Arcadia była akurat w Seattle, załatwiając aktualne zlecenie. Ostatnio coraz częściej kręciła się między tym miastem, a Olympią, w której mieszkała. Dla niej to nawet lepiej. Jak była w stałym ruchu, ciężej było ją wyśledzić! I tak nigdzie nie mogła się przywiązać za bardzo, bo to było zbyt niebezpieczne. Miejsca zmieniała jak rękawiczki, a tymczasowym sąsiadom rzadko ufała na tyle, by zdradzić im więcej szczegółów na temat swojej tożsamości. Była jednak jedna osoba, której już tyle razy niemalże chciała powiedzieć, co tak naprawdę w sobie skrywała. Tą osobą był właśnie Chase Stirlingshire. Poznała go całkowicie przypadkiem i w życiu nie przypuszczałaby, że to z nim jakoś mocniej się zakumpluje. Szczególnie że był on tylko zwyczajnym człowiekiem. Rany, jak to się stało? Choć zachodziła w głowę, do tej pory szczerze nie miała pojęcia, dlaczego to z Chase'em czuła się najswobodniej. I jeszcze dziwniejsze - dobrze wiedział, że była mutantem... I całkowicie ją akceptował! Była tym ogromnie zdumiona, ale także i... uradowana. Dzięki niemu widziała szansę, że być może kiedyś ci wszyscy okrutnicy, którzy tak usilnie polowali na jej gatunek, zostaną zdziesiątkowani przed ludzi o dużo lepszym charakteru. Być może ta nadzieja sprawiała, że tak chętnie się z nim widywała... A być może było to coś innego? Nie umiała jednak tego określić. Cienka była w sprawach emocjonalnych i znała jedynie miłość czy troskę o swoją rodzinę. Mogła jednak uznać, że Chase w jakimś stopniu uchodził właśnie za taką osobę. Bo byłoby jej naprawdę przykro, gdyby jemu się coś stało. Mimo, że był tylko człowiekiem... I dlatego też w tej kwestii była nieco zbyt opiekuńcza. On przecież nie miał żadnych mocy do obrony! Nawet sztuk walk chyba nie znał, o ile dobrze się orientowała! Oj, będzie musiała ostatecznie go trochę przyuczyć. Chwila... Czy ona serio tak myślała?
I o wilku mowa! Kręciła się gdzieś po mieście, gdy Stirlingshire uraczył ją smsem. Mimowolnie miała ochotę się uśmiechnąć, gdy poprosił ją o spotkanie. Zignorowała jednak zarówno to, zachowując pokerową twarz, a także i to dziwne, wręcz łaskoczące ją we wnętrzu brzucha uczucie. Natychmiast wsiadła na swój realny motor i udała się w drogę do jego domu. Znała już adres od jakiegoś czasu, jedynie ona swojego nie podała... Ale jak co rusz była gdzie indziej, to właściwie po co miałaby to robić?
Na miejscu nawet nie zapukała ani nie zadzwoniła, tylko zgodnie ze swoim fantastycznym pomysłem, włamała mu się na chatę. Z rezygnacją stwierdziła, iż Czejs raczej marnie stoi z ochroną. I ogólnym ogarnianiem, bo w ogóle nie zarejestrował, jak Arcadia chodzi sobie swobodnie po chacie. Najpierw podeszła do lodówki, częstując się colą bez kalorii i cukru (uznajmy, że takową też posiadał), a następnie leniwie opadając sobie na kanapę nieopodal. Rozwaliła się tam, jakby była u siebie w domu. Pojęcie kultury czy jakichś innych zasad było jej trochę obce. I czekała, czekała... Zdążyła wypić puszkę i pójść po kolejną, parę razy teatralnie wywrócić teatralnie oczyma i powzdychać sobie ze złością. Chase ostatecznie się pojawił, lecz najwidoczniej był cholernie zaskoczony jej widokiem. To tylko wywołało u niej kolejne spojrzenie posłane wprost do nieba. A raczej w sufit.
- Trzynaście minut i dziesięć sekund. Gdyby to był prawdziwy włamywacz, albo co gorsza, jakiś seryjny morderca, byłbyś już martwiutki. - rzuciła cierpko na powitanie, lecz zaraz się rozpromieniła. Odstawiła gdzieś tam napoczętą puszkę i wlepiając swoje śliczne paczałki wprost w Chase'a, rzuciła się, by go porządnie wyściskać. Jak na prawdziwą, ekhm, przyjaciółkę przystało!
If my soul was torn, would you help? Would you try and fix me? Would you help un-break me?
Najlepszy tatuażysta w mieście!
name:
Chase Stirlingshire
alias:
The Prophet
age:
30 lat
height / weight:
193 / 72
Wysłany: 2019-09-14, 23:36
1 Rok na Giftedach!
#1W końcu moja pierwsza właściwa fabuła, yay. XD Ubranko :3
Trzeba przyznać, iż trochę wydarzyło się u Chase'a. Kilka miesięcy temu zakrzątała mu myśli pewna rudowłosa dziewczyna, o której obecnie chciał czym prędzej zapomnieć. Sam nie miał pojęcia, skąd tamtego pamiętnego dnia pojawiły się te bliżej nieokreślone uczucia, które niespodziewanie w nim wywołała... Przecież żadna nie miała dostępu do jego serca, aby w nim coś ruszyło i by stracił dla jakiejś maksymalnie głowę. Widocznie było to coś chwilowego, pod wpływem silnych emocji wywołanych przez fakt, iż było to jednak spotkanie pierwszego stopnia z osobą, która posiada moce. A to go niewątpliwie tak bardzo jarało! Poza tym początkowo w ogóle był przekonany, że wyratował psa z opresji, a nie piękną dziewczynę, a tu taka niespodzianka! Budzi się, a tu zamiast sierściucha obok nieco na wygodnym wielkim łożu leży nagie, zgrabne kobiece ciało. Nic zatem dziwnego, że mogło w niego nieźle pierdolnąć niczym magiczny proch prosto w ryj i nawet jeśli było to tylko krótkotrwałe, na tyle dostatecznie silne, by mu zrobić lekką siekę z mózgu. Tym razem o dziwo nie on spierdolił sprawę, a ona. Może by coś z tego było... gdyby ta nie postanowiła następnego dnia wyparować, pozostawiając po sobie durny skrawek papieru, na którym nie było żadnych konkretnych wyjaśnień, a można powiedzieć samo puste przepraszam. Nie potrafił wówczas otrząsnąć się z doznanego szoku, gdyż kompletnie nie rozumiał, co nią kierowało i z jakiego powodu zostawiła go zasadniczo totalnie bez słowa. Tak najwyraźniej musiało być i to nie ona była mu przeznaczona. Trudno. Nie zamierzał płakać nad rozlanym mlekiem. Znajdzie się inna, prawda? Zresztą... tak długo stawiał na jednorazowe przygody i w jego przypadku określenie zmieniać jak rękawiczki zaliczało się do romansów, a nie miejsc jak to działa u Arcadii. Do takiego funkcjonowania zdążył się od dawna przyzwyczaić i nie wierzył, że uda mu się kiedyś z jakąś babeczką w ogóle związać na poważnie. Z tego względu specjalnie po tej przeklętej Amber nie rozpaczał. Prędzej czy później inna równie gorąca laseczka wskoczy mu do łóżeczka. Z tym on nie miał najmniejszego problemu. Co za tym idzie żył sobie dalej, swoim normalnym trybem nie oczekując ani grama zmian. A tu jak grom z jasnego nieba spadła mu właśnie Arcadia, która wywróciła mu wszystko do góry nogami. Oczywiście w pozytywnym sensie! Momentalnie sprawiła, że odechciało mu się ruchać każdą panienkę, jaka mu się napatoczy i zaczęło mu prawdziwie zależeć. Jest pierwszą przedstawicielką płci pięknej, której udało się do niego dotrzeć i rozjebać ten wewnętrzny mur, który w sobie wytwarzał od gówniaka, niszcząc go i pozbywając się otaczającego jego serce lodu, stając się dla niej absolutnie dostępnym, oddanym, wiernym i lojalnym. Sam się sobie dziwił, że jest do tego zdolny, ale tak to jest jak się trafi w końcu na odpowiednią osobę! Można powiedzieć wręcz, że początkowo latał za nią jak taki zakochany szczeniak, robiąc wszystko, aby ta była szczęśliwa i by było jej z nim dobrze. Nie chciał tego wyjątkowo popsuć. Nigdy nie był czymś tak cholernie zaoferowany. Sam się intensywnie zastanawiał, czemu to przy niej tak swobodnie się czuł... Jedynym sensownym wyjaśnieniem było to, że to jego bratnia dusza, zaginiona druga połówka, na którą czekał... jakieś trzydzieści lat. Całkiem sporo, ale kij z tym... Jej umiejętności również go ekscytowały i nie przeszkadzały w tym, aby w pełni ją zaakceptować taką, jaką jest.
Kiedy dostał precyzyjniejsze uzasadnienie w esemesie od panny Jackson, czemu wtedy spierdoliła, było już za późno na dawanie jej jakiejkolwiek szansy. Nie chciał – uznał to za zamknięty rozdział, więc zwyczajnie napisał jej jakieś słowa pożegnalne i tyle w temacie. Nie zamierzał już do niej nijak wracać myślami, zwłaszcza że teraz miał kogoś innego na oku i to ona była jego wybranką serca. Gorzej, że niedawno jakaś idiotka zaczęła go stalkować; powoli go przerażała nie na żarty. Śledziła go niemalże na każdym kroku; ewidentnie jakaś odrzucona przez niego laska z przeszłości, która sobie coś ubzdurała. Musi być psychofanką, inne określenie do niej nie pasuje. Dobrze, że chwilowo z groźbami żadnymi nie wyskakiwała! Niemniej i tak wystarczająco jej osoba go niepokoiła, by nie czuć się zarówno komfortowo ani bezpiecznie. Postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu... po pierwsze, zwróci się z pomocą do Arcadii, która z pewnością łatwo pozbędzie się natrętnej dziwki. Po drugie... przyzna się wreszcie do swych uczuć, którymi ją żywi i oficjalnie poprosi, by była jego dziewczyną. Och, niemożebnie tego pragnął, co łaziło za nim od kilkunastu dni! Musiał skorzystać z okazji, stąd skrobnął do niej i zaprosił do siebie. Ogółem Chase również nie podawał byle komu swego adresu, właściwie czynił to niezwykle rzadko... Widząc te wszystkie wojny i inne gówna dziejące się na świecie, był jedynie bardziej nieufny, dlatego z wielką ostrożnością podchodził do nowych znajomości. Te parę lat temu było podobnie, ale nie aż tak jak w ostatnim czasie, niestety. Pannie West zaufał jednak na tyle, by bez najmniejszego zawahania zdradzić jej, gdzie konkretnie mieszka.
Nie no, aż tak kiepsko z nim nie jest, obronić się potrafi, ba raz zatłukł dwóch kolesi w obronie niewinnego zwierzaka! Może i nie znał sztuk walki, lecz jest dość pojętny, jego ciało nadaje się na wysiłek fizyczny, a on generalnie uprawia mnóstwo sportów. Jakby go tak podszkolić, byłoby perfecto! Prędzej sobie z tym poradzi, niż z tańcem, w którym nie oszukujmy się... jest totalnym ciapą. Nauczenie go tego może graniczyć wprost z cudem!
Wiedział, że niedługo będzie miał gościa, aczkolwiek nigdzie mu się nie spieszyło i powoli się ogarniał, najdłużej siedząc w łazience. Musiał się dobrze prezentować, szczególnie dzisiaj, skoro miał nastąpić przełom w ich znajomości! Wziął dłuższy, odświeżający prysznic, myjąc też swoją czuprynę. Po doczyszczeniu najdrobniejszego zakamarka swego ciała, włożył na siebie takie lżejsze ciuchy, nie chcąc też się przesadnie wystrajać, bo nie prosi ją jeszcze o rękę... Cóż, może kiedyś będzie i to im dane! Wybór padł na: podkoszulkę z krótkim rękawkiem, a na to skórzany bezrękawnik, a jakby tego było mało spodnie z dziurami na kolanach. Nie mogło także zabraknąć najaczy. Och, jakże on uwielbiał ten styl! Powinien jako zmarzluch teoretycznie trząść się z zimna, lecz jemu było całkiem ciepło; zwisał mu chłód panujący na zewnątrz – w środku swojej wielkiej posiadłości miał klimatyzację, także nie musiał się martwić o nic i mógł ubierać jak zechce. Nie usłyszał żadnych dźwięków dochodzących z salonu przypuszczalnie przez lecącą z kranu wodę. Za cholery nie wpadłby na to, że Arcadia zrobi mu włam na chatę! Oj tam... ona mogła czuć się tu jak u siebie, jemu takie luźne podejście zupełnie nie wadziło! Zakończywszy się pindrzyć w tym kiblu, ostatecznie z niego wylazł i powędrował do salonu, aby tam poczekać na przyjaciółkę... Widok rozwalonej ciemnowłosej na kanapie potężnie go zaskoczył! Jego mina musiała wyrażać więcej niż tysiąc słów, do tego prezentował się w tym momencie przekomicznie. Czuł jak tętno mu wzrasta, a jednocześnie rozluźniające się mięśnie po zarejestrowaniu tak dobrze znajomej mu twarzy. Uspokoiło go to, zdecydowanie.
– Po to cię między innymi wezwałem... co ja biedny bym bez ciebie począł! Mógłbym pomyśleć, że to ta świruska mi się tu wkradła... jaka ulga, że to nie ona! – zaczął ciutkę zaczepnie, puszczając jej oczko, poczynając się z nią jakby droczyć. Odwzajemnił rzecz jasna ten promienny uśmiech. Podczas porządnego wyściskania chłopaka, do jej nozdrzy mogły napłynąć piekielnie zajebiste zapachy typowo męskich perfum, którymi Stirlingshire niedawno się wypsikał. Sam uwielbiał wdychać jej zapach... Przytknął aż nos do jej włosów, a rękoma gładził delikatnie plecy, coby należycie się z nią przywitać i napawać jej bliskością najdłużej jak się dało nim przejdzie do poważniejszych spraw... Nie chciał wyskakiwać z tym tak na wstępie!
_________________
Chase Stirlingshire
We won't let them turn away, we'll show them what they've made. We'll be here when their heart stops beating!
Arcadia raczej nie wnikała w problemy Chase’a chyba, że ten postanowiłby się jej wyżalić. Z pewnością by go pocieszyła po tej tragicznej pomyłce. Kto wie, może nawet znalazłaby tą laskę i poważnie sobie z nią pogadała. Dla niego byłaby jednak łagodna oraz współczująca, robiłaby wszystko, byleby tylko się pozbierał. W końcu każdy popełnia błędy, no nie? Ale nie ona. West przysięgła sobie, że nie będzie bawić się w związki dopóki nie pozna tej jedynej osoby. Mimo wszystko trochę obawiała się przywiązania do osoby i ponownego stracenia jej, tak, jak w przypadku rodziny. Nie chciała powtórki z rozrywki. Wtedy kolejne życie poszłoby na marne, a ona cholernie by się obwiniała. Jednak w przypadku Chase’a… Naprawdę zaczęła coś do niego czuć. Początkowo próbowała temu zaprzeczyć czy zmieniać kierunek myśli na coś innego. Liczyła, że jej zwyczajnie przejdzie i na nowo będzie mogła odciąć się od zbędnych uczuć. Nigdy nie miało to jednak miejsca. Z dnia na dzień było coraz gorzej – coraz częściej łapała się na tym, iż myśli, co tam u Stirlingshire’a się działo. Czy jest bezpieczny albo szczęśliwy w tym momencie. Kiedy mogła to pisała i dzwoniła, a jeśli była zajęta zleceniem – wtedy tylko wyczekiwała chwili, w której zakończy misję z powodzeniem i będzie mogła rozluźnić się przy fantastycznym głosie Czejsa. Ach, musiała przyznać, że ten był całkiem pociągający! Tak samo, jak i właściciel oczywiście. Szczerze powiedziawszy, sama dotychczas spała z kim popadnie, starając się nie uwikłać swojej osoby w coś poważniejszego. Była seksowna i pełna wdzięku, więc chętnych nie brakowało! Robiła to jednak tylko i wyłącznie po to, by zaspokoić potrzeby. Nikt nie był dla niej ważniejszy niż ona sama. Dopóki nie zjawił się właśnie taki jeden, będący na dodatek człowiekiem! Choć miała złe wspomnienia po czynach niektórych osobników razy homo sapiens, nie wszystkich wrzucała do tego samego worka. Mimo wszystko ogromnie się cieszyła faktem, iż Chase’a nigdy nie spisała na straty. Już od pierwszego wejrzenia coś w nim dostrzegła. Do tej pory nie wiedziała co… Albo też przekonywała się raz za razem, że to nic takiego. Uczucie, którym go darzyła, było jednak prawdziwe. I nie zamierzało zniknąć. To trochę ją przerażało, ale jednocześnie też… ekscytowało. Może powinna dać temu, a raczej im, szansę? O ile tylko ciemnowłosy czuł to samo… Bo wyjątkowo tutaj nie była pewna, czy kręci go równie mocno, co on ją. Ale kiedyś musiała się przekonać o tym, czyż nie?
Nie spodziewała się kompletnie, że on planował pierwszy poczynić coś w tym kierunku. Arcadia przybyła do niego, ponieważ jej potrzebował – a do jakiego celu, to już wkrótce się dowie! Oj, różnie może zareagować na wieści o stalkerce. Chase był dla niej ważny, więc pewnie by się cholernie wkurzyła na fakt, że ktoś w ten sposób sobie z nim igra. Ta psychofanka czy kto to tam był musiałaby wtedy już odpalać rakietę w kosmos, bo w każdym innym wypadku ona tę osóbkę znajdzie! I nie będzie już taka milutka, jak w towarzystwie człowieka, do którego pałała uczuciami. I najwyraźniej on też ufał jej na tyle, by nawet adres jej podać! Rzecz jasna nie dostrzegała w tym nic więcej… a może tak odrobinkę? Tak czy siak, to nie mogło świadczyć o czymkolwiek. Ale wkrótce się dowie, że nie tylko ona gryzła się w myślach z uczuciami!
Oj tam, każdego można było nauczyć wszystkiego. Wystarczyła tylko odrobina skupienia oraz… świetny nauczyciel! A tak się składa, że panna West była zarówno urodzonym wojownikiem, jak i wyśmienitym tancerzem! Z nią nawet kulawy zacząłby wywijać tak, że każdemu szczena by do ziemi opadła!
Gdyby tylko Dia wiedziała, że mężczyzna jest w trakcie odpicowywania swojego własnego ciałka specjalnie dla niej, chyba niecierpliwiłaby się jeszcze bardziej. Była też możliwość, że śmiało by wlazła mu pod prysznic, a tam… Nie, dobra, nie o tym mowa! To jeszcze nie ten etap, choć byli niewątpliwie… blisko? Teraz jednak nie myślała o fakcie, że chciałaby się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, niż zazwyczaj sobie pozwalała… Zajęła się liczeniem minut i piciem coli w niesamowicie luzackim i wygodnym ułożeniu na kanapie. Słysząc jednak jego kroki, a po chwili dostrzegając również i oblicze, w momencie znalazła się na nogach. Obdarzyła go cudownym i szerokim uśmiechem, pełnym zarówno radości, jak i udawanego rozczarowania.
- Oj, byłbyś bardzo biedny. – szybko przekształciła uśmieszek na zadziorny, zbliżając w jego kierunku. – Och, jak dobrze że to nie mnie tak określasz. Prawie byś ode mnie dostał, więc na przyszłość nawet o tym nie myśl. – mruknęła żartobliwie i zachichotała pod nosem. Natychmiast jednak spoważniała, a nawet zmarszczyła brwi, gdy powiedział jej o jakiejś świrusce. – Ale czekaj… To jakaś obca kobietka się tutaj kręciła? Co tu robiła? – spytała ze zdumieniem, wybierając tę emocję by zamaskować również i nutkę zazdrości. No co? Niezbyt podobała jej się myśl, że jakaś obca baba postawiła tu stopę przed nią! I jeszcze napytała biednemu Chase’owi biedy… Całe szczęście, że mogła go uściskać, bo przynajmniej miała również i czas na zmianę wyrazu twarzy. Gdy już odsunęli się od siebie, ta wyrażała jedynie głębokie zaniepokojenie. I nic więcej!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum