdzają ludzi w przekonaniu, że pozamykanie mutantów to dobry pomysł.- na szczęście po pominięciu Rebelionu nadal miała kogo wymieniać, więc nie zabrzmiało to jakby po prostu urwała wpół zdania.
Spojrzała na opatrunki blondyna, choć pewnie niewiele przez nie widziała.
-Dobrze, że dali radę to poskładać. Co do Chrisa, rozumiem. Musi pozostać pod nadzorem. Stanowi zagrożenie niezależnie czy zrobił to celowo czy stracił nad sobą panowanie. Mam nadzieję, że to drugie i że da mu się pomóc.- no co poradzić, nie chciała żeby coś mu się stało jeśli to faktycznie wypadek -Nie każdy ma szczęście posiadać moc, która nie wpływa na psychikę. -Miałam nadzieję rozpowszechnić te dokumenty. Ludzie powinni wiedzieć czym był DOM. Wielu wierzy, że to po prostu miejsce, w którym odizolowano niepewne jednostki. Żałuję trochę, że nie zrobiłam tam żadnych zdjęć.- powiedziała uciekając wzrokiem do teczek leżących na stole.
Wysłany: 2020-01-14, 21:59
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Bycie ojcem, może być zasługą zyskania cech ciepła i cierpliwości. Również posiadając rodzeństwo, Nicholas wobec nich też okazywał braterskie uczucia. Był mordercą nie do wykrycia i złapania. Umiał poruszać się wśród społeczności, będąc bardzo przydatnym członkiem dla byłych organizacji Bractw. A teraz, wiele od niego zyskała Rebelia. Niektóre wydarzenia w życiu, zmieniają człowieka. Jak i rola jaką przychodzi odegrać. Grenville jednak umiał oddzielać rodzinę od pracy, nie zmieniając się całkowicie.
Słuchał jej wyrzutu, dotyczącego działań wielu organizacji i ugrupowań. Nie wymieniła jednak ich, Rebelii. Nicholas zaś domyślał się, że przerywając mowę, chciała i ich do tego zestawu dodać. Są mordercami. Likwidują każdego wroga.
- Spójrz na to inaczej. Gdyby nie powstały laboratoria w celu robienia eksperymentów. Gdyby nie było łapanek na nas. Gdyby rodzice bywali wyrozumiali i własnych dzieci nie pozbywali, być może te ataki nie miałyby miejsca. Byś może nikt nie próbował dokonywać zemsty. Przyczyna rodzi skutek. Pomyśl nad tym inaczej. Ilu osobom uratowałaś życie. Ilu jest Ci wdzięcznych za dzisiaj. Nawet ja chcę Ci podziękować za pomoc jaką nam i mnie udzieliłaś. Takich ludzi jak Ty potrzebujemy Mary. Złożyłbym Ci propozycję dołączenia do Rebelii, ale myślę, że może dam Ci czas na zastanowienie się.
Dziewczyna doszła do siebie, normalnie z nim rozmawiała i nawet z wyrzutami. Nie miał oporów by przyjąć ją do Rebelii, jako że wzorowo się sprawdziła podczas misji. A także tutaj w sali zabiegowej, ratując mu życie. Mówił spokojnie patrząc na nią cały czas. Nie miał jej za złe tego, co z siebie wyrzuciła. Ale później, i tak zeszli do tematu jego ran i sytuacji Christophera.
- Skoro da się pomóc osobie wypranej z emocji i przeprogramowanej na broń dla rządu, to z nim także nie powinno być problemów, przynajmniej na razie.
Porównanie dał oczywiście do Vincenta. Chłopak miał porządne tortury czy mieszane w głowach, co pamiętał z jego opowieści, że ciężko było nauczyć i przyzwyczajać go do życia na wolności. Tutaj też będzie pewnie ciężko, ale później można liczyć na sukcesy - jeżeli się powiedzie.
Później Mary podjęła temat dotyczący dokumentów, leżących na stole. Nicholas spojrzał na dokumenty, przez chwilę milcząc.
- Jak chcesz je rozpowszechnić?
Dopytał z zainteresowaniem. Jaki pomysł miała Mary.
-A skutek nową przyczynę, która rodzi nowy skutek. I tak w kółko.- akurat to przekonanie miała dość mocno zabetonowane w głowie i nie uda się go zmienić jedną rozmową -Nie mówię, że druga strona jest krystaliczna. Z jakiegoś powodu pomogłam Wam zniszczyć DOM. Jednak nadal mam nadzieję naprawić to wszystko nie nakręcając niepotrzebnego rozlewu krwi, w którym cierpią nieraz zwykli ludzie, chcący jedynie bezpieczeństwa dla siebie i swoich rodzin.- odbiła argument- Dzisiaj nie był jedyny przypadek gdy komuś pomogłam. Wyciągałam ludzi z rozbitych pojazdów, walących się i płonących budynków. Podpalonych przez mutantów, którzy potrzebowali rozładować na czymś swój gniew więc po prostu wyszli na ulicę robić syf. Albo nawet nie mutantów tylko idiotów z bronią. Pomogłam też uciekać ludziom przed strzelaniną na marszu pokojowym w zeszłym roku. Nie wiem kto to wywołał, ale albo jest głupcem, albo chciał tego konfliktu, cierpienia i przelanej krwi. Nie powiesz mi, że TAKIE osoby powinni wolno chodzić po ulicach. Niezależnie czy mutanci czy zwykli ludzie z bronią.- odetchnęła żeby się uspokoić, bo zorientowała się, że zaciskając pięści wbija sobie paznokcie w skórę.
-Dziękuję za propozycję, ale moja filozofia różni się od Waszej w kilku dość istotnych sprawach. Jeśli będziecie jeszcze kiedyś organizować taką akcję jak dzisiejszy atak na DOM to chętnie pomogę uwolnić kolejnych ludzi z piekła. Jednak nie dołączę do Rebelii.- starała się być uprzejma, ale zdecydowanie wyglądała na przekonaną -Szczerze mówiąc dzisiaj przyszłam raczej z myślą żeby ograniczyć szkody na ludności cywilnej niż żeby Wam pomóc.- przy ostatnim zdaniu brzmiała trochę jakby było jej trochę głupio, bo ostatecznie cała ta akcja nie spowodowała znaczącej szkody u ludzi spoza DOMu. No, może trochę okien w najbliższej okolicy poszło i jedna czy druga strzelanina podczas ucieczki, ale raczej nikomu nie stała się krzywda. Wcześnie było. Mało kto wychodził na ulicę -Na szczęście walka nie wyszła zbytnio poza mury dzielnicy gdzie byli tylko sami zainteresowani.
Słuchając wypowiedzi Nicka o jaszczurze odzyskała trochę wiary. Dobrze, że mimo iż sobie nagrabił, będzie miał szansę.
-Więc pomagacie też kundlom.- zauważyła. Tak jej się przynajmniej wydawało, ze to kundli ma na myśli. W końcu mało kto pasuje do tego opisu. Trochę szkoda, że nawet po odzyskaniu swojej tożsamości pewnie nadal biorą w tym wszystkim udział, tylko po drugiej stronie.
-Internet jest wspaniałym narzędziem do dzielenia się informacją. Jeszcze nie wiem gdzie dokładnie i jak, ale chcę żeby jak najwięcej ludzi mogło się zapoznać z zawartością tych teczek. Jeśli odpowiednio się to rozegra, te dokumenty mogą dość mocno poruszyć bardzo szeroką grupę odbiorców. A gdy już dostatecznie dużo osób podłapie temat, wszelkie próby tuszowania wywołają efekt Streisand. Jeśli znasz kogoś kto byłby w stanie i miałby chęć to zrobić… uważam, że warto.- podchodziła do tego pomysłu entuzjastycznie. Wiedziała, że nie zmieni opinii publicznej z dnia na dzień, ale już w swojej głowie widziała te wszystkie artykuły, komentarze, posty i może jakiś społeczny ruch, który mógłby spróbować podjąć na nowo misję FPtP.
Wysłany: 2020-01-17, 22:31
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Słuchając odpowiedzi Mary, Nicholas słuszne poparłby jej słowa, że ich filozofia jest różna. Jednakże to co mu przedstawiała, czego nie chciała i uznawała mutantów walczących o swoje prawa jako idiotów, głupców, to jak inaczej rozwiązałaby problem z narastającymi ograniczeniami praw dla takich jak on czy ona? Tak czy inaczej, odmówiła propozycji dołączenia do Rebelii.
Uśmiechnął się lekko na jej przyznanie się w jakim celu tutaj pojawiła. Aż pokręcił lekko głową i znów przygarnął ją do siebie przytulając, jakby też na pocieszenie.
- Z tego co od Ciebie się dowiaduję, bardziej zależy Ci na bezpieczeństwie niewinnych cywilów. Masz piękny dar i umiesz go dobrze wykorzystywać. Szanuję Twoją decyzję i nalegać nie będę. Ale gdybyś czegoś potrzebowała, odezwij się do mnie, dobrze?
Nie komentował jej opinii o mutantach buntujących się i wywołujących zamieszki z atakami na ulicach, gdzie cywile mogą mieć zagrożone życie. Sam był świadkiem jednego takiego ataku, znajdując się w samym centrum zdarzenia. Udało mu się zwiać i pozostać niezauważonym, ale skala zniszczenia biblioteki była wysoka. I nie twierdziłby, że to wina mutantów, ale rządu że nie potrafią z nimi rozmawiać.
Puścił ją zaraz po tym jak skończył mówić, oddając jej już swobodę poruszania się. Gdzie mogli też przejść do głównego tematu związanego już z dzisiejszą misją.
- Prawie. Z kundlami jest ten problem, że oni mają nawet umysł i wspomnienia tak przeprogramowane, że swoich bliskich nie poznają lub mają ich za wrogów. Nawet nie wiem czy uda się mojej kobiecie przywrócić wspomnienia...
W tym akurat momencie nieco spoważniał, nie chcąc nawet myśleć o najgorszym co musiałby zrobić. Rebecca, mianująca się Penelope, stanowiła dla nich zagrożenie. Jeżeli by uciekła i nie udałoby się jej przywrócić wspomnień z przeszłości, doniosłaby na nich DOGS i byliby skończeni. Nie mógł do tego dopuścić. I jeszcze pomyśleć jak córka na to zareaguje.
Jak to mieli za sobą, spojrzał w dokumenty i otworzył na razie jedną, pierwszą teczkę by rzucić okiem to tam się znajdowało, jednocześnie słuchając Mary pomysłu. Chwilę się musiał zastanowić nad tym pomysłem, jak to rozegrać.
- Do żadnej prasy z tym pójść i tak nie możemy, więc internet to jedyna możliwość. Mam z tym pewien pomysł. Wezmę to do siebie i zrobię kopie dla każdej z grup, które dzisiaj brały udział w ataku. Mają też prawo do tych informacji.
W końcu i tak Rebellia była winna podzielenia się zdobytymi informacjami, kiedy w czasach choroby, to oni ich ratowali. Teraz mogli się w sumie temu odwdzięczyć i podzielić zdobytymi ważnymi dokumentami. Lecz liczył się tutaj czas. On i tak zbyt szybko nie wróci do pracy, będąc wciąż monitorowanym przez siostrę, która i tak puściła go tylko na chwilę by mógł rozejrzeć się po fabryce, czy wszystko jest w porządku. Jeżeli Mary miała kogoś, kto by jej pomógł z szybką publikacją materiałów, to może zleciłby komuś by te kopie wykonał natychmiast u nich w siedzibie?
Mary nigdy nie nazwała głupim walki o swoje prawa. Sama chciała to robić. Robiła dopóki nie rozwiązano FPtP. Nie nazwała Rebelii bandą idiotów. Nie zgadzała się z ich metodami, wiele ich akcji uważała za niepotrzebne akty brutalności, ale jednak dzisiaj im pomogła z własnej woli doceniając zorganizowaną akcję i nawet nie wiedząc, że była ona zorganizowana we współpracy z bractwem.
-To są ludzie, którzy niczym nie zawinili. Chcą po prostu żyć w dobrze działającym i bezpiecznym państwie. W dodatku to właśnie oni budują opinię publiczną. Każda krzywda jaka ich spotyka ze strony mutantów dokłada cegiełkę do poparcia dla obecnego rządu, a to umacnia jego pozycję i daje większe możliwości. Gdy człowiek czuje się zagrożony zgodzi się na cokolwiek w zamian za poczucie bezpieczeństwa.- uzasadniła swoje podejście na podłożu emocjonalnym oraz praktycznym. Być może przeceniała opinię publiczną, ale przecież w Ameryce wciąż była demokracja. Rząd albo brał głos ludu pod uwagę, albo jego skład zmieniał się po następnych wyborach. I tu wkraczała jej opinia o atakowaniu ludzi na ulicy ot tak, dla pokazania protestu. Takie zachowanie nazywała głupim. To już nie była walka o swoje prawa tylko wyładowanie frustracji na bogu ducha winnych cywilach. Nie dość, że nie przynosiło nic pozytywnego, to jeszcze sprawcy zwykle kończyli zamknięci przez DOGS, a przerażeni ludzie cieszyli się, że ta instytucja istnieje zamiast podważać jej moralnie wątpliwe metody. Gdy wspomniał o tym, że ona może go w razie czego prosić o pomoc pomyślała o pracy. Niedługo miała jej się kończyć umowa, a wiedziała, że szukanie nowej potrafi być problemem. Jednak nie była pewna w świetle poprzednich słów Nicolasa czy chce mieć u niego dług. Wydawał się uczciwy, ale z tyłu głowy słyszała już głos taty przypominający, że poznała go dopiero dzisiaj. Mógł być bardzo dobrym aktorem. Mary bardzo chciała wierzyć, że matka by ją poparła, ale niestety jej wyimaginowany głos zgadzał się z głową rodziny Pond. Podobnie jak głos każdego innego członka rodziny.
-O ile będę w stanie Cię znaleźć. Ale dziękuję.- uśmiechnęła się odsuwając nieco, bo jak pocieszanie z bardzo bliska było ok, tak normalna rozmowa wydawała się naturalniejsza z pewnej odległości. Jednego metra chociaż. Następny temat był trochę smutniejszy.
-Czyli tamta Pani Kundel z tunelów...?- nie dokończyła pytania. Miała wrażenie, że zna odpowiedź. Tłumaczyła wiele. Włącznie z uporem dowódcy Rebelii żeby ją ze sobą zabrać -Przykro mi. Ja na szczęście nikogo z mojej rodziny nie widziałam w takim stanie.- i miała nadzieję nigdy nie zobaczyć. To był jeden z tych momentów gdy nawet się cieszyła, że jej rodzina siedzi cicho w Nevadzie i nie bierze w tym wszystkim udziału.
-Rozumiem. Wyszukałam ostatnio kilku dziennikarzy, którzy zdają się sprzyjać sprawie mutantów. Spróbuję się skontaktować z tymi najpewniejszymi. Jeden z nich chyba miał dziecko zamknięte w DOMie...- miała ambicję stworzyć nowe FPtP albo chociaż coś opartego na podobnych ideach więc szukała ludzi, których mogłaby w to zaangażować. Stąd jej zainteresowanie osobami publicznymi -Zrobię teraz zdjęcia dokumentów z jednej teczki żeby mieć cokolwiek do pokazania, a resztę jakoś dogadamy.- stwierdziła.
Wysłany: 2020-01-18, 20:24
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
- Niestety nie nad wszystkimi zapanujemy. Każdy swój gniew okazuje w taki lub inny sposób. Rozumiem, że nie przemyślane ataki, doprowadzają do niepotrzebnych ofiar. Także staram się tego unikać, ale wiem że nie wszystkich da się uratować.
Nawet dzisiejsza misja była dla nich doświadczeniem a dla niego potwierdzeniem, że nie wszystkich przecież uratuje. W ostatnich minutach, a później sekundach, uciekł z dziewczyną na rękach, pozostawiając za sobą kundla który nie dał się przekonać do ucieczki z nimi, a zaatakował na sam koniec spotkania.
Rebelia kierowała się swoimi zasadami, a protestujących mogłaby jedynie olać albo wesprzeć. W zależności od tego, jak przeprowadzono by owe protesty, ataki itp.
- Mogę podać Ci mój numer do kontaktu. Albo gdzieś zapisać, jeżeli masz coś do pisania.
Również odpowiedział z uśmiechem, na poważnie chcąc się jej odwdzięczyć za wszystko co dla nich w tej misji zrobiła. Jak wspomniał, jej pomoc dużo wniosła w powodzenie ich zadania. A jemu nawet życie ratowała parę godzin temu. Lewą rękę miał bardzo sprawną, więc mógłby bez problemu gdzieś na kartce napisać swój numer kontaktowy. Chyba że Mary bezpośrednio wklepie do swojego telefonu, to jej podyktuje.
- Tak. Rebecca... Ciesz się, że Ciebie to nie spotkało. To uczucie boli w sercu jak się widzi kogoś, kto Cię nie pamięta ani własnego dziecka.
Potwierdził, nie ukrywając tego jak przejmował się stanem psychicznym swojej żony. Na koniec wypowiedzi westchnął i wolał teraz bardziej skupić się na sprawie z dokumentami zyskanymi ze zniszczonej już Dzielnicy Ochrony Mutantów.
- W porządku. Tylko uważaj kogo wybierasz, bo nie wiadomo czy niektórzy mogą nawet prywatnie i pod przymusem pracować dla DOGS, nie okazując tego podczas rozmowy. A zdjęcia to też dobry pomysł.
Podsunął Mary dokumenty, by zrobiła zdjęcia tych najważniejszych, co pójdzie szybciej i nie będzie musiała czekać aż dostanie kopię. W między czasie, Nicholas rozejrzał się po sali, spoglądając na przebywających mutantów i kosztujących jedzenie. I pomyśleć, ile musieli wycierpieć w zamknięciu, izolacji od świata zewnętrznego.
-Podaj.- wyjęła telefon i otworzyła klawiaturę numeryczną. I tak już się przyznała, że ma ze sobą. Zapisała go jako "Blondie". Łatwiej jej będzie skojarzyć niż imię. Zresztą to nie był jedyny Nicholas, którego wpisywała sobie do książki telefonicznej, a zapamiętaj potem który to który. Zresztą jakby czytać jak zapisuje sobie kontakty to ma tam może ze dwa imiona, a tak to zapamiętuje ludzi po okolicznościach poznania, charakterystycznych cechach lub ksywkach przypisanych im zanim poznała ich imiona.
-Przez lata wkurzałam się, że nie robią nic, a teraz mam nadzieję, że żadnemu nie strzeli do łba przyjść tutaj za mną.- mruknęła. Nadal miała im za złe, że nie powiedzieli o sobie jeszcze przed 2014 rokiem, ale tego już nie cofnie, a nie chciała zobaczyć w obroży żadnej znajomej twarzy.
Gdy Nick udostępnił jej dokumenty, wstała żeby robić zdjęcia z góry. Niektóre musiała powtarzać żeby na pewno były wystarczająco wyraźne. W międzyczasie odpowiadała blondwłosemu.
-Wiem. Będę uważać. W najgorszym razie to będzie moja prośba do Was.- zaśmiała się.
Wysłany: 2020-01-19, 22:08
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Skoro miał podać, podyktował dziewczynie swój numer, jaki mogła zapisać w swojej komórce. Tym samym wyjął swój, chcąc by puściła mu strzałkę, to i on zapisze sobie na swoim urządzeniu. Łatwiej będzie mu też rozpoznać, kto będzie do niego pisał czy dzwonił. Jej numer zapisałby sobie pod nazwą "Ruda Mary".
- Mieć nadzieję, że postępują rozsądnie.
Stwierdził na jej słowa, posyłając pocieszające spojrzenie i lekki uśmiech. I chciał, by nie spotkało ją to co jego teraz. Niby odzyskał swoją miłość, to jednak bolało, że ona go nie pamiętała. Cud, że z jego bratem było w porządku i nie pozwolił sobie na takie spranie mózgu. Choć pewnie też mógł i jego stracić.
Mary robiła zdjęcia, Nicholas rozglądał się po sali, czasem spoglądając na to jak dziewczyna robi zdjęcia.
- Doszłaś już w miarę do siebie?
Zapytał, by się upewnić mimo iż widział zmianę. Nie płakała, a normalnie już z nim rozmawiała i robiła zdjęcia dokumentom. Taką chciał ją widzieć częściej, niż przybitą i zapłakaną. Pytając, chciał wiedzieć, czy choć trochę jej pomógł dojść do siebie.
Mary zadzwoniła do blondyna żeby miał też jej numer. Będzie mógł dać jej znać jak będzie miał skopiowane te dokumenty lub jak będą planowali kolejną podobną akcję ratunkową. Może miałaby wątpliwości czy chce mu dawać jakiekolwiek dane ponad imię, ale przecież i tak mógłby sprawdzić. Chociażby dowiedzieć się od tamtego ”Przyjaciela”, który poinformował ją o wydarzeniu. Poza tym teraz jak już podał jej swój numer i wyjął swój dając znać, że transakcja powinna być dwustronna to trudno było się nie zgodzić.
Zaraz po tym wróciła do robienia zdjęć. Przy okazji cośtam przeglądała, ale nie była w stanie zagłębić się w treść i równocześnie słuchać co jest do niej mówione. Dotarło jedynie do niej, że jest to opis jakiejś terapii i tego jak obiekty na nią reagują, ale nie wczytywała się dużo bardziej niż było potrzebne żeby upewnić, że zdjęcia są wyraźne na całej ich powierzchni.
-Ugh, czy im w ogóle przeszłoby przez gardło nazwanie ich ludźmi?- mruknęła z wyraźnym obrzydzeniem. Widziała określenie obiekty, mutanci, pacjenci, podmioty… Imiona i nazwiska podane były tylko na początku żeby przyporządkować je do numerów. Może to kwestia niedokładnego czytania, ale naprawdę, nie widziała ani razu żeby w opisie zawarto choć pierwiastek człowieczeństwa. Pokręciła głową. Nie po to się przed chwilą uspokajała, żeby teraz gotować sobie krew. Zerknęła na chwilę na Nickolasa gdy się do niej odezwał.
-Tak, już mi lepiej. Dziękuję.- uśmiechnęła się. Widać, że miał już w swoim życiu kogo pocieszać, ale nie powiedziała tego na głos. To akurat byłoby niezręczne nawet jak dla niej.
-Będę się musiała zbierać do siebie. Mam jak się zabrać z kimś do Seattle?- nie była pewna gdzie jest na mapie więc podwózka byłaby jej zdecydowanie na rękę.
Nie wiedział ile dokładnie czasu minęło odkąd znaleźli się w magazynie. Przyjechał tu z Marianem, który był wycieńczony i zostawił go w sali zabiegowej, gdzie chyba został podłączony do kroplówki albo coś. Szczegółów nie znał, bo cóż, jego opieka się zakończyła.
Sam potrzebował chwili spokoju, bo nadużył dziś swoich mocy. Chyba najbardziej dało mu w kość to zaklęcie z podmianą broni. Im cięższy przedmiot tym większego skupienia i energii wymagało zaklęcie. A biorąc pod uwagę, że zrobił to na kilku osobach jednocześnie... cóż, sam z siebie był pod tym względem zadowolony.
W każdym razie gdy dotarli do magazynu zajął się sobą. Zjadł, napił się i przez jakiś czas siedział przy ścianie. Może nawet zasnął?
Gdy już odpoczął na tyle, by w miarę racjonalnie myśleć, pomyślał że powinien odnaleźć Nicholasa, który go tu sprowadził. Zaczął szukać go po całym obiekcie i znalazł dopiero na stołówce w towarzystwie rudowłosej dziewczyny.
- Hej - odezwał się, gdy był już na tyle blisko, żeby go usłyszeli. Nie wiedział czy przeszkadza, ale też nie myślał o tym w tym momencie. Chciał dowiedzieć się co z nim i jego chęcią dołączenia do rebelii.
- Możemy pogadać? - zapytał wprost. Miał nadzieję, że sytuacja rozwiąże się teraz, ale jeśli Nicholas go spławi to nie będzie miał innego wyjścia jak opuścić to miejsce.
Wysłany: 2020-01-21, 23:27
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Numerami się wymienili, pozapisywali a Nicholas świetnie operował telefonem lewą ręką. W końcu był leworęczny, więc "kontuzja" prawej mu nie wadziła za bardzo i nie utrudniała wykonywania czegokolwiek drugą ręką. Być może nawet wiedział, którą rękę podstawić Jaszczurowi, by potraktował jako gryzak. Niby był na lekach przeciwbólowych a i tak miał wrażenie, że czuje ból w ręce.
Kiedy Mary zaczęła mówić do siebie pod nosem, Nicholas zerknął na dokument w jaki patrzyła, wyłapując po chwili to o czym mówiła.
- Z tego co widać, to nie. Bo nawet siebie nimi nie mogą nazwać.
Stwierdził. Jakby nie patrzeć, ludzie z DOGS też ludźmi nie mogą się nazywać, po tym jak traktują ludzi i mutantów. Jak swoje pionki i zwierzynę do zapolowania.
Odwzajemnił uśmiech Mary, która potwierdziła że czuje się już lepiej a rozmowa jej pomogła. Może nie zrobił zbyt wiele, ale przynajmniej jej wysłuchał i pozwolił wyrzucić z siebie wszystko co leżało jej na duszy.
- To dobrze.
Nie ukrywał tego, że ucieszył go jej poprawiony nastrój.
- Czyli zostawiasz nas już? Szkoda. Załatwię Ci szofera i podrzuci Cię gdzie chcesz.
Jako że nie chował telefonu, wyszukał numer do kolegi, który teraz na zewnątrz pilnował terenu. W między czasie dołączył do nich Bradley, najwyraźniej przychodząc w interesie.
- Tak. Usiądź. Załatwię tylko jedną sprawę i pogadamy.
Jako że to zajmie chwilę, liczył że ten czas Grey będzie wstanie poczekać.
Nicholas wykonał telefon do Arthura, prosząc o podwiezienie dziewczyny, która zaraz do niego przyjdzie, na wskazane przez nią miejsce. A na jego miejsce wyznaczy kogoś innego, by pilnował terenu wraz z paroma obecnymi tam mutantami, mieszanych organizacji i grup. Gdy skończył rozmawiać, rozłączył się i spojrzał na Mary i poinformował o jej powózce.
- Arthur Cię podrzuci. Jak wyjdziesz na zewnątrz, to będzie czekał przy białym Fordzie.
Mary prychnęła gdy Nicholas skomentował jej słowa. Nie była to oznaka jakiegoś niezadowolenia z tego co powiedział. Wręcz przeciwnie. Był to wyraz pogardy do tych, o których mówili. Ludzie… to słowo ma wiele definicji. Gatunek, ale też osoby o pewnych wartościach moralnych i inteligencji. Przeciwieństwo potworów. Generalnie ludzie lubią uważać się za coś lepszego od zwierząt. Pytanie tylko na ile faktycznie są. Oczywiście mają pewne przewagi. Nie bez powodu opanowali powierzchnię Ziemi stając na końcu wielu łańcuchów pokarmowych. Jednak to nigdy nie musiało mieć czegokolwiek wspólnego z moralnością. Nigdy nie musiało oznaczać, że ktoś faktycznie jest dobry, a może nawet wręcz przeciwnie. Tym niemniej to znaczenie tego słowa jest na tyle rozpowszechnione, że nie była w stanie z nim walczyć i nie miała ochoty.
-Jestem trochę zmęczona. Poza tym mam za…- spojrzała na godzinę na telefonie -O w mordę, za półtora godziny spotkanie. I jeszcze się muszę przygotować.- zasiedziała się dość mocno, a na pewno będzie musiała dotrzeć na miejsce, prysznic wziąć, przepakować plecak i przebrać. O rany. Nick zadzwonił żeby załatwić dla niej kierowcę, a w międzyczasie przyszedł ktoś inny. Możliwe, że widziała tą twarz podczas akcji, ale jeżeli to tylko na chwilę musiała jej gdzieś mignąć. Tak czy inaczej nie znała go. O ile sam się do niej nie odezwał postanowiła nie zwracać na niego uwagi nie licząc skinięcia głową w ramach oszczędnego powitania. W końcu Blondie wrócił z informacją, że ma kierowcę.
-Dzięki wielkie. Powodzenia z następnymi akcjami i…- no jakby powiedziała „z Panią Kundel” to pewnie brzmiałoby to źle, co nie? - i z pomocą poszkodowanym. Trzymaj się.- pożegnała się szybko i wyleciała niemal biegiem z pomieszczenia.
Kiwnął głową na odpowiedź Nicholasa i usiadł przy jednym ze stolików. Cierpliwie czekał aż mężczyzna załatwi swoje sprawy. Nie wtrącał się i nie podsłuchiwał rozmowy z dziewczyną.
Obserwował innych ludzi, którzy byli w tym pomieszczeniu. Część była poraniona, część wyglądała na zagubionych, a część pozostawiła kamienne twarze. Sam był w sumie w tej ostatniej grupie. Nie pokazywał swoich emocji, jego twarz była całkowicie neutralna. Nie był jakoś specjalnie ranny dzięki temu, że dobrze przygotował się do tej misji. Zresztą jego moce były naprawdę pomocne. Nicholas raczej tego nie widział, bo pracowali w różnych miejscach. Może już zdołał się czegoś dowiedzieć? Chociaż wątpił, skoro ciągle miał coś na głowie. Przywódcą nigdy nie jest lekko, dlatego Brad nigdy nie pchał się, by zostać jednym z nich. Duża odpowiedzialność, nie mówiąc o tym, że był osobą, która przede wszystkim miała na uwadze siebie. Poza tym jego decyzje nie zawsze były idealne, bo uważał, że wojna niesie za sobą ofiary po obu stronach i jest to nieuniknione. Zdawał sobie sprawę, że pewnego dnia to on może skończyć jako ofiara wojny, ale był na to przygotowany. Wiedział w co się pakuje obierając taką drogę.
Gdy dziewczyna już sobie poszła, spojrzał na mężczyznę i zastanawiał się czy zacznie pierwszy. Ale skoro się nie odzywał to Brad przedstawił mu pokrótce czego od niego chciał.
- Wiem, że jesteśmy świeżo po akcji, ale chcę wiedzieć co ze mną. Dostałem się do rebelii czy czeka mnie jeszcze jakiś inny test?
To chyba naturalne, że chciał wiedzieć na czym stoi. Zwłaszcza, że po tym wydarzeniu przywódca rebelii może mieć ważniejsze rzeczy na głowie niż pamiętanie o takim Grey'u.
Wysłany: 2020-01-29, 21:39
Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
1 Rok na Giftedach!
2 Lata Giftedów!
Tego że dziewczyna miała jeszcze jakieś spotkanie i musi się przygotowywać to nie wiedział. Ciekaw był, co by zrobiła, gdyby z tego ataku nie wyszła cała i zmuszona byłaby przeleżeć cały dzień w sali chorych czy zabiegowej, tak jak on teraz jest uziemiony i nie powinien opuszczać jednego ze wspomnianych pomieszczeń. Opatrunek na głowie, ręka zabandażowana w temblaku i cały tors w bandażu. Niby z ataku na DOM wyszedł cało poza raną na skroni i nielicznymi obiciami, tak gorąco robiło się w zabiegówce. Cóż poradzić.
- Też się trzymaj.
Pożegnał się z Mary, po czym westchnął i spojrzał na Bradleya, który się odezwał jako pierwszy. No tak. Jego sprawa z przyjęciem do rebelii się trochę przeciągała. Ale to dlatego, że jego działania zdawały się być nieprzemyślane.
- No tak. Widzę, że bardzo Ci zależy. Jesteś zdecydowany, działasz od razu bez zastanowienia ale momentami nieprzemyślane i nie wiem tylko, czy obchodzi Cię życie towarzyszy, których pomoc w każdej misji jest bezcenna. Powiedz mi, czym się kierowałeś wysadzając główną bramę? Zakładam że widziałeś w jakiej odległości od niej, znajdują się nasi towarzysze.
Tutaj już była sprawa poważniejsza, więc Nicholas mówił spokojnie i zapytał o jego chwile, kiedy rzucał granat, by utorować im huczne wejście do Dzielnicy Mutantów. Można było to rozegrać inaczej. Dlatego też sytuacja Bradleya była nadal pod znakiem zapytania. Jednakże Nicholas nie zamierzał tak szybko się go pozbyć, ze względu na jego dobre umiejętności. A potrzebują więcej takich aktywnych mutantów, by odpierać kolejne ataki ze strony DOGS. Musiał też wiedzieć, czym się kolega kieruje i wiedzieć, do jakich w przyszłości przydzielać go misji. Ważna tez była jego praca zespołowa. Skarg na niego nie było. Poza jedną, którą odwalił z granatem na samym początku.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum