Poprzedni temat «» Następny temat
T-Mobile Park - Enchant Christmas
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2020-01-02, 21:32   T-Mobile Park - Enchant Christmas



[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-02, 21:51   

Cytat:
Po kilku latach okrutnych walk międzyrasowych, litrach przelanej krwi i zachwianiu spokoju ogólnoświatowego, ludzkość w końcu doszła do porozumienia - mutanci nie są źli! Od miesięcy trwa odbudowa nowego świata, gdzie "normalsi" wraz z "obdarzonymi" wspólnymi siłami próbują wrócić do normalności. Serca przepełnia ciepło, a nadzieja na nowo wita w życiach przeciętnych Kowalskich i Stevensów, gdy tak ramię w ramię możemy oglądać, jak byli członkowie Genetically Clean wraz z zielonoskórymi i czterorękimi stoją u progu nowostawianych domów, a mutazyna odeszła niemal w zapomnienie - pozostając wyłącznie reliktem okrutnej przeszłości.

Po wielu tygodniach pokoju nowowybrane władze Seattle wyszły naprzeciw swoim mieszkańcom - w podzięce za ich ciężko pracę w ponownym przywracaniu miasta do życia - organizując wigilię uliczną!



Marian zakasał rękawy, byle tylko zdążyć z przygotowaniem ostatnich ciepłych potraw mających pojawić się na stole, gdy Elaine zajęła się dekorowaniem wcześniej przyszykowanych sałatek - w końcu wszyscy wiemy, że bez tej odrobiny zieleninki na samym czubku majonezu to nie będzie smakować tak samo! Białe i czerwone obrusy były coraz mniej widoczne, przez przykrywające je półmiski i jednorazowe talerzyki w srebrne gwiazdki - a te, swoim blaskiem wyjątkowo zaciekawiły małą, gaworzącą córkę samej Louanne. Czy to nie był piękny świat do wychowywania swoich pociech? Sama świadomość, że nikt nie wyrwie Ci dziecka z rąk tylko dlatego, że obudził się w nim ten jeden gen, który przed latami przynosił tak wiele nieszczęść. Ale dzisiaj wszyscy się cieszyli - łapiąc w dłonie opłatek, który z uśmiechem na ustach rozdawała dzielna Chloe, by móc się nim podzielić - z bliskimi, z rodziną, z obcymi, z samotnymi, z... Każdym!
Nawet zajęte dekorowaniem choinki Esther wraz z Emmą przerwały swoje odpowiedzialne zadanie - w końcu ustawienie gwiazdki trzeba zostawić na ten moment, gdy pierwsza gwiazdka pojawi się na niebie! Łańcuchy na razie przykryły wszystkie światełka, a kolorowe bombki odbijały ostatnie błyski zachodzącego słońca.

Władze miasta zadbały, by dla zebranych nie zabrakło atrakcji - na środku stadionu nie tylko postawiono żywą szopkę, z której co jakiś czas słychać było osiołki (a kto miał szczęście, mógł nawet je nakarmić specjalnie przygotowaną przez pasterza karmą!) i przygotowano wigilię, ale wędrując wzdłuż sztucznie stworzonych uliczek - można było trafić do innych niespodzianek! Czy w tę niezwykłą noc będziemy się bawić do rana, odnajdując każdą, nawet najmniejszą atrakcję?

Przekonajmy się!

______________________
Zadanie główne: Zgarnij opłatek od Chloe, i podziel się z jak największą ilością postaci!
Haczyk? Nie będą uznawane posty o treści "Dzielę się opłatkiem ze wszystkimi" - by interakcja została uznana, postaci albo muszą się znaleźć w jednym miejscu, albo musi być podkreślone, jak bohater podchodzi do każdej postaci.
Zadanie specjalne: Podziel się opłatkiem z osobą, która nie jest oczywista.
[Profil]
 
 
Emma Williams



Życie bywa okrutne, ale czasami nie pozostaje nam nic innego,jak się z tym pogodzić.

Chlorokineza

8%

słodka dziewczynka





name:

Emma Layla Williams

alias:
Em; Emka; Lay

age:
9

Wysłany: 2020-01-03, 21:05   
   Multikonta: Penny


Pokój w końcu pokój... Rośliny są zdrowsze i bardziej szczęśliwe. Nawet tata więcej się uśmiecha i Layla jest ze mną. Czy coś więcej mi potrzeba do szczęścia... TAK PREZENTÓW!!! Nie ma gwiazdki bez prezentów, a kiedy z siostrą usłyszałyśmy o wigilli na ulicy. Nie było mocy, byśmy z siostrą nie wybłagały udziału w nich. Ile można siedzieć z dala od cywilizacji. Jedynie własną grupą ludzi i widzieć te same twarze. Na szczęście nie trzeba było zmuszać taty szantażem i się zgodził.
Jak udaliśmy się na miejsce to wraz z siostrą zostaliśmy przypisane do strojenia choinki. Pomagała nam ciocia Esther, którą poznałam wcześniej. Była to ciocia Anii... Więc można i gdzieś ona tutaj się kręci ze swoimi rodzicami. Jednak skupiałam się na swojej pracy. Oczywiście trochę upiększając drzewko, by było gęste. Jak nie mogłam sięgnąć jakieś gałązki to ją sobie obniżałam. Nie musiałam ukrywać się ze swoimi darem... Dlatego też korzystałam z niego, by pomóc sobie i innym, a przede wszystkim rośliną.
Słysząc hasło o opłatkach... Nie czekając za siostrą i tatą pognałam wstronę pani, która je rozdawała{Chloe}.
- Mogę jeden? I czy pani podzieli się ze mną jako pierwsza? - zapytałam się pani, która je rozdawała.
[Profil]
  [A+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-03, 22:57   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


To był piękny wieczór. Christopher, który z powodu swej mutacji tak uparcie unikał mrozu, ubrał się tego dnia wyjątkowo ciepło, by tylko móc uczestniczyć w tym wielkim wydarzeniu. Ludzie, pełno ludzi i unoszących się zapachów najrozmaitszych potraw domowej roboty. Praktycznie każdy się uśmiechał, śmiał i rozmawiał. Wygląd Christophera szybko okazał się atrakcją dla okolicznych dzieciaków, od których wręcz nie potrafił się uwolnić. Zwykłe pomaganie przy dekoracjach zakończyło się na zabawianiu młodszych oraz nieco starszych uczestników Wigilii. Rodzice nie bali się o swoje pociechy, kiedy Chris wraz z nimi z radością pozował do wspólnych zdjęć, na których wspólnie robili głupie miny. Mutant nawet udawał groźnego dinozaura, tyle że z zimowymi rękawiczkami i świąteczną czapką, podczas gdy dzieci zamiast krzyczeć z przerażenia nie potrafiły powstrzymywać się od śmiechu.
Wojna z mutantami była już przeszłością. Chris nie musiał się ukrywać i jego największe marzenie się spełniło - został zaakceptowany. I to takim, jakim naprawdę był. Przestano traktować go jak odmieńca i mógł spędzać ten wspaniały czas wraz z pozostałymi mieszkańcami Seattle. Byli jak jedna, ogromna rodzina.
W pewnym momencie mężczyzna postanowił nieco odsapnąć i usiąść przy stole. Niemal natychmiast spostrzegł też wtedy na stole pierogi, jednak wszystko było jeszcze w trakcie przygotowań i nie mógł ot tak zabrać się za zjedzenie ich. Oj ten potężny ból, ta silna pokusa, która nie dawała mu spokoju. Oparł podbródek na obrusie i z bezradnością wpatrywał się w te wszystkie dania. Były tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Czy ktoś zauważy jak weźmie jednego pierożka? Choćby tylko tego jednego...
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Chloe Harper



We fight or we die! Thats the plan!

Feniks

22%

Lider Łowców





name:

Chloe Harper

alias:
Fawkes

age:
24 lata

height / weight:
176/53

Wysłany: 2020-01-04, 00:30   
  

   2 Lata Giftedów!


Dobrze, że Chloe nie miała mocy w stylu super prędkości, bo wszystkich uczestników zdążyłaby już po trzy razy opłatkiem obdzielić. A tak, z koszem chodziła między ludźmi i nie tylko i rozdawała białe opłatki, z wielkim bananem na buzi życząc wszystkim WSZYSTKIEGO dobrego!
-O hej! - Przywitała się z dziewczynką, gdy została przezeń "napadnięta". -Ale do jakiej Pani mówisz? Widzisz tu jakąś? - Zapytała z teatralnym zastanowieniem rozglądając się dokoła. Potem wyszczerzyła zęby do małej i wręczyła jej opłatek.
-Jestem Chloe. - Przedstawiła się i wyciągnęła do niej rękę. -I żadna ze mnie pani. - Zaśmiała się. No dobra, była starsza, ale bez przesady... przypuszczała, że ze swoją mocą, pewnie za jakieś 250 lat będzie wyglądała dokładnie tak samo... ale cóż. Brunetka sięgnęła po swój kawałek białego ciasta i podsunęła towarzyszce, by mogły się przełamać.
-Wesołych Świąt. Niech te pierwsze takie wspólne, wspaniałe i w pokoju, będą identyczne już zawsze. By nikt nie musiał nigdy przeżyć tego paskudztwa znowu. Poza tym jak zwykle duuuuuużo zdrowia, prezentów, ogromnego brzucha po kolacji i samych szczęśliwych chwil.
[Profil]
  [B-]
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-04, 23:44   
   Multikonta: Mary Pond


Jane Hills nie miała w zwyczaju się spóźniać jednak tym razem miała parę opóźnień w swojej drodze do cukierni, z której odbierała ciastka i pierniki. Również ekipa, którą zatrudniła by dowieźć to wszystko na miejsce imprezy pojawiła się później niż było umówione, więc dopiero teraz trochę poddenerwowana dziewczyna w rozpiętej ciepłej kurtce wysiadła z samochodu i podeszła do bagażnika żeby wziąć jeden z zalegających tam kartonów. Zaraz z przodu wysiadło jeszcze dwóch innych mężczyzn i wzięło kolejne kilka. Ciemnowłosa poprowadziła ich do miejsca gdzie spodziewała się spotkać organizację eventu. Tam zostały jej wydane odpowiednie naczynia, do których mogła przesypać pierniczki oraz zaoferowana pomoc z roznoszeniu, z czego oczywiście dziewczyna skorzystała odsyłając panów jeszcze po ciastka. No trochę tego zamówiła, ale też wydarzenie jest dość spore więc raczej było to uzasadnione. Zadbawszy o to, by przyniesione przez nią słodycze znalazły się na stole podeszła do kucharza i przyglądającego mu się mężczyźnie z gadzim ogonem. Wzięła ze sobą jedną z tacek przygotowanych teoretycznie na stół.
-Dzień dobry. Impreza się jeszcze nie zaczęła, a Pan już zmęczony?- skomentowała żartobliwie wyraz jego twarzy. Oczywiście zauważyła, że nie chodzi o brak energii, a o niemożność spróbowania jedzenia leżącego tuż przed jego nosem.
-Poczęstuj się.- podsunęła mu swoją tacę z ciasteczkami- prostymi pieguskami z kawałkami czekolady i orzechów oraz z pierniczkami przyozdobionymi ciemną i mleczną czekoladą. Przedstawiały kształtem różne motywy związane ze świętami. Wiadomo, gwiazdki, choinki, renifery, świętych Mikołajów, aniołki i podobne sprawy. Uśmiechała się uprzejmie, ale jaszczur mógł odnieść wrażenie, że nie jest całkowicie spokojna.
[Profil]
  [0+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-06, 13:58   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Jakkolwiek silna pokusa by to nie była, mutant nie miał w zwyczaju kraść, nawet jeśli chodziło o jedzenie. Niby było ono już na stole, ale to jak otwieranie prezentów pod nieozdobioną choinką - to nie to samo. Chciał, aby również inni siedli do posiłku, ale wciąż trwały przygotowania. Niektórzy bardziej niecierpliwi dzielili się już opłatkiem. Może też powinien się skupić na tym zamiast tak odstawać od reszty?
I wtem pojawiła się nieznajoma dziewczyna, której zjawienie się sprawiło, że ogoniasty podniósł głowę z obrusu i spojrzał na nią nieco zmieszany.
- N-nie to nie tak. Nie zmęczyłem się. Heh, zwyczajnie przyszedłem popatrzeć jakie dania przygotowano. Bardzo ładne. - zaczął się niepotrzebnie tłumaczyć. Wcale nie wyglądał na kogoś, kto przyszedł tylko na te dania popatrzeć. No chyba, że mężczyzna lubił poddawać się takiej torturze, bo posiłki wyglądały na przepyszne i z pewnością więcej radości sprawiłoby skosztowanie ich.
Nie spodziewał się jednak gestu, jaki nastąpił chwilę później. Zamrugał, gdy nieznajoma podsunęła mu tacę z ciasteczkami.
- To dla mnie? Na pewno mogę? - zapytał z lekkim niedowierzaniem, jak gdyby dziewczyna wcale nie podała mu na tacy piegusków, a Święty Graal. Ostrożnie wziął jedno z ciastek do rąk i ugryzł niewielki kawałek. Nie pożałował.
- Jakie to dobre! - stwierdził zachwycony i prędko dokończył trzymanego pieguska. Od razu się rozpromienił i nie robił już oczu skarconego szczeniaka. Z uśmiechem na ustach chciał energiczne zagadać do dziewczyny, ale wtem spostrzegł, że sprawiała ona wrażenie nieco... zestresowanej i jej uśmiech nie potrafił tego do końca zakryć.
- Hej, wszystko w porządku? Nie lubisz tłumów? - przechylił głowę na bok z lekkim zmartwieniem. Dookoła panowało dość spore zamieszanie i mężczyzna wiedział, że niektóre osoby za tym nie przepadają. Albo ktoś tłumy uwielbiał, albo nienawidził.
- A może na kogoś czekasz? Łatwo jest się tutaj przypadkiem zgubić. - stwierdził.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Elaine Weasley



If you can't find light in the darkness, be the light in the darkness.

Wyczuwanie

82%

Kucharka w barze "Laguna Negra"





name:

Elaine Weasley

alias:
Elly

age:
26 lat

height / weight:
154 | 49

Wysłany: 2020-01-06, 22:30   

Elaine była zachwycona i przygotowywała się już do tego dnia wcześniej. Oczywiście Chris miał też swoje zadania. Musiał jej pomóc. Jak miała wyżywić pół miasta? Cieszyła się, że to wszystko, co było kiedyś już minęło. O to jej chodziło. O to by zapanował pokój i taka wspaniała wigilia. Elaine stroiła sałatki jak najpiękniej potrafiła, ale musiała też chwilę odsapnąć. Wypiła pół szklanki wody, aby sie odpowiednio nawodnić i poszła do Chloe po opłatek. Poczekała, aż złożą sobie życzenia, a następnie wtrąciła się szybciutko, aby odebrać opłatek. Złożyła też kobiecie krótkie życzenia i pobiegła dalej, aby poczęstować się z Chrisem. Myślała o tym cały dzień.
To miejsce było cudowne, ale obawiała się, że nie wytrwa do końca. Nadal zbyt dużo bodźców sprawiało, że dziewczyna miewała bóle głowy i słabo sypiała, ale czego nie robi się dla chwili radości. Jej oczy świeciły się widząc tak radosne osoby, które spędzały ten czas w tym miejscu. Gdy dostrzegła jaszczuroludzia przy stole uśmiechnęła się szeroko kierując się do niego. W tym czasie podeszła do niego jakaś osoba, więc Elaine podzieliła swój opłatek na trzy części.
Witajcie kochani! – zawołała z szerokim uśmiechem. Widząc jak Chris wcina ciastka uśmiechnęła się szeroko. — Jeśli masz ochotę na coś ze stołu możesz się poczęstować, ale w małej ilości. W końcu też mi pomagałeś – powiedziała i mrugnęła do niego konspiracyjnie.
Jestem Elaine Welasly, miło mi – wyciągnęła dłoń do dziewczyny, która mogła usłyszeć u niej mocny akcent brytyjski.

***

Tutaj jest link do mocy Elki, możecie korzystać z opisu i stosować go w swoich postach, abym mogła realnie reagować na wasze postaci ;)
[Profil]
  [0-]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2020-01-06, 23:46   

Pierwsze opłatki zostały przełamane, a mrok coraz bardziej ogarniał całą strefę stadionu. Pierwsze spojrzenia kierowały się ku niebu, próbując wypatrzeć pierwszych błysków ledwie widocznych gwiazd, które swoją obecnością zapewne zachwycą zebranych dopiero w następnych kilku minutach. Trzeba było jednak przyznać, że cała oprawa świetlna tego miejsca już zaczynała zachwycać.
Zapach przygotowanych dań i deserów z całą pewnością kusił coraz większą liczbę osób, a woń gorącego barszczyku przywoływała coraz więcej gapiów ku stołom. Pierwsze ręce zaczęły się zbliżać do ciepłych półmisków - choć przecież kultura nakazałaby przeczekać przynajmniej do tej pierwszej gwiazdki, czyż nie? Ale jak tu się oprzeć takim pysznym pokusom, no jak?!
Czy ktokolwiek zdoła pokazać tu klasę? A może ktoś nawet odważy się zareagować na jakiegoś złodziejaszka? Najbliższe kilka minut miało nam o tym powiedzieć...

______________________
Zadania Mistrza Gry nie są obowiązkowe. Za każde wykonane zadanie możecie zdobyć punkty, które na koniec rozgrywki zostaną podliczone. Osoby z największą ilością zebranych punktów otrzymają dodatkowe niespodzianki prosto z worka świętego Mikołaja!
    Zadanie główne:
Zgarnij opłatek od Chloe, i podziel się z jak największą ilością postaci!
Haczyk? Nie będą uznawane posty o treści "Dzielę się opłatkiem ze wszystkimi" - by interakcja została uznana, postaci albo muszą się znaleźć w jednym miejscu, albo musi być podkreślone, jak bohater podchodzi do każdej postaci.
    Zadanie specjalne:
Zostań chytrą babą z Radomia Seattle! Zgarnij ze stołu tacę pełną smakołyków w taki sposób, by nikt Cię nie dostrzegł!
[Profil]
 
 
Jane Hills



I can't be free. I have too much to lose.

Manipulacja mutacją

21%

córka prezesa Hills ART





name:

Jane Hills

age:
17

height / weight:
167/54

Wysłany: 2020-01-06, 23:58   
   Multikonta: Mary Pond


-Proponowałabym gdyby było inaczej?- rozbawiło ją trochę zachowanie jaszczura. Jakby podawała mu sztabki złota, a nie trochę mąki wymieszanej z masłem, cukrem, jajkami i z czym tam jeszcze robi się ciastka. Było w tym coś pociesznego.
W reakcji na pochwałę jaszczurzego mutanta względem ciastek, Jane pokazała na chwilę ząbki w nieco szerszym uśmiechu. To było miłe uczucie, sprawić komuś radość.
-Jak chcesz mogę Ci podać namiary na cukiernię, w której je zamówiłam.- powiedziała nadal stojąc jak ten słup. Chyba to właśnie sprawiło, że ten zauważył jej poddenerwowanie i spytał o to o mało nie powodując, że młoda upuściła tacę. Na szczęście była częściowo oparta o stolik.
-Odwykłam od takich publi...-nie dokończyła, bo przyszedł ktoś nowy. Ruda dziewczyna, która przywitała się z jej rozmówcą. Najwyraźniej go znała. Przedstawiła się jako Elaine Welasly. Brunetka uścisnęła jej dłoń nieśmiało. Była nawet zadowolona, że ktoś jej przerwał to pewnie trochę żałosne otwieranie się przed obcą osobą.
-Jane Hills- przedstawiła się uprzejmie. Jeśli chodzi o otaczające ją kolory, które Elaine widziała to dominowały pewnie szarość, żółć i róż. Było też „nakapane” trochę ciemnego brązu. Zresztą mimo większych teraz starań dziewczyny nadal nie trzeba było mieć specjalnej mocy by zauważyć, że ta jest raczej wycofana.
Natomiast nazwisko, jeśli o samej Jane żadne z nich nie słyszało to mogli skojarzyć firmę jej ojca, Hills ART, która swego czasu współpracowała z DOGS dostarczając im sprzęt. Jakoś udało im się uniknąć poważnego wyroku i ostatnio właściciel firmy zaangażował się w działalność charytatywną mającą chociażby ułatwić niektórym mutantom powrót do społeczeństwa. Jednak to jest już luźna informacja. Nie każdy musiał się tym interesować.
[Profil]
  [0+]
 
Samantha Bartowski



The bottom of the bottle is my only friend.

Alkokineza

3%

Były mieszkaniec DOMu / bezdomna





name:

Samantha Yasmine Bartowski

alias:
Sam, Kowalski

age:
29

height / weight:
170/47

Wysłany: 2020-01-07, 21:07   
   Multikonta: Caroline, Joe
  

   #FPTP

  

   Pierwszy strzał! #ZadaniaMG

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Dzisiaj dopisywał mi wyjątkowo dobry humor. Czy była to zasługa tej niezwykłej wigilii, czy może jednak beforka w towarzystwie mojego braciaka i mojego skarbeczka? Oj, upiło się może z flaszeczkę, co by humorek dopisywał, gdy znajdziemy się na uliczkach między ludźmi i mutantami. A jak o tych tłumach była mowa, to gdzieś między przechodniami zgubiłam wyżej wymienioną dwójkę, więc wędrowałam pomiędzy drzewkami, zbliżałam się do stołów i innych atrakcji, wypatrując wszędzie gdzie mogłam jakiś znajomych twarzy.
Na szczęście - czy może nieszczęście samego zainteresowanego - łatwiej niż drobną blondynkę szło zauważyć żywą Godzillę z tęsknotą wpatrującą się w przesadnie udekorowane ciastka.
- Chris! - Rzuciłam wesoło, praktycznie podbiegając do mężczyzny i rzucając mu się na ramię.- Kopę lat stary! Nie widziałeś gdzieś w okolicy mojej lepszej połówki? - Zapytałam, na nowo zerkając gdzieś w tłumy zbierające się przy choinkach. Nie wiem, czy to przez procenty nieco szumiące w mojej głowie, czy ogólną dekoncentrację - chwilę zajęło mi zorientowanie się, że brunet tutaj poważne konwersacje prowadzi. - Oh, soreczka! - Walnęłam po chwili, dając jaszczurowatemu nieco przestrzeni, a po chwili wyciągając swoją rękę ku kobietkom. - Przyjaciele przyjaciół są moimi przyjaciółmi, Sam. - Przedstawiłam się milutko, po chwili sprawdzając jednak, komu w ogóle łapki swoje podaję i chyba dopiero dwie ostatnie szare komórki w mojej głowie wyczaiły, że rudowłosa jest zdecydowanie za bardzo znajoma. - Soreczka razy dwa! Nawet nie patrzę z kim się witam, haha.
Kolory, które dziś mi mogły towarzyszyć, to zdecydowanie czerwień wymieszana z różem - zresztą, odbijało się to nie tylko na mojej aurze, ale i... Zdecydowanie zbyt krzykliwej kurtce, pod którą... Chowałam kilka sekretów.
- To jak Wam imprezka mija? Bo jak nudnawo, to chyba... Chyba mogłabym na to coś poradzić. - Stwierdziłam w końcu, mrugając wymownie jednym okiem. - Na rozluźnienie też pomaga. - Dodałam po chwili, na krótką chwilę skupiając spojrzenie na zdecydowanie zbyt sztywnej dziewczynie. A że młodociana? No skąd ja miałam takie rzeczy wiedzieć!
Całe szczęście długo jej wzrokiem nie napastowałam, bo skupienie to miałam chyba pijanej wiewiórki, więc moją ciekawość szybko przejął... rżący w stajence osioł. Cóż... Chyba nie było ciężko mnie zachwycić, patrząc po tym, jak oczy mi się zaświeciły na widok tego niepozornego ssaka, no nie?
_________________

The sweet escape...
...Is always laced with a familiar taste of poison...
[Profil]
    [AB-]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2020-01-08, 19:37   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


// pierwszy post tutaj

Święta, święta i takie tam... Jednak teraz były święta inne niż wszystkie przed tem. Bowiem to były pierwsze święta mutantów z ludźmi i co najważniejsze spędzała je z rodziną i z innymi ludźmi. Słysząc o organizacji Wigilli na ulicy od razu zgłosiła się jako ochotnik do pomocy. Chciała dołożyć do tego swoją cegiełkę. Była ciekawa tylko, kiedy pojawi się Ania z Chrisem. Nawet nie była pewna czy się pojawią. Bo nie rozmawiała z bratem na ten temat. Stroiła choinkę z jej koleżanką oraz z innymi ochotnikami. Z ich pracą największa choinka w mieście byłą najpiękniejsza ze wszystkim i najbardziej orignalna. Miała na sobie gotowe ozdoby jak bombki czy łańcuchy, ale też te własną ręcznie robione.
Emma popędziła w stronę rozdawanych opłatków. Sama poszła w tamtym kierunku, ale nie z taką prędkością jak dziewczynka. Cóż może nie była już taka młoda by biegnąć po opłatek. Poza tym na pewno starczy dla wszystkich.
- Cześć jestem Esther - przestawiała się dziewczynie, bo słyszała jak podała swoje imiemie Emmie. Chloe wydawała się miłą dziewczyną i chyba były podobnym wieku. Dlatego postanowiła się przestawić. - Mogę prosić trzy - powiedziała, chociaż nie wiedziała, czy bracia pojawią się to zdecydowała się wziąć. Zawsze może komuś może podarować komuś innemu. W końcu była święta...
- Podzielmy się opłatkiem - powiedziała zarówno do Chloe, jak i Emmy. A później pójdzie poszukać innych znajomych by i z nimi się podzielić.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2020-01-08, 23:46   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Nieznajoma sprawiała wrażenie dość cichej i opanowanej. Bardzo się wyróżniała na tle tego radosnego tłumu, który rwał się do zabaw i śpiewów. Christopher jednak nie uważał tego za coś dziwacznego. W swoim gekonim życiu poznał wielu ludzi o rozmaitych charakterach. Dziewczyna nie była wyjątkiem, choć trochę zaskakujące było to, że nastolatka nie spędzała tego czasu w gronie rówieśników, którzy chyba najbardziej angażowali się w to, aby dzisiejszy wieczór był jak najbardziej huczny i niezapomniany.
Już miał zamiar zapytać o cukiernię, ale do rozmowy przyłączyła się przyjaciółka Chrisa - Elaine. Mężczyzna od razu powitał ją z wielkim uśmiechem, wcale nie będąc zły za to, że im przerwała. Właściwie to liczył na to, że wkrótce się tutaj pojawi.
- Cześć, Elaine! Już myślałem, że się zgubiłaś i będę musiał użyć swoich super gadzich zmysłów, żeby cię wytropić. - zaśmiał się i już zamierzał przedstawić ją nastolatce obok, ale Elaine jak zawsze rwała się do poznawania nowych osób i sama sobie poradziła. Mutant uśmiechnął się pod nosem i zaraz po rudowłosej również postanowił się przedstawić.
- A ja Chris! - rzucił krótko z ciepłym uśmiechem. Nie lubił witać się pełnym imieniem i wolał jak inni mówili do niego po prostu "Chris". Mniej oficjalnie.
Zaraz potem wskazał Elaine pieguski na tacy, którymi wcześniej poczęstowała go nieznajoma.
- Obczaj te ciastka, są super! - powiedział, a później skoro otrzymał pozwolenie zaczął oglądać potrawy na stole. Chris zawsze miał problemy z wyborem jednej rzeczy spośród tak wielu i tym razem nie było inaczej. Prędko przypomniał sobie o pierogach i gdy już uniósł ręce nad blat stołu niczym drapieżnik szykujący się do skoku, poczuł na sobie czyiś ciężar. Zatkało go, gdy zorientował się, że to była Samantha. Na dodatek pijana i w aż nazbyt dobrym nastroju... Gdy się o niego opierała, Chris nie wydusił z siebie żadnego słowa, choć jego mina mówiła "ratunku". Na szczęście jego stara znajoma sama się od niego odsunęła. Kiedy Chris otrząsnął się z tego chwilowego szoku, a jego polowanie na pierogi zakończyło się niepowodzeniem, chrząknął i poprawił się na krześle.
- Co? Nie, dzięki, ja nie piję... - odpowiedział. Bardzo rzadko czegoś odmawiał i było mu z tego powodu dość niezręcznie, co było zresztą widać po uciekającym spojrzeniu.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Louanne Marie - Henning



Życie to zagadka, nie trać czasu, bo jej nie rozwiążesz.

nigdy w życiu

antropolog sądowy/ Wicedyrektor DOGS





name:

Louanne Marie - Henning

alias:
Prinsessa

age:
29

height / weight:
159 / 55

Wysłany: 2020-01-09, 17:44   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lasair
  

   Ucieszyła MG, bo dobrze strzela!

  

   Masz talona na Aarona i balona!


// Post po długiej przerwie

Wojna pomiedzy ludźmi, a mutantami już dawno się zakończyła. Pozostawiając po sobie nie przyjemne żniwa oraz wspomnienia. Zniszczyła wiele rodzin w tym jej i już nic chyba nie będzie takie jak kiedyś. Pomimo tego, że kiedyś z całej siły walczyła z mutantami starając się ich po zamykać lub zabijać. To cieszyła się, że się skończyła ta walka. Teraz mogła skupić się na swojej córeczce i spróbować odbudować relacje z siostrą. Poza tym mała teraz mogła dorastać kraju gdzie panuję spokój. Co też było dla mnie ważne. Chciałam jej pokazać jak wyglądają święta oraz poczuła te atmosferę. Miała już rok czas więc już więcej rozumiała niż miesięczne dziecko. Przechadzałam się miedzy stoiskami z jednego nawet zgarnęłam piernika dla małej Yvonne. Szłam dalej przed siebie... Kto wie może spotkam kogoś znajomego lub nawet Colleen będzie.
_________________

LOUANNE MARIE - HENNING




Anioły najczęściej schodzą na ziemię, wcielając się w role córki - Yvonne Naomi Henning.


[Profil]
  [B-]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2020-01-09, 18:57   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


| z buta wjeżdżam!

Jadąc do T-Mobile Parku, miałem pewne rozkminy. Cóż, jazda samochodem pozwalała nieco pomyśleć, zrelaksować się, poczuć panem swego losu i ogólnie… Niezmiernie cieszyłem się, że miałem dla siebie Albę. Albę Marię Bartowski, gwoli ścisłości. A skoro budziłem się codziennie rano, mając ją u swego boku, to czego mogło mi brakować do pełni szczęścia…?
Uśmiechnąłem się łobuzersko, kiedy z powrotem spojrzałem w stronę jezdni. Ach, Bartowski to ewidentnie był stan umysłu. Gdyby Bartowski miało być jedynie zwykłym nazwiskiem, świat byłby zbyt prosty, za mało skomplikowany i nudny przy okazji.
Na miejscu wysiadłem, otwierając drzwi mojej królowej. Tak, czułem się trochę jak taki Król Balu w towarzystwie najpiękniejszej Królowej Balu, choć przecież przyjechaliśmy jedynie na uliczną wigilię. Hehehe. Nic wielkiego, a może jednak?
Cmoknąłem ją w policzek i przytuliłem do siebie. Ruszyliśmy zaraz w tłum, rozdzielając się gdzieś w połowie drogi. Ja pomknąłem w kierunku swojej lambadziary… A przynajmniej tak mi wyglądała Samantha w tym dzikim, charakterystycznym płaszczu. Ja wyrosłem na schludnego – powiedzmy, że schludnego, bo właśnie zdejmowałem całkiem oszałamiające okulary przeciwsłoneczne z nosa – i przystojnego młodzieńca, a ona to ona. Mały zgred-upijacz.
Po drodze postanowiłem podręczyć jakieś biedne mutanty.
- Co to za objadanie się przed pierwszą gwiazdką? Hmm? – zapytałem i dumnie stwierdziłem, że utrzymałem sam w sobie wstrzemięźliwość. Nie jadłem, nawet alkoholu nie piłem. Grzeczny chłopak, hihi.
Podbiegłem do niej, jak gdyby była butelką Zbyszka i złapałem ją w ramiona, unosząc w górę… jakby była butelką Zbyszka, przez którą pragnąłem ujrzeć najwyraźniej pierwszą gwiazdkę. Przy okazji zapewne ściskałem ją niewygodnie – dla niej – i zapewne zbyt mocno. Zreflektowałem się i odstawiłem ją na ziemię, zanim zaczęła wzywać pomoc albo – co gorsza – wymiotować.
- Co tam, Bartowski? – zagadałem.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5