Poprzedni temat «» Następny temat
chatka nad jeziorem
Autor Wiadomość
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-12, 22:45   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Czy cofanie się do czasów beztroski było takie złe, w świecie, gdzie stres nas pożerał w całości? W świecie, gdzie na każdym kroku czekało na nas niebezpieczeństwo? W świecie, gdzie tylko na takim odludziu mogliśmy sobie pozwolić na bycie... Sobą?
To wszystko - ta sceneria, te zachowania, te wygłupy, dodawały mi dziwnej otuchy, której bardzo potrzebowałam - szczególnie po wydarzeniach z ostatnich kilku miesięcy.
Byłam więc chyba usprawiedliwiona w tym zachowywaniu się jak niedorozwinięta gówniara, no nie? Tym bardziej, że tak w sumie... Jules nigdy nie miała na to szansy.
- Oh, zamknij się. - Przewróciłam teatralnie oczami, jakbym zaraz miała oglądać swoją czaszkę od środka (bo mózg to mi chyba już dawno wyparował, skoro przed poszukiwanym kryminalistą nie spierdzielałam gdzie pieprz rośnie), gdy tylko rzucił tym swoim argumentem, że za bardzo go lubię - nawet, jeśli miał co do tego stuprocentową rację. Ale przecież nie mogłam się do tego przyznać, prawda? Przynajmniej... Nie werbalnie - bo rumieniec na mojej twarzy z całą pewnością to zdradzał.
- Trzymam za słowo. - Odparłam w końcu, wyciągając przed siebie swoją dłoń i prostując mały palec - w oczywistym geście. Czekałam, aż obieca mi to w jedyny, niepodważalny i nie do złamania sposób - na ten mały paluszek. W końcu nawet dzieci (a przecież cofnęliśmy się do poziomu przedszkolaków) wiedziały, że takich obietnic nie można porzucić, prawda? Poza tym... To było takie nasze. Przed laty, przed kilkoma miesiącami i miałam nadzieję, że i teraz.
- Ja na takie atrakcje to zamykałam się z książką. W sumie... W ostatnich latach nie należałam do najbardziej aktywnych osób. - Przypomniałam sobie późne lata nastoletnie, studenckie jak i dorosłość - gdzie za stronicami książek chowałam się przed własnymi lękami, strachami i niepewnościami. Nie ważne dla mnie było, czy właśnie się uczyłam, czy wertowałam kolejną powieść dla rozrywki - zadrukowane stronice były moim schronieniem, zabierając mnie w miejsca, o których nawet nie śniłam. Zabierając mnie z dala od problemów - nawet, jeśli byłam w trakcie studiowania rozwoju komórkowego u człowieka...
Całe szczęście Julie zawsze była otwarta na nowe doświadczenia - czy to właśnie dlatego tak skrupulatnie obserwowałam jego ruchy i słuchałam tego przyspieszonego wykładu?
- Tak jest Panie profesorze! - Zachichotałam na jego rozkaz, nim sama podniosłam swoje szanowne cztery literki. Nie mogłam powiedzieć, bym czuła się zbyt pewnie stojąc w tej łódce i czując, jak kołysze się ona na tych delikatnych falkach wody. Zagryzłam jednak wargi, nie chcąc pokazywać swoich słabości - gdy przecież to ja jeszcze kilka minut temu niemal zażądałam wypadu na łowisko. - O tak? - Zapytałam, zamachując się zgodnie z jego instrukcjami, gdy haczyk powędrował gdzieś w głąb wody przed nami, przy tafli pozostawiając jedynie odbijającą światło przynętę. Co jak co - czułam się z siebie dumna, co mogły przekazać kąciki moich warg - unoszące się nieznacznie na moich policzkach.
- Udało się Scott, udało! - Wydarło się z mojego gardła, gdy moje oczy zaświeciły w zachwycie. Całe szczęście skutecznie powstrzymałam się przed skokami w radości - nie tylko ze względu na nasze usadowienie w łódce, ale i wciąż pobolewającą nogę. Taka tam, mała przypominajka, że nie wszystko mogę teraz robić. Całe szczęście, chora kostka nie przeszkodziła mi w udanych połowach. Już po chwili moje barwne blaszki zaczęły odpływać gdzieś w dal, gdy linka przy mojej wędce zaczęła je gonić. A mnie? Mnie dopadła kompletna pustka w głowie, mimo, że przecież wiedziałam, że mam złapać za ten kołowrotek. Moje wargi rozchyliły się w niemym "yyy", nim zapewne jakakolwiek reakcja ze strony mężczyzny zmusiła mnie do uruchomienia ostatnich dwóch szarych komórek w mojej głowie.
Dlaczego dwóch ostatnich? Bo tak mocno przejęłam się wizją schwytania czegokolwiek, co złapało mój haczyk, że już po chwili - zamiast tylko zakręcić pokrętłem, próbowałam się genialnie podeprzeć chorą nogą o bok łódki, przez co niemal natychmiast straciłam równowagę.
- ŁAA-aa! - Wrzasnęłam, gdy nogi odmówiły mi posłuszeństwa i w pięknej wywrotce - poleciałam plecami do wody, wypuszczając wędkę z własnych rąk jeszcze w łódce.
D'Amico będzie miał z całą pewnością nie małą zagwozdkę na głowie - ratować sierotowatą niewiastę z zimnej wody, czy jednak łapać tę rybę, co zaraz nam wędkę zawędzi?
Dylematy, dylematy...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-12-20, 00:01   
   Multikonta: Dale/James


Myślę, że tej dwójce takie coś po prostu było potrzebne. Parę chwil zapomnienia i zwykłego cieszenia się z małych rzeczy. Przez wiele lat ich życie było jednym wielkim bagnem i w sumie po części dalej tak jest, ale nie teraz, nie dzisiaj. Dzisiaj było pięknie, mogli cieszyć się pogodą, oraz swoją obecnością. I to wystarczyło.
- Już milczę. - odparł rozbawiony tym jej teatralnym gestem. Lubił, jak w ten sposób się zachowywała, uwielbiał się z nią wygłupiać, te ich przekomarzanki... Po prostu za nią szalał. Całkowicie przepadł, był w niej zakochany po uszy, ten czas który ze sobą spędzili wystarczył, by Scott zrozumiał, że nie chce nikogo innego.
I jeśli dało się kochać mocniej, to z każdą kolejną sekundą tak właśnie się działo.
Dlatego przez te parę chwil - tak jak obiecał - milczał i po prostu na nią patrzył z delikatnym uśmiechem.
Ta świadomość, to, że należeli do siebie, że ma przy sobie kogoś tak cudownego sprawiała, że jego serce biło mocniej, ba, miało ochotę wyrwać się z klatki piersiowej.
Gdyby Julie nie wyciągnęła do niego dłoni prawdopodobnie trwał by tak w tym dziwnym zawieszeniu i patrzył by się na nią jak debil.
Wyciągnął dłoń, by wspólnie z nią wykonać ten ich mały rytuał. Przecież obietnica na mały palec była nie do złamania, teraz już nie miał wyjścia - musiał jej dotrzymać.
- Książka też potrafi wyciszyć. Ja... Też miałem trochę czasu na czytanie, wiesz, tam... Za murami. - rzucił odwracając wzrok. Nie był dumny z czasu spędzonego w więzieniu, chociaż... Z drugiej strony otworzyło mu to oczy na wiele rzeczy. Zrozumiał jak cenna jest wolność, jak cenne jest życie. Tam... Każdy dzień był dla niego walką. Z powodu swojej reputacji wiele osób chciało odebrać mu życie. Niektórzy byli opłaceni, z innymi kiedyś zadarł, jeszcze innych okradł, znaleźli się też tacy, którzy chcieli po prostu sprawdzić, czy plotki o nim są prawdą.
Dorobił się tam kilku blizn, oraz wielu ciekawych wspomnień - przetrwał i obiecał sobie, że więcej tam nie wróci. Co nie znaczyło wcale, że przestał robić to co robił, bo przez pewien czas był jeszcze aktywny jako Duch, choć były to raczej ostatnie podrygi... Więc tak. W gruncie rzeczy więzienie wyszło mu na dobre.
Za chwilę ciężkie tematy odeszły w niepamięć, ponieważ wzięli się wreszcie za wędkowanie - w końcu po to się tutaj znaleźli, rozmawiać mogli również na brzegu.
Jules zastosowała się do jego zaleceń i już po chwili spławik unosił się na wodzie.
Uśmiechnął się delikatnie, gdy dziewczyna wydała z siebie okrzyk radości, nie zdążył jednak nawet jej pochwalić, ponieważ jakaś ryba od razu chwyciła za przynętę.
No, nie jakaś ryba - prawdopodobnie jakiś gigant sądząc po tempie zwijania się żyłki.
Zanim Scott zdążył się choćby obejrzeć... Julie już była w wodzie.
Trzeba przyznać, że wcale nie rozbawiła go ta sytuacja - ba, był tym przerażony, w jego głowie pojawiła sie przez sekundę myśl, że zaraz się utopi, że może zrobić sobie krzywdę, więc... Wybór był raczej oczywisty. Całkowicie olał wędkę i rzucił się swojej księżniczce na ratunek. Złapał ją mocno za ręce i mocno pociągnął do góry - z racji tego, że ważyła tyle co nic wciągnięcie jej z powrotem do łódki nie było trudnym zadaniem.
- Wykończę się przez Ciebie nerwowo, przysięgam.. - mruknął tylko pod nosem zszokowany i pokręcił głową z niedowierzaniem.
Nie wiem, czy w tym stanie znalazłaby się większa pierdoła niż ona. Pewnie, w większości przypadków mu się to podobało, ale nie, kiedy go tak straszyła!
- To chyba tyle z naszego wędkowania. Przeziębisz się, musimy wracać po jakieś suche ub... - nie zdążył dokończyć. Wędka znowu zaczęła delikatnie drgać, a więc ryba nie zamierzała dać spokoju - widocznie bardzo spodobała jej się ta zmyślna sztuczna przynęa.
- Ale temu skurwysynowi to nie odpuścimy. - powiedziął twardo i chwycił mocno za wędkę. Wcisnął ją w dłonie Julie, a sam zajął miejsce za nią, jednocześnie obracając ją w kierunku wody. Usiadł tak, że dziewczyna była przed nim, obejmował ją rękoma i razem z nią trzymał wędkę, by ją asekurować - żeby tym razem nie wypadła jej z rąk.
- Kładziesz palec na żyłce i mocno ciągniesz w lewą, lub w prawą stronę - tak, by ryba się zmęczyła. Gdy poczujesz, że trochę odpuszcza ciągniesz wędkę do góry i zwijasz żyłkę kołowrotkiem. - szepnął jej do ucha i czekał na jej ruchy, by wspomóc ją swoją siłą.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-22, 01:13   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Czy to słońce wyszło zza chmur, czy jednak to moje oczy się zaświeciły, gdy tylko Scott odwzajemnił ten nasz mały gest? Może i jego dłonie i palce były szorstkie, nosiły wiele blizn a krew po jego wrogach wcale nie chciała się do końca zmyć z jego skóry, ale wewnątrz... Wewnątrz wciąż był tym młodym, beztroskim sobą. A ta obietnica, złożona na mały paluszek był na to najlepszym dowodem.
Nie byłabym w stanie prostymi słowami wyrazić tego, co czuję. Radość, szczęście, ekscytacja, może i nieco sentymentu? Odzyskiwałam siebie, odzyskiwałam jego. I to wszystko... Dzięki niemu.
To... To naprawdę wspaniałe uczucie.
Nie komentowałam też jego kolejnych słów. Nie komentowałam też jego nagłej zmiany nastroju ani tej reakcji. Bo poniekąd... Poniekąd to rozumiałam. Miałam szansę zauważyć, jak żyją ludzie w więzieniach, jak żyje się w niewoli. Na własnej skórze poniekąd poznałam to piekło - choć przecież spowodowane było innymi pobudkami. Ułożyłam swoją dłoń na jego kolanie - tak po prostu, ku pokrzepieniu jego cierpiącej duszy. A gdyby tylko odważył się jednak podnieść na mnie swój wzrok - mógł zauważyć delikatny uśmiech rysujący się na moich wargach i spojrzenie - pełne zrozumienia.

Na nic jednak te starania i próby wytworzenia chwili. W końcu mój talent musiał się objawiać nawet w takich sytuacjach - czy może raczej powinnam rzec - głównie w takich sytuacjach?
Łykałam już wodę, nurkując sobie nie-radośnie w tej zimnej wodzie i godząc się z przyszłym losem topielicy, gdy jednak mój rycerz bez rumaka postanowił do mnie dołączyć. W jego ramionach zapomniałam całkowicie o tym, że pod stopami zabrakło mi gruntu - może dlatego, że już od wielu dni przy nim tak się czułam? Miałam chwilę, by zobaczyć determinację na jego twarzy, by dostrzec to zmartwienie malujące się w jego oczach, by przestać walczyć z żywiołem - i samym D'Amico, który przecież próbował mnie z rąk tej wody wyrwać!
Będąc już na łódce, odkaszlnęłam tą nieszczęsną cieczą, na nowo łapiąc ciężko oddech, gdy tak słyszałam za sobą zbyt lekko wypowiedziane słowa. Jakby to - kurde blaszka - był mój wybór!
- To trza było zostać w łodzi, problem solved! - Odparłam na jego zagwozdkę lekko charcząc własnym głosem. Cóż - chyba zalałam sobie struny głosowe, i to bynajmniej napojem wysokoprocentowym. Było mi niezmiernie przykro - tym bardziej, że miałam wrażenie, iż mężczyzna ma mi za złe tę sytuację. A przecież... Przecież to nie moja wina.
Na szczęście jednak los postanowił się do nas jakkolwiek uśmiechnąć, wcale nie wypuszczając mojej zdobyczy z naszych sideł. Chyba... Chyba i mi ta sytuacja dodała nieco sił i życia.
Zapomniałam kompletnie o paskudnej wodzie z jeziora, zapomniałam o zimnych ubraniach, a wola walki we mnie rosła - tym bardziej, gdy wędka na nowo znalazła się w moich dłoniach, a brunet mnie wspierał zza moich plecach - no, jak teraz polecimy do wody to razem, czyż nie?
- Ale słownictwo... - Mruknęłam jedynie, nim zaczęliśmy się siłować z czymkolwiek, co znajdowało się po drugiej stronie żyłki. Starałam się robić wszystko to, co podpowiadał mi brodacz, widząc, jak czasem pomaga mi w tych aspektach, które zbyt łatwo wypadały z mojej głowy. Nie minęła więc chwila, jak ryba już znalazła się na naszej burcie, łypiąc o tlen, którego jej pozbawiliśmy.
- No... To chyba nie będzie obiad tylko na dzisiaj. - Skwitowałam krótko ten widok, pozwalając Scottowi wykazać się swoimi umiejętnościami w opanowaniu takich dzikich stworzeń. Bo co jak co, chyba trochę się brzydziłam oślizgłej, łuskowatej skóry u tego stwora - nawet, jeśli otwarcie nie chciałam się do tego przyznać.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-12-23, 00:06   
   Multikonta: Dale/James


To prawda, Julie miała niezwykły talent do pakowania się w kłopoty - i to na własne życzenie. Chociaż... Można powiedzieć, że ta kąpiel, której przed chwilą zażyła to wina Scotta. Mógł ją ostrzec, że wędke trzeba trzymać troszkę mocniej, nie?
Tak, czy inaczej... O rany, ile on się najadł strachu, gdy dziewczyna znalazła się w wodzie!
Uniósł jedną brew, gdy usłyszał jej słowa. No pewnie. Najlepiej byłoby ją tam zostawić i wesoło powiosłować sobie z powrotem do brzegu i stamtąd oglądać, jak się topi!
- Nie drażnij mnie nawet! - odparł już trochę weselej, chociaż... Ej, faktycznie mogłaby sobie odpuścić te komentarze!
Nie miał jej tego za złe, oczywiście, że nie miał. To chyba... Ten strach, który odczuł sprawił, że przez te parę chwil rzeczywiście mógł zabrzmieć niezbyt miło, aczkolwiek... Raczej nie dał jej szansy na to, by się nad tym zastanowić. No, ryba nie dała.
- Inaczej go się nazwać nie da. - odparł wzruszając ramionami i już po chwili zaczęli wspólną walkę z bestią rybą z morskich głębin jeziora.
Posiłowali się tak parę chwil, aż wreszcie ich zdobycz znalazła się na pokładzie łódki.
Okej, faktycznie była całkiem spora, Scott wcale nie czekał i kucnął przy niej, by dość bezceremonialnie... Walnąć ją w łeb młotkiem, który znajdował się w ich małej skrzyneczce z przyrządami wędkarskimi. Może i mało humanitarne, czy coś tam, ale... No cóż, on się tym nie specjalnie przejmował.
- Huh... No, spora ryba. - powiedział rozbawiony i przeniósł na nią wzrok.
Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, zbliżył się do niej i pocałował ją delikatnie.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz. - szepnął cicho, po czym westchnął i opadł z powrotem na ławeczce.
Złapał za wiosła i pokiwał głową z niedowierzaniem. Czy życie kiedyś zacznie ich trochę oszczędzać i oszczędzi im takich ekscesów?
Z pomocą wioseł ruszyli w kierunku brzegu.
Jeszcze trzeba będzie oprawić tą rybę... Och, oczyma wyobraźni już widział jak na to zareaguje Caroline.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-12-23, 00:32   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Cóż mogłam poradzić. Z całą pewnością, gdybym była mutantem, moim darem byłoby przyciąganie nieszczęść - ale może chociaż raz dotknęłyby one kogoś innego, niż tylko mnie? Sinusoida mojego losu z całą pewnością zbyt długo już wędrowała w dół - no, chyba że zdaniem przeznaczenia sama obecność bruneta miała mi to wszystko rekompensować.
A na to chyba nie mogłam narzekać? No, przynajmniej do chwili, gdy nie ujrzałam młotka w jego muskularnych dłoniach.
- Hik! - Pisnęłam, odwracając swój wzrok od tej sceny morderstwa. Huh, to w sumie zabawne, że sama potrafiłam żywcem ciąć i zszywać swoich pacjentów, ale taki zamach na łeb ledwie dychającej ryby tak mną... Wstrząsnął?
- Ty... Ty ją... - Wydukałam z siebie, wskazując palcem na to łuskowate biedactwo, nim odchrząknęłam, odzyskując choć część rozumu. - Znaczy dobrze, już się nie dusi. Tak? - Zapytałam, chyba jak na rasową blondynkę przystało, dając popis swojego niewielkiego obycia "w prawdziwym" świecie - gdzie reklamy o szczęśliwych krówkach i radosnych karpiach nie miały żadnego odwzorowania. Całe szczęście jednak, jemu moje "pustaczenie" chyba wcale nie przeszkadzało. W końcu już po chwili, ruszył po raz kolejny mi na ratunek - tym razem niosąc otuchę w postaci tego pocałunku, którego nie omieszkałam się odwzajemnić.
Speszyłam się jednak, słysząc jego kolejne słowa. No bo... Czy w sumie miał rację? Czy to była moja wina? Czy podświadomie mogłam się narażać, byle tylko mój rycerz znów mógł dać popis swoich umiejętności i brawury? Ta myśl przeszła po mojej głowie, zmuszając mnie jedynie do niechętnego pokiwania własną głową, z wyduszeniem cichego "yhym" z mojego gardła, gdy pociągnęłam nosem i objęłam się własnymi rękoma. Co jak co - po takiej kąpieli przy obecnej pogodzie wcale nie było mi tak przyjemnie. Słoneczko nie zdążyło jeszcze na tyle przygrzać, by móc się cieszyć taką ochłodą.
Całe szczęście, z takim połowem nie musieliśmy dłużej pozostawać na środku jeziora. Już po chwili Scott ruszył ku brzegowi, co w obecnych okolicznościach napawało mnie optymizmem. Teraz tylko marzyłam o rozpaleniu w kominku i ogrzaniu się przy jego płomieniach...
- Pomóż. - Mruknęłam tylko, gdy tylko łódka przystanęła już na naszym "przystanku". Nie wiedzieć czemu - oczami wyobraźni już widziałam, jak zaliczam kolejną wywrotkę, twarzą prosto w taflę wody przy próbie samodzielnego wyjścia z tego pływającego pojazdu. - Proszę... - Dodałam po chwili, jakby moje pierwsze słowo miało na niego nie zadziałać.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2020-01-06, 22:05   
   Multikonta: Dale/James


Nie, nie, nie. Rola mutanta w tym związku została już zaklepana!
A moc przyciągania nieszczęść... Huh, faktycznie do niej pasowała. Widocznie los upodobał sobie kopanie jej po dupie, ale... Przynajmniej nie była z tym sama. Już nie. I nawet jeśli miałby zacząć kopać o wiele mocniej... Wspólnie jakoś dadzą sobie z tym radę. Musieli przecież walczyć z tym całym syfem, który ich otaczał, a Scott odnosił takie wrażenie, że... Przy niej będzie łatwiej. Dodawała mu siły i to miało się już nigdy nie zmienić. To słynne "na zawsze razem" w ich przypadku nie miało równać się trzem miesiącom. O nie.
Miał co do niej poważniejsze plany, właściwie... Od zawsze wiedział, że jest mu pisana. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że zakochał się właściwie od pierwszego wejrzenia w jej drugim ja?

Parsknął cicho śmiechem, gdy Jules odwróciła głowę. Jasne, rozumiał to, że mogło być to dla niej nie przyjęte, ale i tak... No po prostu nie mógł się powstrzymać. Te chwile w których bywała taką bezbronną dziewczynką, zupełnie jakby nie znała życia... Bawiły go trochę, ale też rozczulały.
- Tak, już po wszystkim. Już nie cierpi. Jak chcesz zamiast ją jeść możemy zrobić jej pogrzeb. No wiesz, kupimy kwiaty, powiesz coś ładnego... - powiedział starając się zachować pełną powagę, chociaż Julie znała go już na tyle, że powinna dostrzec, iż niewiele mu brakuje do tego, by po raz kolejny wybuchnąć śmiechem. Jak dziecko, jak dziecko...
Dopłynęli wreszcie do brzegu, Scott po przywiązaniu (czy tam zacumowaniu!) łódki wydostał się z niej pierwszy i odwrócił w jej kierunku. Nie musiała mu o tym mówić, a tym bardziej go o to prosić, ponieważ od razu wyciągnął dłonie w jej stronę.
Postawił ją bezpiecznie na drewnianym pomoście i sięgnął po wiaderko z rybą, którą wcześniej w nim umieścił. Wszystko inne zostawił na łajbie, później będzie czas, żeby to zabrać, teraz priorytetem była zmiana ubrań przez Jules. Nie chciał, żeby mu się przeziębiła.
Złapał ją mocno za dłoń i wspólnie poszli do domku.
Postawił wiadro na kuchennym blacie i poszukał wzrokiem torby z jego rzeczami. Też się trochę zmoczył przy tym wszystkim.
Odsunął suwak i przez parę chwil przetrzepywał bagaż w poszukiwaniu ubrań. Wyciągnął je, ale niestety zapomniał o tym, że właśnie tą koszulką owinął broń - którą oczywiście ze sobą zabrał. Z głośnym hukiem pistolet uderzył o podłogę. Nic nie miało prawa się stać, nie mógł wystrzelić, bo oczywiście nie był odbezpieczony, ale... Nie zamierzał jej tego pokazywać.
Złapał szybko za broń i wpakował ją z powrotem do torby, po czym podniósł wzrok na nią. Nie wiedział co zobaczy na jej twarzy, ale... Ale to było kompletnie niepotrzebne. Nie powinna o tym wiedzieć, nie musiała.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-07, 01:29   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie mogłam nic poradzić na to, że trzymano mnie pod kloszem przez ostatnie kilkanaście lat mojego życia. Niemal z dala od cierpienia, niemal z dala od wojen, niemal z dala od zła - niemal, gdybym nie wpakowała się w sam środek piekła, zaczynając pracę u Dolores...
Mimo wszystko jednak ominęło mnie wiele codziennych aspektów naszego życia. Nie myślałam na co dzień, skąd bierze się jedzenie na moim talerzu, ani czy ten kotlet mógł wczoraj biegać po łące. Chyba... Chyba dlatego ta ryba tak mną wstrząsnęła, mimo, że przecież ten połów był moim pomysłem.
- Nie proponuj mi takich rzeczy, bo... Bo naprawdę zacznę nad tym myśleć. - Odparłam na jego słowa, ściągając ku sobie brwi. Może źle zrobiliśmy pozbawiając tę biedaczkę ostatniego tchu? Może rzeczywiście lepiej będzie ją pochować w ziemi, zamiast w naszych głodnych brzuchach?
Uh, chyba powinnam się ogarnąć...
chłodny powiew wiatru szybko wyrwał mnie z tych rozmyślań, wprowadzając całe moje ciało w drżenie. Mimo wszystko - bardziej zależało mi na powrocie do chatki, niż tym "pogrzebie".
Może jednak byłam egoistką?
Nie mogłam ukryć swojej radości, gdy przy jego pomocy szybko znaleźliśmy się wewnątrz budynku. Praktycznie w tej samej chwili, w której przekroczyliśmy prób ściągnęłam z siebie bluzę i przemoczone buty (jeden but?), zostając jedynie w spodniach i zdecydowanie za mocno przylegającej przez wodę koszulce...
Wtedy też do moich uszu doszedł ten głuchy dźwięk.
- Jezu, Scott, potłukłeś coś? - Zapytałam, odwracając ku niemu swój wzrok. Ale... Przecież był zdecydowanie za daleko od kuchni.
- Scott, co Ty tam... - Zapytałam, zbliżając się do niego na kilka kroków i wtedy... Wtedy dostrzegłam, co próbuj schować w swojej torbie.
Zatrzymałam się. Nie chciałam być bliżej niego. Nie, gdy tak naruszył moje zaufanie.
- Obiecałeś! - Niemal wykrzyczałam, gdy moje oczy zaczynały się szklić. - Mieliśmy się tu odciąć! Mieliśmy się poczuć normalnie! Po co Ci to? Na co?! Tak wygląda wyposażenie wakacyjnego przeciętnego Smitha?! - Zarzucałam go pytaniami, które samy wydzierały się z mojego gardła. Nie mogłam uwierzyć, że mógł zabrać ze sobą broń, tutaj... Przecież... Przecież obiecał...
A może był już za głęboko w swojej paranoi?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2020-01-10, 00:27   
   Multikonta: Dale/James


Oczywiście - to nie była jej wina i Scott nigdy w życiu tak nie pomyślał. Doskonale rozumiał sytuację, choć nie znał w stu procentach całej historii jej życia... Mógł się domyślać.
W zasadzie to dobrze. Dobrze, że miała względnie dobre życie z jej późniejszymi opiekunami, chociaż... Nie powinni jej trzymać pod kloszem. Mimo wszystko... Chcieli dla niej dobrze, prawda?
Różnili się, tak bardzo się od siebie różnili.
Odbierając życie rybie Scott widział w niej tylko i wyłącznie posiłek, siebie natomiast jako jedno z ogniw w łańcuchu pokarmowym, które jest po prostu wyżej.
Ale... Chyba się uzupełniali. Pasowali do siebie - Scott w to wierzył. Ona była jego lepszą połową, była sercem, oraz rozumem, on natomiast twardą ręką, która miała ich chronić przed wszelkim złem tego świata. Taki układ mu odpowiadał.

Rany, ta jej przylegająca koszulka... No, pewnie zwrócił by na to większą uwagę, gdyby parę chwil później niczym zwykła pierdoła nie upuściłby pistoletu. Cholera, coś takiego? Przecież to mu się nigdy nie zdarzało, był pieprzonym duchem, człowiekiem nie do wykrycia, wykonywał robotę i znikał, a teraz jak jakiś cholerny gimnazjalista próbował zatuszować swoją wpadkę. I niech mi ktoś powie, że przez miłość ludzie nie głupieją.
- Nic, to tylko... - wydusił z siebie próbując ukryć przed nią broń, ale (oczywiście) na nic się to nie zdało.
Westchnął, gdy Julie zaczęła krzyczeć. Wyprostował się, jednak wciąż stał do niej plecami.
Spodziewał się tego, oczywiście, że się spodziewał. Dlatego planował to przed nią ukryć, choć może nie powinien.
Nie rozumiała jego punktu widzenia, nie rozumiała, że tak naprawdę nigdzie nie mogli poczuć się w stu procentach bezpiecznie.
Nie wiedziała o nożu, który ukrywał w samochodzie pod siedzeniem kierowcy.
Nie spytała go czemu jechali tutaj tak długo, czemu tak uparcie pchał się w ulice oddalone od tych głównych.
Nigdy nie spytała dlaczego na okrągło się rozgląda, czemu każdego obserwuje zupełnie tak, jakby był jego wrogiem.
Nawyki. Osoby chcące zrobić im krzywdę mogły czaić się za każdym rogiem dlatego ta pieprzona broń była mu potrzebna.
Czy mógł jednak jej się dziwić? Chciała... Normalności. Normalnego faceta, który mocno przytuli ją do siebie i w którego ramionach poczuje, że wszystko jest tak, jak powinno być. W zamian na okrągło udowadniał jej, że nie jest normalny, w ten sposób pokazywał również, że ich życie takie nie będzie.
Odwrócił się i podniósł na nią wzrok, po czym powoli i ostrożnie zrobił kilka kroków w jej kierunku.
- To... Posłuchaj, nigdy nie wiem... Nigdy nie mogę... Nie wiem co może się stać. To tylko zabezpieczenie... - powiedział ostrożnie wiedząc, że w tej chwili jego ukochana jest niczym chodząca bomba zegarowa i że stąpa po cienkim lodzie.
Jasne, obiecał, że będzie normalnie i tak miało przecież być! Przecież miała tego nie widzieć... Gdyby nie zobaczyła tej pieprzonej broni wszystko byłoby okej...
Tylko czy to nie jest czasem tłumaczenie samego siebie? Jakby próbował przekonać sam siebie, że tak naprawdę wcale jej nie okłamał.
- Nie mogę... Nie mogę ryzykować, nie chcę, żeby coś Ci się stało.. - dodał szeptem. Nie odrywał od niej wzroku, tym razem udało mu się jakoś wytrzymać jej spojrzenie, choć zwykle nie potrafił. Za każdym razem gdy coś zrobił uciekał wzrokiem, ponieważ... Bał się zobaczyć w jej oczach strach, nienawiść, lub po prostu zawód.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-10, 00:53   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Różnice były potrzebne. Bez nich nie moglibyśmy się uczyć, nie moglibyśmy się rozwijać. Ja byłam temperówką, która miała go utemperować, gdy on się stanie ostoją dla mojej zlęknionej duszy. Chciałam w to wierzyć, do licha - serio w to wierzyłam. Ale... Jak zawsze, nie mogło być zbyt kolorowo.
Nie pytałam. Nie chciałam pytać, bo przecież już znałam te odpowiedzi. Jeszcze w Seattle sama miałam nawyk, by wciąż zaglądać przez swoje ramię, z obawy, że gdzieś za mną będzie krył się tamten blondyn, tylko czekając na jakikolwiek mój fałszywy ruch. Chyba... Chyba właśnie dlatego chciałam, by ten wyjazd był inny. Chciałam się odciąć od nieszczęść z ostatnich miesięcy, nim będę musiała wrócić do szarej codzienności. Cierpiałam - bo przecież każdego dnia widziałam, co ze mną zrobili - każdą bliznę, każdą wciąż gojącą się ranę, tę przeklętą kostkę... Widziałam, jak bardzo się zmieniłam i to mnie przerażało, chciałam od tego uciec, a on... On nie potrafił.
On wciąż tkwił w tym mroku - i to chyba było najgorsze.
- Zaraz mi powiesz że to wabik na ryby do jasnej Anielki... - Wydusiłam przez swoje ściśnięte gardło, już chyba nawet nie mając sił na podnoszenie głosu. Pociągałam już nosem - i sama nie wiedziałam, czy był to wynik kąpieli w jeziorze sprzed kilku minut, czy jednak tego uczucia zawodu, które mnie wypełniło. - Jesteśmy na środku niczego, sarny biegają ledwie 300 metrów stąd, przed kim niby chcesz się zabezpieczyć, przed dzikiem?! - Zapytałam po chwili załamującym się głosem. Nie wiem, czy to ten klosz przeze mnie przemawiał i chciałam wierzyć w to, że jesteśmy tu bezpieczni, czy jednak... Chodziło tylko o normalność.
Normalność, której zostałam pozbawiona.
- Po co więc obiecujesz? Po co kłamiesz? Mieliśmy spędzić te kilka dni jak każdy inny, obiecałeś, i... I... - Nie wiem, czemu przemawiała przeze mnie taka złość i bezradność. Chyba za wszelką cenę próbowałam sobie wmówić, że to wszystko może być jak w tanim romansidle, gdzie uczucie może pokonać wszelkie bariery - ale to było życie, a przeszkody wcale nie chciały zniknąć tylko dlatego, że pałasz do kogoś niezwykłym uczucie. - Po prostu obiecałeś... - Wydusiłam z siebie w końcu, chyba bardziej piskliwie, gdy pierwsze łzy pociekły po mojej i tak mokrej twarzy.
Opadłam na krzesło, które stało najbliżej mnie, szlochając żałośnie. Nie chciałam już tu być, czułam się zawiedziona i zdradzona - choć przecież nie powinnam tego aż tak gwałtownie odbierać. Ale cały mój plan, cały harmonogram tego wyjazdu po prostu rozpadł się na kawałki, gdy tylko wyszło że mamy ze sobą... Dodatkowe atrakcje. Najchętniej już teraz zarzuciłabym na siebie suchą kurtkę i ruszyła w drogę, ale przecież... Byliśmy na odludziu. W najbliższej okolicy nie było nawet cywilizowanej drogi, a nie byłam też typem porywającym samochody.
- Chcę do domu. - Wyszlochałam w końcu, zaciskając swoje dłonie w piąstki i układając je na moich kolanach. Bo przecież... Po co to kontynuować, skoro i tak moja bajka nie mogła się już ziścić?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2020-01-10, 01:12   
   Multikonta: Dale/James


A on chyba właśnie potrzebował takiej temperówki, szkoda tylko, że twarda z niego sztuka i jak się okazuje - poprowadzenie go w odpowiednim kierunku wcale nie będzie takie proste dla Jules. Z drugiej strony... Jeśli nie ona to kto? Na nikim bardziej mu nie zależało, przez całe swoje życie szukał właśnie jej, więc jeśli ona sobie nie poradzi... Nikt tego nie zrobi.
Być może to właśnie taki typ człowieka, facet, którego prawdziwą siłą jest kobieta stojąca za jego plecami. Nie ważne, że jest od niego mniejsza i z pozoru krucha - to dzięki takim kobietom mężczyźni są zdolni do wszystkiego. I chciał tego, pragnął tego jak niczego innego, ale za każdym razem wracał do starych nawyków.
I to nie tak, że nie próbował być inny, oczywiście, że się starał. Nawet teraz, przed wyjazdem... Naprawdę długo myślał nad tym czy brać tą broń. Jednak ten drugi - mroczniejszy Scott wygrał tą batalię i wreszcie zabrał ją ze sobą.
Nie dał jej tego czego w tej chwili najbardziej potrzebowała i paradoksalnie ten cholerny pistolet dzięki któremu mieli być bezpieczniejsi sprawił, że kobieta poczuła się jeszcze bardziej zagrożona.
A on zrozumiał właśnie dlaczego zawsze odwracał wzrok.
Nie potrafił znieść jej łez, nie potrafił spokojnie obserwować jak ten błysk z jej oka gdzieś ucieka, znika...
Łamało mu to serce, rozpadał się, czuł się jak zwykły śmieć - ponieważ to on do tego doprowadził. Nikt inny, tylko on sam.
- To... Nie, to nie tak... - próbował jeszcze się wytłumaczyć, chociaż nawet on sam słyszał jak żałośnie to brzmi.
Jej krzyk, jej słowa... Po prostu go bolały, zupełnie jakby raz po raz wbijała w niego szpilki, czuł się po prostu okropnie, ale gdzieś tam w głębi duszy... Po prostu ją rozumiał i wiedział, że zareagowała odpowiednio, a on po raz kolejny zawalił sprawę.
- Ja... Musiałem to... Nie rozumiesz... - podjął kolejną próbę wytłumaczenia jej, ale nie umiał z siebie wydusić nic sensownego.
Opuścił głowę, poczuł się bezradny, poczuł się taki cholernie... Słaby.
Miała rację. Oszukał ją, po prostu ją oszukał, mimo tego, iż obiecywał, że tego nie zrobi.
- Przepraszam.. - powiedział, po czym odwrócił się i schylił się, by wsunąć dłoń do swojego bagażu. Wyciągnął ten pieprzony pistolet i podszedł do drzwi. Otworzył je, po czym zamachnął się mocno i rzucił bronią w kierunku jeziora.
Po kilku sekundach mogli usłyszeć ten charakterystyczny 'plusk' świadczący o tym, że przedmiot wylądował w wodzie i w tej chwili właśnie spada na dno.
Scott podszedł do krzesła na którym siedziała Jules i przyklęknął przy nim.
Wolno sięgnął swoimi rękoma do jej dłoni.
- Przepraszam. Przepraszam, że Cię okłamałem, ja... Nie wiem co myślałem, myślałem, że tak trzeba, tłumaczyłem sobie, że to dla Twojego... Dla naszego dobra. Jestem idiotą, jestem cholernym idiotą, wiem, że nie powinienem... Nie będę Cię oszukiwał, nie zrobię tego więcej. To co czuję, gdy pomyślę, że coś mogłoby Ci się stać, ja... Strasznie Cię kocham i nie wiem co bym zrobił, gdyby ktoś nas tutaj znalazł, chciałem być przygotowany i... - urwał i oparł czoło o jej nogi.
Huh.
Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że pierwszy raz powiedział jej, że ją kocha.
Może i to było wiadome od dawna, ale to uczucie, te słowa wypowiedziane na głos, ten nadmiar emocji, który aktualnie odczuwał... Miał wrażenie, że zaraz go to wszystko rozsadzi od środka.
I miał ochotę płakać, po prostu płakać, ale... Łzy nie pojawiły się w jego oczach. Zupełnie jakby zapomniał jak to się robi, a może już wszystkie wylał.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-10, 02:44   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Ja... Ja chyba rozumiałam. Wiedziałam, co nim kieruje. Ale.. Ale teraz ważniejsze dla mnie było to, co działo się w mojej głowie. Moje poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane - bo przecież skoro jest jakiś plan, to wszystko musi pójść zgodnie z nim, prawda? To niepisana zasada wszechświata, z pewnością.
Nie chciałam słuchać tłumaczeń, nie chciałam słuchać przeprosin. Po prostu... Cały ten czar prysł. Tak jak byłam w stanie przymknąć oko na nieplanowaną kąpiel, czy ślady po trawie na jasnym materiale - tak atrakcji w postaci pistoletów nie byłam w stanie zmieścić w swoim harmonogramie.
Do czasu, aż... Aż mnie nie zaskoczył.
Otworzyłam szerzej oczy widząc, co też on wyprawia.
- Scott... - Wyszeptałam, przez niemal ściśnięte wargi. Łzy zostawiły ślady na mojej skórze, a zaszklone oczy spojrzały nieco wyżej, na jego twarz, gdy tak się do mnie zbliżał. Zapewne dopiero jak dotknął moich dłoni, mógł poczuć, jak moje ciało drży. Z zimna? A może z nerwów?
Nie wiem, czy moje priorytety odwróciły się całkowicie do góry nogami, czy po prostu gdzieś podświadomie byłam szalona, ale... Nie mogłam znieść wizji, w której mamy być ze sobą bez zachowania szczerości. To... To mnie za bardzo bolało - tym bardziej po wszystkim, co przeszłam w swoim życiu.
- Uciekliśmy przed światem i już nas nie dogoni. - Stwierdziłam dość słabo, pociągając lekko swoim nosem, starając się nie wpuszczać grymasu na moje usta - choć łzy tak bardzo cisnęły się do kącików moich oczu. - Nie możemy mieć przed sobą tajemnic. Nie... Nie na takiej płaszczyźnie. - Zacisnęłam palce na jego rękach, biorąc głębszy wdech przez zaciśnięte gardło. Dopiero... Dopiero po chwili doszło do mnie, co... Co on powiedział.
Mogłabym przysiąc, że serce miałam już wcześniej połamane na miliony kawałeczków. Mogłabym przysiąc, że z każdym kolejnym kłamstwem, które się ujawniało z kolejnymi dniami te maleńkie kawałki kruszą się w pył. Czemu więc w tej jednej chwili wydawało mi się, że to samo serce zabiło szybciej - jakby znów było w całości?
- Scott, ja... - Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie wiedziałam, jak zareagować., Zdębiałam? Zgłupiałam? Czy możliwym było, by panicznie nastawiona do wszystkiego Caroline na nowo obudziła się w tej krótkiej chwili, wpadając w małą histerię?
Drżącą dłonią starałam się podnieść jego twarz z moich kolan, samej nieco się do niego nachylając.
Nie wiedziałam co się stało z czasem, gdy próbowałam wyśledzić jego spojrzenie, gdy chciałam zajrzeć do jego duszy, gdy sama się ledwo trzymałam. Próbowałam wziąć głębszy wdech, ale i to wydawało się niemożliwe. Widziałam, jak jest mu przykro, widziałam, że też przez to cierpi, widziałam... Jak sami się w tym wszystkim napędzamy i chyba... Samej zrobiło mi się przez to źle.
Ale ta jedna myśl trzymała mnie jakoś w ryzach.
Kocham.
Wyłapałam to - jakbym nie mogła? Byłam na to wrażliwa, sama... Sama chyba od dawna chciałam mu przekazać to samo, ale słowa nie chciały przejść przez gardło. Czy właśnie dlatego tak mocno się na nim zawiodłam? Bo go kochałam i nie chciałam, by takie głupoty stawały na naszej drodze?
Nachyliłam się do niego bliżej, najpierw składając delikatnego całusa na jego przemoczonym czole - jakby to go miało jakkolwiek uspokoić (choć bardziej miało chyba pomóc mnie samej). Najgorsze jednak, że zamiast odwdzięczyć się mu tym samym - jedyne co dałam radę z siebie wyrzucić, to:
- Nie jesteś idiotą. I nigdy nie byłeś. Ale chcę być ze Scottem, nie z duchem. - Wyznałam, spoglądając mu głęboko w oczy. A co z tym zrobi?
To już była tylko jego decyzja...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2020-01-10, 02:59   
   Multikonta: Dale/James


Musiała to zrozumieć, przecież... Przecież doskonale wiedziała w jakim świecie przyszło im żyć, wiedziała kim jest Scott, oraz kim był, poza tym... Sama miała wrogów i do tego próbował się właśnie odwołać.
Rozpaczliwie pragnął by zrozumiała co nim kierowało, ale to były dość egoistyczne pobudki. Potrzebował ujrzeć w jej oczach, że to rozumie, by usprawiedliwić swoje kłamstwo.
Prawda jest taka, że Scott nie umiał w to wszystko, nie wiedział czym jest związek, nie znał tego wszystkiego wcześniej. Całe życie darzył Julie tym właśnie uczuciem, ale... Dopiero teraz uczył się tego wszystkiego. Rzeczywistość w której się znalazł okazała się cholernie trudna i mimo prób - cały czas polegał, popełniał błędy.
Dlatego właśnie czasem zachowywał się jak kompletny idiota i jedyne co mu pozostało to w duchu modlić się, by jej cierpliwość się nie skończyła. To był jego najgorszy koszmar, bał się tego, że któregoś dnia Julie poczuje zawód tak wielki, że nie będzie w stanie mu już wybaczyć, nie będzie w stanie na niego patrzeć.
Wyrzucił tą cholerną broń do jeziora - to był impuls, po prostu poczuł, że to trzeba zrobić. Jakby w ten sposób miał jej pokazać, że jest w stanie zmienić swoje nawyki, że będzie walczył ze swoją własną mroczną stroną.
Jej głos go uspokajał, nawet w tej chwili, nawet po tym kompletnie niepotrzebnym wydarzeniu, po tych wszystkich mocnych słowach czuł bijące od niej ciepło.
I chciał jej uwierzyć, naprawdę chciał wierzyć w to, że są już poza zasięgiem wszelkiego zła, ale... Nie potrafił.
Postanowił to jednak przemilczeć, nie musiał tego mówić na głos. Nie chciał.
- Koniec tajemnic... Już dość. - powiedział cicho i może zabrzmiało to słabo, ale w rzeczywistości... Tak właśnie zamierzał postąpić. To nie miała być kolejna obietnica, której nie będzie w stanie dotrzymać.
Nie mógł jej okłamywać, przecież tylko ona się dla niego liczyła, była wszystkim co miał...
Dziewczyna ujęła jego twarz i uniosła do góry zmuszając go tym samym do tego, by wreszcie na nią spojrzał.
Oczywiście, że to wyłapała, był tego świadom. Bał się odrzucenia, ale nie zobaczył go w jej oczach.
Julie pocałowała go w czoło, a on odetchnął... Z ulgą.
Wcale nie musiała nic mówić - niektóre rzeczy po prostu się wie, on... On po prostu wiedział, że dziewczyna czuje dokładnie to samo co on.
Po jej następnych słowach ponownie opuścił wzrok, chociaż ledwie na moment.
Mocniej złapał ją za dłoń i przysunął ją do swoich ust. Złożył na jej wierzchu delikatny pocałunek i znów spojrzał jej w oczy.
- A więc on zniknie. Wspólnie go pogrzebiemy. Chcę... Chcę stać się kimś kto jest Ciebie wart. Kimś, kto na Ciebie zasługuje. - powiedział już o wiele pewniejszym głosem. Miał być jej oparciem, powodem uśmiechów, a nie zmartwień. Miał być kimś komu będzie mogła zaufać w stu procentach, kto będzie lekiem na to całe zło, które ich otacza.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-12, 23:19   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Chciałam wierzyć we wszystko co mówił, w każde jego słowo, ale... To było tak piekielnie ciężkie. Oboje nosiliśmy na barkach wielkie brzemię, a ja... Ja po prostu potrzebowałam ostoi, pewnego brzegu którego będę mogła się schwytać gdy los będzie chciał ściągnąć mnie na dno, bez obawy że ten pęknie niczym licha kra.
Potrzebowałam pewności w swoim życiu, a wbrew wszelkiej logice - chyba tylko on mógł mi ją zapewnić.
Nie byłam w stanie sama stanąć naprzeciw moich demonów, nie byłam w stanie sama się utrzymać po wszystkim, co mnie spotkało. Ja przecież... Nawet do końca nie wiedziałam, kim dokładnie byłam. Osobowości Julie i Caroline przeplatały się między sobą, wprowadzając chaos w moich myślach. Miałam wrażenie, że tylko przy Scotcie potrafię je poskromić, przyciszyć te dwie skrajności, wyciągając z nich to co najlepsze.
Czy właśnie dlatego tak bałam się jego utraty?
Czy właśnie dlatego... Byłam gotowa niemal wszystko mu wybaczyć?
Ale czemu więc robiłam igły z widły, wpadając w taką histerię o takie... Głupoty?
Pokiwałam głową na jego słowa, jednocześnie pociągając nosem. Nie wiedzieć czemu i na moich ustach zagościł lekki uśmiech, gdy tylko mówił o tym symbolicznym pogrzebie.
- Czy możemy uznać że jego truchło pływa właśnie z tą bronią? - Zapytałam dość niepewnie, ponownie mocniej zaciskając palce na jego dłoni. Dopiero teraz też poczułam, jak jest mi strasznie zimno od tych przemoczonych ubrań - które w nerwach odeszły gdzieś na dalszy plan.
Mimo jednak tych przeprosin, mimo tej chwili na odetchnienie - miałam wrażenie że siły mnie opuściły a nogi mam niemal niesprawne (co w sumie nie było aż tak dalekie od prawdy). Tę chwilę.. Tę chwilę jeszcze mogłam poświęcić na uspokojenie skołatanego serca. Czy dlatego ześlizgnęłam się z krzesła prosto do niego - na ziemię? Na te chłodne panele, na które spływały kropelki wody z naszych włosów?
- Nie powinnam chyba aż tak się unosić, ja... Ja nie wiem, co we mnie... - wstąpiło...
Wtuliłam się w jego ramiona, samej szukając odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Był zimny, ale mi to nie przeszkadzało. Samo bicie jego serca - choć teraz mocno przyspieszone - potrafiło mnie sprowadzić na ziemię i uspokoić moją duszę. A tego... Tego chyba najbardziej teraz potrzebowałam.
Mimo wszystko...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2020-01-14, 01:35   
   Multikonta: Dale/James


Podobno łatwo jest powiedzieć, a trudniej zrobić... No cóż, tak. To wszystko co jej obiecywał tak naprawdę było cholernie trudne do wykonania.
Pogrzebanie przeszłości, zmiana nawyków... Starał się jak tylko mógł, ale to za każdym razem wracało - w ten, czy w inny sposób.
Tak bardzo chciał jej zagwarantować spokojną, szczęśliwą przyszłość, tak desperacko tego pragnął...
Co z tego, skoro Duch na okrągło wracał. Prędzej, czy później, w lepszym, lub w gorszym momencie, ale wracał.
Nie mógł się go pozbyć, a co najgorsze... Czasem pragnął tak po prostu pozwolić mu wyjść.
Adrenalina uzależniała. Będąc tą gorszą wersją siebie mógł brać to czego chciał, zasady go nie obchodziły, podobnie jak to, że krzywdził innych. Stawał się wtedy samozwańczym Panem życia i śmierci i do cholery jasnej - bywały momenty w których mu się to podobało.
Mrok zawładnął nim już dawno temu i nie chciał tak łatwo oddać swojej zabawki.
Tylko, że wcześniej nie próbował razem z Julie. Teraz nie był sam i być może właśnie dzięki niej uda mu się zmienić. Przecież... Zasługiwała na to. Zasługiwała na wszystko co najlepsze.
Dopiero trzymając ją za dłoń czuł się kompletny - tak, jak w tej chwili, ta krucha dziewczyna od zawsze była dla niego wszystkim.
- Tak by było chyba najłatwiej, ale... Nie. - podniósł na nią wzrok i pokiwał głową przecząco. Ponownie ucałował wierzch jej dłoni i uśmiechnął się nieznacznie.
- Taka osobistość zasługuje na większą ceremonię. - rzucił pół - żartem, pół - serio. Ot tak, żeby trochę rozładować atmosferę, chociaż... Sam już nie wiem, czy ten żart był na miejscu. No, ale taki już urok Pana D'Amico. Nie był najlepszy w rozmowach, a Julie na pewno zdążyła to już zauważyć.
A o co konkretnie mu chodziło? Oczywiście już po chwili jej to wytłumaczył:
- To nie jest tak, że utopimy broń, a on zniknie. Musimy pogrzebać go całkowicie. Odciąć wszelkie kontakty, powyrzucać telefony komórkowe. Przekazać wszystkim jasną informację, że Duch już nie istnieje, że wycofał się z gry. Jeszcze nie wiem jak tego dokonamy, ale... Spójrz na mnie. - urwał i puścił jej dłoń, ale tylko po to, by swoim małym palcem objąć jej mały palec. Spojrzał jej w oczy i ponownie się odezwał:
- Razem damy radę. Obiecuję. On zniknie. Zniknie i zostanie tylko Scott. My. Zostaniemy tylko my. Niczego więcej nie pragnę. Tylko... Tylko Ciebie. - sam nie wiem dlaczego nagle zebrało mu się na te wszystkie wyznania i dlaczego stały się one o wiele prostsze po tym, gdy powiedział jej, że ją kocha.
Przy niej wszystko było nowe. A to, że wreszcie uczył się mówić otwarcie o tym co czuje było naprawdę czymś... Czymś dziwnym dla niego, czymś, czego nigdy nie doświadczył.
To ciepło, które czuł w jej towarzystwie, to, że tak cholernie mocno zwariował na jej punkcie... Wow. Nigdy by się po sobie czegoś takiego nie spodziewał, a więc może warto uwierzyć w to, że uda im się skończyć z przeszłością. Może po prostu są sobie pisani.
Po tych wszystkich mocnych słowach dziewczyna zsunęła się z krzesła i wpadła mu w ramiona. Przytulił ją mocno do siebie, jedną ręką pogładził ją po włosach.
Faktycznie, on też poczuł, że jej ubrania są cholernie zimne, ale nie miało to znaczenia, ponieważ miał wrażenie, jakby wewnątrz jego ciała płonęło ognisko.
- Nie... To już nie ważne. I rozumiem Cię, to wszystko... Wszystko miało wyglądać inaczej, ale jeśli dasz mi jeszcze jedną szansę, to... Spróbuję sprawić, żebyśmy poczuli się choć trochę normalni.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2020-01-15, 20:28   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Przyrzekłabym, że na sekundę zabrakło mi tchu. Nie... Jak to nie? Czy mój mały idealny świat złożony z domków kart miał tak po prostu runąć? Czy naprawdę nic nie mogło iść zgodnie z ustalonym przeze mnie planem?
Moje wargi już się rozchyliły w cichym zaprzeczeniu, gdy jednak... Jednak się okazało, że to ja się mylę.
On... Chciał się zmienić. A przynajmniej robił wszystko, bym ja mogła w to uwierzyć.
I co jeśli... Co jeśli ja mogłam w tym pomóc?
- Scott, ja... - Zaczęłam, chyba samej do końca nie wiedząc, co dokładnie chciałam powiedzieć. Co, jeśli ta mała pokusa, który co jakiś czas się we mnie budziła tak naprawdę miała mnie nakierować na dobrą drogę?
Co, jeśli mogę dać Departamentowi Ducha, samej zachowując Scotta?
- Chyba wiem, jak możemy to zrobić... - Wydukałam ledwo słyszalnie, odwracając swój wzrok od jego twarzy. Sama już chyba nie wierzyłam w to, jak mroczne myśli potrafią wędrować po mojej głowie. Nie wiedziałam też skąd one się biorą - czy to wina mieszania się tych dwóch skrajnych osobowości, czy jednak te ostatnie miesiące wyzbyły ze mnie tę moją empatię względem innych?
- Ale... To będzie wymagać mojego powrotu do pracy. Do D.O.G.S.... - Dodałam po chwili, pociągając nosem. W sumie... Chyba nawet trochę brakowało mi tego wczesnego wstawania i tonięcia w papierach. Ale... czy potrafiłabym znów traktować mutantów neutralnie po tym, co mnie spotkało?
Nie miałam chwili, by się nad tym zastanowić, bo wtedy on się zdobył na ten nasz gest.
Razem damy radę.
Odwzajemniłam uścisk tego małego palca, podnosząc na niego swoje spojrzenie. Mimowolnie chyba też się uśmiechałam, bo to... To było coś, czego bardzo teraz potrzebowałam.
- Dziękuję... - Wydusiłam z siebie, po chwili obejmując go ramionami. Czułam na twarzy jego zarost, gdy sama pewnie dmuchałam mu w szyję, ale... Teraz potrzebowałam być blisko niego. Bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej - bo chyba zaczynałam się bać tego, że i mnie ten mrok może pochłonąć.
A jeśli oboje w nim skończymy, to kto... Kto będzie naszym ratunkiem?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6