Poprzedni temat «» Następny temat
Rogatki
Autor Wiadomość
Christian Wilson



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

68%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Wilson (Spivey)

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2019-11-13, 12:59   
   Multikonta: Ruth
  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Widząc, że podchodzą do budki podniosłem broń celując do nich. Zachowując się tak, jakbym poczekał na nie przyjaciół. Widząc mundury Rządowe opuściłem zrezygnowany broń i spojrzałem na nich. Jakbym czekał na to co oni zrobią. Musiałem grać to, że jednak jestem po ich stronie. Zwłaszcza, że tamci mają przewagę liczebną, czołgi oraz na pewno sprawną broń. Nie to co ja złamanym ramieniem, zmęczony, przemoknięty oraz z uszkodzoną bronią. Którą defackto sam uszkodziłem obronie brata.
- Jak to co... Atakują, przedarli się dalej i ogólnie jedno wielki gówno - powiedziałem do nich, bo jakby nie wiedzieli. Przecież widać zniszczenia oraz gdzie nie gdzie ciała innych co wybuch rozwalił. Miałem tylko, że nadzieję iż Nick i jego towarzysze usłyszeli alarm i połączyli go z atakiem.
- Pomoże mi ktoś wstać - dodałem odkładając całkiem broń na podłogę. - Bo wypadało by posprzątać ten syf i znaleźć tych mutantów.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Marian Cook



The only real stumbling block is fear of failure. In cooking you've got to have a what-the-hell attitude

Gastrofereza

73%

wolontariusz/Kucharz w Bractwie





name:

Marian Cook

alias:
Jason Grimoire

age:
21

height / weight:
1,85/72

Wysłany: 2019-11-13, 18:24   
   Multikonta: -
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!


W głowie Mariana muzyka grała, nie do końca przyjemna- lecz tempa przyspieszała. "Pumped up Kicks" tytuł jej dobrze znany, w sytuację jego idealnie wręcz wkomponowany. Bóle brzuszne i inne przeszkody sprawiały problem- ale i dodawały mu swobody. Jedna myśl mu się teraz plątała, uciekać- bo bez ucieczki trwoga by nastała. Rozglądał się czy aby na pewno w dobrą stronę ruszył, ale zły to był pomysł- błędnik mu rozjuszył. Nie czas na żadnej plany i spiski, trzeba uciekać- bo koniec jest już bliski.
_________________
"Your world is right there, go, run.
Faster than a sight, faster than a sound,
Your burning soul, your open mind,
And just a little of your time-
That's all you need to reach the sun."
[Profil]
  [B+]
 
Bradley Grey



Awesome

manipulacja Magią Chaosu

88%

szuka zemsty





name:

Bradley Grey,

alias:
Adam Bishop / Warlock Lord

age:
27

height / weight:
183 / 80

Wysłany: 2019-11-13, 19:44   
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Ciężko mu było Aarona nazwać wrogiem. Nigdy się specjalnie nie lubili, ale nawet teraz, gdy był po przeciwnej stronie barykady nie mógł go nazwać wrogiem. Nie miał dla niego zarezerwowanych żadnych skrajnych emocji, a wcześniej właściwie bronił się tylko przed nim. Niespecjalnie chciał mu robić krzywdę, chociaż de facto nie zawahałby się, gdyby widział taką konieczność.
I już chciał się wycofać, ale poczuł jak ściska go w żołądku. Padł na kolana i przez dłuższą chwilę cierpiał katusze. Dopiero po jakimś czasie ból zelżał na tyle, że stał się znośny. Brad miał sporą odporność na ból po wszystkim co przeszedł, niemniej takie dolegliwości nigdy nie są przyjemne.
Gdy poczuł się względnie dobrze zobaczył Aarona i Ricky. Dziewczynę znał jeszcze z czasów obozu, ale choć była nieprzytomna to nie ruszył jej na ratunek. Był już przy niej Bartkowski i Edams. Wtedy usłyszał polecenie Nicholasa przez komunikator, by wszyscy skierowali się do komisariatu. Już pod nim był, więc daleko nie miał. Co więc działo się przy rogatkach?
Po chwili dostrzegł Nicholasa, który celuje swoją bronią w Aarona. Spojrzał na niego i gdy nawiązali kontakt wzrokowy, Bradley również wymierzył broń w Bartkowskiego. Nie wcinał się Vincentowi, który chwycił Ricky (jeśli poszło zgodnie z planem).
- Co się dzieje przy rogatkach? - zapytał swojego dowódcę, gdy znalazł się na tyle blisko, żeby nie musieć krzyczeć.
Nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, ale bardziej obserwował otoczenie niż Aarona. Na nim już i tak spoczywał wzrok Nicholasa i Vincenta. Brad patrzył czy zagrożenie nie nadchodzi z innej strony.
Wtedy dostrzegł jego - Mariana, którego również znał z obozu i który pomógł mu wtedy wrócić do formy po jego niewoli w GC. Teraz nie wyglądał najlepiej i chyba szedł w złą stronę. Brad jaki był taki był, ale czuł dług wdzięczności do mężczyzny.
- MARIAN! TUTAJ! - krzyknął do niego, bo miał wrażenie, że nie może się odnaleźć. Nagle zrozumiał dlaczego wcześniej poczuł taki ból brzucha. To jego wina! Niemniej nie wiedział dokładnie co się stało, więc zakomunikował dowódcy, że idzie po jeszcze jedną osobę.
- Wszystko dobrze, stary? To ja, Brad. Spadajmy stąd - gdy tylko do niego dobiegł, wskazał mu odpowiedni kierunek, o którym mówił Nicholas. Jeśli Marian miał problemy z chodzeniem to pomógł mu, zarzucając jego rękę na swoje ramiona i prowadząc go najszybciej jak się da w miejsce ewakuacji, gdzie była już reszta i jaszczur.
_________________

I'll start a riot
until you hear me
[mru]
[Profil]
  [A-]
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

77%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2019-11-13, 19:57   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie

  

   2 Lata Giftedów!


Oj tam fryzura po prostu jeszcze bardziej niesforna niż zwykle. Ale co się jej dziwić jak przed chwilą miała bliskie spotkanie z prądem. Jednak przyniosło to oczekiwany skutek i teraz mogła iść z uwolnionymi ludźmi na wolność. Bo chociaż Rząd zabrał im człowieczeństwo to ona nadal w nich i w sobie ludzi. Tylko z dodatkowymi umiejętnościami. Jedni potrafią pięknie śpiewać i grać, a inni władać żywiołami bądź mają inne zdolności. Nie uważała siebie za dowódcę tylko za osobę, która pragnie pomagać innym Teraz zamierzała wypuść ich na wolność.
Natykając się w korytarzu na trójkę obcych sobie ludzi. Spojrzała na nich jednego wydawało się jej, że kojarzy z widzenia. Jednak kobietę i towarzyszącego jej mężczyznę nie kojarzyła. Nie mieli na sobie mundurów i zachowywali się tak jakby nie byli na miejscu. Dlatego też Lasair stwierdziła, że muszą być to towarzysze tego co ją uratował przy rogatkach. Dlatego wyszła wraz z nimi komisariatu. Widząc co tam się rozgrywa uniosła lekko brew do góry, bo to nie wyglądało za ciekawie. Wręcz bardziej groteskowo.
Wzięła od mężczyzny klucze i na razie je schowała nie było na to czasu. Musieli, a raczej musiały wydostać ze stąd tych nieszczęśników. Jak dziewczyna poprosiłaby wskazać drogę do muru jak najdalej od rogatek. Skinęłam jej głową, chociaż zastanowiła się, dlaczego nie lepiej było wyjść bramą. Jednak skoro rozważali inne drogi to mieli ku temu powód. Dlatego też pokierowała ją i towarzyszących sobie mutantów do muru. Chociaż nie miała pojęcia jak dziewczyna zamierza go przejść.
- Jeśli możesz to najpierw sama dostań się na górę w ten sposób będziesz mogła przenieść na górę bądź od razu na drugą stronę - powiedziała, bo nie wiedziała, na jakiej zasadzie jej moc się opiera czy na teleportacji, ale musi widzieć punkt docelowy czy lewitacji albo inny sposób. Tak przenosząc na górę i drugą stronę rzeczywiście będzie dość meczące.
- Poza tym nie lepiej go wysadzić jak bramę przy Rogatkach. Strażników i tak nie było przed komisariatem więc planują coś grubszego i każda sekunda się liczy - dodała do dziewczyny. Gdyby tutaj nie chodziło o tych wszystkich mutantów, którym przecież obiecała wolność. Nie szukałaby najszybszego rozwiązania. - Czy ktoś z was jakiś pomysł moc, która pozwoliłaby nam się wydostać - zwróciła się do mutantów, którzy byli z nimi. Mieli razem zawalczyć o wolność, a może ktoś ma jakieś ciekawe zdolność. Jak na przykład będzie mógł narysować im drzwi.
[Profil]
    [A+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-11-13, 21:38   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Jedna wielką zagadką było to co działo się teraz z organizmem dziewczyny. Chociaż ta nie zjadła niczego co mogło jej zaszkodzi i moment też nie był najlepszy. To jedyne logiczne wyjaśnieniem było to, że tak zareagował jej organizm na to co widziała. Próbowała zorientować się tym co się dzieję z nią i z jej towarzyszami. Nie mogąc nikogo zobaczyć ani też zapanować nad sobą. Zdecydowała się skierować do wyjścia. Nie doszła za daleko, gdy usłyszała komunikat oraz polecenie Nicka. Nie było sensu wracać pod komisariat. Skoro wejście było spalone i nie zbyt bezpieczne wymagało to poszukania innej drogi. Tylko jakiej... Nie znała DOMu na tyle by wiedzieć co gdzie się znajduje czy są inne drogi. Pod komisariat też nie było czas zawracać. Wtedy też dostrzegła dziewczynę (Leilah). Kojarzyła ją wcześniej była na spotkaniu rebelii z bractwem oraz też zdaję się ta doskonale zdawała sobie sprawę gdzie idzie. Nie widząc innego wyjścia i decydując się posłuchać swojej intuicji. Postanowiła skierować się za nią. Starając się nie zgłubić dziewczyny z oczów... Szła za nią licząc, że ta faktycznie wie dokąd zmierza i zna jakieś wyjście. Nie było zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Dlatego też poszła za nią... Oby tylko intuicja jej nie zawiodła
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Mistrz Gry



zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie

wszystkie moce

milio

denerwuję ludzi i mutantów





name:

Mistrz Gry

Wysłany: 2019-11-14, 19:08   

Na spotkania z damami należy przychodzić pierwszym.
Śmierć - to też dama.


Jak dobrze, że nikt odgórnie nie definiował, kiedy to spotkanie ma nadejść...

Po niepokojącej wiadomości ze strony sojuszników atakujących, można było zauważyć nagły zwrot mutantów z bliskiej okolicy. Osoby, które do tej pory kierowały się w stronę rogatek, niemal natychmiast wykręciły w boczne uliczki bądź cofnęły się w kierunku komisariatu. To była chwila, nim pomniejsze grupki zebrały się przy kolejnych przecznicach, czekając na kogoś, kto ich poprowadzi - na nowo, ku wolności.
W krótkofalówkach i po ulicach niosły się krzyki i dźwięki wybuchów. Z czystym sumieniem można było stwierdzić jedno - zapanował istny chaos. Kolejne oddziały składające się z Bractwa, Rebeliantów i niezrzeszonych członków niosły zniszczenie temu miejscu - nawet w obliczu niebezpieczeństwa, które na nich czekało zaledwie kilkaset metrów dalej.

Tymczasem tutaj, pod komisariatem - czas na chwilę zdawał się stanąć w miejscu.
W obliczu zagłady mutanci nie zapominali o swych pobratymcach - najlepszym przykładem na to mógł się okazać nawet sam nieustraszony Bradley - który do tej pory z tak zimną krwią i wyrachowaniem kierował swoje ataki nie zważając na los otaczających go towarzyszy, a teraz biegł - by wspomóc swego brata - Mariana - który ledwie mógł iść prosto przez odczuwane skutki uboczne wykorzystania swej mocy. Stąpali twardo - za Leilah, która doskonale znała najszybszą drogę ku wyjściu. Nie minęła też chwila, gdy w tym ogonku za brunetką pojawiła się również Esther, jak i kilku z uwolnionych mieszkańców, którzy dołączyli do walki spod samych rogatek. Grupa szła, niemal prosto, wciąż godząc się z wizjami jakie ich spotkały ledwie kilka minut temu, ale z każdym kolejnym oddechem ich kroki zdawały się stawać coraz lżejsze - w końcu wybawienie było tak blisko!
Nie minęła też chwila, gdy pod samym murem można było dostrzec przedstawiciela Armi X - z opaską na ramieniu przedstawiająca wielki, czerwony krzyż. Popędzał zebranych w okolicy więźniów do opuszczenia tego miejsca, a na jego twarzy wyraźnie było widać zniecierpliwienie i determinację.
Jeśli nikt nie miał do niego pytań - na które mógł odpowiedzieć wyłącznie zdawkowo, nim niemal siłą przepchnął każdego przez wyrwę w murze - cała grupa mogła znów się cieszyć tym wolnym powietrzem Seattle. Wcześniej zniewoleni DOMowicy mogli na nowo podziwiać normalne uliczki miasta i rysującą się panoramę - bez widocznych granic, poza tymi naturalnymi. A w całej tej radości wyłącznie Addams miała nieco mniej szczęścia - bo przechodząc przez to prowizoryczne przejście, zahaczyła swoim piszczelem o odstający kawałek zbrojenia - nie tylko rozrywając sobie spodnie, ale i kalecząc swoją skórę...

W zaledwie kilka chwil po pierwszej grupie komisariat miała opuścić kolejna - pod tymczasowym przywództwem Mary. Kobieta dość szybko zgarnęła fanty od blondyna, chowając je na wyciągnięcie ręki, i kierując ku mutantom. Jej pytaniom wtórowała też Lasair - rozwijając je i budząc zaufanie wśród uwolnionych.
- Nawet, jeśli potrafimy, to... Nie możemy. - Smutno westchnęli ci, którzy wciąż mieli siłę na mówienie. Z całą pewnością jednak mogli pokierować swoich wybawców ku najbliższym murom - a te okazały się być w odwrotnym kierunku niż ten, który obrał poprzedni oddział atakujących.
Wraz z dziewczynami i ich grupą nowych przyjaciół, ruszył również Christopher. Tutaj - nie był odludkiem czy dziwakiem. Był jednym z nich. I z całą pewnością - od dziś mógł czuć się jak bohater.
Opcja wykorzystania glifów całkowicie tu odpadała - zbyt wielu poszkodowanych zebrało się przy rudowłosej, by móc sobie pozwolić na transport wszystkich. Idąc jednak wzdłuż murowanej konstrukcji, bez problemu można było dostrzec słabszy punkt ogrodzenia - miejsce, które Roarkedaughter, Varcer i pozostali więźniowie mogli kojarzyć jako pierwszą wielką próbę ucieczki. Gdzie mutanci bez obroży próbowali wykorzystać swoje moce do zniszczenia tych granic. Gdzie odbyła się pierwsza egzekucja, a ślady po krwi i kulach do dzisiaj o tym przypominały...
Ku uciesze uciekających jednak - mogło się to okazać zbawieniem. Jedno z wgłębień w murze było na tyle głębokie, że bez problemu można było w nim usadowić granat. Szybka więc akcja, ukrycie bezbronnych za zakrętem i wyciągnięcie zawleczki, a już po kilku chwilach - rozległ się równie silny huk, a ziemią zadrżało. W ogrodzeniu powstała dziura, pozwalająca na przeciśnięcie się praktycznie każdego z tu zebranych.

Pozostał wyłącznie ostatni krok - rozproszyć się, nim pojazdy Rządowe zjawią się i tutaj, na nowo organizując wesołą łapankę i krwawą rzeź na chodnikach Waszyngtonu...

Jakież to by było szczęście, gdyby wszyscy już mogli być na tej ostatniej prostej. Na uliczce przed komisariatem wciąż jednak odgrywała się mała tragedia - ta, która toczyła się głównie w głowie Aarona. Wciąż nie rozumiał swojego przywiązania do tajemniczej blondynki, ani dziwnego zainteresowania jej osobą. A jednak - kucał teraz z dziewczyną w ramionach, gdy Vincent nad nim stał, a Nicholas - mierzył do niego z broni. Cóż mu pozostało w tych okolicznościach, poza poddaniem się? Wyglądało na to, że został sam na polu bitwy a ta walka zdawała się być przegrana. Gdy jednak miał już przekazać nieprzytomną Ricky w objęcia swego wroga - jej oczy się otworzyły, a jej świadomość - powróciła. Czy widząc twarz swojego przyjaciela nad sobą, była skłonna tak po prostu się oddać w objęcia w sumie nieznajomego młodzika? A może jednak się postawi, woląc być niesioną przez płomiennego chłopca, albo sama ledwie stanie na swych wciąż miękkich od osłabienia nogach? Decyzja z całą pewnością należała do niej.
Broń jednak nie opadała. Kundel wciąż był trzymany na muszce, gdy w końcu i ostatnia grupa mogła kierować się ku murom. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że zebrani w końcu mogli usłyszeć, czym było to nadciągające niebezpieczeństwo.
Gąsienice.
Dźwięk czołgów był coraz wyraźniejszy. Nie było tu mowy o bezpiecznym oddaleniu się w wolnym tempie - niezbędny był bieg, by móc uciec z tego miejsca. Ale czy Greenville mógł sobie na taki pozwolić, mając zakładnika przed sobą? Czy był w stanie i jego zmusić do biegu? A może to właśnie Roseberry mogła być na to odpowiedzią?
Kilka sekund na zastanowienie się nad tym miał im dać helikopter, który do tej pory tak beztrosko krążył nad dzielnicą. Teraz jednak w jego stronę leciał olbrzymi pocisk, który ciskając w bok statku powietrznego spowodował widowiskowy wybuch. Wrak śmigłowca uderzył w ziemię, na nowo się podpalając i z całą pewnością - na chwilę przyciągając uwagę zbliżających się szwadronów.
Oby ta ostatnia grupa uciekinierów nie zmarnowała danej im szansy...

Na samych rogatkach wciąż jednak odbywało się przedstawienie. Szwadronowcy zebrani wokół Christiana nie wyglądali na do końca przekonanych - w końcu dlaczego wszyscy byli martwi a na miejscu pozostał wyłącznie on? Coś tu nie grało, ale to z pewnością nie był czas na myślenie nad tym.
- Nie ma teraz czasu, Johnson, wyprowadź rannego. - Skinął głową jeden z dowódców, nim większosć żołnierzy ponownie ruszyła ku postawionemu już pojazdowi. Jak dobrze, że w swoich szeregach mieli nad wyraz silnych kundli... - Stary, ktoś poza Tobą przeżył? Co tu się do licha odjebało... - Zapytał pozostawiony rekrut, pomagając Spiveyowi wstać i wycofać się z rogatek w kierunku ulicy, poza terenem DOMu - w końcu dobrze wiedział, że miejsce walki nie jest odpowiednie do opatrywania ran. A gdy tylko odstawił bruneta pod jednym z bloków, sam sięgnął do swojej krótkofalówki - wzywając pomoc medyczną.
- Trzymaj się stary, niedługo tu będą. - Zabrzmiały jego słowa, nim na nowo spojrzał w kierunku dzielnicy. Kurcze - a to miała być jego pierwsza, poważna misja!
Gdy w sumie kundel myślał nad nadchodzącą pomocą - czy nie miał trochę na sumieniu pozostawionej Penelope w kanałach? Jakby nie patrzeć jej zdrowie też nie było teraz w najlepszym stanie. Nie zapowiadało się też na poprawę, po jej... Widowiskowym przedstawieniu się przed więźniami.
DOMownicy niemal bez uprzedzenia, zbliżyli się do kobiety. Na nic było jej wycofywanie się, postawa obronna czy jakiekolwiek akcje. Dwóch mieszkańców schwytało ją od tyłu, gdy jeden wyrwał krótkofalówkę z jej kamizelki, po chwili ciskając nią o mokre podłoże i przydeptując swoją nogą.
- Jak Ty kurwa możesz patrzeć w lustro każdego poranka, co?! - Wydarł się, na siłę podnosząc twarz kobiety za jej podbródek. - To przez takich śmieci jak Ty, tacy jak Ty cierpią! Nie widzisz tego szmato?! - Zapytał, wcale nie uciszając swojego tonu. W jego oczach rysowała się wściekłość, Mares mogła też widzieć, jak jego dłoń zaciska się w pięść, ale... Chyba sam zwątpił. - Nie będę takich chujem, jak Wy... - Rzucił w końcu oschle, jedynie plując pod nogi kobiety i odwracając się do niej plecami. Była... Praktycznie bezbronna. Związane ręce, zabrana krótkofalówka, obecność dziesiątek poszkodowanych przez Rząd. Cała ta sytuacja wydawała się wręcz patowa, a miało być jeszcze gorzej - gdy ta dwójka, która ją trzymała, tak gwałtownie ją pociągnęła do tyłu - powodując bolesny upadek. Penny z całą pewnością odczuła, jak kolejne uderzenie odbija się na jej uszkodzonym barku...
Może jednak warto chociaż sprawiać pozory?

____________
- Minuta...

___________________________

MG oczekuje na odpowiedzi do 72h (17.11 ok. 22.00), post MG pojawi się do 24h od uzyskania ostatniej odpowiedzi.




Rzuty:
Ukryj: 


Statystyki:
Ukryj: 
Numer porządkowy: 1
Dane: Vincent Edams
Żywotność: 90%
Opanowanie: 95%
Inne: Kamizelka kuloodporna, kominiarka, pistolet, naboje, krótkofalówka, noże do rzucania, podręczna apteczka (opatrunki, opaska uciskowa, płyn do odkażania ran)
znaczące obrażenia: złamane żebro
Numer porządkowy: 2
Dane: Bradley Grey
Żywotność: 91%
Opanowanie: 92%
Inne: po 1 granacie: obronne, przeciwpancerne, błyskowo-hukowe, dwa noże taktyczny bojowy RUI, 2 pistolety Desert Eagle, karabinek AK, kuloodporny hełm Ronin Devtac, kamizelka kuloodporna + plecak z nabojami, wodą i podręczną apteczką.
Numer porządkowy: 3
Dane: Nicholas Grenville
Żywotność: 83%
Opanowanie: 95%
Inne: Dwa pistolety desert eagle + zapasowe naboje wymienne, po dwa opakowania na jedną broń. Noże do rzucania, skrywane w obuwiu. Kamizelka kuloodporna. Broń palną ma ulokowaną w kaburach, umocowanych na pasku od spodni. Z kolei naboje, zapałki, scyzoryk, apteczka, po 1 granacie: przeciwpancerne, błyskowo-hukowe,, opaski zaciskowe (długość odpowiednia np. do skrępowania dłoni wroga) schowane ma w małym plecaku jaki wziął ze sobą.
znaczące obrażenia: rana na skroni
Numer porządkowy: 4
Dane: Esther Goth
Żywotność: 100%
Opanowanie: 94%
Inne: kamizelka kuloodporna; krótkofalówka; noże do rzucania; pistolet Beretta M9A3 kal. 9x19 Black; naboje
Numer porządkowy: 5
Dane: Lasair Roarkedaughter
Żywotność: 45%
Opanowanie: 70%
Inne:
znaczące obrażenia: wybity nadgarstek, porażenia od prądu (mod -1)
Numer porządkowy: 6
Dane: Penelope Mares
Żywotność: 83%
Opanowanie: 69%
Inne: broń, naboje, krótkofalówka, obroża, czip, wyposażenie służbowe D.O.G.S.
znaczące obrażenia: wstrząśnienie mózgu, wybicie lewego barku
Numer porządkowy: 7
Dane: Christian Spivey
Żywotność: 87%
Opanowanie: 100%
Inne: pistolet, naboje, krótkofalówki, kamizelkę, obroże, chip, nóż,
znaczące obrażenia: złamanie prawej ręki
Numer porządkowy: 8
Dane: Mary Pond
Żywotność: 100%
Opanowanie: 81%
Inne: -scyzoryk (klasyczny: śrubokręcik, dwa noże, pilniczek, nożyczki, korkociąg i otwieracz do kapsli), pistolet mutazynowy -butelka wody (0,5l) -notesik z notatkami i rysunkami, ołówek z gumką i jakiś długopis -plecak mieszczący w sobie wszystko powyższe i mający po kieszeniach masę śmieci w stylu jakiś spinaczy, papierków czy gumek recepturek -standardowy strój: spodnie, sportowe buty, koszulka, bluza z głębokim kapturem i chusta, na razie na szyi,
Numer porządkowy: 9
Dane: Christopher Varcer
Żywotność: 51%
Opanowanie: 70%
Inne: Czarna maska i zwyczajne odzienie. Brak noszonej broni oraz jakiejkolwiek zawartości w kieszeniach. Postać jest zachipowana.
Numer porządkowy: 10
Dane: Leilah Adams
Żywotność: 97%
Opanowanie: 99%
Inne: 2 pistolety, 3 noże, naboje, kamizaleka kuloodporna, rękawiczki bez palców, krótkofalówka, granaty - plecak a w nim: apteczka (bandaż, woda utleniona, opaska), woda mineralna
obrażenia: obicie i skaleczenie lewego piszczela
Numer porządkowy: 11
Dane: Aaron Bartowski
Żywotność: 96%
Opanowanie: 86%
Inne: zwykły mundur DOGS ze wzmoncionymi rękawami, dwa karwasze z niewielkimi miotaczami ognia, załadowany Glock17 i do niego 4 magazynki po 17 naboi, pistolet ze strzałkami z mutazyną (nie wiem, ile tam strzałek), paralizator, dwie świece dymne i zapalniczka
Numer porządkowy: 12
Dane: Ricky Roseberry
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne: scyzoryk, broń palna, nóż w bucie, bandaże, leki przeciwbólowe, latarka. Kaptur i chusta na twarzy.
Numer porządkowy: 13
Dane: Marian Cook
Żywotność: 70%
Opanowanie: 70%
Inne: patelnia
Numer porządkowy: 14
Dane:
Żywotność: 100%
Opanowanie: 100%
Inne:


[Profil]
 
 
Ricky Roseberry



Gdy przerasta nas życie, chowamy się w jego cieniu.

bariera ochronna - fizyczna

86%

wolna mścicielka





name:

Ricky Roseberry

alias:
Sofia

age:
24

height / weight:
156/50

Wysłany: 2019-11-14, 20:43   
   Multikonta: Brak
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Nie miałam ochoty przeżywać tego wszystkiego tyle razy. Chciałam mieć po prostu spokój który nie był mi teraz dany. Te wszystkie myśli tą wizja i brak panowania nad moją umiejętnością była tragiczna. Po prostu bolało mnie to co robiłam ze sobą i własnym życiem. Mogłam to zmienić ale czy chciałam? Przecież tak było łatwiej. W tej sytuacji było łatwiej uciec niż stawić czola sytuacji, ale Aaron. On.. musiałam mi pomóc musiałam coś z tym zrobić jeśli nie dla Sam i Alby to dla siebie. Jestem mu to winna. Za to co dla mnie robił jak bardzo mnie tolerowal i jak wiele mi o sobie powiedział. Byłam mu wdzięczna.
Otworzyłam oczy i widzialam jak nade mna stoją mężczyźni. Poczułam się bardzo nieswojo. Dwojki z nich w ogóle nie znałam ale widziałam że jeden z nich celuje bronią do Aarona. Ten jednak trzymał mnie. Czemu? Tego nie wiedziałam może chciał mnie zabrać do DOGS a może po prostu mu się przypomniałam. Nie wiedziałam ale byłam zbyt słaba żeby teraz cokolwiek robić sama a zdecydowanie nie powinnam sama wstawać. Bolała mnie strasznie głowa jakby coś rozrywalo mi ją od środka. Przetarlam oczy i po chwili przytulilam się do Aarona.
- Aaron. To ja Ricky. Twoja przyjaciółka nie rób mi tego nie zostawiaj mnie. - zaczęłam szlochać. Wiedziałam że to nie pora na to czas uciekać ale słowa płynęły mi sama z ust.
- Samantha czeka. Twoja siostra Cię potrzebuje. Ja Cię potrzebuje. - mówiłam przez łzy.
- uciekajmy. - dodałam słabo i ręką wyszukalam z kieszeni tabletki i polknelam dwie od razu. Następnie wtulilam się w mojego przyjaciela.
- uciekajmy- powiedziałam do mezczyzn ktorzy chyba próbowali mnie ratować.
_________________

Ricky Roseberry


[Profil]
  [A-]
 
Mary Pond



-

Glify

68%

Kelnerka w Lagunie





name:

Mary Pond

alias:
Mandala Girl

age:
21

height / weight:
168cm/61kg

Wysłany: 2019-11-14, 22:16   
   Multikonta: -
  

   2 lata Giftedów!


-Dobra, ten plan odpada.- mruknęła widząc, że grupa jest zdecydowanie za duża. Na szczęście udało się znaleźć miejsce, w którym powinno się udać zrobić wyrwę granatem. Pozostała już tylko jedna kwestia. Co dalej? Nie mogli najpierw wysadzić muru, a dopiero później pomyśleć gdzie pójdą. Huk na pewno będzie słyszalny z daleka i choć DOGS miało teraz pewnie ważniejsze rzeczy do roboty, to z pewnością można się było spodziewać, że dość szybko ktoś zwali im się na głowę. Musieli więc mieć gotowy plan już w momencie powstania przejścia.
-Wiecie gdzie mamy ich zabrać?- spytała pozostałą dwójkę, która najwyraźniej bardziej lub mniej, ale znali dowódcę. Jednak ci byli dokładnie tak samo dobrze doinformowani jak ona. Teraz dopiero zdała sobie sprawę z tego, że powinna była o to zapytać Blondie zanim wyruszyli. Na szczęście ten w swej mądrości dał im krótkofalówkę. Użytkowanie tego urządzenia pewnie nie odbiegało jakoś znacząco od tego, którym bawiła się w dzieciństwie.
-Hej Blondie..dyn. Słyszysz mnie?- odezwała się. Miała nadzieję, że dostanie odpowiedź twierdzącą -Macie jakiś punkt zbiórki? Gdzie mam ich zaprowadzić?- spytała i jeśli jakaś odpowiedź padła, to wysłuchała ją w całości. W końcu zwróciła się do wszystkich zebranych.
-Wysadzimy tu kawałek muru żeby zrobić przejście. Jednak w momencie wybuchu na pewno nas usłyszą, więc musimy szybko się ulotnić.- zaczęła, by wprowadzić wszystkich w sytuację -Ustalmy więc już teraz jaki jest plan. Moja towarzyszka przejdzie pierwsza i upewni się, że nic nam po drugiej stronie nie grozi. Następnie będzie wasza kolei. Ja na końcu. BEZ PRZEPYCHANIA SIĘ.- bardzo wyraźnie podkreśliła ostatnie zdanie. Ci ludzie byli z pewnością przestraszeni i istniało pewne ryzyko, że zaczną się przeciskać na siłę, choćby i kosztem reszty - Jeśli przejście będzie dla kogoś zbyt wąskie zostanie tu i zaczeka na mnie. Stworzę platformę, na której przeniosę ponad murem siebie i te osoby, które nie mogły przejść dołem. Naszym pierwszym celem będzie jakaś uliczka czy inne miejsce, w którym nie będziemy całkowicie odsłonięci. Każdy pobiegnie się schować od razu po przejściu i tam zaczeka na resztę. Następnie postaramy się możliwie najszybciej dostać do miejsca zbiórki- to był najlepszy plan, jaki przyszedł jej w tym momencie do głowy. Jeśli Blondie z jakiegoś powodu nie odpowiedział, zamiast „do miejsca zbiórki” powiedziała „jak najdalej”. Dopiero widząc na twarzach pozostałych zrozumienie i zgodę przystąpiła do stworzenia przejścia. Ta zgoda to ważna część. Każdy z tu obecnych mógł się nie zgodzić z Mary. Choć jeśli ktoś taki nie był w stanie zaproponować „kontrplanu” to była gotowa jego sprzeciw olać. Nie mieli na to teraz czasu żeby się kłócić czy jej plan jest dobry czy nie. Jeśli jest jedyny, to jest najlepszy.
-Schowajcie się za rogiem, żeby z niczego nie oberwać.- poleciła. Gdy już wszyscy się odsunęli wpakowała granat w otwór i wyciągnęła zawleczkę, po czym odbiegła najszybciej jak mogła za najbliższą upatrzoną wcześniej osłonę, chroniąc cały swój tył glifem. Powinna mieć te kilka sekund, ale nie zamierzała ryzykować odłamkiem w plecach. Następnie trzeba było przystąpić do akcji. Przepuściła kobietę, która wyprowadziła ludzi z cel jako pierwszą (o ile ostatecznie wszyscy zgodzili się na jej plan), a następnie po otrzymaniu potwierdzenia, że mogą wychodzić pilnowała, by ludzie nie przepychali się do otworu na siłę w razie potrzeby upominając lub wręcz odciągając. Miała nadzieję, że jest jakieś dobre miejsce, gdzie ci co wychodzą mogą zaczekać na resztę grupy. Choćby jakaś węższa alejka czy zaułek. Miała nadzieję, że brunetka jakoś sobie poradzi po swojej stronie. Osoby, które okazały się zbyt szerokie w barach prosiła o pozostanie tu z nią. Już od razu starała się takich wyłapywać z kolejki by nie marnowali czasu próbując. Na końcu gdy zostali już tylko ci stworzyła glif blisko muru i kazała im na niego wejść. Więcej jeśli było trzeba. Miała jednak nadzieję, że uda się na jednym. Wtedy mogła z trzech innych zrobić ścianki zabezpieczające przed wypadnięciem, co pozwalało na szybsze wznoszenie i później po drugiej stronie opadanie. Oczywiście o ile zdążyli przed ewentualnym przybyciem psów.
[Profil]
    [B+]
 
Aaron Bartowski



Pal mi się, ogieńku! Pal mi się wesoło! Wy, złote iskierki, polatujcie wkoło!

pirokineza

89%

zakochany kundel





name:

Aaron Bartowski

alias:
Inferno

age:
29

height / weight:
185 / 90

Wysłany: 2019-11-14, 22:18   
   Multikonta: Agent Łukasza, Averill Bronson
  

   1 Rok na Giftedach!


Trochę się popierdoliło. Znalazłem się w sytuacji, w której celowano do mnie z broni palnej. Typ stał za daleko, bym mógł cokolwiek na to poradzić. Niestety. Niechybnie zaraz by wystrzelił, gdybym zrobił chociaż najdrobniejszy, podejrzany ruch. Sam bym tak zrobił. Bez zastanowienia. Wzniosłem powoli ręce w górę, bo nie chciałem przecież tak beznadziejnie zginąć, nie zabierając przy okazji kilku złych mutantów ze sobą. Musiałem to rozegrać racjonalniej, skoro zostałem tu jako jedyny z D.O.G.S.
I, niczym w jakiejś brazylijskiej telenoweli, ocknęła się ta nieznajoma znajoma. Znała mnie, bo niemalże natychmiast przytuliła się do mnie, jak gdyby nie dostrzegała faktu, iż staliśmy właśnie po dwóch stronach barykady. Zbiło mnie to z tropu. Nie miałem pojęcia, co powiedzieć, bo co mogłem w podobnej sytuacji? Nie pamiętałem jej. Jej imię kompletnie nic mi nie mówiło, podobnie jak dotyk. Przyjaciółka – tylko tyle, że tak twierdziła, choć, musiałem przyznać, była w tym przekonująca, zbyt naiwna, by mogła być podstępem, ckliwą iluzją.
Nie podobała mi się ta sytuacja. Ze względu na swój zanik pamięci, nie potrafiłem ocenić, czy mogę jej ufać, czy wręcz przeciwnie. Zachowywała się naturalnie, ale niepokojące było to, że wymówiła imię Samanthy. Spiąłem się niesamowicie na dźwięk tego słowa. SAMANTHA. Czułem się, jakby właśnie przebiegało po moich nerwach stado koni.
- Nie można ufać Samancie – wydukałem jedynie z siebie. Nie byłem pewien, czy mogę ufać Ricky, jednakże czułem, że nie powinienem zostawiać jej na pastwę mojej bliźniaczki. Nikt nie mógł być świadom tego, jak wielkie stanowiła ona zagrożenie dla świata. Postanowiłem działać dla dobra swego i Ricky. Może jeszcze o tym nie wiedziała i wcale nie mogła tego podejrzewać po tym, co zamierzałem zrobić, ale byłem pewien, że później mi podziękuje. Objąłem jej szyję ręką niczym podstępny wąż boa-dusiciel i zwróciłem się do celującego we mnie mężczyzny.
- Opuść broń, inaczej skręcę jej kark – wyrzuciłem z siebie i dla potwierdzenia swoich słów nieco mocniej zacisnąłem rękę na jej szyi. Wzniosłem wzrok na młodego chłopaka. – Ty również niczego nie próbuj.
W oddali słyszałem nadciągające wsparcie. Jeśli chociaż na chwilę ich zatrzymam, za chwilę ktoś przyjdzie i ich aresztuje.
_________________
I won't admit it but I'm not too well. I'd burn this city but you can't burn this hell.
[mru]
[Profil]
  [AB-]
 
Lasair Roarkedaughter



Walka o równość i jedność ma swoją cenę

kopiowanie umiejętność zwierząt

77%

x





name:

Lasair Roarkedaughter

alias:
Cham

age:
25

height / weight:
173 / 55

Wysłany: 2019-11-15, 10:22   
   Multikonta: Esther/Rocky/Lou
  

   #FPTP

  

   Podróżnik w czasie

  

   2 Lata Giftedów!


Słysząc odpowiedź mutantów była lekko nie pocieszna, bo na prawdę liczyła iż wśród znajdą chętnych i zdolnych do pomocy. Niestety nie było takiej okazji i słysząc odpowiedź tego, który wypowiedział się spojrzała na całe to zgromadzenie. Sprawdzając czy rzeczywiście mówią prawdę czy wśród tumu nie ma kogoś kto się miesza czy woli stać na uboczu. Jednak wyglądało, że rzeczywiście są zbyt zniszczeni przez Rząd stracili już dawno swoją wole walki. Zaczynała się zastanawiać czy ci ludzie w ogóle wiedzą co to znaczy wolność. Jednak teraz nie było dane tego sprawdzać. Jedno było pewne, że Rząd i wszyscy odpowiedzialni za to jak ludzie są traktowani powinna spotkać kara. Miała nadzieję, że coś takiego jak karma rzeczywiście istnieje i spotka ich to co sami dają.
Jak jej towarzyszka stwierdziła,że ten plan odpada i skinęła ją głową. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego jakie ma ograniczenia jej moc i czy da radę. Przecież każdy swoją moc znał najlepiej, bo to on przeżywa z nią dwadzieścia cztery godziny na dobę. Plan odpadł, ale pozostało wysadzenie w powietrze muru. Tutaj w tym miejscu nie było możliwe. Jednak kawałek dalej to co innego. Nie tylko ona o tym pomyślała ale również niektórzy zebranych mutantów. Poszli w miejsce gdzie jeszcze nie tak dawno zdesperowani mutanci próbowali się wydostać. Znając życie za parę lat jak ta wojna się skończy co roku w tym miejscu będzie palić się znicze. Cóż ona na pewno... Trzeba doceniać wszelkie działania innych, a nie bierność. Niestety obecnie to miejsce prezentowała się przygnębiająco i najchętniej by minęła. Lecz to tutaj najlepiej będzie dokończyć dzieła ich poprzedników i by mur opadł. Wysłuchując planu dziewczyny skinęła głową. Nie obawiała się pójść pierwsza i sprawdzić teren. Przecież jeszcze nie tak dawno robiła bardziej szalone rzeczy, jak skakanie po dachach czy też wyrwanie kabli. Czego były dowodem jej obrażenia.
- Jak powiedziała dziewczyna bez przepychania wszyscy stąd wyjdziemy razem oraz jeszcze jedno ci co wstanie to niech pomagają słabszych. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku i jesteśmy ludźmi nie zwierzętami - dodała swoje trzy gorszę. Korzystając z tego, że zdążyła już zyskać ich zaufanie. Oby tylko oni jej nie rozczarowali... Bo chociaż Rząd zabrał im wszystko i zrobił z nich potwory czy terrorystów to nie znaczyło, że tym byli. Teraz mieli okazje to udowodnić.
- Nie mam pojęcia już dawno nie byłam poza murami. Jeśli ci nie odpowie to może sama znasz miejsce gdzie tak liczna grupa może się schować nie zbudzając podejrzeń. Dobrze, że to było nie zbyt daleko, bo nie widzę takiego przedszkola przemierzającego ulice. - odpowiedziała dziewczynie, bo nie kojarzyła jej imienia. Była też szansa, że w tym wszystkim jej to jakoś uciekło.
Na znak by się schować dała znak dłonią gdzie mają się schować, bo dobrze by wszyscy byli w jednym miejscu. Nie będzie obawy, że o kim zapomną czy zostawią. Sama też pomogła tym co nie mieli sił poruszania się... Prawda byłą taka, że chciała jak najszybciej się stąd wydostać i miała nadzieję, że przy tym uda się jak największą liczbę ludzi uwolnić. Dalej postąpiła według planu rudowłosej kobiety jej towarzyszącej.
[Profil]
    [A+]
 
Christopher Varcer



There are no heroes...in life, the monsters win.

Gadzie atrybuty

84%

Gekon zaczepno-obronny





name:

Christopher Varcer

alias:
Reptile

age:
26

height / weight:
192/89

Wysłany: 2019-11-15, 19:48   
   Multikonta: Simon M.
  

   2 Lata Giftedów!


Nie spodziewał się, że ktokolwiek spróbuje go zatrzymać, a tym kimś okazał się mężczyzna, któremu chwilę wcześniej oddał klucze. Czy ludzie ratujący mutantów naprawdę mieli tyle serca, że chcieli pomóc również tym, którzy byli ranni bądź chorzy? Ryzykowali... bardzo ryzykowali, ale czy cały atak i tak nie był już jednym wielkim ryzykiem? Chris usłyszawszy propozycję zamaskowanego mężczyzny co do dołączenia do grupy pozostałych mutantów był nastawiony nieco sceptycznie, lecz gdy zauważył, że powierza on dziewczynom klucze, musiało to oznaczać, że darzy ich zaufaniem i wierzy w ich powodzenie. Być może podążanie za nimi faktycznie było najlepszym wyjściem...
Gdy ruszyli grupą, silny grzmot wystrzału zwrócił uwagę jaszczuroludzia, który po uniesieniu głowy mógł ujrzeć jak zestrzelony helikopter niekontrolowanie zbliża się ku ziemi, a po rozbiciu jego wrak znajdował się poza zasięgiem ich wzroku. Czy to oznaczało, że załoga maszyny była cały czas po ich stronie? Nie mieli czasu się nad tym zastanawiać. Mieli swoje problemy tu na dole.
Po dotarciu pod mur i wysadzeniu go za pomocą granatu, jaszczur jeszcze zanim padło polecenie pomocy zaczął przenosić fragmenty muru i odrzucać je na bok, by ułatwić pozostałym przejście. Wcześniej nazwał siebie bezużytecznym, lecz przecież wciąż miał siłę i póki ją miał wciąż mógł pomóc, nawet bez swojej mocy. Czekał, aż przejdą pozostali, zanim sam przecisnął się przez szczelinę w murze. Większość mieszkańców była wychudzona, więc powinni dać radę. W tym on sam.
Jeżeli dotąd wszystko przebiegło bez komplikacji, ogoniasty po przedostaniu się na drugą stronę zamiast biec za pozostałymi... przyległ plecami do muru tuż obok dziury przez którą wyszedł, patrząc jak reszta biegnie przed siebie. Nieznane otoczenie, otwarta przestrzeń, która przy tak realnym zagrożeniu otworzenia ognia w ich stronę mogła okazać się zgubna... lecz jak się okazało to nie ona była tutaj głównym problemem gada.
- To zbyt duże wykroczenie. Tego już mi nie darują. Nie mogę. - nawijał niezrozumiale do samego siebie. Do tej pory swoimi działaniami kierował się wyłącznie myślą o innych. Zniszczenie kamer, atakowanie kundli pod komisariatem, przekazanie kluczy... wszystko miało na celu pomóc uciekającym, lecz gdy samemu ogoniastemu po tylu miesiącach los otworzył furtkę do wolności, zrozumiał, że...
- Zabiją mnie. -
Dostrzegał ten chaos. Wszystko zdawało się być czystą improwizacją. Plan był wymyślany na bieżąco, pojawiały się wątpliwości, pytania. Będą ich przecież szukać, opuszczenie Dzielnicy było jedynie połową sukcesu. Czy ktoś taki jak on miał w ogóle szansę ukryć się w tłumie? Może gdyby dawka mutazyny w jego żyłach była większa, ale co potem? Chris czuł, że mimo udzielenia pomocy mutantom wciąż miał szansę na przeżycie pod warunkiem, że nie ucieknie z nimi. "Są wolni, Chris. Zrobiłeś to, co chciałeś. Ty nie należysz do tamtego świata. Zawróć."
Jeżeli jednak dostrzeże, że ktoś z uciekających będzie potrzebował pomocy, mutant pobiegnie w jego stronę, rzucając za siebie te wszystkie negatywne myśli. Inną opcją była ta, że ktoś zauważy jego wahanie i to ktoś pomoże jemu, jednak w tym zamieszaniu było to mało prawdopodobne.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/jxPxxrh.gif" style="opacity: 0.92; border-radius: 22px 4px 22px 4px; -moz-border-radius: 22px 4px 22px 4px; -webkit-border-radius: 22px 4px 22px 4px; border: 2px solid;-webkit-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
-moz-box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75);
box-shadow: 9px 9px 5px -9px rgba(0,0,0,0.75); border: solid 2px #212121;">
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; text-decoration: overline; text-decoration-style: double; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">You will always be a monster, there is no turning back from it.</text>
<text style="font-family:Palatino; font-size: 10px; font-variant: small-caps; text-shadow: 2px 1px 2px rgba(0, 0, 0, 0.35);">But what type of monster you become is entirely up to you.</text>
[Profil]
  [0+]
 
Nicholas Grenville



...

Smog / Czarna Mgła

87%

Kierownik Baru / Barman / Przywódca Rebelii





name:

Nicholas Grenville

alias:
Andy Spivey / Oliver Mayes / Nicky

age:
31

height / weight:
194/89

Wysłany: 2019-11-15, 22:40   
   Multikonta: Brian, Liam, David, Seba
  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 Lata Giftedów!


Sytuacja coraz bardziej była napięta. Mieli coraz mniej czasu. A rozstrzelanie helikoptera nie wyglądało pocieszająco. Nawet Nicholas zwrócił uwagę na to, jak maszyna wylądowała nisko z dala od nich. Możliwe, że to byli od nich. Nie to teraz było najważniejsze.
- Problemy. Możliwe że sprowadzili swoje wsparcie.
Odpowiedział Bradowi, kiedy zadał pytanie. Miał prawo wiedzieć. Tak samo jak Vincent, skoro był w pobliżu ich. A Nicholas jedynie mógł się domyślić, dlaczego zostali zatrzymani by nie biec w stronę rogatek, skąd także ten alarm... Teraz mu oświetliło umysł "Christian!" - pomyślał i nawet krzyknął do siebie w myślach, przypominając sobie o bracie. Co z nim w takim momencie? Czy to on ich próbował ostrzec, czy go złapali? Czy udało mu się uciec z pozostałą grupą? Jaka szkoda, że nie miał bezpośredniego kontaktu z nim. Będzie musiał to sprawdzić. Ale teraz...
Słysząc jak Bradley woła imię swojego znajomego, dał mu pozwolenie by biegł mu pomóc. Wtedy sam z Vincentem miał na muszce kundla, który z nieznajomą mutantką, odwalał chyba scenę z Titanica połączoną z jakąś inną telenowelą. Nie minęła dłuższa chwila a odezwała się krótkofalówka Vincenta. Nie bez powodu dał swoją towarzyszce (Mary), by mogła komunikować się nie tylko z nim, ale i pozostałymi jego członkami. Wspominając jednak o blondynie... Domyślił się, że mówiła o nim. Na jego odzew niestety musiała poczekać. Sytuację przed sobą mieli komicznie dramatyczną.
- Nie skręcisz jej karku. Ona Cię widocznie pamięta, a Ty ją. Jest dla Ciebie zbyt cenna, byś mógł ją zabić nie poznając prawdy.
Nicholas opuścił rękę z bronią.
- Twój wybór. Jeżeli jesteś mężczyzną, możesz zabrać ją i uciec z nami. Ona tego chce. Obaj przeżyjecie. Zostając tutaj, możesz zginąć i zabierzesz ze sobą niewinną osobę. Równie dobrze możesz dać jej wolność i samemu tu zostać. Dość już ofiar.
Dodał, po czym zwrócił się do Vincenta.
- Biegnij do reszty. Nic tu po nas.
Wydał polecenie młodemu, samemu jeszcze pozostając na miejscu.
Jeżeli zajdzie sytuacja, że Aaron odda Ricky, Nicholas zabierze ją ze sobą i ruszy do miejsca, gdzie uciekają mutanci po wysadzeniu muru. Sam unoszący się dym, powinien być jeszcze widoczny i wskazać mu odpowiednią drogę.
Jeżeli Aaron pozostanie przy swoim, ale nie będzie atakował, Nicholas wycofa się ostrożnie i zaraz po Vincencie ruszy za nim do pozostałych, by przypilnować by wszyscy od strony dzielnicy wyszli poza mur. Wtedy jako ostatni opuści to miejsce, by móc wydać kolejne polecenia i dalszą drogę do ewakuacji. A Ricky, przeprosi słowami "Wybacz młoda". Niestety, ale czas ich gonił, co dawało do zrozumienia, że "nie wszystkich da się uratować"...
[Profil]
  [AB+]
 
Penelope Mares



uległość kukiełki służy manipulantom

atomokineza

86%

Ogar/kundel





name:

Penelope Mares

alias:
Penny; Obiekt 478g; Rebecca McAdams

age:
30

height / weight:
175 / 70

Wysłany: 2019-11-16, 11:03   

Nie wiedziałam czemu znajduje się wśród wrogów i gdzie do jasne ciasnej jest Chris. Czemu jego tutaj nie ma? Dlaczego zostałam związana? Nie pamiętam co się ze mną działo. Jak tutaj się znalazłam się. Ostatnie co pamiętam to Chris i ten mężczyzna, który uważał się za mojego męża. Przecież mój mąż nie żyję... Jednak jak wytłumaczyć to zdjęcie. Tak na pewno to był jakiś fotomontaż. Mój mąż nie żyje tak samo jak nasz syn. Zabili go ludzie tacy jak oni i ja.
Słysząc komunikat z krótkofalówki zamierzałam odpowiedzieć, że jestem w jakimś kanale. Dokładnej lokalizacji nie znam, bo... Nie wiem jak tutaj się znalazłam ani jaki się z tego wydostanę. Wiedziałam, że znajduje się w niezłych tarapatach. Niech ja tylko drowie Chrisa w swoje ręce popamięta mnie. Jednak na razie to ja doświadczam do czego zdolni są terroryści. Dwóch z nich mnie schwytało, a jeden z nich wyrwał mi krótkofalówkę, którą zaraz rozwali. I tyle było powiadomienia z mojej lokalizacji. Nie miałam szans z nimi... Byłam jeszcze osłabiona, rana, a do tego mieli przewagę liczebną. Kiedy zaczął krzyczeć odwróciłam głowę. Nie dam im tej przyjemność nie będę ich słuchać. Dość już zrobili i powiedzieli przez nich zaczęłam wątpi w to kim jestem. Mężczyzna nie odpuszczał widocznie bardzo mu zależało by powiedzieć te kilka słów. Jak skończył mówić to jego pachołki pociągnęli mnie do tyłu. Dość mocno upadłam jeszcze bardziej sobie obijając bark.
[Profil]
  [A+]
 
Esther Goth



If you are going through hell, keep going.

fotokineza

72%

Kelnerka/kucharka





name:

Esther Goth

alias:
Minimo

age:
23

height / weight:
173 / 57

Wysłany: 2019-11-16, 12:56   
   Multikonta: Lasair, Louanna, Rocky
  

   Podróżnik w czasie

  

   1 Rok na Giftedach!

  

   2 lata Giftedów!


Podążyła za dziewczyną, którą kojarzyła z widzenia nie wiedziała jak się nazywa. Ani też czy dobrze zrobiła słuchając swojej intuicji i poszła za nią. Jednak dostrzegła, że za dziewczyną podążają inni mutanci i ci których zgarnęła spod Rogatek. Miała naprawdę szczerą nadzieję, że dziewczyna rzeczywiście wie gdzie poszła. Upewniła się w tym dopiero, kiedy zobaczyła wyrwę w ścianie, a za nią przedstawiciela Armii X. Kiedy miała przejść za pozostałym po za granice DOMu. Zobaczyła, że dziewczyna się zraniła w nogę. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na nią.
- Pomóc ci - zapytała się dziewczyny, bo przecież to ona zaprowadziła ich wszystkich tutaj. Teraz widocznie potrzebowała pomocy.
Jeśli przyjęła jej pomoc to pomogła jej oddalić się jak najdalej od muru i DOM, gdzie na spokojnie będzie można zająć się raną dziewczyny. Jeśli natomiast woli zgrywać twardzielkę i unieś się dumą. To oddali się, ale i tak będzie miała na oku dziewczynę. Czy ta tego chciała czy też nie to pomoże jej, jak tylko będzie widziała, że jednak sobie nie radzi.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.

[Profil]
    [A+]
 
Christian Wilson



Obojętność jest jak lód polarny na biegunach: zabija wszystko.

Kriokineza

68%

D.O.G.S członek OT





name:

Christian Wilson (Spivey)

alias:
Frost; Fubuki; Kazahana; Christian Spivey

age:
25 lat

height / weight:
185 / 78

Wysłany: 2019-11-16, 22:36   
   Multikonta: Ruth
  

   Grosza daj Giftedowi! #darczyńca


Widocznie miąłem się z powołaniem, bo jak najwidoczniej całkiem niezły ze mnie był aktor. Udało mi się zyskać trochę czasu nim zakują mnie kajdanki i oskarżą o zdradę i wspieranie terrorystów. Słysząc, że nie ma na to czasu i by wyprowadzili mnie. Starałem się niczego po sobie nie poznać. Jakbym czekał na jakieś rozkazy, bo przecież według nich byłem tylko kundlem. Większość z nich ma więcej przywilejów niż i jest wyższym stanowiskiem niż ja.
- Szczerze nie wiem, bo prócz was nie widziałem nikogo z naszych. Być może ktoś w głębiej przeżył... No jak to jedna wielka masakra. Mutanty zaatakowali nie zważając na środki i część więźniów uciekła - powiedziałem do niego. W sumie nie tak bardzo to nie kłamałem. Na prawdę mutanci zaatakowali nie zwracając na środki po prostu rzucając granatem. I rzeczywiście kilku mieszkańców uciekło, bo sam im pomogłem..
Dałem się odprowadzić pod jakieś blok, a jak stwierdził, że się nie długo tutaj będzie pomoc medyczna, którą wezwał skinąłem głową.
- Idź im pomóc przy da się każda para rąk. Ja tutaj poczekam - powiedziałem do niego nie widząc, czy mnie posłucha. Jakby tak to miałbym szanse na ucieczkę i powrót do mutantów i Penelope.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5