Trudno było jej pogodzić się ze śmiercią Conora. Zwłaszcza że podobnie jak u Lisy nie była ona wcale naturalna. Różnica polegała na tym, że tym razem nie mogła sobie pozwolić na to by zamknąć się w czterech ścianach. Na pewno na to nie pozwoliłaby jej Vanessa, która często do niej wpadała. Oczywiście, kiedy nie miała treningów czy innych obowiązków. Przyjechała do Seattle by odwiedzić brata i bratanice oraz zobaczyć czy w czymś nie mogła pomóc. Jednak na razie prócz zajęciem się Vanessą nie było niczego innego. Chętnie podjęła się tego z dwóch powodów. Lubiła opiekować się swoją bratanicą oraz samotność jeszcze bardziej jej doskwierała niż zwykle. Tym razem małej udało się na mówić na małe zakupy. Mówiła coś, że za miesiąc jej przybrany brat ma urodziny i chciała mu coś kupić. Esther lubiła robić prezenty oraz uznała, że wyjście na miasto dobrze im zrobi. Dlatego się zgodziła już chodziły uliczkami jakiś czas, ponieważ zgadzając się na wyjście nie przewidziała jednego. Tego, że jej bratanica jest taka wybredna jeśli chodzi o kupno na prezent.
- Może ci pomogę... Czym się on interesuje? - zapytała się, bo przecież sama chłopaka za dobrze nie znała. Wiedziała, jaką ma moc, bo Vanessa jej powiedziała jakiś czas temu. Widziała go może parę razy nie licząc tych świąt co ostatnio spędzili razem. Powinna chyba bardziej poznać ludzi z rebelii. Zwłaszcza jak mieli razem walczyć o przyszłość dla mutantów.
Jak zwykle, gdy człowiek nie planuje niczego niezwykłego. Dzieję się coś co wystawia go na próbę. Właśnie w tym momencie dostrzegła kilku funkcjonariuszy DOGS. Normalnie pewnie by dalej udawała, że są na zakupach. Jednak w pamięci miała, że to przez nich zginął Conor. Dlatego też najchętniej zeszłaby im z drogi, byle tylko nie zbliżyli się do niej i Vanessy.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Cieszyła się z każdej z wizyt u cioci, wspólnie wybierały się na zakupy, śmiały się bawiły w "małpich gajach" a czasem nawet wracały z lodami do domu. Ba, przeważnie tak wracały! Jak nie z lodami, to znowu z kilkoma rzeczami do domu, czy też po prostu do jej pokoiku, który od długiego czasu był przygotowany specjalnie dla niej gdy zostawała u cioci Esther. Tego dnia to właśnie ona zrobiła jej niespodziankę pojawiając się u nich w rebelii. Szczęśliwa objęła ją by ostatecznie wyjść z nią na zakupy, sama nie mogła wyjść a w towarzystwie cioci zawsze czuła się pewnie i bezpiecznie. Nie mogła się doczekać by zacząć wybierać prezent dla Vincenta. Myślała nad wyborem książki, wiedziała że lubił dużo czytać książek przyrodniczych, oraz naukowych. Ostatecznie postanowiła, że wybiorą coś naukowego. Krocząc tak i szukając podarku była zawiedziona bo nic nie było tam takiego co mogłoby się spodobać jej "bratu". Szkoda, spodziewała się znaleźć coś fajnego ale niestety nie. Idąc tak pociągnęła ciotkę w stronę jednego sklepu.
- Ciociu a tutaj? Może tutaj coś znajdziemy?
Dodała odwracając się w jej stronę gdy ta zaczęła się dziwnie zachowywać. Spięła się w sobie jakby właśnie walczyła z samą sobą i chęcią wymordowania wszystkich dookoła.
- Ciociu?
Odezwała się zaniepokojona i przeniosła wzrok na Esther a potem powędrowała wzrokiem za nią. Widziała w oddali grupkę ludzi, ale nie przyjrzała się im za bardzo. Nie dostrzegła tam nikogo, przed kim powinni uciekać. A może powinni? W końcu nie wiedziała jak wyglądają Ci źli ludzie. Od zawsze uważała, że Ci źli muszą być uzbrojeni. A tam przecież nikogo takiego nie widziała przynajmniej nie z tej odległości.
Poszukiwanych wcale nie malało wręcz przeciwnie było ich coraz więcej. Na każdego złapanego mutanta przypadało pięciu kolejnych. Nie poprawiał tego fakt, że ostatnio wielu uciekło z DOGS. Co nie podobało się moim panom... Kazali wszystkich znaleźć i wyłapać, bo stwarzają zagrożenie dla porządnych obywateli. Dlatego w towarzystwie dwóch pozostałych członków oddziału Taktycznego z którymi przyszło pracować. Nie tyle pracować co ich wspomagać, bo kto lepiej schwyta mutanta jak nie drugi mutant. Nie patrzyłam na to jakbym zdradzała własną rasę czy też polowała na swoich. To była moja misja... Misja pomszczenia mojego dziecka, które zostało zabite przez takich jak ja. Im więcej mi podobnych na ulicach tym większa szansa, że inne matki stracą swoje dzieci. Jesteśmy niebezpieczni, dlatego powinniśmy być pod stałą kontrolą. Nie możemy żyć wśród innych ludzi, bo stwarzamy dla nich niebezpieczeństwo. Większość z nas jest jak naładowana bomba gotowa to wybuchnięcia. Dlatego nie spocznę aż nie będzie ani jednego mutanta na wolność.
W sklepach na więcej można spotkać ludzi spod ciemnej gwiazdy. Poza tym kręci się tu tyle ludzi, że większość mutantów myśli, że może wkręcić się wśród nich. Na całe szczęście żadnemu nie przyjdzie zgrywanie bohatera widząc nas. Również to działa w drugą stronę porządni obywatele mogą poczuć się bezpiecznie widząc, że jest ktoś kto stoi na straży ich bezpieczeństwa. Niech któryś tylko spróbuje coś ze swoją mocą. Zostanie szybko złapany i o jednego terrorystę będzie mniej.
Nie powiedziałabym, że Esther tej chwili była opanowana chęcią mordu. Jednak prawdą było to, że walczyła samą sobą. Ponieważ tej chwili czuła niesprawiedliwość, ból po stracie oraz wiele innych uczuć, które sama pana Goth nie potrafiła określić. Więc, co ja będę próbować... Jednak warto wspomnieć to, że nie darzyła sympatią funkcjonariuszy DOGS. Byli to ludzi bezwzględni oraz zaślepieni. Taci ludzie byli najgorsi..., a jedyne co było gorsze od DOGS to ich współtowarzysze z GC. Tamci nie kierowali się już niczym, jak zabić jak najwięcej mutantów.
Jak usłyszała iż Vanessa drugi raz zwraca się do niej oderwała spojrzenie od funkcjonariuszy. Lepiej nie zwracać na nich zbyt wielkiej uwagi, bo jeszcze można ciągnąć ich wzrok na siebie. Najlepiej jest zachowywać się normalnie. Czyli jakby ich tutaj nie było. To też zamierzała zrobić.
- To o którym sklepie mówiłaś. Proszę cię, abyś coś wybrała w nim... Innym razie będziemy musieli zrobić przerwę - powiedziała do Vanessy, bo już czuła jak bolą ją podeszwy stopy, to był jednak zły pomysł ubierania butów na słupku. Rada na przyszłość wybierając się na zakupy z Van należy zakładać trampki.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Coś było nie tak, ale co? Ciocia do tego ciągle wpatrywała się w jakiś punkt nie pojmowała o co chodzi, a może zobaczyła kogoś podobnego do wujka? Może kogoś znajomego. Ale czy by tak się wpatrywała? Przecież podeszłaby do niego prawda? Tak czy inaczej, mała Vanessa przeniosła wzrok w stronę, w którą wpatrywała się ciocia. Dużo ludzi, każdy coś robił, ktoś przechodził, inni jeszcze się przepychali by dostać się do stoiska. Jednak minęła jej znajoma twarz. Spojrzała przed siebie zaskoczona a potem odwróciła głowę by jeszcze raz spojrzeć za siebie, prosto na kobietę, która przypominała jej tak bardzo mamę. Ale czy to możliwe? Czy to jej mama? Odwróciła się na pięcie i spojrzała na ciocię zaskoczona.
- Nie chcę do sklepu...ciociu...tam jest mama.
Odezwała się a jej stres i tęsknota wróciły. Odwróciła się w stronę kobiety, którą widziała. Nie widziała już ludzi w jej towarzystwie. Ona widziała ją, jej mamę!
- Mama!
Pisnęła i rzuciła się prosto w stronę kobiety przepychając ludzi z dala od siebie. Esther nie była w stanie jej powstrzymać, nie tym razem. Ona miała jeden cel. Matkę. Próby zatrzymania jej na nic się nie mogły powieść bowiem Van miała przed oczyma ukochaną osobę, której nie widziała tyle lat. Nie przejmowała się tym, że ktoś może się potknąć, przewrócić. Ona widziała mamę! Jej mamę! Kobietę, której odkładała co roku czekoladki i chowała je by dać je jej na święta. A teraz? Ona była, stała kawałek dalej tuż przed nią. Nikt nie był w stanie jej powstrzymać. Musiała wrócić do domu, do taty!
- Mamusia!
Krzyknęła rzucając się prosto na kobietę. Nie miała pojęcia, że matka nie pamięta jej, że nie wie kim jest. Ona wiedziała, ona pamiętała. W końcu ją odzyskała, w końcu miała mamę przy sobie. Nie pozwoli jej odejść, nie pozwoli jej znów zabrać komuś obcemu, nie teraz gdy potrafiła się bronić.
Zwykłe piątkowe popołudnie, kiedy to ludzie zazwyczaj szykują się na wieczorny melanż. Zwykle najwięcej dzieje się w wieczorem, jak po całym tygodniu stresującej pracy trzeba się trochę rozerwać. Niestety mnie nie będzie to dawne, już nawet nie pamiętam jak wygląda zabawa. Nawet nie wiem czy, kiedykolwiek imprezowałam. Teraz liczy się dla mnie tylko to, żeby jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki oraz by schwytać jak największą liczbę mutantów.
Przechodziliśmy między sklepami i butkami i już myślałam, że to będzie kolejny z tych nudnych patroli, gdzie nic się nie dzieję. Pierwsze co zauważyła to jakieś zamieszanie, kilka ludzi zaczęło głośno narzekać na jakiegoś szatana. Nie można było zrozumieć nic dokładnie przez ten gwar, gdy chwilę po tym poczułam jak ktoś się na mnie rzuca. Odruchowo chwyciłam za broń, ale jak zobaczyłam, że to mała dziewczynka zabrałam dłoń z broni. Dopiero w tedy dotarło do mnie co ona krzyczała.
- Nie jestem twoją mamą, ale jak ją zgubiłaś możemy pomóc ci jej poszukać - powiedziała do dziewczynki. Nie za bardzo lubiłam dzieci, bo te przypominały mi o straci mojego dziecko. O tym, że zabrano mi mój najcenniejszy skarb. Moje maleństwo...
- Obiekcie 478g to nie należy do naszych obowiązków. A ty mała zmykaj stąd - powiedział jeden z moich towarzyszy.
- Daj spokój to tylko dziecko. Penny ma racje, że nie możemy tak tego zostawić. Chociaż to zgłośmy do odpowiednich organom. By ktoś zajął się te małą. Jak ma na imię twoja mamusia? - wtrącił się drugi. Przysłuchiwałam się tej ich rozmowie, jednak moje spojrzenie było utkwione tym dziecko. Miałam wrażenie, jakbym je znała, a jednocześnie było dla mnie obce. Nie rozumiałam tych uczuć.
Nie wiedziała jak wygląda mama Vanessy, ba skąd miała to wiedzieć. Nigdy przecież się nie spotkały. Jak usłyszała od dziecka, że tam jest jej mama. Wiedziała, że o tak jej bratanica nie pójdzie z nią do sklepu. Miała tylko nadzieję, że nie narobi zbyt dużego zamieszania. Zwłaszcza że jej matka nie była sama, lecz towarzystwie innych funkcjonariuszy DOGS, że też musiała być to ona. Widząc, że Vanessa chcę biegnąć do kobiety spróbowała ją złapać za rękę i powstrzymać. Jednak ta się wyrwała i pobiegła prosto do nich.
,,Nick mnie zabije" pomyślała i pobiegła za swoją bratanice. Nie zostawi jej samej nawet jeśli tam była jej matka. Tym bardziej, bo jedyne co wiedziała o kobiecie to, że została schwytana wraz z jej bratem Chrisem i teraz jest z DOGS. Więcej nie potrzebowała wiedzieć, by domyślić się, że nie złe bagno się wpakowała. Raczej Vanessa ją wciągnęła wraz za sobą. Jednak co można winić dziecko stęsknione za mamą. Podeszła słysząc wymianę zdań ich.
- Przepraszam państwa za kłopot. Nie jest sama, nie zgubiła się, ani też nie trzeba nigdzie zgłaszać. Raz jeszcze przepraszam po prostu pani jej przypomina mamę - powiedziała próbując jakoś załagodzić sytuacje, wyjść z niej jakoś. W duchu modliła się by jednak jakoś to się udało, a później porozmawia ze swoją bratanice o wyrwaniu się prosto do DOGS.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
- Jesteś moją mamą. Zabrali Cię cztery lata temu.
Wydusiła z siebie chcąc ją przekonać, że to ona, w końcu musiała ją pamiętać! Musiała! Spojrzała na nią z załzawionymi oczyma. Musiała w końcu ją pamiętać. Dopiero gdy tamci mężczyźni odezwali się do jej mamy "obiekcie" twarz Van stała się grobowo biała. Zacisnęła pięści i spojrzała na nich nie wierząc w to co słyszy. Co oni zrobili jej mamie?!
- Co Wy zrobiliście mojej mamie?!
Wydusiła z siebie wściekła. Buzowała cała od środka. Była w trakcie nauk, nie panowała jeszcze nad sobą, a to co teraz miała przed oczyma. Matkę, którą kochała do zawsze, tęskniła za nią od kiedy została zabrana. Wspomnienia zrozpaczonego ojca na zmianę z wściekłością, kobietę którą więźli a która bezczelnie uważała, że nic nikomu nie robią. Jak nie robią?! Właśnie widziała!
- Mamo! Nie jesteś żadnym obiektem! Masz na imię Rebecca! Ocknij się! Oni Cię skrzywdzili!
Krzyknęła nie zdając sobie sprawy z tego, że ciotka się do nich zbliżyła. Odwróciła się do kobiety.
- Ale to jest mama!
Wybuchnęła wściekła a przez to, że nikt nie trzymał młodej buntowniczki dziewczynka czuła jak moc zaczyna w niej się ponownie wzmagać. Jak to co czuła przez te lata w końcu przelało czarę goryczy i boleści gdy jej własna matka nie pamiętała jej.
Nie wiedziałam o co tej małej chodzi, a kiedy odezwali się moi towarzysze. Najchętniej odsunęłam bym się od tej małej i tego wszystkiego. Miał racje to nie należy do naszych obowiązków tym bardziej moich. Miałam łapać zbuntowane mutanty niż zajmować się jakiś dzieckiem. Zwłaszcza, że swoje straciłam, a ta mała powodowała dziwny ból, który nie potrafiłam wytłumaczyć. Spojrzałam na kobietę, która się pojawiła i zaczęła przepraszać za nią. Raz jeszcze spojrzałam na dziewczynkę. Nie rozumiałam co tutaj się dzieję. W głowie czułam ból i to wcale nie poprawiało sytuacji. Zignorowałam kobietę, która pojawiła się przy dziecku.
- Nie jestem twoją mamą - powtórzyłam raz jeszcze do niej. Nie rozumiałam czemu twierdziła, że nią jestem. Zwłaszcza, że jej nie kojarzyłam. Czemu akurat ja? Czy to jakiś kolejny egzamin? Który miał mnie sprawdzić, czy jestem wystarczająco odporna takie sytuacje. - Nie jestem kobietą za którą mnie uważasz i nikt nic mi nie zrobił. Nazywam się Penelope Mares. Nie Rebecca… Musiałaś mnie z kim pomyśli - powiedziałam do małej. Miedzy czasie zauważyłam, że jeden z moich towarzyszy przymrużył oczy jak usłyszał imię i przyjrzał się dziewczynce. Może kojarzył jej matkę, albo to imię coś mu mówiło. Mnie niestety nic nie mówiło... Było dla mnie obce...
- Skoro nie jest same niech pani zabierze je. Jesteśmy pracy - zwróciłam się do kobiety, którą dziewczynka próbowała przekonać, że jestem jej mamą. - Może powinna pani zawiadomić jej rodziców? - dodałam, bo z pewnością było coś nie tak z tym dzieckiem. Po za tym sama powiedziała, że przypominam tej małej matkę. To znaczyło, że ona nią nie jest... Ale ma ją pod opieką.
zrobię z Tobą wszystko co chcę, no bo w sumie mogę, więc uważaj tam na siebie
wszystkie moce
milio
denerwuję ludzi i mutantów
name:
Mistrz Gry
Wysłany: 2019-09-07, 20:15
To co wygadywało dziecko, zaczynało być bardzo podejrzane a zarazem też bardzo ciekawe. W kobiecie rozpoznawało swoją matkę. Nie wiadomo jak było w rzeczywistości. Sprostowanie pojawiło się od kobiety, która widocznie robiła za opiekuna dziewczynki. Dziecko to musiało chyba przejść poważną traumę po stracie matki, skoro wygaduje takie rzeczy.
Obaj mundurowi obserwowali zachowanie Penny i sprawdzali jak dobrze miała przeprogramowaną pamięć. Widać, że nie poddała się słowom dziecka i twardo stała przy swoim. Bowiem taka była prawda. Nie miała rodziny.
Tak czy inaczej, obaj mężczyźni uważnie przyglądali się scenie. Jeden z nich postanowił zadać nieco inne pytanie:
- A kim jest Twój tata?
Zapytał małą, nie ukrywając zainteresowania tematem. Ale też fakt, kobieta opiekująca się tym dzieckiem, powinna powiadomić rodziców.
Oh… mała Vanesso czemu musisz to robić swojej ciotce. Stawiać ją tak trudnej sytuacji. Przecież sama widziałaś, że nie chętnie zareagowała na sam ich widok. A ty jeszcze każesz jej tutaj stać i z nimi rozmawiać. Jak gdyby nic... Jakby to nie oni zabili jej miłość? Po prostu nie mogłaś stwierdzić, że się pomyliłaś. Tylko musiał uparcie stać przy twoim. Nie widzisz, że kobieta, którą uważasz za mamę nie poznaję cię.
- Kochanie - zwróciła się bezpośrednio do Vanessy celowo nie używając jej imienia. Bowiem nie wiedziała, czy Rebecca nie zdradziła im czegoś za nim stała się obojętna. Poza tym wiedziała, że Vanessa nie do końca panuje nad swoją mocą. Dlatego lepiej byłoby gdyby się uspokoiła. Niestety to będzie trudne... Zwłaszcza że jej mama jej nie poznaje. - Posłuchaj pani... Ona nie jest twoją mamą. Chodź porozmawiamy z tatą o wszystkim - dodała kładąc dłonie na jej ramieniu. Chciała też skorzystać z możliwość, jaką dała jej Rebecca czy też Penelope. Aby stąd się oddalić jak najdalej.
- Oczywiście poinformuje jej ojca o całej sytuacji - powiedziała do niej. Za nim jeden z mundurowych spytał jak się nazywa Nick oraz nie dało się nie zauważyć, że bardzo interesuje się tym faktem.
- Jak już mówiłam to znajduje się pod moją opieką. Nie potrzebuje pan danych ojca. Wystarczą moje - powiedziała w duchu dziękując temu, że ojciec naciskał na naukę między innymi prawa. Nie interesując się, że ona chce zostać aktorką.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Van traciła cierpliwość, która ostatnio była wystawiona na ogromną próbę. Zacisnęła palce w pięść niemal się gotując cała w środku. Słowa matki tylko sprawiały jej więcej cierpienia i bólu. Ona jej w ogóle nie pamiętała. A oni...oni zrobili jej pranie mózgu! Straciła matkę lata temu, a teraz? Teraz gdy miała ją tuż pod nosem ona jej nie pamiętała. W ogóle nic nie pamiętała. Gdy Esther zbliżyła się do niej Van odruchowo cofnęła się od niej dając tym samym do zrozumienia, że nie panuje nad sobą. Nie mogła się na niczym skupić. Obraz sprzed lat wrócił tak bolesny, że musiała uważać by nikogo nie dotknąć.
- Nie traktuj mnie mamo jak przedmiot! Śpiewałaś mi do snu każdego wieczoru! A teraz?! Chodzisz z nimi jak piesek na smyczy! Jeśli mnie nie kochasz i taty to powiedz to a nie udawaj, że mnie nie pamiętasz! Opowiadałaś mi bajki przed snem, nosiłaś na rękach i spoglądałaś w moje oczy a teraz? Nawet na mnie nie spojrzysz? Tyle dla Ciebie znaczę? Zawsze mówiłaś, że jeśli się kocha to nigdy się o kimś nie zapomina, że to uczucie zawsze zostanie! Dopiero jak ktoś umiera jest tęsknota i smutek, ale Ty musisz wiedzieć! Mamo!
Krzyknęła gorączkowo. Pragnęła ją złapać za rękę, szarpnąć ale jeśli by to zrobiła mogłaby ją skrzywdzić, a tego nie chciała. Słysząc pytanie jednego z mężczyzn odwróciła się do niego.
- Mój tata? Michael.
Skłamała z uprzejmym uśmiechem. Kłamiąc w żywe oczy.
- Zostawić mamę z nimi? Nigdy się nie zostawia rodziny. Oni skrzywdzili mamę, jeśli odejdę teraz to jej nie odnajdę, nigdzie nie idę.
Odparła buntowniczo. Ale co się dziwić, reakcja dziecka jak każdego na widok matki, która zniknęła lata temu. Więc co się dziwić? Jednak niestety kobieta ewidentnie jej nie pamiętała a to było złe. Musiała sobie przypomnieć, musiała! Widząc, że po prostu traktują ją jak powietrze w tym jej własna matka Van nie wytrzymała. Zrozpaczona rzuciła się biegiem przed siebie trącając i przewracając po drodze przypadkowych ludzi. Starała się nikogo nie dotknąć, ale nie miała tej pewności, łzy powodowały, że nic nie widziała.
Co tutaj się wyprawiało? Kim jest to dziecko? Czemu twierdzi, że jestem jej mamą? Czemu to wszystko musiało spotkać właśnie mnie? Czy nie dość wycierpiałam po stracie dziecka? Takie pytania kotłowały się mojej głowie. A to wszystko przez te małą... Z każdym jej kolejnym słowem czułam się jakby ból głowy miał zaraz wysadzić mi głowę. Każde słowo uderzało mnie jak echo słyszałam je podwójnie.
- Przestań! Nie jestem twoją mamą! Zostaw mnie spokoju! Znajdź kogoś innego do dręczenia! - krzyknęłam do tej małej, kiedy zaczęła twierdzić, że jestem jej mamą przywołując obce mi wspomnienia. Chciałam by po prostu się zamknęła oraz by przestała mnie boleć głowa. Jak mój towarzysz zapytał się o jej ojca spojrzałam na małą i odczekałam na jej odpowiedź. Michael? Nic mi to nie mówiło. Myślałam, że skoro uparcie twierdzi, że jestem jej mamą to może kiedyś się spotkaliśmy wcześniej. Może mnie kojarzyła i dlatego wybrała mnie na swoją mamę. Jednak imię jej ojca nic mi nie mówiło. Zresztą to nie było nic dziwnego. Nie za wiele pamiętam ze swojego poprzedniego życia. Lekarze stwierdzili, że straciłam pamięć po wypadku, którym straciłam dziecko oraz jaki był sprawą mutanta.
Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć, ani jak wyjść z tej sytuacji. Nawet opiekunka tego dziecka nie potrafiła zapanować nad małą. Widząc jak dziecko po raz kolejny ucieka przed swoją opiekunką. Zareagowałam automatycznie skierowałam w jej stronę dość silny podmuch wiatru, który miał skosić ją z nóg i zaniechać dalszej ucieczki nie czyniąc jej krzywdy.
Dlaczego, dlaczego i raz jeszcze, dlaczego Vanessa nie mogła ot, tak odejść od nich. Jeszcze musiała krzyczeć do tej kobiety i przywoływać te wszystkie rzeczy. Już było widać, że towarzysze tamtej kobiety są zainteresowani całą tą sytuacją. Esther naprawdę tej chwili cieszyła się, że nie ma żadnych dzieci i chyba szybko ich nie będzie miała. Wystarczyły jej wszystkie problemy i dobre chwilę, jakie miała ze swoją bratanicą. By z tym poczekać... Poza tym musiała mieć wcześniej z kim mieć je. Słysząc słowa kobiety, a raczej krzyki spojrzała na nią karcącym spojrzeniem. To było jeszcze dziecko, może jej nie pamiętała albo rzeczywiście Vanessa się pomyliła. Co wątpiła Esther… To nie dawało jej żadnego prawa tak zwracać się do niej bratanicy.
Jednak trzeba było przyznać, że Vanessa zachowała się świetnie nie zdradzając prawdziwego imienia swojego ojca.
- An - zwróciła się do Vanessy to było pierwsze co przyszło jej do głowy. Poza tym wchodziło w skład jej imienia, ale jednocześnie zdradzało je. Widząc jak kobieta używając mocy przewraca jej bratanice. Esther poczuła jeszcze większość złość i nienawiść do przedstawicieli DOGSu. - Co wyrabiasz to jeszcze dziecko! Waszym zadaniem jest nas chronić, a nie atakować dzieci. Za kogo wy się uważacie! - krzyknęła do kobiety jednocześnie ją odpychając. Poza tym na rękę jej był fakt, że tej chwili znajdowali się publicznym miejscu. Gdzie całą sytuacje widzieli inni ludzie. Niech zobaczą jak postępuje DOGS.
Podbiegła do swojej bratanicy i łapiąc ją za ramie gdzie miała bluzę pomogła jej wstać. Jak tylko złapała Vanesse to poczuła ciepło ale zignorowała je. Widziała, że małą tej chwili nie panuje nad sobą. Dlatego też spojrzała raz jeszcze karcącym spojrzeniem na DOGS i szybko napisała SMS do Nicka korzystając z wymyślonego imienia przez Vanesse.
- Nic ci nie jest? - powiedziała do swojej bratanicy, po czym dodała szeptem - Spróbuj się uspokoić na pewno dowiemy się co stało się z twoją mamą i dlaczego cię nie pamięta. Obiecuje - szepnęła do niej tak by tylko ona ją usłyszała. Wierzyła swojej bratanicy, że to jest jej mama. Tylko nie wiedziała czemu kobieta jej nie poznaje i traktuje jak obce. Jednak pomoże małej się dowiedzieć tego. Na razie priorytetem było to by się uspokoiła i zapanowała na swoją mocą.
_________________
Esther Goth
Ci, którzy boją się ciemności, nigdy nie widzieli, co światło może zrobić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum