Poprzedni temat «» Następny temat
Sala chorych
Autor Wiadomość
The Gifted



kocham tworzyć tematy i nie tylko

jestem kontem specjalnym

milio

Admin





name:

The Gifted

Wysłany: 2019-11-19, 01:32   Sala chorych



Trzecia część pomieszczenia, w którym znajdują się kolejne szpitalne łózka.
[Profil]
 
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-11-21, 00:43   

/ 4 kwietnia - wczesny ranek

Fabryka była przygotowywana potajemnie, w ukryciu przez ostatnie tygodnie odkąd została odszukana przez jednego z członków rebelii. Wykorzystana miała być na drugą siedzibę. Jednakże w obliczu planowanych wydarzeń, związanych z uratowaniem uwięzionych mutantów z Dzielnicy Ochrony Mutantów, zadecydowano by to właśnie tutaj ich wszystkich sprowadzić, dzięki temu siedziby Bractwa i Rebelii były bezpieczne, na wypadek pościgu czy poszukiwań.
To pomieszczenie, przygotowano dla medyków przebywających w obu ugrupowaniach. Pomieszczenie posiada sporo łóżek medycznych, sprowadzonych z opuszczonych szpitali i przychodni. Część zakupiono i wypożyczono. Na wypadek dużej ilości rannych. Sprowadzono środki medyczne jakie na listach zostały przygotowane łowieckim rangą członka Bractwa i Rebelii, by je wykradli lub w inny sposób zdobyli. Gazy, bandaże, środki przeciwbólowe, rękawiczki, płyny odkażające, taśmy i wiele innych przyrządów.
Już z samego rana, jak jedna grupa wyjechała by uratować uwięzionych, druga skierowała się od razu do fabryki, aby wszystko co trzeba przygotować na przyjęcie rannych. Istniało podejrzenie, że takowi mogą się trafić, chociażby nawet z problemami nadużycia mocy.
[Profil]
 
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-11-24, 16:41   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


/z eventu bardzo ranna


Nie podejrzewałam, że Aaron mógłby zrobić mi coś takiego. Dopiero teraz do mnie dotarło jak bardzo go zranili, jak bardzo nie miałam na to wpływu, chociaż planowałam zmienić to co mu zrobili.
Tymczasem powinnam zająć się sobą, od momentu jak dostałam żarem od mojego przyjaciela połknęłam chyba pół opakowania moich tabletek przeciwbólowych, ale dałam radę jakoś powtarzam jakoś wsiąśc do auta i wysiąść w miejscu docelowym. W momencie jak ktoś mnie dotykał lub po prostu sama próbowałam ruszyć lewą ręką po prostu zaciskałam zęby, a w niektórych momentach po prostu krzyczałam. Bolało, tak bardzo to bolało....
Najgorsze było to, że moje ciuchy może i się spaliły, ale zamiast myśleć o tym, że ubrania wtopiły mi się w skórę po prostu myślałam nad tym jak trzyma się Aaron. Jak mu pomóc. Jeden z mutantów podtrzymywał mnie i pomógł dojść do sali gdzie od razu usiadłam na jednej z dalszych prycz. Nie wiedziałam kto robi za lekarza, ale wiedziałam, że muszę skontaktować się z Rocky. Dobrze by było gdybym mogła się ruszyć, ale wolałam tego uniknąć, bo ból był nie do wytrzymania.
Położyłam się i czekałam nie ruszając. No prawie się nie ruszając, bo wyciągnęłam z kieszeni kilka tabletek i szybko je połknęłam. Wiedziałam, że zaraz mi się skończą, ale nie interesowało mnie to. Wszystko mnie bolało, głowa ręka noga a do tego czułam się tak słabo, że wydawało mi się, że zaraz zemdleje.
Przyglądałam się wchodzącym i wychodzącym osobom.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-11-26, 18:20   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


/Najnowsza gra/

Amber dostała cynk, że może przydać się Bractwu i pomóc rannym. Po drodze wstąpiła do apteki i kupiła wiele bandaży, plastrów, wodę utlenioną i innych rzeczy. Jeśli Rudzinka nie nada się zbytnio do opatrywania, to chociaż będzie asystotować. A może zajmie się podawaniem jedzenia poszkodowanym. Jackson czekała na kogoś kto by pokierował ją. Stała tak w zapakowaną torbą po same brzegi przewieszoną przez ramię i czekała. Miała nadzieję, że spotka tutaj kogoś znajomego.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-11-26, 21:56   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


| po nocnej randeczce z Imarko

A kto tu przyszedł? Pan doskonały, niszczyciel nudy i pogromca bezwzględnego pecha! Oto ja, Philander… Dobra, Phil Neumann, Agent Lucasa! Tak, już zawsze na zawsze zamierzałem pełnić tę rolę, a by tego dokonać, cóż, potrzebowała mojego Lucasa. Aby miałem przeogromną nadzieję, że ten gdzieś tu był, że udało mu się zwiać z D.O.M.u z innymi jego mieszkańcami.
Dlatego przekroczywszy próg, zostawiłem Imarkę samej sobie. Zapewne chciała uściskać swoich przyjaciół z Bractwa i upewnić się, że wszyscy żyją, a potem im wszystkim po kolei pomagać, więc i tak byłem jej zbędny. Plus, zawsze mogła potem mnie złapać, wyprzytulkać albo prędzej wykorzystać…, gdyby potrzebowała jakiejś pomocy, bo to oczywiste, że w żaden inny sposób by tego nie zrobiła. W sensie, że nie wykorzystałaby mnie seksualnie. O nie!
Uśmiechnąłem się. Nie, jeszcze nie namierzyłam Lucasa swoim spojrzeniem, ale widziałem wiele znajomych mordek. Niektóre były nieco pokiereszowane. Ale dali radę! Byłem dumny!
- O, hej! Śliczna, widzę, żeś gotowa do boju, więc śmiało… – odezwałem się do jakiejś rudowłosej pannicy. Stała nieco zdezorientowana z wielką torbą – zapewne samych doskonałości – i za bardzo nie wiedziała, w którą stronę ruszyć przez panujący wokół harmider. Przejąłem od niej torbę i poprowadziłem ją do najbliższej ofiary wydarzeń spod rogatek. Torbę odstawiłem na blat.
- Poparzenie… Poradzisz sobie? – zapytałem ją tak kontrolnie, bo zaraz pewnie i tak miałem stąd czmychnąć. Aaale! Zawsze mogłem kogoś do niej przysłać jako wsparcie… O, właśnie! – Przyślę tu kogoś z wodą. Tymczasem wybaczcie, moje drogie, muszę kogoś znaleźć… Sprawa pilna! – odparłem, choć wątpiłem, by poszkodowanej były w głowie moje usprawiedliwienia. Jej poparzenia wyglądały paskudnie. Nie było co owijać w bawełnę.
Po drodze zaczepiłem kogoś o tę wodę, sam zaś wybrałem się na dalsze poszukiwania.
[Profil]
  [AB+]
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2019-11-27, 13:16   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Czas spędzony w Dzielnicy Ochrony Mutantów zlewał się w jedno. Lekarstwo, nadal nie wiedziałem o co w tym wszystkim chodziło. Co tydzień jednak pobierali mi krew, po jakimś czasie nie miałem siły się nawet stawiać. Chciałem już tylko zaznać chwili spokoju no dobrze może nie chwili a dwóch czy nawet trzech, Kiedy już myślałem że się uda, coś zaczęło się dziać. Nie pamiętałem zbyt wiele, zobaczyłem wiele nowych twarzy. To niemożliwe żeby złapali ich aż tyle prawda? W całym tym chaosie nie zauważyłem nawet że moja obroża została uszkodzona. Nie było to ważne, przecież wydostaliśmy się stamtąd. W końcu zaznam chociaż odrobiny wolności a nawet jeśli nie to będę wśród swoich w innym miejscu niż to. Kiedy przenieśli nas do jakiejś sali która wyglądała jakby była specjalnie przygotowana dla nich. Nie byłem ranny, ot kilka siniaków, zadrapań i małe rozcięcie na lewym policzku. Nie wiedziałem gdzie się podziać, nauczony doświadczeniem usiadłem w rogu sali, próbując być jak najmniej zauważalny. Wydawało mi się nawet, że widziałem kogoś mi znanego od bardzo dawna. Skarciłem się jednak w myślach, nie było to przecież możliwe prawda? ON nie mógł tu być.
_________________
"Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
[Profil]
  [A+]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-11-27, 18:59   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Gorzej, bo jakoś nie potrafiłem go namierzyć swoim spojrzeniem, a całą fabrykę obleciałem wzdłuż i wszerz! Oczywiście po drodze zagadano mnie niejednokrotnie, więc na moment mogłem stracić kilka sekund, przez które ten mógł przemknąć niezauważony, ale nawet załączone szczęście nie wepchnęło go w moje ramiona. Normalnie tak, jak gdyby go tu nie było, jak gdyby wciąż był gdzieś tam biedny i sam. Serce mi pękało, kiedy powoli traciłem wiarę w to, że w końcu Lucas do mnie wróci.
Miałem właśnie iść żalić się Imarce, że los mi takim podłym i ogólnie pfe-złym, ale w końcu go ujrzałem. Siedział w kącie, drobny taki, zaniedbany, zmarnowany… I ŻYWY. I poturbowany… ALE ŻYWY! Lucas Hope, ciastek nad ciastkami!
- LUCAS! – krzyknąłem, przedzierając się do niego. Kiedy w końcu stanąłem naprzeciwko niego, porwałem go w ramiona i przytuliłem miśkowato. Zaraz też odsunąłem się na kroczek, by go całego obejrzeć i zdecydowanie bardzo nie spodobała mi się ta rana na jego buźce… I miał zapadnięte policzki. Tak bardziej zapadnięte, a nie tak należycie zapadnięte. Wstrętne D.O.G.S. Z pewnością nie robili mu na śniadanie smoothie z mango, ananasa, mleka kokosowego i truskawek! Paskudy!
- TY ŻYJESZ! Wybacz, mój drogi, ale nie mogłem cię wyciągnąć wcześniej z tego przebrzydłego D.O.M.u – odparłem, rzucając się na biedaka jeszcze raz ze swoimi łapami. Wtuliłem się w niego, garbiąc nieco, bo też nasz różwny wzrost był nieco kłopotliwy.
Och, Lucasie! Przysparzałeś mi zawsze milion zmartwień… Musieliśmy, niechybnie, oczyścić jego dobre imię, wrócić do modelingu… O, tę jego mordkę doprowadzić do porządku. KONIECZNIE.
- Wiesz co… Chodźmy lepiej ci to opatrzyć. Jesteś jeszcze gdzieś ranny? – zapytałem, wskazując na jego policzek. Tak, już go puściłem i nie ściskałem. Miał już czym oddychać.
[Profil]
  [AB+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-11-27, 20:38   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


//po wszystkim

Do fabryki przyjechała jakiś czas temu wraz z innymi sanitariuszami. Mieli zająć się rannymi i doprowadzić ich po porządku. Właśnie to robiła jak tylko pojawił się pierwszy transport. Jedni mieli tylko kilka zadrapań, których wystarczyło nie wiele. Inni byli trochę bardziej rannych. Szkoda tylko, że nikt nie klasyfikował rannych, bo wtedy poszło szybciej. Każdemu trzeba było poświęcić kilka minut. Nim przeszło się do faktycznego leczenia. Tak właśnie skończyła kolejnego pacjenta ze zwykłym zadrapaniem. Kiedy dostrzegła ducha... Nie takiego prawdziwego. Jednak osobę, której tutaj w ogóle nie powinno być. A mianowicie chodzi o jej przeklętą siostrę, która zawsze wpakuje się kłopoty. Dostrzegła nad nią dziewczynę, którą kiedyś rozmawiała. Jednak widząc to, że dziewczyna nie wie za bardzo jak się zająć. Postanowiła się wtrącić.
- Tylko nie próbuj jej niczego smarować. Jak możesz to przynieś wodę - powiedziała do niej. Przy tych poważniejszych poparzeniach smarowanie ich było wręcz zakazane. Bez niczego wzięła jej rękę by się przyjrzeć. - Masz więcej szczeście niż rozmu wygląda to na drugiego, może trzeciego stopnia poparzenia. Na szczęście nie czartego - powiedziała do siostry. Jakby to był trzeci, czwarty miałby innych kolor i nie odczuwałaby nic.
- Zawsze musisz wpakować się największe szambo - dodała do siostry...
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Amber Jackson



She is like a wind

zmiennokształność

15%

rysownik/malarka, informator





name:

Amber Jackson

alias:
Rogue/Kitty

age:
26

Wysłany: 2019-11-28, 20:22   
   Multikonta: Gabriel Lacroix/Cheryl Moonwater
  

   1 Rok na Giftedach!


Naprawdę Amber była zdezorientowana. Jednak znalazł się jakiś nieznajomy i trochę ją pokierował.
- Cześć - odrzekła tylko i kiwnęła głową.
Po chwili trochę się ruszyła to przechwyciła ją jakaś nieznana jej kobieta i poradziła by ruszyła po wodę. Właśnie to uczyniła. W sumie zwyczajną wodę miała u siebie w torbie. Przyniosła dwie butelki.
- Pomożesz mi? - zapytała blondynkę.
_________________

What is love? Baby don't hurt me.
Don't hurt me. No more.
Rogue
[mru]
[Profil]
  [0+]
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2019-11-29, 14:12   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Szok był widoczny na mojej twarzy kiedy usłyszałem swoje imię. Zaraz potem ujrzałem twarz osoby której myślałem że już nie ujrzę. Byłem tak zdezorientowany, że na początku nawet nie zareagowałem na to co ten człowiek robił. Dopiero kiedy siniaki na ramionach dały o sobie znać skrzywiłem się i kiedy tylko mnie puścił cofnąłem się w stronę ściany.
-Łapy precz!- Z mojego gardła wydostał się melodyjny, niezbyt głośny krzyk kiedy tylko zebrałem się na odwagę odezwać. Pierwszy raz od bardzo dawna próbując wykorzystać swoją moc w pewnym stopniu do obrony. Phil raczej do zbyt słabych nie należał więc musiałem uważać by mnie nie uszkodził jeszcze bardziej. Jego wyjaśnienia były niepotrzebne, zdziwiłem się iż nadal mnie pamięta. Byłem pewny, że już znalazł sobie kogoś innego do pracy. Trochę zgarbiłem się jednocześnie obejmując się ramionami na których widać było dosyć sporo ranek po pobieraniach krwi. Nadal nie wiedziałem o co im z tym chodziło.
_________________
"Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
[Profil]
  [A+]
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-11-29, 18:19   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Wiedziałam że to wszystko nie poszło tak jak planowaliśmy. Wiedziałam że teraz przez ten wybuch wszystko poszło się kichać, ale miałam nadzieję że Aaronowi nic nie jest. Miałam nadzieję.
Może byłam glupia martwiąc się o niego ale byl moim przyjacielem. Był... czy nadal nim jest? Nie wiem ale wiem że Sami potrzebuje nas wszystkich a on jest jedyna jej rodziną którą znam.
Zemszcze się.... zemszcze się za nich obu.
Siedziałam i patrzyłam na ludzi chodzących i rannych.
Po chwili podeszła do mnie rudowlosa dziewczyna a raczej została przyprowadzona do mojego łóżka.
Uśmiechnęłam się do niej blado. A po chwili na prawdę zrobiłam się strasznie blada. Zobaczyłam moją siostrę. Ech... jakby nie było mi dość problemów.
Podeszła do mnie i zaczęła wydawać polecenia tej rudej. Siedziałam cicho myśląc czy będzie na mnie zła.
Złapała moją rękę, a ja syknelam z bólu. Schowalam drugą ręką tabletki pod poduszkę.
- pomożesz? - uśmiechnęła się do niej gdy ta podała perfekcyjnie co mi jest. Po sekundzie parsklam patrząc na nią spod byka.
- dokładnie. Przynajmniej próbowałam pomóc uwolnić się innym i jak widać nawet się to udało. - powiedziałam i spojrzałam z uśmiechem na ludzi chodzących w tą i tamtą.
- boli jak cholera więc ? - zamknęłam na rudą która przyniosła butelki wody.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Phil Neumann



I'm the whole damn cake and the cherry on top

Szczęście

69%

Boss mafii, a Papa boss to mój boss





name:

Phil Ashley Neumann

alias:
Agent Lucasa, Lucky, John Smith

age:
33

height / weight:
188/76

Wysłany: 2019-12-01, 12:30   
   Multikonta: Aaron Bee, Averill Bee
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Uniosłem dłonie w pokojowym geście. Nie rozumiałem z początku zachowania Lucasa, ale nim cokolwiek do mnie dotarło, uśmiechnąłem się oniemiały czy też rozmarzony, bo Lucas miał tak cudowny głos… Ach, ten banan nie schodził z mojej twarzy.
- Lu, spokojnie… To ja, pamiętasz? Twój agent – odparłem miękko, lekko. Niczym piórko. Ale nie tak melodyjnie jak Lucas Hope. Ten Lucas Hope to on w sumie powinien być muzykiem, melodyjnie szeptać słowa pannicom do uszu przez słuchawki odtwarzaczy czy inne głośniki. Powinien hipnotyzować tłumy… Może powinien zahipnotyzować D.O.G.S.? O nie! Hipnotyzował mnie!
Postanowiłem załączyć szczęście, a znając mnie, za każdym razem, kiedy ten przebrzydły, ale nadal piękny fizycznie, Hope, będzie próbował mnie tu omamić, coś wybije mnie z tych romantyzmów. Krzyk, strzał, zawodzące jęki albo po prostu stuknięcie? Hm… Powinno zadziałać, inaczej skończę z nim w łóżku… czego nie widziałem, a przynajmniej nie chciałem widzieć oczami swojej wyobraźni. No, cóż, nie udało się tego uniknąć, tej wizji w sensie, ale przywołanie w głowie obrazu Imarki i wspomnienie naszych daaawnych, wspólnie spędzonych nocy mi to rekompensowało.
- Lucas! Bądź grzeczny! – rzuciłem do niego karcąco, nawet palucha na niego uniosłem. Nu-nu! – Trzeba cię opatrzyć… Zbadać! Chyba bardziej zaawansowanie zbadać, bo pewnie masz połamane żebra – stwierdziłem niepocieszony. Odskoczył ode mnie jakbym parzył… A może to te ukłucia. Co oni mu robili? Faszerowali narkotykami?!
- Lu… Upiekę ci ulubione ciasto, aby mi pokaż rękę i daj się zbadać, dobrzeee? – zapytałem delikatnie, jak gdybym mówił do przerażonego zwierzątka. Albo dziecka. Ale zwierzę a dziecko to w sumie nie jedno i to samo? Cóż, Lu był dla mnie podopiecznym, dla którego nawet nerkę bym oddał, a co!
[Profil]
  [AB+]
 
Rocky Roseberry



W rękach dobrego lekarza i woda staje się lekarstwem.

Hemokinezy

87%

Sanitariusz





name:

Rocky Roseberry

alias:
Sienna

age:
24

height / weight:
154 / 45

Wysłany: 2019-12-02, 21:01   
   Multikonta: Esta, Lou, Lasair
  

   1 Rok na Giftedach!


Wzięła rękę siostry by bardziej się jej przyjrzeć i określić, jaki wstanie jest skór nie licząc tego, że materiał jej w niej wtopiony. Widząc jak się skrzywiła z bólu. Uśmiechnęła się mimowolnie, chociaż wcale nie cieszyła się z cierpienia siostry. To jednak to, że czuje ból jest dobrą oznaką. Może odbędzie się bez przeszczepu... Tylko najpierw trzeba było oczyścić ranę z materiału i z innych zanieczyszczeń. By na sto procent ocenić stan skóry właściwiej.
- Jeszcze się pytasz... Oczywiście, że tak - powiedziała do niej. Bo chociaż była na nią zła i miała ochotę ściągnąć tutaj Sam. By znowu nie musieć zgrywać tej ZŁEJ, a ktoś musiał jej suszyć głowę. Być może wbije się do niej trochę oleju i przestanie nie potrzebnie pchać się w paszcze lwa. - W ogóle skąd ty wiedziałaś o ataku. Nie miałaś przypadkiem zająć się swoją przyjaciółką - powiedziała do niej, bo przecież pamięta jak zalecała Ricki opiekę i instruktowała ją o zmianie opatrunków.
- Zachowaj te gadkę dla kogoś kto cię nie zna - dodała do niej, bo wcale nie wierzyła, że chodziło tylko o uwolnienie innych. Znała Ricki zanimi obie przyszły na świat, a przez większość życia musiały wszystkim się dzielić.
Spojrzała na dziewczynę, która przyniosła wodę, przelała ją do miski, by łatwiejszy był dostęp do wody.
- Tak pomogę ci... Znasz się trochę na medycynie bądź na pierwszej pomocy? - zwróciła się do dziewczyny. Przecież oczywiste było, że pomoże jej, ale też chciała wiedzieć, jaką dziewczyna posiada wiedzę. Czy przypadkiem nie była tylko zwykłym ochotnikiem, który ma zerowe pojęcie o pierwszej pomocy, a już nie mówiąc o medycynie. - Pierwszej kolejność samą wodą należy oczyścić ranę. By później można było przeprowadzić zabieg z usuwaniem materiału - poinstrukowąła dziewczynę i pokazała jak najlepiej oczyszczać ranę. Jednak nie mogły cały czas we dwie zajmować się jedną osobą. Najchętniej to by jednak i tak przeprowadziła przeszczep ze skóry, ale wcześniej usuwając skórę z materiałem. Zmniejszyłoby to ilość blizn, bo miała tylko by je na łączach skór, a nie na całej ręce.
_________________
[Profil]
    [A-]
 
Lucas Hope



I'm invisible until someone needs me

Syreni Śpiew

54%

Model





name:

Lucas Hope

age:
20

height / weight:
188 / 77

Wysłany: 2019-12-10, 12:57   
   Multikonta: Magnus
  

   #GayPride


Dziwne zachowanie Phila uświadomiło mnie, że moja moc znowu działa. Odczułem tak wielką ulgę jakby nagle ktoś zdjął mi z barków wielki ciężar. Przez dłuższy moment ignorowałem agenta z przymkniętymi oczami opierając się o ścianę za mną.
-Dobrze dam się zbadać ale żadnych igieł- Zastrzegłem, patrząc na niego twardo. Nie miałem zamiaru znowu dać się kłuć tylko przez to że chcieli sprawdzić czy nic mi nie jest. Przeżyłem do teraz więc nie było się o co martwić.
-Poza tym odpowiedz mi na jedno pytanie. Ci ludzie, mówili że moja krew to jakieś lekarstwo. O co z tym do cholery chodziło?- Zażądałem odpowiedzi melodyjnym tonem żeby upewnić się że dostanę jakąkolwiek odpowiedź. W czasie mówienia, powoli lecz stanowczo zmniejszałem odległość między mną a Philem tak że przy ostatnich słowach dzieliło nas jedynie około dwadzieścia centymetrów. Był ode mnie masywniejszy jednak wzrostem mu nie ustępowałem.
_________________
"Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem"
[Profil]
  [A+]
 
Christian Wilson



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

68%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Wilson (Spivey)

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2019-12-20, 11:40   
   Multikonta: Ruth
  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


//z Głównych Tuneli

Szczerze mogłem powiedzieć, że byłem z siebie dumny, bo dzisiaj zyskałem to na co tak długo czekałem. Znów miałem rodzeństwo no przynajmniej brata, bo siostry jeszcze nie wiedziałem. Również przede wszystkim wydostaliśmy się z DOMu oraz tuneli, a nawet udało nam się znaleźć punkt zbiórki z którego przewieziono nas do bezpiecznego miejsca. Nie zależało mi na tym by wiedzieć gdzie ono jest. Liczyło się to, że znowu jest szansa na odbudowanie nasze rodzinny. Chociaż zdawałem sobie sprawę, że to będzie trudne. Zwłaszcza, że nie wiedziałam gdzie jest moja ukochana, a Nicka nie za bardzo go pamięta. To jednak mamy siebie... A to było najważniejsze. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce brat wysłał mnie do sali chorych. Cóż wolałbym pójść na jakieś dobre piwo, ale moje ramie miało inne plany. Dlatego tez posłuchałem go i udałem się wskazanym miejsce. Jeszcze przed wejściem tam pozbyłem się górnej część munduru. Już po drodze widziałem nie chętne spojrzenia w moją stronę. Jednak nie przejmowałem się tym zbytnio... Wolałem ciągnąć to dla siebie i dla swojego komfortu. Pomógł mi w tym jakiś dzieciak, który chciał to wziąć dla siebie. Niech bierze... mnie to nie będzie potrzebne. Dopiero wtedy wszedłem na sale. Cóż trzeb przyznać, że panował tu mały harmider. Dlatego zająłem miejsce gdzieś pod ścianą i postanowiłem cierpliwie poczekać aż nadejdzie moja kolej.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 5