Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-30, 01:10   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Chwile zdawały się rozciągać w czasie. Gubiłam się - w tych sekundach, minutach, godzinach... Sama nie wiedziałam, ile czasu minęło odkąd pierwsze łzy zaczęły spływać po jego policzkach, wiedziałam za to, że każda z nich rozrywała moją duszę.
Łkałam razem z nim, godząc się z kolejnymi obrazami przed moimi oczami. Zamazana twarz chłopca nabrała już ostrzejszych rysów, jego płacz stał się głębszy. Widziałam go - w tej samej sytuacji przed wieloma laty. Krzyk, żal, smutek, rozpacz... Widziałam zielone trawniki rysujące się za nim, czułam twardość asfaltu pod własnymi stopami, by po chwili, z kolejnym mrugnięciem powiek znaleźć się na nowo w tym pokoju, gdzie zapach kawy wyraźnie zapychał moje nozdrza. Tylko ten chłopiec wciąż stał przede mną - nieco starszy, lepiej zbudowany, zarośnięty, ale... Z tym samym płaczem.
Dopiero... Dopiero teraz byłam w stanie to zrozumieć.
- Scott... - Po raz pierwszy wypowiedziałam jego imię, potrafiąc dopisać ją do twarzy z przeszłości. Do kogoś, kto dla mnie wiele znaczył. Do kogoś, kto kojarzył mi się z dobrem. Chciałam się uśmiechnąć, kąciki moich ust z całą pewnością lekko to zrobiły, ale przecież... Wiedziałam, że teraz nie jest pora na sentymentalne wspominki. Tylko co mogłam poradzić na to, że tak dobrze było czuć cokolwiek z przeszłości?
Szybko ten przejaw dobrego samopoczucia jednak minął, gdy czas przyspieszył, a mój umysł wciąż pozostał gdzieś w odmętach wyobraźni. Nie zareagowałam, nie mogłam zareagować wystarczająco szybko. Chciałam się za nim odwrócić, chciałam go złapać za rękę, ale gdy to zrobiłam - on już był za daleko. Moja dłoń zawisła w powietrzu, gdy oczy wciąż zalewały się słonymi kroplami a głową kręciłam nerwowo.
- Nie zostawiaj mnie. - Nie teraz. Nie, gdy w końcu pamiętam kim jesteś. Nie, gdy mogłam się odnaleźć, a Ty byłeś kluczem. Przecież... Przecież to okrutne - rozdrapać już dawno zabliźnione rany, by odejść bez ich ponownego zaleczenia. Mogłam oszaleć, mogłam zagubić się na tej granicy rzeczywistości i uderzającej przeszłości. Mogłam już stamtąd nie powrócić - a on nawet nie będzie o tym wiedział.
Czemu więc wciąż tak ciężko było mi zareagować?
Drzwi się otworzyły, a jego sylwetka rozmyła się niczym cień w ciemności klatki. Kolejne ukłucie uderzające prosto w serce zmusiło mnie w końcu do tych kilku ciężkich kroków prosto w stronę wyjścia. Na moich ustach malowało się tylko ciche "nie", a ból towarzyszący przy każdym kroku pozwalał mi pozostać w obecnej rzeczywistości. Pozwalał mi nie oszaleć od napływu emocji i wspomnień, które kotłowały się pod moją czaszką. Ale było za późno - gdy dodreptałam do barierki, po nim nie było już żadnego śladu, żadnego dźwięku, który świadczyłby o jego krokach.
Zostałam... Sama.
Łzy spłynęły po moich policzkach niczym z wodospadu. Nie potrafiłam ich opanować - tak samo jak głuchego krzyku wydostającego się z mojego gardła. Zostałam sama i musiałam to przetrawić, musiałam się zamknąć, nie mogłam... Nie mogłam ryzykować, że ktoś mnie teraz znajdzie. Że coś może mi znów grozić. I przecież... Przecież nie myślałam teraz wcale o tamtym blondynie, prawda?
Był ktoś inny. Jego oblicze wciąż było rozmazane, ale pewna byłam jednego - bałam się go. Krzywdził mnie. To dlatego... Dlatego...
Nie.
Złapałam się dłońmi za głowę, próbując opanować szloch, wyrzucić te obrazy sprzed swoich oczu, znaleźć się znów tutaj - ze stopą mokrą od kawy, w moich cichych czterech ścianach, wśród bieli ścian i kolorowych dodatków. Ale widziałam jego - wciąż rozmazanego, z wyciągniętymi dłońmi. Znowu widziałam zapłakanego chłopca, znowu widziałam rozpędzony samochód, i widziałam tę przeklętą, drewnianą szkatułkę, przez które moje szczęście się skończyło. Każdy krok w jej kierunku tak piekielnie bolał - nie tylko przez uszkodzoną kostkę, ale i tą wewnętrzną rozpacz, która mnie pochłaniała, która mnie popychała w ciemność. Nawet nie wiem kiedy znów byłam przy łóżku, zrzucając tę przeklętą pamiątkę na ziemię. Jej melodia po raz ostatni rozbrzmiała w tym pokoju, gdy mała tancereczka odłamała się przy swojej nodze, ślizgając się po panelach pod jedną z szafek. Już nigdy nie było jej dane na nowo kręcić się do muzyki, która dziś i mnie złamała duszę...
Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Nie wiedziałam, jak zareagować. Zadzwonić? Nie, przecież prosił o spokój, musiał... Musiał to przemyśleć. A dla mnie myślenie było teraz nie do zniesienia. Panika, lęk, czarne scenariusze rysujące się pod moją czaszką... Ja... Ja musiałam coś zrobić!
Dlaczego więc opadłam na materac, wypatrując przesuwającej się wskazówki na zegarze, wstrzymując oddech za każdym razem, gdy sekundnik zamierał na tę krótką chwilę, licząc mijające sekundy i minuty?
Gdziekolwiek byłeś... Wróć. Nie poradzę sobie z tym brzemieniem sama...
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-30, 01:22   
   Multikonta: Dale/James


Nie miał pojęcia dlaczego tak po prostu wyszedł. Nie potrafił znieść jej widoku - nie teraz, nie, gdy budził tak wiele złych wspomnień.
Pewnie, mógłby zamknąć oczy i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie da się jednak żyć z zamkniętymi oczami.
Dlatego teraz siedział tutaj - sam. Sam jak palec i mając świadomość tego, że ona również jest samotna.
Czy chciał ją opuścić na zawsze? Oczywiście, że nie. Prędzej czy później wróci do niej jak pies, ale teraz... Ale teraz pił whisky w jakimś marnym barze. Ścieżki po łzach na jego policzkach wciąż były widoczne, ba... Wciąż chciało mu się płakać.
Nienawidził sam siebie za swoją głupotę. Jak mógł w ogóle nie zauważyć, że osoba, której szukał przez całe życie była na wyciągnięcie ręki? Jakim trzeba być idiotą, by nie rozpoznać kogoś o kim myśli się codziennie?
I dlaczego wyobrażał sobie to wszystko inaczej...?
Kolejna szklanka nie pomagała wcale znaleźć odpowiedzi, ale powoli zapominał jak brzmiały pytania.
Nie wiedział ile czasu już go nie ma. Godzinę? Dwie?
Wiedział jednak, że potrzebuje tego cholernego alkoholu, by choć trochę ukoić nerwy. Żałosne. Zamiast walczyć z problemami wolał od nich uciec, oddać się zapomnieniu.

Wytoczył się z lokalu i wyciągnął z kieszeni papierosy. Jednego umieścił między wargami i z trudem odpalił używając zapalniczki.
Chwiejąc się ruszył w kierunku jej mieszkania. Szczerze mówiąc... Nie czuł się najlepiej, ale przecież nie mógł jej zostawić samej.
W tej chwili nie myślał trzeźwo - nie przyszło mu do głowy, że nie powinien tego robić, że ona może nie chcieć go widzieć w takim stanie, ale... Ale nie chciał być teraz nigdzie indziej.
Dlatego jego nogi same odnalazły odpowiednią drogę i już za chwilę pojawił się pod jej drzwiami.
Zapukał kilka razy i oparł się plecami o ścianę - wciąż z papierosem w dłoni.
- Wróciłem..! - powiedział zupełnie tak, jakby to była wesoła nowina. Oczywiście każdy głupi usłyszałby po jego głosie, że jest nawalony jak świnia.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-30, 01:46   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Czas nie chciał się zatrzymać - w przeciwieństwie do wskazówek na tarczy zegarka. Patrzyłam na nie, czekając aż znowu ruszą, aż nakreślą swoją drogę, ale przecież nie widziałam mijającego czasu - tak samo jak nie potrafiłam zliczyć, ile razu sekundnik już się zatrzymał.
Zgubiłam się, tracąc ten kontakt z rzeczywistością. Próbowałam ułożyć te wszystkie obrazy w jedną, spójną całość, ale.. Czegoś tam brakowało. Chronologia tu nie istniała.
Czy to źle? Nie wiem.
Wiedziałam jednak, że lubiłam codzienne wypady rowerowe. Z ciepłem mogłam w końcu wspomnieć skakanie przez płoty i wspinanie się na drzewa. Przypominałam sobie takie głupoty, jak radosny śmiech, wymykanie się po zmroku, czy gonienie za furgonetką z lodami. Widziałam, jak ślizgamy się po lodzie, nie zważając na to, ile już siniaków przez to przybyło na naszych kolanach, ani jak pierwszy raz wybiłam sobie mleczny ząb. I to były miłe wspomnienia, które z taką radością witałam na nowo, które chciałam przeżywać, które dawały mi siłę. Tylko że między każdym z nich było coś złego. Ta postać - krzycząca, będąca tak blisko mnie, wyciągająca do mnie swoje ręce. Ciepły głos, który mroził krew w moich żyłach i tylko jedno słowo - "księżniczka".
Przypominały mi się kłótnie. Przypominało mi się, jak coraz częściej byłam nazywana niezdarą. Spoglądając na swoje dłonie, uda i kolana - widziałam mieniące się sińce i zadrapania, które zmieniały miejsce z każdym mrugnięciem moich powiek.
I to trwało. Cały ten pieprzony czas to trwało - aż za drzwiami nie rozległ się niby znajomy głos.
Tylko... Czemu teraz nie wywoływał we mnie radości i poczucia bezpieczeństwa?
Spojrzałam na zniszczoną szkatułkę i rozsypane okruchy dawnego życia. Zawiesiłam wzrok na wciąż rozlanej kawie, herbacie i potłuczonych kawałkach szkła. Widziałam drzwi, za którymi stał on - Scott - dźwigając na sobie brzemię, którego ja nie chciałam nosić. Przedstawiając to, co przerażało mnie najbardziej. Ale przecież... On nie był zły, nie mógł taki być. A ja go potrzebowałam teraz bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Moje serce waliło jak szalone. Nie wiedziałam czego się spodziewać, nie wiedziałam, co powinnam robić. A jednak moje nogi pognały w kierunku pukania, nie bacząc na wciąż wzrastający ból. Kulałam, sycząc pod nosem z każdym kolejnym krokiem, by przy samym złapaniu za klamkę... Zwątpić.
Spojrzałam przez judasza, ale nie widziałam na klatce nic, poza pustą ścianą i unoszącym się dymem. Ja... Ja chyba nie chciałam go wpuszczać. Ale też... Nie chciałam, by sąsiedzi go zobaczyli. By zaczęto gadać. By do nieodpowiednich osób doszło w jakim przebywam teraz towarzystwie. Przekręciłam więc zamek, czując jak serce podchodzi mi do gardła. Jedno szarpnięcie za klamkę pozwoliło mi od razu poczuć nie tylko unoszący się zapach tytoniu, ale i woń alkoholu. Wlał w siebie całe litry, gdy ja nie byłam w stanie nawet ruszyć się z łóżka?
Nie miałam prawa się na niego złościć, a jednak... Czułam się zawiedziona. Chciałam znów widzieć przed sobą tego beztroskiego chłopaka, odpowiedzialnego mężczyznę, mojego rycerza w lśniącej zbroi. A widziałam nawalonego kryminalistę, który nie dał mi w żaden sposób zareagować, gdy tak go potrzebowałam.
- Kiedyś zalewałeś się pomarańczową sodą i wodą chlorowaną z basenu. - Stwierdziłam odkrywczo, odchodząc od drzwi. Ja... Nawet nie wiem, czemu o tym wspominałam. By dać znać, że jednak coś do mnie wracało? By samą siebie przekonać, że to nie tylko wybujała wyobraźnia? By dać znać, że jednak wolałam tego dzieciaka, który nie potrafił przestrzegać zasad nawet na miejskiej pływalni?
Czy może by zobaczyć, czy to w ogóle go ruszy?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-30, 01:59   
   Multikonta: Dale/James


Wszystkie te wspomnienia również były żywe w jego głowie. Prawie każdej nocy przed zaśnięciem widział oczyma wyobraźni te wszystkie piękne chwile, które spędzili razem. Nie dawało mu to spokoju, czasami miał zwyczajnie dość. Nie potrafił sobie ułożyć życia, nie potrafił o niej zapomnieć i choć nienawidził siebie za to... czasem naprawdę tego chciał.
Jak to się stało, że ta mała dziewczynka, którą przecież poznał tak dawno temu została w jego sercu na zawsze? Był przecież tylko młodym chłopcem, o przyjaźniach z dzieciństwa przeważnie się zapomina. W jego przypadku tak nie było. Jego serce, cholera... Jego serce rok po roku pękało na coraz drobniejsze kawałki, a on dalej ją kochał - tylko, że tymi połamanymi częściami.
Dlaczego to zrobił? Dlaczego po prostu poszedł się nachlać zamiast przy niej zostać?
Ponieważ inaczej nie potrafił. Nawalony kryminalista? Pewnie. Dokładnie tym był. Warto sobie jednak odpowiedzieć na pytanie dlaczego się taki stał.
Jej słowa oczywiście zabolały - co prawdopodobnie miała na celu.
Wszedł kilka kroków w głąb pomieszczenia i oparł się o ścianę.
- Kiedyś wszystko było inne. - powiedział cicho łamiącym się głosem.
Myślał, że pod wpływem alkoholu zderzenie z brutalną prawdą będzie prostsze. Mylił się.
- Kiedyś nawet miałaś inaczej na imię. - dodał po chwili szeptem i wbił wzrok w podłogę. Nie potrafił nawet jej spojrzeć w oczy.
Ona czuła się zawiedziona, a jemu... Jemu było po prostu wstyd.
Cały czas czuł się jak ten mały chłopiec. Ale taki właśnie był. To właśnie robił - nie myślał nad konsekwencjami. W beznadziejnie głupi sposób uciekał od problemów i co z tego, że wiedział w jaki sposób wejść do budynku pełnego uzbrojonych ludzi i wszystkich ich obezwładnić, skoro nie miał pojęcia jak postąpić w tej chwili?
I dlatego jej potrzebował.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-30, 02:18   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Byłam połamana - nie tylko dosłownie, o czym doskonale przypominały mi opatrunki na nodze, ale i na duszy. Byłam połamana za dziecka, będąc skazaną na więcej, niż jakakolwiek mała dziewczynka powinna znosić. Wtedy znajdowałam w sobie jednak siłę, potrafiłam się odciąć od przykrej codzienności - bo miałam powód, miałam dla kogo walczyć, miałam z kim tworzyć lepszą przyszłość. Każdy pęknięty fragment mojego umysłu tak łatwo było wtedy załatać - krótkim wypadem nad okoliczny staw, podglądaniem poczynań sąsiadów chowając się w zarośniętych krzakach, czy grzebiąc w śmietnikach w poszukiwaniu zagubionych lotek i piłek rekwirowanych przez starszych mieszkańców. To wszystko miało swój urok, rysowane głupotą i napędzane młodością u swojego boku. To wszystko było piękne - bo nawet, jeśli skrajnie nieodpowiedzialne i nieodpowiednie - tkwiliśmy w tym razem. Wtedy - zawsze razem. Nawet, jeśli za rogiem czekała nad wyraz przerośnięta kara.
Nie umknął mi jednak przytyk na temat moich danych. Czy... Czy winił mnie za to? Myślał, że to wszystko to jakaś chora gra, z której miałam jakiekolwiek profity?
- Jules nigdy byś nie zostawił. - Wytknęłam mu sama, nie odrywając od niego spojrzenia. Widziałam jak się chwiał, widziałam, że nie chce na mnie spojrzeć. Ale... Przecież to nie moja wina! - Dobrze wiesz, że nie miałam na to wpływu. Dlaczego więc tak bardzo chcesz mnie za to ukarać? - Zapytałam, gdy i mój głos zaczął się łamać. Stan, w którym on się znalazł rozrywał mnie na małe kawałeczki. Wiedziałam, że cierpiał. Wiedziałam, że prawdopodobnie nie potrafi inaczej sobie radzić z trudem. Ale... Ale dzisiaj, szczególnie po tym wszystkim to jego pijaństwo bolało bardziej. W końcu zaczynałam rozumieć, skąd wzięły się moje lęki, gdzie znajduje się ich przyczyna. I wiedziałam, że nie chcę go widzieć w takim stanie nigdy więcej.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-09-30, 02:32   
   Multikonta: Dale/James


Niegdyś wszystko było o wiele prostsze. Gdy byli o wiele młodsi Scott mógł śmiało stwierdzić, że jest szczęśliwy. Nie potrzebował niczego poza jej towarzystwem, bawili się całymi dniami i... I było po prostu dobrze. Tego szczęścia nie mogła nawet zrujnować jego matka, która miała go kompletnie gdzieś, ani jej chory ojciec... No, a przynajmniej do pewnego czasu.
Jules była jego bezpieczną przystanią, to dzięki niej wtedy wstawał każdego dnia z łóżka z uśmiechem, czekał tylko, aż znowu ją zobaczy... I tak po prostu ją stracił.
Nie mógł sobie pozwolić na to po raz kolejny, nie teraz, gdy ją odnalazł - nawet, jeśli nie była już Julie.
Stała się kimś zupełnie innym, a mimo wszystko po raz kolejny potrafiła skraść jego serce. Jak widać na załączonym obrazku - nie ważne było ile mieli lat i w jakich okolicznościach się poznawali. On... On po prostu bez niej nie istniał, potrzebował jej.
Szkoda tylko, że nie potrafił tego wszystkiego okazać. Nie teraz, słowa były dla niego zbyt trudne. Przecież o wiele łatwiej było dać komuś w ryj niż normalnie z nim porozmawiać. Właśnie dlatego się taki stał. Ponieważ to było o wiele prostsze. Wyżywał się na innych za swoje własne niepowodzenia. Winił cały świat i siebie najbardziej.
Z każdym kolejnym przestępstwem, które popełnił czuł się coraz gorzej, coraz bardziej siebie nienawidził - i czuł, że tak musi być.
Wciąż się karał.
Wzdrygnął się lekko słysząc jej słowa. Jakby wbijała w niego szpilę.
- Masz rację. Nigdy bym jej nie zostawił. Caroline też nie. I nie ważne którą z nich będziesz... Po prostu... Po prostu potrzebowałem chwili, musiałem... Kurwa, nie wiem co musiałem, to wszystko przyszło tak nagle, wyszedłem, poczułem, że muszę stąd wyjść i nie wiem... I nie wiem po co sięgnąłem po alkohol, ale musiałem, tak jest... Tak jest po prostu łatwiej, ja... Szukałem Cię. Tyle lat, codziennie czułem się nikim, bo nie potrafiłem do Ciebie dotrzeć, a teraz okazało się, że Ty to... Że byłaś tak blisko i.. - wyrzucił z siebie to wszystko dalej na nią nie patrząc, głos mu się łamał i momentami trochę bełkotał - pewnie z powodu wypitego alkoholu.
Odetchnął głębiej kilka razy.
- To za dużo, to po prostu... Za dużo. I wiem, że dla Ciebie też, dlatego... Dlatego czuję się jak kretyn. Nie powinienem stąd wychodzić. - dodał po chwili już trochę spokojniej.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-09-30, 02:48   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Nie mogłam temu zaprzeczyć - przeszłość wydawała się prostsza. Nawet teraz, gdy ta moja była taka chaotyczna, niepoukładana i niepełna - wydawała się prostsza. Każdy problem, każda zła chwila która przelatywała przez moją pamięć tak łatwo była wymazywana czymś dobrym i szczęśliwym. A teraz? Teraz tak ciężko było mi odnaleźć szczęście - a przecież miałam powód do radości. Odzyskałam swoje życie. Odzyskałam dawnego przyjaciela. Ale żadne z nas nie potrafiło tego docenić.
Patrzyłam na niego. Nie odrywałam wzroku, nawet, gdy potok słów wylał się z jego warg. Czułam, jak sama zaczynam to tracić, jak moje dłonie zaczynają drżeć. Czułam, jak coraz ciężej idzie mi utrzymanie nerwów. Ale... Nie chciałam znów płakać - nawet, jeśli łzy tak usilnie chciały zebrać się za moimi powiekami. Nie teraz - gdy to chyba ja musiałam pozostać silna za naszą dwójkę.
To... To było ciężkie. To było trudne. Nie wiedziałam, czy jest jakakolwiek dobra odpowiedź na wszystkie te wątpliwości, ani co należy czynić. Czułam się przytłoczona, zawstydzona, bezradna... I przerażało mnie to, jak bardzo i on był słaby.
Widać - nie zawsze da radę utrzymać tak nierealne pozory.
Ta słabość coś jednak we mnie budziła. Poczucie, że może jednak to wszystko nie jest na marne. Że może... Może nie musi być wcale tak źle. Że... Nie tylko ja popełniam błędy.
Zbliżałam się do niego. Moje nogi same szły w jego kierunku, gdy do moich nozdrzy coraz wyraźniej dochodził nieprzyjemny zapach alkoholu i dymu papierosowego z jego ubrań. Zapach jego perfum już dawno gdzieś zniknął, przykryty tą rozpaczą, przez którą i mnie ciężko się było przebić. Takie upicie się... Budziło we mnie lęk. Ale musiałam się przekonywać, że to się źle nie skończy. Nie z nim.
Na pewno nie z nim.
Nie wiedziałam, czy zniesie mój dotyk, czy zareaguje jeszcze gorzej. Wzrok ode mnie odwracał - było więc zbyt wielkie ryzyko, że i proste gesty z mojej strony spotkają się z odrzuceniem - a tego bym teraz nie zniosła. Wyszłam więc z jedyną niezobowiązującą rzeczą, jaka przyszła mi do głowy - wyciągając swoją rękę przed siebie, tak, by jego wzrok wpatrujący się w podłoże mógł ją dostrzec. Większość palców zgięłam, formując prawie piąstkę. Większość - poza małym paluszkiem, który czekał na mały haczyk zrobiony z innej dłoni.
- To... Obiecaj, że więcej tego nie zrobisz. - Wydusiłam z siebie, czując ścisk w gardle. Każda sekunda oczekiwania na jego reakcję przeciągała się w nieskończoności, budząc we mnie strach i niepewność. Co jeśli nie zdoła? Co jeśli nie będzie chciał?
Czy... Czy i ja będę wtedy skreślona?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-01, 00:23   
   Multikonta: Dale/James


Tysiące razy wyobrażał sobie tą chwilę. Widział swój uśmiech, jej uśmiech, bo przecież woow, odnaleźliśmy się po tylu latach... No, nie.
Rzeczywistość szybko sprowadziła go na ziemię i pokazała, że to wszystko nie będzie takie proste.
Zbyt wiele bólu było ukryte w ich wspomnieniach - które te małe pudełeczko uwolniło.
Nie potrafili tego docenić, Scott czuł się przytłoczony nadmiarem emocji. Czy to wszystko miało prawo się udać? Tak wiele się wydarzyło w ciągu zaledwie kilku dni, zupełnie jakby przez jego życie przeszło tornado. Zachowywał się jak jakiś kretyn z rozdwojeniem jaźni. Zapewniał ją, że jest inny, próbował to pokazać, po czym wychodził po to, by wrócić za kilka godzin pijany jak świnia.
Przecież tak nie zachowywał się dorosły człowiek - wiedział o tym, rozumiał to, a jednak... A jednak nie potrafił inaczej. Nie wiedział już w którą stronę uciekać, a stawić czoła temu wszystkiemu, cóż... No nie było łatwo.
A Caroline? Mimo wszystko nie wyrzuciła go, nie odepchnęła. Wręcz przeciwnie - podeszła do niego i wyciągnęła w jego kierunku dłoń.
Taki prosty gest... A dodawał wiary. Dodawał siły. Sam był słaby, to fakt - teraz widział to wyraźnie, ale nie z nią.
Wspólnie z nią była jakaś szansa. Szansa na poukładanie tego wszystkiego. Dlaczego więc mieli nie spróbować?
Powoli wyciągnął w jej kierunku swoją dłoń oplatając swój mały palec wokół jej. Ten gest wydał mu się taki na miejscu, taki... Taki ich. Zupełnie jak kiedyś.
Trwało to ledwie chwilę, ponieważ zaraz po tym zbliżył się do niej bardziej i przytulił do siebie mając nadzieję, że wybaczy mu ten zapach, który z pewnością nie był przyjemny. Alkohol, papierosy... No, nie każdy to lubił.
- Obiecuję... Nigdy więcej. - szepnął jej do ucha. Nie zasłużyła na to, by ją zostawiać. Odsunął się od niej trochę i sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wyciągnął z niej ten jeden koralik, który mu pozostał.
Włożył element bransoletki w jej dłoń i zerknął jej w oczy.
- To... To kiedyś należało do Ciebie. - powiedział cicho. Miał nadzieję, że nie spowoduje kolejnego ataku paniki, czy czegoś w tym rodzaju. Ta chwila... Marzył o niej od wielu lat. Chciał jej oddać tą cholerną bransoletkę - dlatego miał ją przy sobie. I nie ważne, że został jeden koralik. Wreszcie... Wreszcie się stało. Odnalazł ją.
Jeszcze nie potrafił się z tego cieszyć, ale... Gdzieś tam w głębi duszy rodziła się radość. Ta beznadziejność która mu towarzyszyła przez te wszystkie dni, te wszystkie lata poszukiwań, on... Powoli do niego docierało, że zamyka się pewien etap - nie ważne, że cholernie ciężko będzie całkowicie go zamknąć. Coś... Coś mu się wreszcie udało. I będzie mógł jej wynagrodzić te wszystkie lata - o ile oczywiście mu na to pozwoli.
Zrobiło mu się cieplej na sercu, by może to skóra w miejscu w którym miał wytatuowane jej imię zaczęła go tak palić?
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-02, 19:32   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Ja... JA nie miałam szansy sobie tego wyobrazić.
Jasne. Od tak wielu lat chciałam poznać swoją przeszłość, wiedzieć, kim kiedyś byłam, co lubiłam, jak wyglądało moje życie. Ale teraz, gdy ten cały chaos spadł na moją głowę... Czy naprawdę tego chciałam?
Może jednak z pewnymi kwestiami ciotka miała rację - nie każda tajemnica powinna wychodzić na światło dzienne - a te, które towarzyszyły mojej młodości okazywały się być teraz nad wyraz bolesne. Z drugiej strony - czy to nie była dla mnie szansa na walkę z tymi wszystkimi absurdalnymi lękami? Z moim wycofaniem i wyobcowaniem? Czy mogłam zacząć wieść normalne życie?
Najpierw musiałam pogodzić się z rzeczywistością...
Moje serce waliło, dłonie się trzęsły. Te krótkie sekundy, które dzieliły moje podniesienie dłoni od jego odwzajemnienia tego prostego gestu rozciągały się w nieskończoność, kolejny raz wpędzając mnie w stan paniki - która zniknęła tak szybko, jak w końcu poczułam jego palec przy moim własnym. Ta ulga... Była wręcz nie do opisania. Spokój, który wręcz automatycznie ogarnął moją duszę był silniejszy, niż moja niechęć do używek, którymi dziś się obdarzył brunet. Co ciekawe - chyba potrafiłam nawet odnaleźć dziwny komfort w tym jego duszącym objęciu - bo mimo tak wielu wspomnień związanych z tymi przykrymi zapachami, to wciąż były ramiona, w których czułam się bezpiecznie i dobre. I to fizyczne uczucie było tu silniejsze, bardziej znaczące, ważniejsze...
- Dziękuję. - Szepnęłam, mając jeszcze twarz schowaną przy jego klatce piersiowej, nim to on postanowił się ode mnie odsunąć, po chwili wciskając w moją dłoń mały, już tak dobrze znany mi koralik. Przez chwilę zawiesiłam na nim wzrok, gdy wszystko dookoła zaczęło się dziwnie rozmywać. Widziałam tę bransoletkę, widziałam, jak sama nosiłam ją na dłoni, gdy każda z literek wciąż miała ostre krawędzie. Widziałam, jak dłonią pokazuję kolejne dziwne chmury na niebie, a koraliki przesuwają się wzdłuż wysłużonej już gumki. Widziałam każdy obraz, każdy krótki film przed własnymi oczami, wpędzający mnie w paskudny ból głowy..
Nawet nie wiem kiedy syknęłam, na nowo wpadając w jego objęcia. Przez ten krótki ułamek sekundy ta okropna migrena ze mną wygrała - dopóki nie poczułam, że te szczupłe ramiona chłopca, który przed laty mnie pocieszał dziś całkowicie zmieniły swój kształt. Ja... Ja nie byłam w tej przeszłości, a musiałam znaleźć swoją drogę na przyszłość.
- Ja... Przepraszam... - Wyrzuciłam z siebie z niemałym zakłopotaniem, po chwili jednak przywołując uśmiech na swoje usta. - Nie wiem... Nie wiem co się dzieje. Te wszystkie wspomnienia, obrazy, dźwięki... To wszystko wraca, Scott. Ale... Ale jest takie chaotyczne... Nic nie rozumiem... - Dodałam po chwili z cichym westchnieniem, zamykając na nowo powieki. Byłam tym zmęczona - nie tylko demonami przeszłości, ale i wszystkimi emocjami i bodźcami, które dziś mnie złapały w swoje sidła.
Najgorsze w tym wszystkim jednak było to, że dziś... Dziś już nie byłam Julie. Ale nie byłam też dłużej Caroline.
Kim więc miałam się stać?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-06, 00:09   
   Multikonta: Dale/James


Zdecydowanie nie tak. Nie tak to wszystko powinno się odbywać, nie tak powinno wyglądać.
Dlaczego nie mogli po prostu poznać się, pójść na kawę - fajnie, spodobali się sobie, potem wyszło by z tego coś więcej... Dlaczego on nie mógł być zwykłym barmanem, a ona lekarką?
Nie, przecież to byłoby zbyt proste. Historia nie była by tak ciekawa jak w tej chwili - zabrakłoby w niej krwi, łez, dramaturgii. No, ale wtedy nie byłoby o czym opowiadać i mogłoby być nudno.
Czas płynął zbyt szybko, a wszystkie uczucia uderzały w nich zbyt intensywnie. Scott nie był do tego wszystkiego przyzwyczajony, dlatego czuł się jakby oglądał film, jakby go to nie dotyczyło... Uh, ciężko było mu zrozumieć, że gra główną rolę.
Tak, czy inaczej - wreszcie udało im się jakoś dogadać, zażegnać choć na chwilę ten emocjonalny kryzys i ich palce na moment się zetknęły - i już po paru sekundach ponownie trzymał ją w swoich ramionach.
Ponownie znalazł się na swoim miejscu, poczuł ciepło i gdzieś tam w głębi duszy - radość.
Oddał jej koralik, a ona ponownie się do niego przytuliła.
Przymknął na moment oczy i westchnął cicho przyciskając jej ciało mocniej do swojego.
- Powoli... Powoli to wszystko nabierze sensu. Spróbujemy razem to jakoś poukładać, dobrze? - powiedział cicho i nawet udało mu się w miarę sensownie złożyć zdanie - choć delikatnie bełkotał. Miał nadzieję, że Julie... Caroline... mu to wybaczy.
Jak powinien się teraz do niej zwracać?
Przez całe życie szukał Jules, którą przecież była, a jednak zakochał się na nowo w kompletnie innej osobie - w Caroline.
Była i jedną i drugą, ale też... Żadną z nich w stu procentach.
Nie miał pojęcia którą pragnie pozostać, ale... Ale wiedział na pewno, że zostanie przy niej - nie ważne co będzie dalej.
Wypuścił ją ze swoich objęć i zdjął z ramion kurtkę.
- Ja... Ja też się boję. Boję się tego co będzie dalej, to wszystko co się stało, to czego się dowiedzieliśmy... Kurwa, to naprawdę bardzo dużo. To wszystko zwaliło mi się na głowę tak mocno, nawet nie chcę sobie wyobrażać co Ty czujesz. Porozmawiamy o tym kiedy będziesz gotowa. - decyzja należała do niej. Tak jak mówiłem wcześniej - Scott potrafił zachować zimną krew w najtrudniejszych sytuacjach i potrafił podejść do wielu rzeczy na chłodno. Nawet teraz, gdy pierwszy szok minął... Mógłby o tym pogadać. Wiedział jednak, że dla niej to nie będzie takie proste.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-06, 00:40   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Spróbujemy razem to poukładać.
Jak to... Dobrze brzmiało. Tak pokrzepiająco. To dawało nadzieję i siłę - sama świadomość, że nie jest się samym w tym okrutnym świecie. Bo szczególnie teraz - nie potrafiłam patrzeć na ten świat inaczej. Byłam wrzucona w ten chaos, niepewność, zwątpienie i barbarzyństwo. Moje dzieciństwo nie było tak kolorowe, jak chciałam je sobie wyobrażać w snach, moja rodzina nie była ze mną szczera, moja obecna sytuacja wcale nie rysowała się kolorowo. Nic... Nic nie chciało się układać tak, jak powinno. Z całą pewnością - mogłam bez wątpienia stwierdzić, że moje życie odwróciło się do góry nogami.
- Bardzo bym tego chciała. - Odparłam dość słabo, choć przecież to była szczera prawda. Czułam, jak moje oczy zaczynają się szklić, a ból głowy staje się niemal nie do zniesienia. Te głosy, te obrazy... Potrzebowałam czegoś, co utrzyma mnie w obecnej rzeczywistości, ale... Jego zapach wcale w niczym nie pomagał. Przywoływał... Tyle złych wspomnień...
- Ja... Przepraszam... - Wyrzuciłam z siebie w końcu, uwalniając się z jego odcisku, wolno kuśtykając w kierunku łazienki. Musiałam znaleźć jakieś proszki przeciwbólowe, które przecież jak zawsze chowałam w szafce za lusterkiem. Chociaż ten plus mojej pracy - nigdy nie mogłam marudzić na niedobór wystarczająco silnych leków. Bez większego zastanowienia, złapałam więc w drżącą dłoń dwie pastylki przeciwbólowe, po chwili je połykając o popijając wodą z kranu. Nawet nie chciało mi się bawić w chodzenie do kuchni po szklanki. Nie teraz, gdy tyle paskudnych obrazów pojawiało się przed moimi oczyma...
Co najgorsze - jedyne, co zdawało się mnie sprowadzać tutaj, do tej godziny i minuty to bodźce bólowe - stanięcie na tej przeklętej kostce, czy wbicie sobie paznokcia w skórę dłoni. To... To przywracało mi trzeźwość umysłu, której teraz wyjątkowo potrzebowałam. Ale przecież... Przecież nie mogłam się teraz katować. To... To nie było rozwiązanie.
Musiałam więc rozjaśnić tę mgłę na wspomnieniach - jak bardzo bolesne dla mojej duszy to miało się nie okazać.
Wyszłam z łazienki z ciężkim westchnieniem, podpierając się plecami o framugę, a spojrzenie kierując na bruneta.
- Czy... Też musisz odpocząć? - Zapytałam dość niepewnie, samej nie wiedząc, gdzie kierować swoje myśli. Może... Może on będzie odpowiedzią na wszystko?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-06, 00:50   
   Multikonta: Dale/James


I tak właśnie miało być. Dobrze. Może nie teraz, może nie za tydzień, miesiąc, ale... Ale wreszcie tak będzie.
O ile tylko podejdą do tego w odpowiedni sposób, bo przecież... Hej, świat wcale się nie skończył. Jasne, wydarzyło się wiele okropnych rzeczy, padły naprawdę mocne słowa, ale to wszystko przeszłość, a w gruncie rzeczy... Ona z czasem przestanie mieć znaczenie. Tylko przyszłość się liczyła, a skoro pomimo tego wszystkiego potrafili być ze sobą, tak samo mocno się potrzebowali - to byli w stanie przezwyciężyć to wszystko.
Jak już na to spojrzeć właśnie w ten sposób... To nie wydawało się takie straszne. Scott zamierzał mocno złapać ją za rękę i po prostu przejść przez to wszystko - nawet jeśli to brzmi jak cytat z jakiegoś marnego romansu.
Swoją drogą - cholera, od kiedy on jest takim optymistą?
- Tak będzie. Postaraj... Postaraj się o tym nie myśleć. - rozdawał rady zupełnie jakby miał jakiś magiczny woreczek, który jest nimi wypełniony. Sam nie był pewien tego wszystkiego, ale podobnie jak wcześniej ona musiała wykonać pierwszy krok... Teraz on musiał być silny za ich dwójkę i swoją postawą pokazać jej, że to możliwe. I nie ważne, że ta postawa aktualnie jest nachlana.
Caroline pobiegła do łazienki, a on przetarł dłońmi zmęczone oczy.
Nic nie wysysało z niego sił tak, jak te cholernie ciężkie rozmowy z nią. Czuł się jak po wielogodzinnym treningu, albo wyjątkowo ciężkim tygodniu w pracy. Ba, nawet gorzej - padał z nóg.
Przeniósł na nią wzrok, gdy zadała mu pytanie i bez słowa podszedł do niej i wziął ją za dłoń.
Poprowadził w kierunku łóżka na którym sam usiadł.
- Jestem... Zmęczony, ale... Ale też szczęśliwy. Mimo wszystko cieszę się. To... Dobrze to wszystko wiedzieć. Zobaczysz, z czasem sama dojdziesz do podobnych wniosków. I... Tak, jestem cholernie zmęczony. Czuję się jakbyś wrzuciła mnie do pralki, czy coś... No i w takim stanie pewnie by mi się to przydało... - podrapał się nieco zakłopotany po głowie, po czym wstał i ruszył w kierunku łazienki, by choć trochę się ogarnąć. Przecież śmierdziało od niego jak z gorzelni, a naprawdę nie chciał już jej dzisiaj drażnić - tego jeszcze brakowało.
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-06, 01:06   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


To było by takie proste - po prostu się wyłączyć, nie myśleć, odciąć od tego wszystkiego. Ale rzeczywistość wcale na to nie pozwalała. Rzeczywistość chciała, byś cierpiał katusze każdego dnia, przypominając sobie bolączki sprzed tak długiego czasu. Rzeczywistość, w której byliśmy - stała się bezwzględna i krwiożercza. Widzieliśmy to każdego dnia - na ulicach przy kolejnych łapankach, w gazetach i telewizji przy kolejnych atakach, ja widziałam to też w swojej pracy. Tylko... Czy to wciąż była moja praca?
Rzeczywistość zaczęła mnie przytłaczać bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie potrafiłam zostawić jej z boku i żyć, jakby nic się nie stało. Jakbym miała, skoro dopiero zaczęłam odzyskiwać swoje własne, stracone życie?
Nie miałam sił mu się opierać. Dałam się zaprowadzić do tego łóżka, wciąż widząc fragmenty swojej pozytywki porozrzucane po ziemi, zdjęcia pływające w już zaschniętej plamie kawy i kawałki porcelany niedbale odepchnięte gdzieś pod ścianę. Ten obraz... Nie był przyjemny, ale nie mogłam też znaleźć w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, by się go pozbyć. Wolałam się utopić w miękkości pościeli, pomiędzy białym puchem i kontrastującymi poduszkami.
- Nie zaprzeczę. - Odparłam z wyczuwalną ulgą w swoim głosie. O nieco wolałam czuć od niego te perfumy, którymi raczył mnie od tylu dni, niż paskudny zapach noszący się za każdym barem i demonem sprzed wielu lat... - Nie zapomnij... O wodzie... - Rzuciłam gdzieś za nim, nim drzwi do łazienki huknęły przy zamknięciu. Oczywistym było, że na myśli miałam ten zapach, który dawał mi to poczucie bezpieczeństwa. Ten jego zapach, który tak dobrze mi się kojarzył - mimo wszystko.
Sama w tym czasie podniosłam swoje nogi na łóżko, opierając swoją głowę o jedną z poduszek, a wzrok skupiając na suficie - gdzie nie malowały się żadne plamy a pozytywka nie rzucała smutnego cienia swojej obecności. Na to czyste płótno, które wyglądało zupełnie jak nasza przyszłość. I to od nas zależało - czy będzie tonąć w chaosie tak samo jak podłoga, na którą nie mogłam już patrzeć, czy raczej pomaluje się w przyjemniejszych barwach - gdzie wszystko ma swoje miejsce i czas.
Jak bardzo nie chciałam... Musiałam się temu przeciwstawić. Musiałam ułożyć swoją przeszłość, rozwiać te wątpliwości, poznać go na nowo, poznać znów siebie. Musiałam - żeby się nie zatracić w tym mroku, który próbował mnie ogarnąć.
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Scott D'Amico



"Jeżeli zbyt długo wpatrujesz się w ciemność, to ona zaczyna wpatrywać się w Ciebie"

Zamiana w cień.

78

Barman.





name:

Scott D'Amico

alias:
Blake Carter || Ghost

age:
31

height / weight:
185/90

Wysłany: 2019-10-06, 01:44   
   Multikonta: Dale/James


Jak wcześniej zauważyłem - zbyt prosto być nie może.
A jeśli chodzi o brutalną rzeczywistość... Cholera, Scott tkwił w tym wzsystkim od tak dawna... Zapomniał już, że przecież może być inaczej.
Miał nadzieję odnaleźć przy niej spokój - nie czuł się przy nikim lepiej, więc miało to szansę wypalić. O ile tylko uda im się pozamykać pewne rozdziały i rozpocząć wszystko na nowo, co wcale nie będzie łatwe.
A jednak... Odnajdywał w sobie siłę, jakimś cudem pomimo tych wszystkich porażek potrafił dalej wierzyć w to, że będzie dobrze. Powinna się od niego tego nauczyć, serio, świetna sprawa - życie rzuca pod nogi kolejną kłodę, a Ty z uśmiechem przesuwasz ją na bok i idziesz dalej.
No, może mnie poniosło - bez uśmiechu, ale... Ale najważniejsze, że dalej przed siebie!
- Nie zapomnę, nie zapomnę... - burknął w odpowiedzi i mógłbym przysiąc, że zabrzmiało to tak, jakby był trochę rozbawiony.
Może to przez alkohol?
Tak. To na pewno przez alkohol.
Wziął szybki prysznic i dla pewności kilka razy umył zęby, po czym wyszedł z łazienki ubrany zaledwie w krótkie spodenki.
Położył się obok niej i odruchowo wyciągnął ramię tak, by mogła się do niego przytulić.
Podążył wzrokiem za jej spojrzeniem i teraz oboje tak sobie patrzyli w sufit.
- Widzisz tam coś ciekawego? - zagadnął z lekkim uśmiechem na twarzy. Można to było nazwać dobrą miną do złej gry - z jednej strony wcale nie było mu za wesoło, ale z drugiej... Przecież były też powody do radości, prawda? Trzeba szukać plusów - nawet jeśli cały świat się wali.
Byli razem. Wciąż, pomimo tego wszystkiego mógł ją dotknąć, cały czas była przy nim.
Poza tym... Hej, czy może być jeszcze gorzej niż teraz?
_________________
[Profil]
  [A+]
 
Caroline McCoy



Dark hair for catching the wind - not to veil the sight of a cold world.

Neurochirurg / członek sztabu badawczego D.O.G.S.





name:

Caroline McCoy

alias:
Julie Kane

age:
28

height / weight:
159/53

Wysłany: 2019-10-06, 02:06   
   Multikonta: Sam
  

   2 lata Giftedów!


Doświadczenie rzeczywiście okazywało się najbardziej pomocne w takich sytuacjach. Tylko czy ja mogłam mówić o nauce na własnych błędach, jeśli większości nie pamiętałam?
Znikałam w tych wszystkich wspomnieniach, które przeplatały się jedno za drugim, kolejne i kolejne, nie dając żadnych odpowiedzi, ale za to porządnie pogłębiając mój problem migrenowy. Najgorsze, że każda dobra myśl szybko była przykrywana tą nieprzyjemną, by po chwili znowu znaleźć drogę dla szczęśliwych momentów. Nie mogłam się porządnie wypłakać nad każdym bolesnym wspomnieniem, bo moje serce już po chwili odczuwało radość, by znów zostać złamanym. Ta masakryczna huśtawka nastrojowa z całą pewnością mi nie służyła...
Czy dlatego nie usłyszałam rozbawienia w jego głosie? Zbyt głęboko nurkując już we własnych myślach, widząc na nowo kręcące się koła od roweru, a po chwili podniesioną dłoń złożoną w pięść?
Wzdrygnęłam się, czując poruszenie na łóżku. Nawet nie słyszałam, kiedy mężczyzna wyszedł z tej łazienki, zakradając się do mnie. Mimo wszystko jednak - uśmiechnęłam się, z ulgą witając się z dużo przyjemniejszym zapachem- nawet, jeśli alkohol wciąż nie wyparował z jego organizmu. Niema naturalnie podparłam swoją głowę o jego ramię, wciąż wlepiając spojrzenie ku górze, na płótno, które wciąż czekało śnieżnobiałe.
- Tylko cienie. - Odparłam cicho, po chwili wzdychając i przerzucając swoje ślepia na bruneta. - Przeszłość wcale nie jest tak kolorowa, jaką ją sobie wyobrażałam. - Dodałam po chwili, jakby chcąc nakreślić analogię, którą się kierowałam. Dopiero teraz też, zaczęła do mnie dochodzić... Pewna bardzo kiepska myśl.
- Scott... Tamtego dnia... Co się wydarzyło? - Zapytałam, próbując sobie ułożyć przebieg tych kilku godzin, które tak bardzo zadecydowały o moim obecnym życiu. Czemu w moim wspomnieniach nie tylko widzę samochód i dłoń ojca, ale i... Zniknięcie chłopaka? Czy to moja wyobraźnia płatała mi figle, czy jednak była to pewnego rodzaju trauma, która do dziś odbija swoje piętno? Czy on... Czy on serio mógł tak po prostu wyparować, nim okładał mojego rodziciela swoimi dłońmi?
Czy w akcie swojego heroizmu stał się tym, kogo dziś tak bardzo się bałam?
_________________


I have lost my innocence...
[Profil]
  [A-]
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6